Nawiedzona Rezydencja (XIII)

Nawiedzona Rezydencja (XIII)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Chłodna jesienna bryza wzbijała w powietrze żółte i czerwone liście, które szeleściły delikatnie, gdy mijał je Bartosz podążający chodnikiem. Ramiona Bartosza napięły się, kiedy skręcił w ulicę, przy której znajdował się dom jego brata. Kiedy wyobrażał sobie ciężarówkę Tomasza zaparkowaną na podjeździe, w żołądku tworzył mu się dołek. Ale na szczęście jej tam nie było.
     Bartosz wszedł podjazdem, ruszył ścieżką do wejściowych drzwi i zapukał.
     – Bartek! – Ewelina pisnęła, otwierając drzwi. – Tak się cieszę, że cię widzę. Wejdź.
Chciała się zabawić ze swoim szwagrem, ale nie było to takie łatwe, jak się wydawało. Wielki, rozpromieniony uśmiech nie opuszczał jej twarzy. Wytarła dłonie w spodnie do jogi, żeby usunąć z nich pot.
     – Chcesz coś do picia?
     – Właściwie to pomyślałem…
Bartosz wszedł do środka, a ona zamknęła za nimi drzwi. Obserwowała go uważnie swoimi niecierpliwymi, niebieskimi oczami.
     – Chcę… hm…
Wyciągnął rękę i odgarnął do tyłu swoje potargane blond włosy.
     – Czy nie zechciałabyś wrócić do rezydencji? Moglibyśmy tam spędzić trochę czasu.
     – Co jest nie tak? – Jej uśmiech zniknął. – Tomek nie wróci w najbliższym czasie, obiecuję.
     – To nie to.
Nie chciał powiedzieć jej prawdy, że duch poprosił go o seks z nią w rezydencji. Mimo tego, co już zrobili, nie sądził, że to przejdzie.
     – Po prostu myślę, że byłoby ekscytujące… robić różne rzeczy… w moim pokoju.
     – Czy twoi rodzice są w domu?
     – Tak, ale się nie dowiedzą. To duży dom.
Znowu nie dodał, że duch pomoże ukryć ich odgłosy przed resztą domu, kiedy będą pieprzyli się jak króliki.
     – Naprawdę chcesz to zrobić?
Ewelina uniosła brew, mając nadzieję, że odmówi. Niespokojnie poprawiła bluzkę i spojrzała w jego słodkie oczy. Czekała na ten moment cały weekend, oczywiście, że zrobi wszystko, o co poprosi. Ale musiała spróbować zatrzymać go na swoim miejscu. Nie była już nastolatką, skradając się za plecami rodziców swojego chłopaka. Dobry Boże, teraz myślała o Bartoszu jak o swoim chłopaku.
     – Tak proszę.
     – Zgoda, jasne. Żaden problem. Jeśli tego naprawdę chcesz.
Chwyciła torebkę wraz z kluczykami do samochodu i weszła razem z Bartoszem do garażu.
     – Ale nie oczekuj, że będę to robiła przez cały czas. To trochę szalone. Nawet na to… – pocałowała go w policzek. – ...to, co mamy, cokolwiek to jest.
     Około pół godziny później Ewelina siedziała ze skrzyżowanymi nogami na łóżku Bartosza, wpatrując się w niego. W tym momencie naprawdę czuła się jak zakłopotana nastolatka, wysyłając mu wszelkie sygnały, żeby się poruszył. Wiele razy przeżywała takie coś w domu jakiegoś chłopca. W rzeczywistości niektóre z tych chwil były z Tomaszem w innym domu Czerwińskich. Jej serce biło szybko, a dłonie zacisnęły się. Czy naprawdę była tak bliska ponownego poczucia w sobie tego niesamowitego kutasa? Czy naprawdę było tak dobre, jak zapamiętała?
     – A Cassini przeleciała obok Ceres w tym miejscu.
Bartosz stał przy swoim plakacie ukazującym eksplorację kosmosu i wskazywał różne kursy sond. Nigdy nie gościł dziewczyn w swoim pokoju i fajnie było popisywać się swoimi zainteresowaniami.
     – Uch umm.... – Ewelina skinęła głową i uśmiechnęła się.
     – Oczywiście była w drodze na Saturna. – Prześledził podróż palcem wskazującym.
     – Oczywiście.
Robiła się niecierpliwa. Ten chłopiec lubił zmuszać ją do oczekiwania.
     – Mówiąc o Saturnie...
     – Bartku?
Ewelina spojrzała na niego gniewnie i położyła pięści na biodrach, patrząc na niego z łóżka.
     – Chodź tu.
     – Och, dobrze.
Bartosz wskoczył na łóżko i pozwolił Ewelinie zdjąć jego koszulę.
     – Przepraszam za to.
Dała mu małe całusy w jego skromną klatkę piersiową.
     – Po prostu ekscytuję się… och…
Patrzył, jak jej głowa porusza się coraz niżej i niżej, i poczuł, jak zrywa z niego spodnie oraz bieliznę.
     – To jest… naprawdę ciekawe.
Wchłonęła jego penisa do ust i szybko zanurzyła go coraz głębiej w gardło. Bartosz chwalił Boga za wynalezienie spodni do jogi. Widok jej bioder, kiedy się pochylała, był niesamowity. Oczywiście bez spodni byłoby jeszcze lepiej.
     Ewelina trochę się zakrztusiła i sięgnęła po ogromne jaja Bartosza. Jej palce zacisnęły się wokół nich. Takie potężne, cenne skarby. Czuła się ważna, trzymając je w dłoniach. Zanim to całe szaleństwo się zaczęło, nigdy nie uwierzyłaby, że mogłaby zrobić głębokie gardło, zwłaszcza z tak potwornym penisem jak ten należący do Bartosza. Ale miała sposób na tego nastolatka i chciała zrobić wszystko, co w jej mocy, żeby poczuł się dobrze.
     Chwilę później Bartosz rozebrał swoją szwagierkę i położył ją na plecach na łóżku. Rozłożyła dla niego nogi, pokazując swoją cudowną blond cipkę. To był spektakularny widok, ale nie to miał na myśli Bartosz.
     – Złóż nogi razem.
     – Ale nie będziesz w stanie dotrzeć, jeśli to zrobię.
Złożyła nogi i pozwoliła mu wsiąść na siebie, z kolanami po obu stronach jej ud.
     – Ooooohhhhhhh...
Spojrzała w dół, na falujące wzgórza jej piersi i patrzyła, jak się w nią wbija.
     – Myliłam się… ugh… możesz sięgnąć stamtąd… tak głęboko.
Musiała przestać myśleć o tym, co było możliwe dla Tomasza. Bartosz zmieniał jej punkt widzenia.
     – Och… Boże… uderzasz w punkt… w ten sposób… oooohhhhhhhh...
Już dochodziła.
     – Chcę spróbować czegoś nowego.
Bartosz następnie rozłożył jej nogi i położył ręce pod nią, obejmując jej pośladki.
     – To… nie było nowe?
Ewelina patrzyła zszokowana, gdy podciągnął ją do pozycji pionowej, a następnie uniósł ją z łóżka, wciąż nadzianą na jego penisa. Objęła go ramionami za szyję, gdy stał obok swojego łóżka, trzymając ją w powietrzu.
     – Jak… uuugggghhhhhh…
Poczuła, jak jego dłonie zaciskają się na jej tyłku, gdy ciągnął ją w górę tego długiego kutasa i z powrotem w dół. Była taka otwarta i tak wystawiona na jego działanie.
     – Jak mnie… podnosisz? Jestem o wiele ... cięższa od ciebie.
Nienawidziła tego przyznawać, ale znacznie przeważała nad nastolatkiem. Zwłaszcza, że jej cycki urosły.
     – Trochę…ćwiczyłem.
Bartosz podrzucał ją na swoim penisie w powietrzu i patrzył, jak jej oczy przewracają się w w tył głowy. To nie była wiarygodna odpowiedź, ale Bartosz i tak nie sądził, że go w tej chwili słucha.
     Cycki Eweliny trzęsły się i kołysały w przód i w tył. Jej głowa kołysała się na boki.
     – Baaarrrtkuuuuuu...
Jej szwagier zapewnił Ewelinie pierwszy orgazm, kiedy była w ramionach tego młodego mężczyzny. Dał jej tak wiele nowych doznań.
     Kilka godzin później Ewelina ujeżdżała Bartosza tyłem z uniesionymi kolanami i stopami opartymi na łóżku. Każde pociągnięcie było tak absurdalnie długie. Kiedy spojrzała w dół między spocone, wiszące cycki, mogła zobaczyć, jak jej brzuch wypycha się za każdym razem, gdy uderzał w dno jej pochwy. Czuła się jak bogini seksu. Byli bogami seksu. To była religia, która przemawiała do niej z większą siłą niż cokolwiek, czego kiedykolwiek nauczyła się w kościele.
     Bartosz klepnął ją w lewy pośladek i wysłuchał cichego okrzyku zadowolenia, jaki w odpowiedzi wydała z siebie Ewelina. Postanowił spróbować nieprzyzwoitych tekstów Luizy z Eweliną:
     – Czy jesteś… dziwką, Ewelino?
Znowu ją uderzył i cieszył się czerwonym odciskiem swojej dłoni na jej bladym tyłku.
     – Ugh… ugh… ugh… Sądziłam, że nie… dopóki… nie pokazałeś mi swojego kutasa, Bartku.
Poruszyła rękami w powietrzu, niepewna, gdzie je położyć. W końcu zrezygnowała i po prostu wyciągnęła ręce nad ramiona, jej palce wykonywały dziwne gesty, a jej pierścionek był jasny i wyraźny na lewej dłoni.
     – Ale teraz… będę twoją dziwką, Bartku. Jestem dziwką… tylko… uh… uh… uh… dla ciebie.
     – Naprawdę?
Bartosz nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Spojrzał na spienioną spermę połączoną z jej sokami na swoim penisie. Podziwiał ruchy jej bioder i jej napięcie w udach. Ona miała rację. Była dziwką i była jego. Miał ją teraz w sposób, w jaki Tomasz nigdy nie miał.
     – A co z Tomkiem?
     Ewelina spojrzała przez ramię na Bartosza z wyrazem, na którym widać było albo ból, albo pożądanie, albo jedno i drugie.
     – Kocham Tomka. Ale… ale… ale… ooooohhhhhhhh...
Zatrzęsła się i ponownie doszła na tym cudownym penisie.
     Myśl, że dochodziła na nim, myśląc o jego głupim bracie, doprowadziła Bartosza na skraj rozkoszy.
     – Dooochhooodzęęęęę...
Opróżnił swoje jaja w jej ciasnej cipce po raz trzeci i ostatni.
     Minutę później zadrżała, pochyliła się do przodu i pocałowała go w spocone udo.
     – Nie ma… nic lepszego… od tego.
Zsunęła się z niego, odwróciła się i leżeli ramię w ramię, dysząc. Odwróciła głowę, żeby spojrzeć na jego młodzieńczą twarz. Uśmiechała się jak idiotka. Ewelina zrezygnowała z próby rozegrania tego na luzie.
     – Kiedy chcesz… znowu się spotkać?
     – Jakoś w tym tygodniu? – Bartosz westchnął i lekko cmoknął jej lewą piersi. – Nie chcemy… żeby Tomek dowiedział się, co robimy.
     – Dobrze.
Ewelina skinęła głową i wstała z łóżka. Myśl, że Tomasz mógłby ich nakryć, trochę ją otrzeźwiła. Oboje ubrali się, a Bartosz poprowadził ją z powrotem do drzwi. Słyszała Sylwię pracującą w kuchni, kiedy mijali główny korytarz. Ewelina nie wiedziała, co zrobi, jeśli przyłapią ją teściowie. Powie, że uczyła Bartosza? Ale nikt jej nie nakrył i wkrótce wracała do domu z wielkim, głupim uśmiechem wymalowanym na twarzy.

***

     – Ewelina, dlaczego obiad nie jest gotowy.
Tomasz rzucił swoją roboczą kurtkę na stół w jadalni i rozejrzał się po kuchni. Nie doczekał się odpowiedzi, więc chodził po domu, aż zobaczył, że jego żona wychodzi spod prysznica w łazience na piętrze.
     – Ewelina? Obiad?
Musiał przyznać, że nawet jeśli była na najlepszej drodze do zostania grubasem, w tej chwili wyglądała naprawdę, cholernie dobrze.
     – Och, cześć, Tomku.
Ewelina uśmiechnęła się do niego. Tak naprawdę nie mogła przestać się uśmiechać.
     – Przepraszam, do późna biegałam. Zaraz wrzucę coś do mikrofalówki.
Chwyciła ręcznik i się wytarła.
     – W porządku. – Tomasz skinął głową.
Dobrze było zobaczyć, jak była szczęśliwa, że go zobaczyła, ale coś w tym uśmiechu go zaniepokoiło. Rozejrzał się po łazience i zauważył jej mały, okrągły listek pigułek leżący pod akcesoriami do makijażu na blacie w łazience.
     – Chciałem się ciebie zapytać. Czy bierzesz swoje pigułki? To opakowanie od jakiegoś czasu nie zmienia swojego położenia.
     – Jesteś spostrzegawczy. – Jej uśmiech zniknął. – Um… Zmieniłem tabletki na inny rodzaj, więc tych już nie potrzebuję.
Ogarnęła ją panika. Zapomniała ich brać. Jak mogła o czymś takim zapomnieć? W głowie liczyła dni cyklu.
     – Dobrze. Ponieważ nie powiększamy rodziny, póki nie nadejdzie czas.
     – A kiedy nadejdzie czas?
Ewelina skończyła liczyć. Dni płodne przypadały właśnie w tych dniach.
     – Kiedy będziemy gotowi.
Wyciągnął do niej rękę i wziął ją za nadgarstek.
     – Kolacja może poczekać, chcę spędzić trochę czasu z żoną.
Tomasz poprowadził ją do ich łóżka. Kiedy pieprzyli się tej nocy, jej cipka wydawała mu się wyjątkowo mokra i rozlazła. Uznał, że jest po prostu szczęśliwa, że go widzi.  

***

     – Co się stało, skarbie.
Sylwia spotkała córkę w głównym salonie. Siedziała na sofie i próbowała czytać, ale było oczywiste, że szlocha.
     –  Po prostu… – Monika spojrzała na matkę ze łzami w oczach. – Zerwaliśmy z Arkiem.
     – Och, kochanie. – Sylwia usiadła obok Moniki i poklepała ją po udzie.
     Monika położyła głowę na ramieniu Sylwii, po czym ją objęła. Czasami potrzebowała tylko odrobiny czułości od swojej słodkiej matki.
     – Opowiedz mi o tym.
Sylwia jedną ręką głaskała długie brązowe włosy córki, a drugą objęła ją wokół ramion.
     – Wszystko szło dobrze. – Monika pociągnęła nosem. – A potem zaczął zachowywać się jak szalony. Powiedział, że widział, jak Bartek zrobił coś strasznego. Co nie było prawdą i powiedziałam mu, żeby się wypchał.
     Sylwia poczuła jak krew w niej tężeje.
     – Co… hm… co powiedział o Bartku?
Jej ręka zatrzymała się na włosach córki.
     – Powiedział, że widział Bartka uprawiającego seks w naszym domu z kobietą.
Monika wytarła łzy w sukienkę mamy i wtuliła się jej w bok.
     – Z jakąś konkretną kobietą?
Czy Arek mógł jakimś sposobem przyłapać Bartosza z Sylwią. To byłaby katastrofa.
     – Nie wiem. Jakaś czarnoskóra kobieta. Czy to ma znaczenie? To nieprawda. Bartek jest prawiczkiem.
     – Czy ta kobieta miała hidżab?
Pogłaskała włosy Moniki, tym razem wolniej.
     – Wiesz, chustka na głowę?
     – Wiem, mamo, co to jest hidżab. Pani Samatar ma taką.
Monika wyciągnęła szyję i spojrzała na matkę.
     – Dlaczego pytasz? Myślisz, że Arek mówił prawdę?
     – Nie? Nie.
Sylwia potrząsnęła głową i pogłaskała gładki policzek Moniki. Spojrzała w jej oczy i starała się skłamać.
     – Nasz Bartosz nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Arek to zgniły owoc, Moniu. Zasługujesz na kogoś lepszego.
     – Dzięki, mamo.
Monika ponownie wtuliła się w bok Sylwii i westchnęła. Jej łzy wyschły.
     – W morzu jest o wiele więcej ryb. Prawda?
     – Racja, skarbie.

***

     Zegar gdzieś w domu wybił godzinę jedenastą.
     – Zanim się tym zajmę...
Sylwia ścisnęła grubego penisa Bartosza. Siedziała na brzegu wanny w jego łazience i spoglądała na swojego nagiego syna.
     – ...mam pytanie.
Nie miała takiego zamiaru, ale jej ręce mimo jej woli zaczęły poruszać się wzdłuż jego penisa. Czuła jego wystające żyły pod palcami. Chciała skupić się na rozmowie, ale to był po prostu taki piękny penis. Tak trudno nie bawić się nim, gdy znajdował się tuż przed nią.
     – Co tam, mamo?
Bartosz spojrzał na Sylwię i rozkoszował się jej widokiem. Miała na sobie ten pudrowo-niebieski gorset. Wyglądała cudownie. Gorset ścisnął jej dekolt i podkreślił jej krągłości.
     – Cóż…
Sylwia spojrzała na jego przyrodzenie, a potem z powrotem w jego niebieskie oczy.
     – Czy uprawiałeś seks z innymi kobietami? Obiecałeś mi, że ty i Ewelina już tego nie zrobicie, i ufam ci. Ale inne kobiety?
     – Um… – Nie chciał kłamać. – W Księdze Samuela Bóg mówi do Dawida, że namaścił go na króla nad Izraelem i wybawił go z ręki Saula. Dał mu dom jego pana i żony jego pana w jego łono. Król Dawid miał osiem żon, mamo.
     – Więc to znaczy, że tak?
Sylwia chciała zająć zdecydowane stanowisko w obecności swojego osiemnastoletniego syna, ale to było trudne, gdy robiła mu dobrze przy pomocy swoich dłońmi. Powinna była odbyć tę rozmowę gdzie indziej. Ale to była prywatna rozmowa i gdziekolwiek ta dwójka znalazła ostatnio chwilę prywatności, jej ręce odnajdywały jego potwora.
     – Przepraszam, mamo. – Bartosz skinął głową.
Pomyślał, że nie będzie miał zbyt wielu kłopotów, skoro Sylwia tak wpatrywała się w jego penisa.
     – Cóż, powiedziałam, że możesz wypróbować inne kobiety.
Sylwia westchnęła, a jej twarz pochyliła się w stronę rozszerzonej głowy, gdy nad nim pracowała.
     – Czy to była dziewczyna ze szkoły?
     – Nie.
     – Czy to była czarnoskóra kobieta?
Sylwia domyślała się, że były chłopak Moniki mówił prawdę.
     – To pani Samatar.
Bartosz położył dłoń na brązowych włosach Sylwii, ale oparła się jego delikatnemu pchnięciu w kierunku penisa.
     – Jak to jest w ogóle możliwe?
Sylwia zlizała z niego trochę wydzieliny.
     – Ona jest zamężna. I… jej religia, i w ogóle, to wszystko.
     – Moja dominująca osobowość?
Penis Bartosza napiął się w jej dłoniach.
     – Przyniosę ci kilka z tych prezerwatyw, o których rozmawialiśmy.
Odetchnęła głęboko, jego zapach był tak rozbrajający.
     – Do tego czasu…
W końcu pozwoliła naciskowi jego dłoni skierować usta na jego penisa. Ssała ochoczo. Chwilę później wstała, uniosła koszulę, zrzuciła majtki i położyła ręce na krawędzi zlewu.
     – Śmiało, Bartku.
     – Pamiętasz, co mówiłaś o swoim tyłku? – Bartosz stanął za nią.
     – Tak, pamiętam.
Chwyciła małą butelkę, którą przyniosła ze sobą do łazienki i sięgnęła za siebie, by podać ją Bartoszowi.
     – Użyj tego olejku.
     – Skąd masz lubrykant, mamo?
Bartosz wycisnął trochę i rozprowadził po całym swoim penisie.
     – Czasami moja pochwa nie reaguje na twojego ojca tak, jak dawniej.
Poczuła, jak jej syn umieszcza swojego penisa przy jej tylnym wejściu. Była spięta oczekiwaniem.
     – A więc, twój ojciec i ja używamy tego oleju do… och… och, och, och
Nigdy nie czuła się takiego naporu i rozciągania. Jej biedny odbyt naprężył się, kiedy się w nią zatapiał. Zmusiła się do rozluźnienia.
     – Czy jest już cały… w środku?
     – Prawie.
Bartosz rozkoszował się wspaniałym widokiem swojej mamy, która oddawała mu swój tyłek. Powiedziała Dariuszowi, że nigdy się na to nie zgodzi, a jednak pozwoliła na to Bartoszowi w ciągu kilku dni. Całość była spektakularna.
     – Gotowe, już jest w środku.
     – Ruszaj… o… o… się powoli, skarbie.
Kłykcie Sylwii zrobiły się białe od zaciskania dłoni na krawędzi zlewu. Spojrzała w lustro i zdziwiła się widokiem tej hedonistycznej kobiety poddającej się swojej niewierności.
     – W porządku.
Bartosz stopniowo przyspieszał, aż zaczął ją pieprzyć z mniej więcej połową swojej normalnej zaciekłości. Jej tyłek idealnie ściskał jego penisa.
     – Jak się… uh… uh… czujesz, mamo? Boli?
     – Nie. To mnie… hm… hm… nie boli.
Sylwię zaskoczyły jej własne słowa. Ale miała rację. Rzeczywiście z jej niegdyś ciasnego tyłka zaczął emanować zupełnie nowy rodzaj przyjemności.
     – O Boże. Sprawiasz, że jest mi… jest mi… Och, mój… tak dobrze, Bartku. Naprawdę... naprawdę wspaniale.
Sylwia Czerwińska w lustrze wyglądała jak dzika nierządnica, która nadstawiała tyłek swojemu własnemu chudemu synowi. Włosy opadły jej na twarz i skrzywiła się, gdy ogarnął ją potężny orgazm. Wiedziała, że w przyszłości pozwoli mu korzystać ze swojego tyłka za każdym razem, gdy tylko o to poprosi.
     Przez dłuższą chwilę tak ze sobą kopulowali. Żadne z nich nie zauważyło, że Luiza uchyliła drzwi łazienki i zajrzała do nich. Rudowłosa kobieta miała na sobie długą koszulę nocną i tuliła swój ciężarny, opuchnięty brzuch. Przyglądała się przez kilka minut, po czym zamknęła drzwi.
     – Mamo… mam zamiar dojść… w twoim tyłku.
Bartosz posuwał swoją matkę długimi, silnymi ruchami.
     – Tak… tak… proszę.
Sylwia usłyszała jego ciche pomruki, a potem poczuła w sobie pierwsze uderzenie ciepła.
     – Oooochhhhhh... – osiągnęła swój trzeci orgazm analny, gdy Bartosz w niej dochodził. To była czysta magia.
     Kiedy skończył, wysunął się z niej z pluskiem. Patrzył, jak sperma ucieka z jej tyłka.
     – To naprawdę piękne, mamo.
     – Poważnie?
Sylwia nadal pochylała się, wypinając się w jego stronę, ponieważ wydawało jej się, że podoba mu się to, co widzi.
     – Pomyślałam, że to może być… obrzydliwe czy coś.
     – Jest doskonały.
Lekko uderzył ją w tyłek, żeby dać jej znać, że skończył.
     – Dziękuję, skarbie.
Sylwia zdjęła bieliznę, weszli pod prysznic i umyli się nawzajem. Potem oboje wrócili do swoich sypialni.

***

     We śnie Sylwia karmiła bez przerwy Luizę Głowacką. Przygotowywała posiłki, gotowała i podawała posiłek za posiłkiem. Kobieta w ciąży siedziała przy stole Sylwii i jadła, ale ciągle była głodna. Luiza kończyła stek lub blanszowaną zieleninę, wycierała różowe usta serwetką i mówiła:
     – Poproszę dokładkę.
     Ciągle chciała więcej. W spiżarni kończył się prowiant. Wkrótce Sylwia będzie musiała udać się do sąsiadów, aby zobaczyć, co mogą jej pożyczyć. Sukienka Sylwii szeleściła, kiedy pospiesznie poruszała się po kuchni. Słyszała, jak brzuch Luizy burczy z głodu. Sylwia musiała przygotować więcej jedzenia. Wkrótce cała kuchnia zatrzęsła się od burczenia w brzuchu Luizy.
     – Obudź się, pani Czerwińska.
Luiza stała nad śpiącą pięknością w ich sypialni. Potrząsnęła Sylwią za ramię.
     – Szybko.
     – Co?
Sylwia przebudziła się ze snu, poderwała się z łóżka i rozejrzała z szeroko otwartymi oczyma. Cała sypialnia się zatrzęsła. Słyszała metaliczne brzęczenie lampki nocnej, gdy dudnienie przeszło przez dom. Zobaczyła Luizę i automatycznie podciągnęła prześcieradło zasłaniając swoje nagie piersi.
     – Twoje dzieci są w niebezpieczeństwie.
Blada twarz Luizy nie była przepełniona ciepłem. Wyglądała na przerażoną.
     – Twoja córka wzbudziła zainteresowanie Fryderyka, kiedy wpuściła w siebie tego chłopca. Szybko.
Podała Sylwii lewą dłoń i gospodyni ją ujęła.
     – Mój mąż?
Sylwia spojrzała na Dariusza, który chrapał obok niej, nieświadomy chaosu wewnątrz domu.
     – Fryderyk nim się nie interesuje.
Luiza skinęła poważnie głową, chociaż nie była to do końca prawda.
     – Chodź, szybko.
     – Dobrze.
Bez namysłu Sylwia wstała z łóżka, splotła dłonie z Luizą i wybiegła na korytarz.
     – Co robimy?
Czuła nagimi palcami stóp, jak wibracje wędrują po drewnianej podłodze.
     – Idź do pokoju swojej córki, Sylwio.
Luiza poprowadziła ją korytarzem.
     – Przy drzwiach jest woreczek od Samatarów. Zamknij za sobą drzwi i zablokuj je tym woreczkiem.
     – A co z Bartkiem?
Sylwia trzymała swoje cycki wolną ręką, gdy szybko szły.
     – Będę chronić twojego syna.
Luiza wiła się z ciężarnym brzuchem, ale poruszała się zaskakująco szybko.
     – Naprawdę?
Ale Sylwia wiedziała, że to prawda. Minęli balustradę prowadzącą do wielkich schodów i z piętra poniżej uniósł się w ich kierunku czarny cień. Sylwia nie mogła dostrzec źródła cienia, ale cień miał męski kształt i złowrogi wygląd.
     – I zaprasza nikczemne nasienie do swojego łoża. – Z dołu dobiegł ponuro brzmiący głos. To był Fryderyk. – Łajdactwo.
     Sylwia nie czekała, aby dostrzec źródło cienia. Zaczęła biec szybciej. Była ubrana jedynie w majtki, nocny chłód domu zdawał się obmywać jej nagą skórę.
     – Biegnij prosto do niej.
Luiza uścisnęła dłoń Sylwii i między nimi przemknęła iskra. Kobiety rozstały się przed drzwiami Bartosza. Luiza wślizgnęła się do jego sypialni, a Sylwia wbiegła po schodach do wschodniej wieży.
     – Wypędzę z ciebie te grzechy, kobieto. – Głos Fryderyka podążał za Sylwią.
     Sylwia otworzyła drzwi Moniki, przeszła przez próg i zamknęła je za sobą. Zlokalizowała woreczek i poszła go podnieść, ale czuła się jakby to była kula do kręgli. Na schodach za drzwiami rozległy się ciężkie kroki. Sylwia ugięła nogi, napięła się i umieściła saszetkę przed drzwi. Dysząc z wysiłku i strachu, stała tam przez chwilę, podczas gdy ciężki, ociężały chód stał się głośniejszy, a potem się zatrzymał.
     – Król Dawid miał osiem żon. – Fryderyk syknął przez drewniane deski drzwi.
Najwyraźniej był teraz po drugiej stronie drzwi. Dom nadal się trząsł.
     – A jego syn Salomon miał 700 żon i 300 konkubin. Nie byli oni ludźmi Boga.
Głośny huk zatrząsł drzwiami.
     – O nie.
Sylwia odwróciła się i pobiegła do łóżka córki. Zanurkowała pod kocami i mocno przytuliła Monikę. Kolejny huk zatrząsł drzwiami. Trzęsienie domu ustąpiło. Obecność za drzwiami ucichła. Wkrótce wszystko wydawało się normalne.
     – Mamo?
Monika otworzyła oczy ze zdumieniem, gdy znalazła swoją nagą matkę pod kołdrą.
     – Co się dzieje?
     – W porządku, skarbie.
Sylwia przytuliła córkę do piersi.
     – Śpij dalej. Po prostu będę dziś mieć cię na oku.
Zadrżała, gdy strach i adrenalina opadły.
     – W porządku.
Umysł Moniki był zamglony przez sen. Dziwnie było mieć mamę we własnym łóżku, ale było też przytulnie. Zasnęła z powrotem w ramionach Sylwii.

***

     Mur wokół kominka w pokoju Bartosza zatrzeszczał głośno, gdy rezydencja zadrżała. Bartosz siedział na łóżku z szeroko otwartymi oczami. Ulga ogarnęła go, gdy Luiza przeszła przez jego drzwi i zamknęła je za sobą.
     – Szybko, do korytarza za kominkiem.
Przeszła przez sypialnię, jej duży brzuch kołysał się przed nią. Podeszła do kominka, nacisnęła przełącznik i palenisko się otworzyło.
     – Co się dzieje?
Bartosz chciał zapytać o jej ciążę, ale najwyraźniej nie była to odpowiednia pora. Wstał z łóżka i poczuł zimną podłogę gołymi podeszwami stóp, pędząc w stronę Luizy.
     – Fryderyk jest zły na twoją siostrę.
Luiza skinęła na niego, jej piegowata twarz była na wpół rozświetlona srebrnym blaskiem księżyca.      – Ale tym razem nie przewiduję konfrontacji.
     – Czy z Monią wszystko w porządku?
     – Tak. – Luiza skinęła głową. – Wysłałam twoją matkę, żeby się nią zaopiekowała. Przy pomocy jednej z saszetek od Samatarów.
     – Dobrze. Czy znowu idziemy do piwnicy?
Bartosz wszedł do mrocznego przejścia i zadrżał z zimna. Cieszył się, że ma na sobie swoją flanelową piżamę. Skulił się mocno z zimna, które emanowało w tym ukrytym przejściu.
     – Nie tym razem, kochanie. Ale nie martw się, będziesz bezpieczny.
Nie poszła za nim w mrok. Zamiast tego nacisnęła przełącznik i palenisko obróciło się, by się zamknąć.
     – Pani Głowacka?
Bartosz dotknął zimnego kamienia w ciemności.
     – Luizo? – Podniósł głos i zaczął walić w ścianę, ale nie otrzymał odpowiedzi.
Za nim było słabe światło. Odwrócił się i czekał, próbując zrozumieć, co to za światło. Po jakimś czasie ostrożnie podszedł do niego, trzymając jedną dłoń na ścianie, aby się nie przewrócić. Z każdym krokiem wyszukiwał schodów, ale ich nie napotkał. Zamiast tego jego palce dotknęły czegoś ciepłego i ziarnistego. Bartosz spojrzał w dół zmieszany. Piasek? Podniósł głowę i świat nagle skąpał się w ciepłym świetle.
     Rozciągająca się przed nim długa piaszczysta plaża wygięta łukiem na nieznanym wybrzeżu. Przed Bartoszem na piasku stała drewniana ławka. Stado kaczek kręciło się wokół ławki, zupełnie jakby to nie była nasłoneczniona plaża. Jeszcze bardziej nie na miejscu był mężczyzna w wełnianym garniturze, który siedział na ławce i rzucał kaczkom chleb. Bartosz nie widział twarzy mężczyzny. Miał włosy koloru blond, długie i zaczesane na bok po staroświecku.
     – Przepraszam?
Bartosz szedł po nierównym piasku, poruszając palcami w jego cieple.
     – Gdzie ja jestem?
Bartosz obszedł ławkę i spojrzał na mężczyznę.
     – Oczywiście jesteś na klatce schodowej. W swoim domu.
Mężczyzna uśmiechnął się do Bartosza z życzliwością. Miał ciemnoszare oczy i szlachetną, choć nieco staromodną postawę.
     – Który jest również moim domem, nieprzypadkowo.
     – Kim jesteś?
Bartosz widział doskonale wykonany garnitur mężczyzny i brązową papierową torbę z okruchami chleba, którą mężczyzna trzymał na kolanach.
     – Jestem Gwiazdą Zaranną. Nazywają mnie także Synem Jutrzenki, albo Synem Brzasku.
Syn Brzasku uśmiechnął się usłużnie. Rzucił więcej chleba zebranym kaczkom, które kręciły się dookoła.
     – Takie cudowne stworzenia. Znasz ich nawyki godowe?
     – Nie. – Bartosz potrząsnął głową. – Nie sądzę, żebyś mógł karmić je chlebem. To chyba szkodzi ich żołądkom czy coś.
     – Dopiero się poznaliśmy, a ty już dyktujesz mi jakieś zasady. – Uśmiech Syna Brzasku zbladł. –  Ech, ludzie. – Potrząsnął głową. – Ale przypuszczam, że masz rację.
Złożył torbę i położył ją obok siebie na ławce. Następnie wyciągnął ramiona i wstał.
     – Chodź, przejdź się ze mną.
Syn Brzasku był niewielkiej postury i był o kilka centymetrów niższy od Bartosza. Wędrował wzdłuż plaży.
     – Co jest nie tak z zasadami? Zasady są dobre.
Bartosz podbiegł, żeby go dogonić i stanął kilka stóp na prawo od Syna Brzasku.
     – Wiem co oznacza twoje imię.
     – Oczywiście, że wiesz. – Syn Brzasku skinął głową. – Jesteś mądrym chłopcem. Dlaczego więc przyprowadziłeś mnie do swoich sekretnych schodów?
     – Nie przyprowadziłem cię tutaj.
Bartosz podniósł głowę, kiedy przechodzili pod palmami kokosowymi. Przed nimi było prowizoryczne schronienie wykonane z uszkodzonego włókna szklanego i drewna.
     – Nie? – Syn Brzasku wzruszył ramionami. – Cóż, skoro jesteśmy tutaj, na tej uroczej plaży, równie dobrze możemy się poznać.
     – Czy odpowiesz szczerze na moje pytania?
Bartosz uważnie przyglądał się Synowi Brzasku.
     – Masz reputację… hm… oszusta.
     – W bardzo fajny sposób to ująłeś. Nie martw się, uwielbiam pytania, Bartoszu. Szanuję tych, którzy mają odwagę je zadawać. – Spojrzał na Bartosza z szacunkiem. – Wyrzucono mnie z domu za zadawanie zbyt wielu pytań. Nie chciałbym być hipokrytą.
     – Zawarłem z tobą umowę, prawda?
Bartosz zerknął na schronienie, kiedy przechodzili obok niego. Na zewnątrz było palenisko do połowy przysypane piaskiem. Miejsce to wyglądało na opuszczone.
     Syn Brzasku zaśmiał się wdzięcznym, radosnym śmiechem.
     – W rzeczy samej. Luiza Głowacka to moja przyjaciółka i partnerka.
     – Teraz jesteś właścicielem mojej duszy czy coś?
Po raz pierwszy Bartosz poczuł strach w towarzystwie tego niedużego człowieczka.
     – Nie, nie, nie. – Syn Brzasku potrząsnął głową. – Dusze są poza moją kontrolą. Wiesz, one są też poza Jego kontrolą. On nie stworzył tego wszystkiego tak, jak chciałby, żebyście wierzyli. On tu przywędrował. To smutna mała istota siedząca na wzgórzu, krzycząca na ludzkość, by go pokochała. Próżność jest Jego największą wadą.
     – Twoją też, prawda?
Bartosz zrobił krok w prawo i wszedł w nabrzeżne fale. Chłodna woda była taka przyjemna.
     – Może. – Syn Jutrzenki skinął głową. – Jezus powiedział, że kto mieczem żyje, od miecza ginie. Jezus był stolarzem, który zginął przybity do kawałka drewna.
Na twarzy Syna Brzasku pojawił się smutny uśmiech.
     – Kierując się tą logiką, na pewno umrę, łamiąc jakąś zasadę. Ale to będzie tego warte. Zbyt wielu ludzi mówi nam, co mamy robić, Bartoszu. To od nas zależy, czy zdecydujemy, co jest słuszne i czy zrobimy to, na co zasługujemy.
     – Co zyskujesz z naszej umowy?
Bartosz spojrzał na horyzont i ze zdziwieniem zobaczył czerwienie i fiolety zachodzącego słońca. Kilka minut wcześniej było południe.
     – Nie słyszałeś, co myślę o Jego zasadach? – Syn Brzasku uniósł brew. – Wiesz, On cały czas łamie własne zasady. Łatwo jest być hipokrytą patrząc na innych ze szczytu wzgórza.
Syn Brzasku zatrzymał się i spojrzał na Bartosza.
     – Nasz czas dobiegł końca. Miło się rozmawiało. Dziękuję za pytania.
     – Zaczekaj.
Bartosz podszedł do niego.
     – Mam jeszcze parę pytań.
Ale kiedy to mówił, plaża zniknęła i stwierdził, że wychodzi z kominka w swoim pokoju. Rozejrzał się, ale był sam. Groźne odgłosy Fryderyka zamieniły się w ciszę. Bartosz sprawdził drzwi, żeby upewnić się, że są zamknięte, a potem wrócił do łóżka. Odkrył, że spodnie od piżamy były mokre wokół mankietów, więc zdjął je i rzucił na podłogę. Nie spał przez resztę nocy, rozmyślając o swojej rozmowie z Synem Jutrzenki, lub inaczej z łaciny, z Lucyferem.

***

     Na zewnątrz było jeszcze ciemno, kiedy Sylwia przebudziła się w łóżku Moniki. Leżała pod kołdrą, na boku i czuła wspaniałe uczucie w prawej piersi. Kiedy odzyskała przytomność, zdała sobie sprawę, że nadal mocno trzyma córkę, a w pobliżu rozlegało się słabe mlaskanie. Czy ona…? To niemożliwe. Czy jej córka ssie jej sutek?
     – Mmmmmmmmmm...
Monika westchnęła. Mleko jej matki było tak słodkie i ciepłe, połykała je prosto wyssane z prawej piersi Sylwii.
     – Monia?
Sylwia trzymała w dłoniach głowę Moniki. Trzymała ją tam i podżegała do tego zboczonego czynu, ale nie mogła pozwolić jej odejść.
     – Tylko nie ty. Musisz przestać, kochanie.
Nie chciała, żeby Monika przestała. Byłaby to dla niej straszna strata.
     Monika zdjęła usta z sutka i polizała spód piersi Sylwii.
     – To tylko sen, mamo. Nie martw się tym. W prawdziwym życiu nie masz już mleka.
     – To nie jest sen.
Sylwia sięgnęła po swój drugi cycek i ścisnęła własny sutek. Jej palce stały się wilgotne od mleka.
     – Mam mleko. Jak to jest możliwe?
     – To magia – rzekła rozmarzona Monika.
Opuściła usta i wróciła do ssania piersi swojej mamy.
     – Mmmmmmmmmm...
     – Och, skarbie.
Sylwia przytuliła Monikę do siebie i mruczała. Karmienie w ten sposób swojej osiemnastoletniej córki było kolejnym krokiem w jej perwersji, ale wydawało się to właściwe. Wtuliły się do siebie pod kołdrą, a Monika ssała rytmicznie. W końcu dłoń dziewczynki zaczęła wić się po delikatnym łuku brzucha jej mamy.
     – Moniu, co robisz?
     – Mph mmm mph mph... – mruczała Monika.
     – Nie. Nie możesz.
Sylwia poczuła, jak palce Moniki wślizgują się pod jej majtki i przesuwają się po jej włosach łonowych.
     – Naprawdę nie możesz… oooooochhhhhhhh...
Sylwię ogarnęła nową przyjemność, gdy palec Moniki wsunął się do jej mokrej pochwy.
     – Kochanie… nnnniiieeeeeeeeeee…
Ale Sylwia wypychała biodra do przodu i do tyłu, gdy dotykała ją palcem.
     Monika wypluła sutek z ust, ale wciąż dotykała matki.
     – To wydaje się prawdziwe. To nie jest sen, czy śnię?
Chciała przestać, ale nie mogła znaleźć w sobie siły by to uczynić.
     – Czy my…?
Poczuła, jak jej mama się trzęsie.
     – Czy ty zaraz…?
Potem poczuła, jak Sylwia drży i piszczy, a jej pochwa zacisnęła się wokół jej palca. Właśnie dała mamie orgazm. Cipka Moniki była niesamowicie mokra. To było o wiele gorętsze niż cokolwiek, co zrobiła z Arkiem. Jej matka była taka miękka, ciepła i giętka. Próbowała odzyskać spokój.
     – Przepraszam, mamo.
Niezręcznie było mówić to, z palcem w jej cipce.
     – Myślałam, że to sen i…
Poczuła delikatny ruch dłoni Sylwii w jej spodniach od piżamy, pod majtkami.
     – Ooohhh, mamo.
Monika zadrżała, gdy dwa palce Sylwii masowały jej łechtaczkę drobnymi okrężnymi ruchami.
     – Wypij więcej, kochanie.
Jedną ręką przycisnęła usta Moniki z powrotem do piersi, drugą stymulowała łechtaczkę córki.
     – Jeszcze tylko trochę i skończymy.
     – Mmmmpphhhh...
Monika znowu ssała pierś, pijąc mleko, a jej ręka wróciła do pracy nad cipką jej mamy. Włożyła kolejny palec, a potem kolejny. Wpychała je i wyjmowała, podczas gdy Sylwia masowała jej cipkę.
     – Oooohhhhh Mmmmaaaaammmoooo... – Monika jęczała z sutkiem w ustach. Jej zakończenia nerwowe zaiskrzyły się od pierwszego orgazmu, który dał jej ktoś inny. To nieprawdopodobne, ale dała go jej własna matka.
     Kobiety Czerwińskich dotykały się wzajemnie przez ponad godzinę, zanim zdjęły swoje dłonie z cipek i przytuliły się bliżej siebie. Monika zasnęła z ustami zaciśniętymi na piersi Sylwii, tak samo jak jakieś osiemnaście lat wcześniej. Sylwia mruczała i układała ją do snu, tuląc ją w swych ramionach. Znalazła się dokładnie tam, gdzie zaczęła się jej przygoda z córką, tej nocy. Wiedziała, że to będzie jednorazowa przygoda, ale pokochała to uczucie całym sercem.

***

     Sylwia obudziła się tuż przed świtem i wymknęła się z łóżka Moniki, gdy jej córka jeszcze smacznie spała. Przeszła na palcach przez zimny pokój i schyliła się, żeby przesunąć woreczek. Usunięcie go z drogi kosztowało ją nieco wysiłku, ale udało jej się tego dokonać. Sprawdziła przed drzwiami, czy nie pojawiają się jakieś cienie. Schody były puste. W domu panowała cisza.
     Naga, bez majtek, przeszła długi marsz wstydu korytarzem z powrotem do swojej sypialni. W jakiś sposób zgorszyła oboje bliźniąt. Przynajmniej w przypadku Moniki nie było jeszcze za późno na zawrócenie. Z Bartoszem nic już nie mogła zrobić.
     Kiedy się kładła, zauważyła, że po jej stronie łóżka pościel była zimna. Położyła dłoń na oczach i poczuła słaby zapach kobiecości swojej córki. Sylwia przesunęła dłoń pod koc. Była zbyt zmęczona, żeby wstać i umyć ręce. Dariusz chrapał obok niej, a Sylwia zamknęła oczy. Może znajdzie jakiś sposób, by powstrzymać relacje, które rządziły jej życiem. Może.

3 komentarze

 
  • Melot

    Oh Serciu !! tyle mogę wykrztusić!!

  • Mirka

    Ale opisy...  Nie ukrywam, że podnieciłam się czytając i wyobrażając sobie, że jestem uczestniczką tych scen.

    Prosiłaś o wskazanie błędów, więc to zrobiłam. Ale jak pisałam, nie ma to wpływu na odbiór tekstu.
    Pozdrawiam.

    i wyprowadziła go z garażu.
    w drodze na Saturna.
    wyjątkowo mokra i rozlazła. (może inne określenie niż "rozlazła";)
    nie czuła takiego natarcia  
    Kiedy skończył wysunął się
    wilgotne od mleka.

  • C10H12N2O

    @Mirka Dziękuję :)
    Poprawiłam prawie wszystko co zauważyłaś, bez zmian zostawiłam tylko "wprowadziła go do garażu" - znajdowali się w domu i przeszli razem do garażu, z którego później wyjechali samochodem.
    Zostawiłam też tą "wyjątkowo mokrą i rozlazłą" gdyż jest to perspektywa jej gburowatego męża, gdy wchodził w swoją, już dość mocno rozciągniętą, żonę ;)

  • Mirka

    @C10H12N2O  
    Jestem uparta i dlatego uważam, że jeśli dotyczy to Bartka, a nie auta, to kontrowersyjne zdanie powinno brzmieć tak.

    Chwyciła torebkę wraz z kluczykami do samochodu i zeszli razem do garażu.  

    Przepraszam, że tak się wymądrzam. Nie powinnam. To był ostatni raz.

  • C10H12N2O

    @Mirka Ależ wymądrzaj się ;) Prowadzenie sporów to najfajniejsza droga do przysfajania sobie wiedzy, przy założeniu, że obie strony nie sa na tyle uparte, że za wszelką cenę muszą mieć rację.

    Co do twojej propozycji, troszkę podmioty w zdaniach podrzędnych mi sie nie zgadzają. W pierwszym podmiotem jest Ewelina, w drugim zaś Ewelina i Bartosz. Ale zamienię to zdanie na: "Chwyciła torebkę wraz z kluczykami do samochodu i weszła razem z Bartoszem do garażu."

  • Gosc

    Naprawdę super się czyta czekam na kolejną część

  • C10H12N2O

    @Gosc Dziękuję i zapraszam do mnie ponownie za jakieś trzy dni ;)

  • Gosc

    @C10H12N2O napewno będę Szkoda ze tak długo trzeba czekać

  • C10H12N2O

    @Gosc i tak dopiero w połowie czerwca powinna być publicznie dostępna ostatnia część serii, więc nawet gdybym wszystko opublikowała na raz, to i byłoby trzeba czekać na część finałową ;)

  • Gosc

    @C10H12N2O naprawdę cieszę się i czekam na dalsze części opowiadania  bynajmniej teraz przez trzy dni będę mógł skupić się na pracy