Dopóki wystarczy nam sił – o5

Nie widziałem się ani z Valentiną ani z Clarą przez następny tydzień. Zwyczajnie nie było ku temu okazji, a może po prostu chciałem odetchnąć od tego wszystkiego. Nagle nie miałem się czym martwić, bo sprawy przybrały nieoczekiwanie dobry obrót – mój zespół znów był cały, mama wyzdrowiała, Alexia też; Valentina wróciła i chciała mnie odzyskać. Nie byłem jeszcze przekonany, czy chciałem znowu wchodzić do tej samej rzeki, ale pochlebiało mi to – zwłaszcza świadomość, że chyba jednak jej na mnie zależało. Wstąpiła we mnie pozytywna energia, którą starałem się wykorzystać jak najlepiej, w spokoju i ciszy.
Ale jednak żadna cisza i spokój nie mogły wpłynąć na to, że nie zauważałem, jak Alexia wieczorami wymykała się z domu.  
Nadal się o nią martwiłem, zarówno przez wzgląd na jej przeszczep, ale także Chrisa, ale wiedziałem, że irytowało ją moje gadanie, więc postanowiłem się zamknąć i jedynie ją obserwować. Była radosna, jak to ona, ale coś mi tu śmierdziało. Gdy pierwszy raz wyszła z domu, zignorowałem to, ale wyjścia zaczęły się powtarzać. Nie trzeba było być detektywem, żeby się domyślić, że wychodziła na randki – zawsze ciągnęła się za nią intensywna woń perfum, Alexia była ubrana w same eleganckie ciuchy i zawsze spędzała w łazience kilka dobrych godzin na malowaniu się. Była dorosła, miała prawo do randek, ale w mojej głowie dudniła ciążąca myśl – czy spotykała się z Finnem?
Mimo że dalej byłem wdzięczny Finnowi za to, co zrobił dla Alexii, wciąż nie chciałem go widzieć u jej boku. Mówiła, że się przyjaźnią. Uwierzyłem jej, ale przecież Alexia od dawna miała chrapkę na Finna. A Finn nadal był sobą – tym niedojrzałym, ruchającym co popadnie sobą. Wolałem, by nie dobierał się do mojej siostry – ani teraz, ani nigdy.
Mówi się, że najłatwiej zdobyć serce poprzez żołądek. Obawiałem się jednak, że Finn chciał zdobyć pochwę Alexii poprzez nerkę. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało.  
Którymś razem przy wspólnym śniadaniu zapytałem ją, niby od niechcenia, dlaczego wróciła tak późno do domu.
– A co, jesteś moją niańką? – skomentowała tylko, ale widziałem, że lekko się zaczerwieniła.
– Tylko opiekuńczym starszym bratem – wtrąciła mama.
– No właśnie – potwierdziłem.
– Czy wy też musicie znać każdy szczegół mojego wyjścia? – Alexia zwróciła się do rodziców, kompletnie mnie ignorując.
– Nie – odpowiedział jej tata, pijąc kawę. – Jesteś dorosła i masz prawo do prywatności.
– Widzisz, Liam? – Siostra z powrotem spojrzała na mnie, uśmiechając się tryumfalnie. – Nie muszę ci się spowiadać.
–  Nie kazałem ci się spowiadać – prychnąłem. – Zadałem jedno pytanie.
Alexia nie pozwoliła mi dokończyć, sprytnie zmieniając temat i wiedziałem, że nie dowiem się niczego, dopóki sam tego nie zobaczę. Nie miałem zamiaru jej śledzić, ani nic takiego, jednak kazałem sobie mieć się na baczności i wnikliwie obserwować Finna. Może i był bohaterem, jeśli chodzi o nerki, ale to nie dawało mu prawa do złamania serca Alexii.
W końcu uznałem, że czas na odpoczynek się skończył. W piątek wieczorem umówiłem się z chłopakami w naszym standardowym miejscu – starej piwnicy obok domu Jacksona, która od lat służyła nam jako miejsce do pisania piosenek i brzdąkania na instrumentach, tak, by nie denerwować tym innych ludzi. Szczęśliwie się składało, że była dźwiękoszczelna, więc mogliśmy tam przesiadywać do woli. Wchodząc ponownie do środka, poczułem dziwny przypływ szczęścia – dość dawno nas tu nie było, a zwłaszcza w komplecie. Cameron tu nie pasował. Mimo wszystko dobrze było widzieć Finna jako właściwą osobę na właściwym miejscu.
– No, panowie. – Jackson klasnął, gdy wszyscy zapadliśmy się w swoich starych fotelach, po czym pochylił się i z przenośnej lodówki wyciągnął cztery piwa. – To na rozgrzewkę – dodał, podając nam po jednym. – Laba się skończyła. James już mnie opierdalał, że mamy się brać do roboty.
– Mnie też – mruknąłem, otwierając piwo. – Ktoś ma pomysł na nową piosenkę?
– Chyba ja mam. – Usłyszałem nagle głos, od którego mocniej zabiło mi serce. Przez drzwi wślizgnęła się nagle Valentina. Nie spodziewałem się tego kompletnie. Gdybym stał, a nie siedział, chyba bym się przewrócił. Spojrzałem pytająco na chłopaków, ale cholerne wały unikały mojego wzroku. Przeniosłem wzrok z powrotem na Valentinę, która umościła się właśnie na jedynym wolnym fotelu – którego wcześniej tu nie było, co właściwie powinno dać mi do myślenia. Skanowałem ją od stóp do głów, jakbym nie mógł uwierzyć, że była prawdziwa, była tutaj, razem z nami. Byłem zmuszony odwrócić wzrok, gdy zdejmowała bluzę przez głowę, przez co jej koszulka ciasno opięła piersi. Liam, oddychaj. – Myślałam nad tym, żeby napisać jakąś piosenkę z dedykacją dla dzieci z oddziału onkologicznego – mówiła dalej, a ja siłą wróciłem na ziemię, by dotarł do mnie sens jej słów. – Mam wrażenie, że zrobiliśmy dla nich za mało. Jeden koncert nie wystarczy. Może gdybyśmy napisali piosenkę, pociągnęłaby ona za sobą kolejne takie imprezy charytatywne. Moglibyśmy sami jakiś zorganizować. Co wy na to? – Patrzyła po kolei na każdego z nas, a ja nagle uświadomiłem sobie, że powiedziała „moglibyśmy”.  
– My? – zapytałem głucho, zanim mogłem się powstrzymać. Zerknąłem pytająco na chłopaków, którzy mieli odrobinę zmieszane miny. – Co znaczy „my”?
– Nie powiedzieliście mu? – zapytała ostro Valentina, a w jej głosie usłyszałem żal i zmieszanie. – Boże… – parsknęła, wstając gwałtownie. – Przepraszam. Zrobiłam z siebie idiotkę…
– Valentina, siadaj. – Jackson powstrzymał ją ruchem ręki. – Nie, nie powiedzieliśmy mu. – Przeniósł wzrok na mnie. – Liam, wasz występ zrobił furorę. Ludzie pokochali waszą piosenkę, a także te dwie, indywidualne. Nie chcieliśmy komplikować sprawy, ale nie chcieliśmy też mówić ci, póki się nie spotkamy. – Zack i Finn kiwali potakująco głowami, a ja czekałem. – Chcielibyśmy dołączyć Valentinę do zespołu. Tym razem na serio. Koniec z promowaniem filmu. Będzie członkinią zespołu, przez co obie strony skorzystają, jako że, jak już mówiłem, ludzie oszaleli na waszym punkcie. – Wbił we mnie uważny wzrok. – Ale decyzja należy do ciebie.
Miałem mętlik w głowie. Z początku aż dziwnie było mi uwierzyć, że chłopaki naprawdę tego chcieli – ale z drugiej strony, oni lubili Valentinę od początku, a to ja miałem wątpliwości i nie chciałem jej obok nas. Trochę wkurzyło mnie to, że podstawili mnie pod ścianą – co niby sobie wyobrażali? Że odmówię, gdy Valentina jest obok? Owszem, nasze stosunki były z powrotem poprawne, już nie skakaliśmy sobie do gardeł, ale… czy chciałem ją mieć w zespole?  
Chciałem być z nią. Po prostu. O zespole nie myślałem. Wydawało mi się, że do nas nie pasowała, ale to było dawno. Teraz na nowo musiałem to przemyśleć. Jackson miał rację – obie strony by na tym zyskały. James też by się cieszył i może w końcu przestałby się nas czepiać przy każdej dowolnej okazji.  
Poza tym… gdyby spytali mnie wcześniej, być może bym odmówił, a potem żałował. A przecież chciałem mieć Valentinę przy sobie. Spojrzałem na nią zamyślony. W jej oczach dostrzegłem strach i chciałem go natychmiast stamtąd przegnać. Nie powinna się bać mojej reakcji. Powinna wiedzieć, że zawsze była mile widziana, nawet jeśli się kłóciliśmy.
– Nie musisz się zgadzać od razu – odezwała się cicho. – Możesz to przemyśleć. Możesz też odmówić. Zrozumiem.
– Nie chcę odmawiać, tylko to po prostu duże zaskoczenie.
– W porządku. Nie musimy się spieszyć. – Mówiła tak spokojnym głosem, że nagle wszystkie moje wątpliwości wyparowały. – Możemy spróbować. Jeśli okaże się, że to nie był dobry pomysł, odejdę z zespołu i będzie tak jak dawniej.
– Zróbmy tak. – Zgodziłem się. Co mi szkodziło? Chciałem mieć ją obok. Wciąż chciałem z nią występować i śpiewać. O mało co nie wychyliłem się i nie złapałem jej ręki, zwisającej luźno z oparcia fotela. – Bardzo się cieszę. – Uśmiechnąłem się, mając nadzieję, że wygląda to szczerze. Valentina odwzajemniła uśmiech, a Finn odetchnął głośno.
– Boże, co za napięcie. Powinniście tworzyć atmosferę pod horrory.
– Dobra, skoro już wszystko ustalone, bierzmy się do pracy. – Jackson na nowo przejął kontrolę i wyciągnął notatniki oraz długopisy. – Każdy zapisuje swój pomysł, swój tekst, cokolwiek, co wam przyjdzie do głowy. Działamy, ludzie, działamy, bo młodsi się nie robimy, a trzeba jakoś na chleb zarabiać.
Valentina zaśmiała się krótko, a ja nie mogłem oderwać od niej oczu. Choć próbowałem, było to po prostu niemożliwe. Zbyt długo za nią tęskniłem i musiałem się nacieszyć, póki jeszcze była obok.  
W pewnym momencie chciałem odwrócić wzrok, ale właśnie wtedy dostrzegłem, że ona też na mnie patrzyła.

***

Siedzieliśmy w piwnicy przez bite pięć godzin, usiłując wymyślić i napisać nowe piosenki. Gdy skończyliśmy, dochodziła północ. Byłem już zmęczony i chciałem iść do domu, ale miałem plany. Zerknąłem na komórkę. Na ekranie czekała na mnie już wiadomość od Clary.
CLARA: Wychodzę już z domu. Spotkamy się na miejscu?
LIAM: Tak, przepraszam, nie zdążę po ciebie podjechać. Dopiero skończyliśmy.
CLARA: Nie szkodzi.
– Masz może ochotę na krótki spacer? – Usłyszałem nagle za plecami. Obróciłem się gwałtownie. Na pewno nie spodziewałem się takiego pytania od Valentiny, dlatego chwilę mi zajęło, zanim odpowiedziałem.
– Przykro mi – odparłem w końcu. – Chciałbym, ale… umówiłem się z Clarą.
Jej wyraz twarzy się nie zmienił, ale chyba moja odpowiedź ją zdziwiła.
– Och – powiedziała tylko i uciekła wzrokiem. – W porządku. Trochę dziwna godzina jak na spotkanie – dodała, a ja zastanawiałem się, czy przemawiała przez nią zazdrość, czy może zwykła ciekawość.
– Idziemy do nocnego kina – wyjaśniłem krótko. Nie chciałem wchodzić w szczegóły, bo dziwnie mi się rozmawiało z Valentiną o Clarze. Czułem się, jakbym ją zdradzał, a przecież nie byliśmy razem i nie miałem podstaw, by się obwiniać w jakikolwiek sposób.
Nie planowałem spotkania z Clarą, ale sama do mnie napisała z zaproszeniem na nocny seans. Trochę się zdziwiłem – w końcu oferowałem się tylko jako przewodnik, by odnalazła się w nowym mieście. Sam zresztą nie wiedziałem, czy faktycznie miałem to na myśli. Tak czy inaczej, zgodziłem się pójść z nią na film, by mieć coś do roboty i nie myśleć o dziewczynie, która stała przede mną.
– Spotkamy się niedługo – dodałem, sam nie wiedząc, po co to mówię. – Jackson nam nie odpuści tych piosenek. Teraz, gdy do nas dołączyłaś, ludzie na pewno będą zadowoleni. Clara jest zadowolona – dodałem. – Mówiła, że ucieszyła się, gdy byłaś z nami na trasie.
Boże, człowieku, gadasz jak połamany. Lepiej się już zamknij.
Duże oczy Valentiny uważnie skanowały moją twarz.
– Mhm – mruknęła tylko. – To dobrze. – Odrzuciła włosy do tyłu, poprawiła torebkę na ramieniu i uśmiechnęła się blado. – W takim razie życzę wam miłego seansu.
– Dzięki – wymamrotałem tylko, bo nie byłem w stanie odpowiedzieć inaczej. Valentina skierowała się w stronę głównej drogi, a ja przez chwilę wpatrywałem się w jej długie włosy. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że przecież Clara na mnie czekała.
– Spadam. – Zwróciłem się do chłopaków. – Tak w ogóle, na przyszłość pytania dotyczące nowych członków zespołu zadawajcie mi w miejscu, gdzie nie ma tych potencjalnych członków zespołu.  
– Ciesz się, że w ogóle cię zapytaliśmy – mruknął Jackson, podnosząc się z fotela. – Ty wywaliłeś Finna bez konsultacji z nami. Po prostu nam oznajmiłeś.
– Spał z moją dziewczyną – burknąłem.  
– Znowu do tego wracamy? – wtrącił się Finn, oddalając się ode mnie na bezpieczną odległość. – Kurwa, nie chcę znowu dostać w ryj. Pamiętaj o nerce! – dorzucił szybko, widząc mój wzrok. – Pamiętaj, że dałem się pociąć, by wyjęli ze mnie coś, co Bóg umieścił tam nie bez powodu.
– To teraz będzie twój argument na wszystko, co? – prychnąłem.  
– Absolutnie na wszystko.
– Spoko – rzuciłem. – Już dawno ci wybaczyłem. Co nie znaczy, że zapomniałem. – Wycelowałem w niego palec wskazujący. – Masz więcej nie dotykać żadnej z moich dziewczyn. Ani mojej siostry.
– Wiesz, teoretycznie cały czas ją dotykam nerką… – zaczął Finn, ale urwał po chwili. – Zapomnij, nic nie mówiłem.
– No i dobrze. Spadam – rzuciłem ponownie, czując w kieszeni wibrujący telefon. – I spróbuję coś sklecić z tej masy notatek. – Wskazałem na nasze kartki, na których zapisywaliśmy pomysły. – Nara.
Jadąc w kierunku kina, zastanawiałem się, czy dobrze robiłem i czy przypadkiem nie pakowałem się w coś, z czego trudno będzie mi się wydostać.

464 czyt.
100%112
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2419 słów i 13568 znaków.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 21 lip 10:10

    "...i czy przypadkiem nie pakowałem się w coś, z czego trudno będzie mi się wydostać". No jak nie? Przecież nie byłby sobą, gdyby nie wlazł w kolejne bagno To właśnie chłop - jak nie ma problemów, to sobie zorganizuje

  • Speker

    Speker · 20 lip 17:26

    No nareszcie. Myślisz, że łatwo pisać bez kciuków? Xd superancki rozdział. Tylko co ta Clara?