Dopóki wystarczy nam sił – 1o

Dwa dni później siedzieliśmy już w piwnicy Jacksona, usiłując w końcu zrobić ostateczną listę piosenek na płytę. Ku mojej uldze, Finn wyglądał nieco normalniej – poświęcił się w pełni komponowaniu piosenek i muzyki. Właściwie robił znaczną większość, a my z Jacksonem i Zackiem tylko coś wtrącaliśmy. Być może Finn potrzebował się czymś zająć, by nie myśleć o Alexii. Skoro chciał odwalać całą robotę, nie protestowałem. Dużo bardziej zajmowała mnie inna sprawa.
– Gdzie jest Valentina? – zapytałem Jacksona, gdy nie było jej po pół godzinie. Najpierw założyłem, że może się spóźni, ale gdy minęło trzydzieści minut, a jej nadal nie było, zacząłem się niepokoić.
– Nie przyjdzie.
– Co? Dlaczego?
– Pisała, że jest chora.
Chora? Naprawdę? Nie wiedziałem, czy mam w to wierzyć. Śmierdziało mi to wymówką, by nie musiała mnie oglądać. Typowe. Obiecała, że porozmawiamy, po czym nagle się rozchorowała? Nie było to niemożliwe, zwłaszcza że naprawdę wszyscy zmarzliśmy po wyjściu ze szpitala, ale i tak ciężko było mi uwierzyć w to, że była tak obłożnie chora, że nie mogła nawet przyjść do piwnicy, by razem z nami sporządzać piosenki na drugą płytę. A jeśli naprawdę się przeziębiła… no cóż, coś zakłuło mnie w sercu, gdy uświadomiłem sobie, że napisała o tym Jacksonowi, ale nie mnie.  
     Ukradkiem wyciągnąłem komórkę i napisałem do niej:

LIAM: Jesteś chora? Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Odpowiedź przyszła dopiero po dwudziestu minutach.

VALENTINA: Napisałam tylko Jacksonowi, by wiedział, że nie przyjdę i żebyście na mnie nie czekali. Totalnie mnie rozłożyło. Cały czas śpię.

LIAM: W takim razie wracaj szybko do zdrowia.

Nie uwierzyłem jej. Nie mogłem nic na to poradzić, nie wierzyłem jej i już. Zapewne po raz kolejny postanowiła stchórzyć, rzucić wymówkę o chorobie, by się ze mną nie spotkać i nie tłumaczyć mi tego, co desperacko chciałem wiedzieć. Pewnie już była w drodze do Hiszpanii. Od razu poczułem irytację. W głowie zakiełkowała mi myśl, by po wyjściu z piwnicy przejść się do hotelu i sprawdzić, czy faktycznie była chora, czy może po raz kolejny mnie okłamała.
     Gdy tylko postanowiłem, że to zrobię, spotkanie dłużyło mi się niesamowicie. Nie potrafiłem się już skupić na tym, co robiliśmy. Nie mogłem uwierzyć, że będąc głową zespołu, zawalałem jego sprawy przez dziewczynę. Jeszcze do niedawna tylko Zack, Jackson i Finn byli moim życiem, oni i ten zespół. Teraz nagle byłem w stanie myśleć jedynie o Valentinie i o tym, czy kolejny raz kłamała, by nie spojrzeć mi w oczy. Co się ze mną stało? Powtórka z Ashley? Znowu miałem być zakochanym kundlem, zapatrzonym ślepo w kobietę?
– Liam! – Usłyszałem nagle ostry krzyk i podniosłem gwałtownie głowę. – Ogłuchłeś już do reszty? – burknął Jackson, który wyraźnie miał do mnie jakieś pytanie.  
– Sorry, zamyśliłem się – odparłem automatycznie.
– To zacznij nas słuchać, bo zaraz wylecisz z zespołu. Nie będziemy sami zapieprzać tylko dlatego, że ty masz głowę w chmurach. Pomóż nam, to skończymy szybciej.
Miał rację, więc na dłuższą chwilę odłożyłem Valentinę na tył mojej głowy, starając się skupić na piosenkach. Parę godzin później w końcu dało to jakiś efekt – większość piosenek zyskała swój styl muzyczny, rytm i tempo. Wszyscy byliśmy dość zmęczeni, ale zadowoleni.  
– Dobra, w końcu coś ruszyło – odetchnął z ulgą Jackson, zbierając wszystkie zapisane kartki. – A teraz wypad, bo mam dosyć oglądania waszych twarzy.
– Z wzajemnością – rzuciłem, ubierając się. Zerknąłem na Finna, który w pośpiechu chował komórkę do kieszeni. Chciałem z nim pogadać, ale nie wiedziałem, czy przy chłopakach to był dobry pomysł. – Finn, może…
– Spieszę się – rzucił tylko i wypadł jak bomba z piwnicy. Patrzyłem za nim w osłupieniu. Nawet Zack zmarszczył brwi.
– A temu co? – zapytał, wstając z fotela i przeciągając się. – Osa go w chuja ugryzła?  
Ciekawiło mnie, dlaczego nie powiedział im o Alexii. Chyba byłoby to dla niego łatwiejsze, biorąc pod uwagę, że nie była ich siostrą, tylko moją. Wiedział, że sporo ryzykuje, przyznając się akurat mi, a mimo wszystko zaufał, że go nie pobiję ani nie ochrzanię. Nigdy nie byliśmy specjalnie bliskimi przyjaciółmi, ale teraz poczułem się doceniony – jakkolwiek to brzmiało.
– Ma problemy – odpowiedziałem wymijająco, chcąc uszanować prywatność Finna. – Lecę. Nara. – Czym prędzej wyszedłem z piwnicy, kierując się w stronę hotelu. Jeszcze pamiętałem numer pokoju Valentiny, choć szczerze mówiąc, poważnie się zastanawiałem, czy jeszcze tam była, czy może już kto inny zajmował jej miejsce. Z każdym kolejnym krokiem serce biło mi coraz szybciej. Zastanawiałem się, co zrobię, jeśli okaże się, że jej tam nie ma. Albo gorzej – jeśli okaże się, że mnie okłamała. Po raz kolejny. Ile jedna osoba jest w stanie znieść kłamstw i ucieczek?  
Wchodząc do hotelu, czułem na sobie czyjeś spojrzenia, ale nawet się nie zatrzymywałem. Wsiadłem do windy i pojechałem na piętro, gdzie Valentina miała pokój. Chwilę później, z sercem na dłoni, pukałem do drzwi. Nie otworzyły się, przez co mój niepokój jeszcze wzrósł. Zapukałem jeszcze raz. Dalej nic.  
– Valentina! – Zapukałem mocniej. – Otwórz!
Nareszcie usłyszałem za drzwiami jakiś ruch. Parę sekund później otworzyły się, a ja natychmiast poczułem się jak ostatni idiota. Po raz kolejny.  
– Liam? – Chrypiący głos Valentiny brzmiał, jakby nie był jej. – Co ty tu robisz?  
Oczywiście, że była chora. Otulona puchatym szlafrokiem, blada jak śmierć, zakatarzona, z chrypką, która mogłaby pobijać rekordy. Zapewne miała też gorączkę. Nie wyglądała dobrze. Oczy miała podkrążone i ogólnie wyglądała, jakby była krok od śmierci.  
– O rany… – Bez zaproszenia wszedłem do środka, podtrzymując ją, bo wydawało mi się, że jeszcze chwila i upadnie. – Wyglądasz koszmarnie.  
– Dzięki – wychrypiała, nawet nie mając siły się ze mną spierać. Odprowadziłem ją z powrotem do łóżka, czując się winny, że w ogóle mogłem podejrzewać ją o kłamstwo, gdy tak wyglądała. – Co tu robisz? – Ponowiła pytanie.
Sprawdzam, czy aby na pewno mnie nie okłamujesz, bo jestem idiotą.
– Myślisz, że zostawiłbym cię samą w chorobie? – Pomogłem jej oprzeć się o tył łóżka. – Jackson nas wykopał, więc postanowiłem, że zajrzę do ciebie. I dobrze, że to zrobiłem, bo wyglądasz jak z krzyża zdjęta.
– Jesteś uroczy – skwitowała, po czym dostała ataku kaszlu. Przyglądałem się jej coraz bardziej zmartwiony.
– To nie wygląda dobrze – orzekłem w końcu, a Valentina, choć nękana kaszlem, spojrzała na mnie z miną “co ty nie powiesz?”. – Powinnaś iść do lekarza.
– Już byłam.
– I nie przepisał ci żadnych leków?  
– Nie. Nie wiem, gdzie dostał licencję lekarską, ale to musiało być bardzo szemrane miejsce. Stwierdził, że nie jest to na tyle poważne, by dać mi antybiotyki. – Znowu zaczęła kaszleć. – To mam umrzeć, żeby było poważne?
Przyglądałem się jej ze zmarszczonymi brwiami, zastanawiając się nad moim następnym ruchem. Dopiero po chwili stało się dla mnie jasne, że może powinienem skończyć z myśleniem – przecież dobrze wiedziałem, co należało w tej chwili zrobić.
– Połóż się – zarządziłem, wstając, by okryć Valentinę kołdrą. – I prześpij trochę. Ja pójdę do apteki i załatwię ci jakieś leki bez recepty, żebyś się trochę wzmocniła. Zakładam, że nie chce ci się jeść, ale powinnaś przynajmniej dużo pić. – Omiotłem spojrzeniem jej pokój. Nie było tu za dużo asortymentu. – Kupię ci wodę i herbatę. Może jeszcze chusteczki, bo widzę, że ci się kończą. Potrzebujesz jeszcze czegoś?
– Liam, nie musisz… – Uniosła się na łokciu i chciała coś powiedzieć, ale kichnęła. Westchnęła i sięgnęła ręką do pudełka chusteczek, trafiając na ostatnią z nich. Wydmuchała nos i spojrzała na mnie niezbyt przytomnym wzrokiem. – Nie musisz się mną opiekować. Nie chcę, żebyś mnie taką widział. Jestem zmęczona, cała w zarazkach, wyglądam okropnie, a ty masz inne zajęcia. Jeszcze cię zarażę…
– Jeśli myślisz, że sobie pójdę, to chyba mnie nie znasz – skwitowałem. Wyciągnąłem rękę i pogłaskałem delikatnie jej policzek. – Jesteś chora, to fakt. Nie wyglądasz najlepiej, to też fakt. – Uśmiechnąłem się lekko. – I faktem jest też to, że chcę być przy tobie, nawet, gdy jesteś cała okropna i w zarazkach.
Przyjęła moje słowa z pewnym zdziwieniem – pewnie dlatego, że do tej pory byłem dobry jedynie w gadaniu, a nie w robieniu. Takie proste, a uświadomiłem sobie to dopiero teraz – liczyły się czyny, a nie słowa. Mogłem mówić, co mi ślina na język przyniosła, ale prawda była taka, że nieważne, jak Valentina wyglądała, chciałem być przy niej. Na dobre i złe.

***

Gdy wychodziłem z apteki, moja komórka zaczęła wibrować. Zdążyłem już zapomnieć o Clarze, dlatego porządnie się zirytowałem, gdy po raz kolejny zobaczyłem jej imię na ekranie. Czego to natrętne dziewczę znowu ode mnie chciało?

CLARA: Hej. Jak idzie praca przy nowej płycie?

Czy ona naprawdę jeszcze nie załapała, jak bardzo nie chciałem mieć z nią kontaktu? Wciąż obiecywałem sobie, że zmienię numer, ale w końcu przestałem o tym myśleć, bo i Clara na jakiś czas przestała do mnie wypisywać. Jak widać, nie była to trwała zmiana. Schowałem komórkę do kieszeni, kierując się z powrotem do Valentiny. Dała mi klucz, więc tym razem nie musiałem pukać. Gdy wszedłem do środka, panował mrok, a powietrze było ciężkie i dało się wyczuć, że przebywał tu ktoś chory. Najchętniej otworzyłbym wszystkie okna, by wywietrzyć, ale nie chciałem pogarszać stanu Val. Zerknąłem na nią, kładąc zakupy na stoliku. Oddech miała nierówny; pewnie ciężko jej się spało z zatkanym nosem. Rozpakowałem leki, po czym osunąłem się na fotel, dalej się w nią wpatrując. Zupełnie nie przypominała tej przebojowej dziewczyny, która wbiła mi się na koncert. Uśmiechnąłem się na to wspomnienie, przypominając sobie następne tygodnie, jej kolorowe sukienki i to, że wszędzie było jej pełno. Teraz leżała bez ruchu, wyglądając tak krucho, że nikt by nie pomyślał, że to ta sama dziewczyna. Dla mnie jednak zawsze wyglądała pięknie.
Siedziałem tak kilkanaście minut, aż Valentina nagle się poruszyła, po czym gwałtownie poderwała i rozejrzała się.  
– Liam?  
– Jestem tu – powiedziałem natychmiast, wstając z fotela i podchodząc do niej. – Chcesz coś do picia? Do jedzenia? Kupiłem ci leki. – Podszedłem z powrotem do stolika, by wyjąć po jednej tabletce z każdego opakowania. – Nie znam się na lekach, ale pani w aptece je polecała, więc powinny cię postawić na nogi…
Odwróciłem się po chwili i zobaczyłem, jak Valentina stacza się z łóżka i podchodzi do mnie.
– Sam fakt, że zostałeś i pomogłeś, też postawił mnie na nogi – powiedziała, uśmiechając się blado. – Czuję się odrobinę lepiej.  
– I tak masz wziąć te leki – zażądałem, a jej uśmiech się poszerzył.
– Tak jest, panie doktorze. – Posłusznie wzięła ode mnie tabletki i popiła je wodę. – Chyba wezmę prysznic. Zgrzałam się w tym szlafroku.
– Przynieść ci coś do jedzenia? – zaoferowałem się.
– Nadal nie chce mi się jeść. – Skrzywiła się delikatnie.
– W porządku. W takim razie zostanę tu i… poczekam, aż wyjdziesz.  
Musiała wiedzieć, że nawet, jak była chora, i tak mnie kusiło, by wejść z nią pod ten cholerny prysznic. Przez chwilę jej uśmiech wyglądał nawet zadziornie.
– Dziękuję, Liam. – Chwyciła mnie krótko za rękę, jak wtedy, w szpitalu, po czym ruszyła w stronę łazienki. Po drodze zrzuciła prowokacyjnie szlafrok, zostawiając go na podłodze i odsłaniając piżamę. Przełknąłem ślinę i odwróciłem wzrok.
– Właśnie odkryłem, że jestem całkiem porządny, więc nie prowokuj mnie! – zawołałem w jej stronę, gdy zamykała drzwi.
Usłyszałem tylko jej śmiech i mruknięcie:
– W żadnym wypadku, panie doktorze.

529 czyt.
100%111
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2257 słów i 12602 znaków.

1 komentarz

 
  • Speker

    Speker · 28 sierpnia

    A to zadziornica jaka xd
    Nie mogę doczekać się już ich rozmowy, co z tego wyjdzie? Będą razem szczęśliwą parą? Czy Clara jest psychiczna?  
    To i wiele więcej w następnym odcinku!

    Wiem, powinienem robić w marketingu