Nawiedzona Rezydencja (XXVI)

Nawiedzona Rezydencja (XXVI)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     – Będziemy dominować.
Luiza siedziała w zamkniętym pokoju, trzymając kryształową szklankę z chlupiącym bursztynowym płynem. Fryderyk zrobiłby lepiej, gdyby ją otruł, pomyślała. Gdyby go nie ciągnęło do tego, by zrobić przedstawienie z zegarem, Luiza nie siedziałaby teraz w jego kryjówce, dekady po tych wydarzeniach i nie wznosiła by toastu za jego nieuchronną porażkę.
     – Za twojego ojca. Niech zgnije w niebie.
     – Hip, hip...
Gabriel uśmiechnął się do matki i stuknął swoim kryształowym kieliszkiem o jej.
     – Ale mamo, czy powinnaś pić w swoim stanie? – skinął na jej ciężarny brzuch, gdzie znajdowało się jego dziecko. – Wiesz, co żywi mówią o alkoholu.
Uniósł jedną z czerwonych brwi, przez co jego piegowata twarz wydawała się jeszcze bardziej chłopięca niż na jego dziewiętnaście lat. Oczywiście od dawna miał dziewiętnaście lat. Przyzwyczaił się do nieskończonej młodości.
     Luiza pozwoliła, by jej radosny śmiech wypełnił ponurą przestrzeń. Spojrzała na martwego niedźwiedzia i zaśmiała się głośniej. Matka i syn śmiali się razem przez dłuższą chwilę. Zwycięstwo było tuż za rogiem i wydawało się mieć bardzo słodki smak. W końcu się uspokoili.
     – Jakieś dwadzieścia dwie matki podjęły krok, który my wykonaliśmy wiele lat temu. Wszystkie w promieniu kilku kilometrów od tego miejsca.
     – Tak wiele?
Gabriel uśmiechnął się, myśląc o zaskoczeniu i ekstazie, które muszą być wypisane na twarzach tych wszystkich młodych mężczyzn. Dobrze pamiętał, kiedy matka zaciągnęła go do łóżka po raz pierwszy. To była najwspanialsza rzecz jaka go spotkała za życia i życia pozagrobowego. Zazdrościł wszystkim tym młodym mężczyznom pierwszego razu. Choć ten zakazany owoc był słodki, nic nie było wstanie pobić tego pierwszego kęsa.
     – W rzeczy samej.
Luiza upiła łyk whisky.
     – Powinniśmy uderzyć, póki żelazko jest gorące. Musimy sprowadzić twojego ojca z powrotem do domu.
     – Stary człowiek jest zdezorientowany. Zgubił się. Co by go tu sprowadziło?
Gabriel był naprawdę ciekawy. Jego matka tak rzadko dzieliła się swoimi planami, wydawało się, że w końcu został potraktowany jak mężczyzna.
     – Miłość jest smyczą, która prowadzi większość mężczyzn. Ale nie jego. Za każdym razem, gdy dzielimy naszą szczególną więź, jego wściekłość i zazdrość wzrasta bez granic.
Luiza spojrzała na Gabriela. Wyglądał podobnie do swojego ojca, ale jedynie z powodu koloru jego cery.
     – Nasza miłość rodzi jego nienawiść. – Gabriel przerwał. – Czy to nie sprawi, że będzie zbyt silny?
     – To pozwoli mu się skupić, ale nie da mu siły. Nasza moc jest teraz przynajmniej równa jego sile.
     – Czy nadszedł czas, abyśmy ty i ja... – Gabriel spojrzał na nią z nadzieją.
     – Prawie, kochanie.
Luiza pochyliła się i złożyła delikatny pocałunek na jego policzku.
     – Moc napływa do tego domu i może teraz związać Fryderyka. Myślę, że poczekamy jeszcze tylko parę godzin.

***

     Magdalena zadrżała, zmierzając za Moniką i Bartoszem do ich rezydencji. To był wielki dzień. Po prostu wiedziała, że dziś straci dziewictwo z Bartoszem. Nie była pewna, jak miał się w niej pomieścić, ale zamierzali jakoś sprawić, żeby w nią się wpasował.
     Następna godzina była dla trójki osiemnastolatków niczym trąba powietrzna. Bartosz zadał jej pytanie, które Magdalena ledwo usłyszała. Powiedziała „tak”. Następnie wrzucił ją pod zimny prysznic, po tym, jak straszliwy żar rozlał się po jej ciele. Magdalena myślała, że naprawdę płonie. Kiedy wyszła z lodowatej wody, jej ciało stało się bardziej kobiece. To był najbardziej pokręcony z cudów. Zaprowadził ją do pokoju Moniki, gdzie pełna euforii ujeżdżała Bartosza na łóżku, jej niebieskie włosy podskakiwały w górę i w dół. Orgazmy przetoczyły się przez jej ciało, jak nigdy wcześniej. Były głębsze i bardziej przytłaczające. Podczas swoich świadomych chwil Magdalena patrzyła na Monikę, stojącą przy jednym z okien i uśmiechała się do niej. Monika odwzajemniała uśmiech, jej ręka pracowała gorączkowo pod spódnicą.
     – Och, Bartku… zaraz… znowu… – Magdalena przyśpieszyła.
     Coś przykuło uwagę Moniki w ogrodzie i odwróciła wzrok od swojego brata i Magdaleny w stronę krzewu róży.
     – Luiza jest na zewnątrz w chwastach, Bartku. Robi to… ze swoim synem.
Gdy wypowiedziała te słowa, dom nagle zadrżał. Wszystkie okna zagrzechotały. Normalnie obserwowanie, jak syn i matka robią to na pieska, podnieciłoby Monikę, nawet jeśli byli zjawami. Ale Monika poczuła, jak jej cipka wysycha. Coś było nie tak.
     Magdalena i Bartosz prawie nie słyszeli Moniki. Parzyli się dalej. Magdalena podskakiwała na nim tak mocno, że kolana odrywały się od koca przy każdym podskoku w górę.
     Dom znów się zatrząsł, aż z krokwi otaczających pokój Moniki osiadł kurz. Monice wydawało się, że słyszy ciężkie kroki. Ogarnął ją głęboki chłód. Coś było nie tak.

***

     – Czy on... ugh... jest tutaj, mamo?
Gabriel posuwał Luizę w okrągły zad wielkimi, długimi pchnięciami. Nie miał okazji pieprzyć matki, odkąd kusili Czerwińskich. Zawsze wspaniale było brać ją z dzieckiem w brzuchu, niezależnie od sytuacji.
     – Tak… on nadchodzi…
Luiza zadrżała, gdy kutas jej syna zaatakowała jej wrażliwe miejsce.
     – Nie przestawaj… kontynuuj… kiedy się zbliży… otworzymy krzak róży.
Będą musieli uważać, aby nie zostać połkniętymi przez ich własne więzienie, gdy pozbędą się Fryderyka.
     – Rżnij mnie... Gabrielu... ubijaj moje wnętrzności.

***

     Rozległ się głośny huk w drzwi. Biodra Magdaleny w końcu znieruchomiały.
     – Co to było?
Magdalena zakryła swoje teraz duże piersi ramieniem i spojrzała na drzwi szeroko otwartymi oczyma. Nadal siedziała okrakiem na Bartoszu, pot spływał jej po plecach i klatce piersiowej.
     – Monia?
Bartosza nagle sparaliżował strach.
     – Co to?
Ale w głębi duszy Bartosz wiedział, co to takiego.
     Drzwi otworzyły się gwałtownie i wkroczył przez nie Fryderyk. Miał na sobie formalny frak i cylinder. Okazja wyraźnie wymagała od niego jak najlepszego ubioru. Jego wąsy i oczy były koloru głębokiej czerni, a usta zaciśnięte w cienką linię.
     – Planuje oszustwo. Ale jej próba wyciągnięcia mnie z domu tylko mnie wzmocniła.
     – Czekaj, czekaj, czekaj.
Magdalena wciąż siedziała na Bartoszu, gdy ten dziwnie wyglądający mężczyzna dorwał ją. Penis Bartosza ciągle tkwił w jej przytulnym wnętrzu nawet gdy ona unosiła się w powietrzu. Mężczyzna złapał ją za włosy i trzymał ją w górze.
     – Nie jesteś cudzołożnikiem, którego chcę dopaść. Fryderyk odrzucił nastolatkę na bok.
     Magdalena, naga i przerażona, upadła w kącie obok komody Moniki i leżała tam nieruchomo.
     – Ty. – Fryderyk spojrzał na Bartosza. – Zawsze chciałem tylko ocalić takich jak ty. Twoja dusza jest już splamiona jej zepsuciem. Przykro mi, że nie mogłem się do ciebie wcześniej zbliżyć. Ale są też inni do uratowania.
Fryderyk pochylił się i podniósł Bartosza z łóżka za prawe ramię. Obojczyk po tej stronie przeraźliwie trzasnął, gdy pękał. Fryderyk spojrzał na wiotczejącego penisa chłopaka.
     – Twój obrzydliwy mięczak był używany tylko do złych celów. Po wykonaniu mojego zadania może On ci wybaczy.
     Bartosz chrząknął z bólu, gdy jego ramię się załamało.
     – Odejdź…
Walczył z upiorem z całej siły, ale nie mógł oderwać lodowatych palców od swojego nagiego ciała.
     – Daj mu odejść!
Monika warknęła na Fryderyka, ale mężczyzna podniósł ją za brązowe włosy i spojrzał jej w twarz z okrutną obojętnością. Monika kopała w powietrze, kołysząc się obok brata.
     – To było rozsądne ze strony mojej żony, aby wykorzystać bliźnięta do swojej łajdactwa.
Fryderyk uniósł Monikę wyżej, żeby się jej dobrze przyjrzeć. W powietrzu i na jej palcach czuł zapach jej bezmyślnego zepsucia.
     – Podarowałem mojej żonie binarny pierścień na naszym ślubie jako symbol tego, co dwoje może razem osiągnąć. Myślałem, że zmierzamy do wielkich rzeczy. Ale zamiast tego stąpaliśmy oddzielnymi ścieżkami.
Fryderyk wyniósł bliźnięta z wieży i zszedł po schodach.
     – Puszczaj ich.
Ewelina zaatakowała Fryderyka wymachując miotłą jak maczugą. Khadra deptała jej po piętach i biegła tuż za nią.
     – Ciemność.
Fryderyk zamachnął się bezwładnym ciałem Bartosza na Ewelinę i posłał ją na ścianę w korytarzu. Następnie ponownie użył Bartosza jako broni i wysłał Khadrę na drugą ścianę. Obie kobiety osunęły się na podłogę.
     – W was wszystkich ciemność rośnie w siłę. Rozprzestrzenilibyście ją na cały świat. Za chwilę wrócę i wami też się zajmę.
Fryderyk poszedł dalej i zszedł po schodach na parter. Oboje, brat i siostra, zwisali teraz bezwładnie z jego rąk. Wyciągnął ich przed siebie, jakby wynosił myszy ze spiżarni.
     – Co zrobiłeś?
Sylwia stała w szoku, patrząc na schody, gdy ten wielki diabeł niósł jej dzieci jak szmaciane lalki.
     – Wypuść ich, pozwól im odejść.
     – Proszę się odsunąć, damo.
Fryderyk dotarł na sam dół schodów i podszedł do pani domu.
     – Wszyscy zostaliście skażeni. Nie mogę was ocalić. Ale mogę ocalić świat.
Kiedy Sylwia nie ustępowała, Fryderyk użył nieprzytomnego ciała Moniki, by odepchnąć ją na bok.
     Sylwia przeturlała się na bok przedpokoju i otuliła spuchnięty brzuch. Modliła się za dziecko i powoli wstała. Kulejąc za Fryderykiem, Sylwia zrobi wszystko, co w jej mocy, by go powstrzymać. Przyglądała się, jak skręcił w lewo za frontowymi drzwiami i pospieszyła za nim.
     – Wciąż ryczysz jak suka, kochanie?
Fryderyk był teraz w zasięgu wzroku swojej żony i syna. Przeszedł przez wysokie chwasty i zatrzymał się około czterech metrów od nich. Krzak róży był tuż za nimi.
     – Taki prosty plan pasujący do lochy twojego pokroju.
     – Zejdź ze mnie, Gabrielu.
Luiza sięgnęła do tyłu i pchnęła biodra syna, wypychając go ze swojego wnętrza. Wstała, jej blada, piegowata skóra lśniła w słońcu. Opiekuńczo położyła obie ręce na brzuchu.
     – Nie mieszaj ich do tego, Fryderyku.
     Obok Luizy Gabriel podciągnął spodnie i naciągnął szelki.
     – Co powinniśmy zrobić, mamo?
     – Cierpliwości – powiedziała Luiza do syna. – Czy skrzywdziłeś Czerwińskich, Fryderyku?
     – Zraniłem ich mniej niż ty.
Fryderyk podniósł bliźnięta jak cenne trofea, oboje zwisali bezwładnie z jego rąk. Monika w pełni ubrana i Bartosz nagi. Bartosz wyglądał na niezwykle wrażliwego, gdy jego obwisła, chuda sylwetka kołysała się pod wpływem ruchów Fryderyka.
     – Splamiłaś ich. Nawet On nie może cofnąć twojej pracy.
     – To dlatego, że jest prawie tak samo bezsilny jak ty.
Luiza westchnęła. Pochyliła się w kierunku Gabriela.
     – Będę musiała go wciągnąć, kochanie. Upewnij się, że bliźnięta są bezpieczne – szepnęła.
     –  Ale mamo…
Gabriel spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami.
     – Nie daj po sobie poznać, że się boisz, Gabrielu.
Za Luizą rozwinął się krzew róży, pnącza rozpościerały się jak macki, ciemnoczerwone kwiaty drżały.
     Sylwia zatrzymała się trzy metry za Fryderykiem. Gapiła się z podziwem na ciężarną, nagą kobietę z wijącymi się winoroślami za plecami.
     – Pozwólcie moim dzieciom odejść – krzyknęła.
     – Nie dziś – prychnął Fryderyk i rzucił szybkie spojrzenie na Sylwię.
Była sama, niewiele warta uwagi. Odwrócił się do swojej żony.
     – Wstąp za siebie do tego więzienia, które stworzyłaś, a nie skrzywdzę Czerwińskich. Postaw mi się, a wykonam dzieło Pana i oczyszczę ich z twej ciemność.
     – Jeśli jest tak potężny, dlaczego sam po mnie nie przyjdzie?
Luiza zrobiła krok w kierunku Fryderyka.
     – Dlaczego nie ma tu z tobą twojego upadłego anioła?
Fryderyk spojrzał na nią podejrzliwie.
     – Nie wykonuj więcej kroków w moim kierunku, kobieto.
     Gabriel odsunął się na bok, okrążając ojca. Krzak rozciągał się teraz u boku Gabriela, a jego kolce były ostre i gotowe do ataku.
     – Wygląda na to, że jesteśmy agentami większych lub mniejszych spraw!
Luiza zaczęła biec.
     – Twój pan okaleczałby i unicestwiał, aby egzekwować Swoje zasady! Wolność to nie ciemność!
Nie dała Fryderykowi szansy na odpowiedź. Skoczyła w powietrze, jej brzuch i piersi na chwilę przeciwstawiły się grawitacji, gdy skręciła w dół w kierunku męża. Diamenty binarne na jej pierścieniu zalśniły szybkim blaskiem.
     Fryderyk potrzebował swoich rąk. Rzucił bliźnięta w chwasty i sięgnął, by zewrzeć się w uścisku ze swoją żoną. Głośny huk wstrząsnął domem i odbił się od lasu, gdy upiory zderzyły się ze sobą. Wysoki, nieskazitelny mężczyzna w ciemnym garniturze i niższa, dzika kobieta zwalili się na ziemię. Trzymał mocno jej nadgarstki, ale ich siła wydawała się być wyrównana. Przetoczyli się kilka stóp w kierunku krzewu róży. Falujące pnącza zadrżały i zatrzęsły się, gdy się do nich zbliżyli.
     Widząc okazję, Sylwia pobiegła do przodu, obejmując brzuch ramionami podczas biegu. Wciąż modliła się za dziecko, które miała w środku, ale także za bliźnięta. Zobaczyła, jak Gabriel rusza do Bartosza, więc Sylwia skręciła w lewo, by złapać Monikę. Od dawna nieżyjący mąż i żona warczeli i syczeli na siebie, walcząc w chwastach. Sylwia zignorowała ich, złapała nieprzytomną córkę pod ramiona i odciągnęła ją. Kiedy odeszła na jakieś trzy metry, Sylwia usiadła na ziemi i wciągnęła Monikę na kolana.
     Niebieskie oczy Moniki otworzyły się. Spojrzała w przerażone oczy matki.
     – Co się stało?
     – Fryderyk – wyszeptała Sylwia.
Spojrzała na walczącą parę, gdy głęboki krzyk wypełnił przestrzeń. Jedna z winorośli trzymała Fryderyka za kostkę. Pnącze powoli ciągnęło Luizę i Fryderyka w stronę krzaków.
     Monika odwróciła się w chwili, gdy Gabriel położył Bartosza obok Sylwii.
     – Już idę, mamo!
Gabriel podbiegł do walczącej pary.
     – Bartku?
Sylwia wciągnęła Bartosza na kolana obok jego siostry i z ulgą zobaczyła, jak otwiera oczy i rozgląda się.
     – Mamo?
Bartosz usłyszał walkę i spojrzał na wijące się pnącza róży.
     – Zamierzają uwięzić Fryderyka – wychrypiał.
Ale wtedy Luiza krzyknęła. Zobaczył pnącze wokół jej ramienia. Szkarłatne kropelki spływały z cierni rośliny.
     – Luizo!
Bartosz próbował wstać, ale matka trzymała go przy piersi. Jego lewe ramię napięło się z bólu.
     – Odsuń się, Gabrielu. – syknęła Luiza przez zaciśnięte zęby.
Głowaccy coraz szybciej zbliżali się do pułapki, gdy coraz więcej pnączy owijało się wokół ich ciał, wbijając w nich swe ciernie.
     – Nie, mamo.
Gabriel padł na kolana obok rodziców i próbował oderwać pnącza od Luizy. Ale w ciągu kilku sekund on również został wciągnięty w objęcia róży. Pnącza uniosły całą trójkę w powietrze.
     – Nie możesz Go powstrzymać! – ryknął Fryderyk.
     Gabriel sięgnął po rękę matki i oderwał ją od Fryderyka. Syn trzymał się mocno swojej matki.
     – Żegnajcie, kochani!
Luiza z piękną, opanowaną i spokojną twarzą przyciągnęła wzrok Bartosza. Uśmiechnęła się smutno i zniknęła.
     Krzak róży połknął trójkę Głowackich, zwinął się i wrócił do normy. Na podwórku zapadła cisza.
     – Ja... ja... – Sylwia szukała właściwych słów do powiedzenia.
Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała, a adrenalina przepływała przez jej ciało.
     – Nie chcę, żeby któreś z was kiedykolwiek zbliżało się do tego krzaku.
     – Dobrze, mamo.
Monika wsunęła się głębiej na kolana matki.
     Bartosz nic nie powiedział. Po prostu patrzył w miejsce, gdzie zniknęła Luiza, z rozdziawionymi ustami.

***

     Przez kilka następnych tygodni w domu panowała cisza. Sylwia, Ewelina i Khadra nadal rosły, a ich dzieci były zdrowe pomimo starcia z Fryderykiem. Bartosz nosił lewą rękę na temblaku, gdy się goiła.
     Brzuch Moniki zaczął puchnąć, gdy pogoda się ociepliła. Pewnego dnia wróciła do domu z radosną wiadomością, że będzie miała bliźnięta.
     Magdalenie zajęło dużo czasu, by znów się odważyć i wrócić do rezydencji, ale w końcu wróciła.
     – Ooooohhhhhh... Bartku... Nie mogę uwierzyć, że on pasuje.
Magdalena leżała na brzuchu, pozwalając swojemu nowemu chłopakowi wykonywać całą pracę. Jej duże piersi wciskały się w materac Bartosza, gdy posuwał ją w równym tempie. Magdalena poczuła nagłą panikę. Ostatni raz, kiedy Bartosz był w niej, skończył się traumą dla nich wszystkich.
     – Ten… uch… okropny człowiek naprawdę odszedł?
     – Tak... nie martw się...
Bartosz ponownie wsunął się w cipkę Magdaleny.
     – On odszedł.
Podobnie jak Luiza. Od dnia, w którym krzak róży pochłonął Głowackich, nikt w domu nie słyszał ani jednego piśnięcia, którejkolwiek ze zjaw.
     – Och, nie. Jesteś tak głęboko.
Magdalena kopała materac obiema stopami, gdy poczuła, jak kutas Bartosza rozpycha jej wnętrzności. Wkrótce nie była już w stanie myśleć o Fryderyku Głowackim czy kimkolwiek innym. To był po prostu przetaczający się ogrom orgazmów.
     – Zaraz... dojdę...
Bartosz wziął garść niebieskich włosów i pociągnął Magdalenę za nie tak, że patrzyła prosto przed siebie, a jej ręce chwyciły mocno koc przed sobą.
     – Czekaj... czekaj... – Magdalena wykrzyczała ostatni orgazm, myśląc o pęczniejącym brzuchu przyjaciółki. Własny brat Moniki ją zapłodnił, a teraz Magdalena miała przyjąć to nasienie, które tego dokonało. Ta myśl sprawiła, że przeszedł przez nią najlepszy orgazm tego dnia, gdy poczuła, jak jego ciepło wypełnia jej łono.
     Jak zawsze po dżentelmeńsku, Bartosz pomógł jej wziąć prysznic. Aby okazać swoją wdzięczność, Magdalena obciągnęła mu, gdy wokół nich spływała kaskada ciepłej wody. Zakrztusiła się i wypluła część jego spermy do spływu, ale resztę przełknęła. To był pierwszy raz, kiedy próbowała przełknąć. Wiedziała, że potrzeba jej więcej praktyki. Ubrali się i Bartosz odprowadził ją do drzwi.
     – Kiedy mogę znowu się z tobą zobaczyć... i z Moniką...?
Magdalena zatrzymała się w przedpokoju i spontanicznie pocałowała Bartosza w policzek.
     – Może w piątek... – Bartoszowi przerwała Sylwia wychodząca z kuchni.
     – Może ciasteczko? Chciałam je wam przynieść przed wyjściem Magdy. Przepraszam.
Sylwia stała naga, jej dojrzałe ciało było bardzo kobiece. Trzymała przed sobą tacę z ciasteczkami z kawałkami czekolady.
     Oczy Magdaleny wybałuszyły się, gdy spojrzała na ciężarną kobietę. Magdalena wpatrywała się w uosobienie płodności. Spojrzała na ciężkie piersi przyciśnięte do okrągłego brzucha. Sutki i ich otoczki były takie ciemne, Magdalena mogła dostrzec plątaninę niebieskich żył pod bladą skórą Sylwii. Zdała sobie sprawę, że się gapi, ale nie mogła się powstrzymać.
     – Poprosiłem mamę, żeby przez większość czasu chodziła nago – powiedział rzeczowo Bartosz. – Wiosną nie jest tu aż tak zimno. Mojego taty i tak nie ma w pobliżu, a to ułatwia sprawę.
     Magdalena spojrzała w dół na spodnie Bartosza i zobaczyła, jak robi się twardy na widok matki. Ogarnęła ją krótka fala zazdrości.
     – Och, nie jestem twoją konkurencją, ślicznotko.
Sylwia podeszła, jej piersi drżały przez całą drogę.
     – Cieszę się, że Bartek znalazł sobie dziewczynę w swoim wieku.
     – O Boże. – Magdalenie wymsknęło się głupio.
Wzięła ciastko i nie wspomniała, że Monika też jest w jego wieku. Dokładnie w tym samym wieku. Może Sylwia miała na myśli, że znalazł kogoś w swoim wieku, z kim nie był spokrewniony. Boże, kiedy Magdalena pogodziła się z tym, że jej nowy chłopak i dziewczyna są bogami seksu i sypiają z kimkolwiek zechcą?
     – Czy słyszałam coś o ciasteczkach?
Ewelina wyszła z biblioteki i pojawiła się na korytarzu za nimi. Ona też była pełna, okrągła i naga. Podeszła, wzięła ciastko z tacy i radośnie je przeżuwała.
     – Zadzwonię do Tomka i dowiem się, czy dostał już papiery. Chcesz podsłuchać rozmowę? Spojrzała na Magdalenę, uśmiechnęła się i wzięła kolejny kęs ciastka.
     – Chyba, że jesteś zajęty swoją przyjaciółką.
     – Moją dziewczyną – poprawił ją Bartosz. – Magdalena właśnie wychodziła.
Bartosz odprowadził Magdalenę do drzwi.
     – Ciasteczka?
Khadra wystawiła głowę z salonu i podbiegła do Sylwii i jej tacy z ciastkami. Również była naga, nawet nie nosiła hidżabu. Złapała ciastko i przeżuwała razem z Eweliną.
     – Och.
Magdalena wiedziała o wszystkich kobietach, ale co innego widzieć je gromadzące się przy drzwiach wejściowych. Wszystkie w ciąży i zajadające się ciasteczkami. Objęła wzrokiem ciemną skórę i czarne sutki Khadry. Nigdy wcześniej nie widziała nago czarnoskórej kobiety.
     – Zobaczymy się jutro w szkole, Madziu.
Bartosz poklepał Magdalenę po jej jędrnym tyłku przez spódniczkę.
     – I możesz wpaść w piątek. Monika też będzie.
     – W porządku.
Magdalena pochyliła się, dała Bartoszowi długi pocałunek, a potem otworzyła drzwi. Rzucając ostatnie spojrzenie na te przyjemne dla oka, kształtne kobiety, Magdalena skierowała się chodnikiem do bramy.
     – Pa! – powiedziała przez ramię.
Czuła się jednocześnie podniecona i zmieszana. Wiedziała, że ma w sobie ogromną ilość nasienia Bartosza, ale zabranie tego wszystkiego ze sobą do domu, było ekscytujące.
     – Pa!
Bartosz pomachał Magdalenie i zamknął drzwi.

***

     – Więc dostałeś papiery?
Zapanowała cisza, gdy Ewelina słuchała przez telefon swojego przyszłego-byłego męża.
     – Przepraszam… Tomku.
Ewelina poruszała się powoli w górę i w dół na udach Bartosza, czując, jak jego długi, gruby kutas rozciąga jej cipkę. Prawą ręką trzymała telefon, a lewą bawiła się lewą piersią, patrząc w dół, w szczęśliwe oczy Bartosza.
     – To po prostu… nie zadziała.
Słuchała przez chwilę, falując biodrami. Wyszła za Tomasza z wielką nadzieją i optymizmem w sercu. Trudno było sobie wyobrazić, jak bardzo się myliła. Ale to rozpadające się małżeństwo doprowadziło ją do Bartosza, więc w końcu wszystko się ułożyło.
     – Jak to przyjmuje? – szepnął Bartosz.
Starał się nie uśmiechać. To była dość ponura okazja.
     Ewelina odsunęła telefon od twarzy.
     – Niezbyt dobrze – odszepnęła.
Przyłożyła telefon z powrotem do ucha.
     – Tak... ja... ugh...
Ewelina przewróciła oczami, gdy Bartosz trafił w jej czuły punkt. Musiała wkrótce zakończyć rozmowę.
     – Będę nadal... mieszkać... u twojej matki.
Słuchała przez chwilę.
     – No cóż, możesz... z nią pogadać. Muszę już kończyć... Tomku. Porozmawiamy później.
Ewelina nagle rozłączyła rozmowę.
     – Nie chciał, żebym tu została.
     Słuchanie, jak Ewelina rozwodzi się z jego bratem, było zbyt trudne. Bartosz mocniej ścisnął jej biodra i wydał serię niskich pomruków.
     – Tak... tak... napełnij mnie.
Ewelina odchyliła się do tyłu i spojrzała w sufit. Nigdy nie będzie miała dość kutasa Bartosza. Wykrzyczała swój orgazm razem z nim, jej telefon upadł obok jej nogi, całkowicie o nim zapomniała.
     Kiedy w końcu przyjęła całe jego nasienie, Ewelina niezdarnie stoczyła się z Bartosza i położyła obok niego. Potarła spocony, okrągły brzuch.
     – A co z twoim tatą?
     – Co z nim?
Bartosz spojrzał na swoją ciężarną piękność.
     – Kiedy wróci z wakacji... – machnęła ręką nad ich nagością. – Puf. Nigdy więcej tego. W końcu się zorientuje, Bartku.
     – Cóż... nie wiem. – Bartosz wzruszył ramionami.
     Przez chwilę leżeli w milczeniu, podczas gdy Ewelina opracowywała w głowie plan. Zabrałaby kamień snów w podróż. Wiedziała, co zrobili z nim bliźnięta. Mogłaby użyć go na ciotce Bartosza i nakłonić ją, by uwiodła Dariusza. Może nawet zmusi ją do nakłonienia Dariusza aby przyznał się Sylwii do niewierności.
     – W ten weekend wybieram się na małe wakacje.
     – Czy nie jesteś teraz trochę... hm... za duża na wakacje?
     – Zamknij się, Bartku. – Ewelina uśmiechnęła się do niego. – Jestem doskonała jak delicja. A teraz rusz się, nie mogę się podnieść, a potrzebuję więcej.
     Bartosz odwzajemnił uśmiech i posłusznie usadowił się między jej nogami. Wszedł w nią ponownie.

***

     Kilka tygodni później Sylwia zajmowała się Bartoszem na ich łóżku w głównej sypialni. Jedno z jego ogromnych jąder znajdowało się w jej ustach, kiedy go trzepała. Na nocnym stoliku zadzwonił jej telefon. Niezgrabnie podczołgała się do telefonu, jej brzuch ciągnął się po pościeli.
     – To twój ojciec.
Przyłożyła palec do ust, żeby uciszyć Bartosza, a potem odebrała.
     – Witaj mój drogi.
     Bartosz podczołgał się do matki, umieścił głowę pod jej ogromnym lewym cyckiem i przycisnął usta do jej rozdętego sutka. Pił jej mleko, podczas gdy ona rozmawiała z jego ojcem.
     Po kilku minutach poczuł dłoń na swoim kutasie. Bartosz spojrzał w dół i zobaczył swoją siostrę siedzącą obok niego ze skrzyżowanymi nogami, pompującą jego długiego kutasa. Wyszeptała do niego:
     – Tato?
Bartosz odpowiedział skinieniem głowy.
     – Czekaj, co właśnie powiedziałeś, Dariuszu? – Ton głosu Sylwii zmienił się z lekkiego i swobodnego na bardziej mroczny i surowy.
     Bliźnięta spojrzały po sobie. Monika nadal pieściła Bartosza, pomimo nagłej reakcji ze strony matki.
     Sylwia wyprostowała się na łóżku, rzuciła swoim osiemnastoletnim dzieciom surowe spojrzenie, jakby chciała im wyperswadować, że to nie jest odpowiedni czas, by rozkoszować się sobą jak małpy w zoo i skupiła się na swoim telefonie.
     – Z twoją siostrą? To… to jest… jeśli to prawda, dlaczego mi w ogóle o tym mówisz?
     Monika opuściła usta na napęczniałego kutasa Bartosza. Czy ich ojciec sypiał z ciotką? Jeśli to prawda, myśl o tym z pewnością podnieciła Monikę, a sądząc po tym, jak pulsował kutas Bartosza, jemu też się to spodobało.
     – Cóż… ja… nigdy nie wyobrażałam sobie ciebie…
Sylwia upuściła telefon.
     – Rozłączył się.
Przyglądała się jak jej słodka córka obciąga synowi.
     – Twój ojciec nie wróci do domu.
     – Czy on pieprzy się z ciocią Beatą?
Bartosz poklepał ją po udzie.
     – Nie mogę w to uwierzyć, ale to robi.
Sylwia przeczołgała się na środek łóżka i obróciła się na plecy. Czasami w obecnym stanie czuła się jak wieloryb wyrzucony na brzeg.
     – Potrzebuję cię we mnie, kochanie. Potrzebuję cię teraz.
Czy jest lepszy sposób na zemstę na tym rozwiązłym głupcu niż pieprzenie własnego syna?
     – W porządku.
Bartosz ściągnął z siebie ssącą mu kutasa Monikę i wszedł między nogi matki. Ustawił się wygodnie i wślizgnął do jej wnętrza.
     – Myślisz, że dom go do tego zmusił?
Monika podczołgała się obok Sylwii, opuściła usta i obiema rękami trzymała prawą pierś matki.
     – To znaczy, to dość szalone, że tata… no wiesz…
Zacisnęła usta wokół sutka Sylwii i napiła się mleka wprost z piersi swojej matki.
     – Ja... uch... uch... nie wiem.
Cipka Sylwii ugościła tego ogromnego penisa jak w domu.
     – Wygląda na to, że dom… nie ma już większej mocy…
     – Dom wciąż ma… moc… w kamieniu snów.
Bartosz z każdym pchnięciem wbijał tyłek i biodra matki głęboko w materac.
     – Tak… och… Bartku… Moniu… wy dwoje… zaraz…
Sylwia wykrzyczała swój orgazm, gdy Bartosz rżnął jej cipkę, a Monika ssała jej mleko.

***

     Wczesnym latem Sylwia była pierwszą kobietą w rezydencji, która urodziła. Ewelina, Khadra, Monika i Bartosz byli w szpitalu, gdy Czerwińscy powitali na świecie córeczkę. Nazwali ją Luiza.
     Sylwia i mała Luiza właśnie wróciły ze szpitala, kiedy Ewelina zaczęła rodzić. Urodziła chłopca Krzysztofa. Kilka tygodni później przyszła kolej na Khadrę, by urodzić córeczkę, Yasminę. Wkrótce rezydencja wypełniła się płaczem i nerwami niemowląt oraz pocieszaniem i uciszaniem ich przez matki.
     Pomimo rosnącego brzucha Monika ciężko się uczyła i ukończyła ostatnią klasę. W dniu ukończenia szkoły podeszła, by odebrać dyplom od Elwiry, ze swoim bratem bliźniakiem u swego boku.
     Bartosz uderzył lekko w tyłek Elwirę, gdy dyrektorka wręczała mu dyplom. Nie obchodziło go, czy ktoś to zobaczy. Wiedział, że nie będzie więcej widywał się z Elwirą gdy ukończy szkołę, ale sądził, że jej syn będzie się nią zajmował.
     Magdalena wiwatowała swojemu chłopakowi i dziewczynie z dalszego rzędu.

***

     – Kto pilnuje małej Luizy?
Bartosz odwrócił się od komputera, gdy jego matka weszła do jego pokoju. Właśnie wysłał e-maila z informacją do swojej przyszłej uczelni, że w tym roku robi sobie przerwę od nauki. Monika zrobiła to samo kilka dni wcześniej.
     – Khadra się nią zajmuje.
Sylwia zamknęła za sobą drzwi i weszła do pokoju.
     – Yasmina drzemie, więc Khadra karmi dla mnie Luizkę.
     – Wspaniale.
Bartosz spojrzał na matkę. Była naga, tak jak przez większość czasu. Wydawało się, że szybko wraca do formy.
     – Co tam?
     – Byłeś dla mnie bardzo cierpliwy, kochanie.
Sylwia zatrzymała się przy biurku Bartosza i bawiła się jego blond włosami.
     – Wiem, że potrzebujesz dużo… ćwiczeń, a ja byłam bardzo zajęta dziećmi.
     – W porządku, mamo. Monika, Magda i pani Halicka mi pomogły.
Bartosz sięgnął do szuflady biurka i wyciągnął małe pudełko.
     – Kiedy Elwira będzie rodzić?
Sylwia pochyliła się w pasie i delikatnie ugryzła go w ucho. Była świadoma swoich ciężkich cycków zwisających i kołyszących się pod nią.
     – Wkrótce, wygląda tak jakby miała lada moment eksplodować.
Bartosz otworzył pudełko. We wnętrzu wyściełanym aksamitem spoczywało pięć pierścieni. Każdy został wykuty z platyny i posiadał osadzony pojedynczym czarny kamień. Każdy z czarnych kamieni miał żyłkę, która pulsowała szkarłatem w rytmie ludzkiego serca.
     – Kazałem je specjalnie zrobić. Odłupywałem kawałki kamienia snów i godzinami je polerowałem.
     – Nie rozumiem?
Sylwia spojrzała zaskoczona w oczy Bartosza.
     – Nadal nosisz pierścionek taty. Zdejmij go.
Bartosz przyglądał się, jak Sylwia się prostuje, a potem zdejmuje pierścionek z brylantem z palca.
     – Załóż to.
Wręczył jej pierwszy pierścionek z pudełka.
     – Nie powinieneś klęczeć na jednym kolanie?
Sylwia uśmiechnęła się żartobliwie, ale widziała, że mówi poważnie. Położyła pierścionek od Dariusza na biurku i wzięła nowy pierścionek z dłoni Bartosza. Czuła w palcach ciepło. Wsunęła go na palec serdeczny i wyciągnęła rękę do Bartosza.
Dziękuję, skarbie. Jak wygląda?
     – Idealnie, mamo.
Bartosz ściągnął spodnie i bieliznę. Jego kutas wyskoczył.
     – Czy jesteś gotowa na... hm... znowu uprawiać seks?
     – Tak.
Sylwia skinęła głową, wciąż się uśmiechając i wspięła się na jego kolana.
     – Chcesz mój tyłek czy moją cipkę, kochanie?
     – Cipkę.
     – Chcesz mieć kolejne dziecko ze swoją matką, co?
Sylwia sięgnęła pod siebie i wprowadziła w siebie tą grubą lagę.
     – Uggghhhhhh...
Prawie zapomniała, jak dobrze się z nim czuła.
     – Chyba tak.
Bartosz ukrył twarz w jej piersiach i mocno chwycił jej szerokie biodra.
     – Ten pierścionek nie… ugh… oznacza, że jestem twoją żoną, Bartku.
Sylwia znalazła dobry rytm. Już czuła, jak narasta jej pierwszy orgazm.
     – Ja... nadal jestem twoją matką.
     – Wiem. – Głos Bartosza był stłumiony przez piersi Sylwii. – To bardziej jak... pierścionek z obietnicą.
     – Co ty… ach… ach… ach… mi obiecujesz?
     Sylwia czuła, że zaraz będzie szczytować.
     – Że dalej będę cię pieprzyć… mamo.
     – To… jest… wspaniała… obietnica.
Z ostatnim słowem opadła na niego biodrami i wydała wrzask. Taka przyjemność dla niej nie istniała, dopóki jej syn po raz pierwszy nie włożył w nią swojego potwornego przyrodzenia. Teraz zastanawiała się, jak mogła bez tego żyć.
     Jakieś pół godziny później Bartosz opróżnił swoje jaja w Sylwii. Następnie dokonał tego jeszcze dwukrotnie. Kiedy skończyli, Sylwia była jęczącym, spoconym, pokrytym spermą nieładem leżącym na łóżku Bartosza. Będzie musiała później wyczyścić jego prześcieradła, ale bez pośpiechu. Nie spał już w swoim pokoju. On i Monika byli co wieczór w łóżku Sylwii.

***

     – Hej, Moniu. Chcę, żebyś to ode mnie przyjęła.
Bartosz leżał obok swojej siostry w jej łóżku w pokoju na wieży. Przez zachodnie okna wlewały się złote promienie słońca. Wygrzewali się w jego poświacie, oboje z głowami na poduszce Moniki. Bartosz wyciągnął rękę, podziwiając sposób, w jaki pierś Moniki wciąż falowała, jej cycki zwisały na boki, a brzuch sterczał niczym wzgórze do zdobycia.
     – Co to jest?
Monika wyjęła pierścionek z dłoni Bartosza. Uniosła go nad swoją spoconą twarzą i przyjrzała się czarnemu kamieniu.
     – Nie wyjdę za ciebie, głąbie.
     Śmiali się z tego wspólnie.
     – To tylko prezent. Załóż go.
Bartosz przyglądał się, jak zakłada go na prawą rękę. Nie miał nic przeciwko temu, że nie chciała, by ludzie myśleli, że jest czyjąś żoną.
     – Czuje ciepło.
Monika uniosła prawą rękę i podziwiała delikatną, pulsującą czerwień.
     – Podoba mi się. Dzięki, Bartku.
     – Nie ma sprawy.
Położył dłoń na jej prawej piersi i ścisnął.
     – Chcesz jeszcze raz?
     Monika entuzjastycznie pokiwała głową.

***

     – Ale w mojej kulturze nie nosimy obrączek ślubnych?
Khadra klęczała między nogami Bartosza, kiedy ten podarował jej pierścionek.
     – Nie do końca się pobieramy.
Bartosz przyglądał się Khadrze, jak przygryzała dolną wargę i wsuwa pierścionek na lewą rękę. Nie  nosiła już zbyt często hidżabu.
     – Och, to jest... miłe.
Khadra musiała przechylić głowę na bok, by spojrzeć zza masywnego penisa Bartosza wprost w jego niebieskie oczy.
     – Dziękuję, Bartoszu.
     – Nie ma za co.
Bartosz posłał jej słodki uśmiech. Gdzieś w domu Bartosz usłyszał płacz dziecka. Nasłuchując hałasu, zdał sobie sprawę, że dawno nie słyszał tajemniczego tykania zegara.
     – Czy to Yasmina? Musisz iść?
     – W porządku. Ewelina jej pilnuje.
Khadra uśmiechnęła się do tego cudownego głupkowatego nastolatka i była szczęśliwa z powodu tego w jaki sposób ją zmienił.
     – Chcę cię uszczęśliwić. Co mogę dla ciebie zrobić?
     – W takim razie chodź.
Bartosz podał jej rękę i pomógł jej wspiąć się na jego kolana.

***

     – Och, jest piękny, Bartku. – westchnęła Ewelina, podnosząc swój nowy pierścionek do światła. Rzuciła pierścionek Tomka w stronę kosza na śmieci, ale chybiła i uderzył w jego róg.
     – Czy to znaczy ...?
Uśmiechnęła się do niego swoim olśniewającym uśmiechem.
     – Mam dopiero osiemnaście lat. Jestem za młody, żeby się żenić.
Bartosz zastanawiał się nad sytuacją. Ewelina była naga, podskakiwała z radości obok niego, jej cycki drżały, a Bartosz ją odrzucił. Przed zamieszaniem w rezydencji nigdy by nawet nie pomyślał, że będzie tego świadkiem.
     – Nie chcesz być moim mężem?
Ewelina przestała podskakiwać i zmarszczyła brwi.
     – Myślałam...
     – Chcę, żebyś... um... – Bartosz nie sądził, że tak źle to przyjmie. – Chcę, żebyś była moją sekretną żoną. Zgoda?
     Uśmiech Eweliny powrócił.
     – Rozumiem. Świat nie jest jeszcze gotowy na Bartosza i jego żony. Wskoczyła na łóżko Bartosza i zajęła pozycję na czworakach. Odgarnęła blond włosy i spojrzała na niego przez ramię.
     – No więc, na co czekasz? Czas potajemnie skonsumować nasze sekretne małżeństwo.
Zadrżała wyczekując, gdy materac uginał się za nią pod jego ciężarem.
     – Czy będziesz dobrą sekretną żoną?
Bartosz stanął za nią, ze swoim kutasem twardym niczym stal. Nie mógł pozbyć się z twarzy uśmiechu, gdy klepnął ją w blady tyłek.
     –  Och! –  krzyknęła Ewelina. – Będę twoją dobrą sekretną żoną. Sprawię, że będziesz miał mnóstwo dzieci. Ooohhhhhhh...
Jej oczy zaszkliły się, gdy w nią wszedł. Jej ramiona opadły i oparła się na łokciach.
     – Tak… wiele… wiele dzieci. – Już dochodziła.

***

     W upalny letni dzień Bartosz wyszedł do ogrodu za domem. Owady brzęczały, a świat wokół niego był intensywnie zielony. Krzak róży wyglądał dorodnie i zdrowo. Wszędzie kwitły czerwone róże.
     Jakakolwiek magia wydawała się teraz uśpiona. Ale Bartosz nie chciał podchodzić zbyt blisko. Wszystkie kobiety były w domu, szykując się na przyjęcie pożegnalne Magdaleny, która niedługo miała wyjechać na studia. Bartosz zaprosił wszystkie matki, które odwiedziły go i Monikę w szkolnym magazynie i oczywiście ich synów. Pomyślał, że gdyby Luiza mogłaby zobaczyć przyjęcie z miejsca, w którym się znajdowała, na pewno by ją to uszczęśliwiło.
     – Chyba jestem teraz potajemnie żonaty.
Wziął głęboki oddech i wsunął piąty pierścień na palec. Było to przyjemne uczucie, odczuwał jego ciepło rozchodzące się po jego ciele, jakby znajdował się w wygodnym, ciepłym łóżku w chłodną noc.
     – Ja… – Bartosz nie wiedział, czy go usłyszy. A może chociaż Syn Jutrzenki będzie w stanie go usłyszeć.
     – Chciałem tylko powiedzieć dziękuję.
     Wiatr zawiał obok domu i pojedyncza róża spadła z krzewu. Bartosz pomyślał, żeby podejść i ją podnieść, ale przypomniał sobie, jak to coś wchłonęło Głowackich.
     – Dobra, na razie.
Bartosz odwrócił się i ruszył w kierunku rezydencji. Musiał pomóc swoim kobietom w przygotowaniach. Naprawdę nie mógł się doczekać przyjęcia. Bartosz wiedział, że czeka go sporo pracy. Za nim krzak róży drżał na wietrze, a obok niego rezydencja stała tak, jak stała od ponad stu lat.

[KONIEC]

3 komentarze

 
  • OLF

    Będą kolejne opowiadania?

  • Olek

    Kiedy następne?

  • Mirka

    No cóż...wypada zacytować starą prawdę, że to co dobre szybko się kończy. A to opowiadanie i jego tłumaczenie jest świetne. Gratuluję i czekam na kolejne Twoje, Serotoninko, opowiadania erotyczne, bo nie ukrywam, że bardzo lubię odczuwać podniecenie i pożądanie podczas takiej lektury.
    Pozdrowienia i buziaki.    :kiss:

  • C10H12N2O

    @Mirka Dziękuję i również pozdrawiam ;)