Dopóki wystarczy nam sił – 15

– Denerwuję się. – Val szczękała zębami tak, że mogłaby spokojnie zastąpić dzwony w pobliskim kościele.
– To przestań. Wyglądasz super.
– Nie o wygląd tam chodzi!
– A ja myślę, że jak cię zobaczą, to z miejsca cię wybiorą.
– Wiem, że w twojej opinii to ma mi pomóc, ale wcale nie pomaga – oświadczyła Valentina, obejmując się ramionami i przestępując z nogi na nogę. Dzień był wyjątkowo zimny, a my szliśmy właśnie na casting. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem Valentiny tak zdenerwowanej. – Tam naprawdę liczą się umiejętności.
– Przecież jesteś dobrą aktorką.
– Tak jak setki innych osób, które tam przyjdą – westchnęła ciężko. – W sumie nie wiem, czym się tak przejmuję. Nie ta rola, to inna. Ale przyznaję, że chciałabym zobaczyć się w czymś innym, niż tanie romansidła.
Byliśmy już przed budynkiem, w którym odbywały się castingi, więc zatrzymałem się i stanąłem przed Valentiną, pilnując, by cały czas na mnie patrzyła.
– Zapomnij o tych wątpliwościach. To w większości głos tej żmii Sofii, która gada bzdury. Jesteś wspaniałą aktorką i piosenkarką. Rozwalisz ich na łopatki. – Pochyliłem się i pocałowałem ją w policzek, usiłując mieć przy tym myśli czysto przyjacielskie. – A ja cały czas będę trzymał za ciebie kciuki.
– Żmija Sofía – powtórzyła Valentina, po czym parsknęła śmiechem. – Pasuje.
– Gotowa?
– Tak. – Pokiwała głową z determinacją, rzucając mi przelotne spojrzenie. – Dziękuję, że tu ze mną jesteś – dodała lekko zachrypniętym głosem.
– Do usług. – Wyciągnąłem rękę w jej stronę, a drugą pchnąłem drzwi do budynku. – Panie przodem.

***

Gdy Valentina wyszła z castingu, była już dużo spokojniejsza, choć od stresu rozbolała ją głowa. Powiedziała, że poradziła sobie lepiej, niż sądziła i że cieszy się, że spróbowała. Odruchowo chciałem ją pocałować, ale ograniczyłem się do uśmiechu i zabrania jej na gorącą czekoladę. Jak się człowiek zmobilizował, to i ta przyjaźń nawet jakoś szła.
Odprowadziłem Valentinę do mieszkania okrężną drogą, bo uparłem się, że świeże powietrze dobrze jej zrobi na ból głowy. Po wypiciu gorącej czekolady już nie było jej tak zimno, więc się zgodziła. Szliśmy powoli, opowiadała mi, jak było na castingu i że to było dziwne uczucie, wypowiadać mrożące krew w żyłach zdania, gdy ciągle chciało jej się śmiać. Słuchałem jej z uśmiechem, aż dotarliśmy do jej mieszkania.
– Chcesz wejść? – zapytała, wkładając klucz do zamka.
– To zależy, czy twoja współlokatorka jest w środku – mruknąłem.
– Przejmujesz się Clarą? – Wywróciła oczami.
– Nie. Wejdę, jeśli nie masz mnie jeszcze dość. – Wyszczerzyłem się.
– Jak będę miała, to powiem. – Pchnęła drzwi i weszliśmy do środka, by zastać Clarę przy blacie kuchennym, wyjmującą z torby kilka pokaźnych butelek alkoholu. – Cześć – rzuciła Valentina w jej stronę, rzucając kluczyki na komodę. – Po co ci tyle alkoholu?
– Robimy imprezę – odpowiedziała Clara, chowając torbę zakupową do szuflady i patrząc na nas wyczekująco.
– My?  
– Tak – oświadczyła stanowczo, odrzucając włosy do tyłu. – Mam dość tej niezręcznej atmosfery we własnym mieszkaniu, zwłaszcza kiedy Liam przychodzi. Dziś wieczorem pijemy i przełamujemy lody.  
     Czułbym się lepiej, gdyby nie postawiła nas przed faktem dokonanym. Nagle nie wiedziałem, co powiedzieć.
     – Przecież mówiłaś, że wszystko jest w porządku – mruknąłem po chwili, zerkając nieufnie na liczne butelki wódki. – Więc skąd nagle pomysł z libacją?
     – Bo chcę, żeby było tu normalnie, a nie tak jak teraz. – Wzniosła oczy do nieba. – Nie najlepiej zaczęliśmy i teraz atmosferę można kroić nożem. Nie chcę tego i podejrzewam, że wy też nie, dlatego pomyślałam, że przy alkoholu będzie łatwiej się rozerwać. Jak nie chcecie być ze mną sam na sam, to możecie zaprosić waszych kolegów z zespołu. W grupie weselej, a alkoholu na pewno wystarczy.
     Ten pomysł wydawał mi się coraz dziwniejszy, ale nieco się ożywiłem – skoro już uparła się, by robić z nas przyjaciół, chciałem mieć kumpli obok siebie. Zerknąłem jednak na Valentinę, która wyglądała na równie zdziwioną. Posłała mi pytające spojrzenie, na co wzruszyłem ramionami. Propozycja Clary ani mnie ziębiła, ani grzała, ale skoro oferowała darmowy alkohol…
     – Niech będzie – stwierdziła Valentina, choć też nie wyglądała na przekonaną. – Umawiamy się na jakąś konkretną godzinę?
     – Jak chcecie. Ja na razie wychodzę do pracy, wrócę około siódmej. Może być?
     – Pewnie.
     Poczekałem, aż Clara ubrała się i wyszła z mieszkania, po czym głośno wypuściłem powietrze.
– Czy tylko dla mnie jest to mega dziwne? – Zwróciłem się do Valentiny.
– Nie tylko dla ciebie, ale co miałam zrobić? Przemęczymy się jeden wieczór i z głowy. Zresztą, ona ma rację.
– Tak?
– Nawet nie wiem, gdzie ona pracuje. Prawie z nią nie rozmawiam. Nikt by się nie domyślił, że to moja kuzynka. Trochę ciężko tak żyć, zwłaszcza, że ty tu często bywasz…
Westchnąłem i wyjąłem komórkę z kieszeni.
– W porządku. Skoro już się zgodziliśmy… napiszę do chłopaków, by przyszli i mnie wsparli.
– Może Clara przerzuci się na któregoś z nich i zostawi cię w spokoju.  
Już miałem rzucić coś w stylu “a co, chcesz mieć mnie tylko dla siebie?”, ale uznałem, że to byłoby przegięcie, dlatego nie powiedziałem nic. Valentina poszła do siebie, by się przebrać, a ja wysłałem zbiorowego smsa do chłopaków, zaczynając się już psychicznie przygotowywać na wyjątkowo dziwny wieczór.

***

– To będzie katastrofa – mruknąłem do Valentiny. Jedliśmy w kuchni kanapki, czekając, aż Clara wróci. Chłopaki nie chcieli przyjść, Alexia też nie, więc to pijaństwo zapowiadało się jeszcze niezręczniej, niż wcześniej. – Może stąd wyjdźmy? I już nigdy nie wracajmy.
– Nie przesadzaj. Ona chce się tylko napić.
– Z nią nigdy nic nie jest takie, jakie się na pozór wydaje – mruknąłem, a pomidor spadł mi z kanapki na talerz. Jednocześnie usłyszeliśmy przekręcany klucz w zamku. Clara wróciła. Na nasz widok uśmiechnęła się.
– Rozsądnie. Nie ma co pić na pusty żołądek. – Podeszła do nas i zgarnęła jedną kanapkę. – Ktoś jeszcze wpada?  
– Niestety nie – odparłem niechętnie. W ogóle nie miałem nastroju na tę “zabawę”. – Nie mogli przyjść.  
– W porządku. To pójdę się przebrać. – Poszła do siebie, by po chwili wrócić w bluzce bez rąmiaczek i bardzo krótkiej spódniczce. Gapiłem się na nią przez chwilę z dezaprobatą, aż Valentina chrząknęła.
– Może to jednak nie był dobry pomysł – mruknęła do mnie cicho.
– No to co? Zaczynamy! – Clara podeszła do szafek kuchennych, z których wyciągnęła trzy kieliszki, a z lodówki butelkę wódki. Wypełniła każdy kieliszek i podeszła do stołu. – Do dna. – Stuknęła się swoim z naszymi i od razu wypiła całość. Wziąłem swój kieliszek i w podobnym tempie opróżniłem zawartość. Poczułem znajome pieczenie, choć wódka smakowała dziwnie. Zerknąłem na Valentinę i uśmiechnąłem się półgębkiem. Z kim jak z kim, ale z nią jeszcze nigdy nie piłem. Byłem gotowy całkiem zignorować Clarę i skupić się tylko na Valentinie.  
Po paru kieliszkach było mi już dużo cieplej, na tyle, że ściągnąłem bluzę, zostając w samej koszulce. Valentina miała zaróżowioną twarz, a Clara głupkowaty uśmiech. Żadne z nas nie siedziało już przy stole – po dziesiątym kieliszku przenieśliśmy się na podłogę, gdzie graliśmy w butelkę. Na początku protestowałem, ale potem było mi już wszystko jedno – zwłaszcza, że do tej pory nie było tak źle. Ciągle wybieraliśmy “prawdę”, przez co nasłuchałem się kilku zabawnych opowieści i sam musiałem się przyznać, że kiedyś ukradłem tacie portfel, a potem pomagałem mu go szukać, udając niewiniątko. Po jedenastym kieliszku Clara nie wydawała się już taka zła. Wszyscy śmieliśmy się tak, że sąsiedzi pewnie mieli nas dosyć, ale do tej pory jeszcze nikt do nas nie pukał.
Zakręciłem butelką i trafiło na Valentinę. Przyglądałem jej się z głupkowatym uśmiechem.
– Rzucam ci wyzwanie.
– A nie powinieneś mnie zapytać, czy wolę prawdę? – wymamrotała, usiłując siedzieć prosto.
– Za dużo już tych prawd, czas zrobić coś porządnego. Udawaj niedźwiedzia – zażądałem.  
Valentina parsknęła śmiechem, po czym pokracznie wstała, odchyliła się do tyłu, wyciągnęła do przodu ręce i zaczęła ryczeć. Clara położyła się ze śmiechu na podłodze, a ja musiałem przyznać, że to było jedno z najseksowniejszych wydań Valentiny. Zwłaszcza po pijaku.
– Zajebisty z ciebie niedźwiedź, Martínez – rzuciłem. – Gdybym tylko pracował w cyrku, z miejsca bym cię zatrudnił. Twoja kolej.
Usiadła i zakręciła. Wypadło na Clarę.
– Prawda czy wyzwanie?
– Wyzwanie. – Clara uśmiechnęła się szeroko. – Jak się bawić, to się bawić.
– Drzwi wyjebać, okno wstawić – zaśpiewałem.
– Idź do jakiegoś sąsiada i spytaj, czy ma pożyczyć wazelinę. – Valentina uśmiechnęła się szelmowsko.
– Żaden problem. – Clara podźwignęła się na nogi i wyszła przez drzwi. Spojrzałem z rozbawieniem na Val.
– Byłem sceptycznie nastawiony, ale jest całkiem fajnie. – Przysunąłem się bliżej niej. – Zmieniłaś zdanie?
– Odnośnie czego?
– Naszej przyjaźni. – Wódka powodowała, że nie chciało mi się przestrzegać żadnych zasad. – Może buzi?
– Liam… – westchnęła, ale przysunęła się odrobinę do moich ust. – To, że pytasz mnie o to, gdy jestem pijana, jest naprawdę słabe… – Już prawie mnie pocałowała, gdy nagle drzwi otworzyły się ponownie.
– To nie było takie trudne. – Clara triumfalnie podniosła do góry wazelinę. – Co prawda, trafiłam na jakiegoś starego zboka, który chciał mi ją wetrzeć nie powiem gdzie, ale… – Usiadła na podłodze i lekko się zakołysała. – Teraz ja. – Zakręciła butelką. Trafiło na mnie. – Liam, wyzwanie.
– Chyba nie mam wyjścia.
– Pocałuj mnie – rzuciła, a ja miałem wrażenie, że w sekundę wytrzeźwiałem.
– Co? – roześmiałem się, zakładając, że nie mówiła poważnie.
– Pocałuj mnie – powtórzyła, nie odrywając ode mnie wzroku.
– Przecież to…
– To twoje wyzwanie – przerwała mi, patrząc wyczekująco. – No co? W końcu to gra, co nie?
Gra grą, ale jak ona mogła oczekiwać, że ją pocałuję? Miałem powiedzieć, że nie będę się bawił w te dziecinne gierki, czy może zacisnąć zęby i dać jej szybkiego buziaka? W panice zerknąłem na Valentinę, Clara też.
– Nie masz nic przeciwko, Val, prawda? – rzuciła lekkim tonem. – To przecież tylko gra.
– No cóż, chyba nie mam – powiedziała Valentina chłodnym tonem, zerkając na mnie. Brwi podjechały mi wysoko do góry. Miałem powiedzieć, że ja mam coś przeciwko, że mieliśmy grać na normalne rzeczy, a nie na takie związane z dotykiem. Do cholery, wiedziałem, że do Clary nie dotarły moje słowa. Otworzyłem usta, zamierzając ponownie jej to powiedzieć, tym razem jeszcze dobitniej, gdy ona nagle doskoczyła do mnie i wepchnęła mi swój język do ust. Minęła chwila, zanim zdołałem ją od siebie odkleić i w ogóle objąć rozumem, co się tu właśnie stało. Ze złością wytarłem usta.
– Co to miało być, do cholery?
– O co chodzi? – Clara zamrugała oczami. – Przecież Val się zgodziła…
– A usłyszałaś, żebym ja się zgodził? – warknąłem, ręką niechcący przewracając kieliszek i rozlewając odrobinę wódki. – Nie miałaś prawa mnie całować.
– Przepraszam, nie myślałam, że będziesz miał coś przeciwko. – Rzuciła mi wyzywające spojrzenie.
– Nie myślałaś? – Mój mózg powoli zamieniał się w substancję ciekłą. – Chcesz oczyścić atmosferę, po czym odpierdalasz takie coś?
– Zamknijcie się! – zawołała nagle Valentina. Zerknąłem na nią w momencie, gdy z wypiekami na twarzy podnosiła komórkę do ucha. – Halo?
Przez chwilę słuchała czegoś w napięciu, ja rzucałem wściekłe spojrzenia w stronę Clary, powoli jednak przenosząc swoją złość na Valentinę – za to, że nie miała nic przeciwko temu, by jej świrnięta kuzynka mnie pocałowała. Czy raczej – żebym ja pocałował ją. Aż tak wzięła sobie do serca tę przyjaźń? Aż tak jej to wisiało?
– Dzięki za informację – rzuciła do telefonu po chwili. – Zastanowię się. Oddzwonię. – Opuściła telefon, a jej mina była nieprzenikniona.
– Co się stało? – zapytałem, bo wyglądała dziwnie.
– Potem ci powiem – mruknęła, nie patrząc na mnie, po czym zatkała usta dłonią. – Cholera, będę wymiotować – jęknęła, błyskawicznie wstała z podłogi i pobiegła do łazienki. Patrzyłem na nią w osłupieniu. Clara i ja zostaliśmy sami.
– Co to miało znaczyć? – zapytałem chłodno, przenosząc na nią wzrok. – Mówiłem ci przecież, że nie jestem tobą zainsteresowany. Dlaczego to do ciebie nie dociera?
– Widocznie mylnie odczytałam twoje znaki. Przepraszam. – Uciekła wzrokiem w bok.
Znaki? Ja wysyłałem jej jakieś znaki?  
– Nie dawałem ci żadnych znaków. Nie życzę sobie, byś się na mnie rzucała i całowała.
Westchnęła ciężko, podnosząc na mnie wzrok.  
– Może sobie to wszystko wyobraziłam…
Nie wiedziałem, co takiego, ale raczej na pewno sobie wyobraziła.
– Myślałam, że coś z tego będzie. – Machnęła ręką w nieokreślonym kierunku. – Gdy się poznaliśmy, wydawałeś się dość zainteresowany…
Czy nie dałem jej później do zrozumienia, że wcale nie byłem? Co te baby miały w głowach? Ledwo ją słyszałem, w uszach mi szumiało i miałem wrażenie, że zaraz dołączę do Valentiny, zapewne wiszącej nad muszlą klozetową.  
– ...a ja choć raz chciałam mieć to, co miała Valentina – dokończyła z goryczą w głosie.  
– Nie jesteśmy razem – odpowiedziałem automatycznie, nie chcąc nawet wnikać w jej historię.
– Nie? – Jej oczy się rozszerzyły.
– Chwilowo nie. Byliśmy, ale… to skomplikowane. Zresztą, nie będę ci się tłumaczył. – Podniosłem kieliszek, ale już nie napełniałem go wódką. Dla mnie impreza dobiegła końca.
– To w sumie ma sens. – Jej głos dochodził do mnie jakby z daleka.
– Dlaczego? – wymamrotałem, starając się utrzymać otwarte oczy.
– Valentina nie jest już zdolna do miłości.
Moją uwagę przykuło to małe szczególne słowo “już”, ale zanim zdążyłem zapytać, o co jej konkretnie chodziło, zamknąłem oczy i nie byłem już w stanie ich otworzyć.

357 czyt.
91%112
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2662 słów i 15096 znaków.

2 komentarze

 
  • Iga21

    Iga21 · 5 wrz 6:53

    Hejka. Wyjaśni tą przeszłość Val bo to już się cco raz bardziej intrygujące robi

  • Speker

    Speker · 4 wrz 13:46

    Czy to była zwykła wódka, czy jakiś kombinat? Czy Val naprawdę ma mroczną przeszłość, czy tylko wszyscy naokoło coś kombinują?