It wasn’t meant to be like this – Blackie

It wasn’t meant to be like this – Blackie

UWAGA!!! ZAWIERA BRUTALNE I NIESMACZNE TREŚCI!

Nie dała rady się ruszyć, nie miała siły myśleć, oddychać, istnieć… nie miała siły na nic. Nie była pewna, czy głos, który kazał jej wstać, należał do Leo. Był jakby inny, jeszcze zimniejszy, groźniejszy, wywołujący kolejne, przerażające niewiadome. Nie była też do końca świadoma tego, co się dzieje, mętlik w głowie, szarpiący z każdej strony ból i zaczynający się, narkotykowy głód wykrzywiały i zacierały jej rzeczywistość.
Nie pamiętała całego przebiegu gwałtu, przez głowę przemykało jej jedynie bicie, wrzaski, łamane kości, oraz miły uśmiech blondyna i jego niezbyt przyjemny, dziwny, nieznany jej dotąd smak.
Zmusiła się do otwarcia oczu i półprzytomnego spojrzenia przed siebie – drzwi do pokoju były niedomknięte i dochodził zza nich cichy szmer męskiego głosu. Przeraziła się, wizja kolejnego bicia za nieposłuszeństwo była bardzo realna. Kierowana strachem uniosła się na rękach i szarpana piekącym kłuciem napęczniałych pręg za każdy możliwy zakamarek ciała wolno wstała. Oparła się o stojące obok biurko, lecz tylko podniosła się z łóżka, zmęczone nogi nie utrzymały omdlałego ciała i wyrżnęła jak długa na brudny dywan.
– Kurwa, co mi tu padasz?! – zawył nieznany jej mężczyzna, wskakując do pokoju.
Teraz się przekonała. To nie były omamy, jego głos rzeczywiście był bardziej suchy i przerażająco charczący, o wiele bardziej nieprzyjemny, niż głos Leo. Spojrzała tępo przez spuchnięte, lewe oko – olbrzymi jak góra facet stał i gapił się na nią morderczym wzrokiem. Natychmiast skręciła się w kłębek, będąc pewną, że znowu zacznie ją bić. Jednak on tylko przykucnął i wstrzyknął jej kokainę. Postał nad nią jeszcze chwilę, po czym znienacka chwycił dziewczynę, rzucił na łóżko i nawalił się na nią całym ciałem, agresywnie przyduszając wszystkie bolące miejsca.  
– Leo kazał przetestować – zaśmiał się i natychmiast ostro wszedł w dziewczynę.  
Była naga, nie musiał się więc zbytnio wysilać. Jęknęła głośno, lecz ją zignorował i od razu zaczął brutalnie gwałcić. Bolało coraz bardziej, więc i krzyki były coraz głośniejsze.
– Kurwo, morda! – zagrzmiał, uderzając dziewczynę w twarz. – Bądź grzeczna, to będzie szybciej i milej. Jedyne dźwięki, jakie możesz z siebie wydawać, szmato, to te zadowolenia – drwił.
Ból rozszedł się po całej czaszce, gdyż uderzył ją dokładnie w podbite oko. Uspokoiła się i odwróciła głowę, aby w milczeniu przyjmować kolejne, dotkliwe pchnięcia. Wiedziała, że nie ma sensu się stawiać, bo facet i tak zrobi swoje, a tak przynajmniej szybciej skończy.
– I jak? – od strony drzwi doszedł Cassie głos innego mężczyzny.
– Ciasna, to fajne – wysapał Marco. – Ale sucha, to nie fajne – dodał, stękając coraz głośniej.
Cierpiąca Cassandra leżała zupełnie bezwładnie, pokornie poddając się tym torturom. Nie chcąc narażać się na kolejne ciosy starała się milczeć, lecz pomruki katorgi i tak mimowolnie uciekały z jej ust.  
Facet skończył bardzo szybko, ale to nie był koniec zabawy, gdyż od razu jego miejsce zajął kolega. Cassie była już coraz bardziej wykończona, aczkolwiek wiedząc, że musi to przetrwać, usilnie starała się odpłynąć myślami gdzieś daleko.  
Drugi oprawca rżnął ją równie ostro i zadając jej przy okazji cierpienie gratis, bestialsko gniótł jej piersi. Zacisnęła zęby, modląc się o koniec. Nastąpił równie szybko, obaj panowie mieli chyba na nią wielką chętkę.  
– Fajna, ładna, wąska, i ma super cycki – zaśmiał się drugi z oprawców, zapinając spodnie. – Pod prysznic – nakazał i wyszedł.
– Myć się, suko, zaraz masz być czysta – syknął Marco, wziął dziewczynę na ręce ręce i zaniósł do łazienki, po czym wrzucił… tak, nie położył, tylko wrzucił do kabiny prysznicowej jak gumowego manekina. Boleśnie uderzyła plecami, jęknąwszy przejmująco. Siły wciąż nie było, leżała więc na zimnej, nieprzyjemnej powierzchni, nie będąc w stanie nic zrobić. Mijały kolejne sekundy i wreszcie poczuła, jak substancja stopniowo zaczyna rozchodzić się po jej ciele. Przez ten nieoczekiwany atak nie odczuła jeszcze działania narkotyku, lecz teraz poczuła się inaczej. Zrobiło jej się odrobinę cieplej, a ból odrobinę zmalał; strach jednak nie zniknął.
– Myj się, suko, masz dziesięć minut! – oświadczył Marco, stojąc w drzwiach toalety.
Chciała wstać, lecz nie było to łatwe, ciało, jak na złość, wciąż odmawiało posłuszeństwa.
– Dziewięć – uśmiechnął się cynicznie facet, spojrzawszy na zegarek.  
Bezczelnie karmił się przerażeniem młodej kobiety, wywołując jeszcze większą panikę, po chwili jednak zatrzeszczała szczekaczka i koleś zniknął w głębi korytarza.
Znów się rozpłakała, nie wiedząc, co dalej ją czeka. Była pewna, że z każdym dniem będzie coraz gorzej, brutalniej, boleśniej, a przecież ona już nie miała sił i miała dość. Mogłaby założyć się o wszystko, co ma, że niedługo jej uroda zostanie zabita żądzą zboczonych oprychów, że cała piękna "ona” stanie się już tylko zaćpanym, zaruchanym wrakiem człowieka i gdy nikt nie będzie jej już chciał, skończy gdzieś w lesie, w stercie mokrych liści; zakopana na jakimś odludziu, albo na dnie mętnego jeziora lub rzeki. Cały czas łudziła się głupio, że może jednak ktoś ją znajdzie, uratuje, lub będzie szansa, aby jakoś się stąd wydostać. Ale jak? Przecież to nierealne, a jeszcze w stanie, w jakim się teraz znajduje? Żarty.
Podniosła się i wciąż otulona bólem, odkręciła kurek. Nie dała rady ustać na nogach, zaczęła więc namydlać się w pozycji "na kolanach”, oparta o ścianę. Palące smugi po zetknięciu z chemią zapiekły jeszcze bardziej, wyciskając z oczu kolejne łzy, lecz nie było teraz czasu na płacz, wiedziała, że musi się umyć, aby uniknąć dalszych kłopotów.
I znów rozmyślanie: "Jaki klient, czy znów będzie tak bolało, lub jeszcze bardziej, czy może będzie jakaś nowa, o wiele gorsza zabawa? Czy znów będzie bicie i seks analny?” Ten przerażał dziewczynę najbardziej, gdyż w porównaniu z nieprzyjemnym, pierwszym razem był on istną katorgą. Dziś ciało w miejscu gwałtu bolało o wiele bardziej, niż na świeżo, nie miała pojęcia, jak przetrwa to kolejny raz. Czuła się, jakby jakieś niewidzialne, olbrzymie szpony bezlitośnie rozszarpywały jej każdy mięsień na kawałeczki, jak starą szmatę. Dziękowała tylko losowi, że obaj zrobili to przed chwilą "normalnie”.
Powrócił Willy. Widziała, była pewna, że od razu zgłosił jej zaginięcie, ale czy już jej szukają? Przecież zawsze mówią: "czterdzieści osiem godzin”. Lecz czy już minęło tyle? Ile w ogóle minęło? Nie wiedziała nic, wszystko plątało się dziewczynie w skatowanej podświadomości.
– Mała, ruchy, chyba, że chcesz, aby Marco wpadł w szał. A gwarantuję ci, że to gorszy skurwiel, niż Leo – nagle usłyszała głos młodego chłopaka.
Wzdrygnęła się jak oparzona i strachliwie spojrzała przed siebie, nie unosząc głowy, jedynie wzrok – w progu stał dwudziestokilkuletni, ścięty na wojskowo brunet i uśmiechał się szeroko. W tym uśmiechu nie zauważyła jednak ani cienia pogardy czy radości z jej obecnego stanu, wręcz przeciwnie – wyglądał, jakby mieszał się z troską, a może i z niedowierzaniem oraz szokiem.
Koleś podszedł do dziewczyny, która natychmiast zasłoniła głowę, przytulając się do zimnych płytek.
– Nie bój się, ja nie mam w zwyczaju bić kobiet – rzekł typek. – Jestem Blackie, czyli Kris – zaśmiał się.
Cassie nie reagowała, nie ufała nikomu i bardzo bała się mężczyzny. On zupełnie zignorowawszy jej panikę wszedł do kabiny, chwycił słuchawkę prysznica i zaczął delikatnie spłukiwać z niej mydło.
Pogubiła się, nie wiedziała, czy nie jest to cisza przed burzą i czy zaraz znienacka nie dostanie pięścią bez powodu. Przecież w tym biznesie nie ma skrupułów, a tym bardziej współczucia, więc to niemożliwe, aby skończyło się to tak łagodnie, jak się zaczęło. Pewnie tylko się nią bawi i daje jej głupie nadzieje, aby za chwilę zrobić jej krzywdę.
– Mała, wstań – poprosił i chwycił ją pod rękę.
Gdy przy akompaniamencie kolejnego, przejmującego jęku szarpnął ją do pionu, kolejny raz niepewnie na niego spojrzała, trafiając wzrokiem wprost w jego ciemne jak węgiel oczy. U chłopaka natychmiast powiększyły się źrenice, jakby zobaczył jakieś niespotykane zjawisko, albo ducha.  
Wpatrywał się w nią chwilę, lecz zaraz się opamiętał i wrócił do pracy. Spłukał ją całą, od stóp do głów, zahaczając także o wszystkie miejsca intymne, aby dokładnie pozbyć się piany. Jego dotyk mimo, iż był bardzo delikatny, był także bardzo nieprzyjemny i z każdym kolejnym ruchem dłoni zostawił w psychice Cassandry przykre, bolesne ukłucia.
– Jak masz na imię? – zapytał, biorąc z wieszaka ręcznik.
– Cassie – wydusiła cichutko, drżącym głosem.
Kris do tej pory nie zrobił niczego, co by mogło ją wystraszyć, jednak panika się nasilała, wzmagana tylko perspektywą przyszłych minut, a może i godzin.
– Kurwa, ten Leo nie ma już żadnych zahamowań – stwierdził zniesmaczony chłopak, biorąc w dłoń twarz brunetki.
Znów się wzdrygnęła, marzyła, aby zniknął. Młody facet wytarł dziewczynę, po czym szczelnie opatulił ją szlafrokiem.
– Kurwa, długo jeszcze? – syknął nagle Marco.
Przeszedł ją lodowaty dreszcz, już była nastawiona na kolejne razy w twarz.
– Black, co tu robisz? Zabawiasz się? Na to jest czas wieczorem – burczał gbur.
– Kurwa, to Leo tak ją załatwił?! – warknął nagle wściekły brunet. – I co on sobie myśli?! Jak ona ma pracować w takim stanie?! Zobacz, jak ona wygląda! Jak ktokolwiek będzie chciał pieprzyć tak posiniaczoną laskę, nie wiesz?! Taka piękna dziewczyna, a zrobił z niej ścierwo! – chłopak już prawie krzyczał.
– Nie podnoś mi tu głosu! – zagroził Marco.  
Cassie bardzo zdziwiła się postawą młodszego z mężczyzn, zachowywał się co najmniej dziwnie. Przecież pracuje w burdelu, dla zepsutych do szpiku kości bydlaków, więc o co mu chodzi?
– Kurwa, zadzwonię do szefa i zobaczymy, kto wtedy będzie podnosił głos. Anton być może nie wie, co się tu wyprawia, więc ja go w końcu uświadomię. A Leo za jego dziewczyny będzie miał pozamiatane, jestem pewien. Szef nie pozwoli na takie akcje – odgrażał się Kris.
– Za pół godziny ma być gotowa – prychnął Marco, zupełnie zaskoczony postawą kolegi. – Informuję, że dzwonił Jason, a znając rozmiar jego pały lepiej, żeby była BARDZO GOTOWA, bo jak się pospina, skurwiel rozerwie jej dupsko – rżał z chorą dumą.
Do Cassie docierało każde jego słowo, ze strachu wywołując już odruchy zwrotne.
– Chodź, musisz coś zjeść – rzekł wciąż łagodny Kris i obejmując dziewczynę w pasie, pomógł jej opuścić toaletę.
Posadził ją na łóżku i ze słowami: – zaraz wracam, wyszedł, zostawiając wykończoną Cassandrę samą z bezlitosnymi, przerażającymi myślami i oczekiwaniem na najgorsze.

14 156 czyt.
100%287
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 2017 słów i 11518 znaków, zaktualizowała 2 sie 2018

Komentarze (7)

 
  • MIKEL71

    MIKEL71 9 kwi 2018

    Mocna rzecz. Strach ,  ból ,  cierpienie  i brak nadziei ..  
    Pewnie wiele dziewczyn to spotkało  . Smutne ale prawdziwe

  • iamnaughty1990

    iamnaughty1990 8 kwi 2018

    No w końcu! Jest jakaś nadzieja dla Cassie pytanie tylko czy Kris będzie miał tyle odwagi aby jej pomóc. Czyżby właściciel się dowiedział o Leo i pozbędzie się tego oprawcy w jednej z następnych części? Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka  

  • VeryBadBoy

    VeryBadBoy 8 kwi 2018

    Mocna rzecz, jak wiele z Twojego zbioru opowiadań, ale tu dochodzi jeszcze namacalny strach, ból, który nam dokładnie opisujesz. Świetnie budujesz atmosferę grozy oraz niepewności, co dokładnie może jeszcze spotkać bohaterkę.  
    Ps. czytając tą część, przyszła mi na myśl pewna dziewczyna ( nie wiem czemu, może przez te liczne teorie, które się pojawiły), która zginęła rok temu 30 kwietnia w Egipcie, gdzie nie wiadomo do końca co się tak naprawdę wydarzyło do dziś.

  • AlexAthame

    AlexAthame 8 kwi 2018

    Wszyscy co czytali, śmiało mogą obejrzeć Mieszkańcy ziemi. W oryginale Earthlink. Kocham autora ale wcale mi się nie podobało jej dzieło. Uprzedzała, sam chciałem. Ludzie Józefa Stalina jak Jeżow, czy Jagoda robili dużo gorsze rzeczy.

  • Black

    Black 7 kwi 2018

    Ja tylko na chwilę, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Podoba mi się i możesz myśleć, co chcesz. Tak ci powiem

  • AnonimS

    AnonimS 7 kwi 2018

    aby dokładnie pozbyć się pijany winno być piany..

  • Somebody

    Somebody 7 kwi 2018

    Byłam ciekawa, jak napiszesz kontynuację. Ostro, mocno, super!