It wasn’t meant to be like this – "Dzięki, mała"

It wasn’t meant to be like this – "Dzięki, mała"

     Przepraszam za długość.

***

Usłyszała niewyraźne szmery, a w chwilę później ktoś delikatnie rozchylił jej szlafrok. Natychmiast wróciła do żywych i odruchowo zasłoniła głowę. Dłonie w okamgnieniu zniknęły.
– Spokojnie – rzekł jakiś mężczyzna, lecz zamiast uspokoić dziewczynę, wywołał jeszcze większą trwogę.
– Wstań – usłyszała głos Roxy, która zajęła miejsce faceta.
Cassandra poznała ją od razu, dlatego nie stawiała oporu i z pomocą dziewczyny, powoli usiadła. Od razu spuściła głowę.
– Cass, wyluzuj, to nasz lekarz, obejrzy cię, dobrze? – rzuciła miękko blondynka.
Cassie bezgłośnie przytaknęła. Roxy wstała.
– Ale zostań… proszę – wydusiła cicho Cassandra, nie uchylając powiek; znowu wolała nie widzieć.
– Spokojnie, nigdzie się nie wybieram, nie zostawię cię tu z tym zboczeńcem – rzekła luźno Rita.
Cassie zdrętwiała.
– Cass, wyluzuj, żartowałam! Jaja sobie robię – rzuciła głośno Roxy, śmiejąc się jak najęta, brunetka odniosła wrażenie, że alkohol nie jest jedyną używką, która krąży w tej chwili w ciele pięknej nieznajomej.  
– Mogę już? – zapytał dość oschle mężczyzna, nie był chyba zadowolony z pobytu tu.
– Tak. Tylko Pete… z wyczuciem – Roxy spoważniała.
Facet nie odniósł się do jej słów, tylko zabrał się do roboty. Badanie trwało bardzo krótko i mimo prośby blondynki, było bardzo bolesne, gdyż lekarz ponaciskał Cassandrę z każdej możliwej strony, nie odpuszczając również bolącym żebrom.
– Dam ci maść, plecy powinny zagoić się całkowicie do półtorej tygodnia – rzekł. – Smaruj trzy do czterech razy dziennie. No i gnaty. Nie wyczuwam złamań, jedynie ostre zbicia, więc najlepiej dla niej byłoby, gdyby odpoczęła kilka dni. Na stłuczenia też mam maść, ale nie przy sobie, więc niech ktoś jutro po nią przyjedzie. A tak poza tym to… – facet nagle urwał. – Wyjdźmy – mruknął i wstał.
– Zaraz wracam – rzekła Roxy i po chwili oboje się oddalili.
Cassie bacznie nadstawiła ucha, lecz jedyne, co udało jej się wyłapać, to: "…się wtrącać…”, ”…już nie raz…” i "…Anthon…”, głosy zza drzwi były zbyt ciche, urywane i niewyraźne.
Rita wróciła dość szybko.
– Cass, podnieś głowę, już poszedł – objęła dziewczynę.  
Cassie uniosła twarz – Rita trzymała pełną szklankę whiskey.
– Wypij, znieczuli. Zaraz nasmarujemy twoje seksowne plecki – zachichotała ciepło.
Cassie chwyciła szklankę…


BLACKIE


  – Kurwa, głupia, niewdzięczna szmata – warczał pod nosem, schodząc po schodach.
  Był wściekły, samemu nie wiedząc, czy przez to cholerne jedzenie, przez urodę nieznajomej, czy też przez fakt, że tak bezlitośnie ją skatowali. Mimo złości kotłowały się jednak w chłopaku dziwne odczucia, dość silne, czepliwe i nie chcące zniknąć.  
Już od pierwszego, tego niewinnego i tak przestraszonego spojrzenia zagubionej dziewczyny poczuł się inaczej. Odbiło mu tak tylko raz, kiedy poznał swoją była, z którą był dwa lata i która to w pięknym stylu wystawiła chłopaka, oświadczając mu, że jest dla niej za płytki, za biedny i nie podporządkowuje się jej woli, a mianowicie – nadal spotyka się z kolegami, którzy jej nie lubią i którzy na pewno buntują go przeciwko niej.
Lecz Sandra od początku wydała mu się inna niż Cassie; zdawała się być zimną, wredną suką, a jednocześnie pewną siebie i – co teraz wydaje się Krisowi niewiarygodne – charyzmatyczną i ciepła dziewczyną.
– Daj mi kolejkę – syknął do barmana, kładąc broń na ladzie i siadając na barowym stołku.
– Co jest? Problem z nową? – zapytał Pavel, kolejny z rosyjskich pracowników Antona, rzetelnie zajmujący się dbaniem o nietrzeźwość lubiących popić klientów.
– Problem? – prychnął Kris. – To już nie problem, to… nawet nie wiem, kurwa, co. Leo zrobił z niej miazgę, ona raczej długo nie popracuje… o ile w ogóle popracuje. A tak na marginesie to gdzie oni są? Leo i Marco? I gdzie wszystkie dziewczyny?
– Przewiduję, że na jakimś balu. Laski się wystroiły i pojechały z nimi jakieś piętnaście minut temu. Nie czujesz? – zaśmiał się barman, machając rękoma jak baletnica.
Fakt, nie dało się nie wyczuć palących wręcz w nozdrza damskich perfum.
– Aha. Czyli laska będzie miała kilka godzin spokoju – mruknął Kris.
– Chłopie, co z tobą? Dziwka owinęła cię wokół palca, choć dopiero, co przyjechała? – zapytał oschle Pavel, stawiając przed brunetem kieliszek.
– Że co? – zbuntował się Blackie.
– To, co mówię. Z Roxy też tak miałeś z tego, co pamiętam – drwił wesoło barman.
– Z Roxy mieli chyba wszyscy – roześmiał się Blackie, podsuwając pod nos Pavla swój pusty kieliszek. – Ja coś, jestem u siebie – dodał, wstając. – Daj mi całą butelkę…


Ciężko usiadł na kanapie, włączając telewizor na pierwszy lepszy kanał i od razu odkręcił wódkę. Obraz pobitej Cassie nie dawał mu spokoju, a złość na dziewczynę powoli ulatywała. Pociągnął spory łyk, a po nim drugi i trzeci, aby zrobić odpowiednią podkładkę pod czerwonego Marlboro. Wsadził papierosa w zęby, wyjął go jednak po chwili, zadumawszy się przez moment. Zadecydował bardzo szybko, wyciągnął więc portfel i znajdującą się w nim marihuanę, którą ekspresowo skręcił w bibułkę z domieszką tytoniu. Zawsze, gdy był rozdrażniony, lubił sobie zajarać. To go wyciszało, pozwalając także zasnąć po męczącym dniu.
Zapalił, popijając wódką i gdy poczuł już pierwsze efekty, dopiero odpalił papierosa i ponownie zagłębił się w rozmyślaniach, teraz dających jakże inne odczucia.
Przypomniał sobie, kiedy pierwszy raz zobaczył dziewczynę. Z przyobleczonym na głowę czarnym workiem, szła, ciągnięta pod ręce, ledwo trzymając się na nogach. Początkowo się nie zainteresował, tak było przecież zawsze, jednak gdy ją dziś zobaczył, coś w nim pękło. Jej uroda, jej zagubione spojrzenie i ta uległość, która była sama w sobie silnie pociągająca, to wszystko sprawiło, że Cassie od razu zawładnęła uczuciami młodego faceta. I to wspaniałe, seksowne ciało, to też nie mogło umknąć uwadze chłopaka, który to obraz na stałe zakodował mu się w głowie.
Dotknął krocza – mały stał na baczność, domagając się działania. Uśmiechnął się pod nosem, rozpiął rozporek i wertując w wyobraźni różnorakie sceny z Cassandrą w roli głównej, zaczął miłą zabawę.  
Zaczęła się projekcja. Najpierw dziewczyna klęcząca pomiędzy jego nogami, subtelnie ssąca i głaszcząca twardy narząd, następnie zamiana ról i wędrówka ust w każdy możliwy zakamarek ponętnego ciała, aby na finiszu zanurzyć się z dziewczynie, dając całkowity upust szalejącemu, zniecierpliwionemu libido.
Doszedł bardzo szybko, wydając głośny, zmęczony jęk. Orgazm przy wspomaganiu narkotyku był tak silny, że spowodował zawroty głowy, oparł ją więc o zagłówek kanapy i po chwili pociągnął kolejny łyk, starając się uspokoić skołatane serce i trzęsące się ciało. Po tym jakże miłym spełnieniu zrobił się lekki jak piórko, czując się, jakby rzucił starą skórę.
– Dzięki, mała – z pełną satysfakcją zaśmiał się pod nosem, rozbawiony swoim głupkowatym zachowaniem i przepełniony totalnym luzem, odpalił kolejnego papierosa.
Popijał spokojnie, gapiąc się w ekran i paląc jednego papierosa za drugim, i rozmyślając oczywiście o ślicznej nieznajomej. I nagle sobie uświadomił! "Kurwa, co ja odpierdalam?!” – zbeształ się cierpko, migiem zerwał z kanapy, odstawiając w połowie pełną butelkę i biegiem ruszył pod prysznic. Kilka minut później siedział już w samochodzie, aby po kwadransie wpaść jak burza do lokalu, a następnie na pierwsze piętro, do pokoju brunetki.  
Zniecierpliwiony, agresywnie otworzył drzwi i natychmiast zamarł w progu, kompletnie zaskoczony.  
Po chwili jednak odetchnął z ulgą…

6 381 czyt.
100%186
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1386 słów i 8169 znaków, zaktualizowała 16 lut o 9:30

Komentarze (6)

 
  • gejorg

    gejorg 14 stycznia ip:832979

    super ,twoj wielbiciel-- podniecajace emocje wzbudzaja twoje fantazje we mnie [patrz odp. na Pani debiut]

  • iamnaughty1990

    iamnaughty1990 13 stycznia

    Chociaż doktora do niej dopuścili ale czuję, że odpoczynku nie będzie żadnego a rany wcale się nie zagoją. No i oczywiście napalony Blackie nie wiadomo czego się po nim teraz spodziewać skoro wyobrażając sobie niezłe sceny z Cassie będzie chciał je zrealizować w rzeczywistości. Mam nadzieje, że kolejna część już się pisze a Ty znów zaszczycisz nas geniuszem swojego umysłu bo ciężko czekać za kolejnym odcinkiem w niepewności kiedy w progu stanął Blackie.

  • angie

    angie 9 stycznia

    Halo!! Się nie przerywa się w takim momencie! Ej! Do roboty!! Mam Cię zaciągnąć za włosy do Worda?

  • nanoc

    nanoc 8 stycznia

    Poniżej koledzy dokładnie wyrazili opinię, nic ująć. Super   

  • enklawa25

    enklawa25 8 stycznia

    Jestem pod wielkim wrażeniem tego dzieła, bardzo fajnie się czyta. Pozdrawiam serdecznie autorke

  • Somebody

    Somebody 8 stycznia

    Ach, już się bałam, że porzuciłaś to opko. Za długość nie przepraszaj jest (jak dla mnie) idealna. Dużo się podziało, co jest u ciebie normą   Dziękuję  za napisanie