It wasn’t meant to be like this – "Mam pomysł"

It wasn’t meant to be like this – "Mam pomysł"Wiem, wiem, miał być tasiemiec, ale widzicie... nie wychodzi. Proszę o łagodny wymiar kary

***

– Co zamierzasz? – zapytał Sick, kręcąc literatką.
– To znaczy?
– Chcesz ją stamtąd wyrwać?
– Wyrwać? Skąd ten pomysł? – odparł niepewnie Kris.  
Bał się dalszej rozmowy. Znał przyjaciela już dobre kilka lat, wiedział, że tak łatwo nie da się zbyć, tym bardziej, że na pewno nie chce, aby wpakował się w kłopoty. Mężczyzna, odkąd się poznali, zawsze troszczył się o chłopaka, doradzając w każdej sprawie, oraz bacznie obserwując jego poczynania i analizując podejmowane przez  niego decyzje. Na domiar tego kumpel także kiedyś pracował u Antona, wiedział więc, co się tam dzieje i znał oczywiste fakty.
– Black, znamy się nie od dziś, prawda? Czy się mylę? – facet przeciął bruneta surowym spojrzeniem.
– A nawet jeśli, to co? – Kris nie wytrzymał.
– Co? Kurwa, co?! – Sick podniósł głos. – Pchasz się do worka, widzę!  
– Jamie, daj spokój – chłopak się spłoszył.
– Wiesz…? Był tam już taki jeden… też kurewsko zakochany, i co? Również postanowił zaryzykować, co skończyło się tym, że amputowali mu paluchy, żeby przed zejściem zrozumiał, z kim zadarł i co zrobił, a potem wytrzepali jego siostrę, matkę, i nawet psa. Rodzinny grób jest w Black Forrest, kiedyś ci pokażę – oznajmił mężczyzna, wiejąc grozą. – Brakuje tylko pomnika.
Blackie zamilkł, zupełnie nie wiedział, co powiedzieć. Gęstą atmosferę przerwał talerz ze stekiem, który wjechał przed nos Jamesa.
– Jak możesz jeść po proszku? – rzekł Kris, usiłując zmienić niewygodny temat.
– Kwestia przyzwyczajenia – przyjaciel się uśmiechnął.
Kurwa, ma rację – pomyślał brunet, lecz stojący wciąż przed oczami obraz skrzywdzonej dziewczyny nie dawał mu spokoju, wywołując złość.. Jasne, bał się, ale ta jej uroda…
Skończył drinka i zaraz kupił kolejnego. Sick w milczeniu dokończył posiłek i także zamówił następną kolejkę. Wypił i spojrzał na zegarek.
– Zbierajmy się – rzucił, podnosząc tyłek.
Kris posłusznie ruszył za nim, nadal bojąc się odezwać. Nie chciał, aby kumpel znowu zaczął temat, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec.
Pod dom brunetki zajechali równiutko o 14:05. Sick odpalił kolejnego papierosa, szóstego już chyba z kolei w przeciągu pół godziny.
– Żarcie pochłaniasz, ale fajki też. A już myślałem, że mam kiepski towar – zażartował Kris, mając dość niewygodnej ciszy. Nadal czuł się jednak nieswojo, wiedział, że milczenie kumpla świadczy o tym, że przetrawia to, czego już się domyślił.
– Poczekaj, rozejrzę się – rzekł Sick, lecz nie zdążył ruszyć się z auta, bo z domu właśnie wyszedł Willy w towarzystwie owczarka niemieckiego.
Kris natychmiast się zainteresował, podobnie Jamie. Chłopak Cassie krążył po podjeździe, jakby na kogoś czekał, wyglądając na mocno zdenerwowanego. Obaj panowie popijali piwo, nie spuszczając z niego wzroku.
– Kurwa, co jest grane, będzie tak stał do wieczora? – warknął Sick. – Typ ma nerwówę, zauważyłeś?
– Może coś się wyjaśni. Pedał na kogoś czeka, zaraz dowiemy się, na kogo – odparł Kris, także już podminowany.
Dziesięć minut później pod budynek podjechał czarny Lexus i Will podszedł do auta. Rozmawiał z kimś chwilę, mocno gestykulując, po czym zaprowadził psa i wsiadł do auta, które szybko odjechało.
– Idziemy, nie mamy dużo czasu – rzekł Sick i szybko opuścił pojazd.
Otwarcie drzwi zajęło starszemu z mężczyzn zaledwie kilka chwil i za moment już stali w przedsionku jasnozielonego korytarza.
– Kurwa, pies! – przypomniał sobie nagle Kris i wypowiedział to w porę, bo Neo właśnie wybiegł z pokoju i ruszył w stronę mężczyzn.
Obaj zdrętwieli, stając jak marmurowe posągi, piesek jednak nie atakował, tylko doskoczył do włamywaczy i zaczął podskakiwać wkoło, domagając się zabawy.
– Bezpiecznie – roześmiał się Kris, przykucnął i pogłaskał zwierzaka, który powarkując, kręcił się wokół własnej osi, wyraźnie rozbawiony.
– Chodź, nie mamy czasu! – napomniał szorstko James, odciągając psa.
Domek był bardzo mały, posiadał jedynie dwie sypialnie, salon, kuchnię i łazienkę, panowie nie mieli więc za dużo do sprawdzenia.
– Ty tu, jak tu. I migiem, jasne? Koleś w każdej chwili może wrócić, a nie chciałbym tego użyć – rzekł Sick, unosząc koszulkę, pod którą tkwiła ukryta broń.
Rozeszli się po pokojach. Pierwszymi ofiarami Krisa padły szuflady, lecz prócz bielizny, kilku zdjęć Cassie z psem i pudełka z biżuterią nie znalazł nic. Szafa też nie zawierała nic podejrzanego, wyszedł więc i udał się do salonu. Po chwili dołączył do niego Sick, trzymając w dłoni czarny notatnik.
– Zerknij, a ja się tu rozejrzę – podał zeszyt przyjacielowi.
Brulion nie zawierał nic podejrzanego, lecz jedno rzuciło się w oczy chłopakowi, a mianowicie dwa zaznaczone czerwonymi kółkami numery telefonów. Szybko je skopiował i wyjrzał przez okno – nic złego się nie działo.
– Spadamy, nic tu nie ma – rzekł Jamie, przewalając ostatnie papiery.
– Chwila – rzekł Kris, wrócił do sypialni, zabrał jedno ze zdjęć i teraz dopiero panowie opuścili budynek.  




– Co teraz? Napiłbym się jeszcze – rzekł James, pokazując kierowcy pustą butelkę.
– Poczekajmy, może zaraz wróci i dowiemy się czegoś więcej – poprosił Blackie. – Widzisz? – wskazał głową mały market. – Pójdę coś kupię.
– I papierosy.
Za ladą siedział jakiś dziwny, zaspany koleś, coś na wzór zapijaczonych staruszków, grających w amerykańskich filmach właścicieli stacji benzynowych gdzieś na zadupiu. Zadźwięczał dzwonek nad drzwiami i dziadek się obudził, z miejsca mierząc chłopaka nieprzychylnym wzrokiem.
Tu także brunet bacznie się rozejrzał, lecz nadal niczego o zaginięciu dziewczyny nie uraczył. Chwycił sześciopak i ruszył do lady, mając już w głowie tysiąc pytań.
– Dzień dobry. Jak tam dzionek? – wyjechał luźno, z trudem powstrzymując irytację spowodowaną kwaśną miną pracownika.
– Coś jeszcze? – facet w odpowiedzi podliczył piwo.
– Zna pan właścicielkę tamtego domu? – zapytał, wskazując ręką budynek.
– Przelotnie. A co? – staruszek wydawał się być zupełnie obojętnym, do tego dość niezbyt rozgarniętym.
– Widział ją pan ostatnio?
– A bo ja wiem?  
– Niech się pan zastanowi – naciskał chłopak, kładąc na ladzie sto dolarów.
Mężczyzna podrapał się po głowie, był totalnie ciamajdowaty, wyglądał, jakby dopiero co wstał z łóżka. Kris zaczynał się niecierpliwić.
– Ostatnio? Nie, ostatnio chyba nie. Zresztą ona rzadko u mnie kupuje – mruknął sprzedawca.
Chłopak zrozumiał, że z tym człowiekiem absolutnie się nie dogada, dokupił więc paczkę Cameli, zapłacił i szybko opuścił przybytek.
– Dowiedziałeś się czegoś? – zapytał od razu Sick, który widział rozmowę z daleka.
– Od tego typa i sam Jezus niczego by się nie dowie… – warknął Kris, lecz przerwał mu Lexsus, który powrócił w okolice domu.
Willy wysiadł, ruszył szybkim, nerwowym krokiem i błyskawicznie schował się we wnętrzu.
– Tego się, kurwa, chciałeś dowiedzieć? – zadrwił James, machnąwszy głową w stronę budynku.
– Poczekajmy.




Stali tam dobrą godzinę, wypijając wszystkie trunki, lecz nic się nie działo. Kris dobrze widział, że Jamie zaczyna się irytować, ale czekał do ostatniej chwili.
– Kurwa, dość! Mam pomysł. Jedź do centrum – rzekł nagle Sick.
– Co?
– Kurwa, do centrum! – syknął pasażer, więc Kris bez sprzeciwu uruchomił silnik.
Nie miał pojęcia, co strzeliło przyjacielowi do głowy, ale znał mężczyznę na tyle, aby wiedzieć, że będzie to dobre posunięcie.
– Zatrzymaj się – rzekł Sick, gdy wjechali w okolice sklepów i gdy auto stanęło, szybko wyskoczył i ruszył na drugą stronę ulicy.
Zdezorientowany Kris tylko odprowadził go wzrokiem.

1 919 czyt.
100%104
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1302 słów i 8219 znaków, zaktualizowała 4 lip o 19:09.

4 komentarze

 
  • dangerWolf

    dangerWolf · 6 lipca · 193204810

    czekam na next i mam nadzieje że będzie już jutro ;p

  • angie

    angie · 5 lipca

    Co takie krótkie?!  Chyba się prosisz o porwanie i uwięzienie w piwnicy, żebyś mogła spokojnie pisać!     To jest ostatnie ostrzeżenie! Znikniesz, panienko i nikt nie będzie Cię szukał!  

  • Somebody

    Somebody · 5 lipca

    Niniejszym skazuję cię na napisanie kolejnej części... W weekend. Wspaniale, kochana  

  • kaszmir

    kaszmir · 4 lipca

    I znowu nic , tylko pytania bez odpowiedzi i trwanie Krisa w zawieszeniu. Chciałby, ale się boi. I pewnie ma czego po takim ostrzeżeniu przez Sicka. Cholera co tam w tym centrum się wydarzy?
    Pozdrawiam i łapka w górę.