Dopóki wystarczy nam sił – o4

Dopóki wystarczy nam sił – o4Załączam poglądową okładkę, bo jest śliczna i ją uwielbiam   





Potrzebowałem dłuższej chwili, by przeanalizować to, co się właśnie stało. Przez chwilę myślałem nawet, że Sofía po prostu mnie wkręca, ale jak przez mgłę pamiętałem, że faktycznie coś wspominała o swojej siostrze bliźniaczce przy pierwszym spotkaniu. Po przełamaniu pierwszej bariery niepewności, uścisnąłem jej dłoń i wziąłem głęboki oddech.
– Przepraszam. Normalnie tak nie reaguję na prośby o autograf. – Wziąłem od niej podsunięty zeszyt i podpisałem się na pierwszej stronie. – Ale twoja siostra mocno zalazła mi za skórę. Myślałem, że ty to ona.
– W ogóle mnie to nie dziwi. – Clara uśmiechnęła się cierpko. – Znam swoją siostrę jak nikt inny. Wiadomo, że ją kocham, bo to moja siostra, ale czasami jej nawet nie lubię. Bardzo się różnimy. – Schowała zeszyt do torebki, przez co miałem chwilę, by dokładniej się jej przyjrzeć. Po chwili znalazłem kilka różnic – Clara miała odrobinę mniejsze usta niż siostra, delikatne piegi na nosie… no i jej ubiór mówił sam za siebie – nie miała dekoltu, żadnego prowokującego stroju ani nie zachowywała się tak wulgarnie jak Sofía. Chyba bezpiecznie mogłem uznać, że nie byłem wrabiany, a jedynie był to dość ciekawy zbieg okoliczności.
– Była z nami na trasie – powiedziałem odruchowo. – Przyleciała do Valentiny i postanowiła zostać. Później szantażowała mnie, że jeśli się z nią nie prześpię, pójdzie do mediów i powie im, że ją zgwałciłem. – Te słowa ledwie przeszły mi przez gardło, bo nagle, wśród kolorowych imprezowych atrakcji i masy ludzi, brzmiały one idiotycznie – tym bardziej, że patrzyłem na kogoś, kto wyglądał dokładnie jak Sofía. Potęgowało to dziwne odczucia, ale zaczynałem się powoli przyzwyczajać.
Clara otworzyła szeroko oczy, po czym westchnęła ciężko.
– Cała moja siostra. Jest nienormalna, słowo daję. Zawsze taka była, ale czegoś takiego bym się po niej nie spodziewała. Nie widziałam jednak żadnej afery związanej z tobą, więc chyba ostatecznie nie poszła do mediów? – Wbiła we mnie pytające spojrzenie.
– Nie, udało mi się ją przechytrzyć, choć było ciężko. – Zmusiłem się do uśmiechu. Zastanawiałem się, gdzie była Valentina i dlaczego musiała tak szybko jechać zaraz po występie. – A więc jesteś naszą fanką?
Przytaknęła z entuzjazmem.
– Śledzę was niemal od początku waszej kariery. Umiem docenić dobrą muzykę. A kiedy dołączyła do was Valentina, tym bardziej się ucieszyłam.  
– A więc jesteście blisko z Valentiną? – Sam nie wiedziałem, dlaczego mnie to ciekawiło.
– Niezbyt. – Clara wzruszyła ramionami. – Znamy się, ale ona zawsze była bliżej z Sofíą. Ja nieco od nich odstawałam.
– Dlaczego?
– Bo one były typowymi, olśniewającymi gwiazdami. – Jej kwaśny uśmiech wskazywał na to, że niezbyt jej się to podobało. – Chodziły do klubów, podrywały facetów, czego nawet nie musiały robić, bo oni sami słaniali się im do stóp. Ja tak nie potrafiłam. – Wyprostowała się lekko. – Tak czy inaczej, lubię Valentinę, dlatego miło było widzieć ją razem z moim ulubionym zespołem. – Posłała mi lekki uśmiech, który odwzajemniłem.
– Co robisz w Nowym Jorku? – zapytałem, mgliście pamiętając, że przecież była w Hiszpanii. Sofía próbowała ją namówić, by przyleciała razem z nią do Valentiny, ale nie chciała.  
– Przyleciałam na małe wakacje. Dwa tygodnie. Akurat mam urlop. Stwierdziłam, że czas w końcu wyjść z domu, wyjechać gdzieś, poznać trochę świata… nie tylko Europę. – Rozejrzała się dookoła. – Właściwie, jestem tu dopiero od wczoraj. Jeszcze nie zdążyłam się rozejrzeć. Zobaczyłam ulotkę o występie tutaj, więc postanowiłam przyjść. Padam z nóg – przyznała, pocierając oczy. – Lot był strasznie długi, a jeszcze nie zdążyłam się przestawić na tutejszy czas. Jet lag to coś okropnego.
– Przyzwyczaisz się. Musisz tylko odespać. Cieszę się, że cię poznałem. – Mówiłem szczerze. Choć wciąż odczuwałem lekki szok, patrząc na jej podobieństwo do Sofii, łatwo się z nią rozmawiało – i wyglądało na to, że nie była podobna do siostry. – Chcesz wymienić się numerami? Mogę pokazać ci Nowy Jork – dorzuciłem ze śmiechem, zastanawiając się, czy jestem tylko uprzejmy, czy naprawdę oferuję swoje usługi jako przewodnika.  
Błysk oczu Clary nieco mi pochlebił.
– Mój ulubiony piosenkarz chce się wymienić ze mną numerami? I miałabym odmówić? – Wyjęła telefon z kieszeni, podczas gdy ja parskałem śmiechem.  
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później Clara odeszła, tłumacząc się zmęczeniem. Ja postanowiłem odszukać chłopaków i jeszcze trochę tu posiedzieć. Niby zrobiłem swoje, ale czułem, że to i tak nie wystarczało – wokół mnie było mnóstwo plakatów z informacjami o nowotworach i czułem się przez to okropnie. Nawet nie mogłem sobie wyobrazić, jak to jest – mieć chore dziecko na oddziale onkologicznym. Taka tragedia przewraca całe życie do góry nogami. Mnie było ciężko wytrzymać choćby operację mamy czy przeszczep Alexii, a przecież to była tylko cząstka tego, co mogło się zdarzyć. Ostatecznie wszyscy wyszliśmy ze szpitala cali i zdrowi. Co czują ci, którzy nie wiedzą, czy jest jeszcze jakaś nadzieja?
Postanowiłem odszukać organizatora imprezy, a gdy w końcu mi się to udało, wypisałem mu czek na dziesięć tysięcy dolarów. Wiedziałem, że pewnie powinienem to przedyskutować z chłopakami, ale coś mi mówiło, że nie będą mieli nic przeciwko temu. Chodziło w końcu o chore dzieci. Oczy organizatora zaszkliły się od łez, gdy zobaczył kwotę na papierku, po czym uściskał mnie jak starego znajomego. Choć byłem sceptyczny, cieszyłem się, że tu przyszedłem. Wieczór okazał się zaskakujący i to pod wieloma względami.  

***

Gdy w końcu wróciłem do domu, spałem jak zabity. Wcześniej, po otarciu krokodylich łez organizatora imprezy, odszukałem chłopaków i poszliśmy napić się do baru. Może nie było ku temu specjalnej okazji, ale cieszyłem się, że znowu byliśmy we czwórkę. Chciałem też zabrać Alexię, ale gdzieś zniknęła zaraz po występie. Wybraliśmy pobliski bar, gdzie gratulowano nam udanego występu. Rozdaliśmy kolejne autografy, zrobiliśmy kolejne zdjęcia, aż w końcu padły pytania o Valentinę. Byłem już nieco wstawiony i pamiętałem, że nagle poczułem potrzebę powiedzenia dziennikarzom wszystkiego o Valentinie i o mnie, ale Finn zdecydowanym ruchem wepchnął mi do ręki kolejny kieliszek, a gdy wychyliłem jego zawartość do ust, zapomniałem, co chciałem powiedzieć. W sumie było to niecodzienne ze strony Finna, by zapobiegać krytycznym sytuacjom, ale był najbardziej trzeźwy z naszej czwórki. W sumie nie wiedziałem, czy mógł już pić alkohol. Może nie mógł, ale i tak to robił, choć trzeba było mu przyznać, że mocno się ograniczał. Lubiłem tego nowego Finna – chyba bardziej niż starego.
Dziennikarze w końcu nas zostawili, widząc, że jesteśmy zbyt pijani, by normalnie rozmawiać, więc tylko cyknęli parę zdjęć i odeszli, mamrocząc coś pod nosem. Nawet nie miałem czasu ich przejrzeć, a pewnie moja gęba przypominała na nich oślizgłą żabę.
Obudziłem się dopiero po piętnastej, z ziejącą dziurą w żołądku i z bólem głowy przypominającym ostre łupanie. Zwlokłem się na dół, zwabiony zapachem jedzenia. Okazało się, że rodzice i Alexia kończyli już obiad. Spojrzeli na mnie krytycznie, gdy przemaszerowałem obok nich w tempie żółwia.
– Ale śmierdzisz – skomentowała Alexia, krzywiąc się. – Jakbyś obrabował bar.
– Było blisko.
- Weź się wykąp, człowieku, bo zaraz cały dom będzie śmierdział jak gorzelnia.
– Dzięki za radę, Alexia, sam bym na to nie wpadł. – Piłem wodę niczym wielbłąd. Po chwili usłyszałem dyskretne chrząknięcie.
– A więc spotkałeś się wczoraj z Valentiną? – Dobiegło mnie niby niewinne pytanie mamy.
– Spotkać to za dużo powiedziane. – Nagle poczułem wstyd. Nie chciałem o tym rozmawiać. Nie chciałem pokazywać, ile to dla mnie znaczyło. – Idę wziąć prysznic. – Szybkim ruchem przemknąłem w kierunku łazienki, ale i tak zdążyłem jeszcze usłyszeć śmiech i cichy szept Alexii:
– Totalnie się zaczerwienił. Może jednak coś jeszcze z tego będzie.

***

Dopiero wieczorem poczułem się znowu jak człowiek, a było to po dwukrotnym prysznicu i dużej ilości jedzenia oraz picia. Przeglądałem artykuły z poprzedniego wieczoru i na szczęście nie były takie złe, jak sądziłem, że będą – zwłaszcza te zdjęcia z baru. Wszyscy uśmiechnięci, roześmiani, zero dram. Tak powinno być od samego początku. Wyszukałem też Valentinę, ale nie napisali o niej niczego nowego, czego sam bym nie wiedział. Komentowano nasz występ i zastanawiano się, czy jesteśmy dalej razem, czy do siebie wrócimy, czy może nasze spotkanie było zbyt niezręczne i to był nasz ostatni wspólny występ. Ludzie chyba naprawdę nie mieli innych problemów.
Odkąd się obudziłem, dioda na mojej komórce non stop pikała. W końcu wziąłem telefon do ręki, mając nadzieję, że może to sms od Valentiny. Było to raczej mało prawdopodobne, ale i tak poczułem palące rozczarowanie, gdy zobaczyłem na wyświetlaczu imię Clary. Mój zaspany i wciąż pijany mózg potrzebował chwili, by sobie przypomnieć, kto to w ogóle był.
CLARA: Hej, piosenkarzu. Głowa boli?
Wpatrywałem się w jej wiadomość, nie bardzo wiedząc, do czego piła.  
LIAM: Czyli widziałaś artykuły…
Wysłałem, zakładając, że o to jej chodziło. Odpisała natychmiast.
CLARA: Przecież to pierwsza zasada każdego udanego występu. Zaśpiewaj, a później idź się urżnąć.
Była zabawna. Zaśmiałem się pod nosem, wystukując odpowiedź.
LIAM: To było raczej świętowanie powrotu Finna do zespołu.
CLARA: Czytałam o tym. Co się stało?
Zawahałem się, nie wiedząc, czy powinienem jej to mówić. W końcu była to obca osoba. Mogła rozgadać prasie prawdę, a przecież w radiu powiedzieliśmy inną, wspólnie ustaloną wersję. Po chwili jednak wzruszyłem ramionami. Prawda i tak zawsze wychodzi na jaw, a w tym przypadku na pewno nie była ona taka, że chciałbym zabrać ją ze sobą do grobu. Była raczej szlachetna, jeśli znało się Finna tak dobrze, jak ja.
LIAM: Zawsze się kłóciliśmy. Na trasie poszło o Valentinę. Dłuższa historia.  
CLARA: No tak. Zawsze musi chodzić o nią.
Wyczuwałem jakąś gorycz w tej wiadomości, ale nie chciałem wnikać. Pewnie znowu przypomniało jej się, że odstawała od Valentiny i Sofii – ale na to nie mogłem już nic poradzić.
CLARA: A dlaczego Finn wrócił do zespołu?
LIAM: Moja siostra musiała mieć przeszczep nerki. Rodzice nie mogli być dawcami, ja byłem daleko i mogłem nie zdążyć na czas. Finn oddał jej swoją nerkę. Po takim czymś ciężko było nie przyjąć go z powrotem.
CLARA: O rany. To się nazywa odkupienie win.
Ponownie się zaśmiałem i chciałem jej coś odpisać, ale nagle moja komórka ponownie zabrzęczała. Z niedowierzaniem spojrzałem na imię nadawcy wiadomości: Valentina. Serce od razu rzuciło mi się do szaleńczego biegu. Czym prędzej zamknąłem okienko wiadomości z Clarą i otworzyłem nowe.
VALENTINA: Cześć
Na tym wiadomość się kończyła. Przez chwilę myślałem, że może tylko przypadkiem wysłała ją do mnie, ale po chwili uznałem, że może zwyczajnie nie wiedziała, co powiedzieć. Po takim czasie trudno było zacząć rozmowę.  
Odpisałem więc to samo:
LIAM: Cześć
VALENTINA: Chciałbyś wyskoczyć jutro na kawę?
Serce znowu zabiło mi szybciej. Była tu. Chciała się ze mną spotkać. Pewnie porozmawiać. Z całych sił chciałem ją przytulić i mieć blisko siebie, ale skoro mieliśmy być chwilowo przyjaciółmi, byłem gotowy zachować dystans, byle nie być z daleka od niej.
LIAM: Wyjęłaś mi to z ust.

***

Jeszcze nigdy nie byłem w tej kawiarni – Valentina ją wybrała i musiałem przyznać, że panował w niej całkiem niezły klimat. Wnętrze było szaro – białe. Wszystkie meble wyglądały na stare, ponieważ gdzieniegdzie były odrapane, ale dzięki temu wnętrze wyglądało ciekawie i ładnie zgrywało się z masą zielonych roślin dookoła. Może te odrapania były celowe, a może ktoś po prostu pomalował stare meble, dając im drugie życie, ale efekt był ładny. Nieco kontrastował z nowoczesnym ekspresem, ale z drugiej strony, lepsze było to, niż żeby miały być tam super nowoczesne meble i przedpotopowy ekspres.
Przyszedłem nieco wcześniej, bo nie mogłem się już doczekać spotkania. Ku mojemu zdziwieniu, Valentina też już tam była. Wyglądała na nieco zdenerwowaną, co mnie zaskoczyło. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem, by się denerwowała, a tym bardziej z mojego powodu – a przynajmniej chciałem tak myśleć. Była ubrana w dopasowane dżinsy i bordową bluzkę. Niby nic specjalnego, ale i tak wyglądała ślicznie. Podniosła na mnie wzrok i natychmiast wstała. Podszedłem do niej, zastanawiając się, jak mam się z nią przywitać. W końcu wybrałem buziaka w policzek, ale wyszedł raczej niezręcznie. Miałem wrażenie, że za długo trzymałem usta na jej policzku, ale nie mogłem się powstrzymać.
– Już sobie zamówiłam – powiedziała nieśmiało Valentina, siadając z powrotem. – Przepraszam, nie wiedziałam, co będziesz chciał.
– Nie ma sprawy – powiedziałem, a jednak gdzieś głęboko zakłuła mnie myśl, że tak naprawdę wcale się nie znaliśmy, nawet, gdy chodziło o głupią kawę. – Zaraz coś sobie zamówię.
Przez pierwsze parę chwil było niezręcznie, nie wiedziałem, co mam mówić. Valentina bawiła się łyżeczką do kawy. W końcu powiedziała ściszonym głosem:
– Bałam się, że nie zgodzisz się na spotkanie.
– Czemu miałbym się nie zgodzić?
– Biorąc pod uwagę to, jak się rozstaliśmy…
– Wiem. Przepraszam. Byłem wściekły, ale gdy emocje opadły, też chciałem z tobą porozmawiać – przyznałem, po czym nagle uświadomiłem sobie, że ona o niczym nie wiedziała – o przeszczepie Alexii i wszystkim, co działo się pomiędzy. – Alexia miała udar. Musiała mieć przeszczep nerki. Mama zadzwoniła do mnie, gdy byłem na lotnisku w Hiszpanii. – Przełknąłem ślinę, bo opowiadanie tego okazało się trudniejsze niż sądziłem. – Znaleźli jedną nerkę, ale była wadliwa. Gdy tu doleciałem, był cholerny korek i nie mogłem dojechać do szpitala. – Valentina patrzyła na mnie tak uważnie, że co chwilę gubiłem wątek. – Gdy w końcu tam dotarłem, okazało się, że już mają dawcę. Wyobraź sobie moje zdumienie, gdy dowiedziałem się, że był to Finn. – Słowa wylewały się ze mnie same. Przez pięć minut opowiadałem jej jeszcze, jaki towarzyszył nam strach, że przeszczep się nie przyjmie, jak wyczerpujące było czekanie na dawcę… w końcu skończyłem mówić, odetchnąłem głęboko i upiłem łyk kawy, a wtedy Valentina powiedziała po prostu:  
– Wiem.
Prawie zakrztusiłem się kawą.
– Wiesz?  
– Alexia mi opowiadała. Nie wiem, czy nadal się przyjaźnimy, ale uznała, że powinnam wiedzieć.
Mimo wszystko zalała mnie fala wdzięczności, że chociaż o wszystkim już wiedziała, to mi nie przerwała, pozwoliła się wygadać. Właściwie jeszcze z nikim tak wylewnie o tym nie rozmawiałem i poczułem się nieco lepiej.
– Poznałem wczoraj Clarę – powiedziałem po chwili i to sprawiło, że brwi Valentiny podjechały do góry.
– Clarę? – spytała z niedowierzaniem. – Tu?
– Tak. Co prawda, najpierw dostałem zawału, bo myślałem, że to Sofía, ale… są kompletnie różne.
– Tak… – Zacisnęła mocno usta i odwróciła wzrok. – Co ona tu robi?  
– Powiedziała, że przyleciała na wakacje. – Wzruszyłem ramionami. – Nie wnikałem.
Spojrzała na mnie ostrym wzrokiem.
– Na wakacje? – spytała kpiąco. – W październiku?
Fakt. Dlaczego wcześniej to nie zwróciło mojej uwagi? To było trochę dziwne. Nawet jeśli wykorzystywała zaległe dni urlopu, czemu akurat w październiku? To nie był chyba typowo wakacyjny miesiąc.
– No, fakt – odparłem po chwili milczenia. – Brzmi to trochę dziwnie…
– Brzmi to tak, jakby cię okłamała. – Valentina odchyliła się na oparcie i upiła łyk kawy ze swojej ogromnej filiżanki, unikając mojego wzroku.
– Okłamała? – Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć. – Po co miałaby to robić? Dopiero się poznaliśmy.
– Nie wiem. – Valentina wzruszyła ramionami. – Ale zawsze lepiej dogadywałam się z Sofíą, bo Clara jest… a przynajmniej była… trochę dziwna. Chociaż… – dorzuciła po chwili, cicho parskając. – Okazuje się, że Sofía też nie była takim aniołkiem, prawda? Chyba tak naprawdę nie znam żadnej z nich. Po prostu uważaj na nią.
Chryste, której kobiety bym nie poznał, zawsze byłem ostrzegany, by na nią uważać. Sofía ostrzegała mnie przed Valentiną, ponownie jak Grace – z drugiej strony, Valentina również ostrzegała mnie przed Grace i ostatecznie wyszło na to, że miała rację. Teraz miałbym uważać jeszcze na Clarę. Poważnie? Czyżby Valentina była zazdrosna?
Nie wyobrażaj sobie za dużo, Miller. Po prostu ona ją zna, a ty nie. To jej kuzynka. Kim ty jesteś, by wiedzieć lepiej, skoro poznałeś ją wczoraj i już coś tu nie gra?
– Będę uważał – powiedziałem, ale od tego momentu nagle atmosfera stała się cięższa. Oboje dopiliśmy kawę i zrobiło się niezręcznie. Chciałem zaproponować spacer, ale Valentina nagle jakby oklapła.  
– Muszę już iść – powiedziała, przewieszając torebkę przez ramię. – Umówimy się jeszcze kiedyś? – Spojrzała na mnie z taką nadzieją, że nie potrafiłem odmówić. I nawet nie chciałem
– Pewnie. – Ponownie pocałowałem ją w policzek i patrzyłem, jak odchodzi. Dokąd się tak spieszyła? Nie chciała za długo ze mną siedzieć, a może wypłoszyłem ją tym gadaniem o Clarze? W głowie miałem pustkę. Cholernie za nią tęskniłem, za tą Valentiną, którą poznałem na trasie, ale wyglądało na to, że chwilowo nie było mi dane z nią przebywać. Wszystko się zmieniło, ja też nie czułem się w pełni sobą.  
Pozostawało tylko czekać do następnego spotkania.

745 czyt.
100%132
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3326 słów i 18708 znaków, zaktualizowała 26 lip o 17:21.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 9 lipca

    Przebywam spóźniona Och ten Miller, ten to ma szczęście do kobiet. Tylko pozazdrościć

  • Speker

    Speker · 4 lipca

    Po pierwsze, świetna okładka, jest rewelacyjna, a po drugie ro w stanach też płacą złotówkami? Czek na 15k złotych, wiem, że złoty mocno stoi, ale żeby aż tak? świetny rozdział, jak ja długo na niego czekałem.