It wasn’t meant to be like this – "Wiem, czego ci trzeba"

It wasn’t meant to be like this – "Wiem, czego ci trzeba"– Co tu robisz? Miałaś być jutro po południu – zapytał Kris, patrząc to na Roxy, to na Cassandrę.  
Brunetka natychmiast odwróciła wzrok. Widok smutnej, wystraszonej dziewczyny, wywołał u chłopaka wyrzuty sumienia, nagle zaczął żałować, że się na nią tak wydarł.
– Ale jestem dziś. To jakiś problem? – odparła Rita.
– Widziałaś? – Kris skinął głową w kierunku Cassie.
Roxy wstała i nalała kolejne porcje alkoholu, wręczając po chwili brunetce szklankę.
– No raczej nie da się nie zauważyć. Ciekawe, co na to Anton? – burknęła.
– Jak to, co? Ten chuj i tak się wytłumaczy, nie wiesz? – syknął Kris. – Jadła coś? – znów spojrzał na Cassandrę.
– Nie. No właśnie…! – Roxy chwyciła telefon.  
– Taaak? – rozbrzmiał ciężki głos.
– Igor, do cholery, o co cię prosiłam? Gdzie to jedzenie? – zbeształa cierpko.
– Ja nie mogę, mam robotę.
– Kurwa, robotę? Pół godziny temu jeszcze nie miałeś.
– Ja nie w klubie, ja w mieście – plątał zabawnie Rosjanin.
– Kurwa, Igor... A zresztą – fuknęła blondynka i zakończyła dyskusję.
Cassie siłą woli uśmiechnęła się pod nosem, co Blackie od razu wyłapał. Bacznie obserwował zachowanie dziewczyny i jej mina spowodowała, że także lekko wygiął usta.
– Po co Anton go trzyma? Przecież to totalny przygłup – zaśmiał się po chwili.
– Jest w porządku, chociaż masz rację – jego czasem trzeba za rączkę – zachichotała Roxy. – Ale lubię Igora, to dobry chłopak. A po co go trzyma? A może po to, że jest nie do zdarcia? Widziałeś go w akcji? Kurwa, jest jak góra lodowa, jak taran, jak czołg, na niego to chyba tylko atomówka – drwiła, rżąc jak najęta.  
Zerknęła na Cassie – uśmiech się powiększył. – Dobra, piękna, musisz coś zjeść – oświadczyła,  ponownie chwytając telefon.
Cassandra zdrętwiała. Nie miała ochoty, a tym bardziej siły na jedzenie, przeraziła ją więc decyzja dziewczyny. Bała się, że nie da rady i znowu zostanie pobita lub poniesie inne, przykre konsekwencje.  
Roxy odpaliła papierosa i wyszła, wywołując w brunetce jeszcze większą trwogę. Niedawny wybuch Krisa nie nastawiał jej optymistycznie do pozostania z nim sam na sam. Chłopak się nie odzywał, tylko nalał whiskey w szklankę koleżanki i wypił jednym duszkiem. Wciąż gapił się na Cassandrę, która siedziała ze spuszczoną głową.
– Cassie – bąknął przez zęby, nalewając kolejną porcję.
– Przepraszam – wydusiła od razu, kuląc się w sobie.
Usiadł obok i objął wystraszoną dziewczynę. Trzęsła się jak galareta.
– Spokojnie, nic ci nie zrobię. Czego się boisz? – zapytał dość oschle.
– Przepraszam – powtórzyła, żadne inne słowa nie przychodziły jej do głowy.
– Był lekarz?
Przytaknęła w ciszy.
– I co?
– Nie wiem – wydusiła ciężko, marząc, aby zostawili już ją w spokoju.
– Chłopaków nie ma i zapewne wrócą dopiero jutro, więc będziesz miała trochę spokoju – rzekł Blackie, który już złagodniał.  
Ponownie kiwnęła głową.
– Czemu nie pijesz drinka? – zapytał i Cassie w okamgnieniu upiła łyk.
– Powoli – mruknął, przykrywając jej dłoń swoją. Drżała. – Zaraz Roxy przyniesie coś na ząb i radzę zjeść. To fajna dziewczyna i zawsze opiekuje się nowymi, ale lepiej, żebyś się jej nie stawiała, rozumiesz? Ona nie znosi sprzeciwu, tym bardziej, jeśli stara się komuś pomóc. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno?
– Tak – bąknęła Cassie, przełykając stojącą w gardle gulę.
– To miło, że się rozumiemy.
Brunetce zaczęło zbierać się na płacz. Czuła, że nie przełknie ani kęsa, a wtedy Rita na pewno zostawi ją na pastwę prześladowców lub nawet sama wymierzy jej karę. Na dodatek to kobieta, i to dość ostra kobieta, dlatego też jej niezadowolenie może mieć bardzo gorzkie konsekwencje. „Zjem… na siłę” – pomyślała dziewczyna, choć nie miała pojęcia, jak to zrobi. Na sama myśl o posiłku robiło jej się niedobrze, do czego dochodziły nerwy i stres.
– Mam zupę, to jej wlezie – oświadczyła z zadowoleniem Roxy, wpadając znienacka do pokoju. – Spadaj – machnęła głową na Krisa, który niechętnie wstał i w tym momencie Cassie uderzyła rozpaczliwym płaczem. Blondynka w osłupieniu spojrzała na kolegę.
– Ona nie zje – mruknął Kris.
– Przepraszam – wycedziła po raz trzeci Cassandra, ciężko zacinając słowa.
– Nie ma przepraszam, musisz zjeść chociaż trochę, jak chcesz, żeby ci pomóc. Dał ci mocne leki, a ty jesteś głodna od trzech dni – stwierdziła bezkompromisowo Rita. – Proszę, ile dasz radę. Dobrze? – nalegała, zabierając brunetce szklankę i wciskając w jej miejsce małą, czarną miseczkę.
„Nie od trzech, jadłam” – pomyślała Cassie, mając przed oczyma ten nieszczęsny gulasz. Bała się jednak odezwać do blondynki, więc posłusznie chwyciła naczynie w drżące dłonie.
– Wyjdziemy, zjedz spokojnie. I nie bój się, będę niedaleko – rzekła Roxy i kiwnąwszy głową na Krisa, po chwili opuściła z nim pomieszczenie.
Cassie rozpłakała się na dobre.



– Coś taki napięty? – zaśmiała się, kładąc dłoń na udzie bruneta.
– Nie wiem… Wiem, kurwa, wiem, szkoda mi jej! Leo przesadził! – wyjechał szorstko, odrzucając na stół bibułkę, którą trzymał w palcach.
Zawartość rozsypała się wkoło.
– Wyluzuj, wiem, czego ci trzeba – Rita wstała i położyła dłonie na ramionach chłopaka.  
– Przestań! – syknął.
Dziewczyna luźno się zaśmiała i agresywnie ścisnęła barki kolegi. Zaczęła rozmasowywać mu ramiona powoli i przykładnie, aby kilka minut później przejechać dłonią po torsie i schować ją w bokserkach.
– Roxy… – westchnął głęboko chłopak, wznosząc nieporadny bunt.
Dziewczyna w odpowiedzi mocniej zacisnęła dłoń na budzącym się do życia narządzie. Gładziła go bez pośpiechu, powolnymi, wręcz leniwymi ruchami, czując, jak zaczyna łagodnie drgać.
– Nie masz ochoty? – szepnęła w ucho kolegi, obejmując mosznę w delikatnym uścisku.
Odpowiedzią był jedynie ciężki, urywany wydech. Blondynka się uśmiechnęła, wyjęła rękę, powolnie, jak kocica okrążyła fotel, aby za moment uklęknąć przed młodym facetem i zgrabnym ruchem rozpiąć jego rozporek.  
Penis zniknął w ustach. Blackie poruszył się nieznacznie, biorąc głęboki wdech. Pieściła go powoli, raz po raz zerkając na chłopaka, który siedział z opartą o zagłówek głową i łapczywie nabierał powietrza, pomrukując. Obejmowała go raz ustami, raz dłonią, pozwalając językowi na swobodny spacer po całej długości. Pomruki zaczęły zmieniać się w jęki, gdy nagle Roxy wstała, błyskawicznie zdjęła koszulkę brunetowi, po czym migiem pozbyła się dolnych części swojego ubioru i niechlujnie odrzuciła je na bok. Uśmiechnęła się lubieżnie, okrakiem usiadła na chłopaku i zaczęła pocierać się z zadowoleniem o jego twardy narząd. Westchnęła cicho i przytuliła policzek do ramienia kochanka, ruszając się spokojnie w górę i w dół. Nadal nie chowała go do środka, jakby chciała podrażnić się z młodym facetem; najwyraźniej jednak lubiła taką zabawę, gdyż z chwili na chwilę kiwała się coraz szybciej i zachowywała głośniej.
Dogadzała sobie długo, bez pośpiechu, gdy nagle się zatrzymała. Spojrzał na nią zdziwiony, z wyraźnym rozczarowaniem, lecz Rita, zdając się nie zauważać jego niezadowolenia, nachyliła się do biurka i za moment podała mu rzuconą przez niego bibułkę.
– Skręć.  
Gdy zabrał trawę, wznowiła czynności. Wciąż obserwowała kochanka, który miał spore problemy z wykonaniem blanta drżącymi rękoma. To najwyraźniej bawiło dziewczynę, która zaczepnie uśmiechała się pod nosem, skrupulatnie masując intymne miejsce chłopaka.
– Kurwa, dość tego! – huknął w końcu Kris, odrzucając bibułkę, podniósł blondynkę za pośladki, po czym błyskawicznie ułożył na biurku i wszedł w nią szybko, niemalże brutalnie. Jęknęła z głośnym przejęciem i oplótłszy nogami biodra faceta, żądna namiętności z rozkoszą przyjmowała głębokie, agresywne pchnięcia.  
Posuwał ją ostro, drapieżnie, wyduszając z rozpalonej dziewczyny coraz głośniejsze krzyki, w końcu go odepchnęła, popchnęła z powrotem na fotel i ponownie dosiadła, zręcznym ruchem chowając jego męskość w środku. Wydał głośny, euforyczny jęk.  
Głodna erotycznych uniesień zaatakowała go bez skrupułów, pazernie kiwając się i podskakując. Sapała coraz głośniej, chłopak również, sumiennie ssąc i ugniatając sprężyste piersi kochanki.
– O kurwaaa! – krzyknęła nagle Roxy, mocno wyginając się do tyłu, po czym zamarła w bezruchu, łapiąc zmęczony oddech.
Gdy euforyczne drgawki ustały, uwolniła chłopaka i padła na kolana, by kolejny raz szczelnie otulić ustami jego przyjaciela. Kris skończył chwilę później, pozbywając się całego ładunku wprost w usta dziewczyny. Połknęła wszystko, gapiąc się wyzywająco na chłopaka.
Westchnął ciężko i oparłszy głowę o fotel, zamknął oczy.


– Zrobisz tego skręta? – zapytała Roxy, zapełniając szklanki wódką.
– Skąd masz klucz do gabinetu szefa? Przecież on nikogo tu nie wpuszcza – zapytał zdziwiony Kris.
– Pół godziny temu już o to pytałeś – uśmiechnęła się.
– Ale się nie dowiedziałem – syknął chłopak.
– Już dawno go mam… Co robisz?! – krzyknęła nagle Roxy, widząc, że brunet wstał i sprawdza szuflady.
– Kurwa, zamknięte – mruknął niezadowolony Kris.
– Co ty odpierdalasz?! – zagrzmiała Rita.
– Może dowiemy się czegoś, o czym nie wiemy – chłopak zaczepnie wyszczerzył zęby.
– Idziemy! – nakazała wkurzona Roxy, otwierając na oścież drzwi.
Blackie już nie drażnił się z dziewczyną, tylko w milczeniu ją minął, obrzucając kolejnym, złośliwym uśmieszkiem i opuścił gabinet, słysząc po chwili za plecami dźwięk przekręcanego klucza.

3 726 czyt.
100%116
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1746 słów i 10189 znaków, zaktualizowała 11 mar o 9:41.

6 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 29 czerwca

    Wszyscy bardzo jej współczują, ale każdy pewnie ma na nią chrapkę. Czy ktoś jej pomoże i zobaczy w niej ludzkie odbicie a nie towar.
    Rita ma układy z szefem i Kris pewnie zazdrosny trochę.  
    Nie rozumiem końcówki...  

    Blackie już nie drażnił się z dziewczyną, tylko w milczeniu ją minął, obrzucając kolejnym, złośliwym uśmieszkiem i opuścił gabinet, słysząc po chwili za plecami dźwięk przekręcanego klucza.  
    Blackie czy Kris?

    Pozdrawaim

  • angie

    angie · 21 marca

    Do jasnej cholery!  Gdzie jest ciąg dalszy, ja się pytam!  

  • nanoc

    nanoc · 11 marca

    Perfekcjonistką jesteś     

  • iamnaughty1990

    iamnaughty1990 · 11 marca

    Tutaj nie można się nie zawieść

  • Speker

    Speker · 11 marca

    No i byłem zmuszony do cofnięcia się i przeczytać całość- nie żałuję

  • Somebody

    Somebody · 11 marca