To nie miało tak być – "Proszę, strzelaj"

To nie miało tak być – "Proszę, strzelaj"– Co zamierzasz? – zapytał chłopak, zapinając spodnie.
– Z?
– Z nową? Co powiesz szefowi?
– A co mam powiedzieć? Prawdę.
– Będzie problem. Leo nie poniesie konsekwencji, a ona pojedzie. Jest nowa, szef nie będzie jej trzymał – stwierdził Blackie.
– Widziałeś ją? – warknęła Roxy, którą bardzo zdenerwowały te słowa. Bała się, że chłopak może mieć rację.
Kris chyba nie zrozumiał, bo nie otwierał ust.
– Widziałeś ją? – powtórzyła dziewczyna. – Myślisz, że odda ją Ronniemu?  
– Mam złe przeczucia. Leo potrafi namieszać, wiesz o tym.  
– Kurwa, i myślisz, że pozwolę ją wywieźć tylko dlatego, że została skopana, bo nie chciała być gwałcona i nie potrafiła obciągać tym skurwielom?! – wrzasnęła Roxy, której lont właśnie się dopalił. – Leo tego pożałuje, już ja się o to postaram. A Anika?! Widziałeś ją?! Zerżnęli ją grupowo, choć była mowa, żeby takiej opcji nie ma... przynajmniej na początku! To nie Red! I co? Gnój olewa wszystko, bo nie ma Antona?! Ale ja sobie na to nie pozwolę! Kazał mi opiekować się klubem, więc jeśli nie uszanuje tego, co powiem, to wypisuję się z tego interesu, rozumiesz?! – darła się wkurzona dziewczyna.
Kris złośliwie zachichotał.
– Co? – Roxy niemalże przykleiła swoją twarz do twarzy bruneta. – Wątpisz w to? To, kurwa, zobaczymy – zagroziła i odwróciła się na pięcie. Zatrzymał ją jednak.
– Dokąd?  
– Puszczaj!
– Oskarżasz mnie, że coś kombinuję, ale chyba sama masz jakieś plany, co? – stwierdził wymownie Kris.
– Odpierdol się! Puszczaj! – Roxy szarpała się na wszystkie strony, chłopak jednak miał zbyt mocny uścisk.
– Rox, jeśli zamierzasz coś zrobić, chcę o tym wiedzieć – rzekł spokojnie Blackie.
Rita jedynie parsknęła złośliwie. Kris stał i czekał, trzymając dziewczynę za ramię, w końcu Ricie puściły nerwy, wyrwała się agresywnie i teraz udało jej się wybiec z biura.
– ROX!
Kurwa, co ja wyprawiam? – zganiła się, gdyż właśnie dotarło do niej, że zaczyna kopać sobie grób. Owszem, Blackie od zawsze był w stosunku do niej i dziewczyn w porządku i zawsze dobrze się z nim dogadywała, ale teraz powiedziała o parę słów za dużo. Nie mogła ufać mu bezgranicznie, jest przecież w burdelu, nie w parku rozrywki.
Wściekła wpadła do kuchni, zamierzając wyładować złość na właścicielce restauracji. Nie lubiła jej, kobieta ją drażniła, a pojawiający się co chwila w jej głowie Rico tylko podkręcał emocje.
– PAULINA! – zagrzmiała jak opętana.
Kobieta pojawiła się po chwili.
– Co dałaś Igorowi? No… to żarcie?
– Pasta z wędzonego jesiotra – wymamlała Paulina; dobrze zinterpretowała obecną manierę blondynki.
– Chcę to na imprezę – oznajmiła sucho Roxy.
– Dobrze.
– I czemu tu tak jebie? Otwórzcie okna – nakazała gniewnie, posłała Paulinie pełne „uwielbienia” spojrzenie i opuściła kuchnię.  
Znów chciało jej się przyćpać, ruszyła więc do baru.
– Pavel!
Chłopak wyłonił się zza lady.
– Masz jakiś proszek?
– Ja? – barman uśmiechnął się ciepło. – Przecież nie biorę. Dziewczyny pewnie mają, wciągają tu przy barze co chwila. Ale… ale może lepiej poczekaj, wyglądasz, jakbyś miała zaraz eksplodować – zaśmiał się, stawiając przed szefową podwójną wódkę z sokiem.
– Dzięki – mruknęła Rita i upiła łyk.
Wiedziała, skąd załatwić amfetaminę, ale nie chciała tam dzwonić, nie przepadała za ich dostawcą.
Spojrzała na wiszący nad półką z alkoholami zegarek – dochodziła trzynasta. Siedziała i myślała, czekając jednocześnie na Leo. Miała ochotę go zabić, no i chciała w końcu dowiedzieć się, co zrobili z jej psem.  
Miała chyba dar przyciągania, bo po chwili otworzyły się drzwi i Leo w towarzystwie Marco wkroczył do lokalu, szczerząc zęby.
– Mamy  do pogadania – burknęła Rita, natychmiast pojawiając się przy mężczyznach.
– W jakiej sprawie? Czyżbyś czegoś potrzebowała – rzucił sugestywnie Leo, patrząc z pogardą, ale i z satysfakcją na wzburzoną dziewczynę.
– Dlaczego Anika wygląda, jak wygląda? Chyba coś ustalaliśmy, prawda?
– No cóż… klient nasz pan – odparł wrednie sutener.
– Słuchaj, gnoju – syknęła Roxy, tykając mężczyznę palcem. – Wiedz, że wspomnę o tym szefowi, rozumiesz? I nie zapomnę powiedzieć też, co się tu wyprawia. Ja się sama nie prosiłam o to, aby pilnować tego chlewu, to decyzja Antona, ale jak widać, w dupie masz i jego, i jego autorytet. Mam, kurwa, dość. Jak Anton jest na miejscu, chodzisz jak posłuszny piesek, jak dziwka, szmata; jak go nie ma, robisz, co chcesz. Nie pozwolę na to, rozumiesz? I co? Myślisz, że za każdym razem będzie ci pobłażał, bo jesteś dobrym przydupasem? Nie, kurwa, koniec z tym. Albo się dogadamy, albo mnie popamiętasz!
Leo w odpowiedzi głośno się roześmiał, spoglądając przelotnie na kolegę. Na twarzy Marco widniał podobny, ironiczny uśmieszek.
– Gdzie mój pies? – zapytała dziewczyna, ignorując ich prowokujące spojrzenia.
– Gdzie? Nie wiem. Aha, znalazłem to na parkingu – oznajmił Leo, wciskając obrożę Rico w dłoń dziewczyny.
Tą z miejsca zamurowało i mimo zażycia dość sporej dawki amfetaminy, natychmiast ogarnęła ją rozpacz. Stała jak słup, próbując się nie rozpłakać, natomiast mężczyźni podeszli do baru i spokojnie zasiedli nad butelką, która się przed nimi pojawiła.
– KURWA! – dziewczyna nagle oprzytomniała i jak strzała pomknęła do sypialni.  
Trzęsącymi się rękoma otworzyła szufladę, chwyciła rewolwer i za moment pojawiła się przed Leo. Odbezpieczyła broń i przystawił do skroni mężczyzny, nie odzywając się słowem. Oddychała szybko i płytko, trzęsąc pistoletem na wszystkie strony.
– Rox – wtrącił oniemiały Pavel.
– Proszę, strzelaj – rzekł spokojnie sutener, który zupełnie nie przejął się zachowaniem koleżanki.
Roxy nacisnęła spust i po chwili rozległ się donośny, szyderczy śmiech. Dziewczyna postawiła oczy w słup, nie rozumiejąc, jakim cudem broń jest nienaładowana. Szybko jednak zrozumiała, popatrzyła na Leo zrezygnowanym już spojrzeniem i bez słowa wyszła z lokalu, zostawiając otwarte na oścież drzwi.



Łzy już szkliły się w oczach, jednak dzwonek telefonu powstrzymał zamiar wywalenia z siebie nagromadzonego żalu
– Tak? – wystękała.
– Rox, złotko, zaraz wsiadamy do samolotu, będziemy za dwie godziny. Dzwoniłem już do Leo, więc odbieraniem nas z lotniska nie zawracaj sobie głowy – rzekł Anton.
– Co? Przecież mówiłeś… Nie zdążę, nic nie jest jeszcze gotowe – Roxy się spłoszyła.
– W porządku, rozumiem. To nic, przygotuj tylko jakieś przekąski i coś do picia, i tak jesteśmy po śniadaniu. Mam nadzieję, że szampan jest już schłodzony. I Rox – wiesz, jakieś gratisy koniecznie. I jeszcze jedno. Max wziął ze sobą dwie dziewczyny, więc niech nasze się zachowują, jasne? – zaśmiał się boss.
– Jasne.  
– To do zobaczenia.
Nie była zadowolona. Nie dość, że kuchnia dopiero co zaczęła pracę, nie dość, że prawdopodobnie jej pies nie żyje, to jeszcze musi zadzwonić do Texa, ich zaufanego dostawcy. O Cassie na chwilę zapomniała.
Czekała trzy, cztery sygnały, lecz mężczyzna nie odbierał. Kurwa, jeszcze to – burczała, niechętnie wracając do Alfy. Chłopaków nie było już przy barze, kręcił się jedynie Pavel, który już kończył sprzątanie. Bar lśnił czystością, co w końcu odrobinę rozchmurzyło doszczętnie rozbitą dziewczynę.
– Camila ci pomogła? – zapytała, zawisając na blacie.
– Była, ale ja tu nie potrzebowałem pomocy. Nie było do czego.
– Zmiana planów, szef będzie za dwie godziny – oznajmiła i poszła do kuchni, poinformować Paulinę, co i jak.  
Odwiedziła swój pokój, aby schować broń na miejsce, a następnie sypialnie dziewczyn, każąc im iść na kuchnię i czekać na jedzenie, które miały zanieść do bankietowej i dopiero wtedy udała się do Cassie.  
– Co tu robisz? – wyjechała kwaśno, widząc siedzącego w fotelu Krisa.
Spojrzała na dziewczynę – nie mogła wyglądać inaczej, jak na wystraszoną.
– Co tu robisz, pytam? – powtórzyła Roxy. – Anton będzie za dwie godziny.
– Jak to?
– Tak to. Wyjdź!
Kris, nie chcąc najwyraźniej się kłócić, wstał i opuścił sypialnię.  
– Piękna, wskakuj w kieckę i pójdziemy na dół. I nie bój się, wszystko będzie dobrze. Siedź grzecznie, odpowiadaj na pytania i tyle. Szef raczej nie będzie cię za mocno przesłuchiwał, bo go nie interesujesz, ale jego żona może być trochę kwaśna. Jest zazdrosna o dziewczyny i nic nie może z tym zrobić, więc czasem okazuje swoją niechęć w niezbyt miły sposób. Po prostu… Zresztą rozumiesz, prawda?
Cassie przytaknęła głową.  
– Te kurwy będą przymilać się do Antona i robić z siebie kretynki, więc od razu mówię, że ty nie musisz – Roxy się roześmiała. – Ubierzmy się.
Gdy brunetka z pomocą dziewczyny uporała się już z nałożeniem kreacji, Rita dokładnie uczesała jej włosy i poprowadziła na dół.  
– Spokojnie – rzuciła ciepło, widząc, że Cassie idzie jak na ścięcie.
Weszły do bankietowej i Roxy posadziła Cassandrę na dużym, miękkim fotelu.
– Kurwa, ale jak to? – zapytała nagle, gapiąc się na stopy brunetki. – W klapkach?
Chwilę później już miała w dłoni trzy pary butów na niskim obcasie.
– Jaki numer?
– Siódemka – mruknęła Cassie, lecz Rita zamyśliła się przez chwilę.
– Wiesz co? Jednak odpuścimy. I tak ledwo łazisz, nie mam sumienia wciskać cię w to gówno – zaśmiała się, schowała buty do pierwszej lepszej szafki i teraz dopiero zadzwonił telefon.  
– Miałem dostawę, nie mogłem odebrać. Co trzeba? – zapytał uprzejmie facet po czterdziestce.
– A co masz?  
– Wszystko.
– Przywieź to, co zawsze. Tylko migiem – rzekła Rita.
– Będę za dziesięć minut – rzekł diler i się rozłączył.
Roxy była coraz bardziej zdenerwowana. Anton miał dobry humor, ale to mogło bardzo szybko się zmienić. Widziała, że wspólna rozmowa z nim i Leo jest nieunikniona i to wywoływało w niej popłoch. Nie była w stanie przewidzieć, za kim wstawi się szef i to cały czas zaprzątało jej głowę.
Do sali weszła Isabel, lecz gdy zobaczyła dziewczyny, z miejsca się wycofała.
– Chodź tu! – krzyknęła Roxy.  
Isabel posłusznie stanęła przy drzwiach. Była tak sztywna, że wyglądała, jakby połknęła kij.
– Zamierzasz chodzić z tym w kółko? – zaśmiała się Rita, widząc talerz w dłoniach podopiecznej.
– Nie chciałam przeszkadzać – miauknęła dziewczyna.
– Tak? A to ci dopiero niespodzianka – syknęła Roxy, wyobrażając sobie hardość Isabel, gdy znęcała się – jak przewidywała – nad Cassandrą.
– Idę do baru i zaraz wracam. Ma tu być spokój, zrozumiano? – rzuciła ostrzegawczo, wskazując głową Cassie.
Isabel przytaknęła w ciszy.
– Bądź grzeczna – blondynka uśmiechnęła się do Cassandry i niechętnie opuściła pokój. Nie bardzo chciała zostawiać ją samą w towarzystwie wrednej pracownicy.

***

Wiem, że przeciągam, ale znacie styl moich wypocin – inaczej nie umiem. Ale w następnej boss już dojedzie, obiecuję.

4 300 czyt.
100%12
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1973 słów i 11498 znaków, zaktualizowała 24 sty o 11:22.

5 komentarzy

 
  • enklawa25

    Super 👌 podoba mi się

    92%

  • Iga21

    No mam taką nadzieję
    A nawet godziny przestawiłaś, żeby boss był szybciej
    Ale jak już dojedzie to mam nadzieję, że będzie się coś działo

    92%

  • seth666

    Mam tylko nadzieję że Anton usadzi Leo i Marco i to porządnie, byłoby ciekawie zobaczyć jak łamie pewność siebie tych dwóch  

    92%

  • Somebody

    Dojedzie i na tym się skończy   Ale ja nie narzekam  

    92%

  • AnonimS

    Bez przesady. Robisz krótkie odcinki i dlatego to wyglada na dłuzsze niz by bylo jakby to zebrać do kupy. Zestaw na tak.

    92%