Nawiedzona Rezydencja (XIV)

Nawiedzona Rezydencja (XIV)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     – Co się z tobą dzieje?
Maxamed spojrzał na swoją nagą żonę. Próbowała go uwieść, co było dość dziwne, a jej ciało wyraźnie się zmieniło. W ciągu ostatnich kilku dni jej piersi drastycznie się powiększyły. Maxamed skrzyżował ramiona na nagiej klatce piersiowej i usiadł na skraju łóżka.
     – Więcej jadłam.
Khadra nie wiedziała, jakie miała oczekiwania w stosunku do dalszych wypadków. Ale nie spodziewała się tego, że zareaguje w taki sposób, kiedy ujrzy ją nago po raz pierwszy, po tym, jak zawarła tę przeklętą umowę.
     – To wszystko.
     – Nie okłamuj mnie, kobieto. – Maxamed zmrużył ciemne oczy.
     – Przepraszam.
Khadra zasłoniła ręką swoje duże piersi. Te cycki wyglądały jakby nie należały do niej.
– Myślę, że to ten dom. Chłopiec Czerwińskich jest opętany przez demona.
     – Kto?!
     – Bartosz – pisnęła Khadra.
     – Czy on cię dotykał? – Maxamed podniósł głos.
     – Nie? Nie.
Khadra podeszła do swojej szafy i wyciągnęła długą szatę. Owinęła się w nią. Nie było mowy, żeby powiedziała Maxamedowi co naprawdę zaszło. Że próbowała uwieść własnego męża, aby dać jego spermie szansę na walkę z nasieniem tego osiemnastolatka w jej łonie.
     – Ale ostatnim razem, gdy tam byliśmy, spojrzał na mnie w nienaturalny sposób, a potem to. Machnęła rękami w kierunku kształtu odzienia na okrągłych piersiach.
     – Jesteś pewna, że to on?
     – Tak, mężu. – Khadra skinęła głową z powagą.
     – W takim razie coś trzeba zrobić.
Maxamed wstał z łóżka i ubrał się.
     – Może powinniśmy to zostawić.
Khadra była zadowolona, że coś na siebie włożył. Kiedyś uważała jego męskość za potężną pałę, ale teraz bardzo współczuła mężowi.
     – I zostawić cię tak? – Maxamed potrząsnął głową. – Nie pozwolę, by demony bawiły się ciałem mojej żony. Kto wie, co jeszcze by ci zrobili? Nie, wypędzimy demona z tego chłopca i z naszego życia.

***

     – Dzień dobry, mamo – wymamrotała Monika, kiedy zauważyła Sylwię przygotowującą śniadanie w kuchni.
     – Boże, Monia, zaskoczyłaś mnie.
Sylwia przerwała to, co robiła, odwróciła głowę i spojrzała na swoją szczupłą córkę.
     – Słuchaj, musimy porozmawiać o tym co się stało zeszłej nocy.
     – Czy mogę dostać kolejną miskę płatków? – Bartosz wrzasnął z jadalni.
     – Nie chcę rozmawiać, mamo.
Monika spojrzała na swoje stopy. Myśl o tym, żeby mówić z nią o tym twarzą w twarz wprawiała ją w zakłopotanie. Co gorsza, teraz, kiedy znów była blisko Sylwii, mogła myśleć tylko o tym, jak bardzo pragnęła ugniatać piersi swojej mamy. Dobry Boże, naprawdę miała ochotę napić się słodkiego mleka Sylwii. Monika zastanawiała się, czy w tej właśnie chwili z piersi Sylwii wycieka mleko. Skrzywiła się na tę myśl. Musiała mieć czystsze myśli.
     – Porozmawiamy, młoda damo.
Sylwia złapała Monikę za rękę i wyprowadziła ją przez jadalnię.
     – Czy możesz się sam obsłużyć, Bartku? Nie mogę ci teraz przynieść śniadania. – powiedziała Sylwia.
     – Hm, jasne.
Bartosz przyglądał im się, gdy go mijały.
     – Pali się czy coś?
     – Monia i ja musimy tylko porozmawiać o problemach z chłopcami.
Sylwia posłała Bartoszowi surowy uśmiech i wyprowadziła Monikę z pokoju na korytarz. Skręciła do biblioteki i zamknęła za nimi drzwi. Przyćmione, chłodne światło wypełniło pokój, gdy słońce przesuwało się nad horyzontem.
     – Słuchaj, myślałam, że śnię. W porządku?
Monika próbowała przybrać wyzywający ton, ale zauważyła, że jej wzrok nie może się oderwać od ogromnych piersi Sylwii. Nawet pod przesadnie dużą bluzą, którą nosiła jej matka, dumnie sterczały jej wielkie piersi.
     – Ja… ja… tylko…
     – Oczy tutaj. – Sylwia wskazała gestem dłoni na własne oczy.
Czy kiedykolwiek była tak obcinana wzrokiem przez inną kobietę? Nie mogła sobie przypomnieć, podobnej sytuacji. Tym bardziej przez jej własną córkę.
     – Mamo… ja… nie mogę…
Wzrok Moniki nie odrywał się od piersi matki. Zrobiła krok w kierunku Sylwii i nerwowo szarpnęła rąbek bluzki.
     – … przestać myśleć… o…
     – Natychmiast przestań, Monia.
Sylwia starała się wyglądać surowo.
     – Posłuchaj mnie, młoda damo.
     – To nie przypominało niczego, co kiedykolwiek próbowałam.
Wzrok Moniki powędrował na chwilę do twarzy jej mamy, po czym opadł z powrotem.
     – Czy mogłabym spróbować jeszcze raz, mamo? To znaczy, karmiłaś mnie cały czas, kiedy byłam dzieckiem. Prawdopodobnie miałaś Bartka i mnie po jednym na każdej piersi, prawda?
     – Nie. To znaczy tak, ale nie. Porozmawiajmy tylko o tym, co się stało. Nie możemy…
Sylwia wciągnęła powietrze, gdy jej gibka, osiemnastoletnia córka zręcznie uniosła jej za dużą bluzę i wsunęła pod nią głowę. Sylwia poczuła, jak linia miękkich, drobnych pocałunków wędruje w górę jej brzucha. Ciepłe palce chwyciły miseczki biustonosza i ściągnęły je w dół. Potem poczuła, jak usta córki zaciskają się na jej lewej piersi.
     – Oooooohhhhhhh, kochanie.
Jej ręce mimowolnie przesunęły się za Monikę i otoczyły ją.
     – Czekaj… twój ojciec zejdzie za minutę. Będzie mnie szukał.
Ale delikatne, rytmiczne ssanie wydawało się zbyt przyjemne, by je powstrzymać. Więc Sylwia tylko ją objęła i pozwoliła jej dalej pić. Stali tak przez kilka minut w rozświetlonym pomieszczeniu.
     – Mmmmppphhhhhh...
Monika pod bluzą spijała mleko, które swobodnie wypływało z sutka wprost do jej ust. Wsunęła ręce głębiej pod koszulę Sylwii i złapała obie piersi. Z każdym łykiem ściskała miękkie, ciężkie ciało w odpowiednim momencie. Mogła się do tego przyzwyczaić. Jak by to było pijać to codziennie na śniadanie? Tak słodki i sycący posiłek. Poczuła, jak jej mama cofa się, a Monika ruszyła razem z nią.
     Sylwia usiadła na sofie i pozwoliła Monice przytulić się na jej kolanach, z nogami podwiniętymi i wtulonymi w prawe udo Sylwii.
     – Sylwia? – Głos Dariusza był przytłumiony przez drzwi, kiedy szedł korytarzem. – Gdzie jesteś, Sylwio?
     Sylwia z dużą niechęcią oderwała Monikę od piersi i wyciągnęła ją spod bluzy.
     – To było… – westchnęła Sylwia. – ...bardzo miłe. Ale musimy się powstrzymać. Twój ojciec mnie szuka.
     – Dobrze.
Monika skinęła głową, a jej twarz rozjaśnił pełen satysfakcji półuśmiech. Na brodzie miała mleko.
     – Jesteś najlepszą mamą na świecie. Bardzo cię kocham.
     – Ja też cię kocham, skarbie.
Sylwia nie wiedziała, czy zganić córkę, czy obiecać jej więcej mleka w późniejszym czasie. Więc nic nie dodała. Sylwia stanęła na nogi, poprawiła stanik i podeszła do drzwi. Otworzyła je i wystawiła głowę.
     – O co chodzi, Darku?
     – Tutaj jesteś.
Dariusz odwrócił się do nich, stojąc u stóp schodów. Wyglądał na zagubionego.
     – Będę potrzebował twojej pomocy w wolnej sypialni na piętrze. Co robiłyście?
     – Po prostu rozmawiałam w cztery oczy z Monią.
Sylwia odchrząknęła i ruszyła korytarzem z Moniką u boku.
     – Kobiece sprawy.
     Monika trzymała spuszczony wzrok. Wyobrażała sobie jak jej ojciec robi awanturę w domu, z powodu ssania piersi matki. A co zrobiły zeszłej nocy rękoma? Czy sprawiła, że mama zdradziła tatę? Była pewna, że trzymanie palców innej osoby w swoje cipce to zdrada.
     – O fajnie.
Dariusz spojrzał na swoją córkę. Mógł stwierdzić, że była w jednym ze swoich nastoletnich nastrojów.
     – Masz trochę mleka na brodzie, Moniu. Zawsze śpieszysz się ze śniadaniem.
Wyjął szmatkę z kieszeni i wytarł brodę Moniki. Jego córka spojrzała na niego.
     – Co?
Dariusz wzruszył ramionami.
     – Nie patrz tak na mnie. Odkąd byłaś dzieckiem, czyściłem mleko z tej twojej ładnej buzi.
     – Po prostu przestań, tato. Łzy napłynęły do oczu Moniki i minęła ojca.
     Dariusz przyglądał się zaintrygowany, jak Monika odchodzi.
     – Co z nią jest?
     – Um… kłopoty z chłopakiem.
Sylwia poklepała Dariusza po ramieniu. Teraz zdradziła swojego biednego, niczego nie podejrzewającego męża z obojgiem bliźniąt. Naprawdę miała nadzieję, że kościół mylił się co do tego całego piekła.
     – Wszystko będzie dobrze.
Pocałowała go w policzek i wróciła do kuchni.
     – Pozwól mi wyszykować dzieci do szkoły, a potem do ciebie dołączę.
     – Brzmi dobrze.
Dariusz podrapał się w głowę, a następnie poszedł w stronę piwnicy, aby zabrać narzędzia.

***

     – Och, mamo. Twoje cycki wyglądają świetnie.
Bartosz patrzył z fascynacją na swoją mamę, która klęczała na podłodze w łazience i ściskała jego penisa pomiędzy swoimi cyckami. Z ręką umieszczoną z boku każdej piersi tuliła je razem i poruszała nimi w górę i w dół.
     – Język, Bartku.
Sylwia spojrzała na syna i uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła błogi wyraz jego twarzy. Jak każda matka chciała po prostu, aby jej dzieci były szczęśliwe.
     – I zachowaj ciszę.
Nie sądziła, aby Bartosz zauważył, że mleko powoli spływa z jej sutków. Przynajmniej nic o tym nie wspomniał. Sylwia pomyślała, że jej piersi, ocierające się teraz o tego wspaniałego penisa, były w dłoniach i ustach córki zaledwie kilka minut temu. Natomiast poprzedniej nocy, kiedy Monika ją ssała i zabawiały się ze sobą nawzajem, nasienie Bartosza znajdowało się głęboko w jej tyłku. Jak to się stało?
     – Pośpiesz się, Bartku. Musisz zdążyć na autobus.
     – Już… prawie… mamo.
     – To samo mówiłeś pięć minut temu.
Sylwia widziała, jak Bartosz zaczyna drżeć.
     – O. Dobry chłopiec. Wyrzuć to z siebie.
Puściła piersi i wciągnęła jego penisa do ust. Przełykała kolejne strumienie gorącego, słonego nasienia. Boże, Czerwińscy ostatnio sporo przełykali.
     Kiedy jego orgazm ustąpił, Bartosz wytarł z czoła Sylwii kosmyk spoconych włosów.
     – Jesteś najlepszą mamą na całym świecie.
Westchnął, wstał i ubrał się.
     Sylwia nadal klęczała, spoglądając na niego. Jej córka niedawno powiedziała jej to samo. Może cały ten zwariowany seks nie był taki zły dla jej rodziny. Może mogłaby przejąć stery i nawiązać lepsze relacje ze swoimi dziećmi. Podczas ubierania nadal czuła intensywny słony smak spermy Bartosza na swoim jej języku. Ochlapała wodą twarz i pocałowała Bartosza w policzek.
     – Bądź grzeczny w szkole.
     – Będę.
     – Dobry chłopak.
Sylwia otworzyła drzwi i rozejrzała się po korytarzu, zerkając w obie strony.
     – Droga wolna. Ruszaj.
Klepnęła go w chudy tyłek, posyłając w drogę. Poszła za nim korytarzem, poprawiając stanik i sukienkę. Bartosz złapał swój plecak i wybiegł przez frontowe drzwi.
     – Pa, mamo.
Monika szła ze spuszczonym wzrokiem. Minęła Sylwię i podniosła swój plecak.
     – Do widzenia, skarbie. Bądź grzeczna. – Sylwia zawołała za swoją córką.
     Monika pomachała matce i zamknęła drzwi, wychodząc.
     – Rozwiążemy to. – Sylwia westchnęła.
Odwróciła się i weszła po schodach. Musiała pomóc mężowi.

***

     Jedno z okien sypialni Bartosza było otwarte. Khadra pomyślała, że to dziwne, gdy spoglądała na  dom w świetle gwiazd. Zadrżała i zapięła kurtkę do końca. Jesienna noc była zbyt zimna na spanie przy otwartych oknach. Ścisnęła kamyk w dłoni i wycelowała w jedno z jego zamkniętych okien. Odchyliła się do tyłu i rzuciła go do góry. Za trzecim razem kamyk z brzękiem odbił się od jego okna. Podczas siódmej próby Bartosz wyjrzał, żeby zobaczyć, kto rzucał kamieniami w okna jego pokoju.
     – Pani. Samatar? Ja… – Bartosz spojrzał w ciemność zmieszany.
     – Nic nie mów. –  szepnęła do niego Khadra.
Poprawiła hidżab, który osunął się przy rzucaniu.
     – Mam dla ciebie ostrzeżenie. Spotkajmy się przy drzwiach.
     Bartosz skinął głową i zniknął z okna. Pomyślał o ubieraniu się, ale uznał, że piżama mu wystarczy. Zamknął to cholerne okno i zadrżał. Musiałby porozmawiać z Luizą o ciągle otwartym oknie. Dom i bez niego był wystarczająco przewiewny. Przeszedł przez chłodną drewnianą podłogę, wyszedł ze swojego pokoju, przez korytarz, w dół po schodach i przez sień. Cicho otworzył frontowe drzwi.
     – Co?
Oczy Bartosza zrobiły się wielkie, gdy zobaczył czekającego na niego dużego, czarnoskórego mężczyznę.
     – Teraz śpij.
Maxamed zacisnął szmatę nasączoną chloroformem na ustach chłopca i objął go drugą ręką.
     – Ćśśś...
Bartosz zwiotczał w jego ramionach, a Maxamed rozejrzał się po zaciemnionym domu. W słabym świetle widział tylko, że zamknięty pokój po drugiej stronie był otwarty. Tuż za drzwiami leżał zwój liny.
     – Jest ranny?
Khadra stanęła obok męża.
     – Nie. On tylko śpi.
Maxamed spojrzał na nią.
     – Ale nastąpiła zmiana planów. Zamiast ryzykować przejażdżkę samochodem, odprawimy ceremonię w tym pokoju.
Maxamed wskazał na poprzednio zamknięty pokój.
     – Wygląda na to, że pan Czerwiński w końcu otworzył te przeklęte drzwi. Nasze narzędzia znajdą w tych ścianach doskonałą izolację akustyczną. Będzie idealny do naszych celów. Jest tam nawet lina.
     – Czy nie byłoby rozsądniej, drogi mężu, trzymać się naszego planu?
Khadra nie była pewna co do siły ich samokontroli po tym, co stało się z kamieniem snów. No cóż, oraz po tym co się z nią stało.
     – Nie siej zamętu, kobieto.
Oczy Maxameda były bardzo ciemne w słabym świetle. Podniósł wątłego chłopca i zaniósł go do pokoju.
     – Idź po trochę soli do kuchni.
     – Dobrze.
Khadra zamknęła za nimi drzwi i cicho przemknęła się do kuchni. Znalazła opakowanie soli w spiżarni i pośpieszyła z powrotem do męża. Kiedy dotarła do otwartego pokoju, odkryła, że Maxamed już przywiązał Bartosza do fotela po drugiej stronie pokoju.
     – Potrzebujemy źródła światła, zanim zamkniesz drzwi.
Maxamed wyciągnął zapalniczkę z kieszeni i podszedł do stolika ze starą lampą. Zapalił oliwną lampę i po pokoju rozlał się kojący, ciepły blask.
     – Nadal działa.
     Khadra sapnęła. Nad Maxamedem majaczył najbardziej przerażający niedźwiedź jakiego kiedykolwiek widziała. Musiał mieć z trzy metry wysokości, wyciągnięte ramiona i pysk z wyszczerzonymi zębami.
     – Co?
Maxamed podążył za jej spojrzeniem aby sprawdzić czego się przestraszyła.
     – Boisz się tego?
Uderzył ręką w wypchane zwierzę.
     – Dawno już nie żyje. Zamknij drzwi i zaczynajmy.
     – Jak sobie życzysz.
Khadra zamknęła i zablokowała drzwi. Przeszła przez pokój i wręczyła Maxamedowi sól. Po jej lewej stronie pod ścianą stała kanapa, a lampka oliwna migotała na stoliku na drugim końcu. Po jej prawej stronie ktoś umieścił na kredensie piękne szczegółowo wykonane, wielokolorowe butelki. Bujny perski dywan otulał jej stopy.
     – Co to za miejsce?
Ściany pokrywały dziwne portrety.
     – Jakiś pokój wypoczynkowy.
Maxamed poklepał niedźwiedzia jeszcze raz, a następnie podszedł z solą do Bartosza.
     – Czy on się budzi?
Khadra spojrzała na swojego kochanka. Miała nadzieję, że Maxamed nie zauważy ciężkiej męskości napinającej spodnie od piżamy Bartosza.
     – Nie powinien. Prawda?
     – Nie. Nie powinien.
Maxamed patrzył, jak Bartosz zamrugał i otworzył oczy.
     – Działajmy szybko.
Maxamed ostrożnie nasypał soli, znacząc krąg wokół fotela z Bartoszem. Gdy ukończy krąg, zrobi znak orła spoglądającego w bok. Teraz mogli bezpiecznie usunąć demona.
     – Co?
Bartosz poczuł się oszołomiony i… czuł się okropnie.
     – Co robisz?
Kiedy rozejrzał się po pokoju, zdał sobie sprawę ze swojego położenia.
     – Gdzie ja jestem?
Napiął chude ramiona spętane linami i wydał z siebie jęk, gdy włókna konopi wpiły się w jego ciało. Lina była zbyt wytrzymała nawet jak na jego nową siłę.
     – Nie rób tego. Ona nie będzie zadowolona. Robi się naprawdę przerażająca, kiedy jest wściekła. Powinieneś pozwolić mi odejść.
     – Kto, mały człowieku?
Maxamed ciągle sypał sól. Poruszał się tak szybko, jak mógł, ale linie, które kreślił wymagały precyzji. Był prawie w połowie pracy.
     – Pani Głowacka. – szepnął Bartosz. – Pani Głowacka – powiedział podniesionym głosem. – Luizo?! – krzyknął.
Rozpaczliwie potrzebował ratunku.
     – Nikt cię nie słyszy.
Maxamed pokonał trzy czwarte drogi dookoła. Powoli poruszał się wokół krzesła, klęcząc na kolanach. Maxamed nie podnosił głowy znad wykonywanego symbolu.
     – Ten pokój jest zapieczętowany. Nie możesz…
Coś ciężkiego spadło na ramię Maxameda. Zamarł.
     – Mężu, uważaj.
Ale Khadra ostrzegła go za późno. Patrzyła, jak martwy wypchany niedźwiedź chwycił jej męża, jakby nic nie ważył i unosił go w powietrze. Niedźwiedź obrócił walczącego mężczyznę tak, że zwrócił się twarzą do pokoju, a następnie objął go dwoma przerażającymi ramionami.
     – Uwolnij mnie, bestio!
Maxamed kopał i wymachiwał nogami, ale stwór był zbyt silny.
     – Pomóż mi, kobieto.
     Khadra drżąca podeszła do niedźwiedzia. Ten odwrócił swoją dziką głowę, by na nią spojrzeć i wydał z siebie okropny warkot, który Khadra poczuła we własnych wnętrznościach. Zatrzymała się w miejscu.
     – O stary... stary....
Bartosz rozejrzał się. Naprawdę bał się Samatarów i i coraz bardziej był wystraszony.
     – Próbowałem cię ostrzec...
Spojrzał na gigantycznego niedźwiedzia i zadrżał.
     – Proszę ich nie krzywdzić, pani Głowacka.
Ogarnął go nagłe uczucie żaru. Szarpał się z linami, ale one nadal mocno go trzymały.
     – Co się dzieje?
     – Allah nas chroni.
Khadra obserwowała Bartosza szeroko otwartymi oczyma, z uchylonymi ustami. Okrył go krótki błysk czerwonego światła, a potem mogła zobaczyć, jak jego penis coraz mocniej naciąga jego piżamę. W pokoju rozległ się dźwięk rozdzierania i penis Bartosza się oswobodził, przedzierając się przez jego ubranie.
     – Uciekaj, Khadra.
Maxamed wariował, wykręcając się i napierając na otaczające go futro.
     – Demon chce cię zbezcześcić. Nie możesz pozwolić, żeby to cię wzięło. Nie możesz...
     – Maxamed?
Khadra podniosła głowę i zobaczyła, że niedźwiedź położył swoją masywną prawą łapę na ustach Maxameda, aby go uciszyć. Spoglądał na nią przerażonymi oczami. Nie mogła sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek widziała, aby jej mąż był do tego stopnia przerażony. Khadra odwróciła się i uciekła do drzwi. Spróbowała przekręcić gałkę, ale ta się nie obracała. Uderzała pięściami w drzwi i wrzeszczała. Kiedy to nic nie dało, oparła się o drzwi i przycisnęła czoło do ich chłodnej powierzchni. Ogarnął ją nagły spokój.
     – Myślę, że są zamknięte.
Bartosz starał się nie zerkać na gigantycznego niedźwiedzia po swojej prawej stronie.
     – Czy mogłaby mnie pani rozwiązać, pani Samatar?
Nogi mu się trzęsły, dłonie pociły, a on nadal czuł się oszołomiony tym, co mu zrobili. Co gorsza, jego penis nie opadał.
     – Proszę, zabierz mnie stąd. Myślę, że to pokój pana Głowackiego. Ja na prawdę nie chcę go denerwować.
     – Powiedziałeś mi, że powinnam wydobyć truciznę. Khadra odwróciła się i rozejrzała się po pokoju, jej puste oczy były przyciągane przez masywne przyrodzenie. Coś się zmieniło w jej zachowaniu, odkąd zrezygnowała z bicia drzwi. Zrobiła niepewny krok w stronę Bartosza.
     – Ale wyciągając truciznę, udało mi się tylko otruć samą siebie.
Zrzuciła kurtkę i ściągnęła przez głowę długą sukienkę. Miała na sobie tylko majtki, skarpetki, buty i hidżab. Wskazała na swoje ogromne piersi.
     – Nie mogę już nawet nosić stanika. Żaden z moich staników już nie pasuje.
     – Cóż… hm… – Bartosz oblizał usta. Nie był pewien, jak się z tego uwolnić. Spojrzał na Maxameda i zobaczył, jak wzrok mężczyzny skacze pomiędzy nim, a Khadrą. Szkliste oczy niedźwiedzia wpatrywały się w Khadrę.
     – Myślę, że teraz wyglądasz naprawdę ładnie. Ja… ja… – wyjąkał. – Chodzi mi o to, że wcześniej też byłaś ładna. Ale teraz… jest… niesamowicie.
     – Dziękuję. Tak sądzę.
Zrobiła kilka kolejnych kroków. Jej stopy spoczęły na perskim dywanie.
     – Chciałeś, żebym wydobyła truciznę. Ale to była zła... zła metafora. Teraz mam wrażenie, że twoje przyrodzenie jest kluczem, którego mogłabym użyć. Nie przyjaźnisz się z panem Głowackim, zgadza się?
     – Nie. Mam na myśli tak. Nie przyjaźnimy się.
Bartosz wyobraził sobie upiorny obraz Khadry, która wpychała jego penisa do zamka, i zaczynała nim nerwowo obracać.
     – A twoja magia przeciwdziała jego. – Khadra skinęła głową. – Tak, ten pokój jest wyjątkowy. Widzę prawdę w tych sprawach. Został zbudowany w mrocznym celu.
Resztę drogi przeszła w kierunku Bartosza i stanęła nad nim.
     – Przepraszam, Maxamed. – powiedziała Khadra, nie patrząc na męża. Chwyciła majtki i zsunęła je z bioder na podłogę.
     – Nie wiem nic na ten temat. – odparł Bartosz spoglądając na nią.
Pomimo tej sytuacji jej miękka brązowa skóra, krągłości i czarne sutki nie pomogły jego penisowi opaść.
     – Czy możesz po prostu pozwolić mi odejść?
Jego wzrok padł na ciemny trójkąt między jej nogami.
     – To ty pozwolisz nam odejść.
Sięgnęła w dół i dotknęła główki jego penisa czubkiem palca wskazującego i zebrała odrobinę śluzu.
     – Klucz – powiedziała, a potem włożyła palec pomiędzy nogi.
     – Zamek... Allahu strzeż mnie, to taki potężny klucz.
Słyszała, jak jej mąż zaciekle walczy z niedźwiedziem, ale nie mogła zmusić się, by na niego spojrzeć.
     – Hm… nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
Bartosz starał się nie spoglądać na jej bezradnego męża. Widział w peryferyjnym polu widzenia mężczyznę, który jeszcze raz usiłował uwolnić się z objęć niedźwiedzia, ale w końcu opadł, pokonany w jego ramionach.
     – Twój mąż jest po prawej stronie.
Bartosz obserwował ją uważnie, ale Khadra nie dała żadnego znaku, że go słucha.
     – Jesteś głucha?
Miała rozmarzony wyraz twarzy.
     – W głębi duszy sądzę, że wiedziałam, że to się stanie.
Chytry uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy wdrapała się na jego kolana. Sięgnęła w dół, złapała potwora Bartosza i wprowadziła go do swego wnętrza.
     – Próbowałam wmówić sobie inaczej, ale się myliłam. Naprawdę tęskniłam za twoim… ahhhhhh… potworem. Ty… hm… uh… wypełniasz mnie jak nic innego.
     – Ugh… pani Samatar.
Bartosz wiercił się, ale nie mógł zrobić nic więcej. Słyszał krzyki jej męża stłumione przez łapę niedźwiedzia, ale Bartosz starał się to zignorować. Jej cipka wydawała się fantastycznie ciasna, a jej piersi pięknie się kołysały, gdy na nim podskakiwała. Skupił się na tym.
     – Może my… – Ale stracił wątek, gdy jego oczy podążały za jej podskakującymi, brązowymi cyckami.
     – Drogi… ach… ach… Bartoszu.
Khadra położyła ręce na jego ramionach i stękała, gdy zagłębiał się w jej wnętrze. Jego przyrodzenie było naprawdę magiczne. Pochyliła się i szepnęła mu do ucha:
     – Uwolnij we mnie potop swego nasienia… uch… uch… uch… i uwolnij nas z tego mrocznego miejsca.
Odchyliła głowę do tyłu, wyginając plecy w łuk i poczuła, jak młody penis miażdży jej wnętrzności. Czuła jakby chciał przebić się przez je brzuch. Khadra wydała z siebie długi krzyk. Uwielbiała to uczucie. Ogarnął ją orgazm. Niósł ze sobą taką przyjemność, że pozwalał jej dotknąć bram raju.
     Para kopulowała przez długi czas, a martwy niedźwiedź i Maxamed byli tego świadkami. Biedna Khadra podskakiwała swoim małym ciałem w górę i w dół, jakby jechała na koniu aż do wyczerpania ostatnich sił. Ten masywny penis uderzał w nią z ekstazą. Przeżywała orgazmy, jeden na drugim i zanim Bartosz dotarł do punktu kulminacyjnego, mięśnie Khadry drżały i płonęły z wysiłku.
     – Tak, tak. Dojdź... we mnie.
Pochwa Khadry zacisnęła się na eksplodującym w niej przyrodzeniu. Skrzywiła się i zamknęła oczy, przyjmując go tak głęboko, jak to tylko możliwe.
     – Przekręć… ugh… zamek we mnie.
     – Aaaahhhhhh...
Bartosz chciał wyciągnąć rękę i złapać ją, poczuć jej krągłości. Ale nadal był mocno związany. Żadne z nich nawet nie usłyszało uderzenia, gdy niedźwiedź bezceremonialnie upuścił bezwładne ciało Maxameda na podłogę.

***

     Ewelina obudziła się gwałtownie. Coś wymagało ochrony. Wyszła z łóżka i narzuciła sukienkę.
     – Gdzie idziesz? – Z pogrążonego w ciemności łóżka dobiegał senny głos Tomasza.
     – Muszę się napić wody.
Ewelina podeszła do drzwi sypialni.
     – Zaraz wracam.
     – W porządku.
Tomasz przewrócił się i już chrapał, gdy Ewelina wychodziła z pokoju.
     Klucze, kurtka, torebka. Ciało Eweliny poruszyło się prawie jak na autopilocie. Wiedziała już dokąd ma jechać, kiedy wycofywała swój samochód z podjazdu. Rezydencja Czerwińskich. Wrzuciła bieg i ruszyła.

***

     Wciąż ciężko oddychając, Khadra podniosła się z Bartosza. Spojrzała w dół i zobaczyła spermę kapiącą spomiędzy jej nóg na podłogę tworząc na niej duże, białe plamy. Spojrzała na niedźwiedzia i zobaczyła swojego męża leżącego na podłodze tuż przed nim. Stworzenie przestało się poruszać i wróciło do swojej pierwotnej, przerażającej pozy.
     – Maxamed.
Khadra podeszła do niego i uklękła. Pogładziła jego twarz spoconą dłonią, podczas gdy sperma nadal kapała na podłogę pod nią.
     – Jesteś ranny?
Wydawało się, że Maxamed był półprzytomny. Khadra szybko się ubrała, a następnie pomogła mężowi wstać.
     – Możesz mówić?
Ale mógł tylko mamrotać jakieś niezrozumiałe rzeczy.
     – Czy możesz mnie teraz rozwiązać?
Bartosz naprężył liny, ale trzymały się mocno. Zobaczył, że drzwi do ich pokoju są otwarte i bardzo chciał wyjść.
     – Nie chcę tu zostać.
Patrzył, jak mąż i żona podążają się w kierunku wyjścia.
     – Pani. Samatar? Khadra?
     – Przepraszam, Bartoszu.
Khadra obejrzała się przez ramię.
     – Nie wiem, co by się stało, gdybym cię rozwiązała. Twoje przyrodzenie jest nadal sztywne. Muszę zaopiekować się swoim mężem.
Następnie wyprowadziła bezradnego mężczyznę z domu i zaprowadziła go do ich samochodu.
     – Cóż, cholera.
Bartosz rozejrzał się po pokoju.
     – Pani Głowacka?
Nic. Nie chciał, żeby jego mama znalazła go w takim stanie, albo gorzej, jego siostra lub co gorsza, jego ojciec. Ale naprawdę przerażającą opcją był Fryderyk Głowacki mogący pojawić się w tych drzwiach, kiedy Bartosz siedział przywiązany do krzesła. Przed pokojem rozległy się kroki. Bartosz znowu zaczął się szarpać. Wpatrywał się w ciemną przestrzeń i modlił się o ratunek.
     – Bartosz?
Ewelina wbiegła do pokoju z wyrazem zmartwienia na twarzy.
     – Ty biedny dzieciaku. Kto to ci zrobił?
Nie mogła się powstrzymać, gdy zauważyła, że jego kutas przedarł się przez spodnie od piżamy i nadal pulsował na otwartej przestrzeni, naprężony tak mocno, jak to tylko możliwe. W pokoju pachniało seksem. Pocałowała go w policzek i zaczęła go rozwiązywać.
     – Samatarowie to zrobili.
Bartosz poczuł, jak ogarnia go ulga.
     – Pospiesz się, nie powinno nas być w tym pokoju.
     – Wiem.
Ewelina przerwała to, co robiła i spojrzała w górę na przerażającego wypchanego niedźwiedzia, wpatrującego się w nią szklanymi oczyma.
     – To złe pomieszczenie, Bartoszu. Tu wydarzyły się złe rzeczy. Ale musimy dochować tajemnic tego domu. Wróciła do rozwiązywania węzłów.
     – Co?
Bartosz roztarł nadgarstki, gdy liny opadły.
     Podciągnęła go do pionu i objęła go prawą ręką.
     – Możesz chodzić?
     – Tak myślę.
Bartosz zrobił niepewny krok.
     – Samatarowie mnie czymś odurzyli.
     – Naprawdę? Jezu, Bartku.
Pomogła mu wyjść z pokoju i wejść po schodach. Nie mogła oderwać oczu od jego długiego kutasa, sterczącego przed nim.
     – Um… Dlaczego jesteś taki twardy?
     – Nie wiem.
     – Czy możesz coś z tym zrobić?
Ewelina bała się, że wpadnie na któregoś z domowników, idącego coś przekąsić. Jak by wytłumaczyła pomaganie szwagrowi na schodach z jego gigantycznym kutasem kołyszącym się przed nimi?
     – Moja piżama jest podarta. Nie wiem, co mogę zrobić.
Dotarli na szczyt schodów.
     – Możesz pomyśleć o piłce nożnej lub… ćśśś....
Ewelina położyła palec na ustach Bartosza.
     – Widziałeś to?
     – Nie, co?
     – Wydawało mi się, że widziałam twoją matkę wchodzącą po schodach w kierunku pokoju twojej siostry.
Ewelina ponownie się ruszyła i pomogła Bartoszowi wejść do jego pokoju. Zamknęła za nimi drzwi.
     – Cóż, może sprawdza, co u Moniki. – Bartosz westchnął, kładąc się na łóżku. – A może widziałaś ducha.
Spojrzał na Ewelinę i się uśmiechnął.
     – Dziękuję za ratunek.
Wyglądała tak ładnie, uśmiechając się do niego, z rozczochranymi blond włosami i przekrzywioną sukienką. Naprawdę zostawiła Tomasza w środku nocy, żeby do niego przyjść.
     – Czekaj. Skąd wiedziałaś, że potrzebuję pomocy?
     – Jestem… – Zakręciła obrączką na palcu, zastanawiając się nad tym.
     – Po prostu wiedziałam, że muszę przyjść do tego pokoju. Zawiera tajemnice… – Jej głos ucichł.
     – Jakie tajemnice?
Dziwne było rozmawiać z nią na luźne tematy, podczas gdy jego kutas był cały czas naprężony.
     Ewelina wzruszyła ramionami.
     – Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić? Wyglądasz na takiego wymęczonego.
Weszła na łóżko i skuliła się obok niego.
     – Która godzina?
Bartosz nie chciał się ruszyć, aby spojrzeć na swój nocny zegar.
     – Myślę, że około trzeciej.
Ewelina położyła głowę na flaneli przykrywającej płaski brzuch Bartosza. Spojrzała na jego kutasa szeroko otwartymi oczyma.
     – Więc Tomek nie będzie się martwił, że cię nie ma przez chwilę? Możesz dotrzymać mi towarzystwa?
Bartosz położył dłoń na jej rozczochranych włosach.
     – Boisz się ciemności?
Jej dłoń przesunęła się po jego biodrze i delikatnie przytrzymała jego prawe jądro. Masowała je.
     – Wcześniej nie.
Poczuł, jak jej głowa porusza się w kierunku jego penisa.
     – Czekaj, inna kobieta… aaahhhhh… to jest wspaniałe uczucie.
     Ewelina polizała trzon jego penisa i musnęła głowę. Mogła poczuć na nim zapach seksu. Ewelina sprzed kilku tygodni byłaby zniesmaczona, ale teraz ten sapach ją zachwycał.
     – Co z inną kobietą, Bartku? – Powiedziała między muśnięciami.
     – Dziś wieczorem uprawiałem seks.
     – Mogłam to stwierdzić.
Wessała go do ust i zakręciła językiem wokół głowy. Wypchnęła go z powrotem.
     – Pozwól, że cię wyczyszczę. Zaopiekuję się tobą, Bartku.
Wylizała cały trzon w dół jego penisa i zassała jego jądra, również je czyszcząc.
     – Dziękuję, Ewelino.
Bartosz przycisnął głowę do poduszki i pozwolił jej zabrać się do pracy.
     – Dziękuję,  dziękuję, dziękuję...

***

     Z żołądkiem pełnym spermy Ewelina wstała z łóżka Bartosza, w którym tuliła się do nastolatka. Westchnęła. Wyglądał tak spokojnie, śpiąc z blond włosami wciśniętymi w poduszkę. Dzięki Bogu, że się obudziła, zanim on to zrobił. Wyłączyła światło, wymknęła się z jego pokoju i zeszła po schodach. Nic dziwnego, że drzwi do zamkniętego pokoju zostały ponownie zamknięte i zaryglowane. Sprawdziła tylko dla pewności. Lepiej, żeby tak pozostało.
     W całym domu zamknięty pokój był jedynym miejscem, które wciąż niepokoiło Ewelinę. Biorąc głęboki oddech, odwróciła się do drzwi frontowych, zabrała kurtkę oraz torebkę i wyszła z rezydencji. W drodze do domu zastanawiała się, w jaki sposób przeprowadzka teściów zmieniła jej życie. Biorąc pod uwagę, jak bardzo zmieniło to ją i Bartosza, zastanawiała się, czy mogło to mieć wpływ na innych Czerwińskich. Ewelina uśmiechnęła się. Sylwia była zbyt pobożna, by wędrować po wypełnionym pożądaniem szlaku, który odkryła Ewelina, natomiast Monika była po prostu zbyt grzeczna.
     Ewelina nie wiedziała, że właśnie w tym momencie jej teściowa i szwagierka znajdowały się w pokoju Moniki, we wschodniej wieży, zwierając w uścisku swoje cipki i krzycząc z zachwytu.  

***

     – Mamo, obudź się.
Monika potrząsnęła bryłą, która była jej śpiącą mamą pod kocem.
     – Mamo?
     – Monia?
Dariusz przewrócił się i przetarł oczy.
     – Która godzina?
     – Około trzeciej.
Monika przestała potrząsać Sylwią. Zmarszczyła brwi. Jej tata nie miał się obudzić.
     – Co robisz w naszym pokoju?
Dariusz zamrugał, a jego wzrok był zamglony od snu. Nie chciał się rozbudzać, aby to zwalczyć.
     – Ja… hm… po prostu chciałam, żeby ktoś utulił mnie do snu.
     – Co? Znowu masz pięć lat? – Dariusz westchnął. – Dobrze, zrobię to.
     Oczy Sylwii się otworzyły.
     – Nie, w porządku, Darku. Otulę ją. Możesz spać.
     – Wspaniale.
Dariusz patrzył, jak naga postać jego żony wysuwa się spod kołdry i wkłada jeden ze swoich za dużych swetrów. Ostatnio naprawdę dobrze wyglądała. Zanotował w pamięci, żeby uprawiać więcej seksu ze swoją żoną.
     – Dzięki, Sylwio.
Dariusz przewrócił się na drugi bok i zamknął oczy.
     – Przydałby mi się porządny wypoczynek.
     – Wrócę za chwilę.
Sylwia poklepała górkę, która była jej mężem pod kołdrą i wyszła z pokoju tuż za córką. Smukłe nogi Moniki wydawały się dość cienkie w słabym świetle korytarza. Monika miała na sobie tylko górę od piżamy, która wisiała na jej tyłku, oraz majtki. Sylwia zakładała, że jej córka musi mieć na sobie majtki.
     Gdzieś w zimnym domu tykał zegar. Stały, nieubłagany dźwięk.
     – Co się dzieje? – szepnęła Sylwia, kiedy mijały otwarty salon.
Przez okna wpadało światło księżyca.
     – Jeśli chodzi o wcześniej, dam ci więcej później. Ale nie możesz mnie obudzić w środku nocy na karmienie. Nie jesteś dzieckiem.
Czy właśnie obiecała znowu karmić córkę piersiami? Pokonała kolejną granicę. Wyglądało na to, że osiągnęła punkt, z którego nie ma już odwrotu.
     – Nie mogłem się doczekać, mamo.
Monika wzięła Sylwię za rękę i pociągnęła ją szybciej w kierunku swojego pokoju.
     – Obiecuję, że już cię nie będę budzić. Tylko dzisiaj.
Nastolatka miała motyle w brzuchu. To oczekiwanie było o tysiąc razy intensywniejsze, niż oczekiwanie na prezenty w Boże Narodzenie.
     – Tylko dziś. – burknęła Sylwia, ale ścisnęła miękką, ciepłą dłoń córki. Minęły pokój Bartosza, a Sylwia podążyła za Moniką po schodach do jej sypialni. Sylwii wydawało się, że słyszy jakiś cichy dźwięk na granicy słyszalności. Wydawało jej się, że słyszy delikatne kroki idące w rytm zegara, a może delikatny kobiecy głos. Sylwia zadrżała i nie obejrzała się, zamykając za sobą drzwi do pokoju Moniki. Zablokowała je i spojrzała na saszetkę przy ścianie. Myśl o wyciągnięciu tej niesamowicie ciężkiej rzeczy nie była pociągająca. Było w porządku, jakiekolwiek niebezpieczeństwo grasujące po domu już dawno minęło. Obecne dźwięki były zupełnie inne niż poprzedniego wieczoru. Próbowała wyrzucić z pamięci wspomnienie tych ciężkich kroków i tego okropnego, głębokiego głosu z przeszłości.
     – Czy mogę ich dotknąć?
Monika nie czekała na odpowiedź. Stanęła za matką i przesunęła dłońmi po swetrze taty, ugniatając i masując przez wełnę masywne piersi Sylwii. Monikę przeszedł dreszcz emocji.
     – Tak. – Sylwia westchnęła i odprężyła się.
Poczuła, jak płaski brzuch Moniki opiera się o jej tyłek, kiedy nastolatka ją obejmowała.
     – Nie tak natarczywie, skarbie. Czy chciałabyś, żeby ktoś cię tak obmacywał?
Ale Sylwia odkryła, że podoba jej się ten natarczywy, zachłanny sposób, w jaki ręce córki masują jej piersi. Wydawało się, że jest bardziej pożądana przez własne dzieci niż przez swojego męża.
     – Chciałabym. Tak myślę.
Nogi Moniki trzęsły się z podekscytowania.
     – Chcesz wypróbować to na mnie?
Niechętnie odsunęła ręce od piersi Sylwii i zwróciła swoją matkę twarzą do siebie. Następnie Monika sięgnęła w dół do rąbka swojego topu i ściągnęła go przez głowę, odsłaniając swoje małe, blade piersi. Światło księżyca wpadało przez krąg okien i Monika dostrzegła zaskoczony wyraz oczu Sylwii.
     – Nie wiem... czy powinnam.
Z wahaniem Sylwia wyciągnęła dłonie do piersi Moniki.
     – Są takie piękne. Nie mogę uwierzyć, że to dzieło moje i twojego ojca.
Sylwia objęła piersi córki i delikatnie ścisnęła. Tak idealnie pasowały do jej dłoni.
     – Mam nadzieję, że kiedyś będę miała piersi takie jak twoje.
Monika wypuszczała długo powietrze. Dłonie Sylwii w niczym nie przypominały niezręcznego macania Arka. Dotyk Sylwii był delikatny i zdecydowany.
     – To naprawdę wspaniałe uczucie. Czy możesz je pocałować? – Zapytała Monika.
     – Nie wiem. – szepnęła Sylwia, zahipnotyzowana tą chwilą.
Nigdy wcześniej nie trzymała piersi innej kobiety. Do licha, rzadko widziała inne cycki niż swoje własne. Tylko kilka osób na siłowni przed latami, a wtedy ledwo zwracała na to uwagę. Teraz żałowała, że nie poświęciła im więcej uwagi. Były wspaniałe.
     – Proszę?
Monika opierała się pokusie przyciągnięcia ust matki do swych piersi. Opuściła ramiona. To był moment niepewności.
     – W porządku.
     Sylwia pochyliła się w talii i złożyła pocałunki na górnych częściach piersi Moniki. Następnie całowała coraz niżej i niżej, aż jej usta zamknęły się wokół napuchniętego sutka Moniki.
     – Oh... mamo! – Monika sapnęła, gdy Sylwia przesunęła językiem po sutku. Pozwoliła matce ssać jeden sutek, a potem drugi. Po chwili Monika wciągnęła Sylwię do łóżka, położyła matkę na plecach i siadła okrakiem na jej biodrach.
     – Zdejmiesz sweter?
     Sylwia przygryzła dolną wargę i skinęła głową. Sweter został usunięty i rzucony na podłogę. Sylwia miała ochotę ukryć swoje piersi, a przynajmniej podnieść je, tak by nie zwisały rozjeżdżając się na boki.
     – Jezu, mamo. Są takie piękne. Uwielbiam sposób, w jaki wiszą. Wyglądają na takie ciężkie.
Monika wiedziała, że mówi szybko, ale nie potrafiła ukryć podniecenia.
     – Jesteś idealna. Boże, jesteś na prawdę idealną kobietą.
Pochyliła twarz do lewej piersi Sylwii.
     – Język, młoda damo. Nie wzywaj Pana boga na… oooooohhhhhh… och, moja… moja, moja, moja… moja słodka dziewczyna.
Sylwia tuliła głowę Moniki, gdy jej córka chwyciła ustami sutka i zaczęła ssać.
     – Mmmmppppphhhhhhh...
Monika nie chciała, żeby to uczucie się kiedykolwiek skończyło. Zastanawiała się, jakie inne nieodkryte wzloty ją czekają. Tak ssała przez dłuższy czas, siedząc okrakiem na brzuchu mamy i naprzemiennie przeskakując pomiędzy piersiami, ściskając je, liżąc, ssąc i pijąc do syta. W końcu podniosła twarz i otarła usta wierzchem dłoni.
     – Majtki?
     Sylwia skinęła głową i obie kobiety zdjęły majtki.
     Monika wróciła do picia słodkiego mleka, ale obniżyła biodra i przeplotła nogi z mamą. Czuła się dobrze. Wkrótce jej biodra lekko się zakołysały. Obie kobiety jęczały, poznając to nowe doznanie.
     Jedna z przyjaciółek Moniki powiedziała jej kiedyś, że kiedy kobieta naprawdę lubi seks, uchyla usta z zachwytu. Monika była pewna, że nigdy nie zrobiłaby takiej miny z Arkiem, ale pomyślała, że gdyby jej usta nie znajdowały się na sutku mamy, zrobiłaby to w tej chwili. Jej biodra przyspieszyły, a mokra cipka ocierała się o jędrne udo Sylwii. Zastanawiała się, jak wygląda twarz Sylwii, więc przestała pić, położyła dłonie na piersiach mamy i podniosła się, gdy jej biodra zatoczyły kręgi.
     – Niesamowite… uh… uh… mamo. Masz… uch… rozkosz… wymalowaną na twarzy.
     – Rany… Monika… ja zaraz…
Sylwia nie wiedziała, o czym mówi jej córka i nie obchodziło jej to. Sięgnęła w dół obiema rękami i złapała wąskie biodra Moniki. Poruszyła lekko córką, tak że ich waginy ocierały się bezpośrednio o siebie.
     – O… Boże…
Monika widziała, jak oczy Sylwii wywracają się, a jej ciało zaczyna drżeć. Monika przeżyła swój własny orgazm niedługo po matce.
     – Myślę… że… mogłabym… Ooooohhhhhhhh....
Mózg Moniki przestał pracować, gdy doszła, jej palce wbiły się w miękkie piersi Sylwii.
     Kiedy kobiety doszły do siebie, biodra Moniki znów zaczęły się podnosić. Jej małe piersi unosiły się i opadały, gdy łapczywie wciągała powietrze.
     – Jestem taka szczęśliwa… że przyszłaś do mojej… sypialni… zeszłej nocy. To było takie wspaniałe.
Wraz z matką osiągnęły kilka kolejnych orgazmów tej nocy.
     Później, kiedy Monika zasnęła spokojnie w łóżku obok niej, Sylwia zebrała w sobie siłę, by wyruszyć w długą podróż do własnej sypialni. Wciągnęła sweter męża i wymknęła się na zimny korytarz. Jak miałaby manewrować pomiędzy obojgiem bliźniąt? Położyła dłoń na piersi. Jej własne pragnienia z pewnością nie słabły. Wcześniej próbowała odrzucić oboje bliźniąt, a teraz zaczęła się aktywnie zastanawiać, jak rozplanuje swój intymny czas z tą dwójką. Macierzyństwo nie wyglądała tak, jak mogłaby się po nim tego spodziewać.

2 komentarze

 
  • Mirka

    Kolejny, świetny rozdział. Podzielam komentarz poprzednika i też mam wielkie uznanie za Twój trud i chęć przetłumaczenia tego opowiadania. Mam nadzieję, że to nie ostatnie.
    Zastanawiam się co nas czeka w kolejnych odcinkach. Stawiam na seks Sylwii w trójkącie z dziećmi, a może i ojciec dołączy. Incest to podniecająca fantazja.
    Pozdrawiam.  :smile:

  • Gosc

    To naprawdę świetnie się czyta . Dzięki za twój trod włożony w tłumaczenie tego na język polski . Pozdrawiam

  • C10H12N2O

    @Gosc Dziękuję ;)

  • Gosc

    @C10H12N2O kiedy ciąg dalszy ?  I ile opowiadań tej autorki masz jeszcze w zanadrzu

  • C10H12N2O

    @Gosc następna część za około trzy dni. Wszystkich opowiadań w tej serii ma być dwadzieścia szejść, przy czym ostatnia powinna się ukazać jakoś w połowie tego miesiąca.

  • Gosc

    @C10H12N2O a inne pozycje tytułowe tej autorki?

  • C10H12N2O

    @Gosc jest jeszcze kilka serii tej autorki i jedna z nich jest na pewno zamknięta. Być może wezmę się za nią, gdy ukończę tę serię :)

  • Gosc

    @C10H12N2O super pozdrawiam