Nawiedzona Rezydencja (II)

Nawiedzona Rezydencja (II)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Bliźnięta wysiadły z autobusu na końcu długiego podjazdu prowadzącego do ich domu. Wracając ze szkoły, rozmawiali o zajęciach i znajomych. Po powrocie do domu Monika udała się do głównego salonu, aby odrobić lekcje. Znajdowała się tam kanapa, a Monika siedząc na niej wyobrażała sobie ogień w kominku, co było dla niej przyjemną myślą. Bartosz pożegnał się z siostrą i poszukiwał swoich rodziców. Okazało się to trudnym zadaniem, ponieważ rezydencja była dość okazała.  
     W końcu znalazł ich w pokoju w zachodniej wieży, tworzących listę planowanych prac do wykonania.  
     – Deski podłogowe są tutaj luźne.
Dariusz pogłaskał siwiejącą blond brodę, rozglądając się po ogromnym, okrągłym pokoju. Okna wychodziły na wszystkie strony. Widział wschodnią wieżę. Wyglądało na to, że Monika była w domu, gdyż dostrzegł kobiecą sylwetkę poruszającą się po jej pokoju.
     – Niektóre z progów i ościeży są lekko podgniłe. Nieźle.
     – Rozumiem. – Sylwia nabazgrała coś na kartce. – A co z elektrycznością?
     – Hej, mamo, tato. Jestem w domu.
Bartosz wszedł po skrzypiących schodach i wkroczył do niezagospodarowanego pokoju w wieży. Dyszał i sapał ze zmęczenia od chodzenia po całej rezydencji. Bartosz zatrzymał się, pochylił i położył ręce na udach. Niewygodna masa jego penisa sprawiała, że przeszukiwanie całego domu było jeszcze trudniejsze. Jego majtki nie były wystarczające by pomieścić jego penisa i przez co dziwnie chodził.  
     – Cześć, młody. Jak było w szkole?
Dariusz odwrócił się, by spojrzeć na syna.
     – Dobrze.
Bartosz spojrzał na swoich rodziców. Byli w swoich zakurzonych strojach roboczych.  
     – Widzę, że twoja siostra jest już w swojej wieży.
Dariusz wskazał przez okno na drugą wieżyczkę.
     – Nie, wydaje mi się, że jest w głównym salonie i odrabia lekcje.
Bartosz odwrócił wzrok w kierunku wskazanym przez ojca, ale nikogo nie zauważył.
     – Może to była Ewelina?
     – Udali się do swojego domu dzisiejszego ranka.
Sylwia wetknęła notatnik pod pachę.
     – Cóż, na pewno nie była to Monika. - stwierdził Bartosz.
Zastanawiał się, czy to przypadkiem nie była Luiza, ale po tym, jak wczorajszej nocy stracił z nią swoje dziewictwo, Bartosz nie chciał rozmawiać o niej z rodzicami.  
     – Cóż, nie chcę się kłócić... – Dariusz zerknął na drugą wieżę.
     – Więc nie rób tego.
Sylwia klepnęła Dariusza po plecach i w powietrze uniosła się chmura kurzu. Uśmiechnęła się do niego, a potem do swojego syna. Sylwia była piękna, nawet w podartych roboczych ubraniach.
     – Opowiedz nam, co wydarzyło się dzisiaj w szkole.
     – Cóż… – Bartosz wyprostował się i westchnął. W końcu uspokoił oddech. – Myślę, że potrzebuję nowej bielizny. Czułem się naprawdę nieswojo. Zwłaszcza podczas wychowania fizycznego.
     – To problem, który możemy rozwiązać.
Sylwia wręczyła Dariuszowi listę i powiedziała:
     – Pomogę Bartoszowi znaleźć nową bieliznę w Internecie.
Podeszła do syna. Luźne deski podłogowe zapiszczały pod jej tenisówkami, a brązowy kucyk kołysał się tam i z powrotem za jej głową.
     – Naprawdę przydałaby mi się twoja pomoc. – Dariusz potrzebował jej pomocy. Zostało jeszcze sporo pomieszczeń do odhaczenia.
     – Poradzisz sobie beze mnie, kochanie.
Chwyciła za ciepłą dłoń Bartosza  i poprowadziła go z powrotem po schodach.
     – To nie tak, że Bartek mnie ukradnie, Darku – zawołała przez ramię.
Sylwia się roześmiała. Był to ładny, przyjemny dźwięk, jak bicie wesołych dzwonów kościelnych.

***

     – To nie jest takie proste. – Sylwia przewinęła stronę na swoim laptopie. – To znaczy, jeśli zamówimy rozmiar XXL, to po prostu będą zwisały z twojego tyłka. Wciąż jesteś chudy wszędzie oprócz tego jednego miejsca.
     – Poczekaj, mamo. – Bartosz wskazał na ekran, a ona przestała przewijać. – Te „obcisłe bokserki o żelaznej sile”. Napisali, że są przeznaczone dla mężczyzn z dużymi przyrodzeniami.
     – Tak, dzięki Bogu. – Sylwia kliknęła link i poprawiła na nosie okulary do czytania. – Nadają się do osiemnastu centymetrów, gdy jest w stanie spoczynku. –  przeczytała. – Jak duże jest twoje przyrodzenie?  
     – Nie wiem.
Bartosz nagle zdał sobie sprawę, że jego ręka spoczywa na ramieniu jego mamy, gdy tak siedzieli obok siebie przed komputerem. Dotyk był elektryzujący. Odsunął się trochę od niej.  
     – Daj spokój. Wiem, że wszyscy mężczyźni mierzą. Zwłaszcza nastolatkowie. Musiałeś to mierzyć. Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć i spróbowała uśmiechnąć się uspokajająco, jakby to było zupełnie normalne, chociaż oboje wiedzieli, że tak nie jest.  
     – Nie mierzyłem go.
Bartosz wciągnął powietrze. Oddech Sylwii był słodki, a jej usta wyglądały tak soczyście i zachęcająco. Całował kilka dziewczyn w swoim życiu, ale żadna nie była tak kobieca jak jego matka. Spojrzał w jej ciepłe brązowe oczy, powiększone przez jej okulary.
     – Po prostu weźmy ten. Założę się, że średni rozmiar będzie pasował.
     – Bzdura, sprowadzę tu twojego tatę, a on pokaże ci, jak go zmierzyć.
Sylwia zdjęła okulary, wstała i podeszła do drzwi.
     – Mamo, nie. Umarłbym ze wstydu, gdybym musiał mu go ponownie pokazać. – Bartosz złożył ręce jak do modlitwy. – Błagam, czy możesz to dla mnie zrobić i go nie wołać?  
     Sylwia zatrzymała się i spojrzała na niego. Wyglądał tak szczerze.
     – W porządku. Przyniosę miarę krawiecką z kuchni. Będę z powrotem za jakąś minutę.

***

     Monika odrabiała zadania z rachunków różniczkowych. Siedziała ze skrzyżowanymi nogami na sofie, a jej telefon rozbrzmiewał relaksującymi dźwiękami morza, aby pomóc jej się skoncentrować. Obszerny pokój wydawał się przytulny.
     – Ta matematyka wygląda na dość trudną. – powiedział nieznany głos. – Ja też zawsze starałem się uczyć w tym pokoju. Ogień zawsze sprawiał, że było tu tak przytulnie i komfortowo.
     Zaskoczona Monika uniosła głowę i ujrzała chłopca mniej więcej w jej wieku, opartego o wielki drewniany kominek. Jeszcze bardziej zaskakujące było to, że w kominku huczał teraz ogień. Spokojny szum w telefonie przeszedł w skwierczenie i trzaskanie płonącego ognia. Monika poczuła, jak pokój wokół niej płynie. Czy te zwierzęce głowy wisiały wcześniej na ścianie? Ale jak we wszystkich snach zaakceptowała to co dziwne, jako przyziemne i oczywiste. Chłopiec miał krótkie, rude włosy, piegi i wyglądał, jakby jego ubrania były reliktem zeszłej epoki.
     – Przepraszam, ale kim jesteś?
     – Mam na imię Gabryś. A pani jest panną…?
Gabriel skłonił się i uniósł brwi, wyraźnie oczekując aż poda mu swoje imię.
     – Jestem Monia. – zachichotała. – Ile masz lat Gabrysiu?
Monika odłożyła zadanie domowe na stolik do kawy i odgarnęła długie brązowe włosy za ramiona.  
     – Mam dziewiętnaście lat. Gabriel wyprostował się. – Prawie dziewiętnaście.
     – Cóż, to bardzo dziwne. Mam osiemnaście lat, ale nie zbyt długo. – Monika znowu się zaśmiała. – Zaledwie kilka tygodni temu miałam jeszcze siedemnaście lat.
     – Rozumiem. – Gabriel się uśmiechnął. – W jakie gry lubisz grać?
     – Nie wiem. Przeważnie w gry strategiczne.
Monika rozejrzała się po pokoju. Skąd się wzięły te wszystkie ozdobne meble? Ogień rzucał na wszystko pomarańczową poświatę, ale nie dawał ciepła.
     – Nie wiem, co to znaczy panno Moniko.
     – A w jakie gry ty lubisz grać? – Mionia uśmiechnęła się do tego dziwnego chłopca.  
     – Grywam głównie w gry cielesne. Te są najfajniejsze. Nie sądzisz?
Gabriel spojrzał na swoje spodnie i pojawiło się na nich wyraźne wybrzuszenie. Wkrótce stało się ono niemożliwie dużym namiotem.
     – O mój... Co to jest? – Uśmiech Moniki momentalnie zbladł.  
     – Chcesz, żebym ci pokazał?
Gabriel zrzucił szelki swoich ogrodniczek i sięgnął w dół, aby rozpiąć spodnie.
     – Nie. Nie chcę tego oglądać! – Monika pokręciła głową. – Jest za wielki. Za duży! – krzyknęła.  
     – Monika, kochanie?
Głos Sylwii odbił się echem po pokoju.
     Gabriel, ogień i inne zwidy zamigotały, a potem zniknęły.
     Sylwia weszła do salonu.
     – Co się stało?
Miała w dłoni miarkę i wyraz zmartwienia na twarzy.
     – Słyszałam jak krzyczysz.
     – To był tylko zły sen.
Monika rozejrzała się po pokoju ze zdumieniem. Wszystko było takie, jak było wtedy kiedy tutaj weszła .
     – Po prostu odpłynąłem podczas nauki.
Podniosła swój zeszyt ze stolika do kawy.  
     – Och, w porządku.
Sylwia skinęła głową.
     – Pójdę w czymś pomóc twojemu bratu, a potem sprawdzę co u ciebie.
     – Dzięki, mamo. – Monika odprawiła ją machnięciem ręki. Relaksująca muzyka w jej telefonie trzeszczała i strzelała.  
     – Nie ma sprawy, kochanie.
Sylwia wyszła do przedpokoju i udała się do gabinetu.  

***

     – Bartku to niesamowite. Czy jest jeszcze większy niż wczoraj?
Sylwia uklękła przed synem z centymetrem w dłoni. Spojrzała na tą wielką wiszącą istotę, potężnego lewiatana, który jeszcze nie obudził się ze snu. Jej spojrzenie powędrowało za niego do tych dwóch nabrzmiałych jąder. Chropowata skóra było poprzecinana małymi fioletowymi żyłkami biegnącymi w każdą stronę.
     – Nie sądzę.
Bartosz spojrzał ponad swoją mamą na Luizę, która cicho wyszła z korytarza i delikatnie zamknęła za sobą drzwi do gabinetu. Położyła blady palec na różowych ustach i uśmiechnęła się do Bartosza. Jej zwiewna sukienka nie wydała żadnego dźwięku, kiedy wdzięcznie weszła do pomieszczenia, a jej ciężarny brzuch nie był do końca zasłonięty wzorzystą tkaniną.
     – Cóż, miejmy to już za sobą.
Sylwia wyciągnęła lewą rękę, zawahała się, a potem chwyciła miękki trzon.
     – Jest taki ciepły.
Podniosła miarę krawiecką i rozwinęła ją.
     – Siedemnaście, osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia centymetrów. Boże, Bartku. Jesteś dłuższy niż twój ojciec, kiedy mu stoi.
Sylwia nie miała zamiaru powiedzieć tego głośno.
     – Naprawdę?
Bartosz patrzył na Luizę stojącą za jego matką, która złożyła dłonie i powoli oddalała je od siebie, aż dzieliło je ponad 30 centymetrów. Skinęła głową i posłała słodki, dumny uśmiech, kiedy zobaczyła, że Bartosz zrozumiał.  
     – Dobra, to 20 centymetrów.
Sylwia położyła miarkę na podłodze, ale z jakiegoś powodu jeszcze nie wypuściła penisa syna.
     – Może te obcisłe bokserki się sprawdzą, osiemnaście to prawie dwadzieścia.  
     – Uh, mamo.
Bartosz starał się nie jąkać.
     – Powinniśmy… sprawdzić, jak długi będzie gdy stwardnieje.
Bartosz spojrzał na Luizę, która energicznie skinęła głową, a potem jego wzrok padł na piękne oczy swojej mamy. Dostrzegł nerwowe napięcie w jej spojrzeniu.
     – Nie sądzę, skarbie. – Kolory odpłynęły z twarzy Sylwii. Przygryzła dolną wargę. – Chyba że… chyba że… uważasz, że to naprawdę ważne dla twojego komfortu.
     – Potrzebuję twojej pomocy, mamo.
     – Dobra, dobra, dobra. – Sylwia wzięła głęboki oddech i spojrzała z powrotem na wiotkie przyrodzenie. – Pomogę ci tym razem, abyśmy mogli kupić ci odpowiednią bieliznę.
Jej lewa ręka wykonała jeden niepewny ruch w górę i w dół wzdłuż penisa. Przerwała po chwili znowu go pogłaskała i znowu. Wkrótce osiągnęła równe tempo. Czuła, jak przyrodzenie w jej dłoni puchnie, gdy krew Bartka napływa do niego.
     – No dobra. Jest już wystarczająco twardy?  
     – Jeszcze nie. – Bartosz patrzył, jak jej cycki trzęsą się pod koszulką, gdy gorączkowo starała się go usztywnić.  
     – Jeszcze nie? Dobrze...
Sylwia chwyciła go również prawą dłonią i oburącz pracowała nad usztywnieniem jego przyrodzenia. Nigdy wcześniej nie robiła ręcznej robótki na dwie ręce, nie było wystarczająco dużo miejsca na penisach innych mężczyzn. O nie, zdała sobie sprawę, że właśnie robiła Bartoszowi dobrze przy pomocy swoich rąk. To się naprawdę działo.
     – Możesz… już... zmierzyć.
Bartosz dyszał i starał się nie spuszczać na niczego nie podejrzewającą twarz swojej mamy.  
     – Dzięki Bogu.
Wciąż głaszcząc lewą ręką, Sylwia schyliła się i prawą ręką chwyciła centymetr. Naprawdę powinna teraz przestać go pieścić, ale z jakiegoś powodu nie mogła przerwać.
     – Wszyscy święci, Bartku. On ma trzydzieści-trzy centymetry długości.
     Za Sylwią Luiza skinęła głową Bartoszowi. Swoimi surowymi, białymi dłońmi wykonała ruch symbolizujący wybuchający wulkan, bezgłośnie poruszając ustami.
     Bartosz potrząsnął na boki głową, patrząc na ciężarną kobietę.
     – Mamo… musisz przestać. Albo…
     – Och, przepraszam.
W końcu lewa ręka Sylwii zatrzymała się i puściła przebudzonego lewiatana.
     – Idź, zajmij się tym w łazience.
     Luiza zmarszczyła brwi i przez sekundę jej piękna, piegowata twarz wydawała się bardzo ciemna. Odwróciła się i podeszła wyjścia z gabinetu, otworzyła drzwi i zniknęła w korytarzu.
     – Dzięki, mamo.
Bartosz w samej koszulce ominął mamę i pobiegł do drzwi. Jego gigantyczny kutas podskakiwał dziko przed nim. Otworzył drzwi i zniknął w głębi korytarza, zmierzając do łazienki.
     Sylwia odwróciła się, aby popatrzeć, jak jej syn odchodzi. To było niemalże komiczne, w jaki sposób jej syn był nieproporcjonalny. Wzięła głęboki oddech i wstała. Już miała odwrócić się do swojego laptopa i zamówić Bartoszowi kilka mikro-bokserek, kiedy zauważyła otwarte drzwi szafy. To było dziwne. Podeszła do drzwi i położyła na nich dłoń, aby je zamknąć, ale powstrzymała się, gdy zobaczyła, co wisi w środku.  
     Samotnie na czarnym wieszaku wisiał pudrowo-niebieski gorset. Staromodna bielizna. Wyglądała trochę nieporęcznie, ale też całkiem ładnie. Sylwia zastanawiała się, czy Dariusz chciałby zobaczyć ją w tym stroju. Potem zastanawiała się, jak by się czuł Bartosz, gdyby ją taką zobaczył. Czy jego trzydzieści-trzy centymetry stwardnieje, kiedy mu się tak pokaże? Co ona sobie myślała? To było szalone. Ale z pewnością założyłaby go dla Dariusza. Sylwia odwróciła się, wróciła do laptopa i zamówiła nową bieliznę dla Bartosza.  

***

     – Co o tym myślisz, kochanie? – Sylwia obróciła się przed mężem na środku sypialni.
Dzieci leżały w łóżkach, było późno, a Sylwia po raz pierwszy od wielu dni poczuła się ożywiona. Idealny przepis na romans.  
     – Wydaje mi się, że ma pewnego rodzaju urok. – Dariusz zlustrował ją od góry do dołu ze swojego miejsca w łóżku. Gorset podniósł jej piersi i podkreślał kontury jej bioder. Z pewnością nie był to model z kolekcji Victorias Secret.
     – Gdzie znowu to znalazłaś?
     – W gabinecie.
Sylwia wstała i przechyliła biodro na bok. Czuła się tak seksownie w tej bieliźnie. Jej cipka zaczęła ociekać sokami w momencie, gdy zapięła gorset.  
     – I tak po prostu założyłaś czyjąś starą bieliznę? – Dariusz zastanawiał się, jak zdołał powiedzieć to na głos.
     – Najpierw to umyłam, głuptasie.
Sylwia westchnęła i podeszła do łóżka.
     – Chodź, Dariuszu. Chcę poczuć twoje małe przyrodzenie w środku… twoje wielkie przyrodzenie. Twojego bardzo dużego penisa we mnie.
Wczołgała się na łóżko.
     – Bardzo dobrze, chodź i go weź.
Dariusz przyciągnął ją do siebie. Starał się nie pozwolić jej zobaczyć, że jej komentarz wytrącił go z równowagi. Zawsze był taki pewny swojego rozmiaru. Teraz nie czuł się już taki pewny siebie. Zajęło mu więcej czasu niż zwykle, zanim zdołał osiągnąć wzwód, choć jeśli nawet to zauważyła, Sylwia nic nie powiedziała. Kochali się rozkosznie w swojej nowej sypialni i Dariusz był przynajmniej wdzięczny, że wytrzymał dłużej niż zwykle. Prawie siedem minut.
     Sylwia dobrze ukryła swoje rozczarowanie. Po raz pierwszy w życiu chciała więcej, niż mógł jej dać Dariusz. Próbowała odepchnąć te uczucia na bok i upewnić się, że wszystko wróci do normy. Ale kiedy zasypiała tej nocy, jej myśli wciąż wracały do wizji majestatycznego penisa jej syna, całkowicie sztywnego w jej drżących, delikatnych palcach.  

***

     Minął tydzień i Czerwińscy zadomowili się w swoim nowej rezydencji. Większość dziwnych wydarzeń, które miały miejsce, kiedy się wprowadzili, zniknęły.
     Sylwia wciąż czasami fantazjowała o trzymaniu męskości Bartosza. Dręczące ją myśli zmniejszyły swą intensywność i spodziewała się, że wkrótce całkowicie znikną.  
     Bartosz polubił nową bieliznę. W ogóle nie widział Luizy, odkąd namawiała go do wystrzelenia swoją spermą na matkę, a on jej odmówił. Brak Luizy nie zadowalał Bartosza. Jego zdaniem mogły być tylko dwie możliwości. Albo był szalony, albo Luiza Głowacka była duchem. Tak czy inaczej, Bartosz uważał, że Luiza jest wspaniała, a seks z nią był niesamowity i nie chciał, aby widmo, które pozbawiło go jego dziewictwa, zniknęło na zawsze.  
     Monika nie widziała już Gabriela  i to jej nie przeszkadzało. Lubiła ten dom i bardzo polubiła swój pokój w wieży z panoramicznym widokiem na rozległe łąki otaczające ich nowy dom.  
     Poniedziałkowy wieczór na kolację znów jedli dania na wynos. Bez działającej kuchni ostatnio zamawiali sporo jedzenia. Dariusz pracował pod zlewem. Zaklął, uderzając łokciem w panel z tyłu, który próbował wymienić. Deska się poddała. Szarpnął nią kilka razy i odciągnął na bok. Znalazł za nią schowek ze starymi papierami. Wyjął je i wyczołgał się spod zlewu.
     – Hej, Sylwia, zobacz to. Dariusz zawołał swoją żonę, która otwierała styropianowe pojemniki na stole w jadalni.
     – Wygląda na to, że znamy już pierwszych właścicieli. Fryderyk i Luiza Głowaccy zbudowali ten dom w ciągu dwóch lat, począwszy od 1884 r.
Przeglądając papiery nie mógł dostrzec wyrazu zaskoczenia na twarzy małżonki.
     – Co, kochanie?
Sylwia rozpoznała to imię przypominając sobie swój sen w bibliotece. Skąd znała imię Luizy Głowackiej? Musiało zostać zapisane gdzieś w dokumentach domu, a jej umysł musiał podświadomie je zapamiętać.
     Bartosz zamarł, gdy nakrywał do stołu. W końcu nie był szalony. Luiza Głowacka była duchem. Musiał wymyślić, jak ją odzyskać. Ten dom był najlepszą rzeczą, jaka mu się przytrafiła.
     – Głowaccy, kochanie. –  Dariusz dźgnął palcem brązowawy papier. –  Mówi się, że mieszkali tu zaledwie dwanaście lat zanim…
Dariusz przejrzał stronę, ale nie mógł znaleźć tego, czego szukał.
     – Zanim coś się wydarzyło, a posiadłość została odziedziczona przez kuzyna Fryderyka.
Dariusz odłożył gazetę. Podszedł do drzwi jadalni i spojrzał na swoją rodzinę.
     – Na co się wszyscy gapicie? Mam coś w brodzie? – Energicznie potarł brodę.
     – Nic –  wymamrotała do niego cała trójka.
     Dariusz odwrócił się do Sylwii, gdy zracjonalizowała te rewelacje.
     Bartosz zastanawiał się, jak najłatwiej porozumieć się ze zmarłymi. Musiał namówić Luizę na powrót do jego pokoju.  
     Monika pomyślała o chłopcu, którego widziała przy kominku.
     – Czy jest tam coś o tym, że mieli syna?
     – Nie w tych papierach. – Dariusz potrząsnął głową.
     Monika uśmiechnęła się do siebie. Pomyśleć, że wystraszyła się ducha. Jakie to było głupie?  

***

     Sylwia wymknęła się z łóżka w środku nocy. Zadrżała. Była naga i bardzo zmarznięta. Sylwia podeszła do szafy i złapała jedną z flanelowych koszul Dariusza. Coś ją wzywało, szept jej imienia, dochodził z długich korytarzy rezydencji. Owinęła koszulę Dariusza i wyszła z głównej sypialni. Głębokie tykanie utrzymywało stały rytm. W salonie na piętrze Sylwia znalazła antyczny zegar, którego nie powinno tam być. Kiedy przyglądała się mu, wybrzmiała północ, dziwną posępną melodią. Mocno otuliła się flanelową koszulą i zeszła po schodach.  
     Oprócz tykania osobliwego zegara inny rytm również wybrzmiewał w domu. To był mokry, dudniący metronom, który rozbrzmiewał w korytarzu na zachodnim piętrze. Sylwia poszła za dochodzącym dźwiękiem wzdłuż korytarza. Na każdej ze ścian wisiały dziwne obrazy olejne. Zatrzymała się i spojrzała na jeden. Był to rodzinny portret surowego mężczyzny, uśmiechniętej kobiety i nieśmiałego syna. Te dzieła sztuki nie powinny się znajdować na tych ścianach. Przyjrzała się bliżej i rozpoznała uśmiechniętą kobietę jako ciężarną ze snu w bibliotece. Pierwsza właścicielka domu, Luiza Głowacka.  
     Stopy Sylwii sunęły po gładkich deskach podłogowych, kiedy przechodziła obok tajemniczego zamkniętego pokoju, gabinetu, drugiego salonu i zatrzymała się przy drzwiach do biblioteki. Były uchylone, a odgłosy uderzania dobiegły z wewnątrz. Mocniej otuliła koszulę Dariusza i pchnęła drzwi.
     – O mój Boże. – Jej ręka powędrowała do ust.
     W bibliotece, wśród stosów książek, które jeszcze nie zostały poukładane na półkach, znajdował młody rudowłosy mężczyzna. Siedział na wznak i był zupełnie nagi. Długimi, leniwymi podskokami ujeżdżała go Luiza Głowacka. Ze swoim dojrzałym brzuchem w ciąży, tłustymi, ciemnymi sutkami i niezliczonymi piegami tworzyła niezwykle podniecający obraz. To, co sprawiało, że ta scena była naprawdę szokująca, to potworny penis, który wbijał się w nią i wyłaniał się z niej oraz wykrzywiony, pełen pożądania wyraz jej twarzy.
     – Śnię...
Sylwia poczuła, jak coś spływa po jej nagim udzie. Uświadomiła sobie, że jej pochwa była tak mokra, że aż kapała.
     – Na niebiosa.
Położyła dłoń między nogami, pod zwisającymi klapami koszuli Dariusza i poczuła swoją ciokę. Nigdy wcześniej nie była tak mokra.
     – Pani Sylwia… Czerwińska.
Luiza dostrzegła panią domu w drzwiach biblioteki, a jej twarz rozjaśniła się w słodkim uśmiechu.
     – Znalazłeś mnie… i… hm… hm… hm… Gabriela.
Jej biodra podskakiwały w stałym rytmie. Jedną ręką trzymała swój okrągły brzuch, a drugą nabrzmiałą piersi.
     – Śnisz i nie śnisz.  
     Gabriel nie spojrzał w stronę Sylwii, ale zamiast tego utkwił wzrok w drżącej, energicznej kobiecie znajdującej się tuż nad nim.  
     –  Jesteś taka… taka… – dłoń Sylwii przesunęła się między nogami. Nigdy by się nie dotknęła w prawdziwym życiu, ale we śnie to było w porządku.
     – Oczy… wyżej, kochanie.
Luiza obserwowała Sylwię ze skromnym wyrzutem wymalowanym na twarzy.
     – Nigdy nie jest grzecznie gapić się na piersi innej kobiety.
Luiza mrugnęła do Sylwii.
     – Ale podoba ci się to, co widzisz, prawda? Oferuję Ci to i wiele więcej. Już zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a Diabeł wziął swoją należność. Wyraź swoją zgodę cnotliwa Sylwio. Ty też możesz to mieć.
     – Nie.
Sylwia potrząsnęła głową, a jej palce odnalazły jej łechtaczkę. Elektryczność przeszła po jej kręgosłupie. „Marek 3:11. A ilekroć duchy nieczyste go widziały, padały przed nim i krzyczały.” Jej ręka poruszała się szybciej i Sylwia poczuła, że zbliża się dla niej punkt kulminacyjny.
     – A więc zachowuj się nieśmiało i patrz, jak Gabriel ponownie wypełnia łono swojej matki.
Luiza pchnęła niespokojnie, gdy Gabriel chrząknął pod nią. Jej oczy przewróciły się w tył głowy, kiedy on pokrywał jej wnętrzności swoim nasieniem.
     – Nie. On nie może być… – Sylwia dochodziła do wspaniałego punktu kulminacyjnego, zaciskając uda na dłoni i pozwalając, by koszula Dariusza opadła. – … twoim synem.
Sylwia krzyknęła, gdy ogarnął ją orgazm.  
     – Kochanie. – Dariusz zawołał swoją żonę z drzwi głównej łazienki.
     – Przespałaś budzik. Czas wstać.
     – Co?
Sylwia otworzyła oczy. Leżała w łóżku, owinięta we flanelową koszulę Dariusza. Co za okropny koszmar. Wygramoliła się z łóżka i poszła pod prysznic. Czuła się taka brudna. Westchnęła. Tak bardzo nieczysta.

***

     Chwiejny stary prysznic w łazience po drugiej stronie korytarza od sypialni Bartosza stał się ulubionym miejscem Bartka. Monika, starając się uniknąć jego męskiej, nastoletniej brzydoty, zajęła łazienkę na drugim końcu drugiego piętra jako swoją. Tak więc Bartosz mógł się zaspokajać bez zawracania mu głowy. W tym okresie było to dla niego niezbędne, ponieważ od czasu, gdy podczas pierwszej nocy w domu jego penis zmienił swój rozmiar, musiał kilka razy dziennie się rozładowywać.
     Bartosz był w środku swoich przedszkolnych zabaw, kiedy kobiecy głos wydobywał się zza jego zasłon prysznicowych. Zamarł.  
     – Takie potężne narzędzie. Szkoda używać go w taki sposób.
Luiza powoli odsunęła zasłonę prysznica, aż jej zielone oczy mogły ujrzeć całego osiemnastolatka.
     – Dzięki Bogu, że wróciła pani, pani Głowacka. – Bartosz stał z wodą spływającą po jego chudym ciele, trzymając obie ręce na penisie. – Myślałem, że odeszłaś na zawsze.
     – Rozczarowałeś mnie Bartku. – Luiza wygładziła potarganą sukienkę, trzymając ręce na wypukłym brzuchu. Lekkie zmarszczki ściągnęły jej idealne usta w dół. – Wyjaśniłam to bardzo jasno. Miałeś pokryć Sylwie Czerwińską swoim cudownym nasieniem. Rozczarowałeś mnie.
     – Ale ona jest moją mamą.
Bartosz puścił swojego penisa i sięgnął po ducha. Jedna z jej lodowatych dłoni delikatnie go odepchnęła.  
     – To locha, kochanie. – Luiza podbudowana własnymi słowami, znów się uśmiechnęła. – Lochą, którą pokryjesz przy pomocy swojego wspaniałego daru.
     – Nie jestem pewien, co masz na myśli. – Bartosz pogłaskał swojego penisa od niechcenia. Skoro nie zamierzała go dotykać, to chciał przynajmniej oglądać tę piękną kobietę podczas Masturbacji.
     – Ale ja nie mam zamiaru robić tego z moją mamą.
     – Jesteś krnąbrnym młodym mężczyzną, zgadza się?
Luiza sięgnęła pod prysznic i przesunęła chłodnym palcem po jego ramieniu.
     – Zawrę z tobą umowę. Namów ją aby pomogła ci dojść, a zabiorę cię znowu do łóżka. Zgoda?
     – Chcesz, żeby… uh… zobaczyła jak dochodzę?
Bartosz był blisko. Jego oczy wędrowały od tej ładnej, ciepłej twarzy do krzywizny jej piersi ukrytych pod sukienką.
     – Chcę, żeby wydostała z ciebie twoją spermę. Musi ją wydobyć. Przyjmę to jako zapłatę za kolejną zabawę z tobą, kochanie.
Luiza zniknęła w zaparowanej łazience, nie pozostał po niej nawet ślad.  
     – Może… uh… może… zgoda.
Bartosz opróżnił swoje jądra na zasłonę prysznica i stał tam chwilę ciężko dysząc. Chce to zrobić. Musiał znowu poczuć Luizę.

***

     Kilka dni minęło spokojnie, kiedy Bartosz zebrał się na odwagę, by poprosić matkę o to, czego potrzebował. W końcu w niedzielne popołudnie wykonał swój ruch. Jego tata drzemał po kościele na sofie, podczas gdy w tle, w telewizorze leciał mecz piłki nożnej. Jego siostra wyszła z przyjaciółmi. Odnalazł swoją mamę w bibliotece, układającą książki. Bartosz zatrzymał się w drzwiach. Dostrzegł falowanie jej obszernego biustu pod poplamioną koszulką oraz kobiece kształty jej bioder i pośladków prezentujące się w dżinsach, kiedy sięgała na wyższą półkę. Była piękną kobietą. Zdał sobie sprawę, że zawsze to wiedział, ale spuchał te myśli głęboko w najdalsze zakątki swojego umysłu.
     – Cześć, mamo.
Bartosz wszedł do pokoju i stanął obok stosu książek w miękkiej oprawie.
     – Cześć, skarbie.
Sylwia położyła książkę na półce i odwróciła się do syna. Jej uśmiech zniknął, kiedy zobaczyła jego twarz.
     – Coś jest nie tak?
     – Pamiętasz, jak powiedziałeś, żebym przyszedł do ciebie, gdyby coś się zmieniło z… moim przyrodzeniem? – Bartosz wbił wzrok w podłogę. – Cóż, to boli i nie mogę skończyć bez względu na to, jak bardzo się staram.
     – O jej. – Sylwia odgarnęła brązowe włosy z twarzy. – Nasz pastor nie pochwaliłby mojej rady, ale czy próbowałeś skorzystać z internetu? – Sylwia pociągnęła za kołnierz swojej koszulki. – Wiesz… poszukać porno?
     – Próbowałem.
     – Rozumiem. – Sylwia zamyśliła się przez chwilę. – Może czas iść do tego lekarza.
     – Nie, mamo. Wiem, jakie to kosztowne, a przy wszystkich naprawach domu… myślę, że potrzebuję tylko trochę pomocy, aby skończyć.
     – Masz na myśli mnie? – Położyła rękę na piersi.
     Bartosz skinął głową.
     – Dotykałam cię tylko ten jeden raz, abyśmy mogli znaleźć odpowiednią bieliznę. – Sylwia niepewnie zrobiła krok w stronę Bartosza. – Zrobienie tego ponownie byłoby grzechem.
     – „Dzieci są darem od Pana, potomstwo jest nagrodą od Niego.” – Bartosz się uśmiechnął. – Pomóc mi to pomóc Mu.
     Sylwia znów zamierzała mu odmówić, ale przepłynęła przez  nią jakaś dziwna energia, która sprawiła, że zmieniła swoje nastawienie. Czuła się prawie tak, jakby stała przed nim w sukience i gorsecie, a nie w poszarpanym roboczym ubraniu.
     – Och Bartku. Zawsze potrafisz znaleźć właściwe słowa. Nie mogę uwierzyć, że to zrobię.
Minęła Bartosza i zamknęła drzwi biblioteki.
     – Musimy zrobić to szybko. Twój ojciec wkrótce może przyjść.
Rozejrzała się po pokoju, ale nie zauważyła niczego, czego mogłaby użyć, by złapać wystrzeloną spermę.
     – Ta stara koszulka będzie musiała posłużyć jako szmata.
Ściągnęła koszulę i trzymała ją w dłoni. Jej piersi chybotały się w ich podtrzymującym staniku. – Oczy wyżej chłopcze.  
     – Przepraszam, mamo.
Bartosz rozpiął dżinsy i ściągnął je. Jego kutas był twardy i mocno napinał jego bieliznę.
     – Te obcisłe bokserki wyglądają na bardzo pomocne.
Sylwia stanęła przed Bartoszem i opadła na kolana.
     – Prawie są w stanie pomieścić twoje sztywne przyrodzenie.
Zachichotała, kiedy sięgała w górę i ściągała jego bieliznę. Jej chichot ucichł, gdy jego penis wyskoczył przed nią. Fioletowa głowa kołysała się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy. Spłynęła po niej mała kropla preejakulantu.
     – Dobry Boże. Mam nadzieję, że to właściwa decyzja.  
     – Tak, mamo.
Bartosz wyszedł z bielizny i stanął przed nią tylko w swojej koszulce.
     – To naprawdę boli.
Bartosz wiedział, że kłamstwo jest również grzechem, ale pomimo swojego chrześcijańskiego wychowania nie miał w sobie za wiele bogobojności.
     – Zróbmy to.
Położyła koszulę za kolano, wyciągnęła obie ręce i położyła je na jego przyrodzeniu. Był zdumiewająco gruby, a wyeksponowane żyły lekko pulsowały pod jej palcami. Ostrożnie głaskała go w tę i z powrotem. Wrócił do niej sen z tamtej nocy. Luiza i jej syn Gabriel kopulowali w tym pokoju. Czy to się rzeczywiście wydarzyło, czy też jej umysł został przytłoczony zmianami w życiu? Sylwia wiedziała o tym, że nigdy nie zdradziłaby męża. Szczególnie z jej własnym synem. Żadna ilość biblijnych cytatów nie mogła tego dokonać.
     – To bardzo męski narząd Bartku. – Jej ręce poruszały się szybciej na przyrodzeniu syna.
     – Jak u taty?
     – Inne. – Sylwia potrząsnęła głową i spojrzała na swojego przystojnego syna. – Nie rozmawiajmy o twoim ojcu. Nie sądzę, żeby to pochwalał.
     – Dobrze. – Bartosz oparł ręce na biodrach i spoglądał na piękną twarz swojej matki i jej trzęsące się cycki w staniku. „Prawdopodobnie nie.” Był szczęśliwy, że Luiza go do tego zmusiła. Robótki ręczne jego mamy szybko stały się jego ulubionym zajęciem w tym domu.
     Przez chwilę milczeli, gdy Sylwia pracowała nad penisem Bartosza. Jego preejakulant sprawił, że jego kutas stał się śliski, a dźwięk mokrych dłoni ślizgających się po skórze był wszystkim, co przez chwilę słyszeli.
     – Rozumiem, co masz na myśli mówiąc, że nie możesz skończyć. Jesteś blisko Bartku? – Sylwia spoglądała na niego błagającym spojrzeniem. Chciała dokończyć swoje zadanie, zanim Dariusz się przebudzi i ich przyłapie.
     Bartosz chrząknął i potrząsnął głową.  
     – O mój. Cóż… –  Spojrzała z powrotem na narząd przed nią. – Gdy pomogę ci swoimi ustami to nie będzie zdrada, prawda? Pomagając ci, pomagam Mu.
     – Zgadza się… hm… mamo.
     Tak po prostu pochyliła się do przodu i wzięła go do swoich ciepłych ust. Rzadko robiła to Dariuszowi, a jego przyrodzenie było zupełnie inne niż Bartosza. Na początku czuła się niezręcznie, ale przełamała się w sobie. Rozpoczęła powoli podskakiwać głową, nie odważając się wziąć więcej niż tylko głowę. W końcu też zakręciła językiem. Po jakimś czasie zdecydowała, że nie było tak źle. Nawet słony smak jego preejakulantu był na swój sposób czymś bardzo przyjemnym.
     – Mmmmmmmmmm. – Jęczała i mruczała wokół jego grubej, purpurowej głowy.
Widziała obrączkę, która podskakiwała i rozmazywała się przy ruchu jej dłoni. Było dobrze, jej usta nie zdradzały.
     Biblioteka była teraz wypełniona siorbaniem i mlaskaniem. Luiza, niezauważona, obserwowała ją z cienia przy szafie. Nigdy nie znudziło jej się obserwowanie pierwszego ssania przez matkę kutasa jej syna. Spektakl był czystą magią. Takie chwile były warte wszystkiego co oddała diabłu. Jedyną lepszą rzeczą niż patrzenie na matkę balansującą na krawędzi było obserwowanie jej moralnego upadku.
     – Mamo… zaraz… uh… sprawisz, żę… – Bartosz cały się napiął.
     Zdając sobie sprawę, że nadchodzi ta chwila, Sylwia oderwała usta od jego przyrodzenia z wyraźnym pyknięciem i podniosła koszulkę. Uniosła ją do jego penisa prawą ręką i kontynuowała masturbację lewą.
     –  Dojdź Bartku. Proszę skończ.
     – Moooooooommmmmmmooo... – Bartosz doszedł.  
     Struga za strugą gorącego, aromatycznego płynu wsiąkało w koszulkę. Sylwia czuła pulsującą siłę, która naciskała na jej prawe ramię. Jego orgazm ciągle trwał i wkrótce koszulka nie mogła już więcej w sobie pomieścić, a sperma zaczęła kapać między jej palcami na drewnianą podłogę.
     – O mój Boże. O mój Boże... - Sylwia powtarzała w kółko. Kiedy skończył, koszula w jej ręce i podłoga pod nią były oblepione gęstą spermą.
     – Super. –  Bartosz wziął długi, drżący oddech. – Dzięki, mamo. Teraz czuję się o wiele lepiej.  
     – Nie ma sprawy… hm… nie ma sprawy, Bartku. – Twarz Sylwii była biała jak prześcieradło. – Nie mów… – Wzięła kilka głębokich oddechów. – Nie mów o tym nikomu. To będzie nasz sekret, dobrze?
     – Pewnie. – Bartosz skinął głową, pochylił się po bokserki i wciągnął je. Jego twardy kutas wystawał zza elastycznego paska. Wciągnął na nie koszulkę i włożył spodnie. – To będzie sekret.  
     – Dobry chłopak. – Sylwia wzięła koszulkę i próbowała wytrzeć bałagan z podłogi, ale tkanina była już zbyt nasączona spermą. Musiałaby iść po ręcznik czy coś. – A teraz uciekaj Bartku,  a ja to posprzątam.
     – W porządku. Kocham cię, mamo.
Bartosz odwrócił się i skierował do drzwi.  
     – Też cię kocham, skarbie - powiedziała Sylwia, spoglądając na swoją lepką, nasączoną spermą koszulę.
Musiała posprzątać ten bałagan, zanim jej mąż przyjdzie na górę.  

***

     Po tym niesamowitym lodziku od mamy Bartosz wracał korytarzem do swojego pokoju, radośnie podskakując co kilka kroków. Nie było to zbyt łatwe, ponieważ nadal był całkowicie twardy, a żadna bielizna nie była w stanie w pełni powstrzymać jego nabrzmiałego potwora.  
     Otworzył drzwi do swojego pokoju i przy kominku stała Luiza, ubrana w pudrowo-niebieską koszulę. Kiedy go zobaczyła, szeroki uśmiech rozciągnął się na jej bladej twarzy, a ona podskakiwała w górę i w dół, klaszcząc w dłonie z radości.  
     –  Zrobiłeś to Bartku. – Powiedziała wyraźnie podekscytowana. – Jestem z ciebie taka dumna.
     – Dziękuję, pani Głowacka. – Bartosz wszedł do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi. Nie mógł pozbyć się uśmiechu z twarzy. – I dziękuję, że mnie o to poprosiłaś.
     – Nie ma za co, kochanie.
Wciąż się uśmiechając, Luiza przestała skakać i podniosła halkę nad biodra. Nie miała nic pod spodem i Bartosz ujrzał czerwony trójkąt jej włosów łonowych.
     – Nie ma nic lepszego niż matka służąca swojemu synowi. Najlepsza rzecz od czasu wynalezienia powozu. Nie zgodzisz się?
Odwróciła się do niego plecami, wciąż trzymając halkę, i poruszyła bladym tyłkiem.  
     – Tak. To było świetne.
Bartosz ściągnął spodnie wraz z bielizną po czym zdjął koszulkę i rzucił ją za siebie.
     – Czy teraz możemy to zrobić?
Jego oczy utkwiły w bliźniaczych, białych kulach jej tyłka.  
     – Co za niecierpliwy chłopiec.
Luiza obserwowała go przez ramię z urzekającym uśmiechem. Opadła na kolana na dywanik przy kominku, a następnie pochyliła się do przodu, aż znalazła się na czworakach, prezentując Bartoszowi swój tyłek wypięty w górę.
     – Kilka minut temu byłeś w ustach swojej matki i jeszcze chcesz więcej?
Koszulka zwisała z jej ramion i pleców, zakrywając większość jej okrągłego brzucha i opuchniętych piersi.  
     – Tak proszę.
Bartosz podbiegł do dywanika i ukląkł za Luizą. Delikatnie pogładził krzywiznę jej pośladków i zadrżał pod wpływem jej lodowatej skóry.
     – Bardzo dobrze. Ale najpierw się skup Bartku. – Nie odrywała od niego swoich zielonych oczu, spoglądając przez ramię. - Czy chcesz ponownie powierzyć swą maczugę swej matce, by spełniała przy jej pomocy swoje małżeńskie obowiązki?  
     – Nie wiem. – Bartosz zmarszczył brwi. – Pomyślałem, że gdybym ją zmusił do zrobienia tego, co właśnie zrobiliśmy, mógłbym znowu być z tobą. To był mój pierwszy lodzik i był niesamowity. Ale… nie chcę przekraczać żadnych granic z moją mamą.  
     Luiza zaśmiała się swoim wysokim, brzęczącym głosem, tak przepełnionym radością.
     – Głupi chłopiec. Zrobiłeś już decydujący krok, ale na razie to nieistotne. Możesz mnie mieć. Taka była nasza umowa, a ja dotrzymuję słowa.
     – Więc mogę…?
Bartosz złapał swojego penisa prawą ręką i umieścił go tuż za nią.  
     – Możesz.
     Bartosz wepchnął swojego penisa w chłód jej miękkiego ciała, ale nie mógł odnaleźć wejścia.
     – Zapomniałam, że to dopiero twój drugi raz.
Luiza sięgnęła za siebie i chwyciła za fioletową głowę.
     – Ta dziura, którą atakowałeś, jest tylko na specjalne okazje Bartku. Do tego czasu dostaniesz moją słodką muszelkę. Opuściła jego penisa i wsunęła go do swojej mokrej pochwy. Wypełniło ją ciepło jego członka.  
     – Więc… dobrze… pani Głowacka. Jej lodowate wnętrzności otoczyły go i wywołały dreszcze w jego układzie nerwowym. Chwycił za jej szerokie, zimne biodra, zagłębiał się w nią i wyłaniał.
     – Tak, skarbie.
Luiza spojrzała w dół na swoje białe dłonie na ciemnej podłodze i zacisnęła zęby odpierając natarcie. Bliźniacze diamenty na jej obrączce lśniły pomarańczowym blaskiem ognia dawno zgaszonego.
     – Możesz brać wszystko, co widzisz. Szanuję swoje umowy tak jak i on to robi.  
     Bartosz chrząknął i długo posuwał ducha. Doprowadził ją do kilku głośnych orgazmów. Początkowo martwił się, że jej krzyki sprowadzą jego rodziców. Ale nie martwił się do tego stopnia, by rozważać przerwanie. Kiedy żadne z jego rodziców nie wpadło w pośpiechu przez drzwi jego sypialni, zupełnie o nich zapomniał i po prostu oddał się bezlitosnemu natarciu. Jego wąskie biodra uderzyły o jej duży tyłek, a przyjemność rosła i rosła.  
     – Zamierzam… spuścić się… w twoją cipkę… pani Głowacka.
Bartosza nie obchodziło, że była jakimś fantazmatem. Seks był niesamowity i nigdy nie chciał z tego rezygnować.
     – Aaaaahhhhhhhhh. – Zadrżał i opróżnił w niej swoje jądra.
     –  Jest twoja… jest twoja… – Luiza syknęła i odepchnęła się od młodego samca.  
     Kiedy jego orgazm ustąpił, Bartosz spojrzał w dół i zobaczył, że Luizy już nie ma. Miał nadzieję, że wkrótce wróci. Wstał, podszedł się do łóżka i runął na pościel. Bartosz zapadł w głęboki sen i śnił o demoralizacji swojej matki. Jego drzemka była jednocześnie ekscytująca i przerażająca.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użyła 7137 słów i 41206 znaków, zaktualizowała 4 maj o 18:50. Tagi: #erotyka #horror #incest #duchy #matka

1 komentarz

 
  • Nienasycony.

    Kiedy następną część?

  • C10H12N2O

    @Nienasycony. Publikuję co 4-5 dni.