Nawiedzona Rezydencja (XII)

Nawiedzona Rezydencja (XII)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Nadeszło sobotnie popołudnie i Bartosz znalazł idealną chwilę, aby spróbować spełnić jedno z żądań Luizy. Dariusz właśnie wyszedł, aby popracować w domu Samatarów. Monika wyszła kilka minut później, aby pójść na randkę ze swoim chłopakiem, Arkiem. Więc tylko Sylwia i Bartosz byli w domu przez kilka godzin. Bartosz zauważył, że jego matka poruszała się energicznie po kuchni, przygotowując kolację.
     – Cześć, mamo.
Bartosz oparł się o drzwi. Jego serce waliło jak zawsze, kiedy próbował coś zainicjować.
     – Co porabiasz?
     – Przygotowuję posiłek, skarbie.
Sukienka Sylwii kołysała się wokół jej kolan, gdy przechodziła od lodówki do miski.
     – Dlaczego wciąż tu jesteś? Powinieneś być na randce tak jak twoja siostra. Jest sobotnia noc. Pamiętam, jak ważne były sobotnie wieczory, kiedy byłam singlem.
     – Wychodzę dziś wieczorem z przyjaciółmi. Jeśli chodzi o dziewczyny, jestem trochę nieśmiały, jeżeli chodzi o mój rozmiar.
Widział, jak bok piersi jego mamy trzęsie się pod sukienką, gdy mieszała coś w misce dużą drewnianą łyżką.
     – Każda dziewczyna wpadłaby w panikę, gdyby zobaczyła mojego… penisa.
Prawie powiedział „chuja”, ale nie chciał zostać skarcony, zanim cokolwiek zdziała.
     – To loteria, Bartku.
Sylwia przygryzła dolną wargę, myśląc o swoim synu pokazującym swoje potworności jakiejś nastolatce. Myśl o tym, że mógłby zdobywać dziewczyny w swojej szkole, wywołała dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa. Z kogo ona żartowała? Nie pasowałby nawet do większości kobiet, a już na pewno nie do osiemnastoletnich dziewcząt. Ledwo do niej pasował. Ta myśl sprawiła, że się zarumieniła. Zakaszlała, żeby odchrząknąć.
     – Gra w loterię. Musisz spotkać wiele miłych dziewczyn, aż jedna z nich uzna, że twoje przyrodzenie jest idealne.
     – Ale jeśli będę musiał czekać na seks, aż się ożenię, może to w ogóle nie pasować do mojej żony.
Bartosz wielokrotnie słyszał, że powinien zaczekać do małżeństwa i planował tak uczynić, dopóki nie przeprowadzili się do tej rezydencji.
     – Cóż… – Sylwia nadal mieszała w misce, chociaż nie musiała już tego robić. – Myślę, że ten statek już odpłynął, kochanie. Masz moje pozwolenie, aby sprawdzić, czy to będzie pasować.
Czuła się tak zawstydzona, mówiąc te słowa, ale myśl o tym, że będzie wpychał swojego penisa w inne ciasne pochwy, doprowadzała ją do szaleństwa. Poczuła wilgoć w majtkach. Wtedy przyszła jej do głowy pewna myśl.
     – Ale będziesz potrzebować prezerwatyw. Naprawdę… dużych… prezerwatyw.
Sylwia odwróciła się do Bartosza.
     – O Boże. Chciałabym, żebyś nie wyciągał swojego penisa na otwartą przestrzeń w ten sposób. Ktoś mógłby zobaczyć.
Jej brązowe oczy rozszerzyły się, a usta rozchyliły. Przestała mieszać i puściła łyżkę.
     – Przepraszam, mamo. Twoje ciało po prostu wygląda naprawdę oszałamiająco.
Bartosz trzymał swojego penisa w prawej ręce, spodnie i bielizna były spuszczone do połowy ud. Głaskał go powoli.
     – Dziękuję, że przepraszasz, Bartoszu i… dziękuję za komplement.
Wzrok Sylwii opadł na podłogę.
     – Czy chcesz, żebym się tobą zaopiekowała, zanim pójdziesz zobaczyć się z przyjaciółmi?
     Dziesięć minut później Sylwia rozbierała się powoli w pokoju Bartosza, podczas gdy jej nagi syn obserwował ją z krzesła przy biurku. Motyle trzepotały w jej brzuchu. Za każdym razem kiedy miała to z nim zrobić, czuła się jak nastolatka, której miał to być pierwszy raz. Tyle chwil wypełnionych rozkosznym, nerwowym oczekiwaniem. Uświadomiła sobie, że poczucie winy i zażenowanie, które wcześniej czuła, wyparowało. Upuściła sukienkę na podłogę, stała teraz tylko w staniku i majtkach. Ściągnęła majtki, lekko poruszając biodrami i odrzuciła je na bok.
     – Czy masz jakąś seksowną bieliznę, mamo?
Bartosz głaskał swojego penisa obiema dłońmi i patrzył, jak jego matka się rozbiera. Uwielbiał przyglądać się trójkątowi brązowych włosów wystających spomiędzy jej nóg.
     – Tak, mam. – Sylwia westchnęła. – Kupiłam kilka kompletów, aby zakładać je dla twojego ojca. Ale już nie pasują.
Sięgnęła za siebie i odpięła zapięcie stanika.
     – W szafie w bibliotece znalazłam gorset ze stanem. Założę się, że nadal pasuje.
     – Co to jest gorset?
Oczy Bartosza skupiły się na piersiach Sylwii, kiedy oswobadzały się ze stanika. Doskonale wisiały i sterczały. Małe niebieskie żyłki pod jej skórą sprawiały, że wydawały się takie wrażliwe i delikatne.
     – To jest taka staromodna bielizna, Bartku.
Stała z ramionami po bokach, po środku pokoju Bartosza, pozwalając, aby jego wzrok wędrował po jej nagim ciele, kiedy się masturbował. W uszach słyszała bicie własnego serca.
     – Czy mogłabyś to kiedyś założyć?
Bartosz wstał i ułożył Sylwię na swoim łóżku. Zmusił ją do oparcia się ramionach oraz kolanach i podziwiał jej boskie kształty. Jej tyłek był tak cudownie okrągły i szeroki. Sposób, w jaki zwężał się z jej bioder do talii, sprawiał, że Bartosza dłonie się obficie się pociły.
     – Jasne – pisnęła Sylwia.
     – Czy mogłabyś dla mnie twerkować?
Bartosz podekscytowany stanął przy łóżku.
     – Co?
Sylwia spojrzała na niego przez ramię ze zdziwieniem.
     – Wiesz, potrząśnij zadkiem.
     – Język, Bartoszu.
Sylwia wygięła plecy w łuk. Czy naprawdę przedstawiała mu się w ten sposób? Czekając tylko, aż ją posiądzie?
     – Przepraszam, mamo...
Bartosz spojrzał ze zdezorientowanych oczu Sylwii w dół delikatnego łuku jej pleców na jej blady tyłek.
     – ...to tylko wyrażenie. Czy możesz potrząsnąć swoim tyłkiem, proszę?
Podszedł do biurka, podniósł telefon i włączył piosenkę Rockstar - Posta Malone. Zostawił telefon grający na biurku i wrócił do łóżka.
     – Podoba ci się?
Sylwia spojrzała na koc poniżej, potrząsając tyłkiem w rytm muzyki. Robiła to, żeby pomóc swojemu synowi, powtarzała sobie w myślach.
     – To takie zawstydzające, Bartku.
Jej oczy przyjrzały się wzorowi koca z motywem astronautów wciśniętymi pomiędzy jej palce. W dniu, w którym kilka lat temu kupiła go w galerii handlowej, nie sądziła, że pewnego dnia będzie potrząsać nad nim tyłkiem. Ale to robiła.
     – To naprawdę wspaniałe, mamo.
Bartosz złapał swojego penisa i go jeszcze trochę popieścił.
     – Wyglądasz niesamowicie.
     – Dziękuję.
Jej policzki były takie gorące. Poczuła, jak łóżko się porusza, kiedy Bartosz wszedł za nią.
     – Nadal jest to niebezpieczny okres miesiąca. Nie możesz tego zrobić we mnie, dobrze?
     – Co powiesz na inne miejsce?
Bartosz uklęknął za mamą, zastanawiając się, czego użyłby do nawilżenia.
     – Czy mogę dojść w twoim tyłku?
     – Co?
Sylwia spojrzała przez ramię na swojego osiemnastoletniego chłopca, a na jego twarzy wymalowane było oczekiwanie. Przestała potrząsać tyłkiem.
     – Twój ojciec prosił mnie o to dawno temu. Zanim się urodziłeś. Powiem ci to samo, co jemu powiedziałam. Nigdy w życiu.
     – Ale w ten sposób na pewno nie zajdziesz w ciążę.
Mimo dalszej argumentacji Bartosz zrezygnował i wsunął swojego kutasa do jej cipki, gdy spogladała na niego przez ramię. Jej wyraz twarzy złagodniał, gdy tylko wśliznął się w nią.
     – Zabiłbyś mnie tym, Bartku.
Odwróciła głowę i ponownie spojrzała na koc pod sobą.
     – To wspaniałe uczucie, skarbie. Po prostu zrób to i wyciągnij… ooohhhhh… na koniec. W porządku?
     – Jasne, mamo.
Bartosz utrzymywał spokojny rytm, pasujący do rytmu utworu Post Malone. Kilka minut później zdjął prawą rękę z jej biodra i wetknął kciuk do swych ust. Następnie powoli włożył go w tyłek Sylwii.
     – Co… hm… hm… hm… czy ty…?
Sylwia była zaskoczona, gdy zrozumiała, że jej się to podoba.
     – Ja… nigdy… nie miałam mężczyzny w dwóch miejscach… naraz.
Jej palce zacisnęły się mocniej na kocu. Spojrzała na pierścień na lewej dłoni. Co by powiedział Dariusz, gdyby zobaczył, jak teraz bierze potwornego penisa swojego syna na pieska, z palcem w tyłku, słuchając młodzieżowej muzyki. Nie sądziła, że byłby z tego zadowolony. To wszystko było takie szalone.
     – Lubisz to… ach… ach… ach… mamo?
Bartosz wsunął w nią resztę kciuka i kontynuował pompowanie jej cipki swoim kutasem. Widział, jak drobne mięśnie jej pleców drżą. Lubiła to. To była kolejna rzecz, której nigdy by nie spróbował bez namów Luizy.
     – Ooooohhhhhh… Baaaaaaarrrrtkkkuuuu... – Sylwia osiągnęła orgazm z palcem syna w tyłku.
     – Czujesz… się dobrze… prawda?
Bartosz wykorzystał ten moment i wyciągnął penisa z jej cipki. Podciągnął czubek do jej tyłka i delikatnie popchnął.
     Lekko otrząsnąwszy się z orgazmu, Sylwia poczuła, co robi jej syn i wrzasnęła w panice:
     – Nie!
Opadła na brzuch.
     – Tylko... nie… tam… – wydyszała.
     – W porządku.
Bartosz nie lubił zawodzić Luizy, ale słyszał strach w głosie mamy. Zsunął jej nogi razem, rozłożył jej tyłek i spojrzał na jej wspaniały rów między pośladkami.
     – Więc zostanę przy twojej cipce.
Wsunął go w nią z powrotem i naprawdę zaczął ją ostro pieprzyć. To była wspaniała pozycja, z jej tyłkiem wciskającym się w jego biodra i brzuch z każdym miażdżącym pchnięciem. Piosenka zmieniła się w rapową z szybszym rytmem. Dostosował się do jej rytmu.
     – Bartku… Bartku… Bartku.
Jej syn doprowadził ją do wielokrotnego orgazmu, gdy tak ujeżdżał ją od tyłu. Pieprzył ją z taką zaciekłością, że przy każdym wyciągnięciu następującym po uderzeniu czuła, jak jej brzuch i biodra unoszą się całkowicie nad materacem. Przez chwilę martwiła się o integralność strukturalną jego łóżka. Ale wtedy wszystkie racjonalne myśli ją opuściły. Nie była pewna, jak długo Bartosz tak używał jej cipki, ale wydawało się, że trwało to wiecznie. Zagubiła się we mgle zachwytu.
     – Och… mamo… przyjmij to.
Bartosz nie prosił jej o pozwolenie na spuszczenie się w jej wnętrzu. Miał nadzieję, że to było w porządku, ale przez narastającą przyjemność czuł, że nie ma wyboru. Opróżnił się w niej. Kiedy skończył, położył spocony policzek na jej delikatnych plecach.
     Leżeli tak przez chwilę, aż w końcu Sylwia odwróciła głowę i spojrzała na zegar przy łóżku.
     – Twój ojciec powinien być w domu za pół godziny.
Ale sama ciągle leżała w bezruchu.
     – Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłam ci ponownie spuścić się w moim wnętrzu.
     – Przepraszam, mamo.
Bartosz trzymał policzek przyciśnięty do jej pleców, a penisa mocno w jej zaciskającej się cipce.
     – Oboje zachowujemy się jak para nastolatków. – Sylwia westchnęła. – Myślę, że następnym razem możemy spróbować z moim tyłkiem. Jeśli nie będzie pasował, to nie będzie.
Pomyślała o przyjemności, jaką poczuła z jego kciukiem i zastanawiała się, jak by to było, gdyby jego penis ją tam penetrował.
     – Ale jeśli tak się stanie, moglibyśmy przestać martwić się o ciążę. Nie wiem, jak wytłumaczyłbym twojemu ojcu kolejne dziecko.
     – Super. Dzięki, mamo. – Bartosza ogarnęła fala energii. – Czy możemy spróbować teraz?
Poruszył biodrami i wysunął swojego penisa z jej cipki.
     – Zdecydowanie nie.
Sylwia odwróciła się na bok, żeby uniemożliwić mu dostęp.
     – Musimy posprzątać, zanim twój ojciec wróci do domu. I muszę skończyć szykować kolację. –  Zupełnie o niej zapomniała.
     – W porządku.
Bartosz pracował nad samokontrolą. Pochylił się, ucałował idealną obłość jej biodra i zeskoczył z łóżka.
     – Wezmę prysznic.
Jego kutas podskakiwał, gdy wychodził z pokoju podskakując z radości.
     Sylwia potrząsnęła głową i patrzyła, jak jego chudy, biały tyłek znika za drzwiami. Miło było widzieć go tak uszczęśliwionego.

***

     Niedzielny poranek nadszedł i bliźnięta usiadły same przy stole, jedząc śniadanie.
     – Gdzie jest mama?
Monika spojrzała za siebie, jakby jej matka wymykała się z kuchni. Nikogo tam nie było.
     – Prawdopodobnie szykuje się do kościoła.
Bartosz wzruszył ramionami i uśmiechnął się do niej między kolejnymi kęsami.
     – A gdzie jest tata?
     – Szykuje się do kościoła?
Monika wzruszyła ramionami i ugryzła swoją bułeczkę. Pochyliła się konspiracyjnie do Bartosza.
     – Mam ci coś do powiedzenia.
Wstała, okrążyła stół i usiadła obok Bartosza.
     – Arek i ja zrobiliśmy to zeszłej nocy. – szepnęła.
     – Zrobiłaś to? –  Brwi Bartosza uniosły się.
     – Tak. – Monika nie mogła zetrzeć uśmiechu z twarzy. – Jesteś ostatnią dziewicą w domu Czerwińskich. – Przewróciła oczami w lewo, jakby myślała. – Zakładam, że mama, tata i Tomek robili to, odkąd są małżeństwem i istniejemy, i tak dalej. Ale myślenie o tym jest obrzydliwe. Czy możesz sobie wyobrazić mamę uprawiającą seks? – Monika zachichotała.
     Bartosz potrząsnął głową. Nie musiał sobie tego wyobrażać.
     – Myślałem, że zaczekasz, aż wyjdziesz za mąż. Mam na myśli to, co powinniśmy zrobić. Co się stało?
     – Mama i tata mają nieracjonalne oczekiwania, Bartku. Jestem teraz kobietą. – Monika założyła ręce na piersi i zmarszczyła brwi.
     – Przepraszam, Moniu. – Bartosz zmusił się do uśmiechu. Naprawdę była teraz kobietą z niewiarygodnymi niebieskimi oczami, pofalowanymi brązowymi włosami i kształtującą się sylwetką. – Bardzo się cieszę. Jak było?
     – Chcesz szczegółów, głuptasie? – Monika uderzyła brata w ramię. – Prawdę mówiąc, wszystko się skończyło, zanim się zorientowałam, że się w ogóle zaczęło. Ale jestem pewna, że będzie lepiej.
     – Tak. – Bartosz skinął głową. – Tak mówią o pierwszym razie.
     – Cóż, zaprosiłam dziś Arka na więcej praktyki. Bał się zakraść tu w nocy. Czy możesz w to uwierzyć?
Monika zmarszczyła nos na myśl o swoim przystojnym chłopaku.
     – Ale przekonałam go.
     Bartosz był niemal pewien, że wiedział, jak go przekonała.
     – Czekaj. Zakradnie się dziś wieczorem? – Bartosz zaprosił Khadrę na tę noc.
     – Tak, ale nikomu nie mów. – Monika położyła palec na różowych ustach i uśmiechnęła się kpiąco.
     – Umiem dochować tajemnicy.
Bartosz wzruszył ramionami. Podejrzewał, że oboje mogli przemycić ludzi tej samej nocy. To był duży dom.
     – A ty? Nadal będziesz czekać do małżeństwa, Bartku?
Monika nachyliła się do swojego brata, zapraszając do wymiany sekretów. Jego oddech był chłodny, z lekką nutą przypraw i babeczki.
     – Nie sądzę.
Bartosz potrząsnął głową i przyjrzał się swojej pięknej siostrze.
     – Cóż, jestem pewna, że pewnego dnia uszczęśliwisz jakąś dziewczynę.
Poklepała go po kolanie, wstała i zaniosła talerz do kuchni.
     Bartosz pomyślał o swojej matce krzyczącej w ekstazie leżąc na brzuchu, gdy rżnął ją od tyłu. Ostatnio bardzo ją uszczęśliwiał.
     – Dzięki, Moniu.
     – Jasne.
Minęła go, idąc na korytarz.
     – Lepiej też przygotujmy się do kościoła. Już prawie czas.
     – Jestem zaraz za tobą.
Bartosz wstał i zaniósł swój talerz do kuchni.

***

     Skradanie się nie było mocną stroną Moniki. Była zbyt czystą i uczciwą osobą. Ale była też nastolatką i Bartosz obserwował, jak dyskretnie wpuszcza Arka przez frontowe drzwi, chwilę po tym, jak jego rodzice poszli spać. Widmowy cień zegara, który wrócił do rezydencji, skończył wybijać dziesiątą, kiedy wślizgnęli się do pokoju w wieży. Bartosz westchnął. Arek był wspaniałą osobą, ale czuł się trochę zazdrosny o chłopaka Moniki.

***

     To była najbardziej szalona rzecz, jaką Khadra kiedykolwiek zrobiła. Stała tuż przed frontowymi drzwiami domu Czerwińskich. Uciekła z kraju rozdartego wojną. Zmierzyła się z ponad dwoma tuzinami demonów wraz z kuzynami, a później z mężem. Wychowała dwoje dzieci w tym dziwnym miejscu. Westchnęła. Teraz bezcześciła również swoje święte przysięgi, które związały ją z Maxamedem. Dwukrotnie. Miała to zrobić po raz trzeci i ostatni.
     Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem, kiedy przed nimi stała, bawiąc się kciukami. Miała na sobie długą, ciemnoniebieską sukienkę i ciemny hidżab. Idealny do skradania się. Khadra spojrzała w ciemność i zobaczyła witające, niebieskie oczy Bartosza, a potem jego słodki uśmiech.
     – Udało się. –  szepnął. – Tak się cieszę, że cię widzę. Wejdź. – Machnął jej ręką, jakby to było normalne, że zamężna żona odwiedza go w godzinę czarownic.
Miał na sobie piżamę w kratę i był bez skarpetek. Jego bose palce poruszały się po drewnianej podłodze.
     Khadra jęknęła z wahaniem i weszła za Bartoszem do domu. Ujął jej dłoń w swoją, niezwykle intymnym gestem i poprowadził ją do głównego salonu. Khadra była zszokowana, gdy stwierdziła, że pokój bardzo się zmienił. W kominku trzaskał huczący ogień. Ściany zdobiły XIX-wieczne portrety i wypchane głowy zwierząt. Rozpoznała niektóre rzeczy z Afryki. Meble również były zupełnie nie na miejscu. Może znaleźli się poza czasem.
     – Co to za miejsce? – Oczy Khadry w kształcie migdałów rozszerzyły się, gdy się rozglądała.
     – Też to widzisz?
Bartosz ścisnął jej dłoń i zamknął za nimi drzwi.
     – Dobrze. Czasami się zastanawiam, czy zwariowałem.
Przyciągnął ją do długiej sofy w paski z podwiniętymi bokami.
     – Usiądźmy przy ognisku.
     – Pokój jest piękny.
Khadra pozwoliła nastolatkowi usiąść, a ona spojrzała na niego. Pomimo jego młodości i skromnej sylwetki, uważała, że jest całkiem przyjemny dla oka.
     – Ty również wyglądasz bardzo przystojnie, Bartoszu. Spojrzała na swoje kolana. Nie powinna mówić takich rzeczy.
     – Trudno było ci się dziś wymknąć?
Bartosz delikatnie pogłaskał ciemną skórę grzbietu jej lewej dłoni.
     – Tak, było.
Khadra skinęła głową. Wolną ręką zdjęła hidżab bez jego pytania. Chciała pięknie wyglądać dla tego młodego mężczyzny. Wszystko było takie dziwne. Potrząsnęła swoimi długimi, czarnymi włosami.
     – Nie wiem, co zrobiłby Maxamed, gdyby mnie tu przyłapał. – To było kłamstwem. Wiedziała dokładnie, co by jej zrobił.
     – Jej, wyglądasz fantastycznie z włosami na wierchu.
Podziwiał sposób, w jaki jej faliste włosy odbijały blask ognia.
     – To znaczy jesteś naprawdę piękna. Wiesz… – Bartosz uniósł jej rękę i pocałował ją tuż pod kostkami. Jej skóra była miękka, ciepła i pachniała kwiatami.
     – Nie wiem, jak wyglądasz pod tą długą sukienką, którą zawsze nosisz. Ponieważ to nasz ostatni raz razem, czy mogę zobaczyć… – Ponownie pocałował ją bardzo delikatnie w rękę. – … jak wyglądasz pod swoją sukienką?
     – Ponieważ to ostatni raz.
Khadra skinęła głową i wstała. Odsunęła rękę od niego i stanęła przed kominkiem. Sięgnęła w dół rękoma i powoli podciągnęła sukienkę w górę. Kiedy rąbek przeszedł przez jej biodra i pępek, ogarnęła ją lekka fala paniki. Ale kontynuowała. Podciągnęła go do piersi, ubranych w czarny stanik, a potem sukienka przeszła przez głowę. Złożyła ją starannie, odwracając się od Bartosza i położyła ją przy palenisku. Wiedziała, że schylając się, wypięła w jego kierunku swój odziany w majtki tyłek, dając mu niezły pokaz. Wyprostowała się i odwróciła do niego.
     – I jak?
Lekko przechyliła biodro, ale nie była pewna, jak sprawić, by wyglądać seksownie. Allah jej dopomóż, chciała wyglądać seksownie dla tego młodzieńca.
     – Wygląda pani niesamowicie, pani Samatar.
Bartosz lustrował jej zgrabne ciało w górę i w dół.
     – Czy mogłabyś zdjąć bieliznę?
     – Tak.
Khadra schyliła się i zdjęła buty oraz skarpetki. Następnie powoli opuściła majtki. Zobaczyła oczy Bartosza utkwione w trójkącie czarnych włosów między jej nogami i odwróciła wzrok, kiedy sięgała do tyłu, by rozpiąć stanik. Spojrzała w szkliste oczy wypchanej głowy gazeli. Biedna bestia wyglądała na oszołomioną obrotem wydarzeń, które sprawiły, że znalazła się w tym salonie. Khadra mogła identyfikować się z tym uczuciem. Zdjęła stanik i położyła ręce na nagich piersiach. Była naga.
     – Czy mógłbym też zobaczyć twoje piersi?
Bartosz zdjął górę od piżamy i powiesił ją z boku sofy. Ogień ogrzewał jego bladą skórę. Zdjął spodnie oraz bieliznę, wypuszczając na wolność swojego penisa.
     Wzrok Khadry powrócił do Bartosza i opadł do jego kolan.
     – Allahu chroń mnie, masz takie potężne przyrodzenie.
Opuściła ramiona i wypuściła piersi na otwartą przestrzeń. Czy jej matczyne ciało było naprawdę warte tyle zamieszania? Maxamed nie wydawał się tak uważać.
     Khadra wpatrywała się w jego penisa, a osiemnastoletni chłopiec wpatrywał się w jej cycki. Piersi nie były za duże i delikatnie zwisały. Miała prawie czarne sutki z dużą otoczką. Jej ciemna skóra zasłaniała niebieskie żyły, które widział na piersiach swojej mamy. Bartosz podziwiał małe rozstępy na jej piersiach. Jego kutas stał się jeszcze twardszy.
     – Chcę ci pokazać coś, czego się nauczyłem.
Bartosz wstał i ustawił ją w pozycji siedzącej na przy palenisku.
     – Czy chciałbyś, żebym… no wiesz… teraz cię obsłużyła?
Khadra spojrzała na niego łagodnymi oczami, jej źrenice były rozszerzone.
     – Nie, dziękuję.
Bartosz opadł na kolana i rozłożył nogi. Wszystko w jej cipce było ciemne, z wyjątkiem odrobiny różu, który wystawał spomiędzy jej warg.
     – Miło mi, że się wymknęłaś by się ze mną zobaczyć dziś wieczorem. Chcę się odwdzięczyć.
     – Co tam robisz, tam na dole?
Poczuła, jak rozchyla wargi, odsłaniając jej łechtaczkę.
     – Nikt mnie tam nigdy nie dotykał. Nie powinieneś… ooooohhhhhhh… o nie…. mmmmmmmm… jest… przyjemnie.
Poczuła, jak jego język wysuwa się i liże jej szczelinę. Szybko na przemian lizał i skubał jej wystające wargi, a potem dotykał jej łechtaczki. Słyszała, że ludzie robią takie rzeczy, ale nigdy nie rozważała tego typy pieszczot. Gdyby wiedziała, jakie to uczucie przez cały czas, mogłaby zebrać się na odwagę, by poprosić męża o tego rodzaju praktyki.
     – Smakuje pani… naprawdę dobrze… pani Samatar – powiedział Bartosz między liźnięciami.
Nie ma nic słodszego niż siorbanie cipki zamężnej kobiety, stwierdził Bartosz. Zwłaszcza teraz, kiedy wiedział, co robi. Wbił w nią również palec i naprawdę poświęcił Khadrze pełną uwagę.
     – Tam… właśnie tam… ooooohhhhhh… to miejsce…
Khadra położyła ręce tuż za sobą i odchyliła się do tyłu, otwierając się przed nim jeszcze bardziej. Nieostrym wzrokiem Khadra spojrzała w górę na dziwny pokój i ze zdumieniem zobaczyła rudowłosą kobietę siedzącą na pobliskim fotelu ze skrzyżowanymi nogami.
     Luiza Głowacka wyglądała znacznie lepiej niż wtedy, gdy Khadra widziała ją po raz ostatni. Jej twarz była nieskazitelna i niepoobijana. Jej długa sukienka z trenem. Jej uśmiech był pełen ciepła.
     – Ty… ty… – Khadra nie mógł dokończyć myśli, gdy język Bartosza doprowadził ją do potężnego orgazmu. Trzęsła się, a jej palce wbiły się w gorący kamień.
     – Jak było?
Bartosz spojrzał na nią, a jego twarz lśniła w pomarańczowym blasku.
     – Cud… cudownie… – Khadra wskazała na Luizę. – Ale jest… demon… tutaj. Powinna się bać, ale czuła tylko brzęczącą poświatę intensywnego orgazmu. Coś, co dopiero zaczynała poznawać.
     – Co?
Bartosz uniósł brwi i odwrócił głowę. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że to tylko Luiza się do niego uśmiecha. Spojrzał z powrotem na Khadrę.
     – To pani Głowacka. Jest przyjazna.
Pocałował wnętrze jej przystrzyżonych ud.
     – Chcesz, żebym cię jeszcze wylizał, czy powinniśmy spróbować innych nowych pozycji?
     – Inne nowe pozycje.
Khadra zadrżała. Taki surowy język. Jej uszy nie były przyzwyczajone do takich rzeczy, ale pozwoliła Bartoszowi poprowadzić ją z pod kominka na dywan z niedźwiedziej skóry.
     – To nie musi być koniec, pani Samatar. – Głos Luizy był słodki, lekki i beztroski. Przede wszystkim był zwodniczy.
     – Więź, pakt, zawarty kontrakt. Zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a Diabeł wziął swój dług. Wszystko, czego potrzebujemy od ciebie, to twoja zgoda, słodka Khadro. Czułaś te rzeczy raz po raz. Świat został stworzony dla takich przyjemności. Ugaś swoje pragnienie.
     – Nie. – Khadra pokręciła głową, kiedy Bartosz manewrował nią na brzuchu z zaciśniętymi nogami. Spojrzała na Luizę i krzyknęła, kiedy wszedł w nią penis Bartosza.
     Luiza wzruszyła ramionami.
     – Dostosuj się.
Odchyliła się w fotelu i z zainteresowaniem obserwowała tę rozpustę.
     – W innym wypadku ciesz się ostatnim razem.
Minutę później siedziała oczekując, niczym piekarz gotowy wyjąć parujące smakołyki z piekarnika.
     – Przepraszam na chwilę, muszę się czymś zająć.
Luiza wstała, podbiegła do drzwi i zniknęła w korytarzu.
     Penis Bartosza czuł się w niej tak dobrze, że Khadra ledwo zauważyła jej zniknięcie.

***

     W pokoju we wschodniej wieży było zimno, gdy temperatura na zewnątrz spadała. Arek i Monika wtulili się do siebie pod kocem, przedzierając się przez ograniczony zakres gry wstępnej. Monika nie miała ochoty dotykać penisa Arka ustami, ale pozwoliła sobie na ręczną robótkę. To było frustrujące dla Arka, ale w końcu wydawał się gotowy na ich drugą sesję seksu. Był pewien, że ostatnim razem zawalił jego umysł. Nie mógł się doczekać, aby zrobić to ponownie.
     – Masz założoną gumę?
Monika położyła się na plecach z rozstawionymi nogami.
     – Dobrze. Śmiało i włóż go.
     – Przygotuj się, kochanie.
Arek wsunął się w jej ciasną cipkę i lekko pchnął biodrami. To było boskie. Seks sprawił, że zapomniał o wszystkim innym na świecie. Praca domowa, sport, nawet straszny dom, w którym mieszkała Monika. Wszystko zniknęło.
     – Dajesz, dajesz, dajesz – nalegała Monika.
Miała nadzieję, że tym razem poczuje coś więcej. Seks miał być czymś wspaniałym, ale jak dotąd , po omacku, wydawał się po prostu niewygodny.
     – Tak, kochanie. Poczuj to.
Arek poczuł, jak kołdra opada, a chłodne powietrze w pokoju igrało na jego nagiej skórze. Nie zwrócił na to uwagi i odsunął się.
     – Podoba ci się?
     – Ona tego nie lubi, kochanie. – Głos obcej kobiety dobiegał z boku łóżka.
     – Co?
Arek podniósł głowę z zaskoczeniem i niedowierzaniem, wciąż posuwając swoją dziewczynę.
     – Spróbuj tego bardziej w ten sposób.
Rudowłosa kobieta schyliła się i chwyciła biodra Arka od tyłu. Następnie zmusiła go do pchnięcia dłuższymi, mocniejszymi ruchami. Jak było do przewidzenia, jego kutas wypadł z cipki Moniki.
     – Pomóż… pomóż…
Arek sapnął, gdy lodowate dłonie przycisnęły się do niego i zmusiły jego biodra do ruchu w górę i w dół.
     – Przestań proszę…
     – Co jest nie tak? – Monika spojrzała na niego zatroskanymi oczami. – Misiu...?
     Nagle kobieta i jej zimne ręce zniknęły. Nic nie trzymało Arka na jego dziewczynie, więc zerwał się i szybko znalazł spodnie.
     – Jezu Chryste, muszę lecieć, Moniu.
     – Co się stało?
Monika złapała prześcieradło i podciągnęła je na piersi. W jednej chwili uprawiała niezadowalający, niezręczny seks, w następnej Arek uciekał. Czy to jej wina, że seks był taki zły? Czy to dlatego uciekał?
     – Stała się ta pieprzona przerażająca kobieta.
Arek rozejrzał się dziko po pokoju.
     – Czy to przyjaciółka twojej mamy czy coś? Zakrada się do twojego pokoju, kiedy zapraszasz chłopców? Poważnie popieprzone.
     – Nie zapraszam chłopców. Tylko ciebie. – Twarz Moniki spochmurniała. – Nikogo nie widziałam.
     – Co?
Arek zatrzymał się i spojrzał na Monikę. Czy on tracił rozum? Wziął głęboki oddech.
     – Okej, może jestem po prostu zmęczony. Wymknę się, twoi rodzice nigdy się nie dowiedzą, że tu byłem.
Skończył się ubierać i zatrzymał się. Nie chciał przechodzić przez ten ciemny dom, ale nie miał wyboru.
     – Właściwie, mogłabyś odprowadzić mnie do drzwi?
Myśl o wpadnięciu na tą zimną kobietę na korytarzu sprawiła, że przeszedł go dreszcz.
     – Myślę, że po prostu zostanę tutaj, Arku.
Wiedziała, że nie może dłużej powstrzymywać łez i nie chciała, żeby widział, jak płacze.
     – W porządku, dobranoc.
Kiedy wyszedł, Arek zdał sobie sprawę, że wciąż ma prezerwatywę na swoim wiotkim penisie. No cóż, zajmie się tym później.
     Skradając się na dół, Arek prawie dotarł do frontowych drzwi, kiedy zobaczył pomarańczową poświatę po swojej lewej stronie. Ciekawość pokonała jego tchórzostwo i przekradł się do otwartych drzwi i zajrzał do środka. Jego usta opadły, gdy zobaczył, co dzieje się w wielkim pokoju. Brat bliźniak Moniki ostro posuwał ciemnoskórą kobietę. Stał za nią, z nogami po obu stronach i miał ogromnego penisa. Znajdowała się na czworakach, wywróciła oczy i wydawała słaby gardłowy dźwięk.
     – Biegnij już – szeptał głos kobiety tuż nad ramieniem Arka. – Widziałeś wystarczająco dużo.
     Z szeroko otwartymi oczyma, Arek odwrócił się, a rudowłosa kobieta patrzyła na niego z ciemności zimnymi, zielonymi oczami. Zapominając o byciu cicho, podbiegł do frontowych drzwi, otworzył je i pobiegł chodnikiem. Biegł ile sił w nogach, potem wsiadł do samochodu i odjechał.
     Luiza poszła za nim do frontowych drzwi i przyglądała się, jak znika. Zamknęła za nim drzwi z satysfakcjonującym łomotem.
     – Bezmyślna młodzież.
Cmoknęła do siebie. Następnie z wdziękiem odwróciła się i ruszyła z powrotem w kierunku salonu, jej sukienka ciągnęła się za nią. Czas sprawdzić, czy Khadra była gotowa zawrzeć umowę.

***

     Kiedy Luiza wróciła do salonu i cicho zamknęła za sobą drzwi, zastała parę splecioną ze sobą w węzeł. Khadra ujeżdżała Bartosza ze stopami opartymi na dywaniku z niedźwiedziej skóry po obu stronach jego prawej nogi, z wysoko podniesionymi kolanami, wyprostowanymi plecami i głową kołyszącą się w przód i w tył. Jej ładna twarz wykrzywiła się w zachwycie.
     – Uderzaj, póki żelazo gorące – szepnęła do siebie Luiza.
     – Bartoszu… Bartoszu… jesteś we mnie… i pocierasz mnie… to za dużo…
Khadra czuła, jak narasta kolejny orgazm. Była nie do końca świadoma przybycia demona do ich pokoju. Ale nie mogła się przejmować.
     – Droga pani Samatar – zagruchała Luiza. – To nie może być ostatni raz, prawda?
Luiza podeszła do swojego fotela i usiadła.
     – Potrzebujesz więcej, prawda?
     – Potrzebuję… potrzebuję…
Khadra podskakiwała na tym nieprawdopodobnie długim penisie i pocierała łechtaczką o wewnętrzną stronę chudego uda Bartosza.
     – Ofiaruję ci całe życie tego wspaniałego uczucia.
Luiza pochyliła się do przodu na swoim krześle.
     – To więcej, niż może zaoferować twój bóg. Więcej niż jakikolwiek bóg może zaoferować. Zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a Diabeł odebrał swój dług. Jedyne, czego potrzebujemy od ciebie, to twoja zgoda.
     – Tak…
Khadra mocno zamknęła oczy i podskoczyła. Elektryczność przeszła przez jej nerwy. To było tak, jakby przemawiała za nią przyjemność.
     – Tak… uch… uch… uch… zawrę… umowę.
     – I się dokonało.
Luiza spojrzała na Bartosza i próbowała zmusić go do skupienia się.
     – Bartku? Będziesz musiał ją przenieść w miejsce zimniejsze niż to. W nagrodę dom da ci siłę, by nieść ją kilometrami, ale musisz tylko przenieść ją do swojej łazienki. Prędko chłopcze. Luiza zniknęła w chwili, gdy ogień zamigotał i zgasł.
     – Co się dzieje?
Karmazynowa poświata pochłonęła piersi Khadry. Następnie światło rozprzestrzeniło się na jej biodra i pomiędzy nogi.
     – Aaaaahhhhhhh... płonę.
Zapomniawszy o swoim rosnącym orgazmie, wstała w panice.
     Noszenie kobiet nie było dla Bartosza chlebem powszednim. Najbliższy prysznic znajdował się na piętrze, więc musiałby ją tam szybko zabrać.
     – Wiem, co robić, pani Samatar.
Wstał i uniósł ją w swoich ramionach, jego kutas wciąż był twardy i kołysał się tuż pod nią. Położył dłoń na jej ustach, kiedy krzyczała z bólu.
     – Bądź teraz cicho, nie chcesz nikogo budzić.
Następnie wyniósł ją z pokoju i ruszył korytarzem.
     – Płonę… – Głos Khadry został stłumiony przez jego dłoń.
     – Jesteśmy prawie na miejscu.
Bartosz wniósł ją po schodach. Wydawała mu się lekka jak piórko. Była drobną kobietą, ale jednak nie sądził, aby jego niesportowa sylwetka mogła unieść kogokolwiek aż do tej chwili. Co jeszcze mogła mu dać Luiza? Przeszli przez korytarz, a karmazynowy blask emanujący z Khadry oświetlał im drogę. Z minimalnym hałasem dotarli do jego łazienki. Włożył ją do wanny i odkręcił zimną wodę.
     – Allahu, pomóż mi, umieram.
Ale gdy to mówiła, uczucie gorąca stawało się nieco bardziej znośne pod zimną wodą. Spojrzała w dół i zobaczyła, jak jej małe piersi się powiększają.
     – Pomóż mi… Bartoszu.
     – Dobrze.
Bartosz wiedział, co robić. Wszedł pod prysznic i zaczął całować jej opuchnięte piersi.
     – Aaahhhh. Dziękuję… dziękuję…
Jego usta były tak chłodne na jej skórze. Żar i karmazynowe światło zaczęły gasnąć na jej piersi. Ale nadal widziała światło emanujące spomiędzy jej nóg.
     – Wciąż jest tak gorąco… tam na dole.
     – Czekaj.
Bartosz podniósł Khadrę i obrócił ją do góry nogami w swoich ramionach, twarzą do niego. Zimna woda trysnęła na jej plecy. Następnie zanurzył twarz w jej cipce. Bartosz polubił swoje nowe umiejętności.
     – Oooohhhhhhh. Tak… jest o wiele… lepiej.
Przez Khadrę przeniknął chłód. Odzyskała wystarczająco dużo świadomości, by zorientować się, że odwrócił ją do góry nogami i wylizywał zachłannie jej pochwę. Słyszała, jak demon mówił coś o dodaniu mu siły. W co się Khadra wpakowała? Jego potężny penis uderzył ją w prawy policzek. Bez namysłu odwróciła głowę i wciągnęła go do ust.
     – To… miłe… – powiedział Bartosz między liźnięciami. Blask całkowicie opuścił jej ciało, ale mógł poczuć jej szersze biodra i jej większe piersi przyciśnięte do jego brzucha. Ściągnął ją ze swojego penisa i postawił ją z powrotem na nogi. Jednym szybkim ruchem sięgnął dookoła niej, zakręcił wodę i podniósł ją w swych ramionach. Ociekając, wyniósł ją z łazienki do swojej sypialni. Zamknął drzwi, zapalił światło i postawił ją. Dobrze jej się przyjrzał.
     – Niesamowite, wcześniej byłaś piękna, ale… teraz…
     Khadra spojrzała w dół. Demon ją przemienił. Jak ona kiedykolwiek wyjaśni to swojemu mężowi? Jej nieco większe piersi wystawały teraz dumnie do przodu. Ujęła lewą pierś. Były też znacznie cięższe. Krzywizna biegnąca od talii do bioder była bardziej widoczna. Zastanawiała się, co demon zrobił z jej pochwą.
     – Czy tobie… – Ujęła drugi cycek i ścisnęła go. – Podoba ci się to, Bartoszu?
     – Tak.
Bartosz spojrzał na nią. Na jej ciemnej skórze wciąż widoczne były rozstępy w górnej części piersi, a jej ciemne sutki się nie zmieniły. Ale jej cycki teraz wyraźnie odstawały od klatki piersiowej i wyraźnie urosły o kilka rozmiarów. Bartosz zastanawiał się, jak ona wytłumaczy to swojemu mężowi.
     – Myślę, że wyglądasz… jak nie z tego świata.
     – Dziękuję.
Puściła cycki i spojrzała na Bartosza.
     – Też myślę, że wyglądam… jak nie z tego świata.
Padła w jego ramiona i pocałowała go w usta. Jego penis wsunął się między jej uda, a język wślizgnął się do jej ust. W tej chwili potrzebowała Bartosza bardziej niż czegokolwiek. Zdała sobie sprawę, że byłoby bardzo trudno go więcej nie zobaczyć.
     Wkrótce Khadra ujeżdżała Bartosza na jego łóżku, osiągając wiele orgazmów. Bartosz obserwował zahipnotyzowany, jak jej cycki podskakiwały zataczając szerokie kręgi, a jej czarne sutki poruszały się po przeciwnych orbitach. Doszedł w niej, kiedy na nim podskakiwała. Następnie obrócił się z nią, umieszczając ją pod sobą i walił ją w jej ciasną cipkę, gdy wiła się i krzyczała, z nogami rozłożonymi tak szeroko jak tylko potrafiła. Ponownie się w niej spuścił.
     Potem oboje próbowali złapać oddech, leżąc na plecach obok siebie i wpatrując się w sufit.
     – Ty… mnie... zadziwiasz.
Khadra położyła dłoń na jego płaskim brzuchu, a jej palce przesunęły się w dół do jego penisa.
     – Nadal jesteś… twardy.
     – Tak… cóż…
Bartosz spojrzał na nią. Uwielbiał sposób, w jaki jej cycki rozjeżdżały się na boki, gdy leżała na plecach. Nie chciał w tej chwili niczego bardziej niż uszczęśliwiania jej.
     Pozornie czytając w jego myślach, Khadra powiedziała:
     – Nie czułam się tak od… cóż… nigdy się tak nie czułam.
Przewróciła się na bok.
     – Chyba nie muszę już wyciągać trucizny, ale pozwól mi się tobą zająć.
Khadra powinna martwić się opętaniem przez demony, niewiernością, niechcianą ciążą, bezsensownymi dewiacjami seksualnymi i niezliczonymi innymi palącymi problemami. Zamiast tego pochyliła się nad nim, szeroko otworzyła usta i wessała do ust głowę jego potwora. Minęło trochę czasu, zanim eksplodował jej w gardle, ale nie przeszkadzało jej to. W rzeczywistości Khadra rozkoszowała się przyjemnością, jaką sprawiała temu nastolatkowi. Kiedy wypuścił swoje nasienie, z radością połknęła tyle, ile dała radę. Następnie położyła głowę na jego brzuszku i oboje zasnęli.
     Khadra obudziła się wczesnym świtem i dopiero po chwili zorientowała się, gdzie jest. Jej serce waliło jak dzwon, kiedy wszystko dotarło do niej. Była naga w pokoju nastolatka, z jego zasuszoną spermą na twarzy, na udach i wewnątrz niej. Pocałowała śpiącego Bartosza w policzek, mając nadzieję, że robili to ostatni raz. Poczuła poczucie winy i panikę. Nie mogła mieć białego dziecka.
     Korytarze były zimne, kiedy wymknęła się z pokoju Bartosza i zeskoczyła ze schodów, mocno trzymając nowe piersi, żeby się nie szarpały. Znalazła swoje ubrania w ciemnym salonie i się ubrała. Następnie wymknęła się z domu, gdy wschód słońca oświetlił niebo. Musiała szybko wrócić do domu i wziąć prysznic, zanim Maxamed się obudzi. Musiałaby także jakoś wytłumaczyć swoje nowe ciało i uwieść go, aby jego nasienie miało szansę na walkę, gdyby była płodna. Idąc do samochodu, liczyła dni. Myślała, że to prawdopodobnie bezpieczny okres miesiąca, ale wciąż się martwiła. Martwiła się o to wszystko i coraz częściej zastanawiała się, jak wydostanie się z tej pajęczyny, którą otoczył ją dom.

2 komentarze

 
  • Mirka

    Gratuluję i doceniam trud związany z tłumaczeniem tekstu. Może ktoś mógłby ocenić, że to "tylko" tłumaczenie, a nie oryginalna, własna twórczość. Nic bardziej mylnego...tłumaczenie tekstu literackiego, to również znaczny wkład własnej inwencji twórczej. Zdarzają się tu i ówdzie literówki i inne błędy, ale nie zmienia to faktu, że tekst jest oryginalny, wciągający i podniecający.    :bravo:

  • C10H12N2O

    @Mirka Dziękuję :) Jeżeli dostrzegasz gdzieś literówki, byłabym wdzięczna za wiadomość, w komentarzu lub na PW, bym mogła je poprawić. Zbyt szybko czytam i zbyt szybko piszę, przez co zwłaszcza końcówki mi umykają :p

  • Mirka

    @C10H12N2O    
    Literówki przeważnie nie mają większego znaczenia dla zrozumienia tekstu. Ale, przykładowo, to znalazłam w tym odcinku.
    "...nie miałem mężczyzny w dwóch miejscach…"   -  "...nie miałam mężczyzny w dwóch miejscach…"

  • Melot

    You make me crazy!!!

  • C10H12N2O

    @Melot  ;)