To nie miało tak być – Anika

To nie miało tak być – Anika– Zjem z tobą – oświadczyła Camila, siadając obok Cassie. – Fajnie wyglądasz – uśmiechnęła się mdło – ale lepiej to zdejmij, bo jak zniszczysz, Roxy cię zajebie.
– Ale… – bąknęła Cassie, bojąc się przebrać.  
Nie wiedziała, czy może, co będzie, jak Roxy tu wpadnie i zobaczy, że zdjęła sukienkę. Dziewczyna do momentu wydarcia się na Camilę wyglądała dziś bardzo łagodnie, aczkolwiek była tu swego rodzaju szefową i mogłaby się wściec. I tak samo z powodu przebrania się, jak i z poplamienia kreacji. To mogłoby mieć przykre konsekwencje.
– Ej – Camila szturchnęła zamyśloną brunetkę. – To ci będzie potrzebne na potem, nie na teraz; Roxy zapewne chciała tylko zobaczyć, jak wyglądasz. Zdejmuj.
Cassie posłusznie przebrała się w dres i niechętnie wzięła z biurka talerz ze śniadaniem.
– Nie przesadzaj, zrobiłam jedno jajko. Wcinaj, musisz nabrać sił – rzekła cierpko Camila, kończąc już swoje danie. – Przyjeżdża szef z innym, jemu podobnym bydlakiem, jak się zaprezentujesz, jak padniesz na środku sali? Jak mówiłam – Anton jest dla nas dobry, ale może się też wkurzyć. Lepiej nie ryzykować.
I znowu to „dobry”. Kurwa, dobry? – zadrwiła bezgłośnie Cassie.
– Tak, wiem, co myślisz – wtrąciła Camila, jakby czytała w myślach dziewczyny. – Że gadam głupoty, że jak mogę bronić gnoja, który nas porwał, aby jego ludzie znęcali się nad nami? Więc ci powiem – zawsze mogło być gorzej. Przy szefie nikt nie podniesie na ciebie ręki, no i jeśli będziesz grzeczna, będziesz miała luz i święty spokój. Tak, masz rację – wszystko to, co mówię, jest bez sensu, ale co innego mi pozostało? Do domu i tak nie wrócę, więc muszę robić wszystko, aby jakoś przebrnąć przez ten syf. Poza tym zawsze mogą nas wysłać do Red, a wierz mi – tego byś nie chciała. Red to speluna, którą zarządza wspólnik Antona i nieraz już chciał od niego dziewczyny.  Anton się jednak na to nie zgodził i, można powiedzieć, uratował nam tym sam…
– DO CHOLERY, PRZESTAŃ! – zagrzmiała nagle Cassie, zmęczona i wściekła gadaniem dziewczyny.
Red czy nie Red – porwali ją, biją, gwałcą, a ona pieprzy jak niespełna rozumu kretynka. Nie mogła tego pojąć i zupełnie się z tym nie zgadzała. Jak można być tak ślepym?
Camila szerzej otworzyła oczy, nie spodziewała się chyba tak agresywnego wybuchu, zwłaszcza ze strony tej spanikowanej dziewczyny.
– Przepraszam – mruknęła Cassie, w mig rozumiejąc, że źle zrobiła.
Znała pojęcie „syndromu sztokholmskiego” i to właśnie nasunęło jej się jako wytłumaczenie. Dziewczyna przeszła na pewno przez takie samo, jak nie większe piekło i to skrzywiło ją do tego stopnia, że nie zna już słowa „obiektywizm”, „krzywda” i „rzeczywistość”.
Camila gapiła się chwilę na brunetkę, jakby nadal przyswajała, że stać ją było na tak dziwną akcję, po czym wstała i wyszła bez słowa. Kurwa – pomyślała Cassandra, spłoszona faktem, że znów w tak durny sposób zepsuła coś, co mogło jej pomóc i przy okazji narobiła sobie potencjalnych kłopotów.  
Z oczu kolejny raz popłynęły łzy.



Cudownie – uśmiechnęła się, wciąż mając przed oczyma stojącą w tej cholernie drogiej kreacji dziewczynę. Piękna, było bardzo na miejscu wciśnięcie ją w te tysiąc dwieście dolców – pochwaliła się, dumna ze swojego postępku. Po chwili jednak mina jej zrzedła. Wiedziała, że sprawy z wolna przybierają zły obrót, że zaczyna się podobna historia jak z Alex. Już dawno zauważyła, że płeć męska to nie jedyny obiekt jej zainteresowań i bała się, żeby to nie zaszło za daleko. Czuła lęk, nie chciała kłopotów dla siebie, dla brunetki i jej rodziny. Ale bała się również Antona; wiedziała, że jak zacznie kombinować i jakiś durny pomysł wpadnie jej do głowy, zrealizuje go, dopiero po czasie myśląc o przykrych konsekwencjach.  
Z nastolatką było tak samo. Jeszcze dzień, dwa, trzy, i wywiozłaby ją z tego piekła, czekała tylko na odpowiedni moment. Niestety, nie zdążyła. Nieraz myślała też o anonimowym powiadomieniu władz... tych nieskorumpowanych, ale nie potrafiła. Przecież to Anton wyciągnął ją z bagna, kiedy wyrzucono ją z domu i kiedy brudna i śmierdząca żebrała na ulicy o kawałek chleba.
Jasne – niejednokrotnie wysuwano wobec niej różne propozycje, ona jednak nie chciała. Mężczyźni od zawsze ślinili się na jej widok, dlatego wiedziała, że chęć pomocy przez zupełnie obcego faceta musi mieć drugie dno. Nikt nie weźmie pod swój dach obleśnie wyglądającej, nieraz pijanej i naćpanej dziewczyny, nie chcąc nic w zamian.
Może i by tak było, gdyby była brzydka, ale niestety, nie była, dlatego ani trochę nie wierzyła w dobre intencje przechodniów. Mieszkanie do siedemnastego roku życia z despotyczną matką i jej narcystycznym partnerem dużą ją nauczyło. Znała twardą rzeczywistość.
– Rox – usłyszała Igora.  
Chłopak stał na dole i gapił się na dziewczynę, która zastygła w bezruchu na schodach.
– Przyszli z restauracja. Poszli już do kuchnia – poinformował.
Lekko wygięła usta, kaleczony przez Rosjanina angielski zawsze wywoływał u niej uśmiech. Ruszyła na dół. Przykre przemyślenia zepsuły jej i tak już kiepski humor, miała więc nadzieję, że dziewczyny wzięły się do roboty i nie dadzą jej pretekstu do wyrzucenia z siebie agresji. Bała się, że może dziś zrobić komuś krzywdę.
Weszła do sali bankietowej – Sandra z Isabel właśnie polerowały ogromny, dębowy stół.
– Gdzie Anika? – zapytała.
– U siebie – odparła obojętnie Sandra, nie patrząc na przełożoną.
Roxy natychmiast odebrała to jako ignorowanie jej osoby, co jeszcze bardziej rozdrażniło dziewczynę.  
– Dlaczego? – skrzywiła twarz w kwaśnym grymasie.
Sandra wzruszyła ramionami.  
– Ma być na błysk – nakazała i ruszyła do sypialni dwudziestoletniej dziewczyny izraelskiego pochodzenia, porwanej kilka miesięcy wcześniej niż Cassie.
Była najspokojniejsza ze wszystkich pracownic i nawet się nie broniła, kiedy kazano jej to zrobić pierwszy raz. Po każdym zbliżeniu płakała, co Roxy nieraz słyszała przez zamknięte drzwi, lecz nigdy się nie buntowała i zawsze była grzeczna i uległa. Rita nie miała pojęcia, skąd takie zachowanie. Przecież tylko jej nikt tu nigdy nie pobił, uderzono ją jedynie kilka razy „dla zasady”, więc Roxy nie bardzo rozumiała, co się dzieje. Jedynym wytłumaczeniem było skuteczne zastraszenie i zaszantażowanie dziewczyny, co w połączeniu z jej kompletnym brakiem pewności siebie zrobiło swoje. Po prostu nie była w stanie się przeciwstawić.
Delikatnie otworzyła drzwi – Anika nie zareagowała, leżała na łóżku, zwinięta w kłębek.
– Co się stało? Dlaczego nie pomagasz? – zapytała, stając za plecami podopiecznej.
– Boli mnie – wymruczała dziewczyna, nie ruszając się z miejsca.
– Co cię boli?
– No tam…
– Co się stało? – Roxy ponowiła pytanie, siadając obok.
– Wczoraj byłam u jakiegoś faceta. Ale ich było trzech i oni… oni chcieli wszyscy naraz – wyjaśniła niewyraźnie dwudziestolatka.
– Co takiego?! – Rita podniosła głos. – Leo ci kazał, tak?
Anika przytaknęła głową.
– Kurwa! – huknęła blondynka i zerwała się z miejsca. Była wściekła. Przecież Leo dobrze wiedział, że dziewczyn Antona nie daje się kilku klientom naraz, chyba, że się zgodzą, a mimo to nie zastosował się do tej reguły. Znowu.
Sandrze i Isabel na rękę były takie zabawy. Rita uważała je za totalne zdziry, które patrzyły tylko na to, jak tu więcej zarobić. Miała głęboko gdzieś, komu dają dupy, mogły się pieprzyć z całym pułkiem, dwoma, sześcioma… Lecz są jeszcze dziewczyny takie jak Cassie, które nie dają rady i podobne praktyki na pewno w niczym im nie pomogą.  
Wyszła z pokoju, nabuzowana do granic; to, czego właśnie się dowiedziała, przelało czarę goryczy.
– Ja ci, kurwa, pokażę. Robisz co chcesz, pierdolony chuju? – mamrotała pod nosem, szybko wkraczając do głównej sali. – Gdzie Leo?! – wydarła się na barmana.
– Nie wiem.
– Jak się zjawi, masz dać mi znać. Od razu – nakazała. – Nalej mi czegoś mocnego.
Wypiła wódkę jednym haustem i po chwili znów wciągała do nosa. Nie chciała w takim stanie pokazywać się szefowi, a wiedziała, że narkotyk jej pomoże.
– Co mam robić? – nagle jej uszu dotknął zmęczony głos Aniki.  
Odwróciła się na krześle – dziewczyna stała przy barze, wyglądając jak z krzyża zdjęta.
– Nic. Chodź – burknęła Roxy, agresywnie chwyciła ją pod ramię i niezbyt delikatnie wyprowadziła z sali.  
Do dopalenia się lontu było coraz bliżej.

agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1576 słów i 8911 znaków, zaktualizowała 20 sty 2020.

6 komentarzy

 
  • kaszmir

    A jednak Rita planowała wywiezienie Cassie. Jej wspomnienia z ulicy i wdzięczność dla Antona w jakiejś części ją usprawiedliwia. Wciąganie pewnie też jest ucieczką od tamtego życia.

    No to czekamy teraz na szefostwo. Pozdr
    :)

  • agnes1709

    @kaszmir Wciąganie jest sposobem na nerwy. I działa :D :ninja: Pozdro ;)

  • Iga21

    Kiedy następny? :)

  • agnes1709

    @Iga21 Czasu brak na razie, po niedzieli pewnie.

  • Somebody

    Nowa postać, nowe możliwości ;) Czekam na next  :przytul:

  • agnes1709

    @Somebody Ta nowa postać i tak jest... niewidoczna : D

  • Somebody

    @agnes1709 Supermoce?  :lol2:

  • agnes1709

    @Somebody No właśnie nie, a przydałyby  się.

  • Iga21

    Lubisz trzymać w napięciu co? Dawaj do setna sprawy :)

  • agnes1709

    @Iga21 Spokojnie:lol2:

  • AnonimS

    Mamy przyklad jak to różnie dziewczyny podchodzą do tematu. Narodowość tez ma znaczenie. Izraelitka robi wszystko co każą o w ten sposób unika bicia i tortur. Reszta moze mieć wieksze problemy , bo.nie panują nad emocjami.

  • agnes1709

    @AnonimS Pisząc nie patrzyłam na to z tej strony, ale skoro już tak wyszło... To nawet dobrze :D

  • AnonimS

    @agnes1709 bo ja twórczo komentuję Twoje teksty. Doceń  :P

  • agnes1709

    @AnonimS Twórczo to Ty trójkę pisz!

  • AnonimS

    @agnes1709 nie chce mi się

  • PuszystyPuszek

    Lont to mi zaraz z ciekawości i zarazem niepewności wypali

  • agnes1709

    @PuszystyPuszek Przygaś:lol2: Dzięki ;)