Dopóki wystarczy nam sił – 12

Przepatrzyliśmy z Valentiną jakiś tuzin mieszkań. Nie sądziłem, że jego wybór będzie tak skomplikowany. Ja zapewne wybrałbym od razu pierwsze, do którego zajrzeliśmy, ale Valentina chciała czegoś innego. Chodziłem za nią cierpliwie, oglądałem wszystkie pomieszczenia i detale, ale prawdę mówiąc, nawet nie wiedziałem, czego szukaliśmy.
– Dlaczego nie to? – spytałem, kiedy zmarszczyła brwi na widok kolejnego. – Jest bardzo ładne i duże. Lokalizacja też ci się podoba.
– Właśnie, duże. Za duże. Nie potrzebuję aż takiej przestrzeni.  
– Chodzi o pieniądze? Przecież stać cię na to.
– Nie wszystko kręci się wokół pieniędzy, Miller. – Rzuciła mi krzywy uśmieszek. A więc powracaliśmy do dawnych czasów i nazywania się po nazwisku. W sumie mi to pasowało. – Wiem, że mnie stać, ale nie widzę sensu w wydawaniu pieniędzy na coś, czego nie chcę. Wolę przeznaczyć je na coś innego, a nie na duże mieszkanie, które będzie tylko na chwilę.  
W sumie miała trochę racji, ale i tak jej nie rozumiałem.
– To znaczy, że chcesz jakąś kawalerkę o wymiarach metr na metr?
– Nie wiem, Liam. Na pewno nie chcę takiego dużego mieszkania. To tutaj zajmuje chyba z pół piętra. Dziękuję panu, ale niestety, nie podoba mi się to mieszkanie – rzuciła do agenta nieruchomości, który ściągnął brwi i wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale jego komórka zaczęła dzwonić. Valentina dała mi dyskretny znak, byśmy wyszli na korytarz. Dopiero wtedy dodała: – Albo wynajmę kawalerkę albo jakieś mieszkanie z kimś na pół. To bardziej się opłaca.  
– Nie wyobrażam sobie ciebie ze wspóllokatorką. A jak to będzie jakaś walnięta fanka, która zadźga cię we śnie?
– Widzę, że masz poczucie humoru, Miller, ale naprawdę, nie musisz się tak martwić. Potrafię o siebie zadbać – powiedziała, po czym westchnęła. – Chyba dziś już nic nie będzie z tego mieszkania. Jestem zmęczona.
– Odprowadzić cię do hotelu? – zapytałem automatycznie.
– Pojadę taksówką, nie mam już siły chodzić. Ty też wracaj do domu, wyglądasz na głodnego.
– Tak? Po czym to stwierdziłaś? – zainteresowałem się. – Bo pożeram cię wzrokiem?
Nie planowałem tego mówić, samo wyszło. Valentina lekko się zaczerwieniła, ale zaraz potem się uśmiechnęła.
– Ktoś tu ma zbereźne myśli.
– Owszem. Dziwisz mi się? Widziałaś się dziś w lustrze? – Wskazałem ręką na jej strój. Pod płaszczem miała na sobie obcisłą granatową sukienkę, która opinała jej talię tak, że powinienem dostać jakiś medal za panowanie nad sobą.
– Pamiętaj, że mieliśmy porozmawiać. Wszystko się przesunęło, bo zachorowałam, ale dopóki nie porozmawiamy, nie powinniśmy… – urwała, bo jednym krokiem pokonałem dzielącą nas odległość i zamknąłem jej usta pocałunkiem.  
– Nie powinniśmy? A kto nam zabroni? – szepnąłem, odrywając się od jej ust i składając delikatny pocałunek na linii jej szczęki. – Bo ja nie mam ochoty przestawać. Ty masz? – Przesunąłem usta na jej szyję.
– Ekhem.
Valentina odskoczyła ode mnie jak oparzona i zerknęła na agenta nieruchomości, który przyglądał nam się z nieciekawą miną.
– Proszę mi dokładniej powiedzieć, czego pani szuka – odezwał się po chwili, taksując mnie wzrokiem. – Bo widząc panią, miałem wizję właśnie takiego mieszkania. – Machnął ręką w stronę drzwi, przez które wyszedł. – Ale jeśli to pani nie odpowiada, musimy zawęzić pole poszukiwań.
– Wygląda na to, że on nam zabronił – mruknęła do mnie Valentina, tak cicho, bym tylko ja to usłyszał.
– Drań – skwitowałem, równie cicho. – Ale nie martw się, jeszcze to sobie odbijemy. – Rzuciłem jej znaczące spojrzenie, a ona tylko wywróciła oczami.
– Spocznij, Miller.

***

Valentina wróciła do hotelu, a ja do domu, w którym zastałem Jacksona. Niby już przyzwyczaiłem się do myśli, że teraz nie był już tylko moim najlepszym kumplem, ale też chłopakiem mojej siostry, ale wciąż czułem się dziwnie, natykając się na niego we własnym domu. Siedział w salonie na kanapie z butelką piwa i obserwował krzątające się w kuchni Alexię i mamę. Cmoknąłem w policzek każdą z nich i też wyjąłem sobie z lodówki piwo, po czym poszedłem do Jacksona.
– Ale ci tu wygodnie – skwitowałem, siadając obok niego. – Co one wyprawiają? – Wskazałem głową w stronę kuchni.
– Chyba lasagne. – Jackson upił spory łyk piwa. – Chciałem pomóc, ale zaraz mnie wygoniły, więc siedzę i obserwuję.
– To chyba dobry pomysł.
– Gdzie byłeś?
– Z Valentiną, pomagałem jej szukać mieszkania.
– I co? Znalazła jakieś?
– Obejrzeliśmy z dziesięć mieszkań, ale żadne jej nie odpowiadało. Dlaczego baby muszą najpierw obejrzeć wszystko, zanim postanowią? Nie mogą wybrać od razu?
– Mnie nie pytaj. Alexia na pierwszą randkę spóźniła się z pół godziny. Dopiero potem mi powiedziała, że nie wiedziała, w co się ubrać, więc zrobiła różne zestawy, przymierzyła każdy, a potem i tak wróciła do pierwszego. – Jackson uśmiechnął się lekko, wciąż wpatrzony w Alexię jak w obraz. Uznałem to za dobry znak.
– To może ty mi opowiesz dokładniej, jak to się stało, że się spiknęliście? – Krótka wersja Alexii niezbyt mnie zadowalała. Byłem ciekawy.
– Sam nie wiem, stary… to wszystko wyszło bardzo naturalnie. Nigdy nie myślałem o niej w ten sposób, bo widziałem, jak reagowałeś na każdego faceta, który się do niej zbliżał. Wszystko się zaczęło, kiedy zacząłem odwiedzać ją w szpitalu po przeszczepie…
Faktycznie. Przypomniałem sobie, jak któregoś razu Jackson i Zack wpadli do Alexii z balonami, czekoladkami i kwiatami. Pamiętałem, że Alexia cała się zarumieniła. Wtedy myślałem, że to ze względu na Finna, który przyszedł chwilę później, ale widocznie było to spowodowane wizytą Jacksona.
– I szczerze mówiąc, nie planowałem zapraszać jej na randkę – ciągnął Jackson. – To ona pierwsza wyszła z propozycją.
– Naprawdę? – zapytałem z rozbawieniem. Alexia zawsze wszystko robiła na opak, ale tego się nie spodziewałem.
– No, może nie zapytała konkretnie o randkę, ale stwierdziła, że musi mi się czymś odwdzięczyć za te wizyty w szpitalu. Najpierw dała mi szpitalną galaretkę. – Jackson parsknął śmiechem. – Była ohydna.
– Wyobrażam sobie.
– A potem poszliśmy na kawę, kiedy już ją wypisali ze szpitala. I naprawdę świetnie nam się gadało. Zawsze była twoją młodszą siostrzyczką, ale wtedy spojrzałem na nią jakoś inaczej. Ukrywaliśmy się, bo głupio było nam się przyznać. Sam wiesz…  
– Wiem. – Przez chwilę obserwowałem Alexię, która moczyła we wrzątku makaron i układała go w naczyniu żaroodpornym. – Nie przeszkadza ci, że mówi do ciebie Jackie?  
Jackson roześmiał się głośno.
– Ona nie mówi tak na serio. To taki żart. Kiedyś stwierdziłem, że będę mówił do niej Lex. Ona na to, że kojarzy jej się to z samochodem i nie chce być traktowana jak przedmiot. W ramach zemsty zaczęła mówić do mnie Jackie. Mnie też to irytowało, więc przylgnęło.  
– Hej, wy tam! – Alexia nagle wycelowała w nas kawałkiem makaronu. – Obgadujecie mnie?
– Nigdy w życiu – odparł Jackson, machając jej butelką. – Tak tylko sobie gadamy, o życiu, jak to faceci. Jeszcze grill by się przydał.
Poczułem wibracje komórki, więc wyciągnąłem ją z kieszeni i odblokowałem ekran. Na szczęście nie była to Clara.

VALENTINA: Dzwonił do mnie ten agent nieruchomości. Ma jeszcze jedno mieszkanie w tej kamienicy, mniejsze od tego, co oglądaliśmy, tylko że ktoś już tam mieszka.

LIAM: To dobrze czy źle?

VALENTINA: Dobrze. Nie mam nic przeciwko współlokatorce. Pójdziemy tam jutro?

LIAM: Nie ma sprawy.

Znowu zachowywała się oficjalnie, co nieco mnie denerwowało. Zaczynałem myśleć, że może jednak już jej na mnie nie zależało. Wtedy jednak przyszedł kolejny sms:

VALENTINA: Założę dres, żebyś nie kusiło cię rozbieranie mnie na korytarzu.

– Co się tak szczerzysz do tej komórki?
– Sam zobacz. – Podsunąłem ekran pod nos Jacksona. Przeczytał wiadomości i też się wyszczerzył.
– No, no, no. Seksting. Ciebie o to podejrzewałem, Valentiny już nie. I nawet nie chcę pytać, jak wyglądało to wasze “oglądanie mieszkań”. – Nakreślił cudzysłowy w powietrzu przy dwóch ostatnich słowach.

LIAM: Możesz włożyć worek na ziemniaki, a ja i tak będę chciał cię rozebrać.

– Jesteś taki romantyczny.
– Zamknij się, Jackie – rzuciłem. Jackson tylko wywrócił oczami.

VALENTINA: Pamiętasz o rozmowie? Czy może już jej nie potrzebujesz?

Westchnąłem ciężko. A było tak pięknie…

LIAM: Oczywiście, że potrzebuję.

VALENTINA: A więc trzymaj ptaszka w spodniach.

Prawie się zapowietrzyłem.

LIAM: To nie jest “ptaszek”. To wielki ptak. Orzeł.

VALENTINA: Do zobaczenia jutro, ptaku.


***

Jak obiecałem, nazajutrz stawiłem się w tej samej kamienicy, gotowy obejrzeć z Valentiną to mieszkanie, które tak chciała. Nadal nie byłem przekonany co do dzielenia go z drugą osobą, skoro było ją stać na jednoosobowy apartament, ale to w końcu była jej sprawa. Przed wejściem czekałem cierpliwie na Valentinę. W końcu zamachała do mnie z końca ulicy.
– Nie żartowałaś z tym dresem – mruknąłem, gdy zbliżyła się do mnie na tyle, że byłem w stanie zobaczyć, co miała na sobie: może nie był to typowy dres, ale chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej w legginsach i sportowej koszulce.
– Nie mogłam znaleźć worka na ziemniaki – rzuciła, wspinając się na palce i całując mnie w policzek. Krew mi zawrzała na ten gest, ale ona już się odsunęła i wchodziła do środka.
– Chodź, facet już pewnie na nas czeka.  
Chwilę później oglądaliśmy już mieszkanie. Nie było klitką, ale nie było też jakieś super duże, ale generalnie było ładne i Valentina wydawała się zadowolona – tylko współlokatorki nigdzie nie było widać.
– A gdzie druga osoba z mieszkania? – zagadnąłem agenta.
– Wyszła na zakupy.  
– I nie miała problemu z tym, że wejdziemy tu pod jej nieobecność?
– Nie miała. – Facet wyraźnie mnie nie lubił, patrzył tylko na Valentinę. – A dla pańskiego spokoju, poinformuję, że zaraz tu wróci.
– Podoba mi się – oznajmiła Valentina, podchodząc do nas, gdy już skończyła oglądać kuchnię. – Chodź, Liam, zobacz drugą sypialnię. – Pociągnęła mnie za rękę do pokoju, który miał być jej. Zamykany na klucz, pomalowany na jasnoróżowy kolor z beżowymi drzwiami – całkiem ładnie to wyglądało. W środku było ogromne białe łóżko, biurko, komoda, szafa.  
– No, ładnie tu – stwierdziłem. – Zwłaszcza to łóżko jest ładne… – Pochyliłem się i dotknąłem materaca. – Chcesz wypróbować?
Niemal od razu poczułem pacnięcie w plecy.
– Co mówiłam o trzymaniu ptaszka w spodniach?
– Przestaniesz w końcu to zdrabniać? Mówiłem ci, to nie żaden ptaszek – zaperzyłem się, jednocześnie słysząc jakieś rozmowy dochodzące z korytarza. Pewnie lokatorka wróciła. Valentina natychmiast wyszła z pokoju, a ja powlokłem się za nią. W następnej chwili mnie zatkało.
– Cześć wam. – Clara wyglądała na równie zdumioną. Postawiła na podłodze torbę z zakupami spożywczymi, wpatrując się w nas jak w duchy. – Val, ty tutaj?  
Zerknąłem w osłupieniu na Valentinę. Nie wydawała się zbytnio uradowana widokiem swojej kuzynki, ale uśmiechnęła się i krótko uścisnęła Clarę. Mnie za to zalewała krew. Oczywiście, że trafiliśmy akurat na nią – i to akurat po tym, jak powiedziałem, by w końcu przestała do mnie wypisywać. Sytuacja była niezręczna. Valentina zaczęła jej opowiadać, jak to szukała mieszkania, ale chciała czegoś mniejszego. Clara słuchała uprzejmie, ale co chwilę jej wzrok lądował na mnie. Udawałem, że tego nie widzę.
– No pewnie, że możesz się wprowadzić. – Usłyszałem głos Clary i zamarłem. – Przepraszam, muszę wstawić jedzenie do lodówki, zanim się zepsuje.
Złapałem Valentinę za nadgarstek i odciągnąłem na stronę.
– Nie możesz z nią zamieszkać – oświadczyłem.
Spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.  
– Liam, to przecież moja kuzynka. Nie przepadamy za sobą jakoś szczególnie, ale mogłam trafić dużo gorzej, na jakąś wariatkę, tak jak mówiłeś – dorzuciła żartobliwie.
– Chyba i tak na nią trafiłaś – mruknąłem. Byłem rozdarty. Część mnie chciała powiedzieć Valentinie o swoich złych przeczuciach, o tym, że Clara była namolna i dziwna, ale ona miała rację – w końcu były rodziną. Dziwnie by to wyglądało, gdybym zaczął protestować.
– Nie marudź. To będzie ciekawe – stwierdziła Valentina po chwili, zerkając na swoją kuzynkę.
To raczej będzie porażka – ale nie mówiłem tego na głos. Też spojrzałem na Clarę, zastanawiając się, jak będę odwiedzał Valentinę bez wchodzenia w drogę tej wariatce. Clara jednak stała do nas tyłem, traktując nas jak powietrze. Może to była jej nowa taktyka. Mnie całkiem odpowiadała.
– Skoro tu ci pasuje, wprowadź się – powiedziałem, z powrotem spoglądając na Valentinę. – Żebyśmy mogli wypróbować to łóżko.
Zaśmiała się tylko.
– Jesteś niemożliwy.  
Może i byłem. I nieważne, jak bardzo cisnęły mnie spodnie, nagle zadałem sobie pytanie – jak miałem uprawiać seks z Valentiną z Clarą za ścianą?

286 czyt.
100%101
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2377 słów i 13752 znaków.

1 komentarz

 
  • Takaitaka

    Takaitaka · 2 wrz 11:48 · 194024586

    Huhu będzie nasłuchiwanie  i podglądanie  ??  ^^