Dopóki wystarczy nam sił – o2

Powrót Alexii do domu świętowaliśmy równie hucznie, co powrót mamy po wypadku. Wciąż dochodziła do siebie, ale, jak sama powiedziała w odpowiedzi na zadawane setki razy pytania – „czuje się dobrze i sika jak nigdy”. Po takim dosłownym zapewnieniu w końcu przestaliśmy pytać. Mama uparła się, że musi zrobić kolację i zaprosić na nią Finna, a skoro zapraszaliśmy jego, głupio było olać Jacksona i Zacka. Koniec końców, zaprosiłem także ich. Dzień po przeszczepie Alexii wpadli z impetem do jej pokoju, a ona wrzasnęła z zachwytu na widok masy kolorowych balonów, czekoladek i kwiatów w ich rękach. Obstawili ją tym wszystkim i właśnie całowali ją w policzki, kiedy w progu stanął Finn, trzymając stojak z kroplówką.
– To chyba dla mnie powinno być to wszystko, nie? – rzucił nieco zgryźliwie, ale szeroko się uśmiechał. – W końcu rozkroili mnie wpół i wyjęli narząd, który Bóg umieścił tam nie bez powodu.
– Naprawdę bardzo ci za to dziękuję – wypaliła Alexia z rumieńcami na twarzy. Widocznie jej uczucie do Finna nie osłabło – a może było to spowodowane emocjonalną wizytą Zacka i Jacksona. – Nie musiałeś tego robić… i przepraszam, że musieli rozciąć się wpół.
– E tam. Żartowałem tylko. – Finn machnął ręką ze zblazowaniem. – Zresztą, laski lecą na blizny – zaśmiał się, tym tekstem tylko utwierdzając mnie w przekonaniu, że jednak wciąż był to stary, dobry Finn. Ale już mi to nie przeszkadzało. Porównywanie seksu z Ashley do podarowania nerki mojej siostrze wydawało się śmieszne. Patrzyłem z rozbawieniem, jak Finn razem z kroplówką sadowi się obok Alexii na łóżku, a Jackson i Zack wesoło dyskutują o wszystkim i o niczym. Mój zespół znowu był cały. Moja siostra żyła. Czułem się tak, jakbym odzyskał rodzinę, a nawet dwie.
Jednak jeden bukiet w jej pokoju nie był od chłopaków i przyznam, że nawet go nie zauważyłem, dopóki nie spostrzegłem, że Alexia wpatruje się w niego smętnym wzrokiem. Zobaczyłem przyczepioną do kwiatów karteczkę:

Szybkiego powrotu do zdrowia,
Christopher Perry

Jaki wylewny. Pod spodem była wypisany był cały szereg tytułów tego dupka, z wyraźnym wytłuszczeniem jego funkcji szefa. Głośno prychnąłem.
– Kwiaty od Christophera? Jaki on hojny – zironizowałem, patrząc na okazałość bukietu, tak kontrastującą z żałosną treścią na karteczce.
– To nie od niego – mruknęła Alexia, opadając na poduszki. – Stosunkowo niedawno odeszłam z pracy, więc jak usłyszeli o operacji, postanowili mi to wysłać jako prezent od firmy. Ten podpis jest po to, żebym myślała, że sam szef się mną zainteresował. – Wyglądała na smutną, ale widać było po niej, że Christopher już zbyt wiele ją kosztował. Miałem nadzieję, że to była tylko nostalgia.  
Zaraz potem jednak wpadli chłopaki i Alexia choć na chwilę się rozchmurzyła.
Tak więc cała hałaśliwa trójka zwaliła się do nas do domu, by świętować powrót Alexii do domu i zdrowia. Wcześniej trochę pomagałem mamie w kuchni, razem z tatą, a Alexia w końcu miała dobry pretekst, by leżeć plackiem przed telewizorem. W pewnym momencie, gdy usiłowałem kroić ciasto na kopytka, wrzasnęła:
– Liam! Chodź! Zobacz!
Jak oparzony rzuciłem nóż i pobiegłem do salonu, myśląc, że coś jej się stało, ale ona tylko pokazywała na telewizor. Podążyłem za jej wzrokiem i coś ścisnęło mnie w gardle. Na ekranie zobaczyłem Valentinę. Z głośników leciała jej najnowsza piosenka, więc to, co widziałem, musiało być teledyskiem. Z wysiłkiem przełknąłem ślinę, gdy obserwowałem wykreowaną historię – Valentinę w roli dziewczyny, która obserwowała z daleka swojego byłego chłopaka, przechadzającego się po parku z nową dziewczyną. On – roześmiany i zakochany, ona – nieszczęśliwa i patrząca smutnym wzrokiem w dal. Przeszedł mnie dreszcz, gdy nagle spojrzała prosto w kamerę. Nie. Nie dam się jej zbałamucić. Miałem na głowie tyle spraw, że nie potrzebowałem jeszcze jej.
– Wasze piosenki są na czele listy przebojów – powiedziała Alexia, obserwując mnie uważnie. – Raz ty jesteś na szczycie, raz ona. Całkiem nieźle.
Milczałem, nie wiedząc, co właściwie miałbym jej odpowiedzieć. Już miałem wracać do kuchni, kiedy zagadnęła mnie:
– Słyszałam, że gdy dostawałam udaru, topiąc się w swoim własnym pocie, poleciałeś do Hiszpanii?
Nie chciałem o tym mówić, ale nie chciałem też zostawiać siostry bez żadnej odpowiedzi. Nie wtedy, kiedy omal jej nie straciłem.
– Owszem. To był błąd. Okazało się, że miejsce dla faceta w życiu Valentiny jest już zajęte. – Wymusiłem uśmiech, ale miałem wrażenie, że wyszedł z tego grymas. – Przez Marcusa.
– Marcusa? – Alexia otworzyła szerzej oczy.
– Tak. Tego, z którym grała w filmie. Wiem, że chciałaś dobrze, kiedy nakrzyczałaś na mnie, że powinienem ogarnąć swoje życie, ale to się chyba nie uda. – Otrzepałem ręce z mąki i odwróciłem wzrok. – Ona mnie nie chce.  
– Przepraszam – odparła po chwili Alexia ściszonym głosem. – Może jednak nie znam jej tak dobrze, jak sądziłam.
– Nie wracajmy już do tego – rzuciłem i czmychnąłem do kuchni, gdzie mama zdążyła już pokroić resztę ciasta i wrzucić równe kopytka do wrzącej wody. – Nie musiałaś tego robić – powiedziałem automatycznie, biorąc od niej talerz z jeszcze surowymi kopytkami, czekającymi na swoją kolej. – Wyszedłem tylko na chwilę. Daj, ja to zrobię.
– Nie trzeba się ze mną obchodzić jak z jajkiem, synu. – Mama energicznym ruchem zaczęła siekać cebulę. – Miałam wypadek. Przeżyłam. Już wszystko jest dobrze. – Posłała mi ciepły uśmiech, który odwzajemniłem, choć wargi lekko mi drżały.
Kolacja była pełna śmiechu. Mama zaprosiła też swojego kolegę, Mike’a oraz jego żonę, Lacey. Mieli przyjść z córką, Naomi, z którą mama kiedyś chciała mnie swatać, ale dziewczyna nie przyszła. Może to i lepiej, bo z mglistych wspomnień z dzieciństwa pamiętałem, że jej nie lubiłem.  
Na początku było odrobinę niezręcznie, ale ostatecznie wszyscy cieszyliśmy się z faktu, że Alexii nic się nie stało, więc szybko przełamaliśmy lody. Wkrótce zrobiło się głośno, wszyscy wznieśli toast – Alexia i Finn sokami, bo nie mogli pić alkoholu – i nagle życie wydawało się piękniejsze. W sumie, czego mogłem więcej chcieć? Miałem obok siebie rodzinę, przyjaciół, dużo jedzenia, dużo śmiechu i właściwie niczego mi nie brakowało.
Prawie. Poza jedną, jedyną osobą, która też powinna tu być.
Choć byłem tak cholernie wściekły i zraniony, nadal tęskniłem. Szkoda, że nie zorientowałem się wcześniej, co mnie czekało.
Valentina cię zniszczy…

***

Wraz z nadejściem października, fala upałów w końcu ustąpiła. Alexia dalej dochodziła do siebie, podobnie jak Finn, więc musieliśmy brać się ostro do roboty – co orzekł James, po chwilowej radości, że Finn wrócił do zespołu. Chwilę później kazał nam „brać dupę w troki” i „stworzyć nowe super kawałki, na których wszyscy zarobimy dużo hajsu”. Całą czwórką zgodnie pominęliśmy jego słowa milczeniem i postanowiliśmy skupić się na najbliższej sprawie – wywiadzie, na który zostaliśmy zaproszeni do radia internetowego. Gdy pewnego wieczora wyskoczyliśmy całym zespołem na pizzę, zaraz dorwali nas paparazzi, pytając, czy Finn znowu jest u nas perkusistą. Następnego dnia powitały nas same nagłówki artykułów w stylu „Wielki powrót Finna Walsha do The Case!”. Okazało się, że podziałało to tylko na naszą korzyść, jako że po raz pierwszy otrzymaliśmy takie zaproszenie od radia. Spodziewaliśmy się, że zapytają nas o powód, dla którego Finn w ogóle wyleciał z zespołu, więc na wszelki wypadek ustaliliśmy zawczasu wspólną wersję.  
– Nie chcę, by paparazzi zaczęli teraz latać za Alexią. Ona potrzebuje spokoju. – Byłem dość stanowczy.
– Wymyślcie coś. Albo mówcie ogólnie, bez szczegółów. Pokłóciliście się i tyle – zarządził Jackson, wcinając pepperoni. – Co spowodowało chwilową zawiechę zespołu, ale już wszystko jest ok.  
– Najlepiej w ogóle nie wspominać o wypadku Alexii i przeszczepie – dodałem. – Ani o… – Odkaszlnąłem. – O pierwotnych powodach wywalenia Finna.  
– Znaczy jakich? – Finn zamrugał niewinnie oczami. – Bo nawet niczego sobie nie przypominam.
– Jasne – parsknąłem, z lekkim rozbawieniem przypominając sobie naszą bójkę na stołówce. – Niech ci będzie. Wybaczone i zapomniane.  
Koniec końców, być może pozbawiliśmy radia pewnych pikantnych szczegółów z naszej historii, ale trudno. Nie chciałem w to wciągać siostry, a tym bardziej Valentiny. Dalej bolała mnie każda myśl o niej i trochę się bałem, że poruszą jej temat przy wywiadzie, ale zamierzałem utrzymać pokerową twarz i jak najszybciej zmienić temat.
W radiu poczęstowali nas kawą, ciastkami, wodą i zaprowadzili na bardzo wygodne fotele, gdzie rozsiedliśmy się jak u siebie, zakładając słuchawki i zbliżając mikrofony do twarzy. Prowadzący strasznie długo gadał, streszczając naszą historię, ale w końcu zwrócił się bezpośrednio do nas:
– A teraz, drodzy słuchacze, rozpocznijmy rozmowę, na którą wszyscy z niecierpliwością czekamy. Dzisiaj gościmy u nas The Case i to, uwaga… – Zawiesił dramatycznie głos. – W pełnym składzie! Ostatnio pojawiały się plotki, że Finn Walsh odchodzi w zespołu. Dzisiaj jest jednak z nami. Chłopaki, co to się działo u was ostatnio? – Wyszczerzył się do nas, jakbyśmy byli kolegami z pracy. Zastanawiałem się, czy Valentina słuchała radia.  
– Pokłóciliśmy się na trasie – zacząłem, starając się brzmieć wiarygodnie. – Była dość długa i nerwowa, w końcu emocje zrobiły swoje i… – Uśmiechnąłem się lekko. – Przyozdobiłem twarz Finna moją pięścią.
Wszyscy w studiu się roześmiali – prowadzący najgłośniej.
– Tak, wkurzanie Liama to mój życiowy cel – dorzucił Finn żartobliwym tonem. – Ale wtedy trochę przegiąłem, z czego zdaję sobie dzisiaj sprawę. Ale wiesz, nie ma takiej kłótni, której nie rozwiąże porządna bójka – dodał, szczerząc się do prowadzącego, który wyglądał na niego zawiedzionego.  
– A co z Valentiną Martínez? – Nieoczekiwanie zmienił temat, licząc, że chociaż tutaj pojawią się jakieś rewelacje. – Na ostatniej trasie była jakoby częścią zespołu, promując swój film, w którym wystąpiła razem z… – Zerknął na kartkę, która leżała obok mikrofonu. – Z Marcusem O’Reillym – dokończył, a ja miałem wrażenie, że zaciskają mi się wszystkie wnętrzności. – No i wiele razy widziano was razem. – Zwrócił się teraz bezpośrednio do mnie, a ja zamarłem. Nie przewidziałem tego. Czy może raczej – przewidziałem, ale bardziej skupiłem się na zatuszowaniu sprawy z Finnem. Valentina jakoś mi w tym wszystkim umknęła. Nagle nie wiedziałem, co mam powiedzieć, by było dobrze. – Jesteście parą, Liam? To coś poważnego? No, nie wstydź się, uchyl rąbka tajemnicy. – Zarechotał tak, że widziałem dokładnie całe jego uzębienie i miałem ochotę przywalić w nie tak, by całe mu wyleciało.  
– Byliśmy parą – odparłem swobodnie, udając, że jego pytanie wcale mnie nie ruszyło. – Ale już nie jesteśmy.
– Naprawdę? Co się stało? – Prowadzący mało nie posikał się z wrażenia. – Może chcesz nam opowiedzieć coś więcej. W końcu w tym momencie dajesz nadzieję wszystkim twoim fankom. – Znowu się roześmiał, a ja zacisnąłem pięść. – A co z zespołem? Czy Valentina będzie obecna także na waszej następnej trasie?
– Chwilowo nie – wtrącił nagle Jackson, za co byłem mu dozgonnie wdzięczny. – Obecnie nie będziemy jej gościć w naszym zespole. – Głos miał chłodny, więc prowadzący westchnął, wiedząc, że nic więcej mu nie powiemy i musi zmienić temat.  
– No dobra – rzucił, niezadowolony. – W takim razie opowiedzcie mi trochę o waszych dalszych planach.  

***

Wywiad był męczący, dlatego ucieszyłem się, gdy w końcu się skończył. Zamierzałem wrócić do domu i wypić zimne piwo – albo dwa. Okazało się jednak, że James zostawił mi kilka wiadomości na skrzynce głosowej, co na pewno nie zwiastowało niczego dobrego. Wróciłem do domu, wyjąłem z lodówki piwo i dałem sobie jeszcze trochę wolnego, zanim w końcu do niego oddzwoniłem.
– Jak tam wywiad? – zapytał, zanim zdążyłem się choćby przywitać.
– Śpiewająco – mruknąłem, otwierając piwo na blacie w kuchni. – Myślałem, że go słuchałeś.
– Nie miałem czasu. Słuchaj, chłopaku, sprawa jest.
– Oczywiście. – James nigdy nie dzwonił, gdy nie było sprawy.
– Zostałeś poproszony o zaśpiewanie piosenki na evencie charytatywnym.
O, to było coś nowego. Spodziewałem się, że będzie coś smęcił o nowej płycie albo znowu postanowi dołączyć do zespołu kolejną aktorkę pokroju Valentiny. Aż przycisnąłem komórkę mocniej do ucha.
– Naprawdę? Z jakiej to okazji?
– Coś mi się obiło o uszy, że to chyba zbiórka dla dziecięcego oddziału onkologicznego w naszym szpitalu. Zbierają różnych ludzi z różnych profesji, dlatego ciebie poproszono o wykonanie koncertu charytatywnego.  
– No jasne, nie ma sprawy. – Czy on się spodziewał, że odmówię zbiórce dla dzieci z onkologii? Jego głos brzmiał jednak podejrzanie, jakby gdzieś miał kryć się haczyk. – Powiedziałeś chłopakom?
– Jeszcze nie. Chciałem najpierw zadzwonić do ciebie. – James zawiesił głos, jakby na coś czekał.
– No, wykrztuś wreszcie to, co masz do powiedzenia – mruknąłem, biorąc duży haust piwa. – Nie mam całego wieczora.  
– Nie chodzi tu o piosenki zespołowe – powiedział powoli James. Zbyt powoli. – Chodzi o twoją piosenkę.
– Moją?
– Tak. Oraz tę, którą nagrałeś razem z Valentiną.
Minęła sekunda, zanim zrozumiałem, do czego tak naprawdę zmierzał. Piwo zatrzymało mi się w przełyku i omal nie cofnęło.
– Nie ma mowy – warknąłem.
– Liam, kurwa, nie rób scen. Już się zgodziłeś – fuknął James, subtelny jak zawsze. – Nie obchodzi mnie, co zaszło między wami. Masz wziąć się w garść. Trzy minuty piosenki i po sprawie. Fani chcą usłyszeć was na żywo. Nagraliście piosenkę w tajemnicy, to teraz łaskawie zróbcie z niej użytek.
– Valentina się zgodziła? – wysyczałem, nie mogąc uwierzyć w to, w co James mnie wpakował.
– Zgodziła. Nie jest taka egoistyczna, jak ty – rzucił James wkurzonym tonem. – I rozumie, że to dla większego dobra.
– Ja też to rozumiem! – Oburzyłem się.
– To przestań jęczeć jak baba. Dogadajcie się. Za tydzień widzę was oboje na koncercie. Bez żadnych dram! – Po tych słowach zakończył połączenie, a ja opuściłem rękę z komórką, wpatrując się w nią, jakby właśnie powiedziała mi coś brzydkiego. W głowie mi huczało. Odstawiłem piwo, bo nagle straciłem na nie ochotę.
Czemu wydawało mi się, że sprawa Valentiny jest już zakończona? Założyłem, że skoro była w Hiszpanii, to nie miała już po co tu przylatywać i wchodzić mi w drogę. Nie mogłem przecież odmówić wykonania koncertu charytatywnego, a więc to oznaczało jedno – znowu ją zobaczę. Znów zaśpiewamy razem, znów usłyszę jej głos, będzie obok mnie. Wachlarz uczuć, na który kompletnie nie byłem przygotowany.

621 czyt.
93%153
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2745 słów i 15796 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 24 czerwca

    Jeszcze nie nadszedł lipiec Fajnie, że już coś jest, no i chyba chodźcie z Elorence w parze... Czekam na kolejne  (nie)cierpliwie

  • Speker

    Speker · 24 czerwca

    Super

  • Mikki

    Mikki · 23 czerwca · 230360657

    I oto candy wraca w wielkim stylu 😀😀 super i ten koncert z Valentina no no ciekawe co się wydarzy 😀😀.  Dużo weny kochana. 😍😍