To nie miało tak być – "Czy to jest w porządku?"

To nie miało tak być – "Czy to jest w porządku?"– Tylko się chwilkę zdrzemnę – zagadała do psa, kładąc się na kanapie w biurze szefa. – Jakby coś się działo, zbudź mnie – uśmiechnęła się i po chwili odleciała.
      Obudził ją nie Rico, a rozmowy z korytarza. Spała na tyle długo, żeby wytrzeźwieć i zdążył dogonić ją kac. Podświetliła zegarek – kilka minut po północy. Nasłuchiwała chwilę odgłosów zza drzwi, po czym ruszyła się nieudolnie.
      – Kurwa mać – burknęła, wstając. – Rico, nie teraz, muszę się napić – odepchnęła psa, który się przy niej pojawił. – Kurwa – powtórzyła, ruszając w stronę drzwi, lecz te same się przed nią otworzyły.  
W progu stał Marco, witając współpracownicę demoniczną miną. Skrzywiła się na ten widok i nie zamierzając z nim dyskutować, chciała go wyminąć i wyjść, on jednak odepchnął dziewczynę.
      – Przepuść mnie – warknęła, lecz za Marco właśnie pojawił się Leo. Wyglądał podobnie jak kolega, przez co Roxy  miejsca poczuła się bardzo niepewnie. Ich kwaśne wyrazy twarzy wzbudziły spory niepokój.
      Mężczyzna chwycił obrożę psa, wyprowadził go  z pokoju i zamknął za sobą drzwi.  
      – Wypuście mnie! – powtórzyła głośniej, kolejny raz próbując wyjść, oni jednak ani drgnęli.
      – Dzwonił szef – rzekł sucho Leo, gapiąc się na dziewczynę z góry. – Co mu, dziwko, nagadałaś?  
      – Spierdalaj – warknęła Roxy, podejmując trzecią próbę wydostania się z pokoju.
      Teraz jednak została odepchnięta tak mocno, że znalazła się na dywanie. Lęk wzrósł. Czując, że coś się szykuje, w okamgnieniu się podniosła i chciała uciekać, lecz mężczyźni już byli tuż obok.
      – Już zapomniałaś, szmato, kto cię zgarnął z ulicy, dał łóżko i żreć?
      Dziewczyna parsknęła ironicznie, odpowiadając sobie, za jaką cenę dostała to schronienie.
      – Będziesz miał kłopoty – zagroziła, widząc, że zbirom coraz gorzej z oczu patrzy.
      Od razu dostała otwartą ręką w twarz. Złapała się za policzek.
      – Pamiętaj! Jeśli nadal będziesz się wyłamywać i strugać szefową, porozmawiamy inaczej – rzekł Leo, ruszając do przodu i wystawiając palec przed nosem dziewczyny.
      Teraz już się cofnęła, wystraszona.
      – Żebyś nie zapomniała – dodał sutener i po chwili wyszedł w towarzystwie kolegi, nie zamykając za sobą drzwi.
      Odprowadziła ich wzrokiem i odetchnąwszy z ulgą, oparła się o biurko, czując, jak cała dygocze i jak mocno wali jej serce. Sterczała przy meblu już dłuższą chwilę, chcąc opanować zdenerwowanie i kotłujące się w środku emocje, gdy nagle ktoś zarzucił jej coś na głowę, zacisnął mocno i wykręcając dziewczynie ręce na plecach, brutalnie powalił ją na kanapę.
      – Puszczajcie! – krzyknęła, czując wciskające się w plecy kolano.  
      Nie widziała nic, co tylko wzmagało panikę. Napastnik przycisnął ofiarę jeszcze mocniej, wtedy drugi zaczął ściągać jej spodnie i bieliznę.  
      – Zos..! – usiłowała apelować, miotając się jak szalona i próbując uwolnić skrępowane nad głową ręce.  
      Nie było to żadną przeszkodą oprawcom, po chwili leżała już naga od pasa w dół.
      – Trzymaj kurwę – doszło do jej uszu, w napadzie paniki nie potrafiła jednak rozpoznać, do kogo należy głos.
      Wszedł w nią ostro i głęboko, zadając przecinający, piekący ból. Wrzasnęła przez zatkane usta, mocno zaciskając powieki. Kurwa – załkała podświadomie, gdy dręczyciel zaczął wciskać się w nią coraz agresywniej i do samego końca, dusząc przy okazji unieruchomioną dziewczynę.  
      – Dawaj! – usłyszała ten sam głos i za moment wszedł w nią drugi z mężczyzn.
      Zawyła przejmująco, wyginając się w łuk, miała wrażenie, że zaraz rozerwą jej ciało na strzępy. A oni gwałcili ją z coraz większym sadyzmem, bezlitośnie ściskając krtań wijącej się na kanapie dziewczyny.
Czuła, że jeszcze chwila i albo zemdleje, albo ją uduszą. Oni byli jednak na tyle zdeterminowani, że skończyli akurat, gdy była na skraju. Worek zniknął z jej twarzy i zapadła cisza. Otworzyła zapłakane oczy – pokój był pusty, a drzwi otwarte na oścież.
      – Rico – wyszeptała zachrypnięta, lecz pies się nie pojawiał. – Rico…



      – Kurwa – wydała z siebie jęk, z trudem siadając.  
      "– …A co myślałaś, że siedzisz tu za darmo? To nie hotel – stwierdził Leo, rzucając w kierunku dziewczyny czerwoną, koronkową bieliznę.  
      Zaskoczył ją zupełnie i natychmiast spanikowała. Przecież jak dotąd byli dla niej mili i nie dawali najmniejszego powodu do niepokoju. No i Anton. Odkąd pamięta, zawsze był dla niej jak ojciec i zawsze mogła na niego liczyć, dlaczego więc teraz każe jej się prostytuować?
      – Ale przecież Anton nic mi nie mówił – bąknęła przerażona. Wiedziała, gdzie jest i kto się nią zaopiekował, ale że ona…? Nigdy nie sądziła, że będzie musiała spłacić ten dług w taki sposób. Bo gdyby tylko wiedziała…”

      Mocno przycisnęła dłonie do wilgotnych oczu; wspomnienia, mimo upływu tak długiego czasu, nadal bolały. Ale i teraźniejszość nie  była litościwa względem jej sumienia. Wciąż czuła się podle, nawet, jak miała świadomość, że musi to robić, że jest mu to winna. Jasne, gdy dowiedział się o dwóch epizodach z jej udziałem, o których nie miał pojęcia, zadecydował, że nie będzie uprawiała seksu, tylko zostanie jego zaufanym człowiekiem tu, na miejscu, gdy jego nie będzie. Ale było też coś innego, a mianowicie – kilka razy chciano ją od niego odkupić, w czym ceny ze względu na jej urodę sięgały zenitu. Na to Anton także się jednak nie zgodził, twierdząc, że nie pozwoli, aby zniszczyli to, co jest tak piękne i że nie będzie więcej na ten temat rozmawiał.
      Tak, dużo, bardzo dużo mu zawdzięcza, ale czy to ją usprawiedliwia? Anton krzywdzi ludzi, a ona mu pomaga. Czy to jest w porządku? No bo przecież Alex… Kochana Alex. Przecież ona była tak niewinna, tak krucha. I zawsze tak przerażona i smutna…
      Spojrzała na ręce – czerwone cięgi, pamiątki po karze nadal były bardzo widoczne i nie pozwalały zapomnieć, że jest tylko małym, nic nieznaczącym trybikiem w całej tej chorej machinie. Doskonale pamięta, jak szarpana nerwami i strachem przez zbliżeniem, bezczelnie zwymiotowała prosto na twarz klienta. Uśmiechnęła się smutno…



      – Kurwa – zaklęła po raz enty, sięgając dłonią w kierunku biurka.  
Tyłek bolał niemiłosiernie, napinał się i pulsował nieprzyjemnie. Drżącą ręką zdjęła z blatu lusterko i spojrzała na szyję – zostały na niej czerwone pręgi. Skurwysynu – bluzgała, doskonale wiedząc, kto to zrobił.  
      – Rico! – zawołała głośniej, lecz piesek zapadł się jak kamień w wodę. – Kurwa mać – zaklęła półgębkiem, zacisnęła zęby i powoli wstała. Po chwili jednak parsknęła pogardliwie; widząc, że porusza się w tej chwili jak stara niedołężna babcia, nie była w stanie powstrzymać ironicznej wesołości, jednego wielkiego śmiechu rezygnacji.
      Doczłapała do drzwi i kolejny raz krzyknęła na psa, znowu się jednak zawiodła. Poczuła zimno na całym ciele, miała bardzo złe przeczucia. Doszła do baru – pusto.  
      – Pavel! – zawołała, lecz nikt nie odpowiedział.  
      – Kurwa, co tu się wyprawia?  
      Była coraz bardziej zdezorientowana, nie zdarzyło się jeszcze, aby nikogo nie było na sali i lokal pozostawiony był sam sobie.  
      Pomyślała o Cassie i bacznie nadstawiła ucha, lecz trudno byłoby raczej usłyszeć z parteru, co dzieje się a drugim piętrze. Nie teraz – skierowała myśl do dziewczyny, chwyciła z baru słuchawkę i trzęsącymi się palcami wybrała numer taksówki. Bardzo chciała do domu.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1388 słów i 7829 znaków, zaktualizowała 20 sty 2020.

3 komentarze

 
  • kaszmir

    I dobrze, że dostała to na co zasługuje. Mogła pomóc tym dziewczynom, a jednak została trybikiem w tej machinie zła. Chociaż na myśl o przeszłości poczuła łzy w oczach... jakieś emocje pozostały z człowieczeństwa. Kim oni byli? Gdzie jest pies? I ta cisza co zwiastuje?
    Pozdrawiam :bravo:

  • AnonimS

    Wróciłaś z przytupem. Okładka też robi wrażenie .  Ciekawe co  dalej  z Roxy ?

  • agnes1709

    @AnonimS Dzięki, oszukańcu. GDZIE OPOWIADANIE?! Ile już czasu minęło? :armscrossed:

  • AnonimS

    @agnes1709 nie jestem oszukancem

  • Somebody

    Tylko nie zabijaj pieska  :bitka: A tak poza tym to świetnie, pochłonęłam jednym tchem. PS. Zajebista okładka  <3

  • agnes1709

    @Somebody Cicho, nie wal spoilerów :nunu::D A co do okładki - zdjęcie jest spoko, ale ile ja się go naszukałam :rolleyes: Dzięki, kochana :przytul: