Dopóki wystarczy nam sił – o6

Nocne kino z Clarą było nudniejsze, niż się spodziewałem. Od początku nie byłem do tego nastawiony jakoś entuzjastycznie, ale liczyłem, że mimo wszystko będę w stanie się w miarę dobrze bawić. Przeliczyłem się – byłem zmęczony, najchętniej walnąłbym się do łóżka, w dodatku filmy, które puszczali, okazały się samymi romansami. Clara wpatrywała się w ekran urzeczonym wzrokiem, a ja się zastanawiałem, co ja tu, do cholery, robiłem. Zaczynałem nawet żałować, że się zgodziłem. Mogłem wybrać się na krótki spacer z Valentiną i coś mi mówiło, że ten spacer ucieszyłby mnie sto razy bardziej. Clary właściwie nie znałem i zgodziłem się na to spotkanie z grzeczności, ale ona chyba tego nie rozumiała. Miałem wrażenie, że się do mnie kleiła. Może tylko mi się wydawało, może byłem uprzedzony ze względu na Sofię – niełatwo patrzyło się na kogoś, kto wyglądał niemal identycznie jak ona. Co z tego, że Clara ubierała się i zachowywała trochę inaczej – na sam widok jej twarzy miałem coś w rodzaju odruchu wymiotnego.
Nie mogłem się doczekać końca ostatniego filmu. Kiedy się skończył, była już czwarta nad ranem. Ziewałem raz za razem, nie próbując nawet tego ukryć, za to Clara wyglądała, jakby nie miała dość.
– Było super – oświadczyła, gdy wyszliśmy na zimne powietrze. – Prawda?
– Mhm – mruknąłem, wyrzucając do kosza puste już opakowanie po popcornie. Ze zdumieniem patrzyłem, jak ręka Clary niemal automatycznie sięga po moją. Zanim zdążyłem zareagować, ona już splotła nasze palce.  
– Ale jesteś ciepły – szepnęła, mocno zaciskając palce na mojej skórze. – Mogę?
Pomyślałem, że mogła o to zapytać, zanim przejęła władzę nad moją ręką, ale skoro chciała się tylko ogrzać…
– Pewnie – odparłem, chcąc jak najszybciej stąd zniknąć. Może to było zmęczenie, a może nie miałem ochoty na regularne widywanie kogoś, kto wyglądał jak moja szantażystka. – Wracamy?
Autobusy już nie kursowały, więc zamówiliśmy taksówkę. Odwiozłem Clarę do hotelu. Byłem wdzięczny za taksometr, który bezlitośnie odliczał kolejne minuty, bo szczerze mówiąc, obawiałem się, że będę musiał ją odprowadzić pod same drzwi. Ciężko było mi określić, dlaczego nagle poczułem do niej taką niechęć. Udało mi się nie skrzywić, gdy całowała mnie w policzek – odrobinę za długo – a gdy pobiegła w stronę drzwi hotelowych, odetchnąłem z ulgą.
– Namolna fanka? – Zarechotał nagle kierowca, a ja aż podskoczyłem, bo do tej pory milczał.
– Coś w tym rodzaju – wymamrotałem, po czym podałem mu swój adres i skupiłem się na tym, by nie zasnąć na fotelu, a doczekać własnego łóżka.

***

– Impreza! – wrzasnął Finn, wpadając do mojego pokoju i z hukiem zwalając się na mój fotel biurowy. Zamrugałem gwałtownie oczami i jęknąłem głośno, kiedy Finn gwałtownie odsłonił rolety, zalewając pokój światłem.
– Co, kurwa? Jaka impreza? – wycharczałem. Gardło miałem suche jak pustynia. Przetarłem oczy, a gdy w końcu przyzwyczaiły się do światła, byłem w stanie zwlec się do pozycji siedzącej. Spojrzałem z dezaprobatą na Finna, który założył nogi na moje biurko i w dodatku wyżerał mi czipsy z otwartej paczki, która leżała na biurku. – Jest, kurwa, dziewiąta rano. Czego mi się zwalasz o takiej godzinie na chatę? Kto cię tu w ogóle wpuścił? – Ostrożnie się przeciągnąłem, czując, jakie mam zesztywniałe mięśnie.
– Ubierz się, człowieku – rzucił Finn, dalej chrupiąc czipsy. – Nie masz piżamy? Nie mam ochoty oglądać twoich gonad.
– A ja nie mam ochoty oglądać cię bladym świtem. – W końcu udało mi się wstać i wyszarpnąć Finnowi paczkę czipsów. Westchnął donośnie. – Powtarzam, kto cię tu wpuścił?
– No jak to kto? – Wytarł palce w spodnie i przeciągnął się. – Moja druga nerka.
– Nie mów tak na moją siostrę.
– Kiedy to prawda. Ale wpuściła mnie twoja mama, zanim wyszła do pracy.
– Boże, czemu to zrobiła? – wymamrotałem pod nosem, wychodząc z pokoju i kierując się w stronę kuchni. Finn szedł za mną jak mały piesek.
– Lepsze pytanie: czemu miałaby tego nie zrobić? Przecież…
– Tak, wiem – przerwałem mu, dochodząc do ekspresu w kuchni i go włączając. – Pocięli cię, poharatali, wyjęli nerkę, zaszyli z powrotem. Jesteś bohaterem, możesz nawet zamieszkać w moim domu, ponieważ oddanie nerki kwalifikuje cię do zajęcia mojego pokoju i bycia wychwalanym na wieki.  
– Dokładnie tak. – Finn wskoczył na blat, a ja zmierzyłem go wzrokiem pełnym dezaprobaty, jednocześnie podstawiając filiżankę pod ekspres.
– Zaczyna mnie już irytować ten argument z nerką. W dodatku ludzkość wymyśliła krzesła nie bez powodu. Czemu ciągle wskakujesz na meble?  
– Aleś ty drażliwy dzisiaj, Liam. Ktoś tu nie zaruchał? – Finn zarechotał głośno, po czym jednym ruchem zgarnął filiżankę, do której zdążyła się wlać już moja kawa. Jednym łykiem wypił całość.  
Westchnąłem głośno, ze wszelkich sił starając się mu nie przyłożyć.
– Czy oprócz wkurwiania mnie masz jakiś inny powód, żeby mi się zwalać na głowę bladym świtem? – Wyjąłem następną filiżankę na kolejną kawę.
– Mówiłem ci przecież. Impreza!
– Jaka impreza?
– Czy tobie wszystko trzeba tłumaczyć? – Finn wywrócił oczami, zeskoczył z blatu, podszedł do lodówki i zaczął w niej szperać. – Dostałem zielone światło. W końcu mogę robić co chcę, pić, palić, bzykać… a więc idziemy to uczcić.
– I musiałeś mi to oznajmiać o dziewiątej rano? – burknąłem, biorąc kawę, zanim Finn zdążyłby wypić i tą. – Chciałem się wyspać.  
– Wyśpisz się po śmierci. Teraz mógłbyś mi zrobić śniadanie.
– Aha, jeszcze czego. – Usiadłem przy stole, marząc, by się już zamknął. – Chyba na głowę upadłeś, jeśli myślisz, że będę ci robił śniadanie po tym, jak mnie obudziłeś. Czuję się jak pieprznięty w głowę.
– I tak też wyglądasz. Dobra, już sobie idę – prychnął Finn, zamykając z hukiem lodówkę. Wycelował we mnie palec wskazujący. – Ale wieczorem i tak idziemy na imprezę, więc lepiej o tym pamiętaj!  
Poczekałem, aż wyszedł, a wtedy powlokłem się z powrotem na górę. Komórka mi się świeciła – oprócz nieodebranego połączenia od mamy, widniała tam też wiadomość od Clary. Nie miałem ochoty jej otwierać. Padłem na łóżko i zasnąłem w mgnieniu oka.

***

Gdy obudziłem się po południu, czułem się już znacznie lepiej. Wypiłem drugą kawę, zjadłem obiad, a potem poszedłem się umyć. W końcu też odczytałem wiadomość od Clary, z której zrobiły się trzy. Valentina za to milczała jak zaklęta.

CLARA: Hej, przystojniaku wstałeś już?
CLARA: Chyba jeszcze śpisz, zmęczyłam Cię wczoraj, co?
CLARA: Napisz jak wstaniesz, śpiochu   

Krzywiłem się po każdej z tej wiadomości. Nie podobało mi się, jak mocno Clara się ze mną spoufalała. Właściwie jej nie znałem, łączyły nas tylko wspólne znajome i jedno spotkanie – trochę za mało. Odrobinę przypominała mi Grace, z tym że Grace momentami lubiłem. Tutaj jakoś nie potrafiłem się do tego zmusić. Może zbyt serio przyjęła moją propozycję oprowadzenia jej po mieście. Chyba podziałał na mnie fakt, że była kuzynką Valentiny, a może miałem nadzieję, że nie będzie taka, jak swoja siostra. Tak czy inaczej, coś mi tu nie pasowało. Ponoć Clara miała tutaj zostać tylko przez dwa tygodnie – czy nie powinna się już pakować do domu?
Zostawiłem jej wiadomości bez odpowiedzi i po prostu zacząłem szykować się na imprezę. Finn nie przekazał mi żadnych szczegółów, więc założyłem, że chłopaki po mnie przyjadą. Około dwudziestej drugiej, gdy rodzice już kładli się spać, ja siedziałem w kuchni i jadłem szybką zapiekankę. Obok siedziała Alexia.
– Nie mogę iść z wami? – mruknęła, już jakiś dziesiąty raz po mojej odmowie, co kazało mi przypuszczać, że chciała po prostu zobaczyć Finna.
– Mówiłem ci, że idziemy tylko my.  
– My, jako zespół? Valentina też idzie?
– Nie. Tylko my, męska część. – Prawdę mówiąc, nie byłem tego taki pewien, bo równie dobrze te trzy testosterony mogły zaprosić Valentinę i nic mi o tym nie powiedzieć, ale nie chciałem ułatwiać Finnowi zadania, zabierając ze sobą Alexię. – Poza tym…
– Tak, wiem, mam odpoczywać razem z moją nerką – fuknęła siostra, gwałtownie wstając od stołu. – Wiesz co, Liam? Jesteś po prostu okropny. Przeszczep to nie emerytura. Mam jeszcze prawo się zabawić!
– To się baw, tylko po prostu nie dzisiaj. – Wytarłem usta, bo dostałem smsa od Finna, że za pięć minut będą pod moim domem. – I nie obrażaj się – rzuciłem.  
– Powiedziałabym, żebyś bawił się dobrze, ale wiesz co? – Alexia odwróciła się w moją stronę z zaciętą miną. – Pieprz się, Liam. A żeby jakaś laska sprzedała ci wenerę.
– O co ci chodzi?! – wykrzyczałem za nią, gdy wbiegała na schody.
– Nie jesteś moją cholerną opiekunką, a traktujesz mnie jak dziecko! – odkrzyknęła mi, po czym usłyszałem dudnienie, sugerujące, że pobiegła na górę. Po chwili trzasnęły drzwi, a ja westchnąłem ciężko, czując łupanie w skroniach. Nie planowałem się z nią kłócić, nawet chciałem iść za nią i porozmawiać, ale usłyszałem trąbienie przed domem. Wepchnąłem do kieszeni parę banknotów, prezerwatywy i telefon, po czym wyszedłem. Finn machał do mnie z taksówki.
– Szybciej, Liam, wsiadaj i jedziemy, bo już chuj mnie swędzi!
Zdążyłem tylko zauważyć zdumioną minę taksówkarza.
Gdy w końcu dotarliśmy do klubu, wokół były tłumy. Dziewczyny piszczały i się śmiały, a na nasz widok zaczęły piszczeć jeszcze głośniej. Postawiły nam pierwszą kolejkę, co odczułem nieco dziwnie, bo zwykle chyba działo się to na odwrót, ale nie miałem nic przeciwko, a chłopaki tym bardziej. Finn od razu wypił trzy kieliszki wódki, podczas gdy my byliśmy dopiero przy pierwszych, ale szybko go doścignęliśmy. Muzyka wokół dudniła jak szalona, a mnie dość szybko zaczęło szumieć w głowie, mimo tej zjedzonej zapiekanki. Finn jednak narzucił takie tempo, że mój żołądek i tak wydawał się być pusty.  
– Uważaj – wybełkotałem w końcu, przyglądając się z rozbawieniem, jak odpinał górne guziki koszuli i szczerzył się do dziewczyn w bardzo krótkich sukienkach. – Bo jak dalej będziesz tak pił, to w końcu ci nie stanie i nici z bzykania.
– Mi zawsze staje! – wydarł się, wywołując piski grupki dziewczyn stojącej niedaleko.  
– Ta, akurat. Już zapomniałeś o tym jednym razie na trasie?
– Liam… Milcz! – Finn świecił się na twarzy jak bożonarodzeniowa choinka. – O mnie się nie martw. Moja łodyga zawsze dyga – dodał, mocno akcentując każde słowo, po czym popchnął w moją stronę kolejny kieliszek. – Pij, chłopie, i też zacznij się w końcu rozglądać. Zack i Jackson już sobie znaleźli dupeczki. – Wskazał na chłopaków szalejących na parkiecie.  
– A ty nie. – Uśmiechnąłem się nieco złośliwie. – Co się dzieje? Urok Finna przestał działać?
Chyba trafiłem w czuły punkt, bo jego wargi zadrgały groźnie.
– Czy mam przywrócić argument nerki?
– Nie, zamilcz już.
Godzinę później był jednak już trochę zmartwiony. Ja w tym czasie zdążyłem zatańczyć już z kilkunastoma dziewczynami na parkiecie i nawet zdobyć kilka numerów, a Finn dalej siedział przy barze i próbował zagadywać jakąś laskę, dość nieudolnie. Chyba za mocno zachciało mu się świętować jego zielone światło na picie, bo wyglądał, jakby był o krok od zaśnięcia.
– Ej, Finn… – Jackson klepnął go w ramię. – Żyjesz?
– No pewnie – wybełkotał, choć oczy miał zamknięte i prawie spadł z wysokiego barowego stołka.  
– Zbieramy się?  
– Coo… nie…! – Finn otworzył oczy, po czym je wytrzeszczył. – Co wy, głupki… chcecie już… iść? – Dostał czkawki. Aż przykro się na to patrzyło.
– My się już zabawiliśmy – wtrąciłem się, czując, jak jedna z dziewczyn, z którymi tańczyłem, zaczyna mnie na nowo obłapiać. Chyba położyła mi rękę na tyłku. – Odbijesz sobie następnym razem.
– Nie, kurrrwa… – Zeskoczył ze stołka i zachwiał się. – Ja dziś, kurwa, jeszcze zaliczę. Choćby skały srały… – Nie dokończył zdania, bo runął na ziemię, tłukąc kieliszek, który trzymał w ręku. Jackson westchnął ciężko.
– Zajmiecie się nim? – rzuciłem w stronę jego i Zacka, czując, jak ręka dziewczyny wędruje z tylnych partii na te przednie. – A ja zaraz wracam.
Nie byłem sobą, a może właśnie to byłem ja, tylko że w wersji alkoholowej. Nie chciało mi się nad tym zastanawiać. Wiedziałem tylko, że chociaż usiłowałem się dobrze bawić, w głowie siedziała mi Valentina – a nie tego teraz potrzebowałem. Coś mi mówiło, że mimo ostatnich wydarzeń i jej zapewnień, że chce mnie odzyskać, i tak nie mogłem jej mieć. Nie tak naprawdę, nie tak, jak bym tego chciał. Jakkolwiek głupie to było, wziąłem obłapiającą mnie dziewczynę za rękę i przepychając się przez tłum, skierowałem się w stronę toalety. Nie była na szczęście tak obskurna, jak zwykle takowe bywają. Dziewczyna szybko zorientowała się w sytuacji i wepchnęła mnie do jednej z kabin, zamykając drzwi. Sekundę później miałem już rozpięty rozporek. Choć nie sądziłem, że te prezerwatywy faktycznie mi się przydadzą, teraz cieszyłem się, że je miałem. Gdy patrzyłem na idealną figurę dziewczyny, nie przeszkadzały mi nawet wypite wcześniej procenty. Przycisnąłem ją do ściany, podciągając jednocześnie do góry jej sukienkę. Ona głośno jęknęła i oplotła mnie nogami. Mój zdradziecki mózg nagle podsunął mi obraz Valentiny – z tego wieczora, gdy kochaliśmy się pierwszy i ostatni raz. Później wszystko się rozpieprzyło. Ujarzmiony już gniew na Marcusa nagle powrócił ze zdwojoną siłą. Nadal nie znałem prawdy. Valentina dalej miała przede mną sekrety. Może to była próba zapomnienia o tym, a może dojrzewałem do myśli, że nigdy nie będzie w pełni moja – i właśnie dlatego posuwałem teraz nieznajomą dziewczynę na ścianie toalety. Bo tęskniłem i kochałem tę, która nigdy nie potraktuje mnie na tyle poważnie, by się zaangażować i powiedzieć mi prawdę.
Ten numerek był na tyle szybki, że po dziesięciu minutach dziewczyna posłała mi uśmiech i wyszła z toalety, wygładzając sukienkę, a ja wyrzuciłem prezerwatywę do kosza i wróciłem do chłopaków, którzy wpakowali już Finna do taksówki. Zmierzając w jej stronę, nagle zamarłem. Nie byłem jeszcze trzeźwy i to na pewno nie był dobry pomysł, ale nie mogłem się powstrzymać.
– Jedźcie beze mnie – rzuciłem w stronę Jacksona. Widać było, że chciał mi zadać parę pytań, ale kiwnął głową i po chwili odjechali. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i po chwili udało mi się kliknąć na kontakt „Valentina”. Bez zastanowienia wcisnąłem zieloną słuchawkę. Nawet nie patrzyłem, która była godzina. Ważne było tylko to, że byłem pijany i cholernie tęskniłem za tą dziewczyną. Złamała mi serce, a ja i tak tęskniłem. Mogła je złamać tysiąc razy, wrzucić do blendera i zmiksować, a ja i tak bezpowrotnie byłem jej. Nawet jeśli właśnie uprawiałem seks z kompletnie nieznajomą dziewczyną, i tak zawsze wracałem do niej. Czy tego chciała, czy nie – i czy ja tego chciałem, czy nie.
– Halo? – Usłyszałem po chwili w słuchawce najpiękniejszy zaspany głos.
– Odebrałaś… – westchnąłem, w duszy nienawidząc się za ten głos pełen ulgi, ale będąc pod wpływem, nijak nie umiałem tego kontrolować.
– Liam, masz pojęcie, która godzina? – Nie wydawała się zła, tylko zaspana.
– Nie mam – przyznałem i lekko się zatoczyłem. Musiałem podeprzeć się o ścianę, by nie upaść. – Naprawdę nie mam.
– Jesteś pijany? – Teraz była rozbawiona.
– Troszkę – przyznałem. – Valentina… – Smakowałem jej imię niczym czekoladę. – Tęsknię za tobą.
Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co powiedziałem. Spodziewałem się, że westchnie i powie, że ona nie tęskni za mną. Albo się rozłączy. Na pewno nie spodziewałem się jej cichego szeptu:
– Chcesz do mnie przyjechać?

535 czyt.
100%81
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2989 słów i 16773 znaków.

1 komentarz

 
  • Speker

    Speker · 25 lipca

    Super, świetnie, miód i te sprawy. Tylko po co ten numerek w kibelku? To bardzo psuje wizerunek
    I mamy kolejną część...