To nie miało tak być – Zaraz wrócą

To nie miało tak być – Zaraz wrócą– Uspokój się, chcesz nas pozabijać?! – Roxy podniosła głos; Cassie jechała jak wariatka, nie panując nad wozem. – Spokojnie, mamy trochę czasu.
      Zadzwoniła komórka pasażerki.
      Roxy, co ty wyprawiasz? Uciekasz? – Zapytał zimno Anton.
      Kurwa, szybko się poskarżył. – Pomyślała zbulwersowana dziewczyna, bojąc się jednocześnie tej rozmowy.
       – Nie uciekłam, potrzebuję kilku dni – odparła, próbując brzmieć wiarygodnie.
       Rox, wracaj, nie rób zamieszania. I oddaj mój towar – nakazał szorstko szef.  
       – Kurwa, żeby ją zakatowali?! Nie ma mowy! – wrzasnęła blondynka. – Zadzwonię później – oświadczyła i się rozłączyła.
       Nie jest dobrze. – Pomyślała, wyjęła kartę sim i wyrzuciła przez okno. Tak będzie lepiej.  
       Po kilku minutach dojechały do starych zaniedbanych bloków i Roxy wysiadła.
       – Nie gaś silnika – poinstruowała kierowcę i ruszyła do budynku.
      Zanim doszła na pierwsze piętro, była już cała mokra. Czuła się okropnie, miała wrażenie, że z minuty na minutę ból staje się coraz większy. Raz się żyje. – Pomyślała. Bardzo nie chciała tam iść, ale nie widziała innej możliwości. Zapukała do drzwi, trzymając broń w dłoni, za plecami. Za moment zatrzeszczał zamek i w progu pojawiła się młoda brunetka.
       – Cześć, Ellie – wydusiła Roxy; czuła się paskudnie.
       – Ri… Rita? – bąknęła dziewczyna; była wyraźnie zaskoczona, jeśli nie powiedzieć – zszokowana.
       – Potrzebuję pomocy – wydusiła blondynka.
       Gospodyni stała jak posąg, usiłując przetrawić widok koleżanki, po chwili jednak oprzytomniała.
       – Pomocy?! – syknęła gniewnie. – Już raz ci pomogliśmy… Tony ci pomógł, a ty co zrobiłaś? I jeszcze masz czelność tu przychodzić? Masz tupet. Spierdalaj stąd, nie chcę cię znać – dodała i chciała zamknąć drzwi, lecz Roxy zablokowała je nogą i wycelowała do znajomej.
       – Wejdź do środka – rozkazała, wystawiając lufę przed samym nosem koleżanki.
       Zdezorientowana, oszołomiona Ellie natychmiast się cofnęła.
       – Daj mi jakieś ciuchy… i swoje peruki – burknęła Rita.
       Opanowała ją irytacja, lecz i wyrzuty sumienia, że musi posuwać się do takich czynów. Lubiła koleżankę i nie chciała tak szorstko jej potraktować, niestety – nie miała wyboru. Ellie bez słowa wygrzebała z szafy kilka ubrań oraz dwie czarne peruki i schowała do reklamówki, którą wręczyła blondynce.
       – Telefon też – rzekła Rita.
       – Ale… ale mi jest potrzebny telefon, nie mam inne…
       – Kurwa, dawaj telefon! – Zagrzmiała Roxy.
       Poskutkowało, w mig pojawiła się przed nią dłoń z urządzeniem.  
       – Wyjmij kartę.
       Ellie posłusznie wykonała polecenie i gdy już Roxy otrzymała komórkę, powoli zaczęła cofać się do wyjścia.  
       – Nie było mnie tu, rozumiesz? – rzuciła cierpko. – I ja nie żartuję, masz trzymać gębę na kłódkę! – dodała, marszcząc brwi.
       Elli przytaknęła głową. Roxy czuła, że dziewczyna mimo wszystko się wygada, aczkolwiek miała maleńki cień nadziei, że groźba zadziała. Opuściła mieszkanie i brunetka natychmiast zamknęła drzwi na klucz. Po schodach szła jak kaleka, uśmiechając się pod nosem; przerażona mina znajomej odrobinę rozbawiła dziewczynę.  


      – Kurwa mać, co tam robiłaś?! – Cassie głośno zbeształa blondynkę, gdy tylko ta zajęła miejsce w samochodzie.      
       Zaskoczona Roxy spojrzała na towarzyszkę, w odpowiedzi stawiając przed nią telefon z włączonym GPS      
      – Jedź tam – pouczyła, odkręciła wódkę i łyknęła zachłannie.  
       Zapadła cisza.
       – Jedźmy do szpitala. – Po dłuższej chwili Cassie przerwała milczenie.
      Rita się nie odzywała. Oczywiście miała świadomość, że musi zrobić coś z tą ręką, obecnie jednak chciała jak najszybciej schować się w bezpiecznym miejscu i trochę odpocząć. Czuła się już bardzo źle, miała wrażenie, że jeszcze trochę i albo zemdleje, albo zejdzie z tego świata.
      Roxy. – Cassie nie ustępowała.
      – Patrz na drogę.
       Jechały w ciszy do czasu, kiedy oczom Roxy ukazała się stacja benzynowa. Przeszło jej przez myśl, żeby wysłać po zakupy Cassandrę, po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że sama załatwi to rzetelniej.  
       – Zatrzymaj się przy stacji – poprosiła i minutę później była już w sklepie. Kupiła alkohol, dużo paczek papierosów, coś do jedzenia i zadowolona, że nie muszą się już nigdzie zatrzymywać i zwracać na siebie uwagę, wróciła do samochodu. Odkręciła wódkę i podała Cassandrze.
      – Prowadzę – fuknęła dziewczyna.
      – A jakie to ma znaczenie?
      Cassie zaczerpnęła odrobinę...



       Gdy otworzyła drzwi, poczuła wilgotne powietrze, co zasygnalizowało jej, że Kris dawno tu nie zaglądał.
      – Rozpalę w kominku. – rzekła oschle, chwyciła kosz i wyszła. – Przydałyby się rękawiczki – fuknęła pod nosem, biorąc kolejne, zimne jak lód polano. Takie rzeczy trzyma się pod dachem, nie za winklem, byle ja – marudziła. Była coraz bardziej rozstrojona nerwowo, telefon szefa dał jej dużo do myślenia. Anton był definitywnie wściekły, co rzadko mu się zdarzało, a to już nie był dobry znak.          
       Naładowała tyle, że ledwo podniosła kosz. Darując sobie przekleństwa, dotargała drewno do domku i zabrała się za czyszczenie paleniska. Niezbyt sobie radziła, robiąc to jedną ręką, co wywoływało coraz większą frustrację.
      – Pomóc ci? – zapytała nagle Cassie
      Nie jestem kaleką – zakpiła w duchu blondynka; obecnie wkurzało ją już wszystko. Brunetka podeszła do dziewczyny.
      – Daj, ja to zrobię.
      – Odejdź! Zrób lepiej po drinku, w reklamówce jest sok – warknęła Roxy.
      Mimo bólu uporała się z kominkiem dość szybko, jednak gdy chciała rozżarzyć podpałkę, zapałki jak na złość nie słuchały dziewczyny. No jasne, że nie dam rady, jednoręki, kurwa, bandyta. – Dowcipkowała gorzko, wciąż jednak próbując rozpalić ogień. Była bardzo uparta.      
      – Kurwa mać! – zagrzmiała w końcu, rzuciła zapałkami o ścianę i wyszła z pokoju.
      Polazła do kuchni, usiadła na stołeczku i odpaliła papierosa. I co zrobiłaś? Po co? Ona i tak ma cię w dupie. – Dumała, będąc coraz bardziej przekonaną, że czuje coś do Cassie. Działo się to samo, co z Alex, czego dziewczyna nie chciała. Nie chciała się angażować tylko po to, żeby się potem rozczarować. Przecież ona ma faceta i zapewne nie lubi kobiet. – Pomyślała, uśmiechając się smętnie.  
Spaliła i wróciła do dziewczyny. Ta grzebała się przy kominku.  
      – Umiesz to zrobić? – zapytała niemrawo, siadając na kanapie.
      – Moja siostra ma w domu kominek i też nie umie się z nim dogadać – odparła Cassie, lekko wyginając usta.
      Jasne, zaraz zobaczymy. Obyś miała racje, bo zimno jak na pieprzonym biegunie. Cassie poradziła sobie ekspresowo i po kilku chwilach ogień przyjemnie rozpełzł się po wnętrzu kominka.
      – W torbie jest karta sim, załóż do telefonu. I daj mi tę torbę – poprosiła Rita.
      Dostała reklamówkę, wyjęła z pudełeczka dwie tabletki i popiła alkoholem. Upiła drugi i trzeci łyk
– Co to za tabletki? – zapytała niepewnie Cassie.
      – Przeciwbólowe. Spokojnie, nie zamierzam się tu naćpać. No… może i bym się naćpała, ale nie mam czym. Założyłaś? – odparła złośliwie Roxy; ta troska zaczynała ją powoli męczyć.      
       Dostała telefon i wykręciła numer.
       Halo? – mruknął zaspany Kris.
      – Cześć. Musisz mi pomóc, narozrabiałam – przyznała blondynka.  
      Narozrabiałaś? Tylko mi nie mów, że postradałaś rozum i zabrałaś ją z Alfy.
       – Tak.
      Do cholery, Rox, zryło ci mózg?! Życie ci niemiłe?! Wracaj natychmiast i nie rób szopki! I to już!
      – I co? Kurwa, stało się, nie domyśliłeś się, że tak to się skończy? Oni ją wywiozą, czy ty tego nie rozumiesz? Anton tego nie pokazuje, ale tak będzie. Ronnie go przekona, a Antonowi jedna w tę czy we w tę nie zrobi różnicy. Obiecał, ale ja mu nie wierzę. Zabili mi psa, mam połamane żebra i rękę, chcesz coś jeszcze wiedzieć?! – wrzasnęła Roxy.
      Domyślam się, że jesteś w dziupli. Nie ruszaj mi się stamtąd, za godzinę będę – rzekł Kris i się rozłączył.
      – Dupek – syknęła blondynka. – Zjemy coś?  
      – Nie mam ochoty – odparła Cassandra.
      Pierdolony świat – furknęła Roxy, chwyciła torbę i poczłapała do kuchni. Zamarzył jej się hamburger, tylko że zapakowano je tak rzetelnie, że Roxy mimo usilnych starań nie dała rady otworzyć opakowania. Babrała się z nożyczkami, lecz chora ręka przestała w końcu współpracować.  
      – Kurwaaaa! – Wrzasnęła wściekła i zaczęła rzucać wszystkim, co znajdowało się w torbie. Bułki, kotlety, sałatka i inne produkty fruwały po całej kuchni. – Pierdolę to wszystko! – podsumowała, kopiąc stojące przy stole krzesła, po czym usiadła na podłodze i uderzyła w płacz. Musiała w końcu wyrzucić z siebie cały nagromadzony żal. Myślała o Rico, o matce i Alex; wszystkie dołujące rzeczy wlazły dziewczynie do głowy.       Cassie pojawiła się po chwili i przysiadła obok dziewczyny.
      – Roxy, co się dzieje? Pogadajmy – rzuciła ciepło.
      – Kurwa, zabili Rico, zabili mi jebanego psa – wystękała Roxy, zalewając się łzami.
      Cassie mocno przytuliła blondynkę.      
      – Cass, przepraszam cię, że jestem taką suką – szepnęła Rita.
      – Wszystko jest ok. I będzie ok. Sprzątnę tu, dobrze? I zrobię coś do jedzenia… jeśli mamy jeszcze co jeść – zażartowała Cassie.
      Blondynka milczała.
      – Pojedziemy do lekarza? – zapytała ponownie Cassandra.
      – Jutro – odparła dla świętego spokoju Rita. A jutro pomyśli.
     – Chodź, zjemy coś.


     Kilka minut później obie panie siedziały na kanapie z talerzami w dłoniach. Roxy zupełnie nie szło jedzenie, głód nagle minął. Dłubała widelcem zimną już lazanię, w końcu z wściekłym: „Kur”, zamaszystym ruchem odstawiła talerz na stolik. Miała wielką ochotę trzasnąć nim o ścianę, powstrzymała się jednak.
      – Muszę coś wziąć, bo zwariuję. Mam nadz… – zaczęła i nagle otworzyły się drzwi.
      – Kurwa, na głowę upadłaś?! – zawył Kris. – Jesteś nienormalna?! Kurwa, Rox, nie wiem, co sobie myślałaś, ale musisz wrócić… i odwieźć ją. – Wskazał Cassie.
       Ritę przeszedł zimny dreszcz. Krzyk chłopaka był wręcz demoniczny i nie wróżył nic dobrego. Na domiar tego przy drzwiach stał Sick, którego Rita bardzo szanowała i którego swego czasu bardzo bała się w Alfie. Wiedziała, jaki z niego element i że jak coś postanowi, nie ma zmiłuj. Zdziwił ją fakt, że Kris przyjechał właśnie z nim, nie zamierzała jednak zagłębiać się w temat.
      – Nie – odparła spokojnie.
      – Kurwa, jak to nie! – zagrzmiał Blackie, łapiąc dziewczynę za fraki. – Kurwa, ubieraj się i wracamy! – Wstrząsnął koleżanką porządnie.
      – Puszczaj, nie o taką pomoc mi chodziło!  
      – Kurwa. – warknął chłopak, puścił blondynkę i nalał wódki do szklanki. Był bardzo pobudzony.
      Sick również napełnił literatkę i stanął przy kominku.
      – Do chuja, kurwa, nie mogę w to uwierzyć. Kurwa mać – klął Blackie, chodząc po pokoju.  
      Wypił alkohol i nalał kolejną porcję. Wciąż krążył wkoło, co w końcu zirytowało blondynkę.
      – Usiądź, kurwa! – wrzasnęła.
      – Jeszcze słowo! – Kris się zamachnął, lecz Roxy ani drgnęła. – Kurwa, nic nie powiesz? – Brunet pretensjonalnie spojrzał na kolegę.  
      Sick jedynie się uśmiechnął.  
     – No ja pierdolę – warknął Kris i usiadł obok Cassie.  
     Co z twoją ręką? – James zwrócił się do blondynki.
      Ta milczała.
      Roxy…
      – A co, kurwa, nie widać? Miałam krótką pogadankę z przyjaciółmi – syknęła blondynka, nie patrząc na mężczyznę.
      – Dobra, zbierajmy się. Nie możemy tu zostać, oni wiedzą o tym miejscu – rzekł Sick. – Nie wiedzą dokładnie, gdzie, ale znają okolicę.
      No to ładnie; fajnie, że dopiero teraz się dowiaduję. – Pomyślała wzburzona Roxy. Równie zaskoczony Kris dziwnie spojrzał na kolegę.  
      – Nie wiem, jakim sposobem, ale się dowiedzieli. I nie pytaj, skąd wiem – dodał Sick.
      Roxy dopiero teraz popatrzyła na Jamesa i wstała.
      – Spakuj jedzenie – nakazała Cassandrze, chowając telefon do kieszeni.
      Cassie nie ruszała się z miejsca.      
       – No pośpiesz się! – upomniał Sick...


      – Dopiero mówisz? Dlaczego Blackie mnie nie ostrzegł? – Wyjechała ze złością Roxy, gdy auto ruszyło.
      – Nie wiedział. Nie było okoliczności, aby wszczynać temat o dziupli, poza tym nawet gdyby wiedział, skąd mógł przypuszczać, że wywiniesz taki numer? To był błąd, duży błąd – odparł sucho James.
      – Kurwa, teraz ty będziesz mnie pouczał? Ty, który odszedłeś dawno temu i zostawiłeś mnie w tym syfie? Z tymi bydlakami? Ty, który nawet nie raczyłeś przyjechać, zobaczyć, co się dzieje? Wykorzystałeś to, że Anton ufa ci najbardziej, że znacie się od szczeniaka i zniknąłeś. Umyłeś ręce. Po co więc w ogóle wlazłeś w to gówno? Za namową Antona, z chęci zysku, chęci władzy, czy po prostu się nudziłeś? A może chciałeś zobaczyć, jak to jest pobawić się w mafię, co…?
      – Zamilcz! – wrzasnął Sick, gwałtownie zatrzymując auto.
      – Co, czyżbym szarpnęła odpowiednią strunę? – Roxy nie odpuszczała.
      Blackie się nachylił i mocno ścisnął dziewczynę za szyję. Chłopak się postarał się, bolało jak diabli.
      – Kurwa, stul pysk albo wyrzucę cię tu, w środku lasu – zagroził cierpko.
      – Pogadaj… – Rita mruknęła wesoło przez ściśnięte gardło, wtedy Kris wysiadł z wozu.
      Roxy już szykowała się na awanturę, lecz ku jej zdumieniu, chłopak ze słowami: „Wypierdalaj!” wyciągnął dziewczynę z wozu i rzucił na ziemię, po czym wsiadł z przodu i auto odjechało.
      – Won, bydlaku! – krzyknęła Roxy, wyciągając środkowy palec, po chwili się jednak opamiętała. Zaraz wrócą. – Wnioskowała; przecież jej tu nie zostawią.  
      Wolno dokuśtykała do lasu, weszła trochę w głąb i stanęła między drzewami, aby nie rzucać się w oczy. Ból był już tak duży, że dziewczyna ledwo stała na nogach. Zrobiło jej się słabo, oparła się więc o drzewo i czekała. Czekała minutę, dwie, trzy, lecz auto nie wracało. Kurwa, nie mogę tu stać – pomyślała, denerwując się coraz bardziej. Czuła, że Kris nieźle się wkurzył i wróci po nią dopiero za kilka godzin. Przecież wie, że i tak nigdzie się nie ruszę…

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 2554 słów i 14749 znaków, zaktualizowała 17 cze o 14:11.

2 komentarze

 
  • Iga21

    No to co dalej i KIEDY??

  • agnes1709

    @Iga21 Gorąco, z pracy wróciłam, jutro na melanż, pojutrze będą dolegliwości, więc chyba w poniedzialek. We wtorek do roboty, do tego robota na zewnątrz. Masakra, 738° jest. :wisielec:

  • Menel

    Kurwa, spierdalaj, .... Cytaty z opowiadania. Tylko tak dalej.

  • agnes1709

    @Menel Polecam się :D Jakbyś nie zauważył, opowiadanie jest specyficzne, dlatego sporo mięsa. Choć z drugiej strony masz rację, trzeba zrobić małą korektę. Faktycznie, może kłuć w oczy.

  • Iga21

    Wrócą ale możliwe, że najpierw Cass zawiozą do "domu" wtedy Rita szybciej podejmnie decyzję,  żeby wracać.

  • agnes1709

    @Iga21 Ale jej życzysz... :lol2:

  • Iga21

    @agnes1709 osobiscie nie życzę ale poznałam dość dobrzd klimat twoich opowiadań  więc się nie będę  zaskoczona jak tak będzie  :lol2:

  • agnes1709

    @Iga21 :p