Dopóki wystarczy nam sił – 16

Obudziłem się po paru godzinach, gdy już świtało. Podniosłem  się z jękiem, czując ostry ból przenikający kręgosłup. Głowa łupała mnie niemiłosiernie, w dodatku nadal leżałem na podłodze obok kieliszków. Ledwo podźwignąłem się na nogi, nie rozumiejąc, co się stało. Jeszcze nigdy nie urwał mi się film po alkoholu. Dlaczego właśnie teraz? Rozejrzałem się dookoła, mrużąc oczy. Ani śladu Clary. Doczłapałem się do łazienki i zobaczyłem Valentinę skuloną na podłodze.
– Martínez – stęknąłem, pochylając się nad nią i łapiąc jej ramię. Musiałem to powtórzyć jeszcze kilka razy, zanim otworzyła oczy. – Obudź się. Wstawaj.
– Do jasnej… – jęknęła, powstrzymując odruch wymiotny. Pomogłem jej się podnieść, czując się jak osiemdziesięciolatek. – Co się stało? Czemu tu leżę?
– Sam chciałbym znać odpowiedź na to pytanie – mruknąłem. W głowie mi szumiało, huczało, w dodatku miałem wrażenie, jakbym nieco ogłuchł. – Chodź, napijmy się wody.
Podreptaliśmy do kuchni jak na skazanie, a gdy dorwaliśmy się do chłodnej wody, picie zdawało się nie mieć końca. Valentina znalazła jakieś tabletki przeciwbólowe, więc oboje łyknęliśmy po kilka pastylek, po czym poszliśmy położyć się na jej łóżku, niezdolni nawet do rozmowy. Obudziliśmy się po paru godzinach, ponownie odwodnieni, ale już z mniejszym bólem głowy. Napiliśmy się kolejnej solidnej porcji wody i dopiero wtedy byliśmy w stanie porozmawiać.
– Co się tam wczoraj stało? – wyjęczała Valentina, przykładając sobie do czoła zimną szklankę. – Nie rozumiem. Poszłam wymiotować, a potem zasnęłam na podłodze?
– Nie mam pojęcia – przyznałem. – Nie zdążyłem nawet do ciebie zajrzeć. Zacząłem rozmawiać z Clarą, a potem odpłynąłem.
– Jeszcze nigdy nie zemdlałam po alkoholu – mruknęła Valentina, pochylając głowę, jakby chciała się położyć na stoliku. – Nie rozumiem, co się stało. Nie wypiłam aż tak dużo.
Ja też nie rozumiałem, ale byłem zbyt zmordowany, by rozstrząsać sytuację.
– Gdzie Clara? – zapytała po chwili Valentina.
– Nie mam pojęcia. Nie było jej, gdy się ocknąłem.
– Całowaliście się jeszcze, gdy poszłam? – zapytała ironicznie.
– Sama się na to zgodziłaś – odparowałem, nie chcąc się zbytnio denerwować, bo głowa nadal mi pękała. – Pretensje możesz mieć do niej albo do siebie. Ja nie miałem zamiaru się z nią całować. – Zerknąłem na moją komórkę, która leżała na stole. Migała jak szalona. Zacząłem odczytywać smsy od Jacksona. – Cholera, to Jackson. Mamy dziś pójść do studia i dokończyć nagrywanie.
– Nie jestem w stanie śpiewać.
– Ani ja – mruknąłem. – Zapytam, czy możemy przełożyć to na jutro. – Napisałem szybką wiadomość i odłożyłem komórkę, z powrotem wbijając wzrok w przymrużone oczy Val. – Dlaczego się zgodziłaś, by mnie pocałowała? Aż tak ci na mnie nie zależy?
– A co miałam powiedzieć? Zrobić scenę, jak nawet nie jesteśmy razem? – odparła, krzywiąc się. – Jasne, że mi to przeszkadzało, ale prawdę mówiąc, nie sądziłam, że ona to faktycznie zrobi.
Ja też nie sądziłem, ale i tak byłem zły, że Valentina mogła się zgodzić na coś takiego, nawet w żartach.
– O co chodziło z wczorajszym telefonem? – zapytałem po chwili, przypominając sobie mgliście, że Valentina z kimś rozmawiała.
– Dzwonił mój agent w sprawie tego castingu.
– Szybko.
– Owszem. Okazało się, że są mną bardzo zainteresowani.
– To świetnie! – Może moja mina nie odzwierciedlała tego, jak się cieszyłem, bo wszystko mnie bolało, ale naprawdę poczułem się lepiej na wiadomość, że Valentinie tak dobrze poszło. – Mówiłem ci, żebyś uwierzyła w siebie i wszystko będzie dobrze. Skoro są tobą zainteresowani, to dlaczego się nie cieszysz? – Popatrzyłem pytająco na jej pochmurną minę, a ona westchnęła.
– Bo postawili mi warunek. Zatrudnią mnie, jeśli zgodzę się zagrać razem z Marcusem.
Że co?
Chciałem coś powiedzieć, ale milczałem, przetwarzając tę informację.
– Dlaczego? – odezwałem się w końcu. – Czemu im tak zależy, żeby to akurat był Marcus?
Valentina znowu westchnęła.
– Chyba uważają, że jest między nami chemia. Nie znam szczegółów fabuły, ale na pewno będzie co najmniej jedna, mocno erotyczna scena i dlatego… – urwała, czekając na moją reakcję, ale ja znowu milczałem. Gapiłem się na ścianę, jakby ona miała mi powiedzieć, jak mam na to zareagować.
– Powiedz coś – powiedziała Valentina tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
– Niby co?
– Cokolwiek.
– Przecież ci tego nie zabronię. Nie jesteśmy parą – rzuciłem sarkastycznie.
– Liam…
– Choć na samą myśl, że on znowu będzie miał do ciebie dostęp, że będziesz spędzać z nim więcej czasu, niż ze mną… że będziesz z nim kręcić porno sceny, a on znowu będzie cię dotykał… – Samo wypowiadanie tego na głos sprawiało mi ból, nawet nie zauważyłem, kiedy zacisnąłem dłoń w pięść. – Nie. Nie wytrzymam tego.
– Co to znaczy? – Głos Valentiny stał się nagle lodowaty. – Nie będziesz chciał już ze mną być?
– I tak z tobą nie jestem! – Gwałtownie wstałem od stołu, nagle wypełniony wściekłością. – Nie jesteśmy razem, bo ustalasz jakieś idiotyczne zasady, chcesz się cofać do początku, przyjaźnić się! Też coś! Dobrze wiesz, że cię kocham, a oddalasz się ode mnie, zapewne po to, by w razie czego mieć sposobność znowu uciec! – krzyknąłem, a ostry ton rozniósł się echem po mojej głowie. O parę sekund za późno zrozumiałem, co powiedziałem. Valentinie zadrżała lekko dolna warga. Po chwili wstała od stołu i rzuciła mi zranione spojrzenie.
– Dziwisz się, że nie jesteśmy razem? Widzisz problem tylko we mnie, a nie tylko ja tu jestem winna – powiedziała oschle. – Wciąż mi nie ufasz. Powiedziałam ci, że mi też zależy i że nie odejdę, a ty jednak dalej myślisz, że ucieknę. Skoro mi nie wierzysz, jaki jest sens bycia razem? – rzuciła i odeszła w stronę swojego pokoju, by po chwili trzasnąć głośno drzwiami.

***

Przesunęliśmy nagrania o dwa dni, więc miałem czas, by na spokojnie wyleczyć się z kaca. Po kłótni z Valentiną powlokłem się do domu, czując się jak gówno. Zamknąłem się w pokoju, zasłoniłem okna i tylko na zmianę spałem i jadłem, zastanawiając się nad naszą rozmową. Nie rozmawiałem z nią od tamtej pory i nie wiedziałem, czy nawet chciałem rozmawiać – bo co miałbym jej powiedzieć? Że zabraniam jej przyjęcia roli ze względu na Marcusa? Choć mnie kusiło, wiedziałem, że to byłoby przegięcie. Nie mogłem stawać jej na drodze do kariery, nawet jeśli na samą myśl o tym idiocie ogarniała mnie żądza mordu.
Gdy poszedłem do studia, prawie nie pamiętałem, które piosenki zostały nam jeszcze do nagrania, więc Jackson rzucał mi nieprzychylne spojrzenia, choć i tak powstrzymywał się od komentarzy. Po dwóch espresso w końcu byłem w stanie się ogarnąć. Valentina nie odzywała się do mnie, nie licząc powitania. Stała w jednym miejscu i ciągle czytała tekst, choć znała go już na pamięć. Skoro nie chciała ze mną gadać, nie zamierzałem się prosić. Stałem jak najdalej od niej i udawałem, że nie widzę pytających spojrzeń reszty zespołu.
Reszta nagrań poszła szybko, wyjątkowo obyło się bez dużej ilości powtarzania. Po ostatniej piosence w studiu rozległy się brawa. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie, jak skończyliśmy nagrania do pierwszej płyty – wtedy odczuwałem większą satysfakcję, niż teraz, ale to uczucie i tak było przyjemne i nie dało się go niczym zastąpić. Wiedziałem, że po raz kolejny udało mi się coś zrobić do końca, coś, nad czym ostro pracowałem i mogłem w końcu widzieć owoce tej pracy. Już wyobrażałem sobie następną trasę koncertową – tym razem bez początkowego elementu zaskoczenia.
To przypomniało mi o Valentinie i momentalnie spochmurniałem.
Tym razem nie było z nami Alexii, więc Finn był nieco żywszy – w końcu zaczął trochę gadać, a nie zachowywać się jak jaskiniowiec. Rozluźnił się jeszcze bardziej, gdy przed studiem natknęliśmy się na czekających na nas dziennikarzy. Uwielbiający wywiady Finn od razu się wyprostował i z uśmiechem godnym gwiazdy otwierał usta, by coś powiedzieć, gdy okazało się, że to nie nim byli zainteresowani.
– Valentina! – przekrzykiwali się, wyciągając mikrofony w stronę Val, która stała jeszcze przy samych drzwiach, zaskoczona. – Czy to prawda, że zagrasz główną rolę w najnowszym thrillerze Jonathana Mercy’ego?
– Valentina! Czy Marcus O’Reilly zagra razem z tobą?
– Podpisałaś umowę?
– Czy skomentujesz waszą ponowną współpracę?  
– Czy Liam Miller i Samantha Griffin nie będą zazdrośni o waszą erotyczną scenę?
Nie chciałem tego słuchać. Patrzyłem, jak Valentina podchodzi do dziennikarzy i coś im odpowiada, ale moje ciśnienie było już wysokie. Zastanawiałem się, czy dziennikarze jak zwykle poszli z wydarzeniami do przodu, czy Valentina faktycznie zgodziła się na współpracę z Marcusem, nie mówiąc mi o tym. Skoro nawet dziennikarze wiedzieli o planowanej mocno erotycznej scenie, to jak mocna mogła ona być?
– Nie jesteśmy razem – rzuciłem nagle. Dziennikarze urwali w pół słowa, podobnie jak Valentina i wszyscy na mnie spojrzeli. – Nie jesteśmy razem – powtórzyłem. – Więc na pewno nie będę zazdrosny. – Po tych słowach odwróciłem się i odszedłem, ignorując dziennikarzy, którzy chcieli zasypać mnie pytaniami. Miałem to gdzieś.

***

Wróciłem do domu cholernie zirytowany. Chciałem się walnąć na łóżko i już z niego nie wstać, ale opanowałem się i pomogłem mamie zrobić obiad, który potem wspólnie zjedliśmy. Po obiedzie Alexia wyszła z domu, zapewne do Jacksona, rodzice poszli oglądać telewizję, a ja powlokłem się na górę i uruchomiłem laptopa. Wpisałem w wyszukiwarkę “Marcus O’Reilly”. Sekundę później wyświetliły mi się artykuły. Przesunąłem wzrokiem po tytułach. Kilka z nich spekulowało, czy zagra w filmie razem z Valentiną, ale jeszcze nigdzie nie widziałem jego zgody. Zamknąłem laptopa, zastanawiając się, co ze sobą zrobić. Nadal byłem wkurzony, tylko już nie wiedziałem, na kogo – na Clarę? Valentinę? Marcusa? Chyba na każdego po trochu, a najbardziej na siebie. Zgodziłem się na tę durną przyjaźń i teraz tego żałowałem. Valentina miała rację – nie wierzyłem jej. Bałem się, że gdy znowu zrobi się trudno, ona ponownie ucieknie. Bałem się, że tak naprawdę jej na mnie nie zależało. Nie wiedziałem, co by musiała zrobić, bym w końcu nabrał pewności. Westchnąłem ciężko. Nie widziałem rozwiązania – ona nie chciała być w związku. Ja nie chciałem się przyjaźnić, choć sam dopiero wypaplałem dziennikarzom, że nie jesteśmy razem. I po co? Chciałem zrobić na złość Valentinie, pokazać jej, że to wszystko mnie jednak nie obchodzi. Idiotycznie zrobiłem. To wszystko było idiotyczne, a ja, zamiast pogadać z Valentiną twarzą w twarz, siedziałem w pokoju i gadałem do siebie.
Wstałem gwałtownie i zszedłem na dół. Wychodząc z domu, złapałem szybko kurtkę, bo zaczynało się już robić ciemno. Wsiadłem szybko do samochodu i pojechałem do Valentiny.
Nawet nie pukałem, w dodatku drzwi były otwarte. Zdjąłem buty, rozglądając się za Clarą, ale kuchnia i przedpokój były puste. Poszedłem prosto do pokoju Valentiny. Tym razem zapukałem.
Otworzyła mi z lekko czerwonymi oczami.
– Co tu robisz? – zapytała cierpko. – Chcesz mi jeszcze raz powiedzieć, że nie będziesz zazdrosny, bo nie jesteśmy parą? – Odeszła od drzwi, by usiąść na łóżku. – Nie kłopocz się – dodała. – Twoje słowa obiegły już cały internet.
Dobra, to mi się należało.
– Przepraszam. Dobrze wiesz, że jest inaczej.
– Więc po co mówiłeś to dziennikarzom?
– Byłem wściekły. – Podszedłem do niej i usiadłem obok. – I głupio zrobiłem.
– Idiotycznie – mruknęła Valentina, podciągając nogi do klatki piersiowej i obejmując je ramionami. – To było jak policzek. Chciałeś za wszelką cenę udowodnić wszystkim wokół, że masz mnie gdzieś.
Czułem w środku palący wstyd. Po raz kolejny zachowałem się jak skończony kretyn, choć obiecałem sobie, że z tym skończę.
– Przepraszam – powtórzyłem, bo nie wiedziałem, co innego mogłem powiedzieć. – Wynagrodzę ci to. Powiem im, że wtedy kłamałem, bo nie chciałem pokazać, że mi zależy. Powiem cokolwiek…
– Nie będziesz musiał – przerwała mi.
– Jak to?
– Nie przyjmę tej roli. Już zadzwoniłam do agenta i odmówiłam. Jeśli Marcus aż tak bardzo ci przeszkadza, nie będę z nim grać.
Po jej słowach miałem mieszane uczucia – z jednej strony był to wielki gest z jej strony, dowód, że traktowała mnie poważnie, ale z drugiej… poczułem się jeszcze gorzej. Tak jakbym stał jej na drodze do kariery. Jakbym nie mógł zapanować nad własnymi uczuciami, przełknąć dumy.
Sięgnąłem po komórkę Valentiny, która leżała na biurku i podałem jej.
– Zadzwoń do agenta.
– Po co?
– Powiedz, że przyjmujesz rolę.
– Wcale nie – rzuciła ostro, odrzucając komórkę.
– Tak – powiedziałem stanowczo. – Powiedz, że zgadzasz się na Marcusa. Na wszystkie erotyczne sceny, jakie się zamarzą reżyserowi.
– Liam, nie musisz tego robić. – Wręczyła mi z powrotem swoją komórkę. – Chcę ci udowodnić, że liczę się z twoim zdaniem. Że nie ucieknę.
– Wiem. Jestem idiotą, ale wiem. Przepraszam cię za to. – Tak cholernie chciałem ją przytulić, ale wiedziałem, że nawaliłem. Musiałem trzymać się na dystans, skoro tego chciała – w końcu ona właśnie odrzuciła rolę w filmie. Dla mnie. Skoro ona potrafiła zrobić coś takiego, ja mogłem się opanować ze swoimi uczuciami. Ponownie podałem jej komórkę. – Dzwoń do agenta. To twoja szansa. Nawet, jeśli Marcus będzie obok ciebie, masz szansę się wykazać. Sama mówiłaś, że nie chcesz już grać w tanich romansidłach. Zgódź się. – Wyciągnąłem rękę, by ścisnąć lekko jej dłoń. – Proszę. Zrób to dla siebie. Dla swojej kariery. Jakoś to wytrzymam. – Uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Valentina nieśmiało odwzajemniła uśmiech.
– Dziękuję – szepnęła, po czym odblokowała ekran i wybrała numer agenta. Słuchałem, jak mówi mu, że jednak się zgadza i żeby przekazał to Marcusowi. Wstałem z łóżka, by się przeciągnąć, po czym podszedłem do okna i otworzyłem je. Valentina po chwili podeszła do mnie.
– Obejrzysz ten film? – rzuciła z uśmiechem. – Czy będziesz się mnie bał?  
Ulżyło mi, że wspomniała o charakterze filmu, a nie o scenie erotycznej.
– Na co dzień też się ciebie boję – zażartowałem, a ona stuknęła mnie w ramię ze śmiechem. – Ale liczę, że zaprosisz mnie na premierę.
– Masz to jak w banku. – Uśmiechnęła się szeroko. – Jeszcze raz ci dziękuję. Naprawdę nie mogę się doczekać – przyznała.  
Miała na twarzy wymalowaną taką ekscytację, że automatycznie chciałem ją przytulić – oczywiście, po przyjacielsku – kiedy nagle gdzieś obok mnie usłyszałem świst i brzęk tłuczonego szkła. Nie wiedziałem, co się stało, ale automatycznie pchnąłem Valentinę na podłogę. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem, że okno jest rozbite. Kawałki szkła leżały na podłodze, a obok nich spory kamień.
– Co to było? – Usłyszałem Valentinę, ale nie odpowiedziałem jej, bo podniosłem się szybko z podłogi i doskoczyłem do okna, wychylając się na zewnątrz i szukając tego, kto rozbił szybę. Zobaczyłem jakąś dziewczynę, która szybko uciekała, pochylona, by nie było widać jej twarzy.
– Jakaś dziewczyna rzuciła kamieniem w okno. – Odwróciłem się i pomogłem Valentinie wstać. – Cholera jasna, mogła cię trafić. – Zerknąłem na kamień i aż zadrżałem. Był duży, ciężki, gdyby trafił Valentinę, mogło się to skończyć dużo gorzej, niż tylko rozbitym oknem.
Valentina podeszła do okna i też się rozejrzała. Uciekająca dziewczyna była już na końcu ulicy, ale nagle na twarz Val wpłynęło zrozumienie.
– Wiem, kto to – powiedziała gorzko.
– Wiesz? – Nie kryłem szoku. – To znaczy, że to już się kiedyś zdarzyło? Znasz ludzi, którzy rozbijają ci okna?
– To nie tak.
– Kto to był?
– Samantha – rzuciła, wychodząc z pokoju i idąc do kuchni po zmiotkę. Poszedłem za nią.
– Samantha? – Gdzieś już słyszałem to imię, ale nie byłem w stanie sobie przypomnieć.
– Samantha Griffin. Dziewczyna Marcusa.  
– Skąd to wiesz? – drążyłem, idąc za nią z powrotem do pokoju. – Przecież prawie nie było jej widać. – Nagle zrozumiałem. – Zrobiła ci już coś?
– Kiedyś wypisywała do mnie różne smsy… – Pochyliła się i zaczęła zbierać kawałki szkła. – Kiedy Marcus zaczął się z nią spotykać, ale dalej się mną interesował. Zdobyła mój numer i mi groziła…
– Żartujesz sobie? – Zniżyłem się, by jej pomóc ze szkłem, ale ciśnienie miałem już na pograniczu. – Nękała cię i nie zgłosiłaś tego?  
– Rozumiem ją. Jest nieszczęśliwa i zazdrosna. Chciałaby całej uwagi Marcusa, a on, no cóż… – Dalej zbierała szkło, nie patrząc na mnie. – Marcus woli mieć kogoś, niż nikogo. Ona go kocha. Woli wyeliminować zagrożenie, niż znaleźć kogoś, kto będzie ją szanował. A ja… wiem, jak to jest kochać kogoś tak, by nie chcieć odejść mimo bólu. – Podniosła się i otrzepała ręce, unikając mojego wzroku.
Miałem bolesne przeczucie, że nie mówiła o mnie, ale nie chciałem się zagłębiać w ten temat.
– Valentina, musisz to zgłosić. To nie jest normalne. – Starałem się nie podnosić głosu, ale krew we mnie buzowała. – Spójrz na ten kamień! Mało brakowało, a by cię trafiła. Kto wie, co zrobi następnym razem? Normalni ludzie, nieważne, jak zazdrośni, nie rzucają kamieniami w okna. Musisz to powiedzieć policji.  
Wyrzuciła szkło, po czym poszła po odkurzacz, podczas gdy ja szukałem w internecie szklarza, który mógłby szybko wstawić nową szybę do okna. Nagle coś przyszło mi do głowy.
– Wyjeżdżamy.
– Co? – Spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
– Wyjedźmy gdzieś. Po świętach. – Zacząłem się rozkręcać. – Nagraliśmy już wszystko na drugą płytę. Niewykluczone, że później nie będziemy mieli na nic czasu z powodu trasy koncertowej. Ty niedługo zaczynasz zdjęcia do filmu. To idealny moment. Wyjedźmy gdzieś z chłopakami i Alexią. Zafundujmy sobie małe wakacje.
Spodziewałem się miliona pytań o konkretny cel podróży, o miejsce i o tysiąc innych rzeczy, ale Valentina tylko szeroko się uśmiechnęła.
– To najlepsze, co dziś usłyszałam.

625 czyt.
91%111
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3397 słów i 19314 znaków.

1 komentarz

 
  • Speker

    Speker · 5 wrz 15:49

    Mówiłem, że ta wódka to kombinat jakiś czeski spyryt, czy coś. No, robi się kolorowo. Marcus i jego zazdrośnica, no i Clara...

    Piszzzzzzz!