It wasn’t meant to be like this – "Chrzest"

It wasn’t meant to be like this – "Chrzest"„I co teraz?” – spanikowała Cassie, gdy tylko Roxy opuściła pokój. Podkuliła kolana i ułożyła się na łóżku, bacznie nasłuchując dochodzących zza drzwi odgłosów. Modliła się, aby żaden z prześladowców nie wpadł, kiedy będzie sama. W głowie twardo stał jej obraz poniżonej Sandry i upiorna wizja kary, jaką może ponieść za tą całą akcję. Od razu, na pierwszy rzut oka wydała się Cassandrze dziewczyną wredną i chamską, dokładając do tego zbyt rozparte ego. Uśmiechnęła się na wspomnienie Rity, tego, w jak pięknym stylu przytemperowała podopieczną. I ta zabiedzona mina Sandry…
Przysnęła.
Obudziło ją głaskanie po głowie. Natychmiast otworzyła oczy.
– Masz ładne włosy – stwierdziła łagodnie Roxy, spacerując dłonią od góry do dołu. – Wstań.
Cassie w okamgnieniu usłuchała i za moment przed jej nosem pojawiła się miseczka z owocami.
– Nie dasz rady normalnie, to może to? – Rita soczyście się uśmiechnęła, po czym chwyciła dziewczynę za brodę i delikatnie przylgnęła wargami do jej ust. Cassandra zdrętwiała, tego się raczej nie spodziewała. Nie miała jednak odwagi zaprotestować, odwzajemniła więc pocałunek. Roxy się nie patyczkowała, z każdą sekundą pieszcząc językiem brunetkę coraz zachłanniej, i gdy się w końcu od niej oderwała, szeroko się wyszczerzyła, wlepiając w Cassie ciepłe spojrzenie.
– Fajnie całujesz. No i masz kurewsko miękkie usta, takie, jak lubię – uśmiech się powiększył.
Cassie czuła, jak zaczynają palić ją policzki, wciąż jednak milczała.
– Wyluzuj, nic się nie dzieje, ale tak, jak mówiłam, kiedyś cię przelecę. Nie mogę przecież odpuścić takiej dupie, prawda? – Roxy roześmiała się w głos. – Byłaś kiedyś z kobietą?
– Nie – wydusiła ciężko Cassandra, przeczuwając, do czego zmierza ta rozmowa.
Spuściła głowę; przeszywający ją, władczy wzrok Rity wywoływał u niej olbrzymie skrępowanie. Nie wiedziała, jak się zachować, teraz najchętniej chciałaby stać się niewidzialna lub schować w jakimś ciemnym kącie.
– Muszę załatwić jeszcze parę spraw. Schowaj to – Roxy wręczyła dziewczynie mały telefon komórkowy – i jakby coś się działo, dzwoń… jeśli ci się uda. Nie będzie mnie zapewne kilka godzin, więc jakby coś się wydarzyło, jak tylko będziesz miała okazję, dzwoń. Igor będzie na dole, ale on nic nie wskóra, on nie przeciwstawi się chłopakom. Jutro przyjeżdża szef, o czym zaraz poinformuję Leo, więc mam nadzieję, że może to przytrzyma tego dupka z dala od ciebie. I nie bój się – Roxy mocno przytuliła zagubioną dziewczynę – Anton jest racjonalnie myślącym facetem i na pewno nie zrobi ci krzywdy, aczkolwiek się zachowuj. Jasne?
Cassie przytaknęła w milczeniu.
– Dobra, spierdalam. I schowaj go dobrze, bo jak chłopaki zobaczą, to ci zabiorą i jeszcze oberwiesz – nakazała szorstko Roxy. – I w niczym nie pomoże fakt, że to ja ci go dałam – dodała, po czym pogłaskała Cassie po głowie i zamknęła drzwi z tamtej strony.
Cassandra sprawdziła, czy dzwonek jest wyciszony, ukryła telefon pod materacem i wróciła do pozycji leżącej.



Zza drzwi zaczęły dochodzić odgłosy przerywanej cichymi chichotami rozmowy, które złowieszczo zbliżały się do pokoju brunetki. Migiem usiadła na łóżku, podkulając kolana. Sekundy później skrzydło otworzyło się z hukiem i do pokoju wtargnęła Sandra w towarzystwie wyższej od niej o głowę, ładnej szatynki. Obie tryskały humorem i były ewidentnie pod wpływem „czegoś”.
– O kurwa! – zapiała nieznajoma, śmiejąc się do rozpuku. O "to" ma zarobić? – rżała.
– Roxy nie pozwoliła tu wch… – zakomunikował poddenerwowany Igor, który wbiegł za dziewczynami.
– Spadaj stąd – rozradowana Sandra wypchnęła chłopaka na zewnątrz i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, przekręcając po chwili klucz.
– Sandra, wyłaź – Rosjanin mocno załomotał w skrzydło, lecz na dziewczynie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. – Job twoju mać, dzwonię do Roxy! – wydarł się i za moment zapadła cisza.
Cassie przeszedł zimny dreszcz, wiedziała, że zaraz będzie miała olbrzymie kłopoty. Dziwiła się tylko, że Sandra ma jeszcze odwagę, no bo przecież jak Rita się dowie…
– Poskarżyłaś się? –  warknęła blondynka, stając nad głową brunetki z bandycką miną.
Była dość mocno podpita, o czym świadczył jej niezbyt stabilny chód.
– Nie – odparła cicho przerażona dziewczyna.
– Mamy tu dla ciebie chrzest – oznajmiła złośliwie blondynka, pokazując Cassandrze czarny wibrator. – Choć chłopaki już cię chyba przetestowali. Ale laski jeszcze nie – dodała wrednie, szczerząc się jak upośledzona.
Dziewczynę oblał zimny pot i natychmiast zaczęła zaklinać los, aby jakimś cudem Roxy wróciła… wróciła, właśnie teraz!
– Kładź się! – nakazała blondynka, lecz sparaliżowana perspektywą gwałtu Cassie nie usłuchała.
Sandra się nie powtarzała, tylko szarpnęła dziewczynę za włosy i powaliła na brzuch.
– Trzymaj ją – rzuciła do koleżanki, mocno ściskając czarne pukle brunetki i gdy Cassandra za moment bolesnym przyciśnięciem kolana do szyi została przyszpilona do łóżka, Sandra zaczęła ściągać z niej szlafrok.
– Zostawcie mnie, nic nikomu nie mówiłam – krzyknęła spanikowana ofiara, wierzgając na wszystkie strony. Na nic się jednak zdały jej próby obrony, była zbyt słaba, aby stawić napastniczkom większy opór.  
– Nie miotaj się, suko! – zagrzmiała szatynka, szarpnąwszy Cassie za włosy.  
Szlafrok po chwili zniknął z ciała dziewczyny i za moment Cassandra poczuła przeszywający ból. Ryknęła głośno, wygiąwszy się w łuk.
– Cicho, szmato, to będzie szybko i miło – zadrwiła Sandra, jeszcze mocniej wpychając dildo w tylną część ciała brunetki.
Odgłos udręki ponownie rozszedł się po pomieszczeniu, towarzysząc uronionym wielkim jak grochy łzom.  
– Nie lubisz analu? – zadrwiła szatynka, chichocząc bezczelnie. – Więc czas się przyzwyczaić, to nie karaibski kurort.
– Ciasna jak ty, kiedy przyjechałaś – dowcipkowała Sandra, bezlitośnie gwałcąc biedną Cassandrę, która już nie krzyczała, tylko płakała rozpaczliwie, mocno zaciskając zęby na kołdrze.
– Nie rozciągaj za mocno, potem będą narzekania – stwierdziła rozbawiona szatynka, drastycznie gniotąc szyję ofiary.
Cassie płakała coraz mocniej, miała wrażenie, że rozrywają ją od środka na maleńkie kawałeczki, paląc przy tym żywym ogniem. Mocniej zacisnęła powieki, czując, że zaraz zemdleje… po raz kolejny. Bardzo tego pragnęła.
– Dobra, wystarczy – rzekła nagle wyższa z dziewczyn i Sandra wyjęła intruza z ciała brunetki.  
Ta już nie czuła różnicy, za bardzo bolało. Sekundę później szatynka przekręciła Cassandrę na plecy i agresywnym szarpnięciem za włosy posadziła na łóżku, po czym ukucnęła i silnie ścisnęła policzki dziewczyny.
– Nic się tu nie wydarzyło, rozumiemy się?
Cassie bezzwłocznie przytaknęła głową.
– No… mam nadzieję – syknęła dziewczyna, uwalniając ofiarę i za moment obie panie opuściły pokój, śmiejąc się z zadowoleniem.
Umęczona Cassie padła na łóżko, aby ponownie uderzyć przeraźliwym płaczem.

3 793 czyt.
100%225
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1281 słów i 7451 znaków, zaktualizowała 12 lip o 15:00.

5 komentarzy

 
  • AnonimS

    AnonimS · 16 sierpnia

    Cosik mi umknęło. No proszę wredne baby potrafią dopiec ofierze o ile jej nie lubią. Kaszmir wierzy w solidarność jajników a ja nie.  To jest wyścig szczurzyc

  • kaszmir

    kaszmir · 12 lipca

    Roxy ma na nią ochotę i trudno wyczuć co tak naprawdę myśli. Dając telefon Cassie stawia ją w obliczu ryzyka. A solidarność kobieca w najgorszym wydaniu. Powinny się wspierać, a nie powodować bolesne doznania.  
    Pozdrawiam

  • Mikki

    Mikki · 12 lipca · 230360658

    Super 🙂 te dwie chyba też ktoś tak kiedyś przeorał skoro tak traktują biedna dziewczyne. Zamiast laski trzymać się razem to zachowują się gorzej niż nie jeden chłop...

  • Somebody

    Somebody · 12 lipca

    Cudo (dla czytelnika)     

  • agnes1709

    agnes1709 · 12 lipca

    Łapka bez czytania? Hmmm...   Dzięki