Nawiedzona Rezydencja (I)

Nawiedzona Rezydencja (I)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     – Czy planujecie zamieszkać w tym domu?
Robert Przybylski siedział naprzeciwko Dariusza i Sylwii Czerwińskich. Byli oni atrakcyjną parą w średnim wieku. Ona była wysoką brunetką z ładnym uśmiechem, w granatowym żakiecie w komplecie ze spódnicą, ubrania te wyglądały tak nienagannie, jakby przed chwilą zostały zdjęte z wieszaka. On natomiast był wysokim mężczyzną o blond włosach i o krótkiej  brodzie. Ubrany był w brązowy sztruksowy płaszcz i czerwony krawat. To był pierwszy raz, kiedy Robert spotkał nowych nabywców i poczuł ukłucie winy, widząc ich uśmiechniętych i tak zdecydowanych.
     – Moja żona i ja… mam na myśli byłą żonę, planowaliśmy wyremontować to miejsce, ale nie zaszliśmy z tym zbyt daleko.
     – Mamy taki sam plan.
Dariusz przyjął dokument od agentki i podpisał go. Po czym dodał:
     – Będziemy mieszkać w domu, a w międzyczasie będziemy go remontować.
     – Macie syna? – Robert podpisał jeden z dokumentów i odsunął go od siebie.
     – Mamy trójkę pięknych dzieci, panie Przybylski. – Sylwia przechyliła głowę i uniosła brew. Dodała:
     – Nasz najstarszy syn jest już żonaty i nie mieszka z nami. Za to bliźnięta nadal z nami mieszkają.
     – Czy bliźnięta są dziewczynami? – Głos Roberta brzmiał cienko i niepewnie.
     – Chłopiec i dziewczynka. – Głos Dariusza przybrał ostrą barwę. – Co pana to obchodzi?
     – Nic, Nic. – Robert potrząsnął głową. – Ten dom może wystawić na próbę wasze małżeństwo.
     Śliczne usta Sylwii wykrzywiły się w grymasie, położyła swoją lewą dłoń na prawej ręce męża i ścisnęła ją. Duża obrączka wyróżniała się na jej delikatnej dłoni.
     – Nasze małżeństwo jest bardzo udane, panie Przybylski. To nie jest pierwszy dom, w którym przeszło nam mieszkać.
     – Myślałem, że moje małżeństwo też jest nierozerwalne. – Upił łyk wody z jednego z plastikowych kubeczków znajdujących się na stole. – Ile lat ma państwa syn?
Robert słyszał w uszach rytm bicia własnego serca. Wiedział, że naciska na tę miłą rodzinę, ale musiał wiedzieć.
     – Bliźnięta mają po osiemnaście lat. – Sylwia mocniej ścisnęła dłoń Dariusza. Chciała aby wiedział, że miała już tego dość.
     – Może… może… może… – Robert skinął głową. – Może dom go zignoruje.
     Napięcie w pokoju aż iskrzyło w powietrzu. Agentka wyglądała, jakby wolała być w tej chwili zupełnie gdzie indziej, nie odrywała oczu od swoich papierów.
     – Uważaj na chłopca. – Robert spojrzał na Dariusza. – Po prostu obserwuj swojego syna, gdy będziesz w tym domu.
     Dariusz zwrócił się do agentki:
     – Czy możemy podpisać resztę dokumentów w innym pokoju? Moja żona i ja wolelibyśmy nie przebywać dłużej w jego obecności.
Dźgnął palcem w kierunku Roberta.
     – Oczywiście. – Agentka wstała i wyprowadził ich z pokoju.
     Sylwia zerknęła na Roberta, kiedy wychodzili. Wpatrywał się w jej tyłek, kręcąc głową i mrucząc do siebie „dziwka”. Przez wszystkie lata kupowania i sprzedawania domów była to najbardziej dziwaczna transakcja w jakiej brała udział.

***

     – Ciągle wygląda na solidnie postawiony dom. – Dariusz spojrzał na nowy dom z uśmiechem pełnym zadowolenia.
Kiedyś ta wiktoriańska rezydencja była naprawdę piękna, ale z czasem popadła w ruinę. Nic niepokojącego. Było trochę zgniłych bocznic i łuszczących się gontów, ale pozostało wiele oryginalnych detali. Generalnie dom potrzebował odmalowania. Dwie wieżyczki nadal stały dumnie po obu stronach domu.
     – Sylwia, co o tym myślisz?  
     – Nadal jestem w szoku z powodu ceny.
Sylwia podeszła do męża, chwasty chrzęściły pod jej obuwiem. Otoczyła ramieniem jego talię i ścisnęła.
     – Nieźle nam się poszczęściło, kochanie. Sylwia pocałowała Dariusza w policzek, a potem znów spojrzała na samochód. – Ej wy, chcecie zobaczyć swój nowy dom?
     – Idziemy.
Bartosz wyłączył telefon, wsunął go do kieszeni i wyskoczył z samochodu.
     – Jezu my w nim zamieszkamy? On jest ogromny.
Bartosz był niewysokim kujonem. Odgarnął z czoła swoje długie blond włosy.
     – Ile ma pokoi?
Bartosz nie mógł oderwać wzroku od domu, wpatrując się w akcenty starej rybiej łuski i drobno rzeźbionych geometrycznych kształtów wokół okien. Przez całe swoje osiemnastoletnie życie nigdy nie widział czegoś podobnego.
     – Ma dwadzieścia dwa pokoje.
Sylwia jeszcze raz objęła męża, a potem podeszła i stanęła obok syna.
     – Siedem sypialni, pięć łazienek, cztery salony, pokój wypoczynkowy, biblioteka, kuchnia, jadalnia i oczywiście wielki przedpokój.
     – To dwadzieścia jeden.
Bartosz spojrzał w ciepłe, brązowe oczy swojej mamy.
     – Co z tym ostatnim?
     – Cóż jeszcze nie wiemy. Sylwia uśmiechnęła się do niego.
     – Jest jeszcze pokój obok gabinetu, który jest zamknięty. Sprzedawca twierdził, że nie miał do niego klucza.
     – Och, spoko, straszna tajemnica. – Bartosz uśmiechnął się i skinął głową z entuzjazmem.
     – Hej, Monia – zawołał przez ramię. – Chodź i zobacz.
     – Za chwilę głupku.
Monika nadal siedziała na tylnym siedzeniu kombi, wysyłając SMS-y do swoich przyjaciół. Jej długie brązowe włosy opadały na twarz i starały się ukryć ją przed światem.
     Po starym, brukowanym podjeździe zajechała ciężarówka, która zaparkowała obok nich. Starszy brat Bartosza, Tomasz, pomachał szyderczo uśmiechając się z fotela kierowcy. Jego żona, Ewelina, również machała i uśmiechała się do Bartka, z nieco większą szczerością i autentycznością. Miała upięte blond włosy i założoną na siebie starą flanelową koszulkę, jednym słowem była przygotowana do pracy. Bartosz poczuł w brzuchu pewnego rodzaju motyle, tak jak zawsze w jej towarzystwie.
     – Tomek tu jest?
Bartosz ponownie spojrzał na swoją mamę, jakby miał nadzieję, że jego oczy płatają mu figle.
     – Oczywiście, kochanie. Firma od przeprowadzek wkrótce tu przybędzie. Potrzebujemy pomocy, prawda?
Sylwia poklepała Bartka po jego chudym ramieniu. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z obaw Bartka przed spędzaniem czasu z jego prześladującym go bratem i jego słodką, piękną żoną.
     – Mam nadzieję, że kiedy będziesz mężczyzną, będziesz tak samo troskliwy jak twój brat.
Sylwia podeszła do męża, wzięła go za rękę i poprowadziła go po spękanych betonowych płytach chodnika. – Otwórzmy ten dom.
     – Mam osiemnaście lat. –  powiedział Bartosz pod nosem. – Jestem mężczyzną.
     – Nie, nie jesteś.
Tomek podszedł do Bartka i uderzył go w ramię na tyle mocno, aby Bartosz wiedział, że to nie miał być zabawny kuksaniec. – Nadal jesteś chuderlawy.
Tomek ponownie go uderzył, zaśmiał się i poszedł za rodzicami.
     Bartosz stał wśród chwastów i pocierał obolałe ramię, patrząc jak Tomek odchodzi. Jego brat był pod wieloma względami jego przeciwieństwem. Był wysoki, barczysty, a jego mięśnie napinały materiał koszulki. I nie był tak troskliwy, jak myślała ich mama.
     – On tak naprawdę nie miał tego na myśli. – Ewelina podeszła i posłała Bartkowi zatroskany, współczujący uśmiech. – W rzeczywistości jest bardzo troskliwy.
Poklepała Bartka po głowie, jakby był zagubionym szczeniakiem i poszła za mężem wzdłuż chodnika.
     – Miał to na myśli - szepnęła Monika.
W końcu wyszła z samochodu i stanęła blisko Bartka, spoglądając na ich nowy dom.
     – To naprawdę okropne, prawda?
     – Nasz brat czy ten dom?
Bartosz spojrzał na Monikę, podziwiając jej przelotny, przyjazny uśmiech.
     – Oboje?
Jej drobne, elfie rysy lśniły się w promieniach porannego słońca, gdy spoglądała na okna w zachodniej wieży.
     – Tak, pewnie masz rację. – Bartosz odszedł w kierunku domu. – Chodź Monia, wybierzmy sobie pokoje.
     – W porządku.
Gdy Monika podążała za swoim bratem, nie odrywała oczu od okien, jakby zauważyła coś interesującego. Ale nic nie powiedziała.

***

     Nawet z pomocą firmy zajmującej się przeprowadzkami Czerwińscy byli zgrzani i spoceni, nim zdołali wszystkie rzeczy uporządkować. Większość pudeł i mebli znalazła się w przydzielonych im pokojach.
     Sylwia i Dariusz zajęli główną sypialnię na drugim piętrze.
     Bartosz zajął sypialnię z kominkiem znajdującą się na drugim piętrze po przeciwnej stronie domu.
     Monika chcąc mieć odrobinę własnej przestrzeni, zajęła okrągłą sypialnię we wschodniej wieży, nad pokojem Bartka.
     Tomasz i Ewelina przygotowali dla siebie miejsce w sypialni gościnnej, na drugim piętrze, po drugiej stronie korytarza od głównej sypialni. Para nie planowała spędzać tutaj nocy zbyt często, ale skoro były wolne sypialnie. Spali tam w sobotę, pomagali przy rozpakowywaniu w niedzielę, a potem wyjechali w niedzielę wieczorem. Podróż z powrotem do ich małego domu po drugiej stronie miasta nie była zbyt długa.
     Dom był wyraźnym reliktem swojej epoki. Jedynie główny hol i salon na drugim piętrze miały układ otwarty. Wszystkie pozostałe pomieszczenia były odgrodzone od siebie i podzielone. Wszędzie dookoła znajdowała się bogata boazeria oraz bogate rzeźbienia. Wiktoriański styl budownictwa był bogaty w szczegóły, a wybudowanie tej rezydencji z pewnością nie należało do najtańszych, szczególnie w 1886 roku, w czasach gdy ten dom powstawał.
     Po skończonej pracy rodzina zjadła razem pizzę w wyłożonej dębową boazerią jadalni. Potem Bartosz przeprosił i wyszedł aby wziąć prysznic. Chwycił ręcznik z jednego ze swoich pudeł i znalazł łazienkę po drugiej stronie korytarza od swojej nowej sypialni. W środku znajdowała się stara wanna na zdobionych nogach, z zasłoną prysznicową zwisającą z chwiejnego zakrzywionego drążka. Westchnął do siebie zrezygnowany ale to musiało na razie zaspokoić jego potrzeby.
     Na dole Sylwia zmyła naczynia i pomyślała o tym, że prawdopodobnie musieliby zacząć od przebudowy kuchni. Naprawdę przydałaby się zmywarka. Nagle przeszedł ją dreszcz i zadrżała. Poczuła, jak Dariusz staje za nią i poklepuje jej odziany w dżinsy tyłek.
     – Ręce precz. Darek, powstrzymaj się nim znajdziemy się w sypialni.
     – Co?
Dariusz zawołał z jadalni, w której sprzątał ze stołu z pomocą Eweliny.
     Sylwii przyspieszył puls i odwróciła się, ale nikogo nie było z nią. Zakręciła zlew i położyła ręce na biodrach. To było dziwne. Mogłaby przysiąc, że ktoś uderzył ją lekko w tyłek. Cóż, może była zmęczona.
     – Nic, kochanie. –  Zawołała do męża.
Ale teraz, kiedy o tym pomyślała, poczuła się brudna. Tak bardzo brudna. Bez słowa wyszła z kuchni na korytarz i udała się na górę.
     Sylwii przyszła do głowy myśl, że powinna skorzystać z głównej łazienki i dobrze byłoby wziąć ubranie na zmianę oraz ręcznik. Zamiast tego poszła prosto do łazienki naprzeciw nowej sypialni Bartosza. Otworzyła drzwi i wślizgnęła się do środka. Słyszała, jak Bartosz cicho śpiewa do siebie, kiedy się szorował. Serce Sylwii waliło w piersi. Zostawiła za sobą otwarte drzwi i podeszła do zasłony prysznicowej. Z jakiegoś powodu musiała się upewnić, że Bartosz został odpowiednio wyczyszczony. W końcu był to jej matczyny obowiązek.
     – „Hit me baby one more time...” – zaśpiewał do siebie Bartosz.
Zasłona prysznicowa odsunęła się, a Bartosz wydał z siebie wysoki krzyk. Odwrócił się i zobaczył stojącą tam matkę z nieobecnym spojrzeniem.
     – Cholera, mamo, co robisz?
     Krzyk wyrwał ją z letargu.
     – Och, tak mi przykro. Nie wiedziałam, że ktoś tu jest.
Obejrzała go od góry do dołu. Jego blade, szczupłe, nastoletnie ciało było lśniące od wody. Nie mogła nie zauważyć jego małego penisa. Wyglądało na to, że nie odziedziczył po ojcu jego grubego osiemnasto centymetrowego przyrodzenia. Tak było jej szkoda jej małego mężczyzny.
     – Ja… hm… myślałam, że ten prysznic jest pusty.
     – Nie słyszałaś mnie?
Bartosz przyłapał swoją mamę na przyglądaniu się jego przyrodzeniu i szybko położył obie ręce na swoim kroczu. Wiedział, że jest mały, a wyraz litości w oczach jego mamy tym bardziej go w tym utwierdził. To było upokarzające.
     – Wynoś się, mamo.  
     – Oczywiście, przepraszam. Bartuś, tak mi przykro.
Sylwia wycofała się do przedpokoju i zamknęła drzwi. To wszystko było takie dziwne. Musiała być bardziej zmęczona, niż myślała. Wróciła na schody z dziwnym uczuciem. Czuła się tak, jakby poruszała się w obszarpanej sukience, nieporęcznie ciągnącą się za nią. Musiała spojrzeć w dół, aby przekonać się, że w rzeczywistości nadal ma na sobie T-shirt i dżinsy. Zdecydowała, że wcześniej położy się do łóżka.  

***

     Coś obudziło Bartosza w środku nocy. Stara rezydencja skrzypiała, gdy jej belki kurczyły się i rozciągały, co było swego rodzajem oddechem, który był charakterystyczny dla starych domów o drewnianej konstrukcji. Chłodne powietrze osiadło wokół domu. Zasłony w sypialni Bartosza powiewały w świetle księżyca, gdy przez otwarte okno wpadał zimny wiatr. Kiedy otworzył okno? Jeśli otworzył je przeciąg, to musiało lekko wiać. Bartosz spojrzał na drzwi swojej sypialni i zorientował się, że też są otwarte. To było dziwne.
     Huk rozległ się w korytarzu i echem dotarł do jego pokoju. To musiało go obudzić. Potem nastąpił kolejny huk. Wkrótce dźwięk przybrał miarowy rytm. Uznał, że to nie tyle łomotanie, co bardziej dźwięk uderzania. Prawdopodobnie jego głupi brat próbuje go nastraszyć. Bartosz zrzucił kołdrę i podszedł do drzwi. Gładkie, chłodne deski podłogowe przyciskały się do jego stóp. Skulił się w sobie z zimna idąc w przeciągu. W jego pokoju zrobiło się bardzo zimno.
     Dotarłszy do drzwi, Bartosz wyjrzał na korytarz. Po jego prawej stronie panowała cisza, na schodach prowadzących do pokoju jego siostry we wschodniej wieży było spokojnie. Po jego lewej stronie prowadził długi korytarz. Minął wielkie schody, aż dotarł do zamkniętych drzwi sypialni, w których spała reszta rodziny.
     – Co?
Oczy Bartosza rozszerzyły się. Naga kobieta z rozwianymi rudymi włosami, dużymi piersiami i brzuchem w ciąży opierała łokcie o poręcz z spoglądając w dół schodów. Słyszał jedynie jej ciche pomruki. Za nią pracował młody mężczyzna prawdopodobnie w wieku Bartka, może trochę starszy. Trzymał za biodra ciężarnej kobiety, wpychał w nią i i wyciągał z niej swoje ogromne przyrodzenie. Jego ruchy były tak długie, że Bartosz pomyślał, że wyskoczy z kobiety, ale zamiast tego wjeżdżał w nią raz po raz.
     Na podłodze dookoła napotkanej pary leżały porozrzucane stare ubrania, które nosiły znamiona innej epoki. Mały penis Bartosza zesztywniał w spodniach od piżamy.
     Rudowłosa kobieta odwróciła głowę i spojrzała na Bartka. Jej zielone oczy płonęły przenikając ducha swojego partnera.
     – Tu jesteś, kochanie. – Z każdym pchnięciem zaciskała zęby. – Więź, pakt, zawrzyj kontrakt. – Mówiła cicho, ale słowa niosły się długim korytarzem do Bartosza. – Zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a diabeł odebrał swoją należność.
Całe jej ciało kołysało się cudownie przy każdym mocnym pchnięciu. Bartosz nigdy w życiu nie widział czegoś, czego pragnął bardziej niż w tej chwili pragnął tej ciężarnej kobiety.
     – Kim… kim… – wyjąkał Bartosz. – Kim jesteś?
     – Nazywam się Głowacka i jeśli chcesz, możesz mnie poznać tak, jak ogier poznaje klacz.
Kobieta uśmiechnęła się słodko i tęsknie. – Możesz posiadać wszystko, co widzisz.
     – W jaki sposób?
Bartosz obserwował jej trzęsącą się dupę i cudowną krzywiznę jej delikatnych pleców.
     – Wystarczy, że powiesz, że mnie chcesz.
Pani Głowacka chrząknęła, gdy młody mężczyzna za nią przyspieszył swoje ruchy. Teraz naprawdę ostro ją ruchał.
     – Powiedz, że zapłacisz każdą cenę za to czego pragniesz.
     – Ja… ja… – Bartosz naprawdę jej pożądał.
     – Wyartykułuj swoją zgodę, kochanie. Wtedy poznasz tę przyjemność.
Pani Głowacka zesztywniała, gdy młody człowiek chrząknął i przerwał swe ruchy, wyraźnie spuszczając się w niej. Odsunęła się i syknęła przez zęby.
     – Zapłać cenę, a dostaniesz to, co ma mój słodki Gabryś. Na zawsze.
Dysząc, nie odrywała oczu od Bartosza.
     – Chcę ciebie.
Bartosz nie wiedział, jaka była cena, ale był przekonany, że jest w stanie zapłacić każdą cenę.
     – Za wszelką cenę.
     – Dobry chłopiec. –  powiedziała pani Głowacka.
Wraz z tymi słowami ona i Gabriel rozpłynęli się w powietrzu wraz z całym swoim porozrzucanym ubraniem.
     – Halo?
Bartosz zamrugał. Uczucie ciepła wzrosło w jego małym, sztywnym penisie. Na początku było to przyjemne, ale szybko stało się nie do zniesienia. Było mu tak gorąco. Jego jaja również były nagrzane. Miał wrażenie jakby wszystko tam na dole się paliło. Przebiegł przez korytarz i odkręcił zimną wodę w prysznicu. Wskoczył do środka w piżamie i ściągnął spodnie. Zimna woda nie ochłodziła jego rozgorączkowanej skóry. Jego kutas jarzył się czerwonawym kolorem, którego nigdy wcześniej nie widział, ale który później mógł opisać jako coś krwistego. Kolor rozkoszy i krwi.
     Kiedy patrzył z ustami otwartymi z przerażenia, jego penis rósł. Z każdym uderzeniem serca powiększał się nieco obwód i długość jego przyrodzenia. Żyły definiowały się wzdłuż jego trzonu. Głowa spuchła i przybrała ciemnofioletowy kolor. Bartosz starał się oddychać spokojnie. Po kilku minutach kutas przestał rosnąć i wyróżniał się z jego chudej sylwetki swoimi potwornymi proporcjami. Na oko wydawał się mieć około 30 centymetrów i był strasznie gruby. Czerwone światło opuściło penisa i przeniosło się na jądra. Teraz one rosły z każdym uderzeniem jego serca. Sięgnął w dół i chwycił swojego penisa obiema rękami i zaczął go pocierać. Nigdy wcześniej nie zaznał takiej przyjemności. Kiedy jego jądra przestały rosnąć, były dość napuchnięte i poprzecinane małymi fioletowymi żyłkami.
     – O mój Boże, ja… zamierzam… się spuścić.
Bartosz wypuścił strumień spermy na zasłonę prysznica i opadł na kolana. To było więcej spermy, niż wcześniej był w stanie wyprodukować przez cały miesiąc. Jego penis zmiękł, ale nadal był wielki i spoczywał w jego dłoniach.
     Bartosz spłukał spermę do odpływu, wstał i wyłączył prysznic. Wciąż cały mokry, ze spodniami od piżamy wokół kostek, wydostał się z wanny i wyszedł na korytarz. Jego kutas kołysał się jak wahadło między jego chudymi udami. Udało mu się przejść przez korytarz do sypialni, zamknąć za sobą drzwi i rzucić swe wyczerpane ciało na łóżko. Bartosz zasnął niemal natychmiast i śnił o braniu pani Głowackiej od tyłu.

***

     Cóż za cudownie duży dom. Byli szczęśliwą rodziną, chwycili pana Boga za nogi, znajdując tą ofertę. Sylwia rozmyślała o ich szczęściu, idąc korytarzem na piętrze ubrana w zwiewną, letnią sukienkę. Był pogodny, słoneczny poranek i większość rodziny jadła śniadanie w jadalni. To znaczy wszyscy oprócz Bartosza. Nie wstał jeszcze z łóżka, co było dla niego niezwykłe. Często wstawał jako pierwszy. Prawdopodobnie siedział do późna z książką lub czymś w tym rodzaju. Sylwia zapukała do drzwi, ale nie otrzymała odpowiedzi.
     – Bartuś, wchodzę.
Sylwia otworzyła drzwi i weszła. Zastała go leżącego na kołdrze, na brzuchu. Jego mały biały tyłek prawie ją oślepił odbijając światło poranka. Zachichotała do siebie, od lat nie widziała jego nagiego tyłka. Teraz widziała jego maleńkiego penisa i blady tyłek dwukrotnie w ciągu ostatnich dwóch dni.
     – Bartek?
Sylwia podeszła do łóżka i potrząsnęła jego ramieniem. Jego góra od piżamy była wilgotna. Może miał nocne poty. Było jej go żal. Jego koszmary prawdopodobnie miały coś wspólnego z tym, że zobaczyła jego maleństwo.
     – Skarbie, czas się obudzić.
     – Co?
Bartosz oszołomiony, odwrócił głowę na poduszce i zamrugał, patrząc na matkę. Zawsze wiedział, że jest ładna, ale w tamtej chwili wyglądała całkowicie fascynująco. Jego oczy powędrowały do jej dekoltu, kiedy pochyliła się do niego. Jego policzki zarumieniły się i spojrzał na jej słodki uśmiech. Bardzo cienkie zmarszczki kurzych łapek, widoczne w porannym świetle, rozciągały się obok jej oczu. Drobne zmarszczki wyglądały tak pięknie i uspokajająco.
     – Czas wstawać.
Sylwia zauważyła, że jej mały mężczyzna zerka w głąb jej sukienki, ale nie przeszkadzało jej to. W końcu nastolatkowie nie mogli na to nic poradzić.
     – Za godzinę wychodzimy do kościoła. Mamy dziś dużo do zrobienia podczas rozpakowywania. – Sylwia wyprostowała się i mrugnęła do Bartosza. – Zamierzam się przebrać. Przygotuj się i idź na śniadanie.
Sylwia starała się nie chichotać, wychodząc z pokoju. Zamknęła za sobą drzwi.  
     – Och, cholera.
Dopiero po jej odejściu Bartosz zdał sobie sprawę, że pożerał ją wzrokiem. Odwrócił się na plecy, a jego miękki, gigantyczny kutas opadł na jego brzuch.
     – Podwójny pech.
Spojrzał w dół na coś, co do wczoraj stanowiło mały niezręczny problem, ale teraz stanowiło gigantyczny problem. Jak miał w ogóle pomieścić to wszystko w swoich majtkach?
     Bartosz wyskoczył z łóżka, zrobił wszystko, co w jego mocy, by wygodnie wetknąć tego potwora w bieliznę i założyć ubranie wyjściowe.
     Kiedy zszedł na dół, zastał w jadalni swoje rodzeństwo, które właśnie kończyło jeść naleśniki.
     – Pisklę wylądowało – Tomek zażartował  między kolejnymi kęsami.
Miał na sobie źle dopasowany garnitur, który nie mógł pomieścić jego szerokich ramion i niebieski krawat przerzucony przez ramię.
     – Dzień dobry, Bartku.
Ewelina posłała Bartkowi ten swój zwykły smutny uśmiech, który oznajmił mu, że współczuje młodemu szwagrowi, ale nie zamierzała nic z tym zrobić.
     – Dlaczego tak śmiesznie chodzisz?
Monika obejrzała Bartka od góry do dołu, kiedy usiadł na miejscu i nałożył sobie kilka naleśników.  
     – Po prostu wszystko mnie boli od tego całego wysiłku.
Bartosz przerzucił czerwony krawat przez ramię, aby trzymać go z daleka od syropu do naleśników.
     – Ty w ogóle coś dźwigasz?
Tomek zaśmiał się z własnego żartu i spojrzał na swoją małżonkę.
     Ewelina była niezdecydowana czy wesprzeć męża, czy wyrazić niechęć do dalszego poniżania biednego Bartka. Wybrała to pierwsze i zachichotała, nie nawiązując kontaktu wzrokowego z żadnym z nich.
     Zarówno siostra, jak i szwagierka Bartosza były już przebrane do kościoła. Oczy Bartka spoczęły na wypukłość ich piersi pod skromnym dekoltem. Ewelina górowała wielkością swoich piersi, ale miała dwadzieścia kilka lat. Bartosz przypuszczał, że Monika jeszcze urośnie. Wtedy zdał sobie sprawę, że rozmyśla o cyckach swojej siostry i jego usta wykrzywiły się z obrzydzeniem.
     – Co się teraz dzieje?
Ostre rysy Moniki zostały zaakcentowane przez dociekliwy wyraz jej twarzy.
     – Nic. Po prostu zły posmak w ustach.
Bartosz starał się zachować czystość myśli na temat Moniki, ale do jego głowy przychodziły mu różnego rodzaju dziwne, podniecające myśli. Czy ogoliła swoją cipkę? Jak wyglądał jej tyłek? Jasne, widział ją dziesiątki razy w kostiumie kąpielowym, ale tak naprawdę nigdy nie patrzył. Ku jego konsternacji, jego nowy kutas nabrzmiał krwią i bielizna zaczęła go poważnie uwierać. Musiał pomyśleć o czymś innym.
     – Jak ci się spało w wieży?
Cholera, teraz myślał o niej leżącej nago w łóżku. Świat się stanął na głowie.  
     – Spałam jak zabita. – Monika przekrzywiła głowę. – Co się z tobą dzisiaj dzieje?
     – Nic, nic. – Bartosz potrząsnął głową.
     – Myślę, że w końcu osiągnął dojrzałość płciową. - odparł Tomasz.
     – Tomek wystarczy tego.
Dariusz wszedł do pokoju w marynarce i krawacie.
     – Czerwińscy, ruszajmy w drogę.
     Wszyscy oprócz Bartka wstali od stołu i przenieśli naczynia do kuchni. Bartosz siedział tam przez dziesięć minut i powoli zjadał naleśniki, aż w końcu jego penis opadł. Może po prostu późno osiągał dojrzałość płciową. Może to było wytłumaczeniem. Potem pomyślał o pani Głowackiej i po plecach przeszedł go dreszcz. Nie, działo się coś innego.  
     W końcu Sylwia po niego przyszła.
     – Bartek, już wychodzimy. Rusz się.  
     – Idę, mamo.
Bartosz wstał i wyszedł za nią z domu. Musiał z kimś porozmawiać. Proboszcz? Nie ma mowy. Jego tata? To będzie dziwne. Jego siostra? Nie. Jego mama? Motyle unosiły się w jego żołądku, gdy rozważał zwierzenie się jej. Nie był pewien dlaczego, ale to musiała być ona.  

***

     W niedzielne popołudnie Sylwia usiadła na podłodze pośrodku biblioteki, rozpakowując i porządkując książki. Dżinsy i koszulka, które miała na sobie, były zakurzone po całym dniu pracy. Jej ręce zatrzymały się, kiedy wyciągnęła książkę "Pierwsza miłość." Iwana Turgieniewa z kartonu. Pamiętała, jak ją czytała, kiedy była na studiach. Historia miłosna między nastoletnim mężczyzną, a starszą kobietą. Jak wspominała, kobieta była kapryśna, a mężczyznę ogarnęło zauroczenie. Otworzyła książkę i przeczytała przypadkowy fragment. „Spaliłem się jak w ogniu, w jej obecności ... ale cóż mi zależało na tym, żeby wiedzieć, czym był ogień, w którym się paliłem i topiłem – wystarczyło, że palenie i topienie było słodkie”.  
     Sylwia spostrzegła, że zaczęła śnić na jawie. Stała nad nią ciężarna kobieta w sukience dziwnie unoszącej się na widmowym wietrze. Spoglądała na książkę, którą Sylwia trzymała w dłoniach.
     – Pamiętam, że też kiedyś przeczytałam tę książkę.
Miedziane włosy kobiety opadły na twarz.
     – To dość skandaliczna i podniecająca opowieść.  
     Sylwia spojrzała na kobietę i ogarnęło ją poczucie spokoju.
     – Kim jesteś?
     – Nazywam się pani Luiza Głowacka, a ty?
Luiza wyciągnęła rękę.
     – Jestem Sylwia Czerwińska.
Sylwia wyciągnęła rękę, ale Luiza wyciągnęła do niej swoją dłoń w taki sposób, że wiedziała, że nie powinna jej uścisnąć i potrząsnąć. Miała ją pocałować. Czy kobiety witały się w ten sposób w dawnych czasach? Sylwia tak nie uważała, ale ujęła dłoń i delikatnie położyła usta na kłykciach Luizy. Na ciepłych ustach Sylwii skóra kobiety wydawała się lodowata. Puściła dłoń i spojrzała na książkę.  
     –  No dalej – powiedziała Luiza. – Przeczytaj inny fragment.
     – Pewnie.
Sylwia poczuła, że cały świat stał się mglisty. Przerzucała strony i czytała.
     – „Strzeżcie się miłości kobiet; strzeż się tej ekstazy - tej powolnej trucizny”.
     Luiza zaśmiała się. To był ładnie brzmiący dźwięk. Trzymała za swój spuchnięty brzuch.
     – Cieszę się, że mój Gabriel nigdy nie przeczytał tej książki. Nie chcielibyśmy ostrzec naszych chłopców, prawda? Myślę, że wtedy kiedy to przeczytałam, skończył osiemnaście lat.
     – Który to był rok?
Sylwia znów spojrzała w te urzekające zielone oczy.
     – Oczywiście był rok 1897. – Luiza uśmiechnęła się.
     – Oczywiście. – Sylwia skinęła głową.
     –  A teraz, pani Czerwińska, czy chciałaby pani zaznać przyjemności, jakie odnalazłam wraz z moim Gabrielem?
Uśmiech Luizy powiększył się, a jej piegowata twarz promieniowała radością.
     – Nie rozumiem.
Sylwia potrząsnęła głową, próbując nieco oczyścić umysł.
     – Więź, pakt, zawrzyj kontrakt – powiedziała Luiza.
     – Zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a Diabeł wziął swój dług. Wszystko, czego potrzebujemy od ciebie, to twoja aprobata, słodka Sylwio.
     – Nie. – Sylwia upuściła książkę i przeczesała dłońmi swoje długie brązowe włosy. – Nie, to jest złe.
     – Mamo, jesteś tutaj?
Bartosz wetknął głowę w drzwi.
     Sylwia znajdowała się na podłodze pośrodku porozkładanych książek. Usiadła i rozejrzała się nerwowo po pokoju. Pani Głowacka zniknęła. Czy Sylwia zasnęła podczas rozpakowywania? Co za dziwny sen. To było kilka ciężkich dni. Spojrzała z powrotem na swojego syna, który miał wyrytą zmarszczkę na czole.
     – Skarbie, co się stało?
     – Myślę, że muszę iść do lekarza.
Bartosz wszedł do biblioteki i zamknął za sobą drzwi. Drzwi można było zablokować od wewnątrz. To była dziwna funkcja jak na bibliotekę. Zablokował zamek:
     – Przechodzę przez pewne… zmiany.
Spojrzał na swoją matkę. Zafascynował go zarys ramiączek stanika pod starą koszulką. Nigdy tak naprawdę nie zauważył, jakie miała cudownie okrągłe, pełne piersi. Starał się nie patrzeć, jak jej piersi wypaczają logo na jej koszulce.  
     – Nie jesteś ubezpieczony, pamiętasz? Miejmy nadzieję, że uda nam się uniknąć lekarza.
Sylwia wstała i otrzepała się, strzepując resztki tego snu.
     – Powiedz mi, w czym problem.
     – Ostatniej nocy miałem dziwny sen o ciężarnej kobiecie, a potem to się stało.
Bartosz rozpiął spodnie.  
     – Zaczekaj. Czy ta kobieta miała…?
Sylwia sapnęła i straciła swój tok myślenia, gdy Bartosz opuścił spodnie wraz z bielizną, a ona dobrze przyjrzała się temu, co wisiało między jego nogami.
     – Widzisz. Dlatego potrzebuję lekarza.
Odwrócił wzrok od swojej matki.
     – Czy to jest prawdziwe?
Sylwia niepewnie podeszła do syna. Wyglądało to dość realistycznie, po prostu absurdalnie wielki. Odcień skóry był odpowiedni dla Bartka. Kołysało się trochę tak, jak spodziewała się, że tak duży kawał mięsa będzie się kołysać, gdy Bartosz przenosił ciężar z nogi na nogę.  
     – Nie chcę mieć kłopotów, mamo.
Bartosz zerknął na nią, gdy się zbliżyła. Miała zwężone oczy i poruszała się prawie jak kot na polowaniu. To było niepokojące.
     – Będę musiała go dotknąć. – Sylwia podeszła do niego i sięgnęła lewą ręką do miękkiego przyrodzenia. – Tylko po to, żeby sprawdzić.
Potarła czubkami palców górę, a to szarpnęło i trochę urosło.
     – Rozumiem. To jest prawdziwe.
Wzięła głęboki oddech. „Tak to jest prawdziwe, zgadza się.” –  w głowie usłyszała głos Luizy. Sylwia musiała tylko zapłacić cenę, a mogła mieć wszystko co widziała przed sobą.
     – Mamo… uh… lepiej już przestań.
     – Chwileczkę, skarbie.
Sylwia powoli owinęła palce wokół potwornego grzbietu tego potwora i ścisnęła, przyciskając obrączkę do gąbczastego ciała. Część jej mózgu włączyła światła ostrzegawcze i powtórzyła jej fragment z kościoła wcześniej tego dnia. „Nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas, za obopólną zgodą, by oddać się modlitwie, potem znów wróćcie do siebie, aby - wskutek niewstrzemięźliwości waszej - nie kusił was szatan.” Sylwia puściła twardniejące przyrodzenie swojego syna.  
     – Przepraszam, po prostu zrobiłam to odruchowo.
Bartosz spojrzał w dół. Jego kutas był teraz prawie w pełni twardy, głowa zrobiła się fioletowa, a żyły stały się wyraźniejsze.
     – Bartek, idź, weź zimny prysznic, a później o tym porozmawiamy. – Popchnęła go w stronę drzwi. – I na miłość boską, podciągnij spodnie.
     Bartosz odwrócił się, podciągnął spodnie i rzucił się do drzwi. Łzy napłynęły mu do oczu. Był taki zdezorientowany. Podstawowe impulsy i sumienie pociągały go w różnych kierunkach. Nie sądził, że zimny prysznic pomoże, ale przynajmniej było to idealne miejsce aby sobie ulżyć. Otworzył drzwi i pobiegł korytarzem.  
     Pierś Sylwii falowała, a ona potrząsnęła głową. Jej umysł wahał się między myśleniem, że cała sprawa jest wytworem rozgorączkowanego umysłu nękanego przez burzliwe kilka dni, a skupieniem się z powrotem na rzeczywistości  i dziwnym penisie Bartosza, którego trzymała w dłoni. Musieli podłączyć Wi-Fi, ponieważ Sylwia musiała dowiedzieć się, jak szybko powinien rosnąć penis u nastolatka. Była niemalże pewna, że nie powinno to być tak szybkie. Dobry Boże, był teraz dwa razy większy od swojego ojca.  

***

     Niedzielny wieczór nadszedł i Sylwia odnalazła Bartosza w jego pokoju. Leżał na łóżku i bawił się telefonem. O Boże, widziała wybrzuszenie w jego szortach spowodowane jego miękkim penisem.
     – Bartek, wstawaj. Przyjrzyjmy się temu jeszcze raz. Wyszukiwałam w Google coś na temat twojego stanu i niczego nie znalazłam. Myślę, że jeśli wygląda zdrowo, nazwiemy to po prostu „niezwykłym wzrostem”.  
     – Dobrze, mamo.
Bartosz wstał z łóżka, stanął bosymi stopami na twardym drewnie i upuścił szorty. Jego oddech przyspieszył. Czy lubił pokazywać swojego kutasa swojej mamie? Czy to był powód, dla którego wybrał ją, by pomogła mu z tym problemem? Bartosz cieszył się, że nie poprosił o pomoc swojego ojca. To byłoby naprawdę zawstydzające.
     – Och, kochanie. To naprawdę jest „niezwykły wzrost”. – Oczy Sylwii rozszerzyły się, gdy jej wzrok wędrował po wielkim wiszącym przyrodzeniu. – Okej, Dariuszu – Sylwia zawołała przez ramię. – Myślę, że musisz to zobaczyć.
Nie chciała sprowadzać męża. Może wyolbrzymiła wspomnienie penisa Bartosza z wcześniejszego dnia. W końcu była trochę oszołomiona tym snem o ciężarnej kobiecie. Ale najwyraźniej był tak duży, jak go zapamiętała. Potrzebowała opinii mężczyzny.
     – Co? – Bartosz spojrzał na drzwi w nagłej panice.
     – W porządku kolego, zobaczmy, o co tyle zamieszania. – Dariusz wszedł z korytarza, w którym czekał. Rzucił jedno spojrzenie na swojego syna z szortami wokół kostek i zatrzymał się.
     – Cóż, to nie wygląda dobrze, prawda? – Dariusz zrobił kolejny krok i stanął obok swojej żony. – Powinnaś to sprawdzić Sylwio. Upewnij się, że to… nie wiem… normalne.  
     – Kochanie, widzimy, że to nie jest normalne.
Sylwia zmarszczyła brwi patrząc na męża.
     – Nie chcę tego dotykać. – w myślach dodała „ponownie”.
Ale nie mogła sprawić, żeby Dariusz dowiedział się, że już to dotykała.  
     – Mamo, jestem tutaj.
Bartosz zarumienił się i odwrócił wzrok. Spodziewał się, że jego kutas skurczy się i zniknie. Tak właśnie postąpiłby jego stary penis. Ale ten potwór po prostu tam wisiał. Przynajmniej nie miał erekcji. To byłby prawdziwy koszmar.  
     – Bartek, przepraszam. – Dariusz spojrzał na Bartosza. – Jesteś taki, jakim stworzył cię Bóg i nie masz się czego wstydzić.
     Bartosz nie sądził, że to było słuszne. Zrobiła mu to pani Głowacka i był niemalże pewien, że nie miało to nic wspólnego ze współpracą z Bogiem.
     – Wczoraj w nocy była kobieta...
     – Wstrzymaj się Bartuś. Jedna rzecz na raz. – Sylwia nie chciała być zła, ale chciała skupić się na bieżącym problemie.
     – Teraz musimy się tym zająć.
     – Cóż, wygląda wystarczająco zdrowo. – Dariusz pochylił się trochę do przodu, próbując ocenić penisa syna, nie podchodząc do nie niego zbyt blisko. – Czy to boli?
     – Nie, jest w porządku... – odpowiedział. – ...ale naprawdę muszę ci powiedzieć o…
     – Tutaj jesteście. Co wszyscy robią…
Tomasz wszedł do pokoju i zatrzymał się.
     – O kurwa. Co do cholery... mamo i tato?
     – Wyrażaj się Tomaszu. – Sylwia odwróciła się i potrząsnęła palcem na Tomka. – Chcemy tylko sprawdzić, czy twój brat potrzebuje pomocy medycznej.  
     – Założę się, że tak. – Tomasz pokiwał głową, jakby był głęboko zamyślony. – On jest dziwakiem.
Tomaszowi to się nie podobało. Jego głupi młodszy brat dysponował pokaźnym sprzętem. Nigdy nie wspomni o tym Ewelinie.
     Bartosz chciał wczołgać się do jakiejś dziury i tam umrzeć. Zamiast tego po prostu stał tam z kutasem na wierzchu.  
     – Tomek, nie jesteś pomocny. – Sylwia skarciła swoje najstarsze dziecko.
     – Więc podsumowując... – Dariusz westchnął. Odwrócił wzrok od Bartosza i posłał żonie blady uśmiech. Jego najmłodszy syn nagle sprawił, że poczuł się nieswojo.
     – Wydaje się być zdrowy. Jeśli mu to nie przeszkadza, nie ma potrzeby korzystać z pomocy lekarza.
     – Ten dom jest naprawdę wielki. Wieki zajęło nam znalezienie…
Ewelina weszła do pokoju i szczęka opadła jej z wrażenia.
Monika podeszła obok niej i podniosła rękę do ust. Obie kobiety się zarumieniły, przyglądając się w skupieniu penisowi Bartosza.  
     – Co… co Bartkowi się stało? – Monika nie mogła oderwać wzroku od monstrualnego przyrodzenia pomiędzy jego nogami.
     – To całkowicie naturalne. – Dariusz ruszył w stronę drzwi i próbował zapędzić rodzinę z powrotem do korytarza. – Mamy różne kształty i rozmiary.
     –  Ale to nie jest penis Bartka tato. – Monika w końcu dała się wypchnąć z pokoju.
     – Monia, oczywiście, że jest. – Dariusz wyprosił z pokoju wszystkich oprócz Sylwii, a ich głosy ucichły w korytarzu.
     – Możesz to już schować.
Sylwia przyglądała się, jak jej syn podciąga bieliznę oraz szorty, usiłował jakoś wcisnąć swoje przyrodzenie do ubrania.
     – Więc zdecydowano. Jeśli będzie cię to boleć lub zmieni się w jakikolwiek sposób, daj mi znać. W przeciwnym razie będzie to nasza ostatnia rozmowa na ten temat. W porządku?
     – Jasne, mamo.
Bartosz spuścił wzrok na podłogę.
     Sylwia odwróciła się i podeszła do drzwi, a w jej umyśle pojawiła się nagła myśl. Spojrzała na jeszcze raz na Bartka.
     – Rozchmurz się. Byłoby znacznie gorzej, gdyby zobaczyli to małe przyrodzenie, w które kiedyś byłeś wyposażony. Myślę, że faceci poczuli nawet ukłucie zazdrości. Zgadza się?
Sylwia posłała mu swój ciepły, troskliwy uśmiech, lecz przyszła jej do głowy myśl, że to była najdziwniejsza rzecz, jaką mogła powiedzieć.
     – Dziękuję, mamo. – Bartosz podniósł głowę i odwzajemnił uśmiech. – Jasne, zgadza się.
     – Dobrze. W takim razie wszystko jest ustalone.
Sylwia wymknęła się przez drzwi i zamknęła je za sobą.  

***

     Marzenia senne przemykały przez umysł Bartosza. W tym domu nie było miejsca, w którym nie słyszałby szeptów w swym umyśle. Bartosz w kółko słyszał, że zapłacił już cenę, a teraz nadszedł czas, by wziąć to, co należy niego. Obudził się nagle i usiadł na łóżku. Światło księżyca wpadało przez okno jego sypialni. Znowu to przeklęte okno było otwarte, a zasłony powiewały na wietrze. O co chodzi? Był pewien, że tym razem je zamknął. Wziął głęboki oddech. Już miał wstać z łóżka i podejść do okna by je zamknąć, kiedy zauważył cień majaczący przy kominku.  
     Cień zrobił krok w stronę łóżka. Bartosz poczuł, że ogarnia go chłód. Cień zrobił kolejny powolny krok. Postać była kobietą w staromodnej zwiewnej sukni, z długimi włosami opadającymi na ramiona.
     – Cześć? – głos Bartka delikatnie zachrypiał.  
     – Zapłaciłeś cenę, teraz bierz, co chcesz.
Luiza Głowacka weszła w światło księżyca i spojrzała na Bartosza siedzącego w swoim łóżku. Jej blada skóra delikatnie się rozjaśniła, kiedy zrzuciła sukienkę na podłogę i podeszła bliżej. Stała nad nim zupełnie naga.
     – Czy widziałeś wątpliwości w ich oczach? Wszyscy wiedzą, co nadejdzie.  
     – Co?
Bartosz spojrzał na jej nabrzmiałe piegowate piersi. Jej sutki były ciemne, a ich otoczki rozległe. Jego spojrzenie powędrowało po jej okrągłym brzuchu do czerwonego trójkąta włosów między jej smukłymi nogami.
     – Dobrze wiesz co, Bartoszu.
Luiza powoli ściągnęła koc i prześcieradło z łóżka. Jej zielone oczy zwęziły się na widok jego męskości, którą ledwo utrzymywała piżama.
     – Jesteś na mnie gotowy. Grzeczny chłopiec.
Pochyliła się i chwyciła mankiety jego spodni. Bliźniacze diamenty na jej obrączce odbijały światło księżyca. Jednym sprawnym ruchem ramion ściągnęła spodnie z Bartka, a jego kutas wyskoczył na wolność.
     – Niezłą maczugą teraz dysponujesz.
     – Jestem… prawiczkiem… proszę pani.
Bartosz chwycił prześcieradło w obie dłonie, kiedy kładła się do łóżka.  
     –  Nie na długo, kochanie.
Luiza usiadła na nim okrakiem i sięgnęła pod siebie, aby chwycić jego przyrodzenie.
     – Wkrótce zostaniesz otoczony przez aprobatę kobiet. Możesz mieć kogokolwiek zechcesz, Bartoszu. Kiedy tylko ją zechcesz.
     – Pani skóra jest taka zimna.
Bartosz zadrżał, gdy opuściła biodra, a on wślizgnął się w jej wnętrze. Jej wnętrzności były równie chłodne, co wygląd zewnętrzny.
     – W takim razie rozgrzej mnie. – jęknęła Luiza.
Zaczęła podskakiwać długo i powoli. Jej piersi i brzuch trzęsły się przy każdym pchnięciu.
     – Dobry chłopiec.
Ujęła cycki w dłonie i odchyliła głowę do tyłu. Przewróciła oczami i rozchyliła zmysłowe usta.
     – Więc… dobrzeee...
     – Czy… ja… uh… uh… hm… śnię?
To było tak odległe od jakiejkolwiek fantazji, jaka mógłby się Bartoszowi przyśnić.
     – Nieee...
Luiza przestała podskakiwać i zaczęła wirować biodrami. Położyła zimne dłonie na skromnej piersi Bartka.
     – Już czas… Bartku… czas dojść.
Jej biodra zatrzymały się i cała zadrżała. Jej zwisające cycki trzęsły się tuż nad twarzą Bartosza. Kiedy doszła do siebie po orgazmie, wróciła do powolnego, długiego unoszenia się i opadania.  Tym razem z obiema dłońmi na brzuchu.
     – Bardzo dobrze. Teraz kolej na ciebie.
     Odgłosy delikatnych pomruków Bartosza, bardziej zwierzęcych Luizy oraz uderzanie lodowatej skóry, w ciepłą skórę wypełniły dużą, ciemną sypialnię. Ujeżdżała go przez dłuższy czas.  
     – Pani. Głowacka… to się dzieje… Bartosz mocno zacisnął oczy.
     – Ooohhh...
Dochodził we wnętrzu tej obcej kobiety. Nic w jego życiu nie przygotowało go na ekstazę, która nastąpiła w tej chwili.
     Kiedy otworzył oczy, przez otwarte okno wpadały złociste promienie poranka, a matka pukała do jego drzwi. Nigdzie nie było widać Luizy.
     – Bartek, czas na śniadanie. – Sylwia miała na tyle rozsądku, żeby nie naciskać na swojego dorastającego chłopca po incydentach mających miejsce poprzedniego dnia. Nie chciała już mieć nic wspólnego z jego ogromnym przyrodzeniem.
     – Autobus przyjedzie za trzydzieści minut.
     – Dobrze, mamo. – Bartosz zawołał przez drzwi.
Cóż to była za dziwna noc. Spoglądał w dół na swojego sztywnego, cudownego penisa i zastanawiał się, czy zdąży wziąć szybką kąpiel pod prysznicem przed śniadaniem.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użyła 7519 słów i 43463 znaków, zaktualizowała 20 kwi o 19:46. Tagi: #erotyka #horror #incest #podglądanie

6 komentarzy

 
  • OLF

    Z jaką częstotliwością będą części?

  • C10H12N2O

    @OLF Publikować będę co jakieś 4-5 dni max do tygodnia.

  • Majkel705

    Super, że zabrałaś się za kolejne tłumaczenie ostatnio straszna posucha na tym portalu tak trzymać a krytyką się nie przejmuj jak ktoś jest taki do przodu to niech coś sam stworzy albo przetłumaczy ciotka google translator to nie to samo

  • MrHyde

    "Dobry Boże, był teraz dwa razy większy od swojego ojca". Kto?    :rotfl:

  • C10H12N2O

    @MrHyde Nie widzę sensu precyzowa tego, gdyż cały akapit traktuje o przemyśleniach Sylwii (matki Bartosza) na temat rozmiaru przyrodzenia Bartosza, która porównuje go do jego ojca (Dariusza). W końcu ciężko wychodzić z założenia, że ktoś zapomni, co czytał parę linijek wyżej.  :blee:

  • MrHyde

    @C10H12N2O ;) Mnie chodzi tylko o zgodność podmiotów w kolejnych zdaniach. czyste technikalia ;)

  • Erol

    Przepraszam,to miał być - mroczny kamień,a nie czarny

  • Erol

    Powturka ,z wcześniejszej serji
    30 cm kutas, tylko bez czarnego kamienia

  • OLF

    @Erol skoro to jedna seria to musi mieć wątki wspólne

  • alex

    Rewelacja, proszę o ciąg dalszy!