Dopóki wystarczy nam sił – 19

W głowie mi huczało. Wypadłem przez drzwi jak błyskawica, ledwo oddychając. Nie rozumiałem, co tu się właśnie stało. Przecież nie przespałem się z Clarą – nie mógłbym tego zrobić, a ona jednak twierdziła, że była ze mną w ciąży. Przecież musiała mieć jakieś podstawy, by tak twierdzić.
– Liam, oddychaj. – Trzasnęły drzwi i Valentina znalazła się obok mnie. – Chodź.
Poszliśmy do samochodu i dopiero tam udało mi się złapać oddech. Nagle byłem całkiem rozbudzony. Nawet nie uruchomiłem silnika, tylko wpatrywałem się przez szybę w jeżdżące wokół samochody.
– Ja… nie rozumiem – powiedziałem powoli, nie mogąc oderwać wzroku od świateł. – Nie przespałem się z nią. A na pewno nie świadomie.
– Co się stało, gdy poszłam wymiotować?
Ciężko było mi to ogarnąć rozumem. Już niczego nie byłem pewien.
– Właściwie niemal od razu zemdlałem. Gadaliśmy przez chwilę o… – O tym, że Valentina nie była już zdolna do miłości. Nie chciałem mówić tego głośno. – Właściwie o niczym ważnym. Potem urwał mi się film. Obudziłem się rano w tym samym miejscu, tylko już bez Clary. Uwierz mi, nie przespałbym się z nią. – Spojrzałem błagalnie na Valentinę.  
– Wierzę ci – powiedziała cicho, głaszcząc mnie po ramieniu, po czym westchnęła. – Dasz radę prowadzić? Pojedźmy do ciebie i zastanówmy się nad tym wszystkim w spokoju.
Skinąłem głową jak robot i włożyłem kluczyki do stacyjki. Pół godziny później robiliśmy w kuchni herbatę. Z kubkami w dłoniach przeszliśmy do mojego pokoju, starając się być cicho. Usiedliśmy na łóżku przy zapalonej lampce. Po minie Valentiny widać było, że coś chodziło jej po głowie.
– Liam, czy… czy jest możliwość, by Clara cię zgwałciła? – zapytała w końcu.
Wytrzeszczyłem oczy, bo nawet nie przyszło mi to do głowy.  
– Nie mam pojęcia – odparłem po chwili. – To w teorii możliwe, ale… nie poczułbym tego?
– Nie wiem. Nie mówi się za dużo o gwałtach na mężczyznach… niektórzy w ogóle nie uważają tego za gwałt. – Wyglądała na całkiem bezradną. – Ale skoro jesteś pewien, że z nią nie spałeś… to nie widzę innej możliwości.  
– Chyba że to nie moje dziecko – odezwałem się. – Chce mnie wrobić w ojcostwo.
– O tym też pomyślałam, ale szybko tego nie sprawdzimy. – Skrzywiła się. – Możemy spekulować, ale jeśli jest w ciąży i mówi, że to twoje… nie mamy innego wyjścia, jak tylko jej zaufać.
– Będę miał dziecko – powiedziałem pustym głosem, nie wierząc w to, co mówiłem. – A nawet nie pamiętam, jak je robiłem. O ile w ogóle jest moje. Chryste… – Pochyliłem się i ukryłem twarz w dłoniach. Po chwili wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na Valentinę. – Chcesz już uciekać?
Zmarszczyła brwi.
– O co ci chodzi?
– O to, że zawsze uciekasz. – Nienawidziłem się za to, że wyładowywałem na niej swoje emocje, ale to było za dużo jak na jeden dzień. – Uciekałaś już przy mniej ważnych sprawach. Co zrobisz teraz? Zostaniesz ze mną? Pokochasz to dziecko?
Przygryzła wargę, w jej oczach zabłysły łzy i odsunęła się ode mnie.
– A jednak ty dalej myślisz, że ucieknę.
Westchnąłem ciężko.
– Nie. Nie myślę tak. Sam już nie wiem… przepraszam… nie wiem, co robić. Co myśleć. Nie wiem, czy dam radę, jeśli nie będę miał ciebie. – Nakryłem jej dłoń swoją. – Pokochasz to dziecko? Dla mnie?
Wzięła głęboki oddech.
– Już jedno dziecko kochałam, Liam – powiedziała zduszonym głosem. – Moje własne.
Poczułem się, jakbym dostał czymś ciężkim w głowę. Zdołałem wykrztusić tylko:
– Co?
Po policzku pociekła jej łza.
– To jest właśnie to, czego nie mówiłam ci przez tyle czasu. – Oparła się o ścianę i wzięła głęboki oddech. – Powód, dla którego Sofía musiała wyciągać mnie na siłę z łóżka. Powód, dla którego ciężko było mi ci zaufać. Dlaczego wszystko było trudniejsze… moje dziecko.
Nie byłem w stanie myśleć. Jedyne, co udało mi się zrobić, to oprzeć się o ścianę i cały czas trzymać Valentinę za rękę.
– Miałam kiedyś chłopaka, Connora – zaczęła, a jej głos drżał. – Mój pierwszy poważny chłopak. Na początku byliśmy szczęśliwi. Chodziłam z głową w chmurach. Myślałam, że się pobierzemy, choć byliśmy jeszcze przed dwudziestką, gdy się poznaliśmy. Kochałam go. Byłam tego pewna. Tak pewna, że nawet nie zauważyłam, kiedy nasz związek stał się toksyczny. – Spuściła wzrok na swoje dłonie. – Zabierał mnie, kawałek po kawałku. Zabierał części mnie, aż w końcu został mi tylko on. Byłam od niego całkowicie zależna, a on robił, co tylko chciał. Byłam zbyt uzależniona, by od niego odejść. Dlatego rozumiałam Samanthę. Nie chciała zostawiać Marcusa, bo bez niego całkiem by się rozsypała.  
– Mów dalej – poprosiłem cicho.
– Zaszłam w ciążę. Grubo za wcześnie, niż planowałam, ale i tak byłam wniebowzięta – bo czemu nie? Miałabym małą wersję Connora, którą też bym pokochała. On jednak… – Skrzywiła się. – Nie chciał dzieci. Nigdy ich nie lubił. Dlatego nie powiedziałam mu od razu. Chciałam poczekać, aż się między nami trochę poprawi. Przyszłam do niego pewnego wieczora… to był środek drugiego miesiąca. Chciałam zrobić mu niespodziankę i przy okazji powiedzieć o ciąży. A on… posuwał jakąś dziewczynę. Bez żadnego skrępowania. Nawet, gdy mnie zobaczył, nie przerwał. – Podniosła na mnie wzrok, a oczy miała pełne łez. – Powiedział tylko, że porozmawiamy, gdy skończy. – Parsknęła śmiechem, w którym jednak krył się ból. – Wtedy zrozumiałam, że nie mogłam mu powiedzieć. Zrozumiałam, że nie byłby dobrym ojcem. Bo nie był dobrym człowiekiem. Skrzywdził mnie w niewyobrażalny sposób. – Wzięła głęboki oddech i kontynuowała: – Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Byłam sama w domu. Przyszedł do mnie w nocy, pijany. Zaczął się dobijać do środka. Nie chciałam go wpuścić, więc się wściekł. Zaczął walić w drzwi i mi grozić… a ja płakałam. Płakałam nad naszym związkiem i nad naszym dzieckiem, które od teraz miało nie mieć ojca. W dodatku byłam przerażona. Bałam się Connora – dodała. – Człowiek, którego kochałam, w jednej chwili stał się potworem.
Czułem, że i moje oczy trochę zwilgotniały, w mięśniach odczuwałem dziwne napięcie, ale dalej trzymałem Valentinę za rękę i słuchałem.
– Gdy w końcu sobie poszedł… nie ruszałam się przez bardzo długi czas. Zasnęłam, a gdy się obudziłam, pod sobą zobaczyłam krew. – Głos jej się załamał, rozpłakała się. – Poroniłam. Moje dziecko... umarło. A to prawie mnie zniszczyło. Odejście od Connora i śmierć mojego dziecka. – Twarz miała mokrą od łez. – Prawie z nikim o tym nie rozmawiałam. Bałam się znowu komukolwiek zaufać, bo powrót do normalnego życia zbyt wiele mnie kosztował. Przykleiłam na twarz uśmiech i maskę, a potem… spotkałam ciebie. – Otarła twarz, ale i tak wciąż spływały po niej świeże łzy. – I pokochałam cię jeszcze bardziej niż Connora, a to przeraziło mnie jak nic innego. Dlatego uciekałam, choć wiedziałam, że będziesz na mnie zły, że cię to zaboli. Ale nie chciałam znowu czuć tego bólu.
Gardło miałem maksymalnie ściśnięte i choć tego nie chciałem, czułem, że sam byłem o krok od płaczu. Wziąłem parę głębokich oddechów, po czym wymamrotałem:
– Podsłuchałem kiedyś twoją rozmowę z Sofíą. Mówiła o Connorze, ale w życiu bym się nie domyślił… myślałem, że to był zwykły związek i że to on cię zostawił.
– Nie, nie. On nigdy dobrowolnie by mnie nie zostawił. – Głos Valentiny stał się lodowaty. – Byłam jego ulubioną zabawką.
– Co się potem stało z Connorem? – zapytałem cicho.
– Zabił się. Prowadził pod wpływem alkoholu, ale wszyscy uważali, że nie był na tyle pijany, by to promile nim kierowały... Wjechał w ścianę budynku. Z dużą prędkością, jakby zrobił to specjalnie. – Mówiła jak robot. – Zginął na miejscu.
Herbata już dawno wystygła. Usłyszałem krople deszczu bębniące o dach i okno. Nagle już nic nie było takie, jak jeszcze przed chwilą.
– Nie dziwię się, że nie mówiłaś mi o tym – powiedziałem cicho, ścierając kciukiem łzy z policzka Val. – Wcześniej tego nie rozumiałem, myślałem, że ukrywałaś coś przede mną, bo się mną bawiłaś. Teraz już rozumiem. I nie jestem na ciebie zły, że uciekałaś. Cieszę się, że wróciłaś. – Przycisnąłem usta do jej skroni.  
Nie wiedziałem, ile tak siedzieliśmy. Może chwilę, a może godzinę. Po jakimś czasie Valentina w milczeniu zaczęła rozpinać mi spodnie. Wątpiłem, czy seks był dobrym pomysłem w tej chwili, ale nie chciałem protestować, jeśli to tego właśnie potrzebowała. Kochaliśmy się powoli, bez pośpiechu. Serce jeszcze nigdy nie pulsowało mi jednocześnie taką radością i takim bólem.  
Już prawie zasypialiśmy, kiedy Valentina szepnęła:
– Już nie ucieknę. Obiecuję ci to. Zostanę, choćby nie wiem co. Jeśli Clara kłamie, udowodnimy to.

***

Następnego dnia wstaliśmy późno. Rodzice i Alexia zdążyli już wyjść z domu. Zjedliśmy szybkie śniadanie i wykąpaliśmy się, po czym pojechaliśmy do mieszkania. Drzwi były zamknięte, a w środku nikogo nie było – Clara najwyraźniej wyszła do pracy. Na stoliku w kuchni leżał jeszcze test ciążowy. Na jego widok coś zabolało mnie w klatce piersiowej.
– Jeden głupi, obsikany pasek nagle decyduje o mojej przyszłości – mruknąłem, patrząc z obrzydzeniem.  
– Jeszcze nic nie jest przesądzone. – Valentina wyglądała na dziwnie spokojną. Może nie chciała pogarszać sytuacji, a może powiedzenie tajemnicy na głos zdjęło jej z piersi jakiś ciężar. Cieszyłem się, że chociaż ona była spokojna i rzeczowa, bo w mojej głowie panował chaos. – Zastanówmy się. Mamy dwie opcje: albo Clara jest w ciąży z kimś innym i chce wrobić cię w ojcostwo, albo naprawdę to ty jesteś ojcem i cię zgwałciła, gdy byłeś nieprzytomny, co jest przestępstwem. I… – Nagle coś jakby przyszło jej do głowy. – No cóż, jest i trzecia opcja.
– Jaka? – Zdziwiłem się.
– Wcale nie jest w ciąży.  
Zmarszczyłem brwi.
– Po co miałaby to robić? Przecież to nie ma sensu. Zorientowalibyśmy się, gdyby brzuch jej nie rósł.
– Może chciała tak zwrócić twoją uwagę. Rozdzielić nas i potem cię usidlić. Jeśli byś się z nią przespał, wtedy pewnie zaszłaby w ciążę i mogłaby udawać, że była w niej od początku. Potem zapewne by powiedziała, że lekarz pomylił się co do daty i…
– Ile razy mam to mówić? – parsknąłem. – W życiu bym się z nią nie przespał!
– Naprawdę? – zapytała kpiąco. – Wybacz, ale jeśli pamięta się o tym, że potrafiłeś zaliczyć nieznajomą laskę w klubie…
– Znowu do tego wracamy? – Mój humor był coraz gorszy. – Wiem, co robiłem, nie musisz mi tego przypominać.  
– Wiem, przepraszam – westchnęła ciężko i usiadła przy stole. – Jestem po twojej stronie. Po prostu… szukam rozwiązania.
– Rozumiem. – Też usiadłem. – I masz rację, zawsze jest to jakaś opcja.  
– Musisz jej powiedzieć, żeby poszła na badania. A ty pójdziesz z nią, żeby zobaczyć wszystko na własne oczy. Głupio zrobiliśmy, że uwierzyliśmy jej na słowo. – Westchnęła ciężko. – Ale byłam w szoku.
– Ja w jeszcze większym – mruknąłem, biorąc do ręki cukierniczkę i odsuwając nią test ciążowy na sam koniec stołu. Dopiero wtedy zobaczyłem, że leżała tam kartka. – Val, zobacz.

Wyjechałam na parę dni. Jakby co, jestem pod telefonem. C

– Wyjechała? – powtórzyła Valentina ze zmarszczonymi brwiami. – Kto normalny oznajmia, że jest w ciąży, po czym wyjeżdża bez słowa?  
– Ona nie jest normalna. Od początku ci to mówiłem. – Zaczynało mi się kręcić w głowie.
– To już jest podejrzane. – Lekko walnęła dłonią w stół. – Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie odkryjemy prawdy.
– Niby jak chcesz to zrobić?  
– Na pewno są jakieś sposoby. Chociażby… – Myślała przez chwilę. – Możemy sprawdzić, czy gdzieś tu są ślady twojej spermy.
– O rany – zajęczałem, czując się wyjątkowo dziwnie, rozmawiając z Valentiną o mojej spermie, w dodatku w kontekście Clary i jej domniemanej ciąży. – Jak masz zamiar to zrobić?  
– Ultrafioletem – odparła od razu.
– Byłby z ciebie niezły detektyw, ale to chyba za bardzo radykalne rozwiązanie?
– To co proponujesz? – Zirytowała się lekko. – Wolisz się poddać i wychowywać być może nie twoje dziecko?
– No dobra – burknąłem. – Kupujmy ten ultrafiolet.
– Poczekaj… – Zmarszczyła brwi, jakby coś sobie przypominała. – Być może jest inne rozwiązanie.
– Jakie?
Nie odpowiedziała, tylko zerwała się z miejsca i pobiegła do pokoju Clary. Po chwili wróciła z niego z jej laptopem. Położyła go na stoliku, otworzyła i zaczęła wstukiwać jakieś litery.
– Włamujesz się do jej laptopa? – Patrzyłem na nią z mieszanką zdumienia i podziwu. – Nie dość, że detektyw, to jeszcze haker. Nie znałem cię od tej strony.
– Clara zawsze była typem człowieka, który wszędzie używał tego samego hasła. Oby nadal tak było. – Kliknęła “enter” i wyświetlił się pulpit. – Ha! Kto by pomyślał.
– Ale czego konkretnie szukasz?
– Będę wiedziała, jak znajdę – mruknęła, gorączkowo myszkując po pulpicie. – Zrobisz kawy?
Nagle zachciało mi się śmiać – sytuacja była kompletnie nienormalna, a jednak Valentina prosiła właśnie o kawę, najnormalniejszą rzecz na świecie.
– Pewnie, hakerze. – Cmoknąłem ją w czoło i podszedłem do blatu. Po minucie wlewałem do kubków wrzątek, kiedy Valentina nagle wyjąkała:
– O mój Boże… – Po czym wrzasnęła: – Liam! – Jakbym co najmniej stał na korytarzu.
– Co? Znalazłaś coś? – Zostawiłem kawę własnemu losowi i podszedłem do niej szybko. Wskazywała palcem na stronę banku.  
– Włamałaś jej się na konto bankowe? – zapytałem z rozbawieniem. – Jesteś niesamowita.
– Przestań gadać i lepiej spójrz na ostatni przelew.  
Spojrzałem. Przez chwilę nie wiedziałem, na co konkretnie patrzyłem, aż w końcu zerknąłem na tytuł przelewu:
Pozytywny test ciążowy – zamówienie nr 110383.
Coś przewróciło mi się w żołądku.
– Co to ma być? – wykrztusiłem.
– To… – Valentina nie kryła ekscytacji. – To jest nasz dowód. – Popukała palcem w ekran. – Ten test ciążowy nie jest jej. Kupiła go, zapewne od jakiejś kobiety, która naprawdę jest w ciąży i chce na tym zarobić, sprzedając pozytywne testy. O Boże! – zapiała, podskakując. – Mamy ją, Liam!
Poczułem się, jakby kamień spadł mi z serca. Jeszcze przed chwilą byłem zaplątany w sieć kłamstw i chaosu, przerażony możliwą wizją bycia ojcem. W tym momencie Valentina mnie uratowała.
– Brawo, hakerze – wymamrotałem i ścisnąłem ją mocno.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 10 wrz 14:13

    Ale numer. Zeby nie przytomność umyslu dziewczyny ...

  • Speker

    Speker · 9 wrz 11:09

    Ja pierdziele, mistrzostwo!!
    Z każdą częścią jest tak ciekawie, że gdy przyjdzie koniec, to chyba się wnerwie
    Ale akcja, tempo i te knucie, pełen podziw!