Wszelkie błędy w pisowni użyte w tekście są celowe.
_____________________
Wstał dzisiaj w zajebistym humorze. Zrobił to, co miał zrobić już jakiś czas temu, ale czekał nie wiadomo na co (może gwiazdkę z nieba? Chuj wie!). Wreszcie! Jest wolny i będzie robił, co chce i z kim chce!
Pełen dobrej energii ruszył prosto do pracy. Tekst napisał, felieton wysłał. Jest zadowolony (żeby go z tego zadowolenia nie rozsadziło). Wchodzi do redakcji, zajmuje swoje miejsce. Włącza komputer. Włącza edytor tekstu i zaczyna pisać coś nowego...
– Nareszcie jesteś! Spóźniłeś się, wiesz! – Elonora stoi już nad nim niemal z wyrzutem.
– No elo mordo!
– Że jak? – spytała zdziwiona.
– Eleonora, proszę...
– ELEONOR! Tempaku nałucz się w końcu! – przerywa mu.
– ELEONOR – mówi przez zaciśnięte zęby, jednocześnie hamując się, aby nie powiedzieć czegoś, czego później mógłby żałować – Wybacz kochana, ale mam co robić i uprzejmie cię proszę, zajmij się swoimi sukienkami, topami czy czym tam chcesz.
– Phi! – strzeliła focha. I dobrze.
Napisał już kilka zdań. Złapał kubek, ale ten (wredny) okazał się pusty. Kawy! Kawy! Poszedł, wstawił ekspres i czeka. Czeka... Wchodzi Eleonor!
– No tu jesteś! Wszędzie cię szukałam! Ty wiesz, że musisz się mniem słuchać! Ja mam władzem i mogem ci kazać mi pomóc!
Zanim cokolwiek powiedział, wpadł w histeryczny atak śmiechu. Kiedy już opanował się na tyle, aby móc powiedzieć cokolwiek...
– Ty tępa idiotko! Gówno możesz mi kazać. Wróć do szkoły, naucz się języka polskiego, a potem tu wróć. A jak to ci nie pomoże, to się pierdolnij w swoją śliczną główkę.
– Phi! – znowu foch. Ale jednak wraca, jednak coś ma powiedzieć... – Ja jestem mondra! Wy tu wszyscy się mnie czepiacie! Mam styl!
– W to akurat nie wątpię...
– W co? W to, że jestem mondra? – pyta z nadzieją.
– Nie kochanie. W to, że masz styl.
– Dziękujem. – Podnosi jedną nogę do góry i mało się nie posika z radości. – Ja wiedziałam, że ty mnie rozumiesz i pragniesz!
Dobrze, że kubek stał na blacie. Znowu wpadł w atak śmiechu, ale tym razem tak silnego, że nie był w stanie się uspokoić. Wszedł naczelny (szympans) i patrzy to na niego, to na nią (debilkę). Gały mu prawie wyjdą z orbit.
Dalej się śmieje, prawie zwija na podłodze (nie no, stoi... jeszcze), ta się patrzy tępym (no bo i jakim?) wzrokiem i nie wie co powiedzieć.
– Gratuluję chłopie! To znaczy szefie! Super ma pan narzeczoną! – i dalej się śmieje.
– Ogarnijcie się! To rozkaz!
Nie wytrzymał, wpadł w jeszcze większy atak histerycznego śmiechu. Ona zaś, rozpromieniła się...
– Mój bohater! Mój kapitan! – mówi do swojego kochanka (naczelnego – szympansa) – A ty weś się w końcu przestań śmiać. Bo cię mój porucznik zbeszta!
No tego było już za wiele.
– Wybacz szefie. Ty tępa, pusta, pozbawiona jakiegokolwiek rozumu idiotko! Pierdolnij tym łebkiem... Albo wiecie co? Jesteście siebie warci. Gratuluję.
– Ja wiedziałam, że ty mnie szanujesz!
– Słucham? – zapytał.
– No powiedziałeś, że jestem warta tyle, co misio...
Naczelny nie wytrzymał, też zaczął się śmiać. Eleonor zgłupiała (o ile można bardziej), zaczęła płakać i wybiegła z pomieszczenia.
– Odpuść jej trochę – powiedział naczelny.
– Spoko. Ale jak ją widzę, nie mogę.
Elonor wróciła, pocałowała naczelnego, pocałowała tego drugiego, strzeliła focha i poszła sobie...
Jaki w tym sens? Ano żaden. Ale jaki może być, gdy w pobliżu jest Eleonor?
1 komentarz
violet
Czyżby poranek w pracy był dziś taki zajebisty?
TeodorMaj
@violet Nawet baaaardzo
Dlatego teraz piję wino 
violet
@TeodorMaj takie jak myślę?

TeodorMaj
@violet Różowe, półsłodkie! Takie jakie zamierzam wypić z Tobą
violet
@TeodorMaj