Dopóki wystarczy nam sił – o7

Chyba dawno nie byłem tak podekscytowany. Valentina podała mi adres hotelu oraz swój numer pokoju – na szczęście był to inny hotel niż ten, w którym zatrzymała się Clara. Bez namysłu wsiadłem w taksówkę i pojechałem prosto do niej. Przy recepcji miałem lekki problem, bo nie chcieli mnie wpuścić – jak widać, pijani goście o czwartej nad ranem nie byli mile widziani. W końcu jednak udało mi się przekonać recepcjonistkę, że zapomniałem wziąć klucza, a w pokoju czeka na mnie siostra. Nie wiem, czy mi uwierzyła, ale moja zdolność do kłamstw po pijanemu była wyraźnie wyższa, dlatego w końcu udało mi się chwiejnym krokiem przejść do windy – obawiałem się, że schody by mnie pokonały.  
Po co ja do niej szedłem? Czemu w ogóle zadzwoniłem? Chyba czułem się trochę winny, że jej nie zaprosiliśmy do klubu, w dodatku ostatnio ostro ją potraktowałem – odrzuciłem propozycję spaceru. I po co? Po to, by spędzić parę nudnych godzin z Clarą? Powoli zaczynałem trzeźwieć i zaczynało też do mnie docierać, że może numerek na ścianie kibla z jakąś nieznajomą laską nie był najlepszym pomysłem. Dokąd ja zmierzałem ze swoim życiem? Nie chciałem wpadać w filozoficzny nastrój, ale to chyba był czas na to, by się w końcu ogarnąć.
Pukając do drzwi Valentiny, nuciłem pod nosem naszą piosenkę, bez żadnego ładu i składu. Usiłowałem stać prosto, ale gdy drzwi się otworzyły, kompletnie straciłem głowę. Valentina była owinięta cienkim hotelowym szlafrokiem, włosy miała uroczo rozsypane, wzrok lekko zaspany. Widząc ją taką niewinną, uśmiechnąłem się szeroko i z tego wszystkiego zapomniałem się odezwać.
– No, dzień dobry – odezwała się w końcu ona, uśmiechając się blado i uchylając szerzej drzwi. – Zapraszam pana.  
Wszedłem posłusznie do środka, sam nie wiedząc, co tu robiłem. Wnętrze wokół mnie wirowało, więc nawet nie patrzyłem na wystrój. Byłem wdzięczny, że w pokoju paliło się tylko jedno pojedyncze światło w postaci lampki przy łóżku.  
– Chcesz wody? – Valentina szła za mną, jakby się bała, że się przewrócę.
– Chyba chcę. – Ciężko opadłem na miękką pościel. Valentina podeszła do stolika, nalała mi wody do szklanki i wręczyła mi ją ostrożnie. Jednym haustem wypiłem całość, a gdy ponownie spojrzałem na Valentinę, wyraźnie powstrzymywała się od śmiechu.
– Chyba pierwszy raz widzę cię pijanego – stwierdziła wesoło, zabierając szklankę z powrotem. – Grubsza impreza?
– Oj, tak… – potwierdziłem. – Gdybyś tylko widziała Finna… – Zaśmiałem się pod nosem. – Bardzo chciał zaliczyć, a jedyne co mu się udało, to stłuc kieliszek, narąbać się i na sam koniec runąć na podłogę. – Zacząłem się śmiać i nie mogłem przestać. Ledwo zarejestrowałem, że Valentina usiadła obok mnie.
– Chciałabym to zobaczyć. – Dalej była rozbawiona. – A ty? Zaliczyłeś kogoś?
Od razu przestałem się śmiać. W głowie miałem gonitwę myśli: co jej powiedzieć? Okłamać ją? Powiedzieć prawdę?
– Ekhm… – Odchrząknąłem. Jej oczy nagle spoważniały. – No… można tak powiedzieć.  
Momentalnie znienawidziłem się za swoją głupotę. Valentina odsunęła się ode mnie powoli, a jej wyraz twarzy zmienił się na dość poważny.
– Och – powiedziała tylko i odwróciła wzrok. – W takim razie… gratulacje. Brawo ty.
Choć trzeźwy ja chyba by tego nie zrobił, pijany ja nie panował nad sobą. Delikatnie ująłem podbródek Valentiny i skierowałem w swoją stronę.
– Przepraszam, nie chciałem cię zranić.
– W porządku – szepnęła, wyswobadzając się z mojego uścisku. – Jesteś wolnym człowiekiem. Masz prawo robić, co ci się podoba. Po prostu…  
– Tak? – Podchwyciłem.
– Jestem zazdrosna – szepnęła, uciekając wzrokiem w dół. – Choć wiem, że nie powinnam, ale nic na to nie poradzę.
Poczułem się, jakby coś ciepłego zalało mi pierś. Valentina była zazdrosna. Zależało jej. Może jednak ten numerek na coś się przydał.  
Nie byłem w stanie trzymać się naszej umowy o przyjaźni. Nie w tej chwili. Nie, kiedy siedziałem tak blisko niej. Ponownie ująłem jej twarz w dłonie i zmusiłem, by na mnie spojrzała. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Jej oczy chyba lekko zwilgotniały.  
– Wiesz, że cię kocham – szepnąłem, czując przypływ odwagi. A może alkoholu. Cokolwiek to było, nie umiałem się powstrzymać. Czułem się jak dupek, skoro dopiero co posuwałem nieznajomą dziewczynę, a teraz wracałem do Valentiny – ale może tak miało być. Może byłem dupkiem. Wiedziałem, że i tak się nie powstrzymam. Oczy Valentiny rozszerzyły się ze zdumienia. Przygryzła delikatnie dolną wargę. – Powiedziałem ci to już dawno. To ty odeszłaś.
– Wiem… – Wyraźnie chciała powiedzieć coś więcej, ale nie mogłem zatrzymać mojego potoku słów:
– I wiem, że chcesz to naprawić. Ja też chcę. Tylko nie jestem pewny, jak to zrobić, dlatego… chyba dlatego robię wszystko, co niewłaściwe. – Uśmiechnąłem się blado, a Valentina parsknęła urywanym śmiechem. Była tak blisko, że czubki naszych nosów się stykały. Musiałem z sobą walczyć z całych sił, by nie przewrócić jej na kołdrę i nie zedrzeć z niej tego szlafroka. – I, oczywiście, zgadzam się ze wszystkim, co mówiłaś. O tej przyjaźni i w ogóle… ale… – Przysunąłem się jeszcze bliżej niej, o ile to w ogóle było możliwe. – Ale chwilowo nie jestem w stanie się powstrzymać.
– Przed czym? – wyszeptała, chwytając mnie za rękę.
– Przed tym. – Wychyliłem się i pocałowałem ją mocno. Dosłownie wszczepiłem się w jej usta, rękoma przyciągając ją bliżej siebie. Jedna z moich rąk samowolnie zsunęła się na jej biodra i zacisnęła. Drugą wplotłem w jej włosy, myśląc jednocześnie, jak bardzo pragnąłem to zrobić, od kiedy wróciła do mojego życia. Nagle wszystko było na swoim miejscu i tylko o tym potrafiłem myśleć, choć z tyłu głowy miałem pewną przejmującą myśl – że to tylko uczucia fizyczne, a nasze sprawy i tak wymagały poukładania, jeśli nie chciałem znowu cierpieć.  
Nie wiem, ile minut spędziliśmy na tym szaleńczym pocałunku, ale gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy, brakowało mi powietrza. Zorientowałem się, że uśmiecham się głupkowatym pijanym uśmiechem, dlatego starałem się przybrać neutralny wyraz twarzy. Valentina dyszała lekko, po czym poprawiła szlafrok, który lekko się rozsunął i wstała.
– Jak chcesz, możesz tu zostać na noc – rzuciła, jakby nic się przed chwilą nie wydarzyło. – Nie wyglądasz, jakbyś był w stanie wrócić do domu. Tylko… – Zmarszczyła delikatnie nos. – Zdejmij te ciuchy, co? Bo śmierdzą, jakbyś je wyprał w misce pełnej wódki.
Miała rację, a mnie w ogóle nie przeszkadzał fakt, że chciała, bym się rozebrał. Ciężko było mi się skupić na odpinaniu guzików, więc po chwili po prostu zerwałem z siebie koszulę, a kilka guzików oderwało się i potoczyło po podłodze. Jednym ruchem pozbyłem się spodni, zostając w samych bokserkach. Na twarzy znowu miałem ten głupkowaty uśmiech.
– Na noc, tak? – mruknąłem, podchodząc znowu do Valentiny. Nie mogłem się powstrzymać.
Uśmiechnęła się słodko i pocałowała mnie krótko, po czym stanowczo odepchnęła.  
– Ten pocałunek to jedyne, na co możesz dzisiaj liczyć. Właź do łóżka i śpij, jak grzeczne dziecko.
– Nie chcę spać sam – burknąłem, zachowując się istotnie jak dziecko, ale posłusznie powlokłem się do łóżka i opadłem na nie, przykrywając się kołdrą. Patrzyłem uważnie, jak Valentina ściąga z siebie szlafrok, zostając w samej kusej piżamce, na co zareagowałem cichym jękiem. Położyła się obok, przy samej krawędzi łóżka, odwrócona do mnie plecami.
– Dobranoc – powiedziała i po chwili zgasiła lampkę.  
Choć w głowie mi szumiało, nie mogłem zasnąć. Rozpraszał mnie zapach Valentiny, a także fakt, że była ode mnie całkiem odsunięta i wyraźnie nie chciała żadnego kontaktu fizycznego z moim ciałem. Przez alkohol chciało mi się chichotać i powstrzymywałem się ostatkiem sił. Zamiast tego ostrożnie przysunąłem się bliżej Valentiny. Wiedziałem, że nie powinienem, ale nie byłem w stanie leżeć spokojnie, gdy ona była obok. Delikatnie zadrżała, gdy objąłem ją w pasie i przytknąłem usta do jej ucha.
– Będziesz odsuwać się ode mnie całą noc? – szepnąłem, a ona westchnęła gwałtownie. Zapaliła z powrotem lampkę, wyrwała się z mojego uścisku, usiadła prosto i wbiła we mnie ostre spojrzenie.
– Liam. – Wyraźnie zaakcentowała każdą literę. – Dopiero co przyznałeś, że zaliczyłeś jakąś laskę w klubie. Mogę sobie jedynie wyobrażać, gdzie i jak to zrobiliście, i jak bardzo można to było zaliczyć do porno. Nie oczekuj, że po takiej informacji będę spała przytulona do ciebie. Rozumiesz? – Zajrzała mi głęboko w oczy, a ja nagle poczułem dojmujący wstyd. Chyba jeszcze nigdy się tak nie czułem. Jej wzrok uświadomił mi, że to, co zrobiłem, było naprawdę kretyńskie. Zarzekałem się przecież, że nie jestem taki, jak Finn. Chyba jednak pokładałem w siebie zbyt dużo wiary.
– Przepraszam – wymamrotałem tylko i opadłem z powrotem na poduszki. Valentina ponownie zgasiła lampkę, a ja wpatrywałem się w sufit, błagając, by głowa przestała mi wirować.
Ta wymowna cisza miała bardzo wyraźne brzmienie – stanowczo musiałem przestać zachowywać się jak głupi dzieciak.

***

Następnego dnia obudziłem się przed Valentiną. Spała tak mocno, że nie chciałem jej budzić. Głowa mi pękała, ale po cichu się ubrałem i już zamierzałem wyjść, ale przystanąłem. Delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Nie obudziła się, jedynie mruknęła coś i lekko poruszyła. Właściwie mógłbym tam stać w nieskończoność, ale stanowczo musiałem napić się wody i przespać we własnym łóżku, jako że tej nocy obecność Valentiny skutecznie mnie rozpraszała.
Gdy wtoczyłem się do domu, wszyscy jeszcze spali, co przyjąłem z ulgą, bo nie chciało mi się dalej kłócić z Alexią, czy tłumaczyć rodzicom mój żałosny stan. Zjadłem na szybko resztę zapiekanki z wczoraj, popiłem wodą proszki przeciwbólowe i powlokłem się do siebie. Ledwie rzuciłem się na łóżko, mój telefon zaczął pikać. Poderwałem się gwałtownie, myśląc, że to może Valentina – ale nadzieję zastąpiła irytacja, gdy na ekranie zobaczyłem imię Clary. Czy ta dziewczyna nie wyczuwała aluzji? Nie odpisałem na żadne jej wiadomości z wczoraj – to był chyba dosyć jasny komunikat.
Najwyraźniej nie.

CLARA: Zrobiłam coś? Dlaczego się nie odzywasz?

Zamierzałem ją zignorować po raz kolejny, ale to najwidoczniej nie działało, dlatego z westchnieniem zabrałem się za pisanie odpowiedzi.

LIAM: Nic nie zrobiłaś, byłem po prostu zajęty.

CLARA: Czym?

Chciała, bym się jej ze wszystkiego spowiadał? Bez przesady.

LIAM: Byłem na imprezie.

Czekałem na odpowiedź, ale przez dłuższą chwilę nie przychodziła, więc odrzuciłem komórkę i położyłem się na łóżku. Już prawie zasnąłem, gdy telefon znowu zaczął pikać. Wymamrotałem przekleństwo i ponownie podźwignąłem się do pozycji siedzącej, zdeterminowany, by przynajmniej wyciszyć telefon.

CLARA: Czy twoja propozycja pokazania mi miasta nadal jest aktualna?

Burknąłem kolejne przekleństwo.

LIAM: Trochę późno zadajesz to pytanie. Mówiłaś, że zostaniesz tu dwa tygodnie. Nie wracasz już do domu?

Nawet jeśli w moim pytaniu widać było nadzieję, to miałem to gdzieś.

CLARA: Wracam, ale zawsze fajniej jest zwiedzić coś, niż nic. No i chciałabym się pożegnać.

Już miałem jej odpisać, że w porządku, spotkamy się ten ostatni raz, ale mój palec zawisł nad ekranem. Przypomniałem sobie, co obiecałem sobie w nocy – koniec z głupimi decyzjami. Nie potrzebowałem  psychologa, by wiedzieć, że spotkanie z Clarą zaliczało się właśnie do tych głupich decyzji. Z pozoru było nieszkodliwe, ale wiedziałem, co o tym sądziłem – nie chciałem się z nią spotykać. Nie miałem żadnego obowiązku tego robić.

LIAM: Przykro mi, mam teraz dużo pracy przy nowej płycie. Ale życzę Ci udanego lotu.

Wyciszyłem komórkę z myślą, że może w końcu zrobiłem coś jak należy, a po paru sekundach już spałem.

***

Następnego dnia, gdy znowu czułem się jak człowiek, postanowiłem zabrać Alexię na kolację. Dalej była obrażona, że nie wziąłem jej na imprezę, a nie chciało mi się z nią kłócić, więc stwierdziłem, że kolacja powinna ją udobruchać. Dawno nie wychodziliśmy razem, więc miałem nadzieję, że się zgodzi.
Po obiedzie poszedłem do jej pokoju, a ona ledwo przeniosła na mnie wzrok, warknęła:
– Czego?
– Boże, jesteś subtelna jak rzut cegłą w czoło – parsknąłem i zamknąłem jej laptopa, w którego się gapiła, byle nie spojrzeć na mnie. – Przyszedłem się pogodzić.  
– Akurat.
– Naprawdę. Przepraszam, że nie zabrałem cię z nami na imprezę. Ale wiesz, nie masz pięciu lat, by się obrażać o takie rzeczy – dodałem, nie mogąc się powstrzymać.
Siostra prychnęła głośno.
– Nie umiesz przepraszać.
– Może i nie. – Wzruszyłem ramionami. – Tak, wiem, jestem okropnym bratem. Ale ten okropny brat chciał cię dzisiaj gdzieś zabrać.
– Gdzie?
– Na kolację.
Spojrzała na mnie uważnie, po czym pokręciła głową.
– Nie, dziękuję.
Westchnąłem ciężko.
– Dobra, jak chcesz.
Zamierzałem wyjść z jej pokoju, gdy nagle złapała mnie za rękę. Gdy na nią spojrzałam, miała nieco łagodniejszy wzrok.
– Jaką kolację?

***

Pozwoliłem Alexii wybrać lokal, ponieważ mi było wszystko jedno, a ona rozchmurzyła się po mojej propozycji, więc właściwie można było uznać, że się pogodziliśmy. Zamówiłem carbonarę, a ona stek z sałatką i pieczonymi ziemniakami. Porcja była ogromna, a Alexia dość chuda, ale i tak pochłonęła całą.
W połowie kolacji poczułem przemożną ochotę, by napisać do Valentiny, ale Alexia wyrwała mi komórkę z ręki.
– Ani mi się waż.
– Dlaczego? – obruszyłem się.
– Bo teraz jest czas kolacji brata z siostrą.
– Kolacji, na którą nawet nie chciałaś iść.
– Mniejsza z tym. – Alexia chyba uznała, że może się powymądrzać, bo już się najadła, a ja opowiedziałem jej cały wczorajszy wieczór. – Daj jej odetchnąć. Puknąłeś panienkę w klubie, po czym przyjechałeś do niej, śmierdząc jak gorzelnia, w dodatku musiała wąchać ten smród przez całą noc.
– Sama zaoferowała, żebym został.
– Naprawdę nie wiem, dlaczego.
– Ja też nie.
– Tak czy inaczej, daj jej spokój na jakiś czas. Może rzeczywiście upewnij się, że przestałeś się zachowywać jak debil i dopiero wtedy… – Alexia nagle urwała, bo przerwał jej czyjś głośny pisk:
– Liam! Cześć!
– O niebiosa – mruknąłem, podnosząc udręczony wzrok na Clarę, która machała do mnie z końca lokalu. – Jak to się, kurwa, stało?
– Myślałam, że pracujesz nad płytą. – Clara już przedzierała się w naszym kierunku przez pół knajpy. – Och… – Przystanęła, gdy zobaczyła Alexię. – Cześć…
– Cześć – mruknęła moja siostra, unosząc wysoko brwi i taksując Clarę spojrzeniem.
– Właściwie już wychodziłam, ale chętnie zostanę z wami. – Clara odrzuciła do tyłu warkocz i z promiennym uśmiechem wpakowała się z biodrami na mini kanapę, na której siedziałem. Odsunąłem się gwałtownie, nie mogąc uwierzyć w mojego pecha. Zacząłem gorączkowo myśleć, jak się jej pozbyć. – Wspaniałe jedzenie tu mają, prawda? Wprawdzie jestem tu dopiero drugi raz, ale wszystko jest takie pyszne – westchnęła gwałtownie, po czym spojrzała na talerz Alexii. – Ale ten stek jest chyba niedosmażony?  
– Jest bardzo dosmażony – odparła Alexia, ściągając brwi.  
– Jesteś pewna? Zobacz, tutaj… – Clara, ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu, wyciągnęła palec i już chciała pokazać Alexii miejsce, które według niej było niedosmażone, ale na szczęście Alexia miała szybki refleks i w porę odsunęła talerz. – No, nie wiem, jak dla mnie, powinnaś to oddać kelnerowi i niech przyniesie ci porządny stek.
– Dziękuję, poradzę sobie – syknęła Alexia, czerwona na twarzy. Jak widać, mojej siostrze Clara również nie przypadła do gustu. Zachodziłem w głowę, co mi strzeliło do łba, by w ogóle wymieniać się z nią numerami przy naszym pierwszym spotkaniu. Spojrzałem znacząco na Alexię, by zaczęła jeść szybciej i byśmy mogli stąd zniknąć. Na szczęście zrozumiała aluzję i zaczęła wcinać jak szalona, a ja odchrząknąłem i spojrzałem na Clarę.
– Fajnie było cię zobaczyć, ale zaraz będziemy się zbierać – powiedziałem neutralnym tonem, licząc na to, że i ona załapie aluzję. – Ty pewnie też. Kiedy masz lot?
– Lot? – Zmarszczyła brwi, a ja w duchu załamałem ręce.
– No tak. Lot. Do Hiszpanii.
– Och… – Uśmiechnęła się szeroko. – Jednak nie wracam.
– Co?
– Niespodzianka! Zostaję! – Jej uśmiech jeszcze się poszerzył. – Bardzo mi się tu podoba. Postanowiłam, że zostanę, znajdę sobie jakieś mieszkanie i pracę. Będziemy mogli się lepiej poznać. – Ścisnęła mnie za rękę, aż się wzdrygnąłem. – Muszę lecieć – dodała, zerkając na zegarek. – Pa! – Zanim zdążyłem się odsunąć, pocałowała mnie głośno w policzek, wstała i odeszła, kręcąc pośladkami.  
Osłupiały, spojrzałem na Alexię, której mina wyrażała więcej niż tysiąc słów.
– To co… dalej chcesz pisać do Valentiny, czy masz może nowe zmartwienie? – spytała ironicznie, a ja oparłem się o tył kanapy, przyciskając palce do skroni. Nagle odechciało mi się robić cokolwiek.

908 czyt.
100%122
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3213 słów i 18178 znaków, zaktualizowała 26 lip o 18:58.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 28 lipca ·

    Ta cegła chyba dotarła do celu chłop się znowu pogubił. Choć z drugiej strony sam obiecał, a teraz robi z dziewczyny durnia, to bardzo nie halo o nim świadczy. Dupek

  • Speker

    Speker · 26 lipca

    No tak i zapewne to nie jest Clara. Śmierdzi na kilometrów sto jakimś szfindlem. Napisane dobrze jak zawsze, ale ta nierówność co do Valentiny mnie powoli przerasta i ... irytuje. Liam chłopie bierz się w garść.