Dopóki wystarczy nam sił - epilog

Nie było z nami jeszcze najlepiej, bo żałoba wciąż trwała, ale udało nam się pozbierać na tyle, by mimo nieobecności na kawalerskim Jacksona i panieńskim Alexii, pójść na ich wesele. Byliśmy zobowiązani, bo przecież mieliśmy sprawować rolę ich świadków, choć zapewniali nas, że jeśli nie damy rady, to nie sprawimy im kłopotu. Było jednak oczywiste, że chcieli mieć nas obok, więc zdecydowaliśmy zapomnieć o naszych sprawach na ten jeden dzień i być tam dla naszych przyjaciół.  
Dzień zaczęliśmy tak, jak lubiliśmy – od spaceru na plażę przed wschodem, oczywiście w towarzystwie Buckstera. Może nie był to najlepszy pomysł – wstawać tak wcześnie, jeśli mieliśmy potem bawić się do rana, ale w końcu mogliśmy spędzać ze sobą więcej czasu bez wrzasków ani przykrych słów. Od kiedy Valentina wróciła na terapię, było trochę lepiej. Ja też zacząłem na nią chodzić – czasem osobno, czasem z Valentiną. Z początku czułem się dziwnie, ale po kilku sesjach odczułem ulgę – na tyle dużą, by ubrać się później w garnitur i obserwować, jak Valentina wkłada długą ciemnoróżową sukienkę.
– Ładnie wyglądasz.
– Dziękuję. – Posłała mi nieśmiały uśmiech. – Na szczęście udało mi się przekonać Alexię do tego koloru. Z początku chciała wcisnąć mnie w róż godny lalki Barbie.
– Dobrze, że ją przekonałaś.
Przez następne parę godzin oboje mieliśmy ręce pełne roboty, więc nie mogłem za dużo myśleć o naszych sprawach, za co byłem w sumie wdzięczny. W końcu dotarłem do momentu, gdzie poprawiałem Jacksonowi muszkę i klepałem go po ramieniu.
– Jak tam nastrój? – zapytałem z uśmiechem.
– Trochę się denerwuję, ale w sumie nie mam czym. – Jackson uśmiechał się szeroko i widać było, że był szczęśliwy. Z całych sił starałem się cieszyć razem z nim. – Oby tylko Alexia nie uciekła.
– Nie ucieknie, zobaczysz. Ma super kieckę – dodałem.
– Widziałeś ją?
– Gdzieś mi mignęła.  
– Zazdroszczę. Też chciałbym już ją zobaczyć.  
– Już za chwilę. – Nagle przyszło mi do głowy, że chyba powinienem wygłosić mowę w stylu opiekuńczego starszego brata. – Jackson, stary, wiesz, że cię lubię, ale jeśli kiedykolwiek skrzywdzisz Alexię…
– Mówiłem ci, że masz pozwolenie na urwanie mi jaj. – Rzucił mi krzywy uśmieszek. – Już na samym początku.
– Wiem, ale wtedy jeszcze nie sądziłem, że dojdzie do ślubu. Tak tylko mówię, że moje słowa nadal obowiązują.
– Nie martw się. Nie zamierzam jej skrzywdzić.
Wiedziałem, że mówił szczerze, dlatego posłałem mu ostatni uśmiech i już nic nie mówiłem.  
– No to chodźmy. Czas się ożenić.
W końcu nadeszło to, na co wszyscy czekali – Jackson i Alexia powiedzieli sobie “tak”. Szczerzyłem się jak głupi, Valentina ocierała łzy, cały kościół wybuchł brawami. Nie musiałem nawet patrzeć na moją mamę, by wiedzieć, że też płakała. Gdy wychodzili z kościoła, rozglądałem się po zgromadzonych i nagle, ku swojemu zdumieniu, zobaczyłem Finna. Przez chwilę myślałem, że może mam zwidy albo po prostu przyszedł tylko na ślub. Później jednak zajechaliśmy pod wynajęty hotel i pięknie przystrojoną salę, a Finn nadal tam był. Zauważył mnie i skinął głową z uśmiechem.
Czekałem, aż wszystko się uspokoi, by móc zapytać o to Jacksona, ale ciągle coś się działo – pierwszy taniec, krojenie tortu, pierwszy toast i wszystko inne. W końcu postanowiłem przestać czekać na odpowiedni moment i trochę się zabawić. Nie byłem w imprezowym nastroju i nie miałem zamiaru udawać, ale oprócz wykonywania obowiązków świadka, chciałem też się odrobinę rozerwać.
Po drugim daniu wyciągnąłem do Valentiny rękę.
– Zaszczycisz męża tańcem? – zapytałem z uśmiechem.  
Uśmiechnęła się delikatnie i wstała. Leciała akurat wolna piosenka, więc po dojściu na parkiet zaczęliśmy się delikatnie kołysać. Po wszystkim, co ostatnio się wydarzyło, w końcu czułem się dziwnie spokojny. Nadal nie było idealnie, nie było nawet dobrze, ale najgorsze minęło – przeżyliśmy najcięższe chwile. To było jedyne, na czym się skupiałem.
W końcu udało mi się dorwać Jacksona i zabrać go na stronę.
– Finn tu jest – zauważyłem. – Przywidziało mi się to?
– Nie. – Uśmiechnął się dziwnie, czym wprawił mnie w zdumienie.
– A więc jakim cudem...?  
Zawahał się lekko.
– Prawdę mówiąc, zaproszenie go nie przyszło mi łatwo.
– Domyślam się.
– Ale po tym, co przeżyliście z Valentiną… No cóż, zdałem sobie sprawę, że są na świecie większe dramaty niż to, co Finn wtedy zrobił. Miałeś rację. Za długo chowałem urazę. Bałem się. Ale… – Przeniósł wzrok na Alexię, tańczącą z kimś na parkiecie i uśmiechnął się szeroko. – Dziś została moją żoną. To nowy początek. Dla nas wszystkich. – Spojrzał na kogoś za moimi plecami. – O, dotarł w końcu.
Odwróciłem się i z niemałym zdumieniem stwierdziłem, że patrzę na Zacka.
– On też tutaj? – Osłupiały, spojrzałem z powrotem na Jacksona.
– Tak. Miał koncert, ale obiecał, że przyjdzie. Dobrze wiedzieć, że nadal dotrzymuje obietnic. – Pociągnął łyk drinka. – Załatwiłem nam spotkanie za tydzień. Nie z Jamesem, bo szczerze mówiąc, mam go dość. Pewnie nie tylko ja. Udało mi się znaleźć innego agenta, dużo lepszego niż on, który powiedział, że bardzo chętnie nas przyjmie. Co ty na to?
Udało mu się zdziwić mnie jeszcze bardziej.
– Nas? – powtórzyłem. – W sensie…
– W sensie ciebie, mnie, Zacka i Finna. Nie wiem, czy wciąż tego chcesz i czy w ogóle jesteś w stanie o tym myśleć, ale… Sam mówiłeś, że chciałbyś wrócić do wszystkiego, co było.
Uśmiechnąłem się szeroko.
– Cholera, Jackson.
– Wiem, wiem. – Przewrócił oczami. – Nie rozpłacz się.
Z głupkowatym uśmiechem wróciłem do stolika, przy którym Valentina piła kolorowego drinka.
– Stało się coś niesamowitego – wykrztusiłem, siadając obok.
Spojrzała na mnie z ciekawością.
– Co takiego?
Na jednym wdechu opowiedziałem, co właśnie usłyszałem od Jacksona.
– To cudownie. – Uśmiechnęła się szeroko i ścisnęła mnie za rękę. – Znowu masz szansę spełnić swoje marzenia.
Przez chwilę nagle poczułem się winny – bo przecież zespół nie był moim jedynym marzeniem. Nie wiedziałem, czy w ogóle powinienem się cieszyć.
– Val…
– Nie, nie przepraszaj. – Wyprostowała się. – Nigdy nie przepraszaj za to, że się z czegoś cieszysz. To, co się stało, nie może zaważyć na reszcie naszego życia.
– Wiem, ale…
– Chcę ci coś powiedzieć – oznajmiła, a mnie ogarnął chłód.
– Słucham – odparłem, pełen obaw.
Wzięła głęboki oddech.
– Nie będę zaprzeczać, że ostatnio było ze mną kiepsko. Wciąż mnie to boli i chyba nigdy nie przestanie. Ale… – Wlepiła wzrok w tańczących ludzi na parkiecie. – Ostatnio dużo o tym wszystkim myślałam. Życie jest nieprzewidywalne. W jednej chwili możemy się świetnie bawić, a za chwilę może wjechać w nas samochód. Porazić piorun.
– Mało to optymistyczne – mruknąłem.
– Takie jest życie. Nie przewidzi się wszystkiego. Możemy uniknąć jednej kuli, za chwilę przyleci druga. Zawsze coś nas zrani, na różne sposoby. Decyzja o nieposiadaniu dziecka nie sprawi, że już nigdy nie będę czuła bólu.
Nadal nie wiedziałem, do czego zmierzała.
– Co chcesz powiedzieć?
– Mówię, że nie będę się już zamykać na świat i na to, czego chcemy. – Z powrotem spojrzała na mnie. Choć minę miała poważną, jej głos był spokojny. – Być może znowu zajdę w ciążę. Być może znowu poronię i znowu coś się nie uda. I znowu zaboli. Ale nawet mimo tego całego bólu, chcę próbować dalej – dodała, a ja aż zachłysnąłem się powietrzem. – Mam ciebie i kocham cię, ale chcę więcej. Dużej rodziny. Małych, cudownych dzieci, które będą doprowadzać nas do szaleństwa i rozświetlać nam dni. A z moimi dziećmi… Z naszym… Jeszcze kiedyś się spotkamy. Tam, w górze. – Uśmiechnęła się, a w jej oczach błysnęły łzy. – Jeśli znowu się nie uda, możemy adoptować. Mamy dużo możliwości. Oczywiście, jeszcze nie teraz – dodała. – Ale chcę powiedzieć, że jestem na to otwarta. Gdzieś w głębi mam jeszcze nadzieję, że mimo tego wszystkiego, za którymś razem się uda. Będziemy próbować. Dopóki wystarczy nam sił.  
Nie powiedziała już nic więcej, bo pocałowałem ją mocno, sam czując w oczach łzy. Nie potrafiłem nawet wyrazić tego, co w tej chwili czułem. Ciągle bałem się tego momentu, gdy Valentina powie, że nie chce już próbować, że następny raz ją zabije. Spodziewałem się, że ten moment nadejdzie, a jednak się myliłem. Chciała próbować – to liczyło się dla mnie najbardziej. Nagle wypełniła mnie nadzieja, zarówno na powrót zespołu, jak i na to, że po wielu potknięciach, będę miał swoją ukochaną rodzinę. Tak jak mówiła Valentina – niczego się nie przewidzi. Nie unikniemy bólu. Ale takie jest życie – upadamy i podnosimy się. Próbujemy.
Dopóki wystarczy nam sił.






I tym akcentem żegnamy Liama oraz Valentinę   

Dziękuję wszystkim, którzy czytali ich historię. Pod koniec przyznam szczerze, że już nie chciało mi się pisać tych rozdziałów, bo zwyczajnie tego nie czułam, do wszystkiego doszły problemy osobiste. Mimo wszystko cieszę się, że udało mi się to dopiąć do końca i chyba nawet wyszło tak, jak tego chciałam ciężko się rozstać z Liamem i Valentiną, bo każdy bohater to część mnie i każdy z nich staje się dla mnie prawdziwym człowiekiem, który potem niejako odchodzi, z czego ciężko się czasem otrząsnąć.  

Będę wdzięczna, jeśli każda osoba, która to przeczyta, napisze w komentarzu swoją opinię - czy przyjemnie się to czytało, czy może coś Was irytowało (na pewno było sporo takich rzeczy ), czy mogłabym coś poprawić? Zależy mi na tym, żeby czytelnicy byli zadowoleni. W końcu to dla Was tu jestem

Dla zainteresowanych - zaczęłam już pisać coś nowego, jednak mam jeszcze chaos w głowie, bo jest to skrajnie inne od wszystkiego, co do tej pory pisałam. Poniżej wrzucam prolog tej historii, i też gorąco proszę o opinię, czy w ogóle ktoś będzie zainteresowany czytaniem   

A na razie się z Wami żegnam <3 mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce - no i w komentarzach





PROLOG  
W dzień masz zasłonięte okna. Nie chcesz, by do twojego pokoju wlewał się żar upałów, które ostatnio panują. Za to wieczorem, gdy w końcu temperatura spada poniżej trzydziestu stopni, z ulgą wychodzisz na balkon i głęboko wdychasz nieco chłodniejsze powietrze. W nocy masz okna szeroko otwarte, by lepiej ci się spało. Jest to dla mnie dodatkowe ułatwienie. Bo widzisz, lubię obserwować, jak śpisz. Zawsze lubiłem. Wyglądasz wtedy tak słodko i niewinnie – prawie jak nie ty. Nocą wślizguję się do ciebie przez drzwi balkonowe. Myślisz, że z zewnątrz nie da się ich otworzyć? Mylisz się. Nauczyłem się to robić już dawno temu. Czasem jednak po prostu przystaję na balkonie i patrzę na ciebie. Tak samo jak dzisiaj.
     Wciąż jest ciepło, więc leżysz na łóżku ubrana jedynie w cienką koszulkę na ramiączka i koronkowe białe majtki. Poznaję je. Wiele razy je z ciebie zdejmowałem. Uśmiecham się na tę myśl i patrzę, jak przewracasz się na drugi bok, rozchylając nieco nogi. Przygryzam wargę, walcząc z pokusą wejścia do środka i bycia bliżej ciebie.
     Nie mogę się jednak dać zwieść pociągowi fizycznemu. Lubię patrzeć, jak jesteś taka bezbronna. Nawet nie wyczuwasz mojej obecności. Choć śpisz tak słodko, wiem, że to już ostatnia z takich twoich nocy.
     Nie dam ci spać, Amelio. Już nigdy nie zaśniesz spokojnie. Do tego mają prawo tylko ci z czystym sumieniem – a ty z pewnością do nich nie należysz.

906 czyt.
100%105
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 2160 słów i 12176 znaków, zaktualizowała 22 wrz o 12:41.

5 komentarzy

 
  • Michałauu

    Michałauu · 26 września · 198285606

    ZA MAŁO SCEN SEKSU !!!

  • Iga21

    Iga21 · 23 września

    Szkoda, że to koniec z historią Liama :(  
    Ale nowe opowiadania zaczyna się intrygująco   
    Zobaczymy co z tego wyniknie

  • Speker

    Speker · 22 września

    Ja się nie wypowiem, bo wszystko wiesz

  • AnonimS

    AnonimS · 22 września

    Parę słów ode mnie. Nie jestem miłośnikiem tego.gatunku ale to co piszesz czytam z zainteresowaniem. Jestem.ciekaw co będzie  nowym tematem. Zestaw na tak
    Pozdrawiam

  • Lolissss

    Lolissss · 22 września · 193629787

    A wiec tak! Zawsze wyczekiwalam na kolejna cześć, ale nigdy nie komentowałam, bo pisanie ciagle ze super i czekam na następna mogłoby irytować a wiec mi osobiście prawie się wszystko podobało. Jedynie wkurzał mnie na końcu Jackson, swoim zachowaniem, ale już w tym ostatnim rozdziale to wybaczam   
    A co do prologu- osobiście jestem zaintrygowana nowym opowiadaniem. Czytając pierwsze zdania skojarzyłam je sobie z serialem „you”. Chociaż ja nie ukrywam- wolałabym romans bo takich mi teraz dobrych opowiadań brakuje. Naprawdę, takich jak piszesz- bez jakiś słodkości, które opowiadają o zakochanych nastolatkach, pisanych bardzo infantylnie, bez ładu i składu, w których nie ma praktycznie problemów itd. No naprawdę teraz takich opowiadań były ze 3, jak ty skończyłaś swoje zostały teraz 2 :( no cóż, ja z chęcią przeczytam kolejne super twoje opowiadanie, pozdrawiam gorąco!