To nie miało tak być – "Nie umiesz pukać?!"

To nie miało tak być – "Nie umiesz pukać?!"– Wstań, nie mamy za dużo czasu – rzekła Camila.  
Pomogła dziewczynie sie podnieść i zaprowadziła ją do łazienki.
– Dasz radę sama? Pójdę, poszukam ci jakichś ciuchów.
Cassie przytaknęła w milczeniu. Bała się zostać sama, aczkolwiek wiedziała, że musi się umyć i przebrać. I już nawet nie dla własnej higieny, po prostu strach przed Leo był tak duży, że ta była w tej chwili na dalszym planie. Chciała jak najszybciej doprowadzić się do porządku, aby nie miał pretekstu do wymierzania kolejnych kar. Ale czy on potrzebuje pretekstu?
Z udręką na twarzy weszła pod letni strumień, czując, jak wraz z wodą spływa z niej cały syf. I ten fizyczny, i ten psychiczny. Nie, nie czuła się dobrze, lecz kąpiel pozwoliła jej na chwilę relaksu, a przynajmniej na jego marne namiastki.
Umyła się bardzo szybko, mając wrażenie, że zrzuciła z siebie zbędne kilogramy. Przez cały czas zastanawiała się, czy Camila pomyśli o czymkolwiek na okres, chociażby o najtańszych podpaskach. Może zapomni? Przecież to nie jej zmartwienie – dumała, bojąc się, że zostanie z tym sama.  
Sięgnęła po ręcznik i w tym momencie dziewczyna weszła do łazienki. W jednej dłoni miała dużą reklamówkę, w drugiej papierosa. Cassie bardzo się zdziwiła, Camila nie wyglądała na osobę palącą, zupełnie to do niej nie pasowało.
– To ci się przyda. Pośpiesz się, nie będę patrzeć – dziewczyna z uśmiechem podała torbę brunetce i odwróciła się twarzą do ściany.
Cassie zajrzała do środka i ogarnął ją zachwyt. Cała paczka podpasek i kilka tamponów – to było to, czego potrzebowała. Odetchnęła z ulgą i szybko założyła Ob . Nie wiedziała, czy to dobry wybór, bo przecież zmuszają ją do seksu, ale że nienawidziła podpasek, zdała się na łaskę losu. No i gdyby nie mogła, Camila by ich nie przyniosła, prawda? A może zrobiła to celowo, aby wprowadzić ją w błąd? Była tak zwichnięta psychicznie, że nawet, jeśli dziewczyna miała dobre intencje, to Cassie w nie nie wierzyła.  
– Już – mruknęła. – Dziękuję.




– Siadaj i ubierz się, a ja zrobię tu porządek – nakazała Camila, wskazując fotel.
Zmieniła pościel na czystą i pachnącą, starą schowała do innego wora, po czym przysiadła na łóżku i zapaliła kolejnego papierosa. Cassie zdążyła nałożyć jedynie spodnie dresowe, ból nie pozwalał jej na pośpiech.
– Pomogę ci – Camila wstała, założyła brunetce bluzę i kazała jej wracać do łóżka. – Wygodne?
– Tak, dziękuję.
– To chwilowe, tylko czekać, aż wcisną cię w jakąś zdzirowatą szmatę i kieckę. Jak będziesz miała klienta, to cię nie ominie. Spałaś?
– Trochę.
– Dziś prawdopodobnie przyjeżdża szef i raczej nie będzie zadowolony z twojego wyglądu. Radzę być grzeczną, bo jak coś mu się nie spodoba, to nie Leo oberwie, tylko ty.
Ale jak to ja? – pomyślała spłoszona Cassie, przypominając sobie awanturę między mężczyznami a Roxy.
– I Veronica. Lepiej tańcz, jak ci zagra, bo będzie źle. A ona, wierz mi, jest wredna i lubi nadymać własne ego.
– To co mam robić? – wydusiła Cassandra.
– Najlepiej grzecznie odpowiadać na pytania i nie odzywać się nieproszoną.
Odzywać się? Kurwa, ja się boję oddychać… – zadrwiła bezgłośnie Cassie, porady Camili były komiczne.
– Powiedz mi coś jeszcze. Nie chcę kolejnego bicia – poprosiła cicho Cassie.
– Szef jest w porządku, no i – jeśli to ci w czymś pomoże – nie uprawia z nami seksu. Czasem tylko każe zrobić sobie dobrze, ale to sporadyczne przypadki.  
W porządku? – zaśmiała się w duchu brunetka. Każe się nam prostytuować, pozwala na przemoc, to jest w porządku?
– Co się stało? – zapytała Camila, widząc minę dziewczyny.
– Nic – mruknęła Cassandra.
– Dochodzi dziesiąta, musisz coś zjeść.
Cassie zrzedła mina. Czuła się inaczej niż wczoraj, jakby była odrobinę głodna, wiedziała jednak, że to tylko pozory i nie chciała znów jeść znów na siłę.
– Zrobię jajka na bekonie, lubisz? Nie dużo, ale zjeść musisz. Dobrze? – syknęła Camila.
Cassie przytaknęła głową i dziewczyna wyszła. Kurwa, dlaczego? – dusza brunetki zapłakała ponownie. Nie chcę jeść – lamentowała i w tej chwili otworzyły się drzwi.
Cassie spojrzała w ich stronę i głęboko wciągnęła powietrze.  



Zadźwięczał budzik w komórce. Kurwa, już? – warknęła pod nosem, dźwięk na chwilę obecną był mocno irytujący. Od razu pomyślała o Rico, że gdyby tu był, zaraz by ją obudził całusami po twarzy.
Wyłączyła alarm i niechętnie podniosła się z łóżka. Kac zniknął, aczkolwiek była kompletnie niewyspana. Zasnęła bardzo późno, a może raczej wcześnie, do tego śniły jej się jakieś głupoty, co nie pomagało w odpoczynku. No i nadal czuła ból po gwałcie.  
Półprzytomna poczłapała do kuchni, włączyła ekspres i wyjęła z portfela pakiecik. Większą niż zazwyczaj działkę po chwili miała już w nosie i gdy skończyła błyskawiczny prysznic, w kuchni stał już cały dzbanek mocnej kawy. Bez chwili zwłoki nalała do kubka i łapczywie przywarła do niego ustami.
– No… to rozumiem – uśmiechnęła się z satysfakcją, czując, jak amfetamina przyjemnie rozłazi się w środku, aby postawić dziewczynę do pionu.
Skończyła napój, nalała kolejny, chwyciła telefon i wykręciła numer Antona. Odebrał bardzo szybko.
– Będę późnym popołudniem, około siedemnastej, osiemnastej. Czy wszystko gotowe? – tak oto przywitał pracownicę.
– Tak. Wyjechać na lotnisko?
– Nie, pilnuj kolacji, niech któryś z chłopaków przyjedzie. Lecimy z Maxem, więc nie wiem dokładnie, o której wylądujemy. Dam ci jeszcze znać z powietrza. Co w klubie?
– Dobrze.
– A dziewczyny?
– Nieposłuszne.
Anton zaśmiał się w głos.
– Muszę kończyć, szykuję się do śniadania. Czekaj na wiadomość – rzekł mężczyzna i odłożył słuchawkę.
Roxy była zadowolona, że jest w dobrym humorze, to wróżyło wieczór bez zbędnych komplikacji. Tylko że do wieczora mogło się dużo zmienić.



– Witaj – zapiszczała Paulina.
– Kolacja na piątą. Pokaż menu – rzuciła oschle Rita.
W mig otrzymała kartkę i szybko przeleciała po niej wzrokiem. Wszystko było w porządku.
– To będziemy o piętnastej, dobrze? – zapytała restauratorka.
– Będziemy? – Roxy uniosła brwi.
– Chcę dopilnować wszystkiego osobiście – stwierdziła Paulina.
No tak – Rita szyderczo się uśmiechnęła.  
– A może wolisz, aby przygotować to w waszej kuchni, jak ostatnio? Będzie wygodniej, i będziemy mogli dokładniej dostosować się do godziny, aby potrawy były jak najbardziej świeże i wydawane od razu – wyjaśniła Paulina.
– Jak uważasz, ma być dobrze – syknęła Roxy.
– W porządku, więc już zbieram pracowników i jedziemy.
– Wiesz, co i jak – rzekła sucho Rita i opuściła lokal.
Niewiedza, co z Rico, nastawiała dziewczynę bardzo nieprzyjaźnie. Amfetamina nieco te nerwy łagodziła, lecz nie uspokajała do końca. Wiedziała… czuła, że zabili jej psa, nie wierząc jednocześnie, że mogliby zrobić coś tak okrutnego. Ale przecież to Leo, to Marco, dla nich to żaden wyczyn.
Kurwa, Rox, nie śpij – zbeształa się w duchu, przypominając sobie, że przecież prowadzi, a myśli o niebieskich migdałach. Mocniej zacisnęła ręce na kierownicy.



– Igor! – wydarła się, gdy tylko przekroczyła próg Alfy.
Chłopak po chwili wyszedł z zaplecza.
– Zaraz przyjadą z restauracji, wpuścisz ich do kuchni – rozkazała. – Są u siebie?
– Chyba tak.
Za moment już wkraczała do pokoju Sandry. Drzwi były otwarte, a dziewczyna akurat w trakcie malowania paznokci.
– To jest twoje zajęcie od samego rana? Bierzcie się za porządki, szef będzie po południu.
– Już kończę – odparła grzecznie Sandra, widocznie nadal czuła efekt działania pasa.
Roxy bez słowa opuściła sypialnię i ponownie zawisła przed barem.
– Powiesz im, co mają robić. Sprzątnijcie na barze, bo jest chlew – burknęła, rzucając przed siebie walającym się pod ręką papierkiem – sala ma lśnić, i jak skończycie, niech doprowadzą swoje pokoje do porządku. Wiesz, co powie szef, jak zobaczy ten burdel?
– Jasne. Wszystko będzie ok – odparł Pavel.
– Mam nadzieję – rzuciła Roxy i teraz już mogła spokojnie ruszyć w odwiedziny do Cassie.
Przewaliła szafę w swojej sypialni, znalazła to, czego szukała i udała się na górę. Nie weszła od razu, stała chwilę pod drzwiami, nasłuchując, co się dzieje w środku. Uraczyła tylko ciszę, więc w końcu nacisnęła klamkę. Siedząca na łóżku Cassandra od razu przywitała dziewczynę przerażonym wzrokiem.
– Jak się czujesz? – zapytała dość chłodno blondynka.
Nie chciała straszyć dziewczyny, jednak zimny ton sam wypłynął z jej ust.
– Dostałam okres – przyznała się natychmiast Cassie.
– I to z tego powodu panikujesz? – Roxy mdło się uśmiechnęła, podeszła do dziewczyny i zaczęła oglądać jej plecy. – Nie widzę żadnej poprawy, w dupę może sobie wsadzić tą maść – warknęła i wcisnęła w rękę Cassandry ciemnoniebieski materiał. – Przymierz.
Cassie zrobiła duże oczy, aczkolwiek ścisnęła sukienkę w dłoni i powoli wstała. Rita pomogła jej nałożyć kreację, po czym odsunęła się do tyłu i bacznie przyjrzała się brunetce.
– Pasuje. Bosko wyglądasz – pochwaliła. – Co? Myślałaś, że mamy same dziwkarskie ciuchy? – zaśmiała się, widząc minę Cassandry.
Dziewczyna milczała.
– Teraz mogłabym umówić się z tobą na randkę, a potem na ostry seks – stwierdziła blondynka,  przesuwając opuszkami palców po piersi Cassie. – Prawda? – uśmiechnęła się i już zbliżała do niej swoje usta, gdy nagle otworzyły się drzwi.
– Kurwa, nie umiesz pukać?! – zagrzmiała, patrząc na Camilę, która zamarła w progu.
– Przepraszam. Ja tylko… – wydusiła dziewczyna i już chciała wychodzić.
– Poczekaj – burknęła Roxy i zajrzała na tacę. – Dobra, to posiedź z nią, aż zje, a ja w tym czasie zadzwonię – nakazała i wyszła z pokoju.
Wkurzyła się, lecz emocje z wolna opadały. Widząc, że Camila zatroszczyła się o nową, nie potrafiła tak do końca się na nią wściekać. Tylko mogłaby mieć trochę wyczucia czasu.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1847 słów i 10505 znaków, zaktualizowała 20 sty 2020.

3 komentarze

 
  • kaszmir

    Gorąco przed przyjazdem szefa. Wszyscy mocno zaangażowani, zwłaszcza Camila.  :lol2:

  • agnes1709

    @kaszmir :lol2: Dzięki za uśmiech do porannej kawy :D

  • Somebody

    Bardzo mnie ucieszyło, kiedy weszłam w poczekalnię, a tu taka niespodzianka  :D Camila coś podejrzanie dobra :nunu: Ciekawe, co będzie, gdy przybędzie długo oczekiwane kierownictwo :eek: Pisz, pisz, szybciutko kolejną część  :chatownik: PS. CO W KOŃCU Z TYM PIESKIEM MOIM?  :rotfl:

  • agnes1709

    @Somebody Camila to... nie powiem, a Rico? Co dziś jadłaś na obiad, jak można wiedzieć? Paczyłaś dostawcę? :kolobok:  Jeszcze nie wiem, zawsze na czuja. P.s. Dlaczego buntujesz mnie na Camilę? Już i ja jej nie lubię:lol2:

  • Somebody

    @agnes1709 #wegetariański  ;) No chyba że się w tofu wcisnął  :lol2: Nie buntuję, po prostu jest Camilą, a ja jestem kamilofobem :rotfl:

  • agnes1709

    @Somebody Masz szczęście, że Zulu Guli tu nie ma;););)

  • Somebody

    @agnes1709 Ona stanowi chlubny wyjątek... Chyba  ;)

  • agnes1709

    @Somebody Stanowi  :)

  • Iga21

    No to narazie cisza przed burzą czekamy na wejście smoka a właściwie smoczycy (żony szefa) :D

  • agnes1709

    @Iga21 Oj tak! :lol2: Takie potrafią zrobić atmosferę:sciana: