Nawiedzona Rezydencja (V)

Nawiedzona Rezydencja (V)Tytuł oryginału: „The Haunting of Palmer Mansion”
Autor oryginału: Rawly Rawls

Utwór ten jest fikcją literacką. Wszelkie nazwy postaci, miejsc i zdarzeń są wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieństwo do autentycznych osób żywych lub zmarłych, firm, miejsc lub zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Wszystkie postacie w tym utworze mają ukończone 18 lat. Miłej zabawy!


     – Bartek, jesteś tutaj? – Monika wetknęła głowę do biblioteki.
     – Jestem tutaj.
Bartosz podniósł głowę znad książki, którą właśnie czytał. Siedział na starym tapicerowanym fotelu. Jedna noga wisiała i kołysała się powoli na ramieniu fotela.
     – Właśnie czytam.
     – Nikogo nie można znaleźć w tym domu.
Monika weszła do pokoju i usiadła naprzeciwko brata. Uśmiechnęła się do niego i odgarnęła swoje długie, brązowe włosy za ramiona. Jej skromna sukienka w kwiatowy wzór była niemalże dopasowana do fotela, na którym przysiadła.
     – Co czytasz?
     – Kandydat mandżurski.
Bartosz włożył palec w książkę, aby zaznaczyć, gdzie skończył czytać.
     – To porąbana książka. – Twarz Bartosza wykrzywiła się w wymuszonym uśmiechu. – W pewnym momencie Rosjanie mają tego gościa, Shawa, pod hipnozą i zmuszają go… ach… kochać się z jego matką.
     – Naprawdę? Obrzydliwe. – Monika zmarszczyła nos. – Nie spoileruj, a co gdybym chciała to przeczytać?
     – Przepraszam.
Bartosz odwrócił wzrok od swojej siostry i spojrzał na grzbiety książek wzdłuż ściany po prawej stronie.
     – Czy naprawdę to jest takie złe, Moniu? Mam na myśli zrobienie tego z matką.
     – Tak jest, głuptasie. – Monika uśmiechnęła się lekko, wstała, podeszła do półki i ściągnęła biblię. – Jestem prawie pewna, że jest coś na ten temat w Księdze Kapłańskiej. Ale nie pamiętam dokładnie w którym miejscu.
Wróciła do swojego krzesła i usiadła, kartkując strony. Zatrzymała się i przeczytała:
     – O jest. „Nie będziesz odsłaniać nagości swojego ojca lub nagości swojej matki. Jest ona twoją matką – nie będziesz odsłaniać jej nagości.” – Podniosła głowę i posłała Bartoszowi triumfalny uśmiech. – To wydaje się oczywiste. Stary, dobry Shaw nie powinien się pieprzyć z mamą. Rosjanie namieszali mu w głowie.
     – Tak, ale mówią tylko o nagości. Mogliby to zrobić w ubraniu. Również brat Abrahama poślubił swoją siostrzenicę. Myślę, że mama Mojżesza wyszła za bratanka. W całym Starym Testamencie jest wielu kuzynów, którzy robili to z kuzynkami.
Bartosz nie lubił przegrywać kłótni z siostrą. Szczególnie teraz. Miał w tym interes. Poczucie winy nieustannie prześladowało go z powodu tego, co on i Sylwia zrobili. Bartosz zrobiłby wszystko dla Luizy, ale czułby się znacznie lepiej, gdyby to, co kazała mu robić ze swoją mamą, było przynajmniej choć odrobinę moralnie. Teraz, kiedy Bartosz i jego matka zaczęli razem dzielić swą intymność, Bartoszowi zaczęło się to podobać. Nie chciał lubić czegoś, co było nie właściwe.
     – Ignoruje inne rzeczy, Księga Kapłańska mówi jasno. – Monika spojrzała na Biblię w dłoniach. – Dalej jest mowa, że nie można rozebrać się z ojcem, siostrą, bratem, macochą… – Przejrzała stronę. – Nie ma nic o kuzynach. – Monika spojrzała na swojego brata swoimi ciemnoniebieskimi oczami. – Myślę więc, że z kuzynami to uczciwa gra. –  Z hukiem odłożyła książkę obok krzesła.
     – Też tak sądzę.
Bartoszowi się to nie podobało, ale co w ogóle Biblia mogła wiedzieć na ten temat? Została napisana przez zrzędliwych mężczyzn tysiące lat temu.
     – W każdym razie, jeśli nie masz nic przeciwko odłożeniu swojego thrillera szpiegowskiego na kilka minut, jest kilka róż, które chciałabym zerwać na podwórku. Pójdziesz ze mną?
Monika wstała, wygładziła swoją długą sukienkę, skinęła na brata i wyszła z biblioteki.
     – Pewnie.
Bartosz zagiął róg strony, na której się znajdował i wstał. Zostawił książkę na krześle i poszedł za swoją siostrą.

***

     Sylwia czekała w ukryciu tuż za na wpół zamkniętymi drzwiami. Czuła się głupio ukrywając się we własnym domu. Słuchała swoich dzieci po drugiej stronie korytarza w bibliotece, ale nie całkiem mogła usłyszeć o czym mówią. Sprzeczali się o coś w dość przyjazny sposób. Bliźnięta zawsze były takie miłe dla siebie i innych. Za to jej pierworodny Tomasz naprawdę nadużywał cierpliwości swoich rodziców. W końcu usłyszała, jak wychodzą z biblioteki i idą korytarzem. Kiedy Monika i Bartosz zniknęli za frontowymi drzwiami domu, Sylwia wyszła na palcach z ukrycia.
– Może nie powinnam tego robić. –szepnęła do siebie Sylwia.
Spojrzała wzdłuż korytarza w stronę głównych schodów. Dariusz był w zachodniej wieży i poprosił ją o pomoc, a Sylwia, skradająca się jak nastolatka w swoim pierwszym zauroczeniu. Wzięła głęboki oddech i weszła do biblioteki. Później pomoże mężowi. Po prostu musiała jeszcze raz zobaczyć tego gigantycznego sztucznego penisa.
     Pięć minut później usiadła na pokrywie toalety w łazience obok pokoju. Jej sukienka była podwinięta wokół talii, a majtki leżały na posadzce.
     – Chwileczkę – wymamrotała Sylwia.
Wzięła za głowę tego kruczoczarnego fallusa i potarła nią wilgotne wargi pochwy. Chwyciła przedmiot obiema rękami i podziwiała jego obwód.
     – Uuuuugggggghhhhhhhh. – Sylwia zadrżała, wpychając go w siebie. – O Boże. Jest za duży. Wsunęła mniej więcej połowę głowy i spojrzała na swoją biedną, rozciągniętą cipkę. Miała nadzieję, że po tym jak skończy wszystko wróci do normy. Nie chciała, żeby Dariusz zauważył coś niepokojącego podczas ich zbliżenia. Pchnęła i weszło w nią trochę więcej żyłkowatego przedmiotu.
     – To jest herkulesowe zadanie, które podjęłaś.
Luiza stała przy drzwiach łazienki, obserwując Sylwię chłodnymi, zielonymi oczami.
     – Co? – Sylwia wrzasnęła i upuściła dildo na podłogę, w którą mocno uderzyło.
     – Och, nie powstrzymuj się z mojego powodu kochanie.
Luiza uśmiechnęła się i zrobiła dwa kroki w stronę Sylwii. Pochyliła się powoli, jedną ręką obejmując swój duży brzuch i uklękła. Jej długa, sukienka z trenem opływała ją na podłodze. Podniosła dildo w lewej dłoni.
     – Ten wspaniały rumak jest cały mokry, moja psotna pani.
     – Śnię… Śnię… – Brązowe oczy Sylwii rozszerzyły się, a jej oddech stał się płytki.
     – Więc śnij, pani Czerwińska.
Luiza pochyliła się do przodu i odepchnęła sukienkę Sylwii z powrotem z ud do miejsca, z którego opadła z przerażenia.
     – Nic poza najrozkoszniejszymi snami dla ciebie.
Luiza spuściła wzrok na przycięty zarost między nogami Sylwii i wystającymi wargami tuż pod nim.
     – Trzymałaś dla mnie rozwarte nogi, bardzo dobrze.
Uniosła dildo i potarła jego głową o krocze Sylwii.
     – To taka dziwna rzecz. Miałam jedną wykonaną z drewna, ale to jest lepszy materiał. Jak to nazywasz?
     – Silikon – pisnęła Sylwia.  
     – Cóż, zapewne spełnia swoje zadanie. – Luiza wepchnęła głowę fallusa do pochwy przed sobą. – Ojej, jesteś napięta. Ten twój Dariusz musi być liliputem.
     – Co? Nie… on ma… dużego –  skłamała Sylwia.
W uszach tętno dudniło jej niczym ciężki bęben. Patrzyła, jak dildo ponownie się wsuwa, tym razem cała głowa znalazła się w niej.
     – Aaaahhhhhhh. To za dużo. Nie chcę… znowu stamtąd… trysnąć.
     – Och, miałaś powódź, tam na dole?
Luiza poczuła opór w pochwie biednej kobiety i przestała napierać, pozwalając okrągłej główce zagościć się w nowym, przytulnym wnętrzu.
     – Niektóre kobiety spędzają całe życie, nie mając pojęcia o tej wspaniałej przyjemności. Masz szczęście.
Spojrzała w oczy Sylwii i posłała kobiecie swój kojący uśmiech. Odpręż się pani Czerwińska. Bartosz jest większy niż to. – Poruszyła trochę dildem dla podkreślenia wypowiadanych słów. – Wyobraź sobie ekstazę jaką osiągniesz, kiedy się rozciągniesz, aby mu pomóc.
     – To byłaby… zdrada. – Sylwia potrząsnęła głową. – Nigdy bym tego nie zrobiła… ooohhhhh… Dariuszowi. Albo… Bartkowi. To mój… syn.
     – Mówisz, że to jest argument przeciwko temu przedsięwzięciu.
Luiza wyciągnęła sztucznego penisa z kobiety i spojrzała na jego lśniącą głowę.
     – Ale jego stosunek do ciebie jest ważny. Właściwie o wiele ważniejszy. Nie ma to jak pozwolić synowi poznać się całkowicie. I oddać się mu… być w każdym calu jego. Dopóki...
     Sylwia wstała i odepchnęła Luizę na bok. Brązowy kucyk Sylwii zaszeleścił, kiedy mijała ciężarną kobietę, zmierzając w kierunku drzwi łazienki.
     – Śnię, śnię. Nic z tego nie jest prawdziwe.
Sylwia spojrzała na kobietę siedzącą teraz na tyłku przy toalecie. Jej sukienka wydawała się bardzo niewygodna w takiej pozycji.
     – Ostrożnie Sylwio, jestem w ciąży. – Luiza uważnie obserwowała wystraszoną kobietę. – Nie możesz mnie tak brutalne traktować.
     – Nie jesteś prawdziwa.
Sylwia otworzyła drzwi, wyskoczyła na korytarz i pobiegła w kierunku schodów.
     Dariusz podszedł do niej z wyrazem troski na twarzy.
     – Tutaj jesteś. Naprawdę przydałaby mi się twoja pomoc… --- Przerwał, kiedy zobaczył jej twarz. – Czy wszystko w porządku? – Jego żona miała dziwny wyraz oczu, a jej sukienka była pomięta.
     – W porządku… wszystko w porządku. – Sylwia przemyślała wszystko. Jeśli Dariusz tu był, to to, co wydarzyło się w łazience, nie było snem. Po raz pierwszy w wieku dorosłym Sylwia uznała istnienie duchów za możliwe. Cholera, teraz było to naprawdę bardzo prawdopodobne.
     – Po prostu… miałam problem z umywalką w łazience. – Sylwia wygładziła sukienkę.
     – Naprawdę? Daj mi spojrzeć. – Dariusz czule pocałował żonę w policzek i minął ją zmierzając w kierunku otwartych drzwi łazienki.
     – Nie! – wrzasnęła Sylwia.
To widmo tam było. Nawet jeśli miała halucynacje, dildo ciągle się tam znajdowało. Dariusz byłby zdruzgotany, gdyby nakrył Sylwię korzystającą z niego za jego plecami.
     – Chodźmy popracować w wieży. Nie… – urwała i zwiesiła głowę, kiedy Dariusz wszedł do łazienki.
     – Jezu, Sylwia! – zawołał Dariusz. – Nie powinnaś pozostawiać swoich rzeczy leżących na wierzchu. A co by było, gdyby dzieci chciały skorzystać z tej łazienki?
     – Ja… – Sylwia ruszyła za nim. Przyjął to lepiej, niż się spodziewała. Dotarła do otwartych drzwi i zajrzała do środka, by ujrzeć męża trzymającego w prawej ręce majtki, których zapomniała zabrać. Wyciągnął je w jej kierunku, a Sylwia wyciągnęła dłoń i je wzięła od niego. – Przepraszam. Zlew musiał mnie rozproszyć.
     – Racja, zlew.
Dariusz odkręcił gorący kurek, a potem zimny. Woda wlewała się do zlewu tak, jak powinna.
     – Wszystko wydaje się w porządku. Co było z nim nie tak?
     Sylwia nie odpowiedziała mu, rozglądała się po podłodze w poszukiwaniu porzuconego dildo, ale nie mogła go nigdzie znaleźć.
     – Czy zgubiłaś jeszcze coś innego? – Dariusz obserwował ją z rozbawieniem. – Może zgubiłaś stanik?
     – Nie. – Sylwia potrząsnęła głową. – Mam wszystko.
Dilda tam nie było. Może duch zabrał je ze sobą, żeby sprawić sobie przyjemność. Ta myśl sprawiła, że przeszedł ją dreszcz.
     – Właśnie sobie pomyślałam Darku, że może powinniśmy sprowadzić kogoś, kto oczyści nasz dom z… niechcianych duchów.
     – To szalone. Widziałaś ducha? – Dariusz zaśmiał się i położył dłoń na szczupłym ramieniu żony. Choć to było zabawne, wyglądała na zmartwioną.
     – Tak… – Sylwia zauważyła, że mąż się z niej śmieje. – Myślę, że nie. Nie wiem.
     – Nie bądź głupiutka. Nie ma czegoś takiego jak duchy.
Dariusz wyprowadził ją z łazienki.
     – Trzymajmy się razem, a dom nie będzie wydawał się taki straszny. Dobrze?
     – Dobrze.
Sylwia nie wiedziała, co o tym myśleć.  

***

     Chwasty ocierały się o nogi bliźniąt, podczas gdy Monika z Bartoszem skręcili w kierunku południowo-wschodniego rogu domu. Łatwo było skręcić kostkę na starej, nierównej, brukowanej ścieżce, więc bliźnięta stąpały ostrożnie.
     – Jak myślisz, jak wyglądał ogród w czasach swojej świetności?
Monika spojrzała przez ramię na Bartosza, który za nią podążał.
     – Głowaccy prawdopodobnie kazali służącym doglądać ogrodu. Założę się, że był pełen kwiatów i był bardzo starannie przycięty.
Świeże powietrze wokół nich ożywiło Bartosza. Silny wiatr uderzył ich w twarze z północy.
     – Dzięki, że mnie tu zabrałaś, Moniu. Tak naprawdę jeszcze nie widziałem dokładnie rezydencji z zewnątrz.
     – Ja też nie. – Monika wyszła z północno-wschodniego rogu. – Och, są piękne.
Krzew róży wydawał się jeszcze bardziej płodny, patrząc na niego stojąc na ziemi. Kwiaty były głęboko szkarłatne, z dużymi płatkami osadzonymi gęsto, obok siebie. – Podaj nożyczki.
     – Już.
Bartosz zatrzymał się obok niej, wyciągnął nożyczki z kieszeni i wręczył je jej. Patrzył, jak przeskakuje przez chwasty do krzewu róży. Jej ciało wydawało się rozluźnione pod falującą sukienką, z beztroską miną, gdy krążyła wokół rośliny w poszukiwaniu idealnych kwiatów.
     – Ten krzak jest cudowny, nie sądzisz Bartku?
Monika sięgnęła nożyczkami i odcięła łodygę, uważając, aby nie chwycić cierni.
     – Zgadzam się, jest ładny.
Bartosz uśmiechnął się. Czuł się uwolniony od wszystkich dziwnych wydarzeń, które miały miejsce w rezydencji. Czuł zarówno gryzące go zmartwienie, jak i ulgę. Desperacko potrzebował wkrótce znów zobaczyć się z Luizą. Miał również świadomość tego, że droga, którą podążali z Sylwią, doprowadzi do nieodwracalnych zdarzeń. Bartosz nie chciał zrobić niczego, co mogłoby zaszkodzić jego relacją z kochającą matką. Ale nawet bez ponaglania ze strony Luizy czuł potrzebę by popychać dalej sprawy związane z Sylwią. To wszystko było takie zagmatwane.
     – Kto to? – Monika spojrzała na północno-zachodni róg domu.
     – Co?
Bartosz wyrwał się z zadumy i podążył za jej wzrokiem. Wysoki, kwadratowy mężczyzna w cylindrze szedł w ich kierunku. Rąbek jego długiej, aksamitnej marynarki tylko ocierał się o wierzchołki chwastów. Jego czarne wąsy opadały w kącikach ust, a jego czarne oczy zdawały się przewiercać ich wzrokiem. Dobry Boże, Bartosz pomyślał, że jego oczy były smoliście czarne.
     – Co wyprawiacie w moim ogrodzie, łajdaki?
Mężczyzna zacisnął pięści po bokach. Znajdował się około dziesięciu metrów od bliźniąt.
     – Kto to jest? – Monika zmrużyła oczy patrząc na mężczyznę, ale mrużenie oczu nie sprawiło, że jego obecność wydawała się jej bardziej logiczna.  
     – Chodźmy.
Bartosz widział, że Monika nie zamierza uciekać, więc podszedł do niej i chwycił jej wolną rękę. Rozpoznał głos z nocy, kiedy Luiza prowadziła go po ukrytych schodach. To był Fryderyk Głowacki we własnym ciele lub czymś z czego zrobione są duchy.
     – Monia, ruszaj się.
Gdy Fryderyk zbliżył się o jakieś dwa metry, Bartosz mocno pociągnął siostrę za rękę i ruszyli biegiem.
     – Co się dzieje?
Monika wyrzuciła nożyczki w chwasty i ścisnęła mocniej róże, które zerwała. Pobiegła z Bartoszem z powrotem tą samą drogą, którą przyszli.
     – Jakiś szalony gość w naszym ogrodzie. – Biegli sprintem. – Jak to wygląda?
Chwasty smagały ich po kolanach. Żadne z bliźniąt nie oglądało się za siebie.
     – Wracajcie tu złodzieje. – Głos Fryderyka zawisł w przestrzeni, rozbrzmiewając wokół nich. – Dopadnę was złoczyńcy.
     Bartosz zaryzykował spojrzenie przez ramię. Fryderyk stał na rogu rezydencji, który właśnie minęli. Ręce mężczyzny zwisały sztywno po bokach, a oczy płonęły czystą nienawiścią. Bartosz poczuł ulgę, ponieważ wydawało się, że Fryderyk zrezygnował z pościgu. W tym momencie stopa Bartosza ośliznęła się bokiem po bruku, a jego kostka się skręciła. Wpadł w chwasty, wydając z siebie krótki wrzask.
     –  Chodź, Bartku. Wstawaj.
Monika schyliła się i pomogła mu wstać. Objęła go ramieniem i pokuśtykali wokół południowo-wschodniego rogu domu. Nie odważyła się spojrzeć za siebie.
     Bliźnięta wpadły przez frontowe drzwi i zatrzasnęły je za sobą. Oparli się plecami o drzwi i spojrzeli na siebie szeroko otwartymi oczami.
     – To było szalone. – Monika zaśmiała się nerwowo.  
     Zdyszany Bartosz obserwował swoją siostrę, gdy jej śmiech przybrał na sile, aż stał się głośnym rechotem. Nie mógł się powstrzymać, też się roześmiał.
     Ich rodzice, którzy właśnie wyszli z łazienki na parterze, stwierdzili, że bliźnięta są poranieni, zadrapani, krwawiący i dzielili się tym, co wydawało się albo zabawną, albo szaloną przygodą.
     – Co ci się stało?
Sylwia podbiegła do Bartosza. Prawe kolano jego spodni było rozdarte, a materiał poplamiony krwią. Nie obciążał swojej prawej kostki. Spojrzała na córkę, gdzie krew kapała z jej prawej piąstki, w której mocno ściskała kolczaste łodygi róży.
     – Jakiś… facet… nas ścigał. –  Śmiech Moniki zelżał. – w… cylindrze.
     – O mój Boże.
Sylwia pochyliła się i przeniosła ramię Bartosza z ramion jego siostry na swoje.
     – Właśnie teraz?
     Śmiech bliźniąt zamarł całkowicie.
     – W ogrodzie. – Monika skinęła głową.
     – W porządku mamo. – Bartosz spojrzał w miękkie brązowe oczy swojej mamy. – Nie był zbyt szybki.
Jego blond włosy opadały mu na czoło i do oczu.
     – Pomogę ci się umyć. –  powiedziała Sylwia do Bartosza.
Darku, czy możesz zobaczyć, czy ten mężczyzna nadal jest na zewnątrz?
     – Robi się.
Dariusz pobiegł do gabinetu i wrócił z drewnianym kijem bejsbolowym. Otworzył drzwi i wybiegł na zewnątrz.
     – Monia, skarbie, lepiej wyrzuć te kwiaty i umyj ręce.
Sylwia pomagała utykającemu synowi iść się do łazienki.
     Minutę później Dariusz wrócił do domu i zatrzasnął za sobą masywne drzwi.
     – Nikogo tam nie ma.
Oddychał ciężko od biegania dookoła domu.
     – Jesteście pewni, że kogoś widzieliście?
     – Jasne – powiedziała Monika. – Musiałeś go wystraszyć tato.
     – Hhhmmm...
Dariusz spojrzał na żonę i Bartosza, gdy zmierzali w kierunku łazienki.
     – Sylwia gdzie idziesz?
     – Zaopiekują się Bartkiem, Darku.
Sylwia wprowadziła Bartosza do łazienki, posadziła go na pokrywie toalety i zamknęła drzwi.
     – W porządku.
Dariusz spojrzał na swoją córkę, która maszerowała w kierunku kuchni:
     – Gdzie idziesz?
     – Chcę włożyć je do wody... – Monika uniosła róże. Ich rubinowy odcień pasował do krwi spływającej po jej ramieniu. – ...i żeby obmyć rękę. Okazuje się, że ciernie jednak są ostre.
     – Każda róża ma swoje kolce, Moniu.
Dariusz zamknął drzwi i poszedł za nią do kuchni:
     – Dotrzymam ci towarzystwa.
     – Dzięki tato.
Monika weszła do kuchni i skierowała się do zlewozmywaka.

***

     – Mamo. dlaczego trzymasz w ręce majtki? – Bartosz spojrzał na lewą dłoń Sylwii, w której ściskała swoją bieliznę.
     – Och, ach… to nie jest teraz istotne.
Sylwia odłożyła majtki na podłogę przy drzwiach i po cichu przeklęła brak kieszeni w damskich sukienkach.
     – Bartku, ważniejsze jest kto cię gonił?
Sylwia pochyliła się w talii, ściągnęła spodnie syna do łydek i przyjrzała się uważnie otarciu na jego kolanie.
     – To okropne zadrapanie. Pozwól. że zdezynfekuję to wodą utlenioną.
Sylwia wyprostowała się i otworzyła apteczkę za lustrem.
     – Nie chcę rozmawiać o tym człowieku.
Wzrok Bartosza powędrował po krągłościach na ciele mamy, ukrytymi pod jej sukienką. Ogarnęły go sprzeczne emocje. Gdy apteczka była otwarta i Sylwia grzebała w niej, jedynie Bartosz mógł teraz ujrzeć lustro w łazience. W lustrze znajdowała się Luiza, uśmiechająca się do Bartosza, jakby lustro było oknem, z piegowatym czołem przyciśniętym do szyby.
     – Rozumiem, że byłeś bardzo przestraszony... – Sylwia postawiła butelkę z wodą utlenioną na zlewie i jeszcze trochę pogrzebała za lustrem. – ...ale będziesz musiał powiedzieć mi i tacie, żebyśmy mogli dowiedzieć się, co się stało. Być może będziemy musieli wezwać policję.
     Luiza ułożyła rękę tak, jakby trzymała coś dużego przed ustami. Poruszyła ręką do tyłu i do przodu i raz po raz wypychała język. Było jasne, że chciała, aby Bartosz namówił swoją mamę na loda.
     – Nie. – Bartosz potrząsnął głową.
     – Co jest skarbie? – Sylwia poszukiwała bandaży, szukając tych nadających się do zrobienia opatrunków na kolana i łokcie.
     – Nic mamo.
Bartosz nadal kręcił głową, patrząc na Luizę. Nawet jeśli chciał kolejnego lodzika od swojej mamy, to był naprawdę zły moment. Nie z ojcem i siostrą znajdującymi się na drugim końcu korytarza. Nie, kiedy pulsowała mu z bólu kostka.
     – Po prostu myślę, że nie powinniśmy zawracać tym głowy policji.
Bartosz pomyślał o ustach swojej mamy owiniętych wokół jego penisa. Może wymagał więcej uwagi od Sylwii, ale to musiałoby poczekać.
     – Później – szepnął do Luizy.
     – Teraz –  Luiza odpowiedziała bezgłośnie poruszając ustami. – Albo – pokręciła głową, a jej twarz pociemniała.
     – Cóż, ty i twoja siostra możecie opowiedzieć nam wszystko o mężczyźnie, kiedy już cię doprowadzimy do porządku.
Sylwia wyciągnęła odpowiednie bandaże i zamknęła apteczkę. Lustro zmieniło się z okna do świata duchów, na zwykłe normalne lustro odbijające światło.
     – No, poskładajmy cię do kupy.
Sylwia uklękła przed Bartoszem. Nadal siedział tam, gdzie go zostawiła na desce sedesowej. Wyciągnęła rękę i zdjęła jego lewy but. Kiedy poruszyła jego prawą stopą, jej syn zaskomlał.
     – Przepraszam, słodziaku. Musimy to zdjąć. Przyłożymy trochę lodu na kostkę. Jestem pewna, że to tylko skręcenie. – Martwiła się, że może to być coś gorszego.
Myślała o prześwietleniach, wielokrotnych wizytach u specjalistów i lekarstwach. Naprawdę nie mogli sobie pozwolić na to wszystko.
     – W porządku. To nie boli aż tak bardzo.
     – No i powoli schodzi. – Sylwia delikatnie ściągnęła but ze stopy swojego osiemnastoletniego synka i położyła go obok siebie. – Odważny chłopiec.
Następnie ostrożnie ściągnęła jego spodnie oraz skarpetki i ułożyła je na butach.
     – A teraz zobaczmy co z tym kolanem.
Sylwia odwróciła otwartą butelkę z wodą utlenioną namaczając w niej wacik, odstawiła butelkę z powrotem na zlew i pochyliła się do przodu.
     – To może trochę szczypać.
     – Auć. – Nie było to przyjemne uczucie, ale spoglądanie w dół, w dekolt sukienki jego matki, nieco złagodziło odczuwany ból.
     – Dobra, teraz opatrunek.
Sylwia skończyła oczyszczać ranę, rozpięła bandaż i przyłożyła go do otarcia.
     – Raz na dół, raz na… – Sylwia pogubiła się, gdy spojrzała w górę, by zauważyć, iż Bartosz ma wzwód. Jak mógł mieć erekcję w takiej chwili? Nastolatkowie byli naprawdę ciekawymi stworzeniami.
     – Um, co się z tym dzieje? – Wskazała na bokserki, które nie mogły pomieścić jego napęczniałego przyrodzenia. Widziała zarys górnej części jego wspaniałego penisa pod dolną częścią koszulki.
     – Przepraszam mamo. Kiedy zajmowałaś się moim kolanem, mogłem zajrzeć w twój dekolt.
Bartosz nie chciał nawiązać z nią kontaktu wzrokowego. Spojrzał w stronę lustra i zobaczył, że Luiza znów wygląda z niego na zewnątrz. Zjawa uśmiechnęła się i skinęła głową do Bartosza.
     – Tak… hm… tak bardzo podoba ci się moje ciało? – Sylwia zmarszczyła brwi.
     – Jest naprawdę ładne. – Bartosz skinął głową i szybko zerknął na Sylwię, a jego niebieskie oczy spotkały się z jej brązowymi. Znowu odwrócił wzrok.
     – Cóż, myślę, że to bardzo miły komplement.
Sylwia zarumieniła się. Jej biedny syn wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Chciała go uspokoić.
     – Przypuszczam, że w internecie widziałeś więcej cycków niż wszyscy twoi przodkowie razem wzięci. Więc jeśli nadal podobają ci się moje… – Sylwia wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się. Jej umysł na chwilę stracił ostrość myślenia, a potem uzyskała całkowitą jasność. Sylwia wiedziała, co musi zrobić.
     – Chyba nie poradzimy sobie z twoją kostką, dopóki nie zajmiemy się tym. Wiem, jak bardzo czasami potrzebujesz ulgi. – Sylwia ponownie wskazała na jego penisa. – Co o tym myślisz?
     – Chcesz go dotknąć? – Bartosz słyszał w uszach swój puls.
     – Nie wiem czy ty tego chcesz. – Sylwia sięgnęła do talii Bartosza i zahaczyła jego bokserki drżącymi palcami. – Ale muszę coś zrobić. Nie możesz spuchnąć w dwóch miejscach. Moim obowiązkiem jest zaopiekować się tobą.
Ściągnęła jego bokserki w dół i ostrożnie je zdjęła uważając na jego kostkę. Oddech Sylwii uwiązł w gardle, gdy purpurowy potwór wyskoczył na otwartą przestrzeń. Pod każdym względem oprócz jednego aspektu, Bartosz był łagodny i delikatny niczym kwiat. Ale to jedno odchylenie od normy było wręcz potworne.
     – Użyję tylko rąk i ręcznika. To nie będzie zdrada.
     – Nie, to nie będzie zdrada – powtórzył Bartosz.
Jego oczy zatrzymały się na lustrze, w którym Luiza cicho klasnęła w dłonie w oczekiwaniu. Następnie spojrzał na swoją wspaniałą matkę, gdy jej palce owinęły się wokół jego grubego penisa. W tym momencie Bartosza nie obchodziło, co na ten temat napisane jest w Księdze Kapłańskiej lub co mu powie jego sumienie. Pożądał swojej matki. Chciał ją całkowicie posiąść.
     – Mój Boże, Bartku. Twoje przyrodzenie jest takie męskie. – Sylwia przygryzła dolną wargę, gdy jej dłonie muskały go w górę i w dół. – Naprawdę jesteś nawet większy niż… – Miała zamiar powiedzieć mu o nowym dildo, ale nie chciała, żeby Bartosz się o tym dowiedział.  
     – Tata? – Bartosz nie chciał aby ta przyjemność go ominęła. Chciał wiecznie wygrzewać się w uczuciu dumy. – Czy zamierzałeś powiedzieć, że jestem większy niż tata?
     – Nie. – Sylwia spojrzała na syna z jego rozczochranymi blond włosami i małym półuśmiechem na twarzy. – Cóż, tak, właściwie... –  skłamała. – Ale nie rozmawiajmy o twoim ojcu.
Jej wzrok padł na ten ogromny drąg przed nią. Jej spojrzenie było rozmarzone, gdy patrzyła na jego dzikie piękno.
     – W porządku. – Bartosz przez kilka minut patrzył, jak pracuje nad jego kutasem.
     – Wiesz, już ustaliliśmy, że pomaganie mi przy pomocy ust nie jest zdradzaniem taty.
     – Tak. – Sylwia skinęła głową. – Jak twoja kostka?
     – Moja kostka? – Bartosz zapomniał o pulsującym bólu w kostce. – Moja kostka poczułaby się lepiej, gdybyś użyła ust.
     – Dobrze.
Sylwia przesunęła lewą rękę w dół do lewego jądra Bartosza i ujęła jego masywny ciężar. Spojrzała na małe fioletowe żyłki, które przecinały szorstką skórę jego jąder. Sylwia nigdy nie widziała takich jaj jakimi dysponował Bartosz, ale wydawały jej się zdrowe. Tak po prostu był stworzony mężczyzna.
     – Nie zdradzam. – mruknęła do siebie Sylwia.
Opuściła usta do szerokiej, fioletowej głowy i polizała ją szybko:
     – Masz słony posmak Bartoszu.
Następnie otworzyła szeroko usta i zassała jego penisa. Poruszyła głową małymi, krótkimi pociągnięciami, jej nową metodą robienia loda, która szybko została przez nią przysposobiona.
     – Jesteś najlepszą… mamą… na świecie.
Oczy Bartosza powędrowały od podskakującego brązowego kucyka jego mamy do Luizy obserwującej ich z lustra.
     Oddech pięknej, rudowłosej kobiety zdawał się pokrywać parą wnętrze lustra. Wwytarła je bladą dłonią, aby móc dalej przyglądać się, jak ta matka ulega zepsuciu, podobnie jak wiele innych w tym domu przed nią.
     Minęło dziesięć minut, jak Sylwia ustami pompowała penisa Bartosza. Wyciągnęła go i spojrzała w górę:
     – Czy to pomaga?
     – Jest dobrze mamo. Ale czy mógłbym znowu pocierać się o twój tyłek?
Dłonie Bartosza chwyciły białą porcelanę toalety i wcisnął tyłek w pokrywę. To było prawie za dużo. Obserwował jak wstaje, odwraca się do niego plecami i unosi sukienkę do talii. To był pierwszy raz, kiedy Bartosz zobaczył jej tyłek bez majtek. Idealnie kształtem przypominał serce i był niemalże tak biały jak porcelana, na której siedział.
     – Będziemy musieli uważać, aby nie urazić cię w kostkę.
Sylwia cofnęła się i usiadła mu na kolanach. Potwór jej syna wyprostował się i przycisnął między jej pośladki, sięgając do krzyża.
     – Będę delikatna.
Zakołysała się na nim i poczuła, jak ciężar jego przyrodzenia napiera na nią. Był niesamowicie duży.
     – Ponieważ nie mam majtek, musimy być ostrożni. Upewnij się, że nie zbliży się do mojej... sam wiesz.
     – Dobrze mamo.
Bartosz przeniósł ręce z toalety na jej biodra. Bolała go kostka, ale ból wydawał się bardzo odległy. Patrzył, jak jej tyłek faluje i trzęsie się, gdy kołysała się na nim i odbijała z powrotem, pocierając swoim tyłkiem o imponujący rozmiar jego penisa. Zerknął w lustro, a Luiza wciąż tam była, robiąc kółko palcami prawej dłoni i przesuwając lewym palcem wskazującym wewnątrz niego. Chciała, żeby uprawiał seks z matką, a Bartosz zabrnął już na tyle daleko, że również tego pragnął. Był jednak niemalże pewien, że Sylwia mu na to nie pozwoli.  
     Rozległo się ciche pukanie do drzwi i matka i syn zamarli w bezruchu.  
     – Jak tam leci? Czy z Bartkiem wszystko w porządku? – Dariusz wydawał się być zmartwiony.
     – Tak kochanie. – Sylwia starała się ukryć drżenie w swoim głosie. – Nie wchodź. Wiem, co myślisz o krwi. My… hm… obmywamy rany.
     – Jesteś tam już długo Sylwio. – Dariusz oparł się o drzwi, ale nie próbował złapać za klamkę. To prawda, nie mógł znieść widoku krwi.
     – To było okropne zadrapanie, a do tego Bartek skręcił kostkę.
Sylwia delikatnie odepchnęła się od napęczniałego penisa Bartosza, rozmawiając z mężem. O Boże, łaskawy, że też musiał mieć takie wielkie przyrodzenie. Ogarnęła ją fala poczucia winy, ale potem przypomniała sobie, że to, co robią, tak naprawdę nie jest zdradą. Bartosz milczał za nią.
     – W porządku. – Dariusz skinął głową.
Sylwia zajmie się Bartkiem. To była wspaniałe w małżeństwie, że drugi małżonek mógł zawsze wypełnić swoje zadanie, gdy życie igrało z jedną z jego z jego słabości. Zawsze była tą, która opatrywała krwawiące dzieci.
     – Zamierzam zabrać Monikę na komisariat, żeby złożyła zeznania. Nie powinno to zająć więcej niż parę godzin. Następnie możemy popracować w zachodniej wieży. Brzmi nieźle?
     – Oczywiście Darku.
Sylwia znów zakołysała biodrami. Nawet przy jej biednym mężu po drugiej stronie drzwi. Co ona robiła?
     – Będę gotowa do pomocy, kiedy wrócisz.
     – Świetnie, pa. – Dariusz ruszył korytarzem.
     – Pa! – Sylwia poruszała się szybciej na kolanach syna, prawie zapominając o tym, żeby oszczędzać jego kostkę.
     – Przyjmij to, pani Czerwińska. – Luiza odezwała się z lustra, a na jej twarzy malowała się czysta radość. – Opiekuj się swoim potomkiem. Nakarm swoje drzewo genealogiczne.
     – Co? – Sylwia odwróciła głowę w stronę lustra. –  Bartku, czy widzisz panią w lustrze?
     – Tak mamo.
Bartosz wbił palce w skórę wokół bioder matki, zapobiegając opadaniu sukienki na jej tyłek.
     – To pani Głowacka.
     – Potrzebujemy egzorcysty. – Sylwia powinna być przerażona, ale jej strach odpłynął tak bardzo daleko od niej. Przycisnęła ręce do kolan i dalej pocierała o Bartosza swoim nagim tyłkiem.
     – Nie mamo. Ona nam pomaga.
     – Naprawdę?
Sylwia obserwowała piegowatą kobietę w lustrze. Pani Głowacka rzeczywiście wyglądała na przyjazną, niewinną osobę. Może ona rzeczywiście im pomagała.
     – Czego chcesz, zjawo?
     – Dopełnij więzi Sylwio. – Uśmiech Luizy był szczery i prawdziwy. – Przyjmij Bartosza tam skąd przybył.
     – Nie możesz mieć na myśli… – Po czole Sylwii spływały krople potu.
     – Tylko końcówką mamo.
Bartosz ścisnął biodra Sylwii i podniósł ją na około trzydziestu-pięciu centymetry nad swoje kolana. Trzymał ją tak nad sobą. Widział wyraźnie jej cipkę, rozłożone nogi i jej stopy osadzone po obu stronach jego stóp. Jej wargi wystawały cudownie i błyszczały. Bartosz wiedział, że zaraz wróci do łona, które wydało go na świat.
     – Tylko ten jeden raz.
     – Dobrze Bartku. – Sylwia sięgnęła pod siebie i złapała fioletową głowę. – Tylko końcówka i tylko na chwilę. – Ustawiła go w jednej linii z jej otworem i opuściła się na jego penisa.
     – Aaaaaaahhhhhhhh. Jest za duży. – Głowa wbiła się w jej pochwę i rozciągała ją . – To nigdy się we mnie… nie zmieści… ooooohhhhhhh...
     – Taka… ciasna… Mamo.
Bartosz doskonale czuł, jak różowe wnętrze cipki jego mamy ściskało go niczym imadło. Nienawidził tego przyznać, ale Sylwia miała rację. Nigdy nie zmieściłby się w tak ciasnej cipce.
     – Więź, pakt, zawrzyj kontrakt. – Luiza patrzyła z lustra mętnymi, zielonymi oczami. – Zapłaciliśmy i otrzymaliśmy, a Diabeł odbierze swój dług. Wszystko, czego potrzebujemy od ciebie, to twoja aprobata, słodka Sylwio. Wtedy możesz mieć to wszystko. Możesz to wszystko poczuć. Możesz to wszystko pomieścić.
     – Aaaaaahhhhh. Dobrze, dobrze. Ja… akceptuję… pozwólcie mi… to mieć. – Sylwia nie mogła w swym umyśle odnaleźć, żadnego usprawiedliwienia, niczego związanego z kostką Bartosza, ani z niczym innym. W tej chwili uniesienia i rozpaczliwie go pragnęła. – Zapłacę… każdą cenę…
     – Bardzo dobrze, moja droga. – Luiza skłoniła lekko głowę przed Sylwią i zniknęła. Lustro znów było tylko lustrem.
     – Jest mi ciepło.
Sylwia zadrżała, wciąż wbijając się tylko na główkę penisa Bartosza. Ciepło narosło jej w pochwie, biodrach i piersiach. Na początku było to przyjemne uczucie, ale potem było tego byt wiele.
     – Muszę się ochłodzić.
Sylwia wstała i wypuściła penisa syna. Pochyliła się do prysznica i odkręciła zimną wodę. Następnie weszła pod strumień wody, wciąż mając na sobie sukienkę. Jej piersi były nie tylko nieznośnie gorące, ale teraz nieprzyjemnie naciskały na stanik. Jej myśli szalały. Sylwia pomyślała, że jej stanik się kurczy. Ściągnęła sukienkę i rzuciła ją na podłogę prysznica. Następnie rozpięła stanik i też go upuściła. Spojrzała w dół i zobaczyła, że jej piersi, podobnie jak biodra, lśniły szkarłatną czerwienią. Ta sama czerwień lśniła również spomiędzy jej nóg.
     – Co się dzieje Bartku? Pomóż miii...
     Dumny Bartosz obserwował swoją nagą matkę pod prysznicem. Widział ten sam krwisto-czerwony blask, który pochłonął go tej nocy, gdy urósł mu penis. Widział też, jak biodra matki delikatnie rozszerzają się z każdym oddechem, a jej piersi powiększają się, gdy trzęsą się od jej gwałtownych oddechów. Nie wiedząc, co jeszcze zrobić, wstał, pokuśtykał pod prysznic i wszedł do środka. Wciąż miał na sobie koszulę, która natychmiast przesiąkła. Zimno nie zmniejszyło jego wściekłej twardości. Sięgnął do mamy od tyłu i pomasował jej piersi.
     – Aaahhhhh. Płonę. – Sylwia poczuła, że jej syn próbuje pomóc, ale jego dotyk nic nie zdziałał.
     Bartosz, zdesperowany, by pomóc, odwrócił ją i złożył pocałunki na jej piersiach. Były zauważalnie większe niż wcześniej. Blask trochę przygasł.
     – Dziękuję Ci. – Sylwia westchnęła. – Dziękuję Bartku. To działa.
Jego usta były tak kojąco chłodne na jej nabrzmiałych piersiach. Czerwone światło całkowicie opuściło jej piersi i biodra, ale jeszcze nie zgasło między nogami.
     – Wciąż jest za gorąco… tam na dole.
     Bartosz posłusznie przesuwał pocałunki w dół jej lekko zaokrąglonego brzucha i ciemnego trójkąta włosów łonowych między jej nogami.
     – Ochłódź to. Proszę, proszę, proszę...
Sylwia rozchyliła nogi, stając pod potokiem zimnej wodą, aby zapewnić mu lepszy dostęp.
     – Dobrze… mamo… – powiedział Bartosz pomiędzy pocałunkami, przesuwając ustami po jej wargach. Po obu spływała lodowata woda. Kilka sekund później blask opuścił jej cipkę i poczuł dłoń swojej mamy z tyłu głowy. Wtuliła w siebie jego twarz, a Bartosz wystawił język. Wszedł nim głęboko pomiędzy jej wargi i posmakował jej cierpkości.
     – Och, Bartku.
Sylwia wierciła się, gdy uczucie gorąca całkowicie ustąpiło.
     – Co my robimy? Uh… oh, Bartku,… uh… oh, ojej. No… tam…
Sylwia zatrzęsła się niekontrolowanie, czując, jak język jej syna pracuje w jej wnętrzu.
     – Ooooooohhhhhhh...
Ogarnął ją orgazm.
     Bartosz zamknął oczy i pozwolił swojej mamie stracić nad sobą kontrolę. Kiedy się uspokoiła, wstał i odepchnął ją lekko, aby mógł się obmyć.
     – Niesamowite… Bartoszu… nikt wcześniej... nie zrobił… dla mnie… czegoś takiego.
Sylwia oparła się o ścianę prysznica, uspokajając oddech. Spojrzała w dół i zobaczyła, że rzeczywiście jej piersi były większe niż wcześniej. Ujęła je i poczuła ich wagę.
     – Co mi się stało?
     – Myślę, że to pani Głowacka.
Bartosz odwrócił się do swojej matki i otworzył oczy. Przypadkowo szturchnął ją w biodro kutasem. Jej biodra wyglądały na szersze, jej figura jeszcze bardziej przypominała kształtem klepsydrę. Wyglądało na to, że zjawa nie zrobiła niczego z jej tyłkiem, o ile Bartosz mógł to stwierdzić. Bartosz zdjął przemoczoną koszulę i rzucił ją na podłogę w łazience.
     – Mamo, czy mogę?
Bartosz nie czekał na odpowiedź, z dłońmi Sylwii wciąż obejmującymi od spodu jej piersi, odwrócił ją do siebie, pochylił się trochę i wziął jej prawy sutek do ust.
     – Oooooohhhhhhhh. Co ty mi robisz Bartku? – Sylwia zadrżała.
Spływała po nich zimna woda. Puściła lewą pierś i opuściła lewą rękę na wciąż imponującą erekcję Bartosza. Jeszcze mu nie ulżyła. Poczuła jak drży.
     – Tutaj jest lodowato. – Odepchnęła go i zakręciła wodę. – Jest ci zimno?
     – Tak.
Ale Bartosz nie przejmował się zbytnio temperaturą.
     – Pozwól mi się tobą zająć kochanie.
Sylwia sięgnęła po ręcznik. Wysuszyła Bartosza powoli, zatrzymując się kilka razy, by złożyć delikatne pocałunki na jego chudej piersi i silnym penisie. Następnie wytarła siebie.
     – Nie mogę uwierzyć, że to powiem, ale powinniśmy iść na górę i użyć jednej z prezerwatyw twojego ojca.
Wyszła spod prysznica i podała mu rękę.
     – Zamierzam się tobą odpowiednio zająć.  
     – Naprawdę? – Bartosz chwycił rękę mamy.
     – Lepiej się pospiesz, zanim zmienię zdanie. Wyszli z łazienki, idąc nago, ręka w rękę. Sylwia trzymała piersi lewą ręką, żeby zachować pozory skromności i powstrzymać je przed kołysaniem. Jej obrączka lśniła na jej piersiach, kiedy szli po krętych schodach, w popołudniowym świetle wpadającym przez wielkie okna. Gdy Bartosz znalazł się na szczycie, jego utykanie stało się zbyt problematyczne, więc Sylwia puściła swoje piersi i chwyciła Bartosza pod ramię. Pomogła kontuzjowanemu synowi wejść do sypialni, którą dzieliła z mężem i posadziła go na swoim małżeńskim łóżku.
     – Zostań tu, zaraz wracam.
     – Dobrze, mamo.
Całe ciało Bartosza zadrżało. Zamierzali to zrobić. Jego kutas pulsował z każdym uderzeniem serca. Patrzył jak Sylwia poruszała idealnym tyłkiem, gdy wbiegła do łazienki. Pomyślał o tym, jak zmieniło się jej ciało i doszedł do wniosku, że dom niewiele w niej zmienił. Po prostu dał jej więcej tego, co i tak już miała. Wróciła z łazienki, trzymając w jednej ręce foliową paczuszkę, a w drugiej ręcznik kąpielowy. Bartosz pomyślał, że wygląda jeszcze bardziej kusząco z przodu, gdy jej cycki trzęsły się i kołysały z boku na bok.
     – Mam nadzieję, że będzie pasować.
Sylwia poczuła się rozmarzona, podekscytowana i odurzona. Jej umysł dryfował w sposób podobny do tego, kiedy brała ecstasy ze swoim chłopakiem na studiach. Wiedziała, że jej umysł nie działa prawidłowo, ale teraz jej to nie obchodziło. Uklękła przed Bartoszem, położyła ręcznik obok siebie i rozerwała paczkę.
     – Jak zamierzamy… hm… pomieścić mojego kutasa… w tobie? Jesteś za ciasna.
Bartosz nie chciał złamać zaklęcia, które ich dotyczyło i natychmiast pożałował, że to powiedział. Widział, jak jej ciemne źrenice rozszerzyły się do szerokich kręgów. Wydawała się nie zauważać ani nie przejmować się tym, że jej mała cipka nie pasuje do jego dużego kutasa.
     – Nie martw się o to.
Przekroczą ten most, kiedy do niego dotrą. Sylwia zignorowała dręczące ją myśli o moralności i chrześcijańskiej przyzwoitości, które pojawiły się z tyłu jej głowy.
     – Po prostu to zrobimy.
Wyciągnęła rękę i spróbowała rozwinąć prezerwatywę na fioletowej głowie przed nią. Nie wyszło.
     – O nie.
Sylwia zmarszczyła brwi i spróbowała ponownie, tym razem mocno pociągając za brzegi prezerwatywy. Ale po prostu nie rozciągnęły się wystarczająco szeroko. Położyła zwiniętą prezerwatywę na czubku głowy i pod czubkami palców poczuła puls Bartosza.
     – Odpuszczę, mamo. – Bartosz był gotowy.
     – To zdanie, którego żadna matka nie chce usłyszeć – mruknęła Sylwia.
Upuściła prezerwatywę na podłogę i wstała. Położyła Bartosza z powrotem na łóżku i usiadła okrakiem na jego wąskich biodrach.
     – Spuścisz się w ręcznik, kiedy nadejdzie czas. W porządku?
Sięgnęła pod siebie i złapała jego bestię.
     Bartosz skinął głową i spojrzał na swoją piękną matkę. Jego nozdrza rozszerzyły się. Czuł aromat jej wilgoci i był to niebiański zapach.
     – Teraz… oooohhhhhh… – Sylwia opuściła się. – … Zajmiemy się… wciśnięciem tego we mnie.
Ku jej zaskoczeniu, poczuła wielkie uczucie rozciągania się, gdy zagłębiał się w nią centymetr po  centymetrze.
     – Boże, Bartku… uuuuuggggghhhhhhh… pasujesz.
Najbardziej zwierzęce impulsy, jakie kiedykolwiek czuła, wypełniły Sylwię. Osunęła się do końca i usiadła idealnie nieruchomo na biodrach swojego syna.
     – Jest w moim brzuchu. Jak… się z tym… czujesz?
     – Twoja cipka jest… hm… – mruknął Daniel, czując, jak jego kutas naciska na coś. – … niesamowita.
Wnętrzności jego mamy były o wiele cieplejsze niż wnętrze Luizy.
     – Język… Bartku…
Sylwia położyła ręce na klatce piersiowej Bartosza i eksperymentalnie kołysała biodrami. Czuła, jak przepycha się po jej wnętrznościach. Było to zarówno niepokojące, jak i wspaniałe.
     – Kobieca pochwa… to nie C-I-P-K-A. – Przeliterowała to słowo, żeby nie musiała go wypowiadać.
Jej biodra zaczęły kołysać się szybciej.
     – Jesteś… tak głęboko… uh… uch… uch… – Delikatne pomruki uciekły z jej ust. Nigdy wcześniej nie wydawała takich dźwięków. Odchyliła się do tyłu, położyła ręce na udach Bartosza i zaczęła podskakiwać w górę i w dół. Sylwia była tak przyzwyczajona do przyrodzenia swojego męża, że wciąż myślała, że zsunie się z Bartosza gdy będzie w górze, ale jego penis jej nie opuszczał. Ośmielona, podskoczyła wyżej, a on nadal w niej pozostawał. Oczy Sylwii przewróciły się w tył głowy. Dlaczego nikt jej nie uświadomił, że seks może tak wyglądać?
     – Och... och... och... – mamrotał Bartosz do siebie, patrząc, jak jej ogromne cycki w kształcie łez kołyszą się w przeciwnych kierunkach.
     – Baaartkuuu... –  wrzasnęła Sylwia, gdy ogarnął ją orgazm. Jej ramiona drgały, a ciało się trzęsło.
     Bartosz nie mógł uwierzyć, że jego powściągliwa matka może podskakiwać i wić się tak jak w tej chwili. Obnażyła zaciśnięte zęby, a jej twarz wykrzywiła się, gdy jedno oko było otwarte, a drugie zamknięte. Wydawała się opętana. Może była.
     Kiedy minął jej orgazm, Sylwia mocniej zaczęła ujeżdżać Bartosza. Położyła podeszwy stóp na łóżku i wyciągnęła ręce na boki. Jej palce wygięły się i wykonały dziwne ruchy, gdy przeszedł ją kolejny orgazm.  
     – Pieprzę się… uh… uh… uh… z tobą Bartku. Pieprzę się z tobą.
     Bartoszowi przyszła do głowy pewna myśl.
     – Zdradzasz… tatę. To jest zdrada.
Złapał koc za swoimi biodrami. Czuł jak skręcają mu się jaja.
     – O mój Boże. Uch… uch… uch… –  chrząknięcia i piski Sylwii wypełniły pokój. – Masz rację. Co by pomyślał twój ojciec?
     Po drugiej stronie miasta Dariusz siedział w poczekalni komisariatu obok swojej córki. Rozmawiała przez telefon, ignorując go. Włosy na jego karku nagle podniosły się. Coś się działo. Coś złego. Dariusz rozejrzał się po pomieszczeniu, ale nie zauważył niczego złego. Przygarbił się na krześle i próbował zignorować to uczucie. Wziął głęboki oddech.
     – To nic. – powiedział  do siebie.
To tylko następstwa włóczęgi zaczepiającego bliźnięta. Wszystko było w porządku. Wyciągnął telefon z kieszeni i wysłał SMS-a do Sylwii, żeby sprawdzić, jak ona i Bartosz sobie radzą. Czekał kilka minut, aż odpowie. Kiedy nie odpowiedziała, ponownie napisał SMS-a. Ale nie otrzymał odpowiedzi. Po chwili otworzył w telefonie grę logiczną próbując oderwać myśli od zmartwień.
     W rezydencji Sylwia właśnie przechodziła przez kolejny orgazm i wróciła do podskakiwania na Bartoszu zadziwiająco długimi pociągnięciami. Spojrzała na jego młodą, przystojną twarz i podziwiała witalność młodości. Rozkoszowała się surową, fizyczną wytrzymałością i mocą swojego osiemnastolatka.
     – Mam zamiar dojść mamo. – Bartosz mocniej ścisnął koc. – Ręcznik.
     – Nie martw się… oooohhhhh… o ręcznik.
Sylwia podniosła się wystarczająco wysoko, aby go z siebie usunąć, a następnie rzuciła się na jego penisa. Wessała go do ust i głaskała obiema rękami. Musi być szalona. Miała zamiar wydoić go do sucha.  
     – Och… Mamo… aaaahhhhhhhhhh.
Kutas Bartosza eksplodował w ustach Sylwii. Jego ciało wypełniła czysta radość. Wzdrygał się przy każdym wystrzale w gardło matki.
     Oczy Sylwii zatrzepotały, gdy gorący, słony potok wypełnił jej usta. Jej policzki rozszerzyły się, a potem zaczęła połykać. Przełykała i przełykała, poczuła, jak ciepło przepływa do jej brzucha. Nigdy nie uwierzyłaby, że może tak dużo tego przełknąć. Kiedy skończył, długo trzymała na nim usta, kręcąc językiem wokół bulwiastej głowy.
     – Mamo?
Bartosz spojrzał na nią, z ustami rozciągniętymi wokół jego męskości.
     – Czy połknęłaś to wszystko?
     – Mmmmhhhmmmmm... – Sylwia skinęła głową, wciąż trzymając penisa w ustach. W końcu puściła i spojrzała na Bartosza. Jakaś krnąbrna strużka spermy spłynęła po jej delikatnym podbródku.
     – To było szalone, Bartku.
     – Tak. – Bartosz skinął głową. – Czy możemy to powtórzyć?
     – Tak.
Świadomość tego co przed chwilą zrobili zaczęła powoli wkradać się do jej umysłu.
     – Myślę, że nie. – potrząsnęła głową. – Nie, nie, nie.
Zeszła z łóżka i spojrzała na budzik przy łóżku.
     – Nie wiemy, kiedy twój ojciec i siostra mogą wrócić do domu.
Wspomnienie o mężu było jak plusk zimnej wody na jej twarzy.
     – Twój ojciec… co my zrobiliśmy, Bartku?
     – W porządku, mamo.
Bartosz usiadł. Jego penis, wciąż twardy, przycisnął się do jego brzucha.
     – Co chcesz, żebym zrobił?
Widząc ją zmartwioną, jakby poczuł przypływ winy. Nie chciał zniszczyć małżeństwa swoich rodziców. Ale patrząc na jej zapierające dech w piersiach piękno, wiedział, że to nie może być jednorazowa przygoda. Bartosz nie mógł pogodzić tych dwóch myśli.
     – Możesz chodzić?
Sylwia schyliła się i podniosła ręcznik, który przyniosła ze sobą z zamiarem użycia go do zebrania nasienia syna. Wyśmienicie. Dotknęła brzucha. Dobrze, że połknęła spermę. Owinęła ręcznik wokół torsu, tak że była okryta.
     – Daj mi zobaczyć.
Bartosz zsunął się z łóżka i wstał.
     – Boli, ale myślę, że dam radę chodzić.
     – To właśnie możesz dla mnie zrobić, skarbie.
Sylwia schyliła się i podniosła nieużywaną prezerwatywę. Zrobiła w pamięci listę wszystkich rzeczy, które musiała zebrać i posprzątać, zanim Dariusz wróci do domu. Zmienić koc na łóżku. Posprzątać łazienkę na dole. Wziąć kolejny prysznic. To wszystko było wykonalne.
     – Wejdź pod prysznic i spraw, by to opadło. – Wskazała na jego penisa. – Następnie ubierz się i weź lód na kostkę. Ja w tym czasie posprzątam. Możesz to zrobić?
Pochyliła się i podniosła podartą foliową paczkę.
     – Tak mamo.
Bartosz pokuśtykał do drzwi, jego kutas kołysał się powoli przy każdym kroku. Odwrócił się, by spojrzeć na Sylwię.
     – Nie chciałem…
     – Porozmawiamy o tym później. – Sylwia próbowała się do niego uśmiechnąć.
     – A co z twoimi… hm… cyckami i innymi rzeczami?
Bartosz skinął głową w stronę dekoltu tuż nad ręcznikiem. , po czym dodał:
     – Co powiesz tacie?
     – Rzeczywiście są większe, prawda?
Sylwia uniosła brwi i spojrzała na swoje ciało.
     Bartosz skinął głową.
     – Powiem twojemu ojcu, że to hormony czy coś.
Sylwia  wyganiała syna gestem rąk:
     – A teraz idź, zanim wrócą do domu.
     – Um…
Bartosz się nie poruszył.
     – Dziękuje ci mamo. To była najlepsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przytrafiła. Bardzo cię kocham.
     – Też cię kocham skarbie. A teraz ruszaj się.
Sylwia odwróciła się i ściągnęła koc z łóżka. Na szczęście nic nie przesiąkło do pościeli.
     Bartosz odwrócił się, wyszedł z pokoju rodziców i pokuśtykał korytarzem. Jego myśli dryfowały w wielu kierunkach. Zastanawiał się, co jeszcze może im się przydarzyć w tej rezydencji.

C10H12N2O

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użyła 8830 słów i 50775 znaków, zaktualizowała 11 maj o 22:44. Tagi: #erotyka #horror #incest #duchy #matka

Dodaj komentarz