Nawiedzona Rezydencja (XXI)

Nawiedzona Rezydencja (XXI)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Sylwia zauważyła, że bliźnięta wydają się dobrze ze sobą dogadywać. Wręcz za dobrze, nawet jak na nich.
     Pod koniec wieczoru, kiedy Bartosz siedział na sofie, z Eweliną przyciśniętą do niego z jednej strony i Moniką z drugiej, Sylwia poczuła pierwsze mrowienie macierzyńskiej intuicji. Sylwia chciała, żeby Bartosz znalazł sobie kogoś w swoim wieku, ale… on nie… ona nie… prawda? Kiedy patrzyła, jak bliźnięta razem się śmieją, zdała sobie sprawę, że jest to oczywiste. Bartosz i Monika byli na swój sposób wyjątkowi i niesamowicie fascynujący. Sylwia nie potrafiła odmówić żadnemu z nich. Dlaczego mieliby odmawiać sobie nawzajem? To była tylko kwestia czasu. Sylwia nie miała pojęcia, co miałaby z tym zrobić. Cóż, pierwszą rzeczą, którą zamierzała zrobić, było przyniesienie sobie wkładki higienicznej. Była niewiarygodnie wilgotna.

***

     Nawet przy pełnym domu Monika i Bartosz znaleźli wiele chwil sam na sam podczas przerwy świątecznej. W środę Monika ujeżdżała Bartosza na fotelu w bibliotece.
     – Czy… ugh… ugh… byłeś z mamą odkąd… wróciła?
Monika spojrzała w dół, gdy ogromny kutas raz po raz wypychał jej brzuch. Nie po raz pierwszy pomyślała, że może powinni użyć prezerwatywy, ale potem o tym zapomniała.
     – Tylko trochę.
Bartosz lekko uderzył ją w podskakujący cycek.
     – A ty?
     – Ja… jej unikam.
Ciało Moniki zadrżało. Zbliżał się kolejny orgazm.
     – Zauważy moje… ciało… kiedy będę… naga.
Jej wąskie ramiona wysunęły się do przodu, twarz wykrzywiła się w ekstazie, a biodra przeszły z podskakiwania do pocierania.
     – Taaaaakkkk dooobrzzzeee...
Orgazm przeszedł przez jej układ nerwowy. Kiedy wróciła na ziemię, Bartosz uśmiechał się do niej.
     – Kto jest lepszy w seksie, ja czy mama?
Bartosz położył ręce na jej tyłku i ścisnął. Miała tam o wiele mniej niż ich mama, ale wciąż była tak cudownie okrągła.
     Monika otarła pot z czoła i wytrzeszczyła na niego oczy, jakby był kretynem.
     – To głupie pytanie. Czy możesz na nie odpowiedzieć? Kto jest lepszy, ja czy mama, czy Ewelina, czy… pani Samatar?
     – Jest też dyrektorka szkoły.
Uśmiech Bartosza poszerzył się. Uderzył ją w tyłek i znów poruszył biodrami.
     – Cholera, Bartku. Pani Halicka?
Spojrzała na swojego brata z uwielbieniem. Mógł mieć każdą kobietę i chciał właśnie jej. Co za wspaniałe uczucie.
     – Naprawdę? Jak to się stało?
     – Długa historia. – Mrugnął do niej. – Kiedyś ci powiem.
     – Czy zrobiłeś coś z panią Samatar, odkąd jest u nas?
Monika położyła ręce na jego ramionach, odbijając biodra wysoko od Bartosza, a następnie opadając z powrotem w dół.
     – Zazdrosna?
     – Tak. – Monika uśmiechnęła się do swojego głupiego bliźniaka. – Ale jestem o ciebie zazdrosna. Nie o nią.
     – Och… masz na myśli to, że też ci się podoba?
Bartosz pozwolił swojej siostrze ujeżdżać go, rozmyślając na różne tematy. Jej ciasna cipka sprawiała, że był coraz bliższy spełnienia.
     – Chcesz... chcesz ... uprawiać z nią seks?
     Monika skinęła głową. Mówienie o takich zboczonych rzeczach, podczas gdy ten masywny kutas ją rozciągał, sprawiał, że znów dochodziła.
     – W takim razie…
Bartosz pochylił się i zaczął ssać jej piersi, zbierając się na odwagę, by zapytać. Puścił jej sutek i spojrzał w jej jasnoniebieskie oczy.
     – Czy chciałbyś… hm… abyśmy zrobili to z nią razem?
     – Tak, Bartku. – Monika skinęła głową, jej ciało drgnęło. – To byłoby… agghhhh… byłoby takie… szalone. Ale teraz całe nasze życie jest… szalone. Zamierzasz... dojść?
     – Tak.
Bartosz mocniej ścisnął jej tyłek.
     – Wewnątrz? – zapytał.
     – Taaakkkk proooooszęęęę...
Monika doszła na swoim bracie, a trzydzieści sekund później doszła ponownie, gdy wypełnił ją żar jego nasienia. Okazało się, że to najlepsza przerwa świąteczna w historii.

***

     – Zawsze wiedziałam, kiedy wy, bliźnięta, coś ukrywaliście.
Sylwia stała z założonymi rękoma, patrząc na osiemnastoletnie rodzeństwo, które siedziało na sofie w salonie. Choinka błyszczała z boku.
     – Musimy poważnie porozmawiać.
Monika miała na sobie jeden z luźnych swetrów Sylwii, z luźną sukienką pod spodem. Sylwia zauważyła ostatnio, że Monika nosi wiele za dużych ubrań. To nie pomagało jej podejrzeniom. Fakt, iż Monika nie próbowała spędzać potajemnie czasu z Sylwią od jej powrotu, sprawiał, że była jeszcze bardziej podejrzliwa.
     – Co tam, mamo?
Bartosz starał się wyglądać niewinnie. Chciał trzymać Monikę za rękę, ale trzymał ręce na kolanach.
     – Jeśli mamy jakieś kłopoty, czy tata nie powinien też tu być?
Monika odgarnęła brązowe włosy z niebieskich oczu.
     – Wasz ojciec znów jest w piwnicy i pracuje nad tym zaworem.
Sylwia zmarszczyła brwi. Jej biedny Dariusz. Dom najwyraźniej się z nim bawił. Może Bartosz miał rację, może Dariusz był wielkim głupkiem.
     – Jeśli mam rację co do tego, co robiliście, myślę, że najlepiej byłoby, gdyby twojego ojca tu nie było.
     – Co takiego zrobiliśmy? – Bartosz wzruszył ramionami.
     – Daj spokój, Bartku. – Monika zacisnęła usta.
Nie wiedziała, co zrobi jej mama, ale wiedziała, że nie ma szans, by zrezygnowała z tego, co robiła ze swoim bratem.
     – Mama wie. Na pewno wie.
Monika sięgnęła i chwyciła Bartosza za rękę. Trzymała go mocno i położyła ją sobie na kolanach.
     – To był mój pomysł, mamo. Chciałam dotknąć jego… przyrodzenia. Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej.
     – Ojej. – Sylwia powoli pokręciła głową.
     – Ale nie chciałam, żebyś zwariowała. – Ramiona Moniki napięły się. – Technicznie rzecz ujmując oboje jesteśmy dorośli.
     – Jesteście rodzeństwem – powiedziała Sylwia.
     – A ty jesteś moją mamą. To nas nie powstrzymało. – Monika wysunęła brodę.
     – Monika… – syknęła Sylwia.
Spojrzała na Bartosz w panice.
     – On już wie.
Monika mocniej ścisnęła dłoń Bartosza. Miała nadzieję, że go to nie boli.
     – Nie patrz tak na mnie, mamo. Nie powiedziałam mu.
Żołądek Sylwii się skurczył. Wydawało się, że cała jego zawartość podchodzi do góry. Przynajmniej Dariusz wciąż był nieświadomy.
     – Czy… czy…
Kiedy pomyślała o bliźniętach robiących sobie nawzajem dobrze, jej cipka stała się mokra.
     – Nie jąkaj się, mamo.
Bartosz delikatnie się uśmiechnął.
     – Zamknij się, durniu.
Monika uderzyła Bartosza w ramię. Znajdowali się w niedyskretnym miejscu. Nie chciała, żeby ich mama spanikowała.
     – Czy… czy ty… przynajmniej używasz prezerwatyw, które ci kupiłam?
Sylwia wyglądała na zszokowaną.
     – Tak – powiedział Bartosz.
     – Nie – powiedziała w tym samym czasie Monika, spoglądając na swojego brata. – W tym momencie nie ma powodu, by kłamać, Bartku.
     – Chyba nie – zgodził się.
     – O rany. Dlaczego nie…
Sylwia odwróciła się, podeszła do kominka i usiadła przy zgaszonym palenisku.
     – To znaczy. Wy dwoje nie możecie tego zrobić. Będziesz w ciąży.
Sylwia spojrzała na córkę.
     – Okej. Od teraz będziemy używać prezerwatyw.
Monika spojrzała na swojego brata, który w odpowiedzi pokiwał głową.
     – Od teraz? – Sylwia miętosiła rąbek sukienki w dłoniach.
     – Nie bądź hipokrytką, mamo.
Monika wskazała na rosnący brzuch Sylwii.
     – Nie chciałam tego zrobić z twoim bratem. To znaczy, starałam się zabezpieczyć… ale…
Sylwia czuła się taka zagubiona.
     – Nie chcę, żebyś popełniała moje błędy, Moniu. Spojrzała na za duży sweter, który miała na sobie Monika.
     – Musiałaś zawrzeć ten układ. To znaczy, inaczej byś w nim nie chodziła. Po prostu… nie mogę uwierzyć, że znaleźliśmy się w tym punkcie.
Spojrzała w górę, nad kanapę. Luiza Głowacka stała w odległym kącie pokoju, trzymając swój ciężarny brzuch. Na twarzy widma pojawił się szeroki, matczyny uśmiech. Skinęła zachęcająco głową do Sylwii.
     – Więc tak naprawdę to jest moje dziecko, mamo?
Bartosz przeczesał palcami swoje blond włosy.
     – Chyba powinienem był wiedzieć.
     – Przepraszam, kochanie. – Sylwia westchnęła. – Jestem złą matką. A twój ojciec… on… powinien był się domyślić. Powinien był to powstrzymać.
     – To szalone. Jesteś najlepszą mamą na świecie.
Bartosz podniósł głowę i spostrzegł, jak Luiza obchodzi kanapę i staje obok nich, uśmiechając się.
     – Och, witam, pani Głowacka.
     – Nie lubimy zasad, prawda Czerwińscy?
Luiza przysiadła na skraju sofy, za nią ciągnął się tren jej sukienki.
     – W tym domu wiele matek uległo swoim prawdziwym pragnieniom. Ale rzadko byliśmy obdarzeni kimś tak oddanym dla sprawy jak ty, Bartoszu. A teraz, kiedy dołączyła do ciebie słodka Monika…
Luiza skinęła głową, jakby oceniała dorodnego konia czystej krwi.
     – Może cały czas potrzebowaliśmy bliźniąt. W waszej dwójce drzemie siła.
     – Jakie oddanie? Siła? Nie może zajść w ciążę. – Sylwia spojrzała na zjawę. – Co się dzieje z moją rodziną?
     – To wolność, Sylwio.
Luiza zwróciła wzrok na martwe palenisko.
     – Wyzwoliliśmy cię spod małostkowej, tyrańskiej władzy Boga.
     – Jestem zmieszana.
Sylwia wstała i ruszyła do drzwi.
     – Muszę to przemyśleć.
     – Mamo? – powiedziały razem bliźnięta.
     – Porozmawiamy później.
Zwiewna sukienka Sylwii podążała za nią, kiedy znikała z ich pola widzenia.
     – Staraliśmy się jej nie wystraszyć, pani Głowacka. – Monika zmarszczyła brwi, patrząc na ciężarną kobietę. – To nie było pomocne.
     – Powinniśmy iść za nią?
Bartosz wstał, pociągając za sobą Monikę.
     – Nie, kochanie.
Luiza potrząsnęła głową z pewnością siebie.
     – Poradzi sobie. Musi tylko pozbierać myśli.
     – Moniu?
Bartosz spojrzał na swoją siostrę.
     – Tak, duch właśnie jej powiedział, że rozstała się z Bogiem. Będzie potrzebowała paru minut.
Monika skinęła głową Luizie.
     – Poza tym jesteście potrzebni gdzie indziej. – powiedziała Luiza. – Taka atrakcyjna para. – uśmiechnęła się. – Znajdziecie panią Samatar przed zamkniętym pokojem. Najlepiej zabierzcie ją, zanim uda jej się tam wejść. To nie byłoby dla nikogo dobre.
     Bartosz i Monika spojrzeli na siebie.
     – No dalej, ruszajcie.
Luiza poklepała ich oboje po tyłkach.
     – Biegnijcie. Będę was pilnować.
     Wciąż trzymając się za ręce, bliźnięta udały się na poszukiwanie Khadry.

***

     – Co pani robi, pani Samatar?
Bartosz szedł z Moniką w kierunku zamkniętego pokoju.
     – Te drzwi są mroczniejsze niż reszta domu.
Khadra podniosła wzrok znad częściowo ukończonego rysunku salamandry, którą rysowała solą na podłodze przed zamkniętymi drzwiami.
     – Próbowałam się tam dostać, aby wykorzenić ten mrok, ale nie mogłam. Przynajmniej mogę zapieczętować to zło.
     – Co jest takiego specjalnego w tym pokoju?
Monika skrzyżowała ręce na piersi. W uszach pulsowało jej tętno. Czy ona i Bartosz naprawdę daliby sobie radę, by uwieść tę piękną kobietę? Jakie pokręcone myśli miała ostatnio.
     – Zapytaj swojego brata, on wie.
Khadra naciągnęła długie rękawy sukienki na nadgarstki. Skończyła ostrożnie wysypywać sól tworząc obraz dzikiego płaza.
     – Co to ma znaczyć?
Monika spojrzała na Bartosza.
     – My… hm…
Bartosz rozejrzał się po szerokim korytarzu, wypatrując swoich rodziców, ale nie było ich w pobliżu.
     – Kiedyś byliśmy w środku. Znajduje się tam straszny wypchany niedźwiedź, a ja byłem związany.
     – Jezu, Bartku.
Monika ścisnęła jego dłoń.
     – Dlaczego mi nie powiedziałeś?
     – Nie lubię dużo o tym myśleć. – Bartosz zadrżał. – W każdym razie musimy z panią porozmawiać, pani Samatar.
     – O co chodzi?
Khadra wstała i poprawiła hidżab. Spojrzała na bliźnięta. Odkąd ich znała, zawsze wydawali się sobie bliscy, ale teraz wydawali się jeszcze bliżsi. Przypominali jej zawodników z drużyny piłkarskiej, podających sobie piłkę w tę i z powrotem po boisku, kierując się do bramki.
     – Może powinniśmy porozmawiać na osobności. – Monika uśmiechnęła się.
     – Tak, porozmawiajmy w bibliotece.
Bartosz prowadził, wciąż trzymając dłoń siostry. Rzucił ostatnie spojrzenie przez ramię na zamknięty pokój. Zamknął i zaryglował za nimi drzwi biblioteki.
     – Czy chodzi o Fryderyka Głowackiego? – Khadra zwrócił się do osiemnastolatków. – Myślę, że on był w tym zamkniętym pokoju…
     – Nie martw się, nie chodzi o niego. Mamy przyjaciół, którzy trzymają go z daleka.
Bartosz zacisnął zęby, mając nadzieję, że miał rację.
     – Co teraz?
Wyglądało na to, że Monika była trochę nieśmiała.
     – W każdym razie chcieliśmy pani powiedzieć, pani Samatar, że wygląda pani dziś bardzo ładnie. Prawda, Bartoszu?
Cipka Moniki ociekała wilgocią. Naprawdę zamierzali to zrobić.
     – Przepięknie.
Bartosz skinął głową, a jego kutas twardniał w spodniach. Bliźnięta zbliżyły się do Khadry.
     – Um ... dziękuję?
Khadra czuła, że powinna się wycofać. Czy Bartosz planował znowu ją posiąść? Czy ona tego chciała? Na pewno nie przed swoją siostrą. Czuła się zmieszana. Stopy Khadry nie poruszyły się.
     – Co się dzieje?
     – Pocałuj ją, Bartoszu.
Monika wyjęła dłoń z jego uścisku i delikatnie pchnęła go w plecy.
     – Allahu, pomóż mmmmmppphhhh...
Khadra zesztywniała, gdy język chłopca wszedł do jej ust. Jej mięśnie rozluźniły się, gdy otoczył ją szczupłymi ramionami. Pozwoliła mu się pocałować, nawet w obecności jego zuchwałej siostry. Wydawało się, że ciężar świata spadł z jej ramion. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo była zestresowana, odkąd opuścił ją Maxamed. Po kilku minutach Bartosz przerwał pocałunek i cofnął się.
     – Co? – Khadra zamrugała.
Czy to było to? A potem siostra Bartosza zamieniła się z nim miejscami, wzięła ją w ramiona i złożyła kilka delikatnych pocałunków na ciemnych ustach Khadry.
     – Czekaj ... co ... ty ... robisz? – powiedziała Khadra między pocałunkami.
Umysł Khadry był w rozsypce.
     – Taka… ładna… – mruknęła Monika.
Przycisnęła biust do piersi Khadry. Kobiety były mniej więcej tego samego wzrostu i posiadały ten  sam rozmiar miseczki.
     – Czy mogę?
Monika zdjęła hidżab z głowy Khadry i zarzuciła go na oparcie fotela.
     – Och... wygląda pani oszałamiająco, pani Samatar.
Monika zachwycała się pięknem kobiety, jej pofalowanymi włosami i miękkimi, kobiecymi rysami. Ponownie pocałowała ją, trącając język Khadry swoim własnym.
     – Um… – Bartosz chciał coś powiedzieć, ale nie chciał im przerywać. Zamiast tego rozebrał się, rozrzucając swoje ubrania po pokoju. Następnie stanął, obiema dłońmi gładząc swojego penisa, patrząc, jak Monika całuje się z pogromczynią demonów. Kiedy Khadra po raz pierwszy weszła do ich domu, czy jakakolwiek jej część wiedziała, że to właśnie ją czeka? Prawdopodobnie nie.
     Po chwili Monika przerwała ich długi pocałunek. Sięgnęła w dół i ściągnęła sukienkę Khadry przez głowę.
     – Masz niesamowite piersi.
Sięgnęła za kobietę i rozpięła stanik. Wypadły z niego duże cycki, odsłaniając czarne sutki na brązowej skórze.
     – Wspaniałe.
     – Nie wiem…
Khadra bez przekonania zakryła swoje piersi.
     – Nie, miałam je na myśli.
Monika delikatnie odsunęła ręce Khadry i spojrzała na wiszące cycki. Spojrzała na Bartosza, żeby się do niego uśmiechnąć i zobaczyła, że się masturbuje.
     – Och, przepraszam, Bartku. Zapomniałam o tobie. Chcesz się zamienić?
Podawali ją sobie tam i z powrotem jak skręta. Ta myśl sprawiła, że po kręgosłupie Moniki przeszedł dreszcz.
     – Tak.
Bartosz prawie zapomniał, jaka piękna była Khadra. Mieli szczęście, że zamieszkała w domu.
     – Proszę podejść, pani Samatar.
Ale czy to tylko szczęście? Prawdopodobnie nie.
     Monika poprowadziła Khadrę do Bartosza. Lekkim naciskiem na ramiona kobiety Monika kazała jej uklęknąć.
     – Dalej. Ssij go.
     – Jest taki duży, fioletowy i… tak wiele żył.
Khadra poruszyła głową, by przyjrzeć się temu potworowi ze wszystkich stron. Pochyliła się do przodu, wystawiła język i skosztowała jego słonego smaku.
     – Jest pani grzeczną dziewczynką, pani Samatar.
Monika rozebrała się, patrząc jak ubrana w majtki kobieta bierze jej brata do ust.
     – Och... Moniu. To niesamowite.
Bartosz wyciągnął rękę do swojej nagiej siostry i objął ją ramieniem w talii. Przybliżył ją do siebie i bliźnięta razem spoglądali z góry na żonę i matkę robiącą mu loda.
     – To takie cudowne. Czyż nie? Robiła to już dla ciebie wcześniej?
Monika drgnęła nieznacznie, gdy wilgoć spłynęła po wewnętrznej stronie uda.
     – Tak.
Bartosz patrzył, jak Khadra umieściła obie dłonie na jego penisie i zaczęła go pompować. Jej oczy były zamknięte, a na jej twarzy malowało się głębokie skupienie.
     – Ale jest zdecydowanie lepiej kiedy też tu jesteś.
     – Dzięki, Bartku.
Monika pocałowała go w policzek.
     – Więc jak to robimy? Jedyną dziewczyną, z którą byłam, była mama i na pewno nie robiłyśmy tego w trójkącie.
     – Mmmpppphhhhhh?
Khadra otworzyła oczy i spojrzała na nich. Czy dobrze usłyszała? Jej świadomość była ogarnięta przez wielką mgłę, nie mogła niczego dokładnie przetworzyć. Ciągle kiwała głową na penisie Bartosza, a jego szeroka głowa rozciągała jej usta.
     – Mam kilka pomysłów.
Bartosz sięgnął za Monikę i uderzył ją w tyłek. Po pokoju rozległ się miły odgłos uderzenia.
Piętnaście minut później Khadra znajdowała się na czworakach, z twarzą zanurzoną w nastoletniej pochwie.
     – Ggggghhhhhhhhh...
Za nią Bartosz wbijał się w nią. Jego dłonie były umieszczone na jej tyłku, z palcami wbitymi w jej obfite ciało.
     – To… jest… aaaahhhhh… lepsze niż myślałam…
Monika trzymała włosy Khadry blisko skóry głowy, utrzymując jej język na swojej cipce. Monika spojrzała na wygięte w łuk plecy kobiety i trzęsący się tyłek. Refleks biegnący od talii Khadry do jej bioder hipnotyzował Monikę.
     – Zaraz sprawisz, że znowu ... ugggghhhhhh ... znowu dojdę.
     – Mmmmmpppphhhhhh...
Khadra też miała znowu osiągnąć orgazm. Te nastoletnie bliźnięta były niesamowite. Chciała dać im wszystko, o co prosiły. Zanim Monika ją pocałowała, Khadra nigdy nie myślała w ten sposób o innych kobietach. Ale teraz zagubiła się w morzu pożądania i płynów ustrojowych.
     – Hej, Moniu… jeśli… ona zostaje… u nas… – wydyszał Bartosz.
Zbliżał się do orgazmu w Khadrze.
     – … myślisz, że… uh… uh… uh… powinniśmy uczynić panią Samatar… naszą dziewczyną? Moglibyśmy… to robić… cały czas.
     – Och… Boże… tak.
Monika tak bardzo kochała swojego brata. Byli zawsze po tej samej stronie.
     – Chce… pani zostać… naszą… dziewczyną… pani Samatar?
     – Taaaaaaaaaaaaaaaaaakkkk... – Khadra nie mogła się powstrzymać od wyrażenia zgody.
Kiedy poczuła w sobie pierwsze uderzenie ciepła, przejął ją orgazm.
     – Ooooooopppppphhhhhhhhh...
Ale nie przestawała lizać Moniki, nawet gdy dreszcze wstrząsały całym jej ciałem.
     Biblioteka wypełniła się pomrukiwaniem i jękami, gdy ich trójka parzyła się razem.
     Później Monika dosiadła swojego brata, obserwując trzęsące się cycki Khadry, gdy ekspertka od okultyzmu dosiadała twarzy Bartosza. Nie było nic, czego bliźnięta nie mogłyby zrobić, kiedy współpracowali razem. Bartosz doszedł jeszcze trzy razy, a kobiety osiągały orgazm niezliczoną ilość razy. Monika poczuła się źle, że tak szybko złamali obietnicę złożoną matce co do prezerwatyw, ale impuls, by dzielić się wszystkim z Bartoszem, był zbyt wielki.
     Na trzęsących się nogach trójka kochanków opuściła bibliotekę kilka godzin po wejściu do niej. Bliźnięta poszły pod prysznic Bartosza, a Khadra poszła wziąć prysznic w dawnej łazience Moniki. Wszyscy byli odurzeni seksem.

***

     Tej nocy Sylwia wymknęła się z łóżka i poszła o północy do pokoju córki. Monika spała, kiedy Sylwia usiadła na skraju łóżka.
     – Moniu? Obudź się, skarbie. Potrząsnęła córką za ramię, czując się trochę winna, pozbawiając ją snu.
     – Mamo?
Monika przeciągnęła się i usiadła na łóżku.
     – Miałam dziś szalony dzień. Chcesz się poprzytulać? – Oczywiście obie wiedziały, że to szyfr.
     – Nie teraz, kochanie.
Sylwia pochyliła się do przodu i odgarnęła brązowe włosy Moniki z jej twarzy.
     – Chcę porozmawiać. Musiałem zebrać myśli i myślę, że przemyślałam parę tematów.
     – Jakich tematów? – Monika ziewnęła i oparła się o poduszkę.
     – To wszystko wydaje się być jak dżin, którego nie możemy uwięzić z powrotem w butelce.
Sylwia obciągnęła za dużą koszulkę męża, świadoma, że jej sutki przebijały się przez cienki materiał.
     – Nie mogę cię prosić, żebyś przestała... spotykać się z Bartkiem, w ten ... specjalny sposób. Ale musisz obiecać, że będziesz ostrożna. Zarówno z własnym ciałem, jak i dyskrecją. Nie możesz pozwolić, aby ktokolwiek się o tym dowiedział.
     – Przepraszam, mamo.
Monika spojrzała na kwiatki na kocu.
     – Bartosz i ja… robiliśmy dzisiaj to z panią Samatar. Ona wie. I… – Monika nie chciała mówić swojej matce prawdy, ale lepiej szybko zerwać tego strupa. – Nie używaliśmy prezerwatyw.
     – O Boże.
Dlaczego to sprawiło, że Sylwia poczuła w żołądku rozkoszne motyle wyczekiwania?
     – Zrobił to w środku? Znowu?
     – W porządku, mamo.
Monika usiadła na łóżku.
     – To najlepsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Bartek i ja jesteśmy po tej samej stronie. Chcemy tego.
     – O rany. Nie ma kontroli nad tym chłopcem. O rany.
Sylwia położyła dłoń na zaokrąglonym brzuchu.
     – Mamo?
Monika powoli rozpięła górę od piżamy.
     – Ukrywałam się przed tobą przez kilka dni. Więc jeszcze nie widziałaś moich nowych piersi. Chcesz je zobaczyć?
     – Nie teraz, Moniu. Muszę… muszę…
Natłok myśli Sylwii ustąpił, gdy jej córka rozchyliła górę od piżamy i oswobodziła piersi z niewoli. Te nabrzmiałe sutki nadal były takie same, ale jej piersi teraz zwisały i odstając dumnie od klatki piersiowej.
     – Nie martw się o Bartka, mamo.
Monika przysunęła się bliżej swojej mamy, tak że ich kolana się zetknęły.
     – Ten dom dał nam z siebie wszystko, co najlepsze. Żadnych zasad. Zgadza się?
     – Ale my potrzebujemy zasad. Ty potrzebujesz zasad.
Usta Sylwii rozchyliły się bezwładnie, gdy zbliżyła się do nich piękna twarz jej córki.
     – Zamknij się i mnie pocałuj, mamo.
Uśmiech Moniki zalśnił w świetle księżyca.
     – W porządku. – Sylwia powiedziała głupio i przyłożyła usta do ust córki. Jej język wysunął się, a instynkt praktycznie wziął górę. Całowały się przez chwilę, a potem Sylwia powędrowała w dół klatki piersiowej Moniki. Kiedy ssała jej pełne piersi, ręka jej córki odnalazła cipkę Sylwii i obrabiała ją dwoma palcami.
     Minęły dwie godziny, zanim Sylwia wyszła z pokoju Moniki, by zawstydzona przemykać się do łóżka które dzieliła z Dariuszem. Nic nie mogła zrobić, aby powstrzymać bliźnięta przed parzeniem się jak króliki. Cholera, nie mogła nawet kontrolować własnego libido. Pomyślała o nieużywanych, bardzo dużych prezerwatywach w szufladzie przy łóżku Bartosza. Gdy nie będzie mogła powstrzymać ich od seksu, będzie musiała skłonić go do zastosowania zabezpieczenia.

***

     Coś było nie tak. Khadra sięgnęła do głowy i zamiast hidżabu poczuła kapelusz. Zdjęła go i spojrzała na niego ze zdumieniem. Było to małe, plisowane nakrycie głowy z piórami i kwiatami wykonanymi z tkaniny. Wysoka trawa jęczała wokół niej na gwałtownym wietrze. Wiatr szarpał jej długą sukienką i sprawiał, że pióra podskakiwały na kapeluszu.
     – Załóż to lepiej z powrotem. Słońce jest dziś pełne gniewu. – Zza niej dobiegł głęboki męski głos. –  Spędziłem wiele dni na polowaniu, gdy wiatr wiał w ten sposób. Nie możesz poczuć ciepła słońca, ale żar cię dosięga. Spali ci skórę od razu. Głosowi towarzyszył miarowy stukot końskich kopyt.
     Khadra włożyła kapelusz i odwróciła się w stronę mężczyzny. Oddech uwiązł jej w gardle. Fryderyk Głowacki siedział okrakiem na wielkim koniu i zatrzymał go kilka metrów od niej. Jego kapelusz z szerokim rondem ocieniał krzaczaste wąsy i smoliście ciemne oczy. Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
     – Przepraszam? – pisnęła Khadra.
     – Masz zabawnego małego boga, prawda?
Uśmiech Fryderyka zniknął.
     – Przeniósł górę ponad tysiąc lat temu, a potem, co, znika? Pufff... – Fryderyk rozłożył ręce i uniósł je w górę, w udawanej eksplozji.
     – Twój… twój… – wyjąkała Khadra. Myślała tylko o tym mężczyźnie, który wymienił wnętrzności Luizy Głowackiej na tryby wielkiego zegara.
     – Twój bóg odszedł przed moim.
     – Powiem Mu to, kiedy Go spotkam. Będzie zaskoczony.
Fryderyk położył dłoń na kolbie strzelby zawieszonej przy siodle.
     – Pomagasz Upadłemu, prawda?
     – Nie.
Khadra cofnęła się o krok w trawę. Kilkaset metrów za koniem rezydencja lśniła w południowym słońcu. Wyglądała na świeżo pomalowaną. Detale na jej elewacji były nieskazitelne.
     – To jest kłamstwo.
Fryderyk powoli pokręcił głową.
     – Twój mąż był głupcem i podpalaczem. Nie potrafił rozróżnić Stwórcy od jego krnąbrnego sługi. Ale daję ci wybór. Wyrzeknij się swojego malutkiego, malutkiego boga i tego nikczemnego anioła. Pomóż mi, a będę mógł ci pomóc dołączyć do twojego męża.
     – Mojego męża?
Khadra cofnęła się o kolejny krok.
     – Co o nim wiesz?
     – Głupiec i podpalacz.
Fryderyk akcentował swoje słowa na każdej sylabie.
     – Chodź ze mną, zabiorę cię do niego.
Zdjął lewą rękę ze strzelby, przechylił się na bok i wyciągnął do niej rękę.
     – Kłamiesz.
Khadra odwróciła się i uciekła. Trawa szarpała jej długą sukienką. Sięgnęła w dół i podciągnęła sukienkę w górę. Kapelusz spadł jej z głowy i odpłynął na wietrze.
     – A więc to polowanie. – Fryderyk zawołał za nią. – A więc dobrze. Ale będziesz potrzebowała swojego kapelusza, panienko. Uważaj na słońce.
     Odgłos wystrzału eksplodował za Khadrą. Ogarnęło ją przerażenie, a jej nogi pracowały jeszcze szybciej. Słyszała śmiech, który się pojawił po echu wystrzału. Końskie kopyta uderzały o ziemię tuż za nią. Wiedziała, że nigdy nie da rady uciec.
     Khadra obudziła się gwałtownie. Usiadła na łóżku, wciągając powietrze. Czuła się, jakby miała atak paniki. Rozejrzała się po ciemnym pokoju. W domu Czerwińskich była bezpieczna. Jej oddech zwolnił. Musiała do kogoś iść. Kogoś z kim będzie bezpieczna. Myśl o tym nikczemnym mężczyźnie, który goniłby ją we śnie, była zbyt uciążliwa.
     Po drugiej stronie korytarza Sylwia spała z Dariuszem. Khadra wstała z łóżka i włożyła jedną ze swoich długich sukienek, o wiele mniej okazałych niż sukienka z jej snu. Podeszła do drzwi, otworzyła je i wymknęła się na korytarz. Może uwięziła Fryderyka w butelce, kiedy odgradzała się od zamkniętego pokoju. Może demon wyciągnął do niej rękę, aby uwolnić się ze swojego nowo odkrytego więzienia. Naprawdę miała nadzieję, że tak jest. Khadra podkradła się do drzwi sypialni Sylwii i otworzyła je. Trochę zapiszczały, ale słyszała tylko głęboki oddech, pochodzący od Sylwii i Dariusza. Zamknęła za sobą drzwi i podeszła do łóżka.
     Na głowie nie miała hidżabu, ale przypuszczała, że to w porządku, o ile Dariusz dalej spał. Odgarnęła faliste, czarne włosy za ramiona. Czy powinna obudzić Sylwię? Khadra podeszła do łóżka od strony Sylwii. Światło księżyca wpadało przez okno. Podążała za swoim instynktem, szukając pocieszenia i ochrony, zamiast obudzić Sylwię, podniosła kołdrę i położyła się na łóżku obok niej.
     Pomimo odkrycia, że Sylwia jest topless, Khadra wtulił się w jej ciepło. Przerażenie, które wywołał Fryderyk Głowacki, odpływało od niej coraz dalej.
     – Mówiłam ci, żadnych zabaw aż do rana. – Sylwia wymamrotała. – Święty Mikołaj nie przyjdzie, jeśli nie będziesz spał.
Sylwia zamrugała i otworzyła oczy, nagle w pełni przebudzona. Mniejsza kobieca postać wtulała się w nią.
     – Monika? Wiesz, że nie powinnaś tu przychodzić. Twój ojciec się dowie.
     – To ja, Sylwio.
Khadra nie mogła się powstrzymać, objęła kobietę ramieniem i przyłożyła ucho na piersi Sylwii. Słyszała miarowe bicie jej serca.
     – Przepraszam. Miałam koszmar. Musiałam ... poczuć się bezpiecznie.
     – Khadra?
Oczy Sylwii rozszerzyły się i odwróciła głowę na poduszce, żeby spojrzeć na pagórek pod kocem. Dariusz chrapał obok nich.
     – Nie możesz tak wchodzić do mojego pokoju.
Co myślała ta kobieta? Życie Sylwii wydawało się coraz dziwniejsze.
     – To był Fryderyk Głowacki. Widziałam go we śnie – szepnęła Khadra. – Wiem, co zrobił swojej żonie. Takie straszne rzeczy.
     – O.
Sylwia trochę jej współczuła. Wiedziała, jak spotkanie Fryderyka, może skłonić kogoś do szukania schronienia. Otoczyła ramionami Khadrę i przytuliła ją.
     – Wszystko będzie dobrze. Jesteś teraz przy mnie. Jesteś bezpieczna. Wsunęła twarz we włosy Khadry, czując kwiatowy zapach kobiecego szamponu. Sylwia pomyślała o tym, jak niezwykłe było to, że kobieta miała odsłonięte włosy. Gładki materiał sukienki Khadry przesunął się po skórze Sylwii, gdy Khadra starała się zająć wygodniejszą pozycję.
     – Dziękuję, Sylwio.
Wciąż działając instynktownie, Khadra przesunęła swoje ciało niżej na łóżku. Wtuliła się w duże, ciepłe piersi Sylwii, wdychając jej zapach.
     – Co robisz?
Sylwia nie myślała nawet o kobietach w ten sposób, przed przeprowadzką do tego domu, a teraz druga kobieta wydawała się wykazywać zainteresowanie.
     – Po prostu… czuję się… komfortowo – powiedziała Khadra między pocałunkami na miękkim ciele Sylwii.
Khadra miała teraz całkiem duże cycki, ale Sylwii były o wiele większe. A sposób, w jaki jedna leżała na drugiej, podczas gdy Sylwia leżała na boku, był niesamowicie ... stymulujący.
     – Ja ... po prostu ... potrzebuję ... być blisko ... kogoś.
Złożyła jeszcze kilka pocałunków na piersi Sylwii.
     – Przestań – syknęła Sylwia. – Dariusz śpi tuż za mną.
     – Przepraszam.
Khadra nie przestawała całować Sylwii. Poczuła wypełniającą się w niej pustkę. W tym ciepłym łóżku była chroniona.
     – Fryderyk był taki… przerażający.
Ciemne usta Khadry odnalazły sutek Sylwii. Po raz pierwszy, odkąd była dzieckiem, ssała kobiecą pierś. Była zachwycona, gdy ciepłe, słodkie mleko spływało jej na język. Przełknęła łapczywie ten wyśmienity eliksir.
     – Ohhhhhhh...
Sylwi położyła lewą dłoń za głową Khadry.
     – Może trochę mleka poprawi ci humor. Ale potem musisz wrócić do swojego łóżka.
     – Mmmmmmmmm... –  Khadra zassała i przełykała.
     – Czy ty… powiedziałaś coś, Sylwio?
Dariusz przewrócił się na wpół przytomny.
     – Nic, Darku.
Sylwia zesztywniała. Słyszała mokre odgłosy picia Khadry w cichym pokoju. Modliła się, żeby jej mąż tego nie zauważył.
     – W porządku. – Dariusz ziewnął. – Śniła mi się wyspa na morzu. Wciąż mogę… słyszeć… – I zasnął delikatnie pochrapując.
     Khadra był nie do końca świadoma tego, że mąż Sylwii obudził się i ponownie zasnął. Powinna być zaniepokojona, ale jedyne, o czym mogła myśleć, to większa ilość mleka. Ciepło rozlewało się po jej brzuchu.
     – Ćśś...
Sylwia poklepała Khadrę po głowie i przyciągnęła kobietę trochę bardziej, gdy była pewna, że Dariusz znów mocno spał. Biedna kobieta tak wiele przeszła, Sylwia chciała, żeby poczuła się lepiej.
     – Śmiało, pij – szepnęła Sylwia.
     Khadra długo ssała piersi Sylwii. W końcu zasnęła z ustami wokół jędrnego sutka.
     Chwilę później Sylwia obudziła swojego gościa.
     – Obudź się.
Sylwia potrząsnęła nią, żeby się obudziła, kiedy wielki zegar wybił trzecią w nocy, gdzieś w głębi rezydencji.
     – Musisz iść, zanim Dariusz cię tu znajdzie.
Sylwia pocałowała ciemnoskórą kobietę w oba policzki i patrzyła, jak wyłania się z łóżka i znika z ich pokoju.
     Khadra położyła się do łóżka z pełnym brzuchem i spokojnym umysłem. Fryderyk Głowacki już nie zakłócał jej myśli, gdy zasypiała. Cały świat w tej chwili był schronieniem, które znalazła w piersiach Sylwii.

***

     – Muszę ci coś powiedzieć, skarbie.
Sylwia klęczała przed Bartoszem w łazience, pracując obiema rękami na jego długim kutasie. Wciąż miała na sobie krótką, zieloną sukienkę. Chciała szybko doprowadzić syna, żeby zejść na dół i zrobić śniadanie.
     – Khadra wczoraj wieczorem wślizgnęła się do mojego łóżka.
     – Naprawdę?
Bartosz patrzył szeroko otwartymi oczami na swoją matkę.
     – Co wy dwie zrobiłyście?
     – Nic. Naprawdę nic.
Sylwia spojrzała w jego niebieskie oczy, gdy jej ręce nadal go pompowały.
     – To znaczy… wypiła trochę mleka z moich piersi. To wszystko.
     – Super, mamo.
Bartosz oparł ręce na biodrach.
     – Dlaczego mi o tym mówisz?
     – Ponieważ, Bartku, wygląda na to, że z każdym dniem sprawy stają są coraz bardziej skomplikowane. Już nie jestem pewna, która droga jest właściwa. Wygląda na to, że ten dom splótł nasze relacje jak wielką sieć.
     – Chcę, żebyś zachowywał się jak odpowiedzialny dorosły człowiek. Czy potrafisz zachować trzeźwy umysł przy tym wszystkim?
     – Czy chodzi o Monikę?
     – Wiem, co ty i Monika zrobiliście z Khadrą, kochanie. Nie odrywała oczu od jego męskiej twarzy.
     – Nie martw się, nie jestem zła. Chcę tylko, żebyś był ostrożny. Czy naprawdę chcesz mieć dzieci w każdym miejscu?
     – Nie?
     – Dobrze. Proszę, nie spuszczaj się już w swojej siostrze ani w nikim innym.
Sylwia zadrżała na myśl o jego słonym nasieniu w łonie bliźniaczki.
     – Musisz być odpowiedzialny.
     – W porządku.
Bartosz widział szczerość na twarzy swojej mamy. Naprawdę mógł spróbować.
     – Dziękuję.
Sylwia uśmiechnęła się i spojrzała na żyłkowatą potworność w swoich dłoniach.
     – Dobra, gdzie chcesz się spuścić?
     – Powiedziałaś „spuścić”, mamo. – Bartosz był już blisko.
     – Wiem, że lubisz, kiedy tak mówię. – polizała głowę. – Czy chcesz dojść w mojej cipce, skarbie?
     – Chcę się na ciebie spuścić.
     – Nie, twój ojciec wciąż jest na górze. Może mnie zobaczyć.
Sylwia wzięła go do ust i poruszała głową krótkimi ruchami. Jej brązowe włosy podskakiwały w przód i w tył.
     – Tata jest taki głupi, że prawdopodobnie nawet by nie zauważył, gdybyś podeszła do niego cała pokryta spermą.
Bartosz złapał ją za ramiona, ściągnął ją z siebie, podniósł i odwrócił do siebie tyłem.
     – On nie jest… aż tak głupi.
Sylwia chwyciła się krawędzi zlewu i lekko opuściła biodra, aby jej cipka znalazła się na poziomie przyrodzenia syna.
     – Jest dość głupi, mamo.
Bartosz uniósł rąbek jej sukienki, umieścił go nad pośladkami i odciągnął jej majtki na bok.
     – Jego żona będzie dziś spacerować z cipką pełną spermy, a on nawet nie będzie o tym wiedział.
     – O rany. Tak, wydaje mi się, że Dariusz jest jednak trochę głupi.
     – Ooohhhhhhhhh. – Przyjemność ogarnęła Sylwię, gdy Bartosz wszedł do jej pochwy. – Nie wiedziałam… uuuggghhhhh… o tym... kiedy za niego wychodziłam.
     – Uwielbiam… uch… uch… uch… słyszeć, jak tak mówisz, mamo.
Bartosz wbijał się w nią.
     – Czy naprawdę chcesz mieć ... moje dziecko?
     – Taaaaakkkk... – Sylwia zdała sobie sprawę, że to prawda.
Musiała chronić i matkować dziecku swojego syna.
     – Chcę… chcę urodzić twoje dziecko. Jestem… taka szczęśliwa…że dałeś mi… uuuuggghhh… wnuka, kochanie.
Zbliżał się jej orgazm, a on tylko go w nią włożył.
     – Zaraz… ach… dojdę… mamo.
Bartosz spuścił się w swojej matce, słuchając jej euforycznych pisków, gdy przyjmowała jego nasienie. Kiedy skończył, wysunął się z niej i spojrzał na swojego zabrudzonego penisa.
     – Czy możesz to wyczyścić?
     – Tak, skarbie.
Kłykcie Sylwii były białe, gdy trzymała zlew. Jej obrączka wbiła się w jej palec w miejscu wciśnięcia między porcelanę a jej ciało. Puściła się, obróciła i ponownie opadła na kolana.
     – Ale muszę iść zrobić śniadanie… wkrótce.
Lizała w górę i w dół trzonu, usuwając ich połączone płyny ustrojowe swoim językiem.
     – Mamo, czy zamierzasz wpuścić panią Samatar znowu do swojego łóżka?
Patrzył, jak czule owija wylizuje jego penisa.
     – Chcesz żeby… mmmmm… to zrobiła, kochanie?
     – Tak. – Bartosz skinął głową z entuzjazmem.
     – Dobra... cały czysty.
Sylwia przestała poruszać głową i wstała.
     – Jeśli chcesz, dam jej więcej mleka. Ale ona nie może przychodzić do łóżka kiedy jest w nim twój ojciec.
     – Brzmi uczciwie. – Bartosz się uśmiechnął.
     – A czy ty, młody człowieku, złożysz jej kolejną wizytę wraz z Moniką?
Sylwia wygładziła majtki i potrząsnęła biodrami, żeby z powrotem opuścić sukienkę.
     – Czy… nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli… hm… znowu odwiedzimy panią Samatar?
Podciągnął bieliznę i spodnie.
     – Nie, o ile będziesz odpowiedzialny.
Sylwia spojrzała mu w oczy.
     – Dasz radę zachować zimną krew, Bartku?
     – Oczywiście.
Bartosz nie był tego taki pewien, ale naprawdę chciał spróbować.
     – Mój dobry chłopiec.
Sylwia pocałowała go w policzek, otworzyła drzwi i rozejrzała się po korytarzu. Droga była czysta.
     –  Śniadanie za piętnaście minut – powiedziała, nie oglądając się za siebie.
Wymknęła się na korytarz i zniknęła.

1 komentarz

 
  • Ona.a.

    Uwielbiam te opowiadania. Przetlumacz wszystkie.