Czarna Krew r.22

Przyjęcie skończyło się dwa dni później, w których czasie zabili kilkoro ludzi i pożywili się ich krwią.
Gdy w końcu ostatni goście opuścili jej zamek, Elaine wreszcie poczuła ulgę. Wcześniej czuła się mocno skrępowana, musiała przecie zważać na każde słowo i gest, lecz teraz mogła odetchnąć. Cieszyła się, że jej życie znów potoczy się zwykłym rytmem. Nie miała pojęcia, jak w ów chwili bardzo się myliła...

Nie dalej jak dwa tygodnie później cały jej świat, stosunkowo bezpieczny i poukładany, posypał się w drobny pył. Wracała właśnie z Gabrielem i swą przyboczną strażą do zamku po objeździe terenu, na który zdołała ją wreszcie namówić Amelia. Jej samej oczywiście z nimi nie było, wyłgała się nagłymi rozkazami, jakie otrzymała od dowódcy straży. Początkowo wszystko szło normalnym rytmem, nic godnego uwagi nie działo się na terenie, jaki przyszło im patrolować i królowa cieszyła się z tak spokojnego patrolu. Uśmiech znikł jej jednak z twarzy niemal natychmiast po wjeździe na główny dziedziniec. Spostrzegła, iż toczony był podwójnym kordonem straży, pośród których zauważyła wierne sobie wampiry. Na przedzie na gniadoszu siedziała oczywiście jej siostra, odziana w najlepszą zbroję.
- Co się dzieje? – zapytała zaskoczona Elaine, zgrabnie zsiadając z konia.
- Wasza wysokość, jesteś aresztowana pod zarzutem sprzeniewierzenia się ideom i zasadom swej rasy i rodu, konspirowanie i umyślne działanie na niekorzyść wampirów oraz, co jest najbardziej haniebne, współżycie z tym tu oto psem! – powiedział głośno najwyżej postawiony minister, robiąc kilka kroków w jej stronę. Elaine roześmiała się szczerze, jakby usłyszała właśnie najlepszy w życiu żart, jednocześnie zastanawiając się gorączkowo, jak z tej nieprzyjemnej i przede wszystkim niebywale groźnej sytuacji wyjść z twarzą. Gabriel, który właśnie do niej dołączył, wyglądał na nie mniej zdenerwowanego od niej, lecz w jego oczach dojrzała coś jeszcze. Zimną furię, która pozwoliła jej zgadnąć, że będzie za nią walczyć do upadłego. – Radzę jednakowoż zauważyć, wasza wysokość, iż nie jest to bynajmniej zabawna sytuacja.
- Dorkasie, rzecz mi zatem, skąd tak niedorzeczne stwierdzenie uplągło się w tym umyśle? – zapytała spokojnie, unosząc dumnie głowę i nieznacznie kierując dłoń na rękojeść przytroczonego do pasa miecza.
- Znaleźliśmy jego łachy w twej komnacie! – rzuciła zaczepnie Amelia.
- Po pierwsze jakim prawe przeszukaliście mą komnatę bez mego przyzwolenia, po drugie, sądzicie, że podrzucone przez was ubranie mości Gabriela to jakikolwiek dowód? – odparła królowa, patrząc poważnie na siostrę i jednocześnie oceniając swe szanse na ucieczkę.
- Zostaliśmy do tego zmuszeni – powiedziała Amelia, zeskakując z siodła i stając naprzeciw niej z dobytym mieczem.
- Śmiesz grozić swej królowej? – syknął Gabriel, niepomny tego, że zaraz najpewniej zginie.
- Nie odzywaj się do mnie, psie! – warknęła na niego, kierując w jego stronę czubek swego miecza.
- Dość tego! – huknęła Elaine, kładąc ostentacyjnie dłoń na rękojeści swej broni. – Nie masz już praw przysługujących księżniczce, więc się uspokój i zakończ tę farsę!
- Bronisz tego psa, pani? – zapytał spokojnie dowódca straży.
Zerknęła na Gabriela, który czujnie obserwował zebranych.
- Tak, bronie! – teraz to ona dobyła miecza. – Tak samo stanęłabym w obronie każdego z was, gdyby zaszła taka potrzeba! A teraz odłóżcie swą broń, mierzycie do królowej!
- Zaraz przestaniesz nią być! – ryknęła Amelia, rzucając się w jej stronę. Ale Gabriel był szybszy. Odepchnął ją tak, że przetoczyła się po bruku, wrzasnął do Elaine jedno krótkie „uciekaj!” i zamienił się w jednej sekundzie w ogromnego wilkołaka! Elaine cofnęła się przerażona, podobnie jak cała reszta. Takiego pokazu siły w jego wykonaniu jeszcze nie widzieli.
- Brać ją! Zabić tego psa! – krzyk Ixosa przywrócił ją do przytomności umysłu. Szybkim ruchem sparowała cios halabardy wymierzonej wprost w swe gardło i wskoczyła na siodło. Potężny ogier wstrząsnął nerwowo łbem.
- Nie dajcie jej uciec! – wrzasnęła rozsierdzona Amelia, unikając zręcznie szczęk wilkołaka. Ale Elaine już na to nie patrzyła. W miejscu zawróciła rumaka i spięła go do galopu. Wśród dzikiego ryku wilkołaka i odgłosów szybkich kroków w jej stronę, wśród starych murów poniósł się tętent kopyt. Koń śmignął ku bramie. Pochylona nisko nad jego grzbietem, odparowała kilka ciosów i dopadła bramy. Bardziej wyczuła, niż usłyszała, jak straż zwalnia cięciwy kusz. Ciężkie bełty przemknęły obok niej, dosłownie o włos mijając ją i konia. Przemknęła pod gwałtownie opuszczaną bramą i ruszyła w ciemną noc. Wtedy nieznana jej siła i potworny ból w barku niemal wyrzuciły jej z siodła. Spojrzała na swe ramię. Sterczała z niego lotka bełtu, który zdołał jej dosięgnąć. Jęknęła z dawno zapomnianego bólu, lecz nie zwolniła biegu wierzchowca. Doskonale zdawała sobie sprawę, iż tylko szybkość jej konia zdoła jeszcze przez jakiś czas utrzymać ją przy życiu. Naraz daleko za nią poniosło się w noc rozdzierające wycie zranionego wilkołaka. Poczuła pod powiekami wzbierające łzy, lecz nie mogła zawrócić. Tam czekała ją tylko śmierć. Gnała przed siebie, nie zważając na obezwładniający ramię ból. Nie miała już więc pojęcia, że jej droga siostra kazała wtrącić zemdlonego Gabriela do lochu. Nie wiedziała też, że na dziedzińcu zamku pojawił się dużo potężniejszy od niej wampir. Nie wiedziała już nic, tylko to, że musi przetrwać...

Dopiero po niemal godzinie szaleńczego cwału, zmęczona i praktycznie pewna, że już nikt jej nie ściga, zdecydowała się wstrzymać zmęczonego konia nieopodal płynącego cicho strumienia. Z trudem z niego zsiadła i z jeszcze większym rozsiodłała. Ramię pulsowało jej nieprzyjemnym bólem. Sięgnęła zdrową ręką do wystającego z ramienia bełta i wyszarpnęła go z niemiłym mlaśnięciem, nieomal mdlejąc z bólu. Opadła na kolana, trzęsąc się jak w jakiej chorobie. Była wściekła i przerażona jednocześnie. Wściekła za śmierć Gabriela oraz przede wszystkim za tak haniebną próbę zdetronizowania jej, która niestety się im powiodła... A przerażona, bo nie wiedziała, co teraz począć, gdzie iść. Przecież wieść o jej zdradzie była już najpewniej rozsyłana do wszystkich wampirów. Czuła, że jej dni są policzone. Z trudem spętała jeszcze konia i puściła go na popas, po czym legła w trawę i niemal natychmiast zasnęła, trawiona gorączką zranionego ramienia, mając świadomość, że może się nie obudzić.

364 czyt.
100%52
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1253 słów i 6922 znaków.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 8 lutego

    No cóż nie ma jak rodzinka..pozdrawiam

  • AuRoRa

    AuRoRa · 6 lutego

    Sytuacja się odwróciła. Amelia triumfuje. Co teraz zrobi Elaine w tak niekorzystnym położeniu.