Czarna Krew cz 9.

Elaine westchnęła, kręcąc głową, by rozruszać choć trochę zdrętwiały kark. Zamknęła czytaną wcześniej książkę i wyprostowała się w krześle, na którym siedziała. Usłyszała cichutki jęk i spojrzała w bok. Ranny mężczyzna spał twardym snem. Jej jednak przez cały czas chodziły po głowie jego słowa. To, że porównał ją do anioła! Istoty, w które ona osobiście nigdy nie wierzyła, lecz podejrzewała, że gdzieś mogą istnieć, skoro tyle ludzi się do nich modliło i pokładało w nich swoje nadzieje. Odłożyła książkę na pobliski blat i zamyśliła się głęboko. Nad swoim dotychczasowym życiem, wyborami, decyzjami... Nad tym, że nigdy nie czuła pociągu do płci przeciwnej. Wiedziała przecież, że istniała miłość, nawet wśród nieumarłych wampirów. Inaczej ani ona, ani Amelia nigdy by się nie narodziły. A ich matka wyszła za mąż przecież nie dla umocnienia swojej pozycji społecznej, choć miała taką szansę, czym zaogniła tylko odwieczny konflikt między jej rodziną a rodem, z którego pochodziła Bakat!
Elaine nigdy tak do końca nie wiedziała, czemu nie ciągnęło jej do mężczyzn, ale nie czuła się z tego powodu szczególnie nieszczęśliwa... Fakt, że jej poddani i siostra nie byli z tego zadowoleni, ale jej to nie ruszało! Aż właściwie do teraz... Do momentu, w którym spojrzała w te brązowe oczy nieznajomego. Nie wiedziała, czemu podziałał na nią tak mocno, ale nie było to nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie! Czuła się z tym zaskakująco dobrze!
- Pani moja, on się nie zbudzi tak szybko — powiedział naraz medyk, wchodząc do komnaty. - Specjalnie go uśpiłem, by nie sprawiał nijakich kłopotów.
- Niepotrzebnie to uczyniłeś, Slaviusie — odrzekła, wstając i wygładzając pomiętą suknię. - Intryguje mnie ten człowiek, dlatego chciałabym z nim porozmawiać. Ty niestety mi to obecnie uniemożliwiasz...
- Najmocniej przepraszam za swe nierozsądne czyny, wasza wysokość. Nie było to moim zamiarem...
- Wiem o tym, medyku — uciszyła go uniesioną dłonią. - Nie mniej, jednak gdy tylko się wybudzi, przyślij po mnie. Teraz pójdę się odświeżyć.
- Oczywiście, o najwspanialsza! - mężczyzna padł jej do stóp, lecz ona nie zaszczyciwszy go nawet spojrzeniem, opuściła komnatę w ciszy. Odetchnęła głęboko i ruszyła w stronę drzwi prowadzących na ogród. Zastała w nim Amelię, która stała przy fontannie, skąpana w promieniach popołudniowego słońca.
- Myślałam, że już nigdy od niego nie wyjdziesz — zauważyła młodsza wampirzyca, zanurzając dłoń w chłodnej wodzie. Nie odwróciła się jednak do siostry.
- A ja sądziłam, że nie przepadasz za słońcem — zauważyła Elaine nie bez racji, podchodząc do kobiety. Uśmiechnęła się, czując ciepło na swej skórze.
- Bo nie lubię, ale w zamku jest tak niesamowicie gorąco, że spać nawet nie mogę. I z tego, co wiem, inni również na to narzekają, chroniąc się w lochach. A tam, jak dobrze wiesz, idealne warunki nie panują.
- Wiem, siostro, lecz cóż poradzić mogę na to, że lato postanowiło niespodziewanie powrócić? Nie panuję nad pogodą. Nie sprowadzę tu ulewy, by ochłodzić powietrze.
- Oczywiście, przecież to niemożliwe — zgodziła się z nią Amelia. - Jednakże do tej pory nie raczyłaś odpowiedzieć na me pytanie.
- Na jakież to?
- Spytałam, czy nie miałaś zamiaru od niego wychodzić?
- Nie przypominam sobie, byś o to pytała, Amelio. . Raczej stwierdziłaś, że miałaś takie przypuszczenia.
- Łapiesz mnie za słówka! - obruszyła się księżniczka. - Być może ujęłam to inaczej, ale właśnie o to mi przecie chodziło! Dlaczegóż tak przy nim trwasz? - zainteresowała się.
- Bo mnie intryguje. Zdołał przeżyć spotkanie z tymi bestiami i, pomimo że został przezeń raniony, nie zmienił się. Chciałabym poznać tę jego niezwykłość, która pozwoliła mu uczynić coś tak niesamowitego! - wyjaśniła, schylając się, by zerwać jedną z karminowych róż. - Królewski kwiat — wyszeptała, rozkoszując się jego oszałamiającym zapachem.
- Dokładnie. - Amelia również uwielbiała róże. - Nie obawiasz się jednak, że ów nieznajomy przemieni się niespodzianie i zaatakuje cię, gdy będziesz przy jego boku? Lub, co gorsza, odkryje nasz sekret i przekaże go ludziom?
- Nie obawiam się tego. - Elaine machnęła tylko ręką.
- A co, jeśli wtedy nas ktoś widział? Jakiś zbłąkany wędrowiec? Skąd wiesz, czy w miastach już nie szykuje się przeciw nam jakaś rewolta? Być może już jutro przyjdzie nam walczyć z ludźmi! A ich jest więcej niż nas...
- Oprócz niego nikt nas przecie nie widział.
- Tego nie wiesz na pewno! Dlaczego nie wyślesz szpiegów? Czemu nie chcesz nas bronić?!
- Robię wszystko, by moi poddani byli bezpieczni! - syknęła rozeźlona królowa. - Pomoc niewinnemu człowiekowi jeszcze nikomu nie zaszkodziła!
- Ale...
- Nie! Dość! Nie mam ochoty wchodzić z tobą w tego rodzaju jałowe dystupy! Opanuj swe rozbuchane emocje siostro albo najbliższe miesiące spędzisz na patrolowaniu królestwa! - ostrzegła ją Elaine i zamiatając brzegami swej sukni, odeszła do zamku.
- Kiedyś gorzko pożałujesz tego, że nie chciałaś mnie słuchać, siostrzyczko! - wyszeptała Amelia, ruszając przez ogród ku tylnemu wejściu. - A gdy już zorientujesz się w sytuacji, będzie zbyt późno, by to wyprostować...

1 080 czyt.
100%101
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1017 słów i 5473 znaków.

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 9 maj 2018

    A jednak pojawiają się groźby, przyjemnie się czyta