„Co to to nie!” – część 37 i 38

by Koci & Hope
Uwaga! Czytasz na własną odpowiedzialność:)

37
Lidia

  W oczekiwaniu na pierwszy sztych, mięśnie szyjki macicy mocno się napinają. Jestem przekonana, że facet wtargnie do sezamu niczym „Ali Baba”. Jednak partner robi kompletnie coś innego. Czubkiem penisa dotyka otworu, rozsmarowując śluz po całym łonie i dopiero teraz powoli, bez pośpiechu wsuwa członka do pochwy. Cicho kwilę, gdy wejście do groty o jedwabistym wnętrzu wita gościa, kurczowo zaciskając „szpony” na łbie w różowym czepku.  
– Cholera! – Marian cicho syczy i zastyga. Słyszę, jak bierze głęboki wdech, tak jakby próbował pohamować swoją żądzę. – Nie chcę zrobić ci krzywdy, dlatego postaraj się rozluźnić. Jesteś węższa niż sądziłem – szepcze przez zaciśnięte zęby.  
Słowa te bardzo mnie podniecają. Dostaję zawrotu głowy, a radość po takim komplemencie jest tak ogromna, iż niekontrolowanie jeszcze mocniej zaciskam „kleszcze” na Marianku juniorze.  
– Lidziu, w ogóle nie pomagasz – upomina.  
Zamykam oczy, nabieram powietrza, aby w jakiś sposób uspokoić szalejące emocje.
– To nie jest takie łatwe. Daj mi chwilkę.
Nagle usta Cybuli muskają skórę erogennej strefy za prawym uchem, a ciepłe dłonie wędrują pod bluzeczkę na ramiączkach. Przeszywa mnie przyjemny dreszczyk. Kawaler powoli wspina się do lewej piersi, którą najpierw dotyka przez stanik, a następnie wyciąga z miseczki cycuszka. Zaczyna go ugniatać oraz zmysłowo drażnić brodawkę.  
Pieszczoty te luzują napięcie w kroczu i Marian jednym płynnym ruchem zatapia członka po samą nasadę. Jednocześnie wydajemy jęk przyjemności. Mija zaledwie sekunda, kiedy mężczyzna wycofuje się, aby ponownie zrobić „nura” w głąb ciepłej, wilgotnej jaskini.  
Każde kolejne pchnięcie wzrasta na sile, a wraz z nim zapach podniecenia unoszącego się w powietrzu zmieszanego z pożądaniem i głośniejszymi odgłosami wychodzącymi z naszych ust.
Marian coraz mocniej, głębiej, szybciej napiera biodrami. W pewnej chwili kochanek przestaje pieszczoty cycorka, prostuje się i kładzie dłonie na „boczkach”, przez co dochodzi do zmiany kąta penetracji. Intensywność współżycia jest wręcz nie do opisania. Z każdym sztosem zbliżam się ku orgazmowi. W pogoni za szczytowaniem instynktownie wychodzę naprzeciw ruchom sąsiada.
Trafia prąciem w czuły punkt, co sprawia, że w mig na ciele powstaje gęsia skóra, spowodowana przeszywającym prądem od stóp do głów. Jęczę i sapię coraz głośniej. Na skroni oraz karku wyczuwam drobne kropelki potu. Pragnę uwolnienia z cholernych łańcuchów chcicy.  
– Popuść wodze. Nie powstrzymuj tego – cedzi, dając w pośladek przyjemnego klapsa, a zaraz po tym masuje dwoma palcami nabrzmiałą łechtaczkę.  
Przy następnym pchnięciu, pulsujące mięśnie na powrót zaciskają się na penisie. Chociaż przygryzam usta, aby nie wydać odgłosu prosiaczka, to i tak uchodzi mi gardłowe, stłumione „Myhhhh”. Dochodzę z potężną siłą, pociągając za sobą Mariana. Chłop na sekundę nieruchomieje. Wyczuwam, jak pompuje nasienie w lateksową pelerynkę. „Ależ poszybowałam! Łuchuuu!”.
Z zadyszką opieram czoło na przedramieniu. Konwulsje pochwy powoli mijają, adrenalina opada w dół, a nogi drżą po wysokim locie krzywodziobem.  
Aż ciężko mi uwierzyć, że właśnie jestem po seksie z gołodupcem. W głowie wirują tylko dwa zdania: „Przepadłam. Intymność z Cybulą tylko potwierdziła moje obawy”.
– Cudowne uczucie. Dziękuję, Kruszonko. – Marian całuje mnie w plecy na wysokości łopatek. Delikatnie wycofuje się, zostawiając po sobie pustkę.
  W głowie tętni multum myśli. Mam pietra, iż zaraz naciągnie portki na dupę i wyjdzie z mieszkania. Czarne wizje przed oczami wyobraźni nie wpływają za dobrze na psychikę.  
Bez żadnego słowa pędzę do kibla. Zamykam za sobą drzwi na klucz. Odkręcam kran, siadam na otwartym sedesie i zakrywam twarz dłońmi. Nic nie poradzę… Tama puszcza. Zaczynam cicho łkać.
Stosunek z łysym był zbyt piękny, aby mógł być prawdziwy. Dokonał czegoś, co wydawało się dla mnie nierealne. Ziomek sprawił, że pierwszy raz w życiu poczułam coś więcej niż tylko zwykłe „Rein. Raus. Aus”.
Idiotyczna sytuacja… Nie powinnam mieć wątpliwości względem Mańka, bo przecież opowiedział o swojej byłej. Nawet reakcja kipiącej zazdrości po wypowiedzeniu imienia pracownika z Dino jest dowodem, jak bardzo ubiega się o moje względy, tylko… Nie zniosę kolejnej wtopy!
Znając moje cholerne szczęście, taki związek z fenomenalnym współżyciem nie przetrwa kilku godzin… Już nie wspomnę o dniach ani tygodniach. Warto więc pogłębić to, co rośnie, czy lepiej od razu zniszczyć wykiełkowane ni z dupy uczucia?
Nie mam zielonego pojęcia. Czemu wszystko w moim życiu musi być tak mocno skomplikowane?
Dlaczego nie potra...
Pukanie do drzwi przerywa dumanie nad wirującymi myślami.
– Lidziu? Nie chcę poganiać, ale…
– Sekunda – przerywam. Szybko wstaję z kibla i spoglądam w lustro. „Zarąbiście! Wyglądam jak panda!”. Pierdolę to! Chwytam za butelkę mleczka do demakijażu i zmywam tapetę z mordy. Mam to tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, czyli w rzyci. Cóż zostało do stracenia? Niech ziomek ujrzy swoją „partnerkę” bez upiększacza ryja. Na bank rozwinie skrzydła orlika i poleci do innej dziupli. Tsss.
Podmywam przy okazji krocze i chcę wziąć z półki gacie, wtem… „O cholercia! Spodnie zostały w kuchni!”. Owijam ręcznik w pasie, a następnie otwieram wrota od pałacu beżowych kafli.
Z opuszczonym wzrokiem, udostępniam pomieszczenie. Nie jestem w stanie spojrzeć Marianowi w oczy. Boję się, że zauważy ślady płaczu.  
Omijam nagie cielsko z dyndającym jaszczurem i gnam do sypialni, aby założyć jakieś pantalony.
Niestety daleko nie umiem spierdolić. Marianello łapie mnie za łokieć, odwraca w swoją stronę. Uparcie patrzę na paznokcie swoich stóp. „KURRRR… A chciałam pierdyknąć na nie jakiś kolorek!”.
– Sprawiłem ci ból? – pyta z nutką strachu w głosie. Natychmiast kręcę głową.
Jak mogę wytłumaczyć targającą mną niepewność? Zrobię z siebie pośmiewisko, dlatego...
– Wszystko okej – zapewniam. – Ubiorę się i dokończę obiecaną kolację. – Delikatnie wyrywam rękę z męskiego uścisku.
– Gówno prawda! Nie wciskaj mi kitu! – Ułamek sekundy później Cybula unosi moją twarz do góry. – Czemu kłamiesz? – wierci podniesionym głosem. W niemal czarnych ślepiach zauważam troskę, a także złość.
– Bo… – zaczynam, lecz cykor odbiera mowę. Zapada niemiła cisza.
– Bo? – docieka łagodniej z uniesionymi brwiami. Oczekuje odpowiedzi. Boję się jego reakcji.
Im dłużej patrzę na rysy twarzy mężczyzny, tym bardziej wymiękam.
– Chyba się w tobie zakochałam, a tego nie miałam w planie – mamroczę pod nosem z „hope”, że nic nie zrozumiał.

38
Marian

  Robię krok do tyłu, w opór zszokowany wyznaniem Lidki. Nie, żeby mnie ono nie ucieszyło – co to to nie! Stoję jednak wmurowany w podłogę, ponieważ nie mam najmniejszego pomysłu na odpowiedź. W głowie odświeżam swoją gonitwę za króliczkiem i nie potrafię określić, kiedy Kruszonka postanowiła, że chce dać się złapać. Jednocześnie walczę z natrętnymi wspomnieniami o Zośce. Gdy ostatni raz usłyszałem te słowa, byłem wniebowzięty. Powziąłem wówczas nieodpowiednie decyzje, oddałem komuś siebie we władanie oraz poświęciłem życie. A wszystko dla kłamliwej suki. „Ale teraz będzie inaczej. Musi być!” – powtarzam niczym mantrę w głowie, bo wiem, iż Lidziunia sama niejednokrotnie przeżyła zawód miłosny. „Przecież ktoś taki nie puściłby mnie kantem, prawda?”. Jest zbyt dobra, na pewno mówi prawdę, dzielnie wypowiadając ją na (…)
  – Marian?
  (…) głos. Pewnie bardzo się bała tego wyznania. Uczuć jednak nie można oszukać, ani zdusić w zarodku. Powinienem ją teraz podrzucać do góry za odwagę. Tylko dlaczego ja? Nie potrafię tego za chuja pojąć. A co, jeśli wszystko dlatego, iż byłem jedynym, który otwarcie próbował ją zdobyć? Równie dobrze, to mógłby być Kryspin, pieprzony (…)
  – Maniuś??
  (…) rzeźnik oraz poczwara w fartuszkowatym kondomie. Czy gdyby się bardziej postarał, Krucha ofiarowałaby mu takie same słowa? Przecież nie można tego wykluczyć. Może i Kryspa wygląda jak skończona pizdeczka, ale czasem cicha woda brzegi (…)
  – Maniek?!
  (…) rwie. Seks z Lidką był cudowny oraz zmysłowy, chociaż jak dla mnie za krótki, jednak czarna wcale nie musi tak samo uważać. Przecież widziałem zaróżowioną skórę pod kobiecymi powiekami. Pewnie płakała, bo sprawiłem jej ból, a nie rozkosz. Trochę już czasu minęło, kiedy ostatnio (…)
  – Cybula, do chuja pana! Odezwij się w końcu!!!
  Krzyk Lidii wyrywa mnie z zamyślenia. Nie mam pojęcia, dlaczego stoi obok i potrząsa skrzyżowanymi na męskiej klacie ramionami. Tak mocno zaciskam pięści, że na bank paznokcie robią ślady na skórze. Szybko więc rozluźniam dłonie oraz opuszczam ręce wzdłuż ciała. Zerkam na nieco przestraszoną Kruszonkę. Widzę, iż po łzach nie ma śladu. W oczach tli się niepewność pomieszana z troską. Żadnej złości, pomimo krzyku sprzed chwili. Tylko ona, ta niska czarnowłosa kobieta z obfitym biustem, brązowymi oczami, bez najmniejszego cienia makijażu. Z opadającym na jedno ramię ramiączkiem wygniecionej i usmarowanej łojem koszulki. Ślady moich dłoni na sterczących „bojkach”. Jęki, gdy dochodziła. Napinające się niczym struna oraz drżące w konwulsjach ciało. Spazmy orgazmu i krzyk rozkoszy. Ciepło, dotyk. Pełne usta. Pamięć o pierwszym lodzie. Sposób, w jaki trzyma papierosa oraz wydmuchuje dym z płuc. Oczy łani na środku czteropasmówki. Muszę. Dłużej już nie wytrzymam…
  – Kocham cię – wyznaję, na powrót wracając do zmysłów. Nie krzyczę. Po prostu mówię, co czuję już od dłuższego czasu. – Spodobałaś mi się od samego początku, ale wiem, że tak naprawdę serce drgnęło we właściwym kierunku, gdy złapałem cykora, jak ci wtargnięto do chaty. No, a jak dzisiaj przyniosłaś nam pizzę i piwo, to już przepadłem z kretesem. Teraz jednak, doceniając zaufanie, jakim mnie obdarzyłaś, kiedy wyjawiłaś swoje uczucia, nie śmiałbym przeżyć ani jednego dnia, dusząc w sobie własne emocje. – Ponownie unoszę twarz dziewczyny za brodę, zmuszając, by spojrzała mi prosto w oczy. – Jesteś śliczna z tymi swoimi pieprzykami u nasady nosa, różowymi policzkami oraz delikatnymi rzęsami nieobciążonymi tuszem. Ciasteczko do schrupania, ale nie na jeden raz. Pragnę się tobą delektować, tak długo, jak mi na to pozwolisz. Nie jesteś i nigdy nie byłaś dla mnie zdobyczą. Ale o tym już ci mówiłem. Musisz mi jednak wybaczyć, iż świeżonka trochę jeszcze sobie poczeka. Jestem głodny, lecz na ciebie mam większą ochotę. Tu, teraz oraz tym razem naprawdę „NA ŁOSTRO!”.
  W trzy sekundy porywam dziewczynę na ręce i niosę w stronę wanno-prysznica. Przez cały ten czas całuję pełne usteczka, w sposób mówiący: „JESTEŚ MOJA!”. Lidka dyszy prosto w moje wargi oraz wbija paznokcie w skórę na barkach. Wchodzimy razem pod prysznic. Nadal całując się, zrzucamy na podłogę koło brodzika resztkę jej ubrań. Następnie ustawiam odpowiednią temperaturę i odkręcam kran. Woda jest ciepła, ale nie gorąca, chociaż od żaru naszych ciał, za moment z pewnością będzie wrzała. Krucha nieoczekiwanie przerywa pocałunek i zaczyna zjeżdżać ustami w dół. Zanim jednak ucieknie w stronę nabrzmiałego na powrót wzwodu („przy dobrej klaczy, chuj jak się patrzy!”), gładzę jej policzek oraz zmuszam, by spojrzała mi w oczy. Krople wody utrudniają czynność i śmiesznie mruży oczęta, ale mimo to rzuca pytające spojrzenie. Wówczas ponownie wyznaję:
  – Kocham cię. Nie zapominaj o tym.
W odpowiedzi uśmiecha uroczo buzię oraz bez ostrzeżenia bierze całego Borysa do ust. Przez cały ten czas spogląda w górę, co sprawia, iż duże oczyska wydają się jeszcze większe. Jestem nakręcony jak zegarek i mam wrażenie, że lada chwila wyskoczy mi kukułka.
  – Mogę cię złapać za głowę? – pytam, ciężko dysząc, świadomy nadchodzącego wytrysku. Oczy mam zamknięte. Tym sposobem próbuję opóźnić nuklearną erupcję – Połkniesz, czy nie lubisz smaku spermy? W sumie nigdy nie zapytałem…
  Aż podskakuję do góry, kiedy „MOJA DZIEWCZYNA!” zdejmuje męską dłoń ze swojego barku oraz kładzie sobie na włosy. Biorę to za przyzwolenie, więc dociskam kobiecą głowę, nadając „oralowi” odpowiedniego rytmu. Język Lidii wykonuje dosłowne cuda na kiju. Nadal jednak nie wiem, czy mam zgodę na spuszczenie się dziewuszce do ust, zatem dla pewności spoglądam w dół… i widzę, iż wolną ręką Kruszonka pieści słodziutki groszeczek. „Nie no, tak nie może być! Od tego ma przecież mnie!”. – Myślę, ale wtem ruch języka przybiera na sile. Kobieta zakreśla koła, przejeżdża pod spodem, lekko zahacza zębami oraz masuje jądra. Nie ma siły! Działam w sposób niekontrolowany i strzelam wprost do jej gardła. Resztką rozsądku, przy ostatnich wytryskach zmniejszam uścisk na czarnych włosach, a wtedy… Krucha przyciąga moją dłoń oraz dociska z całej siły grabę do własnej głowy tak, iż jej usta dotykają skóry na podbrzuszu.
  – Matko jedyna… Powiedz, że ćwiczyłaś to tylko na bananach!
  – Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr – odpiera, promieniejąc z radości. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że prychająca kotka, ewoluuje do takiej wyuzdanej lwicy.
  – To teraz jak? Znowu od tyłu? – pytam, bo mam niemałą frajdę, gdy Lidia przejmuje kontrolę.
  – Tym razem chcę cię widzieć – stwierdza. Bez zastanowienia opiera się plecami o kafelki, a następnie podnosi jedną nogę do góry i kładzie stopę na obramowaniu wanny. Widok na świecącą od wody broszkę daje mocno po klawiszach. Wtem przypominam sobie o gumce. Zerkam na podłogę i uświadamiam sobie, iż dresiwo, a wraz z nim prezerwatywy są w kuchni.
  – Sorry kotek, czepki zostały obok świniaka. Muszę je przynieść. Zaraz wrócę.
  – Nie trzeba. – Słyszę, gdy wycieram ręcznikiem stopy, żeby wyjść z wanny.
  – Jak to? – Podnoszę wzrok. – Nie rozumiem. Nie chcesz kontynuować?
  – Nie musisz iść po gumki. Biorę tabsy, bo mam yyy… – czerwieni się – no… regulują mi cykl.
  – Czyli chcesz powiedzieć, że możemy… bez?
  – Skoro od dłuższego czasu nie moczyłeś parówki w ketchupie, to mi syfa nie sprzedasz. Poza tym, jak inaczej sobie wyobrażasz „na ostro?”. – Przywraca na buzię kpiący uśmieszek. Ten sam, kiedy zawsze mnie podjudza do walki na słowa.
  Rzucam ręcznik na glebę. Tak sobie pogrywasz, „my-lejdi”? Oj, porządnie ci dzisiaj tatuś podwozie przetrzepie…


Od Autorek

Wypuszczono kanarka z klatki.
Przyfrunął do gniazdka sąsiadki.
Zapukał w ciepłe progi.
Lecz Lidzia prawie dała nogi.
Taka sytuacja.  
Czy będzie kolejna penetracja?
To nie będzie łatwe zadanie...
Chyba, że ten rozdział 40 łapek dostanie.

Pozdrawiamy! :)
KociHopeCoop.

KociHopeCoop

opublikowała opowiadanie w kategorii komedia i erotyczne, użyła 2585 słów i 15480 znaków, zaktualizowała 14 sie o 15:29.

2 komentarze

 
  • Gaba

    Wiadomo! 👋👋👋👍👍👍

  • KociHopeCoop

    @Gaba, życie, to jedna niewiadoma. Nie powinno się mówić, że jest "wiadomo".
    Dziś jesteś, jutro może Cię nie być.

  • Mirka

    Muszę ochłonąć...na razie tyle!

  • KociHopeCoop

    @Mirka, na ochłonięcie polecamy zimny prysznic lub loda... włoskiego.😁🍦
    Dziękujemy oraz pozdrawiamy!