Dopóki wystarczy nam sił – 14

Parę dni później, przed nagraniami, wpadłem po Valentinę, bo mieliśmy jechać do studia razem. Myślałem, że będzie już gotowa, ale kiedy zapukałem, otworzyła mi Clara.
– Cześć – rzuciła, od razu odchodząc od drzwi. – Valentina się myje.
Nie uśmiechało mi się zostać sam na sam z Clarą, ale co miałem zrobić? Powoli zamknąłem drzwi i zerknąłem na nią ostrożnie. Myła naczynia i stała do mnie tyłem, jakby mnie tam nie było. Przez chwilę wspominałem te czasy, kiedy Sofía mnie szantażowała. Teraz jej kopia sprawiała, że czułem się cholernie niezręcznie.  
– I jak wam się tu mieszka? – rzuciłem po chwili, nie mogąc znieść tej okropnej ciszy. Jednocześnie modliłem się, by Valentina jak najszybciej wyszła spod prysznica i uratowała mnie.
– Spoko. – Clara nawet się nie odwróciła. Była dziwnie spokojna. Taka… normalna. Nie pasowało to do niej ani do jej wcześniejszego zachowania. Może ona miała schizofrenię albo jakieś inne podobne ustrojstwo? To by się zgadzało z tym, co mówiła o niej Valentina. – Ceny nie są z kosmosu, wszędzie mam blisko, w dodatku jest tu ładnie – dodała, opłukując talerz i odstawiając go z trzaskiem na suszarkę do naczyń.
– To dobrze – skwitowałem, zerkając w stronę łazienki. Dalej słyszałem szum wody. Czemu Clara nie wspominała nic o moim ostatnim smsie? Naprawdę zrozumiała aluzję? – Słuchaj… – powiedziałem nagle, podchodząc do kuchennego blatu tak, by mnie widziała. – Nie chciałbym jakichś problemów. Będę tu często bywał ze względu na Valentinę, a nie chcę, by między nami było niezręcznie.
– Z mojej strony nie musisz się niczego obawiać. – Dalej myła naczynia, nawet na mnie nie patrząc.
Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć.
– W porządku. – Podczas tej rozmowy dosłownie skręcały mi się flaki.
Z łazienki nagle przestał dochodzić szum wody. Byłem gotowy wparować tam i sam pomóc Valentinie się szykować, ale zamiast tego postanowiłem pójść do jej pokoju i tam poczekać.
Usiadłem na jej łóżku, nucąc pod nosem nasze nowe piosenki i co chwilę zerkając na drzwi. Valentina weszła przez nie parę minut później i na mój widok stanęła jak wryta.
– Boże – wydyszała, przyciskając dłoń do klatki piersiowej. – Chcesz, żebym dostała zawału?
– Nie wiń mnie, że tu siedzę, powinnaś już być gotowa – odparowałem, jednak wzrok miałem utkwiony w jej ręczniku, modląc się, by nagle spadł na podłogę. – I nie mogłem siedzieć z Clarą, bo fizycznie cierpiałem podczas rozmowy z nią. – Podniosłem się z łóżka i podszedłem do Valentiny. Pochyliłem się i pocałowałem jej obojczyk, wdychając jednocześnie zapach jej skóry. Miała jeszcze wilgotne włosy. – Wyglądasz obłędnie seksownie – mruknąłem, sięgając do jej ręcznika. – Może chcesz to zrzucić i wrócić do tego, co Clara nam ostatnio przerwała?
– Liam. – Odepchnęła mnie nagle. – Przestań.
Równie dobrze mogła wylać na mnie kubeł zimnej wody.
– Dlaczego mam przestać? – zapytałem po chwili. – Myślałem, że…
– Mieliśmy się przyjaźnić. – Poprawiła ręcznik i wbiła we mnie poważny wzrok. – Pamiętasz?
– Tak, ale…
– Ja naprawdę miałam na myśli przyjaźń. Tak naprawdę to cieszę się, że Clara nam wtedy przerwała.  
– To znaczy, że co? – zapytałem, nagle zirytowany. – Zwodziłaś mnie tyle czasu, by teraz mi powiedzieć, że chcesz się tylko przyjaźnić?
– Źle mnie zrozumiałeś. Chodzi mi o to, żebyśmy na razie trzymali ręce przy sobie i poznali się. Za szybko weszliśmy w ten związek i sam wiesz, jak to się skończyło. Nie chcę powtórki.
Ja też nie chciałem, ale czego ona oczekiwała, wchodząc tu w samym ręczniku? Że będę podziwiał sufit?
– Odnoszę wrażenie, że mnie odpychasz – burknąłem, siadając z powrotem na łóżku.
Westchnęła, zirytowana.
– Bo chcę na razie wszystko wyjaśnić i zrobić to jak należy. Gdy teraz utoniemy w seksie, to nigdy się nie poznamy i nie stworzymy udanego związku. – Podeszła do łóżka i usiadła obok mnie, zachowując jednak lekką odległość. – Dlatego proszę cię o czas. O dystans. Bądźmy przyjaciółmi, pracującymi nad tym, by połączyło nas coś więcej, tym razem na stałe.
W głowie miałem pustkę. Z jednej strony jej słowa miały sens, ale z drugiej przypomniały mi się nagle wszystkie ostrzeżenia Clary, Sofii, nawet Grace – o tym, że Valentina mnie zwodzi, że nie jestem z jej ligi, że tylko się mną bawi, a na koniec mnie zniszczy. Powinienem im uwierzyć?
– Powiedz, że ci na mnie zależy. – Podniosłem głowę i spojrzałem jej głęboko w oczy, jakbym mógł ujrzeć w nich całą prawdę. – Tylko o to proszę. Muszę to wiedzieć. Mogę się wstrzymać, choć jest mi ciężko, gdy cię widzę, ale nie wytrzymam, jeśli będziesz trzymała mnie na taki dystans. Muszę wiedzieć, czy coś do mnie czujesz.
Wyglądała tak uroczo z tymi wilgotnymi włosami. Była tuż obok, na wyciągnięcie ręki, a ja i tak nie mogłem jej mieć. Nie wiedziałem, czy w ogóle kiedykolwiek to stanie się możliwe.
– Gdyby mi na tobie nie zależało, odeszłabym już dawno. Odeszłabym do kogoś nowego, z kim nie mam skomplikowanej historii. Wybrałabym łatwiejsze rozwiązanie. Zaczęłabym z kimś nowym. Nie uważasz, że to byłoby łatwiejsze, niż naprawianie tego, co się między nami popsuło?
– Może i tak – przyznałem niechętnie.
– A więc uwierz mi, Liam… – Zbliżyła usta do mojego ucha, powodując przyjemne dreszcze. – Że nie starałabym się tak dla kogoś, na kim by mi nie zależało – wyszeptała. – Zdarłabym z ciebie ciuchy i zaraz byłoby po wszystkim. Ale chcę się postarać, byśmy tym razem przetrwali.
Głęboko odetchnąłem po jej słowach.
– W porządku. – Poddałem się. Zerknąłem na nią. Marzyłem, by ją pocałować, ale skoro chciała dystansu… – Tylko błagam, przebierz się w jakieś normalne ciuchy, bo już dłużej nie wytrzymam. – Zerwałem się z łóżka i wyszedłem na korytarz. Ta dziewczyna wpędzi mnie do grobu.

***

Spędziliśmy w studiu kilka ładnych godzin, po których byłem głodny jak wilk. Normalnie pewnie poszedłbym gdzieś tylko z Valentiną, ale skoro już uzgodniliśmy, że będziemy tylko przyjaciółmi, musiałem unikać spędzania z nią czasu na sam, więc zaproponowałem wspólne wyjście do restauracji. Chłopaki oraz Alexia przyklejona do Jacksona skutecznie odwracali moją uwagę od Valentiny i od tego, że wciąż miałem ją przed oczami, ubraną tylko w skąpy ręcznik.
– Słyszałem, że znalazłaś mieszkanie – zagadnął ją Jackson. – I jak ci się mieszka?
– Bardzo dobrze. Fajnie w końcu mieć coś swojego, a nie siedzieć w hotelu.
Pogrążyli się w rozmowie, więc dogoniłem Finna, który szedł przed nami, nie odzywając się do nikogo.  
– Jak się trzymasz? – rzuciłem, klepiąc go w plecy.
– Jakoś. – Wzruszył tylko ramionami.
– Bo nie wyglądasz najlepiej.
– Dzięki.
– Może faktycznie powinieneś kogoś przelecieć… tak tylko, żeby przypomnieć sobie o starym Finnie. – Zajebista propozycja, Liam. Jeszcze trochę i zostaniesz alfonsem.
– Nie sądzę, by mi się to udało. – Posłał mi krzywy uśmiech.  
– Nie przesadzaj, trochę chęci i…
– Chęć mam jedynie na Alexię – przerwał mi. – Na żadną inną mi nie staje.
– Jezu, Finn! – Skrzywiłem się potwornie. – Bo rzygnę. Nie mów mi takich rzeczy.
– To przestań próbować mnie pocieszać, bo idzie ci koszmarnie.  
Miał rację, ale dalej się krzywiłem.
– Po prostu cię nie poznaję. Żadna inna dziewczyna nigdy tak ci nie namieszała w głowie.
– Nie pomagasz – warknął i przyspieszył kroku. Nie zamierzałem go gonić. I tak nie wiedziałem, co miałbym mu powiedzieć. Zerknąłem na Alexię i Jacksona – szli przytuleni, prawdziwe papużki nierozłączki. I co, miałbym powiedzieć Finnowi, żeby się nie martwił, bo pewnie i tak się wkrótce rozstaną? Lepiej było chyba nie mówić nic.
W restauracji usiadłem jak najdalej od Valentiny, by nie kusiły mnie jej odsłonięte nogi. Gdy wyszedłem z pokoju, wyszła z niego po chwili ubrana jak zwykle w sukienkę. Włosy zostawiła wilgotne, które poskręcały jej się w fale po wyschnięciu. Wyglądała pięknie, na tyle, że nie ufałem sobie w jej obecności. Zamówiłem carbonarę i próbowałem skupiać się tylko na makaronie, gdy wokół mnie wszyscy gawędzili.  
W pewnym momencie zadzwoniła komórka Valentiny. Moją pierwszą myślą był Marcus i od razu poczułem napięcie w mięśniach. Valentina przeprosiła nas i odeszła od stołu, przykładając komórkę do ucha. Nie tknąłem swojego dania, dopóki nie wróciła do stołu z dziwną miną.
– Kto to był? – zapytałem, nie mogąc się powstrzymać.  
Tylko nie Marcus.
– Mój agent. Powiedział, że polecił mnie jakiemuś reżyserowi i mam iść na casting do jego nowego filmu.
– To świetnie! – ucieszyłem się, ale ona wydawała się zmartwiona.
– Val, o co chodzi? – wtrąciła Alexia, szturchając ją łokciem. – Przecież to dobra wiadomość.
– Ten film to thriller. Nigdy w takim nie grałam. Jestem dobra tylko w romansidłach. Z kiepską fabułą. – Wywróciła oczami.
– Skoro nigdy w takim nie grałaś, nie możesz wiedzieć, czy jesteś w tym dobra czy nie – zauważył rozsądnie Jackson. Zack ochoczo pokiwał głową. – Zgódź się. Idź na ten casting. To przecież szansa.
– Będziemy cię wspierać – dodałem.  
– Absolutnie – powiedziała Alexia, ściskając dłoń przyjaciółki.
Wszyscy spojrzeli na Finna, który podniósł wzrok znad jedzenia i wydukał:
– Co? A, tak. No pewnie, Val, idź po swoje. Niech padną na kolana.
Pewnie nawet nie słuchał, o czym mówiliśmy, ale nie winiłem go. Miał własne problemy – no i to, że nie interesował się Valentiną, było dobrym znakiem.
Valentina się uśmiechnęła, ale dalej wyglądała dość niepewnie. Nie chciałem już dłużej ciągnąć na głos tego tematu, dlatego wyciągnąłem komórkę i napisałem do niej smsa:

LIAM: Głowa do góry. Przecież sobie poradzisz.

Patrzyłem, jak wyjmuje komórkę z torebki, czyta wiadomość, kręci głową z uśmiechem i odpisuje.

VALENTINA: Skąd wiesz? Nigdy nie grałam w thrillerze. Może się okaże, że Sofía miała rację, kiedy mówiła, że potrafię się tylko wdzięczyć do kamery.

LIAM: Dlatego wątpisz w siebie? Przez słowa tej idiotki? Ja Ci mówię co innego. Dobrze wiesz, kogo powinnaś słuchać.

Przygryzła wargę, ale nie odpisała, więc napisałem kolejną wiadomość:

LIAM: Będę obok Ciebie przez cały czas.
LIAM: Jak przyjaciel.

Patrzyłem przez stół, jak parska urywanym śmiechem i rzuca mi rozbawione spojrzenie.  

VALENTINA: Normalnie wynagrodziłabym Cię za to mocnym buziakiem albo może nawet czymś więcej.

Cholerna prowokantka.  

LIAM: Przestań. Czuję się niekomfortowo. Jesteś moją przyjaciółką, w życiu się z Tobą nie prześpię, więc nawet nie proś.

Znowu się roześmiała i wyglądało to cudownie. Puściła do mnie oczko, po czym schowała komórkę do torebki. Przez resztę kolacji po prostu się na nią patrzyłem, za wszelką cenę próbując nie być znowu zakochanym szczeniakiem, jak przy Ashley, ale to było na nic – wpadłem po uszy, jeszcze bardziej, niż przedtem.

367 czyt.
100%113
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2039 słów i 11531 znaków.

3 komentarze

 
  • Iga21

    Iga21 · 4 wrz 1:25

    Rzecz jasna, że zestaw na tak.  
    Ciekawe jak długo wytrzymają w takim układzie włącznie z celibatem
    Czekam na c.d

  • AnonimS

    AnonimS · 3 wrz 16:06

    Ciekawy ten celibat..zestaw na tak. Pozdrawiam

  • Speker

    Speker · 3 wrz 13:19

    To chociaż nie mogą zostać parą i czekać na seks? Przecież taki układ jest bez sensu.
    Fajnie, że tak często dodajesz