Nawiedzona Rezydencja (XX)

Nawiedzona Rezydencja (XX)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     Zaczęła się przerwa świąteczna i bliźnięta przebywały w domu zamiast w szkole. Siedzieli przy stole wraz tatą, jedząc śniadanie.
     – Kiedy mama wraca do domu?
Monika starała się nie brzmieć na tak zdesperowaną, jak była. Jej cipka płonęła bez delikatnego dotyku swojej matki. Wydawało się, że żadna ilość masturbacji nie rekompensuje jej nieobecności. Aby jeszcze bardziej pogorszyć sprawę, nie mogła wyrzucić z głowy obrazu ogromnego kutasa Bartosza.
     – Matka Eweliny już wraca do zdrowia.
Dariusz spojrzał na swoją córkę.
     – Twoja mama powinna być dwudziestego trzeciego w domu. Jestem tego pewien.
     – Ona nie przegapi Bożego Narodzenia, prawda?
Zmartwienie wkradło się w niebieskie oczy Bartosza.
     – Na pewno wróci. Będziemy obchodzić Święta Bożego Narodzenia, jak zwykle.
Dariusz wziął kolejny kęs grejpfruta.
     Niezależnie od tego oboje bliźniąt wątpiło, czy rzeczywiście będą to takie same Święta Bożego Narodzenia, jak zwykle, nawet gdyby ich matka wróciła na czas. Oboje tworzyli w myślach plany dotyczące Sylwii, każde z nich wpatrywało się w przestrzeń.
     – W każdym razie, co planujecie na dziś?
Dariusz wiedział, co zrobi. Ten przeklęty zawór w piwnicy znowu przestał działać. Jak zamierzał poczynić postępy w domu, skoro każdy kolejny zawór, który zakładał, zawodził? Chciał sprzedać ten dom na wiosnę, ale wydawało się to coraz mniej prawdopodobne.
     – Spotykam się z przyjaciółmi. – powiedział Bartosz.
     – Chcę spędzić trochę czasu z bratem – powiedziała w tym samym czasie Moniaka.
Spojrzała na Bartosza.
     – Myślałam, że pobędziemy dziś trochę razem. – Wyglądała na zranioną.
     – Od jakiegoś czasu nie widziałem się ze swoimi przyjaciółmi, Moniu. Kamil wymyślił nową grę planszową, w którą wszyscy spróbujemy zagrać.
To była prawda. Bartosz nie widywał się zbyt często ze swoimi przyjaciółmi, nawet nie biorąc pod uwagę czasu spędzonego w domku.
     – Wszyscy jesteście uczniami liceum i tworzycie gry planszowe. Jesteście takimi frajerami.
Monika uśmiechnęła się dobrodusznie, dając Bartoszowi znać, że żartuje.
     – Myślę, że mogę na chwilę udać się do Magdy. Co powiesz na spędzenie trochę wspólnie czas przed wyjściem?
     Dariusz przyglądał się, jak jego dzieci dogadują się mimo różnic, które je dzieliły. Bliźnięta zawsze dobrze się dogadywały. Dlaczego Tomasz nie mógł zdobyć części ich genów?
     – Ja… hm…
Bartosz planował się masturbować, oglądając film, na którym jego mama porównuje jego penisa ze swoim przedramieniem. Oszołomiony wyraz oczu Sylwii w tym momencie sprawił, że jaja Bartosza się skurczyły.
     – Jasne, Moniu. Możemy trochę wspólnie się polenić. – Westchnął.
Masturbacja musiała poczekać.
     – Och, i zanim zapomnę. To pierwszy dzień ferii świątecznych, więc chcę, abyście oboje dziś wieczorem byli w domu. Czas na świąteczny wieczór filmowy. Dariusz uśmiechnął się do swoich dzieci. Nie było to takie samo bez Sylwii, ale świąteczny wieczór filmowy w pierwszy wieczór świątecznej przerwy był tradycją rodziny Czerwińskich.
     – "Wydłubiesz sobie oko" – uśmiechnął się Bartosz.
     – "O nie, wydłubałem oko." – Śmiech Moniki brzmiał radośnie niczym świąteczne dzwonki.
     – Bardzo dobrze, ale w tym roku to szklana pułapka.
Dariusz i Sylwia zapoczątkowali tradycję, zanim jeszcze przybył na świat Tomasz. Każdego roku tuż przed Bożym Narodzeniem na przemian oglądali „Prezent pod choinkę” lub „Szklaną pułapkę”. I rzeczywiście był to rok szklanej pułapki.
     – Okej, będziemy, tato. – Monika skinęła głową.
     – Zgadza się. – Bartosz uśmiechnął się przyjaźnie.

***

     – Więc co chcesz robić?
Bartosz spojrzał na swoją siostrę siedząc na swoim fotelu komputerowym.
     – Cóż, nie skończyliśmy naszej rozmowy z poprzedniego dnia.
Monika usiadła na skraju jego łóżka, z dłońmi złożonymi na kolanach.
     – Chodzi o mojego penisa?
Bartosz przestał się obracać na krześle.
     – Słuchaj, on naprawdę nie jest problem. Ja… – Dlaczego próbował uniknąć ponownego pokazania go jej? Jeśli chciała go zobaczyć, powinien jej go pokazać. Bartosz uwielbiał sposób, w jaki patrzyły na niego kobiety i uwielbiał też Monikę. Była piękną kobietą.
     – Pokażę ci go ponownie, jeśli chcesz.
     – Tak. – Monika skinęła głową.
Starała się zachować spokój na twarzy, ale jej wnętrzności skręcały się w supeł na myśl o ponownym zobaczeniu tego zapierającego dech w piersiach kutasa.
     – Magda ciągle mnie o niego pyta. W ten sposób mogę jej powiedzieć, jaki jest, kiedy później się z nią zobaczę. Może uda mi się sprawić, żebyście zaczęli się spotykać.
     – Powiesz jej, że widziałeś dziś mojego kutasa?
Bartosz wstał, ściągnął spodnie i rzucił je w stronę szafy. Stał tylko w swoich bokserkach i koszulce.
     – I że go dotykałaś?
     – Hmm... nie… chyba nie mogę jej powiedzieć, że znowu go widziałam.
Monika była zazwyczaj myślicielką strategiczną, ale tak naprawdę tego nie przemyślała.
     – I… hm… dlaczego mówisz, że mam zamiar go dotknąć?
     – Ostatnim razem prosiłaś o dotknięcie go, więc…
Bartosz ściągnął koszulkę i rzucił ją w stronę spodni. Niedawno czułby się zawstydzony, gdyby mógł pochwalić się swoim nagim torsem, nawet przed swoją siostrą. Ale kobiety to lubiły.
     – Więc chcesz go dotknąć?
Bartosz opuścił swoje bokserki, wyszedł z nich i kopnął je. Tym razem właśnie wyszedł spod prysznica i naprawdę ciekawiło go, co Monika o nim sądzi.
     – Och...
Niebieskie oczy Moniki utkwiły w rosnącym narządzie.
     – Spójrz jak on… pęcznieje.
Poruszyła trochę tyłkiem na łóżku.
     – Może powinnam go dotknąć. Tylko żeby zobaczyć.
To wszystko była wina Magdaleny, że zasiała ziarno tych chorych pomysłów w jej głowie. Oraz wina jej mamy, że zostawiła ją taką napaloną.
     – Chodź tutaj, głupku.
Monika patrzyła, jak kutas się kołysze, gdy podchodził. Był teraz prawie sztywny.
     – Czy powinienem zamknąć drzwi?
Bartosz zatrzymał się tuż przed swoją siostrą, jego kutas znajdował się teraz kilka centymetrów od jej uroczego zadartego nosa.
     – W porządku.
Monika spojrzała na drzwi, a potem z powrotem na kutasa tuż przed nią. Zamknięcie drzwi oznaczało, że coś ukrywają, a ona tego nie chciała. W każdym razie ich tata był zajęty pracą w piwnicy.
     – To zajmie nam tylko chwilę. Potem może pójdziemy razem pospacerować po śniegu czy coś.
     – Pewnie.
Bartosz przyglądał się, jak jej prawa ręka przesuwa się w kierunku jego penisa i chwilę się waha. Potem zacisnęła szczękę, jakby podejmując decyzję, wyciągnęła rękę i lekko klepnęła jego kutasa. Bartosz parsknął śmiechem, gdy oboje patrzyli, jak szybko kołysze się na boki, aż wytracił energię.
     – Co robisz?
     – Testuję to, głupku.
Zrobiła to ponownie i nie mogła powstrzymać uśmiechu, widząc słodki śmiech Bartosza i absurdalność tego potężnego przyrodzenia kołyszącego się niczym niebezpieczny metronom.
     – Jeśli masz zamiar umawiać się z moją przyjaciółką, muszę być rygorystyczna.
     – W takim razie kontynuuj swoje testy.
Bartosz oparł ręce na biodrach.
     – Muszę zobaczyć, jaki jest gruby.
Twarz Moniki znów stała się poważna, gdy chwyciła go i ścisnęła prawą ręką. Wypuściła długi oddech, gdy giętkie ciało odepchnęło jej palce. Penis Bartosza był tak różny od penisa Arka czy jakiegokolwiek innego chłopca, że czuła się prawie tak, jakby dotykała penisa po raz pierwszy w życiu. Kiedy ciepło rozlało się po jej brzuchu, a wilgoć rozlała się po jej majtkach, wiedziała już, że nie jest jedynie lesbijką.
     – Więc, jak gruby jest?
     – Bardzo gruby – szepnęła.
     – Czy myślisz, że Magdzie się spodoba?
Bartosz zobaczył krótki przebłysk zazdrości na jej twarzy. Jako jej brat dobrze znał ten wyraz twarzy.
     – Tak.
Monika ściskała go rytmicznie. Nie próbowała zaspokoić Bartosza, tylko go sprawdzała. Potarła żyłkowate przyrodzenie opuszkami palców, a potem z powrotem do fioletowej głowy. Położyła dwa palce po obu stronach jego małej dziurki i lekko je rozsunęła. Dziura lekko się uchyliła.
     – Czy to jest to miejsce, skąd sikasz i… wiesz… spuszczasz się?
     –  Um… wiesz, że tak, Moniu.
Bartosz uniósł brew. Musiał jej to przyznać, zawsze potrafiła go zaskoczyć.
     – Po prostu nie widziałam takiego z bliska. I wiesz, mam tam różne dziury od różnych rzeczy. Pchnęła rękę z powrotem w dół, ponownie chwyciła jego penisa i pompowała go. Jej dłoń wydawała się taka mała.
     – Byłoby zupełnie inaczej, gdybyśmy byli identycznymi bliźniętami.
     – Cieszę się, że nie jesteśmy.
     – Ja też.
Tak dobrze było zaspokajać brata. Całe jej ciało mrowiło.
     – Więc to jest to, co chcesz aby Magda ci zrobiła?
Spojrzała na niego poważnymi oczami.
     – Właściwie to chciałbym, żeby używała obu rąk.
Bartosz zwalczył pragnienie, by położyć dłoń na głowie Moniki. W takich sytuacjach było to dla niego teraz drugą naturą, ale pomyślał, że Monika mogłaby się zbuntować.
     – To ma sens.
Monika położyła na nim drugą rękę i zaczęła pompować.
     – Niesamowite, Bartku. Twój kutas to naprawdę coś. Myślę, że Magda go pokocha.
     – Powiesz jej o tym?
     – Zamknij się, durniu.
Spojrzała na niego z udawanym gniewem i z powrotem spojrzała na jego penisa. Przez chwilę pompowała go w milczeniu.
     Bartosz przerwał ciszę.
     – Powinnaś go zwilżyć.
     – W jaki sposób?
Monika ponownie podniosła głowę. Wyglądał na bardzo szczęśliwego. Był podekscytowana, że jej brat był tak szczęśliwy.
     – Po prostu napluj na dłonie.
     – Czy to nie będzie obrzydliwe?
Monika nie była pewna, czy sobie z niej nie żartuje.
     – Nie, będzie świetnie.
     – W porządku.
Monika zdjęła z niego ręce, splunęła w każdą dłoń i wróciła do pompowania.
     – Bartku? Jesteś prawiczkiem?
     – Nie.
Bartosz zachwycał się śliskimi odgłosy dłoni siostry na swoim penisie.
     – Ale nie chcę teraz o tym rozmawiać, dobrze?
Nie był pewien, jak jej powiedzieć, że oboje sypiają z tą samą kobietą.
     – W porządku.
Przez kilka minut pompowała go w milczeniu.
     – Minęło dużo czasu, Bartku. Czy zamierzasz… dojść?
     – Chcesz tego?
Nie był pewien, jak zareagowałaby, gdyby została pokryta lepką, gorącą spermą.
     Monika przemyślała to, pracując nad nim.
     – Nie. Myślę, że to wystarczy. Powiem Magdzie, że jesteś gotowy na randkę, jeśli nadal będzie zainteresowana.
Zdjęła ręce z jego penisa i wstała, ostrożnie przesuwając się na bok uważając na gigantyczną erekcję.
     – Przepraszam, że nie doprowadziłam cię do końca. Czy na pewno wszystko w porządku?
     – Nie ma problemu, ale lepiej już idź.
Bartosz posłał jej łagodny uśmiech. Nie był tak daleko od orgazmu.
     – Zamierzam teraz obejrzeć porno.
     – Och, dobrze.
Monika pocałowała go w policzek i uciekła z pokoju. Dziwne, gdyby jej brat powiedział jej zaledwie kilka dni temu, że zamierza oglądać porno, nazwałaby go zboczeńcem. Ale teraz miała tylko nadzieję, że naprawdę będzie cieszył się swoim orgazmem. Wychodząc, zamknęła drzwi i skierowała się do swojego pokoju. Miała godzinę, zanim będzie musiała wyjść do Magdaleny, a Monika też musiała zrobić sobie dobrze.

***

     – To świąteczna muzyka. – powiedziała cała trójka Czerwińskich na kanapie razem z Argylem w filmie.
Wszyscy się śmiali. W piwnicy było zgaszone światło, a film dopiero się zaczął. Bartosz usiadł na jednym końcu kanapy. Jego siostra wtuliła się obok niego pod kocem. Po drugiej stronie kanapy Dariusz zajadał się popcornem.
     Rozsiedli się i pozwolili, aby film wprowadził świąteczną atmosferę, tak jak wiele razy robił to dla ich rodziny.
     Mniej więcej wtedy, gdy Hans Gruber cytował Aleksandra Wielkiego, Bartosz poczuł małą dłoń Moniki na swoim udzie. Jej dłoń znajdowała się pod kocem, na jego spodniach od piżamy, gdy powoli sięgała do jego pasa.
     – Co robisz? – Bartosz szepnął do swojej siostry.
     – Ćśś... – Uśmiechnęła się do niego i wróciła do oglądania filmu.
     Bartosz spojrzał na swojego tatę, który nadal przeżuwał garść popcornu, pochłonięty filmem.
     – Nie sądzę...
     – Ćśś... – uciszył go Dariusz, nie oglądając się na niego.
     Bartosz ponownie skupił się na filmie i poczuł, jak mała, ciepła rączka Moniki wsuwa się pod jego piżamę i bieliznę.
     Monika przysunęła się bliżej i nachyliła się do ucha Bartosza.
     – Magda mówi, że wciąż jest zainteresowana – szepnęła. – Myślisz, że zrobiłaby to, gdybyście się spotykali? Dotykała go i bawiła się głową jego penisa, ale bokserki Bartosza były zbyt ograniczające, by mogła go pompować.
     Bartosz skinął głową i pozwolił siostrze przycisnąć się do jego lewego boku. Był teraz w pełni twardy, gdy bawiła się czubkiem jego penisa, który wystawał powyżej elastycznego paska bokserek.
     Cała trójka Czerwińskich nie odrywała oczu od filmu, ale tylko Dariusz naprawdę angażował się w to, co dzieje się na ekranie.
     – To nie fair.
Bartosz pochylił się do jej ucha i wypowiedział te słowa w chwili, gdy blok C4 zniszczył kilka pierwszych pięter Nakatomi Tower. Wsunął lewą rękę pod koc i szybko przesunął dłoń pod spodnie i majtki od piżamy Moniki. Wierciła się trochę, ale kiedy znalazł jej mokrą szczelinę, uspokoiła się. Przesunął palcem po małych wypukłościach wewnątrz jej cipki. Czuł, jak napinają się jej ramiona. Nie powstrzymała go.
     Bliźnięta pracowali nad sobą tak cicho, jak tylko potrafili, podczas gdy John McClane ratował świat. Mniej więcej w czasie, gdy złoczyńcy otworzyli sklepienie, z pralni rozległo się głośne brzęczenie.
     – Och, cholera.
Dariusz odstawił popcorn, wstał i podbiegł do drzwi. Otworzył je, nasłuchiwał i opadły mu ramiona.
     – Ehh... mam nadzieję, że to przynajmniej nie znowu ten zawór.
     Bartosz i Monika szybko odsunęli swoje ręce od genitaliów pod kocem i starali się wyglądać niewinnie.
     Dariusz odwrócił się do swoich dzieci.
     – Muszę się tym zająć. – Potrząsnął głową. – Przepraszam, wiem, że film jest wciągający. Możecie skończyć beze mnie.
Odwrócił się i zniknął w niedokończonej części piwnicy.
     – Więc?
Bartosz spojrzał na Monikę.
     Monika skinęła głową.
     – Twój pokój czy mój?
     – Mój pokój – powiedział Bartosz. – Zapewnia więcej prywatności.
     Wstali, trzymając się za ręce i ruszyli na górę. Monika zauważyła, że jego dłoń lepiła się od jej soków, gdy ją ściskała.

***

     – Wiesz, myślałam, że jestem lesbijką.
Monika uklękła przed stojącym bratem. Wciąż miała na sobie piżamę. Bartosz miał na sobie tylko bluzę od piżamy. Patrzyła na jego masywną erekcję, znajdującą się kilka centymetrów od jej twarzy. Jego kutas drżał nieznacznie z każdym uderzeniem serca Bartosza.
     – Ale teraz myślę, że lubię zarówno dziewczyny, jak i chłopców.
     – Muszę ci coś powiedzieć, Moniu.
Bartosz patrzył, jak jej usta się rozchylają, a źrenice rozszerzają się.
     – Widziałem ciebie i mamę razem.
     – Widziałeś …?
Spojrzała na jego przystojną twarz nie rozumiejąc o czym mówi. Ale kiedy zobaczyła chytry wyraz jego oczu, wiedziała, że mówił o wszystkich złych rzeczach, które zrobiła z matką.
     – O mój Boże.
Położyła dłonie na twarzy, a jej policzki zarumieniły się.
     – Widziałeś, jak robiłyśmy różne rzeczy? Umrę, Bartku. Nie chciałyśmy. To się po prostu wydarzyło. To znaczy… ja… myślę, że ten dom jest…
     – W porządku, Moniu.
Bartosz położył dłoń na jej brązowych włosach i poklepał ją jak szczeniaka.
     – Też robiłem różne rzeczy z mamą.
     – Co?
Monika zerknęła na niego przez palce, żeby zobaczyć, czy jej nie przedrzeźnia. Wyglądał poważnie.
     – Ty też?
     – Zaczęło się jakiś czas temu.
Bartosz uśmiechnął się, przypominając sobie zszokowany wyraz twarzy Sylwii, kiedy po raz pierwszy została pokryta jego nasieniem.
     – Jest najlepszą mamą wszech czasów.
     – Jest.
Monika powoli odsunęła dłonie od twarzy. Wciąż była bardzo czerwona.
     – Bartek, czy dom odmienił, mamę? Czy to cię zmieniło? To znaczy, kiedyś byłeś tam mały, a teraz spójrz. Jej wzrok spoczął na długim, grubym penisie.
     – Tak, jest kobieta, która się nazywa Luiza Głowacka. Zaproponowała nam umowę.
     – Poznałam ją... – szepnęła Monika. Wyciągnęła ręce i chwyciła penisa Bartosza obiema dłońmi. Był tak ciepły.
     – Ja też chcę tej umowy.
     – Chcesz? – Bartosz uniósł brwi.
     – Dlaczego miałabym nie chcieć?
Twarz Moniki pochyliła się trochę do przodu. Oblizała usta.
     – To będzie przez chwilę bolało. Robi się naprawdę gorąco, ale potem jest przyjemnie.
     – Nie obchodzi mnie, czy jest gorąco. Jeśli ty i mama zawarliście umowę, ja też tego chcę.
Monika polizała fioletową głowę przed sobą i rozkoszowała się jej lekko słonym smakiem.
     – W porządku.
Bartosz położył dłoń na jej ramieniu i podniósł ją na nogi. Jej ręce zsunęły się z jego penisa.
     – Chodźmy najpierw pod zimny prysznic. Zaufaj mi, będziesz tego potrzebować.
     Wyszli z jego pokoju, przeszli przez korytarz i zamknęli się w łazience.
     – Powinnaś się rozebrać.
Bartosz ustawił wodę na tak zimną, jak tylko to możliwe.
     – Dziwne.
Ale Monika zdjęła górę, spodnie i majtki.
     – Co teraz zrobimy?
     – Cóż, teraz musisz zgodzić się na umowę.
Bartosz spojrzał na nią od góry do dołu. Była taką drobną, delikatną istotą. Jej małe piersi miały różowe, opuchnięte sutki, a między smukłymi nogami miała ładny, przycięty trójkąt brązowych włosów. Zrobił sobie mentalne zdjęcie, ponieważ miało się to wszystko zmienić.
     – Więź, pakt, zawarty kontrakt. Zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a diabeł wziął swój dług. Jedyne, czego potrzebujemy od ciebie, to twoja zgoda.
     – Diabeł? – Niebieskie oczy Moniki rozszerzyły się.
     – Poznałem go. To całkiem miły facet.
Bartosz ujął lewą dłoń Moniki w swoją.
     – On po prostu nie lubi przestrzegać zasad.
     – O.
Monika delikatnie się uśmiechnęła.
     – Nawet mnie to nie obchodzi, po prostu chcę być w tym razem z tobą i mamą, Bartku.
Ścisnęła jego dłoń.
     – Zgadzam się na umowę.
Gorąco narastało w jej klatce piersiowej, biodrach i pomiędzy nogami. Bartosz miał rację, to bolało.      – Aaaaaaahhhhhhh... Baaarrrttteeeekkk...
Dziwny czerwony blask wypełnił łazienkę i wydawał się z niej emanować.
     – Wejdź pod prysznic. To pomoże.
Bartosz zdjął bluzkę i wniósł ją pod prysznic. Woda wywołała szok na jego skórze, ale nie przejmował się tym. Monika wiła się i przeklinała, gdy przenikał ją żar. Bartosz patrzył, jak jej świecące piersi rosną, a biodra się poszerzają. Postawił ją na nogach i obrócił tak, aby zimna woda obmywała jej piersi.
     – Wkrótce będzie lepiej.
Opadł na kolana i ukrył twarz między jej nogami.
     – Ohhhhhhhhh...
Monika była tylko częściowo świadoma, że jej brat liże jej cipkę. Upał zelżał i Monika objęła swoje piersi. Nie były takie jak wcześniej. To właśnie przytrafiło się ich matce. Były o wiele bardziej pełne i ciężkie. Upuściła je i ponownie złapała. Opadły na jej klatkę piersiową w zupełnie nowy sposób.
     – Moje… cycki… teraz wiszą… Bartku.
Upał zniknął, zastąpiony przyjemnością spowodowaną tym, co robił jej brat między jej nogami.
     – Och, Bartku.
     – Mmmmppphhhh...
Bartosz skupił się na jej łechtaczce. Złapał ją teraz za pulchny tyłek oburącz, aby przytulić ją do siebie. Czuł, jak drży od zbliżającego się orgazmu.
     – Baaarrrtkkkuuuu... – Monika pisnęła i zadrżała.
Gwiazdy tańczyły z nią pod prysznicem. Kiedy doszła do siebie, podniosła Bartosza na nogi i złożyła głęboki pocałunek na jego ustach. Mogła posmakować aromatu swojej cipki. Przez chwilę całowali się w ten sposób pod zimną wodą, jego ogromny kutas wciskał się w jej brzuch. Nie mogła się powstrzymać od porównania go do całującej matki. Sylwia była miękka, delikatna i opiekuńcza. Bartosz bardziej natarczywy i intensywny. Monika uwielbiała jedno i drugie.
     Zimna woda stała się dla nich nieznośna, więc ją zakręcili i wyszli spod prysznica. Podzielili się ręcznikiem Bartosza i razem wytarli się, śmiejąc się i żartobliwie klepiąc się po nagich ciałach. Wkrótce znowu zwarli usta. Przeszli przez korytarz z powrotem do pokoju Bartosza, na ślepo sięgając po klamkę, gdy całowali się przez całą drogę. Kiedy byli w pokoju Bartosza, stanęli na środku pokoju.
     – Muszę… odwzajemnić… przysługę – powiedziała Monika między pocałunkami.
Upadła na kolana i przesunęła dłońmi po chudych udach Bartosza do jego jąder. Wzięła po jednym do każdej dłoni, ważąc ich ciężar.
     – Takie pełne.
Następnie zbliżyła się do jego kutasa i trzepała go ostrożnie przez kilka minut. Monika przysunęła się coraz bliżej, aż w końcu polizała głowę.
     – Nie wiem, jak zmieścić go w ustach.
     – Po prostu włóż końcówkę.
     – Nawet sama głowa jest ogromna.
Monika polizała go ponownie, odrobina preejakulatu drażniła jej język słonym smakiem.
     – Moje usta są dość małe, Bartku. Ale spróbuję. Chcę cię uszczęśliwić.
Monika rozchyliła wargi szeroko i wzięła fioletową głowę do ust. Jej oczy wytrzeszczyły się z wysiłku. Ale była zaskoczona, jak szybko przyzwyczaiła się do jego rozmiaru. Wkrótce jej mała główka podskakiwała na Bartoszu, kiedy jednocześnie pieściła go obiema dłońmi.
     – Niesamowite, Moniu. Przychodzi ci to tak naturalnie.
Bartosz położył ręce na jej jedwabistej głowie i pozwolił jej robić mu loda w jej tempie. Z pewnością Monika nie była tak utalentowaną artystką obciągania jak Ewelina czy nawet Sylwia. Ale jej niepewny entuzjazm był na swój sposób wspaniały.
     – Tak trzymaj.
     Monika pracowała nad nim krótkim, energicznym ruchami tam i z powrotem przez około dwadzieścia minut.
     – Mmmmppphhhhhh...
Chciała jego spermy. Po raz pierwszy od osiemnastu lat chciała spermy mężczyzny.
     – Gdzie… mam skończyć… Moniu?
     – Uuuuuppppphhhhhhh...
Pracowała nad nim jeszcze intensywniej, czubek jego penisa po prostu naciskał na tył jej ust. Nigdy nie przełknęła spermy Arka ani pozostałych dwóch chłopców, którym przedtem obciągnęła. Ale chciała poczuć nasienie swojego brata w żołądku.
     – Dobra… tutaj… idzie…
Bartosz mocniej ścisnął jej włosy i starał się nie wciskać kutasa do jej gardła. Jego biodra zadrżały i z serią miękkich chrząknięć, spuścił się w ustach siostry.
     – Aaaaaccckkkyyy...
Monika nie była gotowa na rwący potok spermy. Nie mogła tego przełknąć. Wypełnił jej usta, wydymając policzki, a następnie eksplodował obok ust, kapiąc na jej nowe cycki, uda i podłogę. Odsunęła usta, pewna, że już skończył, ale Bartosz strzelał raz po raz, pokrywając jej twarz i włosy spermą. Kiedy skończył, sięgnęła w kierunku podłogi, szukając czegoś, czym będzie mogła zetrzeć nasienie z oczu.
     – Pomożesz, Bartku?
W końcu przełknęła pozostałe słone nasienie w ustach i lekko zadrżała z przyjemności. To było dobre.
     – Przepraszam.
Bartosz ściągnął swoje prześcieradło z łóżka i podał jej.
     – Proszę.
     – Dzięki.
Otarła się.
     – Masz tego o wiele więcej niż jakikolwiek facet, z którym byłam...
Otworzyła oczy.
     – ...i nadal jesteś twardy.
     – Die hard, co nie? – Bartosz się uśmiechnął.
     – Yippee-ki-yay skurwysynu. – Monika się roześmiała.
Wstała i spojrzała na niego od góry do dołu.
     – Więc runda druga, czy co? Nigdy nie byłam z nikim, kto pozostałby twardy po… no wiesz.
     – Czy chcesz spróbować go w siebie włożyć?
Patrzył na nią, gdy przechylała do niego biodro. Jej cycki zmieniły się z drobnych cytrynek w obfite łzy. A jej biodra i talia nie były już tak proste jak ociosana deska, tworzyły ładną krzywiznę w kształcie klepsydry.
     – Zgoda. To wszystko jest takie szalone, ale zgadzam się.
Spojrzała na drzwi.
     – A jeśli tata przyjdzie sprawdzić co u nas?
     – Jestem pewien, że jest zajęty w piwnicy.
     – Jak chcesz tego dokonać?
Monika podeszła do łóżka, opadła na plecy i rozłożyła smukłe nogi. Wiedziała, jak tego pragnie. Chciała poczuć, jak jego kutas się w nią zanurza.
     – To zadziała.
Bartosz stanął pomiędzy jej nogami. Spojrzał na szufladę na stoliku nocnym i pomyślał o obietnicy, którą złożył mamie.
     – Czy powinniśmy użyć prezerwatywy?
     – Używasz prezerwatyw gdy robisz to z mamą?
Monika spojrzała na swoje cycki. Spływały na boki, gdy leżała na plecach. Pomyślała, że wygląda tak ładnie. Spojrzała niżej na potwora unoszącego się nad jej cipką.
     – Nie.
Bartosz położył swojego kutasa na jej brzuchu, z jajami na jej cipce, żeby mogła zobaczyć, jak głęboko się w nią wbije.
     –  Ale zazwyczaj używamy jej tyłka.
     – Nie ma mowy.
Spojrzała na niego, jej twarz była blada.
     – Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe. Mogę ci powiedzieć, że nigdy nie pozwolę ci go tam wsadzić.
     – W porządku.
Bartosz uniósł ręce w geście poddania.
     – Więc prezerwatywa?
     – Nie tym razem.
Monika nie mogła uwierzyć, że to się w niej zmieści. Widząc go leżącego na jej brzuchu, wiedziała, że wejdzie do połowy jej brzucha.
     – Następnym razem użyjemy jednej. Ale teraz chcę poczuć to, co czuje mama. Tylko raz. Wyciągnij go, w odpowiednim momencie, dobrze?
     – W porządku.
Bartosz ustawił swojego penisa przy jej cipce i naparł głową. Była niesamowicie mokra, ale mimo to napotkał pewien opór. Bez zawartej umowy Bartosz wątpił, czy byłby w stanie nawet wetknąć choćby samą końcówkę w jej ciasnej cipce. Ale z umową, wskoczyła do środka.
     – Oooohhhhhhh...
Monika wpatrywała się ponad swoimi cyckami na znikającego kutasa.
     – Jest w środku. Zrobiłeś to, Bartku.
     – Przed nami jeszcze długa droga.
Napierał dalej. Była taka ciasna.
     – Nie mogę uwierzyć, że patrzę, jak to wielkie przyrodzenie wchodzi we mnie. Jak to możliwe, że się mieści?
     – To zasługa umowy, Moniu.
Pchnął go dalej, aż jego jaja uderzyły w jej tyłek.
     – Uwielbiam… tę umowę… uuuuuuuggggghhhhhh...
Jej biodra zakołysały się i po raz pierwszy doszła z mężczyzną w sobie. Jej ładny, zadarty nos zmarszczył się, gdy jęknęła z przyjemności.
     – Chciałabyś to zobaczyć?
Bartosz widział, że będzie jej ciężko podnieść głowę, ale wiedział, iż chętnie zobaczy, co się dzieje z jej cipką. Więc czekał, aż minie jej orgazm, złapał poduszkę i umieścił ją za jej głową.
     – A teraz trzymaj się, zamierzam cię teraz naprawdę ostro rżnąć.
     –  Okej. – pisnęła Monika. Chwyciła prześcieradło po obu stronach bioder i szerzej rozłożyła nogi. Nic nie mogło przygotować Moniki na atak, który nastąpił. Było tak dużo kutasa, który wciąż w niej znikał. Żeby było jeszcze bardziej nieprzyzwoicie, mogła zobaczyć, jak wypycha jej brzuch od wewnątrz, jak obcy w jednym z jej ukochanych filmów science-fiction. Jej brat rżnął ją przez ponad godzinę, a Monika zachwycała się każdą sekundą. Dochodziła raz po raz, czasem miała orgazm po orgazmie. Jej cycki, które dziko podskakiwały, prawie uderzyły ją w twarz. W tym czasie prawie nic nie mówiła, z wyjątkiem sporadycznych: „Dochodzę… znowu…” lub „Taki… duży…”
     W końcu Bartosz był gotowy.
     – Zaraz się… spuszczę… Moniu.
Przerwał swoje ruchy i cofnął się, żeby się od niej odsunąć.
     – Nie.
Monika sięgnęła do jego małego tyłka, chwytając go obiema dłońmi. Przyciągnęła go tam mocno jak tylko potrafiła, napinając swoje szczupłe ramiona, by utrzymać go w sobie.
     – Czy… spuszczasz się… w cipce mamy?
     – Czas... uh… czasami…
     – Zrób… to… też we mnie.
W jej rozgorączkowanym mózgu, było to warte ryzyka. Chciała poczuć, jak to jest przyjąć w siebie całego swojego brata. Była bliska kolejnego orgazmu. Czy to był już jej ósmy czy dziewiąty? Nie miała pojęcia.
     – W porządku.
Z tyłu umysłu Bartosza wysyłane zostawały sygnały ostrzegawcze, ale racjonalne myślenie nie górowało tego dnia. Jego biodra powróciły do długich, miażdżących uderzeń, które wbijały tyłek jego siostry głęboko w materac przy każdym pchnięciu w dół. Minutę później stracił rytm i wydał serię cichych pomruków.
     – Dooooochhooooodzzzzzęęę...
Zalał ją wszystkim, co mieściło się w jego jajach.
     Monika wraz z bratem wykrzyczała swój orgazm. Uczucie jego gorącego nasienia w niej było zbyt silne.
     Minęło ponad pięć minut, zanim któreś z nich się odezwało. Bartosz położył się na siostrze, z głową opartą na jej prawym uchu. Oddychali równo, wciąż trochę dysząc z wysiłku i haju.
     – Bierzesz pigułki?
Bartosz wyszeptał jej do ucha. Kiedy jego siostra potrząsnęła głową, poczuł, jak jego jądra lekko się kurczą.
     – Może będzie wszystko w porządku.
     Monika skinęła głową.
     – Tak, może.
Przesunęła dłońmi po jego gładkich plecach.
     – Wesołych świąt, Bartku.
     – Wesołych świąt, Moniu.
Biodra Bartosza lekko się zakołysały. Nadal był taki twardy.
     – Jeszcze raz? – szepnęła Monika.
     – Dlaczego nie.
Tego wieczoru Bartosz spuścił się wewnątrz swojej siostry jeszcze dwa razy.
     Kiedy Monika w końcu wstała, żeby wziąć prysznic i położyć się do swojego łóżka, zaczęła iść jak kaczka, czuła się jakby przez cały dzień jeździła konno. Następnym razem użyją prezerwatywy, obiecała sobie. O Boże, będzie następny raz. Nie mogła się go doczekać.

***

     Tylne siedzenie minivana należało wyłącznie do Khadry. Na dwóch środkowych siedzeniach piętrzyły się walizki. Z przodu Ewelina chrapała na siedzeniu pasażera. Sylwia, z rękami na kierownicy i wpatrując się w drogę, poruszała głową w rytm głośnej muzyki pop z lat dziewięćdziesiątych, która rozbrzmiewała z głośników samochodu. Khadra czuła się bezpiecznie, mając kobiety Czerwińskich tak blisko siebie, ale miło było też mieć własną przestrzeń. Bujała nogami na siedzeniu, żeby się trochę rozluźnić i usłyszała jak coś uderza o podłogę. Sięgnęła w dół, aby podnieść przedmiot, który upadł, a jej dłoń zacisnęła się na znajomym kształcie.
     Allahu dopomóż, to cholerne ogromne dildo podążało za nią podczas podróży samochodem. Khadra położyła je na kolanach i przyglądała się mu. Jej żołądek przewrócił się, gdy poczuła znajome wypukłości żył i gąbczastą elastyczność silikonu. Khadra lekko uniosła głowę, żeby spojrzeć ponad siedzenia przed sobą, Sylwia wciąż prowadziła, a Ewelina spała. Khadra opadła z powrotem na swoje miejsce, w większości ukryta przed kobietami znajdującymi się z przodu pojazdu. Jej ręce drżały, gdy trzymała czarne jak smoła przyrodzenie na swojej dużej piersi.
     Czy odważy się? Minął ponad tydzień, odkąd trzymała to coś między nogami, a jej pochwa moczyła się w oczekiwaniu na jego powrót. Myśląc o swoim upokorzeniu, w razie gdyby pozostałe kobiety ją przyłapały, trzymała dildo nad sukienką przez ponad dziesięć minut. Ale kiedy jedna chwytliwa popowa piosenka zmieniła się w następną, Khadra wiedziała, że nie będzie w stanie mu się oprzeć.
     Ostatnią myślą, jaką przyszło jej do głowy, zanim wsunęła potwora pod sukienkę, było to, że mogła przynajmniej poczekać, aż będzie miała prywatną chwilę w rezydencji. Ale najwyraźniej nie mogła czekać. Khadra rozłożyła nogi, odsunęła majtki na bok i wsunęła w siebie fallusa. Chrząknęła wraz z nadejściem znajomej przyjemności, gdy ta chciwie wpychała go w siebie. Sylwia uwielbiała głośną muzykę, dzięki Allahowi.
     Przez następne pół godziny Khadra doprowadziła swoją cipkę do trzech niesamowitych orgazmów. Musiała zagryźć swój hidżab, żeby nie ostrzec jękami kobiet o swoich poczynaniach. Kiedy w końcu była usatysfakcjonowana, sięgnęła po torebkę i ukryła dildo na dole pod dodatkowym hidżabem, który nosiła ze sobą.
     – Czy czujesz coś dziwnego, Khadro?
Sylwia ściszyła muzykę i przemówiła przez ramię.
     – To jest naprawdę znajomy zapach, ale nie potrafię dokładnie określić co to takiego. Zastanawiam się, czy przez coś nie przejechałyśmy.
     Gdyby Khadra mogła się zarumienić, zrobiłaby się jaskrawoczerwona. Khadra wiedziała, że Sylwia wyczuwała jej podekscytowaną cipkę.
     – Nic nie czuję.
Khadra obciągnęła sukienkę i udawała, że odpoczywa z tyłu.
     – No cóż. Chyba nie pachnie źle. Szkoda, z jakiegoś powodu przypomina mi moją córkę.
Sylwia ponownie pogłośniła muzykę i wróciła do poruszania głową do rytmu. Ewelina nadal chrapała na siedzeniu obok niej. Khadra położyła się i pozwoliła błogiej elektryczności po orgazmie ukoić jej nerwy.

***

     Byli parę godzin od domu, kiedy Ewelina przebudziła się z drzemki. Przeciągnęła się i spojrzała na tylne siedzenie, ale nie widziała Khadry. Biedna kobieta prawdopodobnie spała. Ewelina nie była pewna, czy ją ze sobą zabrać, ale ta nieduża, ciemnoskóra kobieta była pomocna, gdy wyprowadzali mamę Eweliny ze szpitala do domu. Ewelina spojrzała na Sylwię znajdującą się na siedzeniu kierowcy. Jej teściowa poruszała głową w rytm muzyki, jej cycki trzęsły się wraz ze stanikiem, sukienką i pasami bezpieczeństwa. Ewelina widziała zaokrąglenie brzucha Sylwii, którego wcześniej tam nie było.
     – Sylwio?
Ewelina ściszyła muzykę.
     – Sylwio, chcę z tobą o czymś porozmawiać.
Ewelina znowu spojrzała w tył i stwierdziła, że słyszy ciche chrapanie Khadry.
     – O co chodzi, kochanie?
Sylwia spojrzała na Ewelinę, a potem znów skierowała wzrok na drogę.
     – Jestem w ciąży – wypaliła Ewelina.
Nie była pewna, dlaczego mówiła o tym swojej teściowej przed mężem, ale coś w napuchniętym brzuchu Sylwii sprawiło, że chciała jej się z tego zwierzyć.
     – Mój pierwszy wnuk.
Sylwia się uśmiechnęła. Oczywiście Sylwia już wiedziała o ciąży i wiedziała, że to nie jest dziecko Tomasza. Ale była szczęśliwa, mogąc udawać nieświadomą. W każdym razie było to prawie to samo DNA. Kto by poznał różnicę?
     – Ty i Tomek musicie być tacy szczęśliwi.
     – Jeszcze mu nie powiedziałam.
Ewelina zarumieniła się. Ile Sylwii miała zamiar powiedzieć? Na pewno nie to, że pieprzyła się z obydwoma synami Sylwii.
     – Naprawdę?
Sylwia skinęła głową w zamyśleniu.
     – Cóż, w takim przypadku równie dobrze możesz być pierwszą osobą, która pozna moje dobre wieści. Ja też jestem w ciąży.
     – Wiem.
Ewelina spojrzała na brzuch Sylwii.
     – Chodzi mi o to, że zaczyna to już być widoczne. Domyśliłam się.
Ewelina oczywiście wiedziała, że ich dzieci mają tego samego ojca, ale nie zamierzała powiedzieć Sylwii, że wiedziała, że jej teściowa uległa temu samemu gigantycznemu kutasowi, co ona.
     – Więc nie powiedziałaś Dariuszowi?
     – Jeszcze nie.
Sylwia zmarszczyła brwi w przesadnym grymasie.
     – Spodziewam się, że będzie zrzędził. Chciał tylko trójki dzieci. I cóż, dzieci stają się trudniejsze w wychowaniu w późniejszym wieku.
     – Powiedziałaś, Bartkowi?
     – Hmm, dziwne pytanie.
Sylwia zmrużyła oczy i spojrzała na Ewelinę. Ile ta kobieta wiedziała?
     – Dlaczego miałabym powiedzieć najmłodszemu synowi, a nie mężowi?
     – Ja… hm… chodziło mi tylko o to, że…
Ewelina wyjrzała przez okno na migające pola.
     – A może po dzisiejszej kolacji ogłosimy obie, że jesteśmy w ciąży? Będzie to coś wyjątkowego do świętowania w Wigilię. Rodzina Czerwińskich się rozrasta.
     – Pewnie.
Sylwia skinęła głową.
     – To brzmi jak miła niespodzianka. Chyba nie potrafię już tego ukrywać.
Sylwia spojrzała na swój brzuch. Naprawdę zaczynał rosnąć w tamtym rejonie. Był tam jej własny wnuk. Do licha, dwoje jej wnuków jechało tym samym samochodem w swoich matkach.
     Sylwia niewiele wiedziała. Właściwie, na ten moment, jej troje wnuków rosnących w swoich matkach znajdowało się w tym minivanie.

***

     Po miłym rodzinnym obiedzie wszyscy zebrali się w głównym salonie, aby udekorować choinkę. Dzięki wysokim sufitom w pokoju Dariusz był w stanie zmieścić w nim wysoki, majestatyczny świerk. Huczący ogień ogrzewał pokój i rzucał radosne, ciepłe światło na zgromadzoną grupę.
     – Myślałam, że komin nie jest drożny, jak rozpaliłeś ogień, Darku?
Sylwia pocałowała męża w policzek.
     – Myślę, że inspektor się pomylił. Ale ja go nie rozpaliłem. Myślałem, że ty to zrobiłaś.
Dariusz wyciągnął czerwoną bombkę z pudełka z dekoracjami i szukał idealnego miejsca na drzewie, aby ją powiesić.
     – Czy to pierwszy raz, kiedy dekorujesz choinkę? – zapytała Ewelina Khadrę, siadając na kanapie obok Sylwii. Ciepło ognia było takie przyjemne.
     – Tak.
Khadra uśmiechnęła się, poprawiła hidżab i wyciągnęła z pudełka owalną ozdobę z błyszczącymi płatkami śniegu.
     – Jest miło, prawda?
     – Tak – powiedział Bartosz.
Siedział przy kominku, biodro przy biodrze ze swoją siostrą.
     – Zgadza się. – powiedziała Monika i zaśmiała się. Miała na sobie za duży brzydki świąteczny sweter i długą spódnicę. Osiemnastoletnie bliźnięta zachichotały. Bartosz położył telefon obok siebie przy kominku i włączył jakąś instrumentalną świąteczną muzykę. Cienkie, melodyjne dźwięki wypełniły przestrzeń.
     – Gdybyśmy mogły prosić o waszą uwagę.
Sylwia objęła ramionami Ewelinę.
     – Tomku? Będziesz chciał to usłyszeć. To może chwilę poczekać.
     Tomasz spojrzał w dół z drabiny, z której próbował zawiesić wysoko ozdoby. Zawsze chciał we wszystkim prześcignąć swoją rodzinę.
     – Mamy radosną wiadomość.
Sylwia uśmiechnęła się i spojrzała na Ewelinę.
     – Jesteśmy w ciąży – powiedziały jednocześnie Sylwia z Eweliną.
     Dariusz upuścił bombkę na ziemię, gdzie podskoczyła kilkukrotnie i poturlała się. Na szczęście nie była to szklana bombka. Patrzył szeroko otwartymi oczami na swoją żonę.
     – Co teraz?
Tomasz spojrzał z drabiny zdezorientowany.
     – Um… oboje jesteście?
Twarz Bartosza zbladła i spoważniała.
     Monika przyjrzała się swojemu bratu, sięgnęła w dół i ścisnęła jego dłoń. Wiedziała, o czym myśli.
     Khadra rozpromieniła się. To była dobra wiadomość, prawda?
     W czasie gdy wszyscy przetwarzali tę informacje, grała melodyjna świąteczna muzyka.
     – Hm… cóż… przypuszczam, że to bożonarodzeniowy cud.
Dariusz próbował się uśmiechnąć.
     – Bóg pobłogosławił nas dwoma nowymi Czerwińskimi.
Podszedł do swojej żony, przyklęknął i spojrzał jej w oczy.
     – Jesteś szczęśliwa?
     – Bardzo.
Ciepły uśmiech Sylwii promieniował w pomieszczeniu. Przyjął to lepiej, niż się spodziewała.
     – Cóż, cholera.
Drabina Tomasza zachwiała się, gdy stracił równowagę, na szczęście Khadra podeszła, by go podtrzymać.
     – Zapomniałaś o pigułkach? Wiedziałem, że do tego dojdzie.
     – Tomaszu, to czas na radość.
Dariusz spojrzał groźnie na syna.
     – Będziesz ojcem.
     – Przepraszam.
Tomasz spojrzał na swoją żonę.
     – Łaaał...
Z jakiegoś powodu jego żona patrzyła na jego brata. To zirytowało Tomasza.
     Monika zbliżyła usta do ucha Bartosza.
     – Co zrobiłeś?
Szepnęła, żeby tylko on mógł to usłyszeć.
     Bartosz w odpowiedzi ścisnął jej dłoń, wstał i wyciągnął różową kulę z ozdobnego pudełka.
     – To wyjątkowe Święta Bożego Narodzenia. Uczyńmy to drzewko najlepszą choinką na świecie.
     Grała muzyka, gwar rozmów znowu zaczął rozbrzmiewać, a wiwaty zdawały się wypełniać pokój. Odprawiając znajomy bożonarodzeniowy rytuał, Bartosz nasłuchiwał tykania wszechobecnego zegara. Ale zamiast tego wydawało mu się, że słyszy odległe kroki. Nie sądził, że to Święty Mikołaj. Wiadomość o dzieciach zmieniła coś w domu. Cieszył się z towarzystwa swoich partnerów, Luizy i Gwiazdy Zarannej, którzy byli gdzieś w pobliżu, by się nim opiekować i doglądać jego potomstwa.

2 komentarze

 
  • Dyzio55

    I co dalej? Pozdrawiam.  :bravo:  :danss:  :redface:

  • C10H12N2O

    @Dyzio55 Dalej też będzie ciekawie ;)

  • Gość71

    Czyżby koniec?? Serotonina, będą inne opowiadania, cykle?? Pozdrawiam

  • C10H12N2O

    @Gość71 Wiem, że dość niejednoznacznie kończy sie ta część, ale ta seria ma 26 części ;)
    Co do kolejnych cykli, to powoli tłumaczę już kolejną serię :)