Nawiedzona Rezydencja (IV)

Nawiedzona Rezydencja (IV)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Sylwia niedzielne popołudnie spędziła w gabinecie, wpatrując się w monitor komputera. Westchnęła. Wybranie odpowiednich płytek podłogowych do łazienek, nie należało do najłatwiejszych zadań. Przeglądała kafelki nawiązujących do okresu powstania rezydencji wynikającego z ocalałych projektów. Na każdym kroku musieli szukać oszczędności podczas renowacji rezydencji.
     Kiedy przewijała geometryczne wzory, umysł Sylwii dziwnymi drogami odpłynął w kierunku ogromnej ilości spermy, którą spryskał ją Bartosz. Czytała kiedyś wulgarny artykuł, w którym pisało, że marzeniem każdego mężczyzny jest pokrywanie kobiet swoim nasieniem. „Chcą utopić je w swojej spermie.” – napisano. Teraz Sylwii ten tekst wydawał się tak samo prymitywny, jak wtedy gdy po raz pierwszy miała okazję go przeczytać, lecz teraz mogła lepiej zrozumieć ten impuls. Bartosz naprawdę ucieszył się, że się na nią spuścił, tak jakby naprawdę lubił to robić. Również w niej to coś poruszyło. Może jej się to spodobało. Dziwnie byłoby się do tego przyznać.
     Sylwia zamrugała i poprawiła okulary do czytania. Internetowy sklep z kafelkami zniknął z jej monitora i został zastąpiony przez sklep erotyczny. W jakiś sposób, marząc na jawie, trafiła na stronę, której nigdy wcześniej nie widziała. Jak do licha to się stało? Patrzyła teraz na to, co sklep oferował, ogromne, rozpychające cipkę wibratory. Sylwia przyłożyła lewą rękę do ust i przesunęła kursor myszy na przycisk zamykający stronę. Ale zamiast wyjść, przewinęła stronę. Zdecydowała się trochę popatrzeć z ciekawości.
     Pięć minut później w jakiś sposób kupiła kruczoczarnego, dwudziesto siedmio centymetrowego, grubego fallusa z natychmiastową wysyłką. Sylwia szybko zamknęła stronę i wróciła do przeglądania płytek do łazienki. Przez resztę dnia czuła wyraźną wilgoć między nogami. Rozciąganie cipki tej wielkości zabawką była żałośnie prymitywną i ekscytującą decyzją. Ale kiedy jej umysł wciąż błądził, Sylwia nie mogła przestać się zastanawiać, jakim sposobem mogłoby do tego dojść. Może miałaby odwagę sprawdzić czy pomieści taki rozmiar, gdy pojawi się nowa zabawka. Oczywiście, cokolwiek zrobi z tą rzeczą, na pewno zapytałaby najpierw swojego męża.

***

     Schody zatrzeszczały, gdy Bartosz szedł w górę, do pokoju we wschodniej wieży.
     – Monia? Jesteś tutaj?
Pchnął drzwi do wieży, które z piskiem się otworzyły. Pomyślał, że lepiej będzie dodać nowe zawiasy drzwi do listy sporządzanej przez jego rodziców.
     – Monia?
Większość okien w wieży była otwarta i w całym pokoju wiał chłodny wiatr.  
     – Jestem tutaj! - zawołała Monika zza okna najbardziej wysuniętego na północ.
     Bartosz podszedł do okna i wyjrzał. Jego siostra bliźniaczka siedziała ze skrzyżowanymi nogami na gontowym dachu przypominającym rybią łuskę, który sięgał na około metr i rozciągał w trzech czwartych dookoła wieży. Jej brązowe włosy powiewały i tańczyły na wietrze.
     – Co tam robisz?
Bartosz nagle oszołomiony, schował się z powrotem do pokoju i odsunął od okna. Nie mógł już widzieć Moniki, mimo że nie znajdowała się od niego daleko.
     – Lubię tu przychodzić i myśleć.
Monika nie zawracała sobie głowy oglądaniem się za siebie, wiedziała, że jej brat boi się wysokości.
     – Tu jest tak pięknie. Właśnie myślałam o dzisiejszym kazaniu.
     – O czym?
Bartosz spiął się, gdy jakiś ruch przykuł jego uwagę na wschodzie. Odprężył się, kiedy zobaczył Luizę ostrożnie wchodzącą przez okno po jego prawej stronie. Luiza tuliła swój wielki brzuch, wyciągając nogi nad parapetem. Jej długa, zwiewna sukienka jakimś sposobem nie powiewała na wietrze. Było to było dość uderzające widzieć jej spokojną sukienkę w odcieniach błękitu i zieleni. Uśmiechnęła się, kiedy nawiązała kontakt wzrokowy z Bartoszem i podeszła do niego, uważając, by nie widzieć z okna Moniki.
     – Tak, konkretnie to: „Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać.”  
     – Co…?
Bartosz patrzył, jak Luiza się zbliża, kładąc biały jak kość słoniowa palec na swych różowych ustach.
     Luiza sięgnęła lewą ręką do jego szortów i stwierdziła, że jego penis jest już twardy. Z aprobatą skinęła głową, a jej rude włosy rozwiały się lekko na wietrze.
     – Do czego doszłaś?
Bartosz zadrżał na ten lodowaty dotyk.
     Luiza pochyliła się do przodu i przycisnęła usta do ucha Bartosza:
     – Dobrze ci poszło z twoją matką. Cóż za piękny, urzekający akt, który dałeś tej pięknej kobiecie. Naprawdę dobrze wykonane zadanie. – Zachichotała cicho. – Teraz kontynuujmy.  
     – Teraz? – wyszeptał Bartosz. Ale nie stawiał oporu, kiedy opuściła jego szorty wraz z bokserkami.
     – Zastanawiałam się tylko czy to prawda.
Monika odetchnęła świeżym powietrzem i patrzyła, jak puchate, białe chmury powoli przepływają po niebie.
     – To znaczy, jeśli naprawdę Bóg istnieje, czy myślisz, że zawsze daje nam jakieś wyjście z naszych pokus? A jeśli tak, to po co w ogóle pozwala nas kusić?
     – Cóż…
Bartosz bardzo się starał zachować koncentrację, gdy Luiza opadła przed nim na kolana z niegrzecznym uśmiechem na piegowatej twarzy.
     – Może to oznacza, że możemy cieszyć się pokusą, a Bóg wkroczy tylko wtedy, gdy wymknie się to spod kontroli.
Bartosz westchnął, gdy Luiza wzięła go do swoich lodowatych ust. Zimno potęgowało jego doznania. Spojrzał na bliźniacze diamenty na jej palcu i zastanawiał się, dlaczego nadal nosi pierścionek, skoro instytucja małżeństwa przestała mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie. Następnie pomyślał o złości Fryderyka w korytarzu. Ale nawet to wspomnienie strachu nie mogło zepsuć uczucia, jakie osiągał, ilekroć Luiza zwracała mu tę szczególną uwagę.
     – Nie wiem, Bartku. To brzmi jak pobożne życzenie.
Monika spojrzała przez ramię, ale nie mogła zobaczyć swojego brata w oknie. Był takim maminsynkiem jeśli chodzi o wysokość.
     – Nie brałeś narkotyków ani nic takiego, prawda?
Monika nie sądziła, aby robił tego rodzaju rzeczy. Zwykle miała szósty zmysł, gdy coś było nie tak z jej bratem. Chociaż ostatnio był dla niej czymś w rodzaju pustej karty.
     – Nie… uuummmmm… nic z tych rzeczy. – Nogi Bartosza drżały, gdy Luiza okrążała jego fioletową głowę lodowatym językiem. – Uuuhhhh… powiedz mi więcej.
Oczy Bartosza rozszerzyły się, gdy Luiza chwyciła jego ogromne jądra, po jednym w każdej dłoni i jednym płynnym ruchem wsunęła jego potwornego kutasa do gardła. Nie sądził, żeby było możliwe, w tak łatwy sposób wziąć jego dużo kutasa, ale z drugiej strony, ona nie do końca była człowiekiem.
     – Dziwnie brzmisz. – Monika westchnęła, nie chciała jeszcze wracać do środka, ale wyglądało na to, że jej brat jej potrzebował. – Czy mam wrócić do środka?
     – Wszystko w porządku.
Bartosz zwalczył odruch, by położyć ręce na jej głowie. Mogłoby jej się to nie spodobać. Pomimo niewiarygodnie długich pociągnięć, którymi wciągała go do swojego gardła, prawie nie wydawała żadnego hałasu.
– Zostań na zewnątrz. Dlaczego myślisz… hm… o pokusie? Czy… podchodzisz poważnie do… Arka?
     – Nie do końca.
Monika spojrzała na zarośnięte podwórko daleko w dole i zauważyła porzucony krzew róży, z którego wciąż wyrastały piękne czerwone kwiaty. Pomyślała, że kiedyś będzie musiała tam zejść i coś z nich wybrać.
     – Chyba właśnie zrozumiałam kazanie. A co z tobą, Bartku? Są jakieś dziewczyny, o których powinnam wiedzieć?
     – Nieee. – Bartosz zacisnął zęby. Całe jego ciało drżało. Próbował stłumić jęki, puszczając się w śliczne usta Luizy. Widział jak pracuje jej szczęka oraz szyja, gdy przełykała spermę.  
     – Cóż, szkoda, Bartku. Jesteś miłym chłopcem i naprawdę uszczęśliwisz jakąś dziewczynę.
Monika słyszała, jak jej brat trochę jęczy i przypuszczała, że to jej miejsce tak wysoko nad ziemią go tak zdenerwowało.
     – Wejdę.
     Luiza zdjęła usta z jego przyrodzenia i otarła usta wierzchem dłoni. Mrugnęła do niego i zniknęła jak kurz na wietrze.
     Całe ciało Bartosza drżało od lodzika i prawie nie usłyszał charakterystycznych odgłosów jego siostry biegnącej po gontach dachu. Wracała. Bartosz pośpiesznie naciągnął szorty na wciąż twardego penisa i naciągnął koszulkę, która odstawała mu na wysokości pępka. Odwrócił się i poczłapał w kierunku schodów.
     – Hej, gdzie idziesz?
Monika wetknęła głowę przez okno i patrzyła, jak jej chudy brat się wycofuje. Dlaczego tak dziwnie szedł?
     – Muszę skorzystać z łazienki - odpowiedział Bartosz przez ramię. Dotarł do schodów i zaczął po nich schodzić. – Pa.
     – Dobra, na razie.
Monika pomyślała o tym, dlaczego chodził do łazienki i domyśliła się, że ma jednego z tych wielkich namiotów, które ostatnio u niego widywała.
     – Okropieństwo – szepnęła pod nosem.
Szedł do łazienki, żeby się tym zająć. Jej nos zmarszczył się z obrzydzeniem. Nastoletni chłopcy byli tacy paskudni.  

***

     – Darku, czyż nie wyglądam w tym ładnie? – Sylwia zakręciła się w swoim pudrowo-niebieskim gorsecie ze stanem.
Był środek tygodnia, późny wieczór, dzieci spały, a ich rodzice przez cały dzień ciężko pracowali w domu. W końcu udało się znaleźć czas na zabawę.
     – Zawsze ładnie wyglądasz. – Dariusz starał się nie marszczyć brwi. – Nie masz innej bielizny na wieczór? Minęło już trochę czasu, odkąd nosiłaś ten czerwony, koronkowy komplet, który kupiłem ci na walentynki.
     – Och przestań. – Sylwia wysunęła biodro na bok i położyła na nim dłoń, przybierając pozę. – Wiem, że to lubisz. – Roześmiała się i podeszła do szafy. Nosząc tą elegancką bieliznę zawsze czuła się oszołomiona. – Poza tym mam dla ciebie niespodziankę. – Otworzyła drzwi szafy i schyliła się, żeby coś wyjąć.
     – Cóż, lubię niespodzianki.
Dariusz obserwował ją w pozycji leżącej na łóżku. Podobał mu się sposób, w jaki gorset podkreślał piersi Sylwii i kształt jej bioder. Chciał tylko widzieć nieco więcej skóry. Niemniej jednak jego penis zesztywniał, gdy obserwował jej okrągłą pupę.
     – Jesteś... – Sylwia wyprostowała się i odwróciła do Dariusza.
     – Co …?
Oczy Dariusza rozszerzyły się. Nie było to to czego mógł oczekiwać po swojej pruderyjnej żonie. W obu dłoniach trzymała przed sobą największe dildo, jakie Dariusz kiedykolwiek widział. Miało z pewnością niemalże trzydzieści centymetrów długości i było bardzo grube. Było czarne jak smoła i złowrogo wyglądało.
     – Co to jest?
     – Pomyślałam, że możemy trochę urozmaicić...
Twarz Sylwii rozpromieniała w szerokim uśmiechu. Wyciągnęła przed siebie fallusa, jedną ręką obejmując żyłkowaty trzon, drugą trzymając okrągłe kulki.
     – Chcesz zobaczyć, jak próbuję zmieścić to w mojej małej cipce? – Uniosła brew i ponownie wysunęła biodro w jego kierunku.
     – Uch… Sylwia… to jest bardzo… – wymamrotał Dariusz.
Jego kutas sflaczał, gdy zobaczył jej obrączkę przyciśniętą do tej żyłkowatej potworności.
     – Dlaczego?
     – Pomyślałam, że powinniśmy spróbować.
Sylwia wskoczyła do łóżka, jej piersi kołysały się w gorsecie.
     – Nie mam na sobie majtek. Darku, musisz mnie bardzo dobrze rozgrzać.
     – Um… – Dariusz nie mógł oderwać oczu od tej okropnej rzeczy. – Boli mnie głowa. Przekręcił się na bok, odsuwając od żony i wtulił głowę w poduszkę. – Nie mam dziś ochoty na seks.  
     – Poważnie? – Sylwia zatrzymała się przy łóżku, a uśmiech zniknął z jej twarzy. – Ja… chciałam abyś w tym uczestniczył, Darku.
     – Boli mnie głowa. Za dużo wysiłku wymaga praca w domu. – Dariusz okrył się kołdrą. – Czy mógłabyś zgasić światło?
     – W porządku.
Ramiona Sylwii opadły i spojrzała na przedmiot trzymany w dłoniach. Zmarszczki wykrzywiły jej ładną twarz. Po co to kupiła? Dlaczego sądziła, że Dariusz poczuje coś innego niż tylko niepokój o swojego małego penisa? Czy jego penis był mały? Nie myślała tak do niedawna. Sylwia wróciła do szafy i odłożyła dildo. Następnie podeszła do drzwi i zgasiła światło. Pokój pogrążył się w ciemności.
     – Dobranoc, skarbie.
     – Dobranoc – burknął Dariusz.
     Sylwia udała się do łazienki, żeby zdjąć gorset. Postanowiła być lepszą żoną dla Dariusza. Wynagrodzi mu to. Sprawi, by znów poczuł się jak mężczyzna. Przysięgła, że całkowicie wyrzuci z głowy myśli o dużych penisach. Nigdy więcej nie pomoże już swojemu synowi, a z samego rana wyrzuci to dildo. Ale… może… Zastanowiła się chwilę nad tym, ściągając bieliznę. Może po prostu jeszcze raz potrzymałaby tego ciemnego fallusa. To by nikogo nie zraniło. Tylko po to, żeby poczuć ten ciężar w swoich dłoniach. A gdyby Bartosz naprawdę potrzebował pomocy, mogłaby mu ją po prostu udzielić. W końcu obowiązkiem matki jest opiekowanie się synem. To było tak samo ważne, jak jej obowiązki małżeńskie.

***

     Sylwia zrobiła śniadanie, którym posiliła się cała rodzina i wysłała bliźnięta do szkoły. Następnie pocałowała męża w policzek, posyłając go do sklepu z narzędziami. Przez chwilę miała cały dom dla siebie, co jest rzadkością i ku jej wielkiemu zdziwieniu, kilka minut później, znalazła się na skraju łóżka, pocierając głową olbrzymiego dildo o mokre wargi pochwy.
     W jednej chwili rozbierała się, by wziąć bardzo potrzebny jej prysznic, w następnej trzymała dildo w dłoniach. Ta rzecz była tak solidna i męska. Jej palce drżały, gdy próbowała go wepchnąć do środka.
     – Ooohhhhhhh. – Chrząknęła i spojrzała w dół między wiszące piersi, gdy sam czubek w nią wszedł.
Kruczoczarne dildo wyglądało jakby było wykonane z bezgwiezdnego nocnego nieba. Sprawiało wrażenie, jakby jakaś pradawna ciemność rozszerzyła jej cipkę, próbując dostać się do środka. Przypomniała sobie, że to po prostu uformowany silikon, podczas gdy jej jęki wypełniły sypialnię.
     To było dla niej zbyt wiele.
     – Dla ciebie, Bartku. Zrobiłbym wszystko.
Skąd się wzięły te słowa? Nagle wyobraziła sobie, jak jej chudy syn próbuje wepchnąć w nią swojego potwora. Był nawet większy niż to, co trzymała w dłoniach. Wiedziała, że takie coś zniszczy jej małżeństwo i pochwę, ale ta myśl była nie do powstrzymania.
     – Och, Bartku.
Z trudem wepchnęła w siebie kolejną część dildo, ale dostała się tylko kilka kolejnych centymetrów do środka. Spojrzała w dół na swoją biedną pochwę, która nieprzyzwoicie rozpostarła się wokół głowy. Dlaczego to było takie dobre?
     – O nie.
Nagle zalała ją fala przyjemności.
     – Co się dzieje?
Całe ciało Sylwii zadrżało i upuściła dildo na podłogę, gdzie wylądowało z mocnym łomotem.
     – Oooohhhhhhhhh.
Mały gejzer czystej cieczy wystrzelił z jej pochwy i spryskał podłogę, a potem kolejny i kolejny. Sylwia rzuciła głowę z powrotem na łóżko i krzycząc przeszła najbardziej niesamowity orgazm w swoim życiu.
     Kiedy skończyła, leżała tak przez chwilę, jej serce waliło, a pierś falowała z każdym oddechem. W końcu wstała i spojrzała na kałużę, która pokrywała deski podłogi. Nigdy wcześniej nic takiego się jej nie przydarzyło.
     – Muszę się tego pozbyć.
Spojrzała na dildo z pogardą i pomyślała o kazaniu z zeszłej niedzieli: „Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać.”
     Ucieczka. Bóg da jej siłę, by wyrzuciła to dildo, aby mogła uciec od tego nowego uczucia. Nie chciała, żeby dildo stanął między nią, a Dariuszem. Postanowiła wynieść tę ogromną rzecz do kosza, gdy tylko posprząta ten bałagan.  
     Kiedy podłoga znów była nieskazitelnie czysta, a pościel zmieniona, Sylwia w jakiś sposób straciła determinację i ukryła dildo za kilkoma książkami na jednej z półek w bibliotece, z których jedną była „Pierwsza miłość” Turgieniewa. Kiedy starannie układała książki przed tym potworem, pomyślała, że było to równie dobre rozwiązanie, jak wyrzucenie go. Co z oczu to z serca. Odwróciła się i wróciła na górę, aby wziąć tak potrzebny prysznic.

***

     Czerwińscy zebrali się na kanapie w piwnicy na wieczór filmowy. To była tradycja rodzinna, że wszyscy spotykali się w trzeci czwartek miesiąca na maratonie filmowym. Chociaż to nie to samo, odkąd Tomasz się wyprowadził.
     Bartosz usiadł na jednym końcu kanapy, opierając się na ramieniu matki. Dariusz siedział po drugiej stronie Sylwii, trzymając ją za prawą rękę. Monika siedziała skulona na drugim końcu kanapy, z kolanami przyciśniętymi do piersi.
     Większość rodziny wpatrywała się w ekran, oglądając najnowsze ekstrawaganckie filmy z gatunku science fiction. Na ekranie strzelały lasery i eksplodowały statki kosmiczne. Ale oczy Bartosza wciąż odwracały się od telewizora w stronę kominka. Od czasu, odkąd Luiza poprowadziła go po tych ukrytych schodach, Bartosz próbował znaleźć dźwignię lub zasuwkę, która obracała każdy kominek, ale nie był w stanie otworzyć żadnego z nich.
     Kiedy jego oczy rozejrzały się po ciemnościach, zauważył jakiś ruch po lewo na schodach prowadzących na parter. Luiza stała tam w jednej ze swoich długich, zwiewnych sukienek. Uśmiechnęła się i skinęła na Bartosza palcem. Bartosz wstał z kanapy i ruszył w stronę schodów.
     – Gdzie się wybierasz? – Sylwia patrzyła, jak wychodzi.
     – Do łazienki. – Bartosz nie obejrzał się za siebie.
     – Cóż, nie siedź tam długo. – Sylwia wtuliła się w ciepły bok męża. – Wydaje mi się, że zaraz dotrą do statku-matki.
     – Jasne, mamo. – Bartosz wymamrotał i wszedł po schodach. Nie mógł już zobaczyć Luizy, ale kiedy znalazł się w głównym holu, usłyszał trzask ognia dobiegający z salonu i zobaczył pomarańczową poświatę wydobywająca się przez otwarte drzwi. Poszedł korytarzem, wszedł do salonu i zatrzymał się. W kominku rzeczywiście palił się ogień. Luiza siedziała przy palenisku, z podciągniętą długą sukienką. Jej oczy wdzięcznie błyszczały odbitym blaskiem ognia.
     – Miło mi, że oderwałeś się dla mnie od tej skrzynki z obrazami.
Wstała i wygładziła sukienkę. Jej blade ramiona zdawały się lśnić w ciepłym, jasnym pokoju.
     – Nadal sprawiasz, że jestem z ciebie dumna, Bartku, a ja uwielbiam cię wynagradzać.
     Nagła myśl przyszła Bartoszowi do głowy, gdy zobaczył wzdęcie jej brzucha, piersi i bioder pod przewiewną sukienką.
     – Dlaczego nie masz tego czegoś z tyłu sukienki?
     – Trenu? – Luiza przechyliła głowę. – To już nie jest modne, kochanie.
     – Ale widziałem cię wcześniej w tamtej sukience. – Bartosz zmarszczył brwi.
     Część jego umysłu powiedziała mu, że nie ma znaczenia, w co się ubrała, i tak wkrótce będzie naga. Ale inna część jego umysłu chciała podążać za tym królikiem.
     – Był stylowy, kiedy go nosiłam. – Uśmiechnęła się i skinęła głową do niego z zachętą. – Zawsze podążam za najnowszą modą.
     – Więc… – Bartosz obrócił się i zamknął za sobą przesuwane drzwi. – Widzę cię młodszą i starszą z różnych czasów? Raz, kiedy tren był w modzie, a drugi, kiedy już nie był?
     Luiza uśmiechnęła się i mrugnęła do niego.
     – Ale… – Bartosz przemyślał to. – Zawsze jesteś w ciąży.
Opuścił spodnie i zdjął bokserki. Jego kutas stał dumnie, rzucając długi cień na przeciwległą ścianę.
     – Teraz Bartku wiesz, że nie zawsze byłam w ciąży.
Luiza wyśliznęła się z sukienki i upuściła ją na podłogę. Naga weszła z powrotem na luksusowy dywanik z niedźwiedziej skóry przed kominkiem, obejmując swe opuchnięte piersi i brzuch szczupłymi ramionami.
     – A więc dwójka różnych dzieci? – Bartosz nie przejmował się dywanikiem ani głowami zwierząt zdobiącymi ściany. Nawet nie zważał na inne meble wypełniające ten pokój.
     Luiza klasnęła w dłonie z zachwytu.
     – Taki mądry chłopiec. Różne dzieci. Ten sam brzuch. Inne czasy. Różni ojcowie.
     – Fryderyk był ojcem pierwszego dziecka. Zgadza się? – Bartosz podszedł do niej, jego kutas kołysał się przed nim, a ogień tańczył oświetlając jego ciało. – Kto był drugim ojcem?
     – To już jest za nami i nic tego nie wróci, Bartku. – Luiza rozpostarła przed nim ramiona. – Mogę cię teraz wiele nauczyć. Musimy cię przygotować, kochanie. Wciąż tak mało wiesz.  
     Bartosz wszedł na dywanik i poczuł miękkie futro niedźwiedzia między palcami. Położył jedną dłoń na mięsistej wypukłości jej tyłka, a drugą na delikatnym łuku jej pleców. Wpadł w jej zimne objęcia i wyciągnął się, by przycisnąć swe usta do jej ust. Jej piersi i brzuch wspaniale napierały na niego. Jego kutas wpasował się ciasno między jej nogi.
     Luiza przerwała ich pocałunek i spojrzała mu w oczy.
     – Spójrz na mnie, Bartku. – Opadła na kolana. – Klacz jest przeznaczona do galopu. – Odwróciła się, oparła się na rękach i pokazała mu swój okrągły tyłek. – Ujeżdżaj mnie.
     Bartosz nie marnował czasu przed wejściem w nią i nawet nie potrzebował do tego jej pomocy. Wiedział teraz, gdzie jest jej cipka i wśliznął się do środka. Znalazł stałe tempo i z fascynacją patrzył, jak jej tyłek faluje przy każdym pchnięciu.
     – Masz miękkie serce. – Luiza spojrzała na niego ponad swoim nieskazitelnym, białym ramieniem ospałymi, pełnymi pożądania oczami. – Ale to za mało dla dojrzałej kobiety, młody ogierze. Kontroluj… –  przygryzła dolną wargę, gdy jego kutas uderzył gdzieś głęboko w jej wnętrze. – To  będzie twoja pierwsza lekcja kontroli. Musisz wziąć kobietę za lejce i prowadzić ją jak dziką klacz, którą chcesz oswoić. To jest sekret, którego nie zdradzi ci zbyt wiele przedstawicielek płci pięknej. Ale zapamiętaj moje słowa, wszystkie tego pragną. – Odwróciła głowę do przodu i spojrzała w ogień. – Chwyć za moje włosy, Bartku.
     – W porządku.
Bartosz nie uważał się za osobę, która złapałaby kobietę za włosy, ale nie zamierzał jej odmawiać. Wziął garść miedzianych włosów lewą ręką i lekko odchylił jej głowę.
     – Tak. – Luiza wygięła plecy w łuk, a jej okrągły brzuch opadł bliżej dywanika. – To jest… oooohhhhhh… najważniejsza lekcja. Wszystko, czego się nauczysz… jest zawarte w tym jednym fakcie. Kobieta tęskni za byciem zdominowaną. Oswój ją, a będzie twoja.
     – Nie… hm… hm… hm… wszystkie kobiety. –  Ale gdy to mówił, mocniej ścisnął jej włosy i wbił opuszki palców w jej prawe biodro.
     – Tak, wszystkie kobiety. Ja… pokażę ci, mój słodki. Dotrzymałeś… – Luiza chrząknęła, podskakując pod jego kontrolą. Nie odpychała się już przy każdym pchnięciu, nie mogła. Po prostu zrobiła wszystko, co w jej mocy, by zaabsorbować atak. To było doskonałe. –  Dotrzymałeś umowy, Bartku, a teraz… otrzymasz nagrodę. – Jej palce wbiły się w dywan. – Powiedz mi… powiedz mi, co chcesz zrobić.
     – Mam zamiar… dojść.
     – Nie. – Potrząsnęła głową, jej włosy nadal mocno trzymał w jego uścisku. –  Nie, po prostu... mnie do tego zmuś Bartoszu.  
     – Przyjmij… moją… spermę… pani Głowacka… aaaaahhhhhhhhhhh...
Bartosz wystrzelił swój potężny ładunek głęboko w lodowatą cipkę Luizy. Jego biodra wypadły z rytmu, ale wciąż podrygiwały.
     Luiza sapnęła i przyjęła głęboko w siebie jego ciepło. Tak dobrze było być wypełnionym po brzegi życiem. W końcu chłopak za nią znieruchomiał i uwolnił jej włosy.
     – Nadal mamy zadanie do wykonania, ale to było niezłe. Niesamowite. – Ruszyła do przodu i jego penis z niej wypadł. – Napełniłeś moją macicę i to zawsze jest wspaniałe, kochanie. – Odwróciła się na bok i spojrzała na niego. – A teraz ubierz się i wracaj do swojej rodziny.
     – Hm, okej. – Bartosz skinął głową.
Wstał i poszedł po swoje ubrania.
     – Jesteś dobrym chłopcem, Bartku.
Luiza rozkoszowała się uczuciami, które ją ogarnęły po stosunku. Patrzyła, jak chudy chłopak zakłada ubranie.
     – Wkrótce będziesz wspaniałym chłopcem. – Uśmiechnęła się. – A teraz udaj się do swojej wspaniałej matki i poproś ją o pomoc, na którą tak słusznie zasługujesz.
Sperma wyciekała między jej nogami i zbierała się na dywanie. Musiała jeszcze tak wielu rzeczy nauczyć tego młodego osiemnastolatka. Wydawał się chętny do nauki.
     – Teraz? – Bartosz otworzył drzwi.
     – Tak teraz. – Luiza uśmiechnęła się do niego swoim najgorętszym uśmiechem, gdy ogień trzaskał za jej plecami. – Chwyć za lejce, Bartku.
     Bartosz skinął głową, pomachał do Luizy i wyszedł z salonu.  

***

     Na ekranie telewizora właśnie trwała kosmiczna bitwa, podczas gdy Bartosz wrócał do piwnicy.
     – Dziwnie pachniesz. – Monika spojrzała na swojego brata, który niezgrabnie wszedł za kanapę i usiadł na drugim końcu obok ich matki. – W każdym razie sporo przegapiłeś. Ci dobrzy właśnie przejmują kontrolę nad statkiem-matką kosmitów.
     – O tak?
Twardy kutas Bartosza boleśnie wciskał się w jego miękki brzuch, gdy siadał. Poruszył tyłkiem na poduszce i starał się ułożyć wygodnie.
     – Naprawdę dziwnie pachniesz, Bartku. – Sylwia podniosła głowę z ramienia męża i spojrzała na syna. Pachniał jak jakiś ostry tropikalny kwiat. – Dlaczego tak się wijesz?
     – Przepraszam, mamo.
Bartosz w końcu wetknął tyłek w kierunku końca poduszki i odchylił się do tyłu. Teraz jego kutas już go nie uwierał.
     – Po prostu ciężko mi się przyzwyczaić.
     Sylwia spojrzała na spodnie Bartosza i zobaczyła wyraźny zarys jego gigantycznego penisa.
     – O. – Jej oczy rozszerzyły się.
Jej biednemu chłopcu było ostatnio strasznie ciężko.
     – Widzę.
     – Uciszcie się wszyscy. – Dariusz nie oderwał oczu od ekranu telewizora. – Zaraz zobaczymy kosmitów.
     – Przepraszam tato.
Bartosz pochylił się i szepnął matce do ucha:
     – Znowu mam kłopoty i potrzebuję twojej pomocy.
     Sylwia potrząsnęła głową i mocniej ścisnęła dłoń Dariusza. Dariusz poruszył się, ale jego uwaga pozostała skupiona na filmie.
     – Proszę – szepnął Bartosz. –  Próbowałem w łazience, ale to nic nie dało. – Odkrył, że odkąd przeprowadził się do nowego domu, kłamstwa przychodziły mu o wiele łatwiej. – Będę szybki. Wrócimy na koniec filmu.
     – Bartoszu Grzegorzu Czerwiński – syknęła Sylwia i posłała Bartoszowi gniewne spojrzenie. Ale jej serce złagodniało, gdy spojrzała w zmartwione, niebieskie oczy syna. Odsunęła rękę od ramienia Dariusza, wstała i spojrzała na swojego uroczego męża:
     – Muszę w czymś pomóc Bartoszowi. Zaraz wrócimy.
     – Czy to nie może poczekać? – Dariusz spojrzał na nią i zmarszczył brwi.  
     – Najwyraźniej nie może. – Sylwia odeszła w kierunku schodów.
     – Przegapisz film. - zawołał za nią Dariusz.
     – Wrócimy za chwilę, kochanie. – Sylwia weszła po schodach, jej sukienka kołysała się za nią. –  Chodź, Bartku.
     – Dobrze.
Bartosz zamrugał. Nie mógł uwierzyć, że się zgodziła. Wstał z kanapy i znów obszedł jej tył, żeby jego sztywny kutas nie rzucał się w oczy jego ojcu i siostrze.
     – Wracajcie za niedługo. - powiedział Dariusz, gdy jego syn wyszedł za żoną z piwnicy.
     – Postaramy się – powiedział Bartosz przez ramię. Wszedł po schodach i wszedł do długiego głównego korytarza.
     – Nie mogę uwierzyć, że się na to zgodziłam. – Sylwia czekała na niego, stojąc z rękami na biodrach i stukając bosą stopą o podłogę. – Chodź, zajmiemy się tobą. – Chwyciła Bartosza za rękę i wciągnęła go do łazienki. Następnie zamknęła drzwi je za sobą i zablokowała w nich zamek. – Okej, zdejmij spodnie. Musimy się pospieszyć.
     – Dzięki, mamo. Naprawdę tego potrzebuję. – Bartosz ściągnął spodnie i bokserki, a jego kutas wyskoczył.
     – Tak, widzę. Wygląda na naprawdę… hm… nabrzmiałego. –  Sylwia wyciągnęła rękę i delikatnie przesunęła paznokciami po fioletowej głowie. – Co to za zapach? Jest piżmowy i kwiecisty… jak…      – Sylwia zmarszczyła nos i odsunęła dłoń od jego penisa. – Czy już zadbałeś o siebie? Pachniesz spermą i nie zamierzam tego robić, jeśli możesz zrobić to sam.
     – Nie. Obiecuję. – Z ust Bartosza wypływały kłamstwa. – To tylko preejakulat. Z niego wydostaje się dużo preejakulatu, zanim nie opadnie.
     – O.
Sięgnęła z powrotem po długie, ciężkie przyrodzenie i chwyciła trzon w lewą dłoń.
     – Cóż, przypuszczam, że to niezwykłe i trochę niestosowne, ale jestem twoją matką i widziałam to wszystko. I… ta myśl jest właściwie… hm… – Jej ręka poruszała się w przód i w tył. – …interesująca.
     – Czy możesz to zrobić ponownie ustami? To nie będzie zdrada. – Bartosz przyglądał się, jak opadła na kolana na płytki. Miał doskonały widok na jej śliczną twarz, która się rozluźniła, gdy była pochłonięta obserwowaniem lekko pulsującego penisa.
     – Lepiej nie zdradzać… – Sylwia polizała główkę i poczuła słony smak Bartosza. – …byłabym bardzo złą żoną.
Otworzyła usta szeroko i zanurzyła w nich czubek penisa. To było wszystko, co była w stanie pomieścić. Przypomniała sobie jak zająć się Bartoszem  i kiwała głową drobnymi, krótkimi ruchami, jednocześnie pompując jego trzon oburącz. Jej brązowy kucyk tańczył, gdy starała się jak najlepiej obciągnąć Bartoszowi.
     – Jesteś… aaaahhhhh… wspaniałą żoną. – Bartosz spojrzał na jej śliczne usta, które rozciągały się wokół jego penisa. – I… najlepszą mamą na świecie.
     –  Mmmmmmmmm – zamruczała Sylwia.
     W piwnicy Dariusz zawołał, gdy protagonista przejął kontrolę nad statkiem-matką. Monika uśmiechnęła się do ojca i zastanawiała się, co porabia druga połowa ich rodziny.
     Nieco później w łazience Sylwia nadal pracowała nad Bartoszem, pompując go ustami oraz długimi pociągnięciami rąk. Odsunęła usta od jego rzeczy i spojrzała w górę:
     – Musimy… naprawdę… wrócić do… oglądania filmu. –  Dyszała z wysiłku, ale jej ręce nadal pracowały na jego przyrodzeniu. – Jesteś blisko? Czy znowu potrzebujesz moich piersi?
     – Tak, mamo. To by chyba pomogło.
Bartosz patrzył, jak Sylwia zrzuca z ramion górę sukienki, wyciąga rękę i odpina stanik. Wstrzymał oddech, gdy jej cycki wypadły z uwięzienia. Były doskonałe z dużymi, różowymi sutkami i niebieską siecią żył biegnącą tuż pod skórą. Ich widok sprawiał, że jego matka wyglądała na tak bezbronną.
     – Tym razem musisz mi powiedzieć, zanim wystrzelisz. – Sylwia uniosła się lekko na kolanach i wcisnęła kutasa syna między piersi. – Nie możesz mnie pokryć swoim nasieniem, tak jak zrobiłeś to wcześniej. –  Wspomnienie tamtej chwili wywołało mimowolny dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa i sprawiło, że jej pochwa zwilżyła się jeszcze bardziej niż wcześniej. Czuła, jak przesiąkają jej majtki. – Nie mamy czasu na prysznic.
     – Jasne, mamo.
Bartosz zastanawiał się, co by o tym pomyślała Luiza. Nie chciał zawieść zjawy, ale tym razem nic o tym nie mówiła. Bartosz rozejrzał się po łazience, spodziewając się zobaczyć odbicie Luizy w lustrze, ale nie było nigdzie jej śladu. Spojrzał z powrotem na swoją matkę i westchnął, gdy niecierpliwie wsuwała jego przesiąkniętego śliną penisa między swoje duże, miękkie piersi. Sylwia wysunęła delikatnie czubek języka, skupiając całą swoją całą uwagę, na doprowadzeniu Bartosza do orgazmu.
     Po kilku minutach Sylwia spojrzała synowi w oczy:
     – Jesteś blisko?
     – Jeszcze nie. – Usta Bartosza były uchylone, gdy wpatrywał się w niezwykły widok rozgrywający się przed nim.
     – Musimy się spieszyć. – Sylwia spojrzała na zamknięte drzwi, a potem z powrotem na Bartosza. – Co mogę zrobić?
     –  A co z twoim tyłkiem, mamo?
     – Przepraszam, młody człowieku?
Sylwia puściła piersi i odchyliła się do tyłu. Jej ramiona były zmęczone.
     – Gdybym mógł go poocierać o twój tyłek, jestem pewien, że nie wytrzymałoby długo.
Bartosz chwycił swojego penisa i głaskał go, podczas gdy Sylwia się nad tym zastanawiała.
     – To nie byłaby zdrada, gdybyś tylko ocierał się o mój tyłek. – Sylwia wstała, odwróciła się plecami do Bartosza i podniosła sukienkę do pasa.
     – I… też… będę musiała zdjąć majtki.
Pochyliła się do przodu i położyła ręce na blacie obok zlewu. Jej stopy wysunęły się, gdy rozłożyła nogi, aby obniżyć tyłek do poziomu syna.
     – Oczywiście.
Bartek podszedł do tyłu i spojrzał na jej niesamowity tyłek. Nie mógł zdecydować, co najbardziej mu się podoba. Refleksy światła odbijające się od jej wąskiej talii? Sposób, w jaki jej tyłek kołysał się przy najmniejszych ruchach? Okrągłe, idealne krzywizny? Uwielbiał to wszystko.
     – Dobra teraz moja kolej.
Włożył swojego penisa między jej pośladki, głową skierowaną w górę ponad pomiętą sukienkę zwisającą z jej pleców. Chwycił pośladki w obie dłonie, a następnie pocierał o nią swojego kutasa delikatnie kołysząc się do tyłu i do przodu.
     W piwnicy akcja przyspieszyła w kierunku punktu kulminacyjnego.
     – Za tobą! Kosmita jest za tobą, idioto – krzyknął Dariusz do telewizora. – Głupi pilot zapomniał spojrzeć za siebie. – Dariusz był tak wciągnięty przez akcję filmu, że nawet nie zauważył, że jego żony i syna jeszcze z nimi nie było.
     – Właśnie tak, skarbie. – Sylwia oparła się o ocierającego się potwora za nią. Miała nadzieję, że Bartosz nie zauważył, jaka była mokra. – Daj mi znać, kiedy będziesz gotowy.
Spojrzała w dół na swoje dłonie, żeby nie patrzeć w lustro, a jej pierścionek zaiskrzył się. Nie chciała zobaczyć, jak wygląda, gdy oddaje się synowi w ten sposób. To, co robili, mogło nie być zdradą, ale z pewnością było sprośne.
     – Jestem… gotowy… mamo.
Bartosz przeniósł wzrok z rozbujanego tyłka, przez pomiętą sukienkę wiszącą wokół jej talii i w górę jej bladych, nagich pleców, do miejsca, gdzie wygięły się jej delikatne łopatki. Była niesamowicie piękna.
     – Grzeczny chłopiec.
Sylwia szybko się odwróciła, chwyciła ręcznik kąpielowy z wieszaka na ręczniki i ponownie opadła na kolana:
     – Dojdź. Wydobądź to wszystko stamtąd, kochanie. Chwyciła jego penisa i wykonywała najbardziej wściekłe ruchy jakie miała okazję wykonywać.
     – Mamo… mamo… mooooommmooo... – Jaja Bartosza skurczyły się.
     W piwnicy Monika zakryła oczy, aby ukryć się przed obrazami na ekranie.
     – Ew, to obrzydliwe. Ona cała ocieka kosmitą.
     Dariusz zachichotał.:
     – To tylko film Moniu.
     W łazience, wyczuwając ten moment, Sylwia podniosła ręcznik i złapała kolejne fale nasienia w miękką egipską bawełnę. Spojrzała na Bartosza  i zdziwiła się, jak ogarnął nim orgazm. Zamknął oczy, zacisnął zęby i cały się trząsł.
     – Wyrzuć to z siebie. Dobry chłopiec.
Ręcznik zaczął nasiąkać, więc złożyła go, aby mógł wchłonąć całą spermę. Wiedziała z doświadczenia, ile jej syn potrafił zgromadzić w tych swoich gigantycznych jajach.
     – Ohh… – Bartosz sapnął i otworzył oczy. – Dzięki, mamo.
     – Nie ma za co, skarbie.
Sylwia zabrała ręcznik i zobaczyła małą zabłąkaną kroplę spermy pozostałą na fioletowej głowie. Pochyliła się do przodu i zlizała go różowym językiem. Jej ramiona zadrżały gdy poczuła słony, cierpki smak.
     – Wszystko dobrze?
Sylwia zwinęła ręcznik w kulkę i włożyła do zlewu. Następnie podniosła stanik, wstała i włożyła go z powrotem.
     – Tak, dzięki, mamo. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. – Bartosz westchnął i podciągnął swoje bokserki. Wepchnął swojego opadającego penisa do sakiewki.
     – Cóż, gdybym ci nie pomogła, zdecydowanie potrzebowałbyś lekarza.
Sylwia podciągnęła sukienkę i wsunęła ręce z powrotem. Potrząsnęła biodrami, żeby sukienka opadła z powrotem do kolan.
     – Masz tam tak wiele. – Skinęła głową na jego bokserki. – Byłoby szkoda, gdybyś wrócił do poprzedniego rozmiaru.
     – Rzeczywiście.
Bartosz podciągnął spodnie i zapiął je.
     – Co powiemy tacie i Moni?
     – Cóż… – Sylwia odwróciła się do lustra i spojrzała na siebie. Wyglądała dobrze. Z pewnością nie można było widać, że właśnie miała gigantycznego penisa między piersiami. – … myślę, że nie powinniśmy kłamać. Ale… – Spojrzała na Bartosza w lustrze i uniosła brew.
     – Powiedzmy im tylko, że potrzebuję pomocy w ustaleniu, co powiedzieć dziewczynie.
Bartosz przeczesał ręką swoje rozczochrane blond włosy.
     – Jesteś dziewczyną, mamo. Pomogłaś mi coś powiedzieć. Więc to po części prawda.
     – Wystarczająco dobre. – Sylwia skinęła głową. – Mówiąc o dziewczynach, może znalazłbyś w szkole kogoś, kto by ci w tym pomógł. Nie mogę tego robić wiecznie.
Zobaczyła, jak twarz Bartosza opada, a Sylwia szybko dodała:
     – Będę tutaj, jeśli będziesz tego potrzebować. Po prostu nie chcę, żebyś polegał na swojej matce w takich sprawach kochanie.
     – Dzięki, mamo.
Twarz Bartosza pojaśniała:
     – Zobaczę, czy dam radę znaleźć sobie dziewczynę.
     – Mój chłopiec.
Sylwia podniosła ręcznik i odsunęła go od ciała.
     – Zamierzam włożyć to do kosza na pranie w twoim pokoju. Nie mogę teraz wrzucić go do pralki.
Posłała Bartoszowi rozgoryczony uśmiech, wyobrażając sobie, jak przechodzi z ręcznikiem przesiąkniętym spermą tuż obok córki i męża w piwnicy.
     – Zostań tutaj, zaraz wracam.
Sylwia pobiegła na boso korytarzem i wbiegła po schodach.
     Bartosz wyszedł na korytarz i czekał. Minutę później Sylwia wróciła i zeszli razem na dół na zakończenie seansu filmowego.
     – Hej, gdzie byliście? Przegapiliście to. – Dariusz podniósł głowę znad kanapy i wskazał na telewizor, na którym przewijały się napisy końcowe.
     – Och, przepraszam, kochanie. – Sylwia zmarszczyła brwi i założyła ręce na piersi. – Bartek potrzebował pomocy z dziewczyną.
     – Och, dziewczyna, co? –  Monika spojrzała na swojego brata i poruszyła brwiami. – Czy to ktoś, kogo znam?
     Bartosz potrząsnął głową.
     – Dobrze, zachowaj to w sekrecie jeśli chcesz. – Monika się roześmiała.
Wiedziała, że jej brat potrzebuje dużo pomocy. Był zbyt nieśmiały w stosunku do dziewcząt w szkole.
     – Mam nadzieję, że ci się z nią ułoży.
     – Uch… dzięki Moniu. – Bartosz spojrzał na swoją piękną mamę. – Ja też.

***

     Później tej nocy Sylwia próbowała wynagrodzić to Dariuszowi, wykonując jego pierwszego Hiszpana.
     – Podoba ci się, kochanie?
     – Jest inaczej. – Kutas Dariusza nie czuł się zbyt komfortowo pochłaniany przez jej cycki.
     – Może, jeśli spróbuję w ten sposób.
Sylwia była sfrustrowana. Był za mały, żeby to zadziałało. A może jej piersi były za duże. To było rozczarowujące przedsięwzięcie.
     – A co z moimi ustami?
     – Tak byłoby lepiej. – Dariusz skinął głową, gdy pochłaniała jego penisa.
     Sylwia mocno ssała i nawet pozwoliła mu skończyć w gardle. Przełknęła i uśmiechnęła się do niego. Miała nadzieję, że będzie gotowy na drugą rundę. Sylwia naprawdę chciała seksu po całej grze wstępnej, którą odbyła tamtego dnia.
     – A może masz ochotę na więcej? Będę cię ujeżdżać, kochanie. W ogóle nie musiałbyś pracować.
     – Sylwio, co w ciebie wstąpiło? – Dariusz jęknął i przewrócił się na łóżku. – To wystarcza na jedną noc.
     Sylwia westchnęła i poszła zgasić światło. Zastanawiała się, czy nie wkraść się do biblioteki i odzyskać dildo, ale przysięgła, że więcej go nie użyje. Nacisnęła przełącznik i w pokoju zrobiło się ciemno.
     – Dobranoc, Darku.
     – Dobranoc, Sylwio.
     Przeszła przez pokój i położyła się obok niego na łóżku. Kiedy zamknęła oczy, mogła myśleć tylko o tym, jak członek Bartosza ocierał się o nią od tyłu. Jak by to było, gdyby wpuściła to przyrodzenie do swego wnętrza? Z całych sił starała się nie zastanawiać nad odpowiedzią na to pytanie.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użyła 7258 słów i 41706 znaków, zaktualizowała 4 maj o 18:47. Tagi: #erotyka #horror #incest #duchy #matka

1 komentarz

 
  • Dan

    Wszystko pięknie, tylko niech koneserka tego kalibru poprawi słowo ,,preejakulant" na poprawne ,,preejakulat"

  • C10H12N2O

    @Dan Poprawione  ;)