„Co to to nie!” – część 49 i 50

by Koci & Hope
Uwaga! Czytasz na własną odpowiedzialność:)

49
Lidia

  Mija parę chwil, zanim umysł realizuje nowe informacje. Czuję się, jakby wyciągnięto mi dywan spod stóp. „Marian ma syna?!”.  
Ogarnia mnie nie złość, lecz zazdrość. Była narzeczona gołodupca jest naprawdę urodziwa. Mniej więcej mojego wzrostu, posiada nietypowy kolor włosów oraz figurę, za którą mogłabym obrać kobietę ze skóry.  
W głowie panuje kompletny mętlik, a pierwsze słowa podświadomości są: „Kolejny raz zaliczyłaś miłosną wtopę”.
Tu nie chodzi o to, iż miałabym problem z mężczyzną, który ma dziecko. Wręcz przeciwnie, wspierałabym go, lecz sam fakt, że…  
Świat przestaje się kręcić, a czas staje w miejscu. Myśli pędzą niczym parowóz, zostawiając za sobą kłębek gęstego dymu.
Istnieją tylko dwie logiczne odpowiedzi na wiszące w powietrzu pytanie.  
1. Maniuch jest tak samo zaskoczony tym fenomenem, ponieważ o niczym nie wiedział i znajduje się w ciemnej dziurze, jak ja.
2. Zataił przede mną „malutki” detal… i tu rodzi się nowy dylemat – dlaczego?
– Wiedziałeś o…? – szepczę, jednak zamykam dziób, bo znienacka przystaje przy nas moja matka.  
– Kochany z niego chłopczyk – stwierdza, odgryzając kawałek muffinka. – Czego nie można powiedzieć o mamusi – dodaje, w trakcie przeżuwania ciasteczka.
– Zna pani tę kobietę? – Marian dyskretnie wypytuje mamuleńkę.  
– W każdą środę odbieram wnuczkę z placówki, więc nieraz natrafiłam na… Zaraz sami się przekonacie. – Robi nieznaczny gest brodą przed siebie, dlatego odwracam wzrok w tym kierunku.
„Szajse!”. Konfrontacja z flaszką agentki nieruchomości była wręcz samą przyjemnością w porównaniu do tego czegoś.  
– To jest ciocia Ka i fujek Maljan! – woła Klara pełna euforii, ciągnąc za sobą koszmar stulecia.  Ależ oczywiście, że u boku chrześnicy człapie jej „lover”, po czym oboje uciekają do rówieśników. Z jednej strony „sweetaśne”, ale z drugiej… Chwilowo ciężko mi pozbierać myśli do kupy. Potrzebuję wyjaśnień, lecz te usłyszę najpóźniej... nie wiem kiedy. W tym cały sęk.
Moją największą obawą jest, że przez to przepiękne odkrycie, Marian wróci do byłej, a ja stracę pierwszą prawdziwą miłość.
Ogarnia mnie dobijający smutek. Spoglądam na sąsiada, którego cały czas trzymam za dłoń. „Lidia, nie pokazuj słabości. Musisz być twardą, obojętnie co nadejdzie”.
Kątem oka dostrzegam, że Miss Zosia-samosia na sekundę traci fason, gdy widzi mojego towarzysza, lecz szybko zakłada „żelazną maskę”. Tak z ciekawości zapytam… „Po jaki chu?”. Przecież to wiadome, iż bez eskalacji się nie obejdzie. Znam temperament Łysego. Wystarcza jedno złe zagranie i koleś (pomimo zaciskania szczęki) wychodzi ze skóry.  
– Dzień dobry, pani Bożenko – „Zołzśnica” wita matulę. Następnie spogląda na mnie. Robi szybki „check” cudnej figury Lidziuni. Lewa brew kobiety delikatnie unosi się do góry i opada w dół. Nie muszę być wróżbitką, żeby zinterpretować przemiły gest: „Spaślak”.
– Miło państwa poznać – mówi od niechcenia. Głos babska jest bardzo irytujący, aż piszczy w uszach. Automatycznie ściskam mocniej dłoń partnera, żeby dać znak, aby nie robił sceny. Dosłownie widzę przed oczami wyobraźni, jak ziomek rąbie siekierą zdzirę na kawałki i wrzuca części ciała na rozżarzony węgiel.
– Przepraszam. Nie zrozumiałam pani imienia. – Daję piczy pocisk.
Siostrzenica posiada więcej kultury niż dorosła osoba! „Jaki obciach! HAHAHAHA!”.  
– Zofia. – Czy ona właśnie wycedziła swoją godność przez usteczka? No, ładnie się zapowiada!
– Ma pani bardzo miłego skrzata. Podbija serca wszystkich kobiet. Ile ma lat, jeśli mogę zapytać? – wyjeżdża Marian ni z dupy. „Oł fucking shit! Nadciąga rozpierducha!”. Aczkolwiek zagranie to jest w dechę, ponieważ Zosieńka znajduje się w potrzasku. Dlaczego? Mamusia nadal stoi obok nas, wcinając rozkosznie muffinka.
– Trzy i pół roku. Mam nadzieję, że Stasieńko ukazał klasę podczas mojej nieobecności. Niestety, praca nie daje nam zbytnio możliwości, abyśmy uczestniczyli w takich imprezach. Niemniej jestem bardzo wdzięczna, iż państwo mogli…
Przestaję słuchać pieprzonego wykrętu, ponieważ Marian ściska mocno moją dłoń. Nie rozumiem, o co chodzi.
– Tatuś z pewnością jest dumny z syna? – docieka Maniek. Nie wiem jak to możliwe, ale od Cybuli emanuje aura, której nie potrafię opisać. Tak jakbyśmy oboje czekali na otworzenie sezamu, a złoty klucz do sekretnej szkatułki znajduje się przed nami. Widzę walkę w ślepiach piczy.
– Ojciec Stasia, nie miał okazji poznać potomka. Zginął tragiczną śmiercią, zanim potrafiłam podzielić się z nim wiadomością.
Słysząc te słowa, mam przed oczami jedno… Wyznanie Mariana na balkonie, kiedy uważałam go za mistera „Lista przeoranych loszek”.  
W tym momencie szkoda mi tylko dziecka.
– Licytator z wysypiska śmieci sprzedaje kolejny szrot! – woła matka. Robię duże oczy, ponieważ mamusia nigdy tak się nie zachowuje. Jednoznacznie rodzicielka wie więcej niż my. – Nalewka z paskudnych porzeczek będzie pod doniczką – szepcze do mojego ucha, puszcza oczko i robi strzałeczkę. „Cholera! O co biega?!”.
Ułamek sekundy później podchodzą do nas inni rodzice. Słuchamy absurdalnej opowieści Z(ł)ośnicy.
„Patologia jakaś!”.  
Babsko ma naprawdę gadane! Tak jak kiedyś wspominał Maniuś. Teraz przynajmniej rozumiem wcześniejsze słowa Bożenki. Zosisko stare psisko kłamie jak z nut. „Głupi frajer, połknie bajer”.
– Przepraszam państwa najmocniej, idę zapalić – oznajmia Cybula. Widzę, że kipi ze złości. Będę szczera. Nie byłam przygotowana na takie sensacje, lecz jedno jest pewne. Nie zostawię Mariana w tej okrutnej sytuacji. Kocham go, jak nie wiem co, ale... muszę poznać prawdę.
Łysy opuszcza działkę, a ja mknę za nim. Poprzez tempo w nogach, obcas szpilek zatapia się mocno w glebie. Bez namysłu ściągam obuwie, po czym daję rurę w stronę ukochanego.
Wybiegam poza ogrodzenie i dostrzegam, że Marian kopie nogą w oponę „berlinka”, a następnie wsiada do wozu.  
„Kurde! Chyba nie ma zamiaru odjechać z piskiem lacia?”.
W te pędy, zanim kolesiowi strzeli do głowy idiotyczny pomysł, wskakuję na siedzenie pasażera.
Jestem w stanie tylko obserwować czyny najdroższego. Mężczyzna parę razy przejeżdża dłońmi po twarzy i ciężko wzdycha.  
– Nosz… – Uderza kilkakrotnie rękoma o kierownicę. – Nic suka nie powiedziała! Nawet się nie pofatygowała, żeby mnie poinformować! – krzyczy wkurwiony. – W dodatku zrobiła ze mnie nieboszczyka! – wrzeszczy łamiącym głosem. Odwraca twarz w moją stronę i wtem do mnie dociera… Córa Koryntu uderzyła, gdzie najbardziej boli.
Biorę Mariana w objęcia.
– O niczym nie wiedziałem! Przysięgam! – Tama puszcza. Dorosły chłop zaczyna gorzko płakać. Niezmiernie mi przykro z tego powodu. Ufam gołodupcowi i wierzę ziomeczkowi na słowo. Sama reakcja na taki nius mówi za siebie.  
Bijący pod żebrami mięsień nie tylko wymięka, ale także wzrasta silniejsze uczucie do faceta, którego próbuję uspokoić.
– Już dobrze. Nie…
– Kocham cię, Lidziu! – wchodzi mi w zdanie. – Tak bardzo żesz w chuj i jeszcze mocniej. Zupełnie nie idzie tego opisać! Już było tak dobrze. – Kręci głową. – Dogadywaliśmy się, szliśmy do przodu. Nawet miałem nadzieję na przyszłość! Ale kurwa NIE! Przecież Marianek zawsze musi jechać ryjem po papierze ściernym! Przylazła więc taka pizda, ni z dupy pawiana wyjęta i wygłosiła rewelację czterolecia! I to jeszcze iście „urzekającym” sposobem!!! – Próbuje żartować, ale i tak łzy jak grochy ciekną po męskich policzkach. W końcu jednak opanowuje histerię, głośno wzdychając. – Nie chcę cię stracić do chuja ciężkiego! … Bosz… Nie wiem co robić! Powiedz cóż mam począć?! Jestem w potrzasku. Amba Fatima, jeszcze gwóźdź i mnie ni ma!  
Słysząc to wyznanie, do oczu napływają łzy. Unoszę twarz ukochanego i patrzę głęboko w zapłakane ślepka.
– Też jestem w szoku, ale ta sensacja niczego między nami nie zmienia. Musimy ochłonąć po wypalonej torpedzie. – Daję Marianowi buziaka w usta. – Kocham cię, więc nie waż się wątpić w moje uczucia. – Próbuję przemówić do rozsądku. – Wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz. Będę przy tobie w każdej sytuacji. Wesprę cię, obojętnie jakie trudne nadejdą decyzje. Razem przejdziemy ten ciężki okres. Znajdziemy rozwiązanie. Obiecuję. – Nic na to nie poradzę, pierwsze krople uwalniają się z kącików oczu.  
Marian złącza nasze usta w pocałunku i tym razem jest inaczej niż zwykle. Całuje mnie z większą pasją, namiętnością oraz takim uczuciem, że aż na całym ciele powstaje gęsia skórka.
– Lidziu, nie masz pojęcia, jak…
– Ciii – mamroczę, ponieważ mam potrzebę rozładowania zgromadzonej negatywnej energii.  
Chwytam za pasek spodni, odpinam go. Kolejno zsuwam zamek w dół, a następnie wkładam dłoń do bokserek. Długo nie muszę szukać „sprzętu wysokiego napięcia”.
Jednym słowem: Będę brał cię… W aucie.

50
Marian
  
  Drzewo rośnie centralnie naprzeciwko klapy mojego samochodu. Po bokach stoją auta Mirelli i Oskara oraz rodziców Lidii. Reszta wozów zaparkowana jest w równych odstępach od „wehikułów” organizatorów imprezy. Berlingo tkwi zatem pośrodku wszystkiego. Przyciemniane tylne szyby na pace robią jednak swoje, a i tuje posadzone wzdłuż płotu działki, dają poczucie prywatności. Furtka zamontowana jest nieco po ukosie, więc widzę ją przez prawe lusterko. Podsumowując, jesteśmy jak „Harimatis z Asterixa i Obelixa, Misja Kleopatra” – Trochę nas widać, trochę nie widać…
  Gdy Krucha podciąga sukienkę i siada okrakiem na męskich kolanach, w pierwszej chwili mam ochotę ją powstrzymać. Nie czuję się wart tej atencji. „Gołodupcze” myśli zakreślają koła niczym gówno w przeręblu. „Mam syna. Lidia to akceptuje. Nadal mnie kocha – Powtórz!”. Naduszam we łbie „repeat”, a i tak nie jestem w stanie przetworzyć tych informacji. Wszystkiego jest ZA DUŻO! W życiu nie sądziłem, iż coś będzie w stanie pozbawić mnie chęci do oddychania. A tak właśnie się stało. Zośka wbiła sztachetę prosto w „Cybulowe” serce. Dobrze wiedziała, że pragnąłem mieć dzieci zaraz po ślubie. Imię „Stanisław”, należało do mojego zmarłego na budowie ojca. Mogę dać sobie łeb ukręcić, iż nadając je młodemu, myślała wyłącznie o tym, jak bardzo mnie zrani, kiedy w końcu prawda wyjdzie na jaw. Zapewne czekała z ogłoszeniem rewelacji, by przywalić z grubej rury w najgorszym momencie. Chociaż… dzisiejszy dzień udowodnił, że nigdy nie byłoby ku temu stosownej okazji.
  Czuły dotyk czarnej przerywa gonitwę myśli. Błędnym wzrokiem obserwuję, jak jej dłoń masuje moje przyrodzenie. Chociaż nie czuję się teraz w nastroju, wiem, iż ona tego potrzebuje. Zbyt wiele szajsu spierdoliłem na jej śliczną główkę. Zadziwia jednak fakt, że jestem gotowy szybciej niż ostatnimi czasy. Borys „never-ever” nie zaliczył głaskanka w takiej scenerii, toteż wyraźnie zaciekawiony pędem wysuwa pyszczydło z sakwy. „A tam same dziwy!”.
  Kruszonka łapie za „Marianowe” bary i patrząc mi poważnie w oczy, przekrzywia majteczki na bok, by zrobić miejsce uwolnionemu gadowi. Pomimo, iż przyjmuje boa z wyraźnym jęknięciem bólu, ani na moment nie spuszcza wzroku. Gdy już wężysko znika w przytulnej jamie, kobietka pochyla tułów do przodu oraz mówi:
  – Skończ z tym. – Obsypuje moje czoło, usta, oczy i nos delikatnymi pocałunkami. – Wyłącz myślenie. Skup się na dotyku. Jestem tutaj. Czujesz, jak zaciskam mięśnie na twoim penisie?
  – Mhm… – „Aż” tyle jestem w stanie powiedzieć.
  – A teraz? – Dziewczyna rozluźnia „chwyt”, w tym samym momencie podgryzając moje lewe ucho. Czuję zapach jej perfum oraz dymu, z każdym ruchem czarnych włosów. – Będę cię tak łapać i wypuszczać aż zabraknie ci sił do pompowania…
  „Czy ona właśnie próbuje odciągnąć moją uwagę pikantnymi słowami?”. Jeśli tak, należy porządnie rozegrać tę partyjkę.
  – Powiedz mi, co mam robić? – powtarzam niedawno rzucone pytanie, ale w zupełnie innym kontekście.
  – Zerżnij mnie – odpowiada bez tchu, po czym unosi ciało nieco wyżej, a następnie mocno nabija na „pal” tak, że czuję rozkoszne wibracje w całych lędźwiach. Nie muszę być „sekspertem”, żeby zauważyć, iż ręce Lidii pokrywa gęsia skóra i dziewczyna cała drży, spłycając oddech. – Pieprz mocniej niż jajko „na-sadzone”.
  – Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na taką kobietę jak ty – mruczę niskim głosem, całując damską szyję oraz delikatnie sunąc językiem za uchem. – Ale nie pozwolę ci się mi wyślizgnąć z rąk. Jesteś moja, Kruszonko. Tylko moja i nikt inny nie ma prawa widzieć cię w takiej sytuacji. – Mówiąc to, kładę ręce pod pośladkami lubej, by ścisnąć mocno jędrne półdupki. Na ten gest Krucha cicho jęczy. Kolejno podnoszę dziołchę lekko do góry, powtarzając jej czyny sprzed chwili. – Żaden fagas, nie może przyprawiać cię o westchnienia euforii, pomieszanej z przyjemnym bólem. Zakoduj to sobie: Jesteś moja. A ja, należę wyłącznie do ciebie.
  Na tym kończymy gadanie. Nie ma już miejsca na jakiekolwiek wyjaśnienia. Wszystko, co było konieczne, zostało bowiem wypowiedziane. Dla mnie znaczenie ma tylko Lidia Damboń.
  Zachłanność naszych pocałunków nie zna granic. Wargi puchną od nadmiaru „frencha”. Borys ostro zatapia w łani cielsko, namiętnie i szybko, a pupeczka Kruchej uroczo „klapie” o moje otwarte dłonie. Gdzieś z tyłu głowy czai się desperacja. Uprawiamy seks pełni takiej pasji, jak nigdy dotąd. Zupełnie, jakby jutra miało nie być. Czas stoi w miejscu, szyby „Berliśka” zaczynają parować, a nasze ciała rosi gęsty pot. Spływa mi po czole oraz brodzie, zaś czarnej uroczo w stronę rowka w staniku. Pod wpływem impulsu, odgarniam nieco miseczki i zlizuję całą słoność, kierując język coraz wyżej, aż docieram do rozchylonych ust. Boa wnika coraz szybciej oraz głębiej, a nasze języki tańczą iście mistrzowski breakdance. Lewą ręką przyciskam lubą bliżej do siebie, drugą dłonią zaś zjeżdżam w okolice naszego zespolenia i zaczynam pieścić łechtaczkę. Intensywność ustnego „lizanka”, palcówki oraz hardcorowego pieprzenia jest na tyle silna, iż Lidziuni występują gwiazdki nad głową. Krótko przed orgazmem, chcąc być maksymalnie cicho, zakrywa sobie usta dłonią. W mig odrywam damską rączkę, mówiąc władczo:
  – Otwórz oczy i krzycz!
  Krucha natychmiast obrzuca mnie spojrzeniem, z którego mogę wyczytać więcej niż z encyklopedii. Widzę tam pasję, zadziorność, euforię, ekstazę oraz coś, co tylko ja jestem w stanie dostrzec – miłość. Dlatego też spoglądam w jej ślepka, ostatkiem sił posuwając jeszcze mocniej rozkoszne łono i trzymając za damską kibić. Wargi lubej drżą, gdy dochodzi krzycząc, a ja z jękiem moment po niej, nadal wpatrzony w brązowe tafle. Odchylam kark na zagłówku oraz pompuję nasienie, tak obfite, jak moje całe oddanie pannie Damboń.
  Mija kilka długich chwil, zanim ciężko dysząc, odzyskujemy poczucie miejsca oraz czasu. Kabinę wypełnia czysty zapach seksu. Tylko odpalić zapałkę, a wybuchnie. Całuję czółko ukochanej i pomagam jej usiąść na fotelu pasażera.
  – To było – zaczyna, ale chyba jeszcze nie doszła do siebie, skoro nie potrafi odnaleźć słów. W końcu jednak dopowiada – HOT!
  Kobitka odwraca do mnie głowę oraz przesłodko wykrzywia do góry usteczka. Widać, iż jest zadowolona z przeżytego aktu.
  – Wyglądasz jak po seksie. – Suszę ząbki, poprawiając umoszczenie w gaciach wiotkiego już „towarzysza Borysia”. – Do twarzy ci z tym.
  – No to chodźmy. – Szybko zakłada szpile i wysiada z auta. Zdezorientowany, wyskakuję za nią. Czy ona ma zamiar jebnąć w okładkę Zośce „Bajeczce” faktem, że się przed chwilą ruchaliśmy?!
  – Miła ma? – rzucam, goniąc czarną kroczącą w kierunku furtki. – Co chcesz zrobić?
  – Ukazać „Dambosię” w swojej najlepszej odsłonie – mówi niewinnie chichocząc, ale wiem, iż za tym zachowaniem Krucha skrywa coś diabelskiego. – A ty – tutaj wskazuje palcem na moją klatkę piersiową – mi w tym pomożesz.
  Zatem… „let’s get ready” na walkę w kisielu.
  „Sacrébleu! Gdzie tu teraz kupić orzeszki i popcorn?”.

https://www.youtube.com/watch?v=RViQzpZZDKQ  ;)

Od Autorek:

Kurka, jak się porobiło...
duszno, „porno” i zawiło.
Zakasane są rękawy,
ale to dla dobra sprawy.

Czy wypiorą wszystkie brudy?
Która z której zrobi budyń?
Się dowiecie za pięć dób,
kto Zosieńkę rąbnie w dziób!

Chyba, że tyś jest ochotnik?
Podnieś łapkę, skoroś psotny!

Pozdrawiamy! :)
KociHopeCoop :D

KociHopeCoop

opublikowała opowiadanie w kategorii komedia i erotyczne, użyła 2871 słów i 17376 znaków, zaktualizowała 15 wrz o 22:53.

3 komentarze

 
  • shakadap

    Toż to ładnie napisane!
    Maniek znów ma przej..ne
    Lidka znów na uszach staje
    Rezultatem jest Kochanie.

    Piszcie dalej
    Myślcie dalej
    Kombinujcie
    Opowieści dobre snujcie
    Życzę Wam znów najlepszego
    I podziwiam- na całego

    Pozdrawiam i powodzenia

  • KociHopeCoop

    @shakadap jedna z autorek by napisała:
    Dzięki, pozdro no i strzała -> :D  
    Jednak teraz jest nas dwie, więc szukajcie co i gdzie. :D  
    Cieplutko pozdrawiamy! :D

  • Gaba

    Do teraz było bardzo fajnie. Ale'''! zaczęło się królewskie pisanie....! I tak trzymać, Dziewczyny 👍👏
    No i pozdrawiam!

  • KociHopeCoop

    @Gaba, dziękujemy za "królewskie", ale aż tak wysoko nie sięgamy. Wystarczy nam "książęce". Byle niepasteryzowane :D

  • Majkel705

    Boooooooomba

  • KociHopeCoop

    @Majkel705, bardzo nam miło i zapraszamy na ciąg dalszy opowieści.

  • Majkel705

    @KociHopeCoop czekam