Nawiedzona Rezydencja (XV)

Nawiedzona Rezydencja (XV)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Wilgotna myjka wydawała się chłodna w dłoniach Khadry. Powinna być już ciepła. Przyciskała ją do czoła męża. Minął już ponad dzień od nieudanej próby pozbycia się z Bartosza jego demona, a Maxamed jeszcze nie odzyskał przytomności. Khadra wysłała dzieci do domu swoich rodziców, ponieważ cały swój czas poświęcała na opiekowanie się mężem. Chociaż martwiła się o to czy będzie zły, kiedy się przebudzi. Widział, jak kopuluje z Bartoszem, wpychając w siebie ogromne przyrodzenie tego chudego osiemnastolatka. Miała tylko nadzieję, że zrozumie, iż zrobił to dom, a nie ona.
     Czas ponownie nawilżyć myjkę. Khadra wstała i zostawiła męża w łóżku. Poszła do łazienki i odkręciła kran. Zamarła, kiedy spojrzała w prawo. Na blacie stał ten przeklęty czarny fallus. Khadra zamarła, wpatrując się w niego przez dłuższy czas, a przed nią z kranu płynęła woda. W końcu zakręciła kran.
     – Jeszcze tylko jeden raz. – szepnęła Khadra.
Powoli ściągnęła sukienkę i majtki. Była naga w łazience z tym czarnym przedmiotem.
     – Nie muszę tego robić.
Podniosła dildo, zamknęła drzwi łazienki i usiadła na pokrywie toalety.
     – Chcę tylko zobaczyć, jak to jest. Jeden… ostatni… raz… uuuugggghhhhhhhh...
Rozłożyła nogi i wepchnęła je w siebie. Chociaż nie było tak masywne jak przyrodzenie Bartosza, uderzało w miejsca, do których jej mąż nie był w stanie dotrzeć. Jej ciało drżało z przyjemności, gdy wsuwała i wysuwała je z siebie.
     – Khadra? – Głos Maxameda dobiegał z sypialni, stłumiony przez drzwi łazienki. – Co się stało?
     Serce Khadry chciało wyrwać się z piersi. Przez chwilę niezdecydowania trzymała dildo w sobie. Jęknęła, gdy dotknęło jakiegoś magicznego miejsca w jej wnętrzu. Potem bardzo powoli wyjęła fallusa, umyła go w zlewie, wytarła ręcznikiem i wrzuciła do szuflady.
     – Już idę, Maxamed.
To był newralgiczny moment. Khadra nie wiedziała, jak Maxamed zareaguje na incydent, który zaszedł w rezydencji. Włożyła sukienkę i wbiegła do sypialni.
     – Co się stało?
Maxamed spojrzał na nią, wciąż z głową na poduszce.
     – Co pamiętasz?
Khadra usiadła obok niego. Zapomniała o myjce, więc poklepała jego klatkę piersiową przez koc.
     – Poszliśmy do tego przeklętego domu. Ja… ja…
Maxamed zamrugał swoimi ciemnymi oczami.
     – Zabrałem chłopca do otwartego pokoju. I… – Przerwał. Wspomnienia mu umykały.
     – Czy przypadkowo sam odurzyłem się chloroformem?
     – Tak.
Khadra westchnęła z ulgą. Nienawidziła kłamać, ale robiło to dla większego dobra.
     – I przyprowadziłaś mnie tutaj? Sama?
     – Nie było to łatwe. – Khadra skinęła głową.
     – Chloroform to ohydny środek.
Maxamed odwrócił wzrok od swojej kochającej żony spoglądając na sufit.
     – Spowodował u mnie straszne sny. Przypominam sobie tylko przebłyski. To… że dobrowolnie oddawałaś się potworowi.
Spojrzał z powrotem na jej spokojne, brązowe oczy.
     – Powiedz mi, że to nie była prorocza wizja. Powiedz mi, że nie będziemy mieć już nic wspólnego z tą przeklętą rodziną.
     – To nie było proroctwo, drogi mężu.
Ponownie poklepała kołdrę i wstała. Przynajmniej to nie było kłamstwem. To, co opisał, to wspomnienia, a nie przepowiednie.
     – Nie będziemy mieć już nic wspólnego z Czerwińskimi. – W tej kwestii również nie kłamała. – A teraz przyniosę ci coś do jedzenia.
     – Dziękuję.
Ponure napięcie opuściło twarz Maxameda i rozluźnił się na poduszce.
     – Gdzie dzieci?
     – U moich rodziców.
Khadra podeszła do drzwi.
     – Wrócę z obiadem. Musisz być głodny.
Wyszła z pokoju i zatrzymała się przy łazience. Chwilę się zastanowiła i weszła do środka. Uniknęła kłótni z Maxamedem i może mogłaby poświęcić kilka minut na świętowanie. Fallus wciąż był w szufladzie. Zamknęła drzwi do łazienki, podniosła sukienkę i wepchnęła go do swego wnętrza.
     – Ooooohhhhhhhh...
Posiłek jej męża mógł poczekać jeszcze kilka minut.

***

     Koszyk na zakupy był wypełniony przedmiotami, których Sylwia w ogóle nie potrzebowała. Dorzuciła plastry, patyczki do uszu, tampony, aspirynę i różne inne rzeczy, których miała pod dostatkiem w domu. Miała nadzieję, że bardzo duże prezerwatywy pozostaną niezauważone przez kasjerkę, jeśli na ladzie pojawi się również mnóstwo innych rzeczy. Położyła kosz na przenośniku taśmowym i patrzyła, jak kasjerka zabiera się do pracy.
     – Nie sprzedajemy wielu z nich.
Po sprawdzeniu kilku pozycji sprzedawczyni, starsza kobieta, podniosła pudełko prezerwatyw.
     – W każdym razie nie w tym rozmiarze. Dobrze wyszłaś za mąż, panienko. – Uśmiechnęła się porozumiewawczo i zmierzyła wzrokiem Sylwię. – Mój mąż ma maluszka. – Pochyliła się do Sylwii. – Czy to prawda co o nich mówią?
     – Um.
Sylwia rozejrzała się, ale nikogo więcej nie było w pobliżu.
     – Przepraszam?
Jej policzki płonęły. Nie chciała niczego bardziej niż tylko zapłacić i wyjść stamtąd, ale sprzedawczyni nic z tego sobie nie robiła.
     – Czy większy jest naprawdę lepszy? – Kasjerka zamrugała. – Nigdy nie doświadczyłam… takiego rozmiaru.
     Sylwia lekko skinęła głową, a jej policzki zrobiły się bardziej czerwone.
     – Wiedziałam.
Kasjerka zaśmiała się przelotnie i zapakowała prezerwatywy, przesuwając kolejną pozycję po skanerze.
     – Więc jak duży jest twój mąż?
     – Nie mogę powiedzieć.
Sylwia wzruszyła ramionami.
     Sprzedawczyni przerwała kasowanie produktów i spojrzała na Sylwię. Starała się skupić na obrączce Sylwii, a potem spojrzeć w jej brązowe oczy.
     – To nie twój mąż, prawda? – Nie czekała na odpowiedź Sylwii. – Nie, nie jest. Mogłam się domyślić. Ty przebiegła lisico. Kim on jest w takim razie? Listonosz? – Wróciła do kasowania produktów. – Ogrodnik? Zawsze o nich fantazjowałam. Wszyscy są spoceni i opaleni. Więc kto?
     Sylwia stała nieruchomo.
     – W takim razie zachowaj swoje sekrety.
Kasjerka podniosła ostatni przedmiot, butelkę z lubrykantem.
     – Nie dziwię się, że tego potrzebujesz, biorąc pod uwagę jego rozmiar. O Boże, Boże.
Skończyła pakować i podała kwotę do zapłacenia.
     Sylwia pokręciła głową i jak najszybciej odnalazła swoją kartę płatniczą. Chwyciła swoją torbę i nie czekała na paragon, pospiesznie udała się w stronę wyjścia.
     Kasjerka krzyknęła do Sylwii, gdy ta uciekała:
     – Powodzenia, panienko. Nam wszystkim przydałoby się od życia coś ekstra. – Sprzedawczyni zachichotała.

***

     – Co o tym myślisz?
Sylwia obróciła się na środku pokoju Bartosza. Miała na sobie koronkową, czerwoną bieliznę. Pasujący do siebie komplet biustonosza i majtek, który starał się podkreślić jej już obfite kształty.
     – Oh... mamo. Wyglądasz niesamowicie.
Bartosz siedział na skraju łóżka, a jego piżama ledwo mieściła jego wzwód. Minął ponad tydzień, odkąd Samatarowie uwięzili go w zamkniętym pokoju. Chociaż to było straszne, a ten niedźwiedź nadal przyprawiał go o koszmary, Bartosz był gotów wybaczyć rezydencji, gdyż dzięki niej spotykały go takie chwile jak ta.
     – Skąd wzięłaś nową bieliznę?
     – Cóż, jeśli mam być szczera, ostatnio twój ojciec okazał mi trochę większe zainteresowanie, a ponieważ żaden z moich starych seksownych kompletów już na mnie nie pasował, kupiłam kilka nowych w galerii handlowej.
Sylwia stanęła przed Bartoszem i przesunęła biodro w prawo, robiąc to, co miała nadzieję, było seksowną pozą. Zachwycony wyraz twarzy osiemnastolatka świadczył o powodzeniu misji.
     – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko dzieleniu się mną. To znaczy… – Czy właśnie przepraszała za spanie z mężem?
Na jej różowych ustach pojawiła się niewielki grymas.
     – To znaczy, ja… – Nie mogła sformułować zdania aby przekazać Bartoszowi, że nie jest jego na wyłączność. Ponieważ, oczywiście, nie była. Była zamężna. Ale mimo to robiła różne nieprzyzwoite rzeczy. To było takie zagmatwane.
     – Spoko, mamo.
Bartosz powoli się rozebrał.
     – Chcę, żeby tata był szczęśliwy. Dziękuję, że założyłaś dla mnie tą bieliznę.
     – Jesteś dobrym chłopcem, Bartku.
Uśmiech Sylwii powrócił na jej twarz, gdy zobaczyła, jak ogromny penis pojawia się w polu jej widzenia. Odwróciła się i podeszła do torby, którą zostawiła przy drzwiach, kołysząc dla niego trochę swoim okrągłym tyłkiem. Pochyliła się i wyjęła prezerwatywy oraz lubrykant, dając mu prawdziwy pokaz. Wyprostowała się i przeszła przez pokój.
     – Kupiłam ci prezerwatywy, które powinny pasować.
Położyła je na jego szafce nocnej.
     – Nie chcę ich używać, mamo.
     – One nie są po to byś je używał ze mną, głuptasie. Przydadzą się, gdy będziesz eksperymentował z innymi dziewczynami. Tak jak rozmawialiśmy.
Sylwia odwróciła się i rzuciła Bartoszowi butelkę z lubrykantem, a on złapał go w locie.
     – Poza tym, mam dla ciebie specjalny olejek, abyś… wiesz. Jej uśmiech stał się nieśmiały.
     – Super, dzięki.
Bartosz otworzył butelkę, nabrał trochę na rękę i rozprowadził lubrykant po całym swoim penisie.
     – Pomyślałam, że najpierw zagramy małą grę wstępną. – Sylwia oblizała wargi.
     – Cały czas się mną zajmujesz. Ile już spermy połknęłaś w tym tygodniu?
Bartosz wstał i podszedł do mamy. Nie chciał zdejmować tych niesamowitych majtek, ale trzeba to było zrobić. Zsunął je z niej, a ona z nich wyszła.
     – Dużo – szepnęła Sylwia.
Nie przepadała za tym, kiedy tak mówił.
     – W takim razie pozwól, że teraz ja się tobą trochę zajmę.
Bartosz schylił się, złapał Sylwię za tyłek i unosił ją coraz wyżej i wyżej, aż jej cipka znalazła się tuż przed jego twarzą, a jej uda spoczęły na jego ramionach. Nadal trzymał ją za tyłek. Dzięki Bogu za wysokie sufity rezydencji.
     – O Boże. Jakim cudem ty mnie tak podnosisz, Bartku?
Spojrzała w dół, bojąc się, że jej wątły syn upuści ją na twardą, drewnianą podłogę. Ale zamiast tego przycisnął ją do swojej twarzy i polizał jej szparkę.
     – Och, Bartku. Poczuła, jak jego język wciska się w nią, a potem skubnął jej łechtaczkę. Opuściły ją wszystkie obawy o jego nagłą siłę. Wplotła palce w jego blond włosy i krzyknęła, gdy sprawiał jej przyjemność w najbardziej nieprawdopodobnej pozycji.
     – O Boże. O Boże. Oooohhhhhhhh, booooooooożeeeee...
Ku jej zażenowaniu Sylwia trysnęła na przystojną twarz Bartosza, kiedy dopadł ją orgazm. Wydawało się, że nie przeszkadza mu to w niczym, gdy nie przerywał lizania i skubania.
     Trzy razy Sylwia doszła od języka Bartosza, zanim opuścił ją do połowy. Odwrócił ją od siebie, z rękami pod jej kolanami. Następnie umieścił swojego penisa między jej pośladkami i pocierał chwilę, aż jego kutas znalazł jej odbyt. Na szczęście była na tyle luźna po ich poprzednich zabawach, że tłusta głowa jego kutasa wślizgnęła się bez większego problemu do środka.
     – Jak… ooooohhhhhhhh… to robisz?
Biodra Sylwii mimowolnie poruszyły się, gdy poczuła, jak wchodzi w jej tyłek. Nigdy nie była tak otwarta i wyeksponowana.
     – Ważę więcej od ciebie, Bartoszu. Ja… ughhhhhhh...
Gdy jego penis wszedł w jej wnętrze, zaparło jej dech w piersiach. Pozwoliła mu podrzucać sobą w górę i w dół na jego wielkim Kutasie. Coraz bardziej się w nią zapadał.
     – Luiza uczyniła mnie… hm… hm… hm… silniejszym, mamo.
Bartosz ugiął kolana i odchylił się trochę do tyłu, aby równomiernie rozłożyć ciężar. Wpadł w równy rytm i jego matka miarowo podskakiwała w powietrzu na jego penisie.
     – Podoba ci się?
     – Tak. Och, mój… tak.
Lewa dłoń Sylwii przesunęła się pomiędzy nogami i wsunęła dwa palce do pochwy. W tej chwili czuła się wręcz bosko.
     – Nigdy… nie wyobrażałem sobie. – Sylwia warknęła jak dzikie zwierzę. – Ja… nigdy sobie tego nawet nie wyobrażałam.
Zastanawiała się, co by powiedziała ta kasjerka, gdyby mogła teraz zobaczyć Sylwię.
     – Wiem, że muszę się tobą dzielić z tatą, ale tylko ja mogę robić to w taki sposób. Zgadza się, mamo?
     – Tak.
     – Pragniesz mojego kutasa. Zgadza się?
     – Tak. – pisnęła Sylwia. Nie lubiła wulgarnego języka, ale Sylwia nie mogła go za bardzo zrugać z jego penisem między pośladkami.
     – Jesteś jego żoną, ale moją dziewczyną?
Bartosz zacisnął mocniej ręce na jej udach. Chwila była zbyt idealna. Czuł, jak jego jądra się skręcają. Nie odpowiedziała mu, więc trochę przyspieszył.
     – Jesteś moją dziwką, prawda, mamo?
     Sylwia potrząsnęła głową i poczuła, jak jej pochwa kurczy się na palcach. Nie odpowiadała na takie pytania, ale wiedziała, że to prawda. Mimo swego wychowania, godzin spędzonych w kościele i dobrych chęci była cudzołożnicą. Nierządnicą. Jej syn nadział ją na swojego gigantycznego kutasa. Przeszył ją ogromny orgazm. Odpłynęła. Kilka minut później ciche chrząkanie Bartosza zdradziło jej, że jest gotowy i poczuła ciepło jego nasienia głęboko w swoim wnętrzu. Przyjęcie jego nasienia, podczas gdy on miotał nią jak szmacianą lalką, sprawiło, że doszła ponownie. Krzyknęła i to był cud, że nie obudziła całego domu.
     – To było niesamowite.
Kiedy Bartosz skończył dochodzić, ściągnął ją ze swojego penisa i rzucił na łóżko. Sylwia zwinęła się na boku, drżąc z rozkoszy. Bartosz opadł za nią i rozpiął jej koronkowy, czerwony stanik. Właściwie całkiem nieźle radził sobie z odpinaniem staników.
     – Chcę więcej, mamo.
Obrócił ją na plecy i zdjął stanik. Następnie przeczołgał się między jej nogami.
     – Jeszcze?
     – Chcę też twojej cipki.
Potarł główką swojego wciąż twardego penisa po jej szczelinie, podziwiając jej starannie przystrzyżony zarost.
     – Nie.
Sylwia uniosła głowę i spojrzała spomiędzy falujących piersi na swoje krocze. Długi penis Bartosza wyglądał tak groźnie, kiedy ocierał się o jej fałdy, a fioletowa głowa była wściekła i gotowa do wbicia się w głąb jej duszy.
     – Ja… nie… chcę… dziecka… – wydyszała.
Jej zamglony umysł z trudem formułował przekonujące wypowiedzi.
     – W takim razie wyjmę go.
Bartosz był dobrym synem, który zwykle słuchał swojej matki, ale to było zbyt kuszące. Wśliznął się w nią.
     – Prezerwatywa… prezerwatywa… prezerwatywa – skandowała przy każdym silnym pchnięciu. Podpierała się i nadal unosiła głowę, patrząc, jak Bartosz zdobywa jej pochwę.
     – Prezerwatywy… ach… ach… nie są dla ciebie… pamiętasz?
Bartosz położył ręce na kocu i uniósł się, żeby spojrzeć w dół na swoją matkę. Jej cycki kołysały się w górę i w dół, prawie uderzając ją w twarz u szczytu ich podróży.
     – Nie chcę… dziecka… chcę… dziecka… dziecka…
Dłonie Sylwii prześliznęły się wokół bioder Bartosza i objęła jego mały tyłek. Jej palce wbiły się w zwarte ciało i czuła, jak napina się przy każdym pchnięciu. Czy naprawdę pozwoli mu na to ponownie?
     – Śmiało… Bartku… możesz… mnie napełnić.
     – Cieknie z ciebie… mamo. Twoje… cycki.
Bartosz widział kropelki lecące z jej trzepoczących się piersi.
     – Jesteś gotowa na… hmm… hm… dziecko.
Pochylił się do przodu i wciągnął jej lewy sutek. Mleko było równie słodkie jak mleko Luizy. Ale ciepłe i pełne życia. Pieścił ją i spijał mleko. Czuł, jak jej dłonie zaciskają się na jego tyłku, mocniej wciskając go w siebie.
     – Taaaaaaaak, Baaaaarrrrrtkuuuuu... – syknęła Sylwia.
Jak mogła mu czegokolwiek odmówić?
     – Spuść się.
Kiedy poczuła, jak rozpryskuje się w niej gorące nasienie, zadrżała, a jej twarz wykrzywiła się z przyjemności. Mogłaby tego żałować rano, ale w tej chwili nie pragnęła niczego bardziej, niż pozwolić małym plemniczkom Bartosza na pełny dostęp do jej łona.

***

     Mijały kolejne dni. Sylwia dzieliła swój wolny czas między bliźniętami. Karmienie i pocieranie z Moniką oraz ciągłe przyjmowanie nasienia Bartosza.
     Khadrze udało się utrzymywać dystans od rezydencji. Ale nie mogła uniknąć wszechobecnego czarnego dildo, które pojawiało się, gdy miała tylko wolną chwilę dla siebie. Czasami była w stanie oprzeć się tej pokusie. Ale najczęściej zawodziła i stwierdzała, że wbijała to coś w siebie, fantazjując o zabawianiu się z Bartoszem. Jej mąż nie był taki sam od czasu wydarzeń w zamkniętym pokoju. Często narzekał na koszmarne sny i demony, które chciały opętać jego żonę. „Ten dom chce, abyś stała się jego nałożnicą, ale jesteś moją żoną.” –  mawiał często Maxamed z żarliwym tonem.
Khadra zaczęła częściej zostawiać dzieci w domu swoich rodziców na kilka dni.
     Po drugiej stronie miasta Ewelina starała się zachować cierpliwość wobec swojego nastoletniego kochanka. Otwierała dla niego drzwi swego domu, kiedy tylko miał wolny czas po szkole. Inaczej zaczęła postrzegać swego męża. Zastanawiała się, dlaczego wybrała akurat tego Czerwińskiego na męża. Kiedy zaczęły się jej poranne nudności, wiedziała, co to oznacza. Wymykała się Tomaszowi, by w razie potrzeby zwymiotować w łazience. Miała nadzieję, że Tomasz niczego nie podejrzewał.
     Przez cały czas rezydencja obserwowała i nasłuchiwała. Zegar tykał, a wraz z nadejściem zimy na korytarzach zrobiło się chłodno. Rezydencja była tu wcześniej i powróci, lecz na krótką chwilę się uspokoiła, przygotowując się na ważniejsze wydarzenia, które miały niedługo nadejść.

***

     – Znałam kilka kobiet tak oddanych arytmetyce.
Luiza stała przy sofie w głównym salonie, ubrana w długą, zwiewną sukienkę. Spojrzała na bazgroły, które Monika robiła w swoim zeszycie.
     Monika drgnęła i spojrzała na kobietę. Zebrała się:
     – To nie jest arytmetyka. To rachunek różniczkowy.
Powinna się bać dziwnego, nieoczekiwanego gościa, ale z jakiegoś powodu przyjęła to na spokojnie. Okoliczności wydawały jej się bardzo podobne do dnia, w którym widziała tego młodego mężczyznę, Gabriela, w tym samym pokoju. Monika dostrzegła piegowatą urodę kobiety i wypukłość jej brzucha pod kwiecistym materiałem sukienki.
     – Śnię, prawda?
     – Nie.
Luiza pstryknęła palcami i kominek ryknął życiem, a porąbane belki trzaskały i strzelały płomieniami.
     – Wydaje mi się, że to po prostu moja fantazja.
Monika skinęła głową w stronę ognia.
     – Poza tym jestem prawie pewna, że byłabym przerażona, gdyby to nie był sen.
     – Nieustraszone z ciebie stworzenie, prawda? – Luiza uśmiechnęła się do osiemnastoletniej dziewczynki. – Jestem bardzo zadowolona z twoich poczynań.
     – Co?
Monika pokręciła głową i odłożyła zeszyt.
     – Nieważne.
Rozejrzała się po pokoju, przypominając sobie sytuację, kiedy pojawił się Gabriel. Ten młody mężczyzna i kobieta byli bardzo podobni, a pokój wyglądał tak samo jak wtedy, z ciemnymi obrazami olejnymi i zawieszonymi trofeami na ścianach.
     – Nazywasz się Głowacka, prawda?
     – Mądra dziewczynka. Nazywam się Luiza Głowacka.
Luiza skinęła głową i uśmiechnęła się promiennie.
     – Czy mogę się przysiąść?
Usiadła obok Moniki i położyła dłoń na nagim kolanie dziewczyny. Jej podwójne diamenty błyszczały na jej palcu. Zmarszczyła brwi, patrząc na krótką spódniczkę Moniki. Jakże skandaliczna była współczesna moda.
     – Chciałabym ci pomóc, kochanie.
     – W czym?
Monika uznała uśmiech Luizy za rozbrajający. Zapomniawszy o matematyce, Monika zatraciła się w pięknych, zielonych oczach Luizy. Monice przyszło do głowy, że może być lesbijką.
     – Cóż, najpierw najważniejsze.
Luiza sięgnęła za szyję i rozpięła sukienkę.
     – Jest późne popołudnie i od powrotu do domu nic nie jadłaś. Musisz być głodna.
Luiza opuściła sukienkę, odsłaniając duże piersi. Jej ciemne sutki wyróżniały się na bladym, piegowatym ciele.
     – One są piękne.
Monika oblizała usta.
     – One nie są tylko po to, by je podziwiać, kochanie.
Luiza mocno chwyciła nastolatkę z tyłu głowy, drugą ręką odgarnęła brązowe włosy Moniki z twarzy i przyłożyła jej usta do prawego sutka.
     – Pij.
Luiza trzymała ją mocno, gdy dziewczyna przez krótką chwilę walczyła z tą nową intymnością. Ale potem odgłos ssania i przełykania dołączył do trzaskającego ognia.
     – Grzeczna dziewczynka.
Luiza pozwoliła Monice tak ssać przez chwilę, a następnie przeniosła ją do drugiej piersi.
     – Mmmmmppppphhhhhhhh...
Monika praktycznie mruczała, pijąc mleko obcej kobiety w czymś, co musiało być wypaczonym snem. Zimne mleko spływało jej do gardła. Czuła, jak chłód wpływa do jej żołądka. Chciała ciągle więcej i więcej. Monika nie uważała się za chciwą osobę, ale chciała wysuszyć Luizę do sucha.
     – Wystarczy.
Luiza uniosła głowę Moniki ze swojej piersi i spojrzała w jej oszołomione, niebieskie oczy.
     – Teraz, gdy jesteś nasycona, przejdziemy do dzisiejszej lekcji.
     – Lekcji?
Monika zamrugała. Wydawało jej się, że pokój powoli płynął wokół niej.
     – Musisz nauczyć się, jak zadowolić kobietę, jeśli nie chcesz zmarnować darów naszego dobroczyńcy.
Luiza wstała i powoli rozebrała się, gdy dziewczyna spoglądała na nią. Kiedy była już naga, usiadła z powrotem na sofie i delikatnie przesunęła Monikę na podłogę między jej nogi.
     – Twój entuzjazm jest bardzo mile widziany. Ale gorliwość nie zastąpi umiejętności.
     – Nie jestem pewna, czy powinnyśmy… – Głos Moniki umilkł, gdy spojrzała z bliska na cipkę kobiety.
Nad szczeliną znajdował się trójkąt rudych włosów. Nad nim okrągły, ciężarny brzuch. Monika skupiła się na samej cipce. Niewielkie, wypukłe wargi o zachwycającym, cierpkim zapachu. Monika poczuła, jak dłoń Luizy tuli tył jej głowy, a potem delikatny nacisk przysuwał ją coraz bliżej, aż jej nos otarł się o krótkie rude włosy. Monika wystawiła język i zlizała wilgoć. Podobnie jak reszta, jej cipka była zimna, smakowała cudownie, prawie ostro. Monika jeszcze raz polizała i jeszcze raz. Wkrótce zaczęła radośnie mlaskać.
     – Jak zawsze, warto miło widzieć twój entuzjazm.
Luiza pokierowała głową dziewczyny. Nie mogła dostrzec pracy Moniki, przez brzuch, który to uniemożliwiał, ale przez lata trenowania tak wielu kobiet, że te pierwsze liźnięcia były dla Luizy jej drugą naturą.
     – Czy wiesz, gdzie jest mój guziczek miłości? – Luiza wciągnęła powietrze i wstrzymała je.
     – O tak... Dobra dziewczynka. Teraz skub… nie, nie tak mocno… dobrze… tak… teraz potrząśnij guzikiem przy pomocy języka… och… a palec... to miły dotyk… aaaahhhhhhhh…
Nogi Luizy drżały i trzymała je rozwarte rękoma pod udami.
     – Przychodzi ci to… och… tak naturalnie, kochanie. Właśnie… dochodzę…
Ciężkie piersi Luizy i okrągły brzuch trzęsły się, gdy przechodziła przez cudowny orgazm.
     Monika odchyliła się do tyłu, żeby móc zobaczyć twarz tej pięknej kobiety, gdy dochodziła, ale ciągle pozostając na kolanach i nadal pracując palcami w zimnej cipce. Błyszczące usta Moniki wygięły się w uśmiechu, kiedy zobaczyła, że jedna z powiek Luizy trzepocze, a usta kobiety są otwarte. Cóż za potęga mogła sprawić, że tak szlachetna kobieta trzęsła się jak galaretka.
     Kiedy Luiza trochę uspokoiła, wyjęła palce Moniki ze swojej pochwy i uśmiechnęła się do dziewczyny.
     – Szybko się uczysz. Wspaniała robota.
Luiza wstała i podniosła sukienkę z podłogi.
     – Następnym razem pokażę ci, jak to jest otrzymać taką przyjemność.
     – Naprawdę?
Czy ta kobieta właśnie powiedziała, że sprawi, iż Monika dojdzie? Kiedy miała zadać Luizie litanię pytań, pomieszczenie wokół nich znowu zaczęło pływać i Monika zamknęła oczy. Kiedy je otworzyła, siedziała na kanapie z zeszytem na kolanach. W kominku już nie płonął ogień, a pokój jak zwykle wydawał się normalny. Monika oblizała usta i wciąż czuła tam smak Luizy. Jej serce waliło. Monika nie mogła się doczekać, kiedy znowu zobaczy tę kobietę.

***

     Przez większość poranków Sylwia szła z Bartoszem do jednej z wielu łazienek w domu, aby miło rozpocząć dzień. To było trochę ryzykowne, ale co miała zrobić jako matka? Nie mogła wysłać go do szkoły z zesztywniałym potworem.
     Była środa, kiedy Sylwia po raz pierwszy zaakceptowała prawdę o tym, co jej się przydarzyło. Klęczała, czule ssąc fioletową głowę Bartosza. Stała z tyłkiem opartym o zlew. Od kilku dni czuła mdłości w żołądku i wydawało się, że sytuacja się pogarsza. Odsunęła się i zakasłała.
     – Bartek… ja… przepraszam…
Podbiegła do toalety i podniosła pokrywę.
     – Nie czuję się… za… – i Sylwia zwymiotowała. Próbowała uczynić to jak najbardziej kobieco, ale trudno było to uczynić czując tak okropne mdłości.
     – Oj, mamo.
Bartosz podszedł do toalety i odgarnął jej włosy.
     – Coś jest nie tak?
     – Nie czuję się... aaaaaaaggghhhhhhhhhh...
Zwróciła śniadanie do toalety. Choć było to okropne, Bartosz trzymał ją za włosy i czule poklepywał ją po plecach. Nawet jeśli wiedziała, że jego gigantyczny kutas wciąż był twardy i wisi nad nią. Po kilku kolejnych wymiotach, skończyła.
     – Przez ostatnie kilka dni czułam się źle.
Wstała i podeszła do zlewu. Umyła twarz i wypłukała usta.
     – Jesteś chora?
Bartosz stał cicho i patrzył, jak się odświeża. Myśl, że coś złego może się przytrafić jego matce, zmroziła mu krew w żyłach.
     – Nie? Nie. Ze mną wszystko w porządku.
Sylwia nie czuła się seksowna, ale nie mogła wysłać Bartosza w drogę bez zaopiekowania się nim.
     – Żadnego całowania ani… innych rzeczy z ustami na ten moment.
Odwróciła się do niego plecami, uniosła spódnicę i odsunęła majtki na bok.
     – Możesz mnie tak wziąć.
Pochyliła się nad zlewem i rozłożyła pośladki dłońmi.
     – Aha okej. Czy mogę wsadzić go w twoją cipkę?
Bartosz stanął za nią.
     – Tak.
Zrezygnowała z prób powstrzymania go przed użyciem słowa „cipka”. W końcu nie było tak źle.
     – Możesz użyć mojej cipki, Bartku.
Chrząknęła, gdy wsunął się w nią. Biorąc pod uwagę, ile ładunków pozostawił w jej niezabezpieczonej macicy, nie było nic dziwnego w tym, że Bartek ją zapłodnił. Zacisnęła zęby, kiedy przyspieszył ruchy. Dariusz z pewnością nie był tym jedynym.
     – To wszystko… Bartku… wypuść to z siebie.
Przeniosła ręce z tyłka na krawędź zlewu i mocno ścisnęła. Spojrzała na kobietę w lustrze, jej brązowe włosy opadały przy każdym pchnięciu, jej dekolt podskakiwał i ten ekstatyczny wyraz twarzy. Co za widok. Spojrzała na swojego syna. Na jego przystojnej twarzy malował się wyraz poważnej koncentracji i wysiłku. Wkrótce miał osiągnąć orgazm.
     – Czy chcesz, żebym… uch… uch… wyjął go dzisiaj?
Bartosz uderzył ją w tyłek i podziwiał dodatkowe fale, które rozprzestrzeniły się z miejsca uderzenia.
     – Nie, w porządku, kochanie. Skończ… ooohhhhh… wewnątrz.
Sylwia zastanawiała się, czy udawał głupka, czy naprawdę nie wiedział, że nie ma znaczenia, gdzie teraz tryśnie. Miał tylko osiemnaście lat. Mógłby nie wiedzieć.
     – Oooooohhhhhhhh, taaaaaaaaaakkk...
Cipka Sylwii drgnęła, gdy znowu spuścił się w niej. Jej orgazm wzniósł ją w chmury. Kiedy powróciła do łazienki, Bartosz już podciągał spodnie.
     – To było niesamowite. Dzięki, mamo.
     – Nie ma za co… skarbie.
Sylwia poprawiła majtki z powrotem na miejsce i opuściła sukienkę. Odwróciła się i pocałowała Bartosza w policzek.
     – Bądź dzisiaj grzeczny.
     – Będę.
Bartosz skinął głową. Nie mógł zetrzeć tego głupiego uśmiechu z twarzy.
     – Autobus zaraz przyjedzie. Nie spóźnij się.
Sylwia klepnęła go w tyłek i wygoniła z łazienki. Kiedy powie mu, że zrobił z niej babcię? Albo, że zrobił sobie kolejnego braciszka lub siostrzyczkę? Sylwia próbowała się tym zająć, ale nie potrafiła zaakceptować tego, co nieuniknione. Może powiedziałaby mu, kiedy uporządkowałaby to we własnej głowie. A może wtedy, kiedy stałoby się to oczywiste.

***

     – Czy one stają się większe? – szepnęła Monika, obmacując piersi swojej mamy. Poruszyła się na Sylwii, w połowie pod kołdrą. Słabe światło gwiazd wpadało przez krąg okien w jej pokoju w wieży, oświetlając jej łóżko. Monika opuściła twarz do miękkiego, ciepłego sutka i kontynuowała picie.
     – Nie sądzę.
Sylwia nie była pewna. Nie powinny tak szybko rosnąć, ale nie powinna też mieć mleka.
     – Nie wiem.
Sylwia chwyciła prześcieradło, gdy poczuła, jak córka zsuwa się z jej sutka i całuje spód jej piersi.
     – Jesteś… taka… miękka… i… ciepła – powiedziała Monika między pocałunkami. Zeszła na dół po lekkim łuku brzucha Sylwii.
     – Czekaj, Moniu. Nie…
Sylwia chwyciła prześcieradło w panice i oczekiwaniu, gdy jej córka całowała ją pod kołdrą, aż dotarła pomiędzy nogi Sylwii.
     – Oooohhhhh, skaaaaaaarbiiieeeeee...
Biodra Sylwii zakołysały się, gdy język Moniki odnalazł jej pochwę, a potem przeniósł się do łechtaczki. Sylwia zacisnęła zęby i wykręcała górną część ciała w przód i w tył. Dziwne gardłowe dźwięki wydobyły się z jej ust.
     – W jaki sposób…?
Chciała zapytać córkę, jakim cudem tak dobrze radzi sobie z inną kobietą. Czy to był jej naturalny talent? Ale mózg Sylwii odpłynął i nie była wstanie wypowiedzieć więcej słów. Palce jej córki weszły w jej cipkę, a Sylwia chrząknęła przeżywając potężny orgazm.
     W ciągu ostatnich kilku dni Monika sporo ćwiczyła z Luizą. Była bardzo zadowolona z owoców swojej pracy, gdy czuła i słyszała, jak jej mama wariuje. Jej słodka, bogobojna matka wiła się pieszczona jej językiem, całkowicie zdana na łaskę Moniki. Lepiej by było, gdyby Monika też zwróciła na siebie uwagę. Obróciła swoje ciało tak, że jej tyłek wystawał z kołdry, blisko głowy Sylwii.
     – Chyba nie potrafię, Skarbie.
Sylwia uniosła głowę, gdy Monika podniosła jedną nogę nad jej twarzą. Patrzyła teraz na ciasną, gładką krzywiznę ud i pośladków Moniki,  a nad brodą Sylwii znajdowała się cipka jej córki.
     – Śmiało, mamo.
Monika nadal pracowała nad Sylwią palcami i poruszyła delikatnie tyłkiem przed twarzą Sylwii.
     – Spróbuj.
Monika ponownie przyłożyła usta do cipki Sylwii.
     – Um…
Sylwia położyła ręce na tyłku Moniki. Chciała dać Monice te same boskie uczucia, które dawała jej córka. Uniosła głowę z prześcieradła i ostrożnie polizała szczelinę. Nie było tak źle. Zrobiła to znowu i znowu. Włożyła język między wystające wargi Moniki. Jej córka smakowała cudownie, wyraźnie, ziemisto i ostro.
     – Mmmmpphhhhhh...
Monika uniosła twarz.
     – Dobrze. Rób tak dalej, mamo.
     Palce Sylwii przycisnęły się do jędrnego tyłka Moniki, przyciskając ją mocniej do ust. Skubała wystające wargi cipki. Niedawno, kiedy Bartosz ją zaatakował, Sylwia zastanawiała się, dlaczego czekała tak długo, żeby ktoś to dla niej zrobił. Teraz, siorbiąc i skubiąc, zastanawiała się, dlaczego tak długo czekała, żeby zasmakować innej cipki. Oczywiste odpowiedzi, że była mężatką i zadawała się tylko z mężczyznami, nie przyszły jej do głowy w danej chwili.
     Matka wraz z córką spędzały większość nocy na nowo odkrytych przyjemnościach.

***

     W stołówce tętniła kakofonia w porze przerwy obiadowej, podczas gdy uczniowie jedli i wygłupiali się. Bartosz siedział przy stole z kilkoma przyjaciółmi z klasy, w zamyśleniu przeżuwając polędwiczki z kurczaka i przysłuchując się ich rozmowie.
     – Spójrz na tę gorącą laskę. Czy ona jest nową nauczycielką? – zapytał Radek.
     – Nie ma mowy. Spójrz tylko na nią.
Kamil potrząsnął głową i klepnął przyjaciela w ramię.
     – To jakaś modelka czy coś.
     – Och, cholera.
Radek odwrócił oczy.
     – Uśmiecha się i macha do mnie.
     Bartosz podążył za ich wzrokiem i uśmiechnął się do zbliżającej się do nich kobiety. Pomyślał, że jest piękniejsza niż jakakolwiek modelka.
     – Wy kretyni, to moja szwagierka.
     – Przepraszam.
Radek ponownie spojrzał na nią i pomachał.
     – Tak, przepraszam stary.
Kamil uśmiechnął się. Pomyślał, że brat Bartosza był niezłym szczęściarzem.
     – Spoko.
Bartosz wstał ze swoją tacą.
     – Pójdę zobaczyć, czego chce. Zobaczymy się później.
     – Do później.
Kamil patrzył, jak Bartosz ją wita, oddaje tacę i wychodzi ze stołówki. Wzrok Kamila spoczął na okrągłym tyłku kobiety, kołyszącym się pod sukienką, aż zniknęła z pola widzenia. Zanotował w pamięci, że musi się wprosić na niektóre imprezy rodzinne Bartosza.
     Przed stołówką Bartosz nachylił się do Eweliny.
     – Co tutaj robisz?
     – Chciałam cię zobaczyć.
Ewelina nadąsana bawiła się przodem swojej długiej, zielonej sukienki.
     – Nie dostałeś mojego SMS-a?
Bartosz wziął ją za ramię i poprowadził przez niezatłoczony korytarz.
     – Przyjdę w piątek po szkole.
Poprowadził ją przez kotłownię i znowu do pustego korytarza, gdzie czasami przesiadywał, gdy potrzebował trochę spokoju w szkole.
     – Dużo się dzieje i nie możesz po prostu pojawiać się w szkole.
     – Dużo się dzieje?
Ewelina rozejrzała się po korytarzu. Było tam pełno palet opierających się o jedną ze ścian.
     – Masz na myśli swoją dziewczynę? Czy jest teraz w szkole? Bardzo chciałabym ją poznać.
     – Nigdy nie mówiłem, że chodzi ze mną do szkoły.
Bartosz przyglądał się, jak przebiegły uśmiech rozprzestrzenia się na twarzy Eweliny.
     – Ty mały diabełku.
Sięgnęła pod sukienkę i ściągnęła majtki. W szpilkach ostrożnie wyszła z nich i schowała majtki do torebki.
     – Umawiasz się ze starszą kobietą. Studiuje?
     – Ona… nie studiuje.
Kutas Bartosza stwardniał.
     – Czy jest tak ładna jak ja?
Ewelina odwróciła się plecami do Bartosza, podniosła sukienkę i ułożyła ją na pośladkach.
     – Cóż, tak.
Bartosz spojrzał na jej idealny, okrągły tyłek.
     – Ona jest naprawdę ładna.
Ściągnął spodnie wraz z bielizną i ruszył za nią.
     – Czy lubi nastoletniego kutasa?
Ewelina obejrzała się przez ramię i zobaczyła, jak jego kutas starczy. To była czysta, niszczycielska doskonałość.
     – Czy ona też jest twoją dziwką, Bartku? – Wiedziała, że lubi sprośne gadki.
     – Tak.
Bartosz wsuwał swojego penisa i słuchał jęku Eweliny. Chwycił ją mocno za biodra i wepchnął go w nią.
     – Tomek i ja… ugh… ugh… robiliśmy to tutaj.
Ewelina przycisnęła palce do ceglanej ściany. Czuła, jak zimne powietrze drażni jej nagą dupę oraz nogi. Czuła też gorącego kutasa tak głęboko w jej wnętrzu.
     – Cóż… nie w tym… ach… ach… ach… dokładnie w tym miejscu. Ale w… liceum. Zwykle w… piwnicach.
Zniżyła głos o oktawę przy ostatnich dwóch słowach, kiedy uderzył w słodkie miejsce w jej cipce.
     – Czy to dlatego dzisiaj przyjechałaś?
Bartosz wyciągnął rękę i wziął garść jej blond włosów w lewą dłoń.
     – Przeżywać przeszłość z Czerwińskim?
     – Nie.
Ewelina próbowała potrząsnąć głową, ale uścisk Bartosza na to nie pozwalał.
     – To jest co innego.
     – Bardzo się różni?
Bartosz rozejrzał się po korytarzu. Przyszło mu do głowy, że byłoby bardzo źle, gdyby ktoś nakrył go w szkole, jak posuwał swoją szwagierkę. Ale nie mógł przestać. Zresztą rzadko tam wchodzono.
     – Seks z Tomkiem był… O Boże… dobry… ale z tobą… jest…
Ewelina starała się stłumić swoje jęki, kiedy dochodziła, a dźwięk, który się z niej wydobył, przypominał coś pomiędzy świstem, a warczeniem. Kiedy gwiazdy przestały migać przed jej oczami, odepchnęła tyłek z powrotem w kierunku Bartosza.
     – Z tobą… to jest jak duchowe… uch… uch… przeżycie. A ja potrzebuję tego coraz więcej.
Chciała mu opowiedzieć o rosnącym w niej dziecku. Ale może zaułek w szkole nie był właściwym miejscem.
     – Mam zamiar dojść… Ewelina… Mam zamiar…
Bartosz pokrył jej wnętrze gorącym, lepkim nasieniem. Jego palce zacisnęły się na jej włosach i biodrze, po czym stopniowo znów się rozluźniły. Delikatnie uderzył ją w tyłek i wyszedł z niej.
     – Aaahhhhhhhh – westchnęła Ewelina i odwróciła się.
     – Nie możesz tak wrócić na zajęcia.
Odsunęła jego spienionego penisa na bok, puściła i patrzyła, jak kołysze się w przód i w tył.
     – Pozwól, że cię wyczyszczę.
Ewelina przykucnęła przed nim i polizała go w górę i w dół. Wylizała wszystkie ich wymieszane płyny ustrojowe. Dobry Boże, naprawdę była dziwką. Spojrzała na Bartosza i zobaczyła rozmarzony uśmiech na jego ustach, który zawsze na niej gościł po przeżytym orgazmie.
     – Teraz już jesteś cały czysty.
     – Dzięki, Ewelino. Jesteś najlepsza.
Bartosz schował swojego penisa i podciągnął spodnie.
     – Lepsza niż twoja dziewczyna?
Ewelina wstała, wyjęła majtki z torebki i ostrożnie włożyła je z powrotem.
     Bartosz potrząsnął głową.
     – Och, buu, Bartku. – Ewelina próbowała się skrzywić, ale jej uśmiech nie znikał. – Tak samo dobra?
     Bartosz skinął głową.
     – Cóż, dziękuję za tak przekonujące kłamstwo. Pochyliła się i pocałowała go w usta. Chciała, żeby to był tylko buziak, ale wkrótce oboje obejmowali się ramionami, całując się namiętnie w korytarzu. Tak szybko całował. Ewelina uwielbiała to.
     Zadzwonił dzwonek i przerwali pocałunek.
     – Cholera. Muszę iść.
Bartosz próbował poprawić swojego penisa, aby jego twardość nie była zbyt oczywista.
     – Do zobaczenia w piątek?
Pocałował ją w policzek i pobiegł przez kotłownię.
     – Tak, do piątku.
Ewelina patrzyła, jak się oddala. Podniosła rękę do piersi i poczuła, jak wali jej serce. Była totalnie przemoczona. Kto zakochiwał się w swoim szwagrze? Co za głupota.
     – Ochłoń, Ewelino. Ochłoń – szepnęła do siebie.
Poprawiła majtki i wróciła na główny korytarz szkoły. Znała wyjście. Nie tak dawno chodziła po tych korytarzach z Tomaszem. Ale teraz szła ze spermą jego brata wyciekającą do jej majtek.

2 komentarze

 
  • Ddd

    Kocham te odjechane i perwersyjne opowiadanka.

  • Mirka

    Ale podniecające sceny są w tym opowiadaniu. Czyta się, a wyobraźnia szaleje i zastanawiam się co przyniosą kolejne rozdziały.

    Chyba połknęłaś jeden wyraz w tym fragmencie. Powinien moim zdaniem tak brzmieć.
    "ale Sylwia nie mogła go za bardzo zrugać "

    Pozdrawiam.  :smile:

  • C10H12N2O

    @Mirka Masz rację, już poprawiam ;)