Czarna Krew cz 1.

Czarna Krew cz 1."Widziałeś kiedyś czarną krew? Nie?...
A widziałeś może właściciela takiejż krwi? Oni są inni... Też nie?
A wiesz, co to strach przed nieznanym? Przed ciemnością?
Jeśli się tego boisz, to znaczy, że będziesz bać się i nas!
Bo nas jest wielu. Tak samo, jak i innych, przed którymi chronimy wasz gatunek. Bez nas szybko zginiecie, a jednocześnie nie wolno wam poznać o nas prawdy..." ~ Elaine Stobart.




- Wasza wysokość, wygraliśmy bitwę pod Budą — powiedział spokojnie jeden z ministrów, stając na baczność przed swą królową. Ta spojrzała na niego krótko, po czym bez słowa kiwnęła mu głową. Jej oczy płonęły jasnym blaskiem, gdy w totalnej ciemności spoglądała na odległe pożary wzniecone przez jej oddziały. Mężczyzna niecierpliwie przestępował z nogi na nogę. Wiedział, że za chwilę otrzyma kolejne rozkazy.
- Nikt was nie widział? - zapytała w końcu.
- Nikt, moja pani! Wszystko stało się szybko. Poza tym po zmierzchu niewielu obywateli miasta wychodzi na ulice. Legendy o karpackich wampirach wciąż są tu jak żywe — wyjaśnił spokojnie.
- To dobrze. Te legendy są dla nas wyjątkowo przydatne... Dobrze, że nie zdecydowaliśmy się ich dementować...
- Zaiste, wasza wysokość... Co z poległymi? - odezwał się mężczyzna.
- Sprzątnijcie zwęglone szczątki ofiar, ugaście ogień i zbierzcie naszych — zakomenderowała twardo. - Wracam do zamku. Tam oczekuję na pełny raport!
- Oczywiście, pani!... Co mam powiedzieć księżniczce?
- Że czekam tam na nią — odparła i spiąwszy konia do biegu, pogalopowała w przeciwną stronę wraz z towarzyszącym jej zbrojnym oddziałem. Niecałe trzy kilometry od miejsca, w którym jeszcze przed chwilą stała, niewielka grupka ciężkozbrojnych rycerzy kończyła właśnie brutalne i dla wielu bezsensowne ćwiartowanie spalonych zwłok. Znajdująca się między nimi młoda kobieta spojrzała na doskonale widoczne z tego miejsca wzgórze i nie widząc już na nim dowódcy, syknęła cicho, niezadowolona z decyzji.
- Znów cię zostawiła! - powiedział jeden z mężczyzn, podjeżdżając do kobiety.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz — zauważyła.
- Nie powinna była tego robić...
- Jest naszą królową i ma do tego prawo — odparła. - Negujesz decyzje Elaine?
- Bynajmniej! Lecz powinna była zaczekać, aż do niej dołączysz — powiedział. - Jesteście w końcu z jednej krwi...
- To nic nie znaczy. Ja nie obejmę nigdy tronu. Wolę ten podział, jaki panuje obecnie między nami — mruknęła i obejrzała się na swoich ludzi. - Gotowi? - zapytała mężczyzny.
- Prawie — odparł natychmiast.
- Królowa już pojechała? - zapytał jeden ze starszych rycerzy, wjeżdżając koniem pomiędzy rozmawiającą dwójkę.
- Owszem — przytaknęli jednocześnie.
- Zastanawia mnie, czemu nigdy nie angażuje się w bezpośrednią walkę... - zagadnął ich.
- Jest na to zbyt cenna — powiedziała kobieta, chcąc jak najszybciej uciąć ten temat, lecz przybysz nie dawał za wygraną.
- Gdyby zginęła, ty mogłabyś zająć jej miejsce — mruknął niby od niechcenia.
- Nie bluźnij! - ostrzegła go złowrogo. - Nie wiesz przecież, kto może okazać się twą zgubą i wbić ci sztylet w serce, nieprawdaż?
- Ja... Chciałem... chciałem tylko zaznaczyć, ... że... że — zaczął się jąkać ze strachu.
- Zamilcz, jeśli chcesz nadal żyć! - syknęła, nie patrząc w jego stronę. - Skończone?
- "Tak jest!"
- A więc w drogę! - rozkazała.



Kilka godzin później w komnacie tronowej.
" Jestem tym wszystkim coraz bardziej zmęczona. Żyjąc już tyle wieków, nie bardzo mam ochotę na dalsze walki z tymi bezmózgimi kretynami. Poza tym obawiam się, że ukrywanie się przychodzić nam będzie z coraz większym trudem... Ludzie stają się podejrzliwi i choć nadal boją się ciemności, coraz śmielej zapuszczają się w okolice naszych domostw, orientując się, że opuszczone domostwa, które już dawno powinny się rozpaść, wcale tak opuszczone najwyraźniej nie są. Moi poddani coraz częściej narzekają na wścibstwo okolicznych mieszkańców i niestety sama muszę przyznać, że nawet z okien zamku mogę często obserwować, jak zalęknieni mieszczanie szybkim krokiem przemierzają okoliczne pola, natrętnie wypatrując tu życia." - w komnacie słychać było miarowe skrobanie pióra po pergaminie, co jakiś czas przerywane na czas maczania w kałamarzu. - "Cieszę się jednak z tego, że kolejny raz udało nam się powstrzymać te kundle przed wtargnięciem do miasta i wyrżnięcie jego mieszkańców w pień. To doprawdy..."
Kobieta gwałtownie przerwała kaligraficzne wręcz pisanie, gdy rozległ się stanowczy głos herolda, który zaanonsował właśnie przybycie jej najlepszego żołnierza. Potężne odrzwia zostały otwarte i do pomieszczenia oświetlonego potężnymi kandelabrami wmaszerowała młoda kobieta, przy każdym kroku podzwaniając swoją zbroją.
- Chciałaś mnie widzieć, pani... - powiedziała, lekko skłaniając głowę przed niewiele starszą niewiastą.
- W rzeczy samej — odparła tamta, odkładając pióro i odsuwając pergamin poza zasięg wzroku przybysza. - Przede wszystkim gratuluję wygranej. To gruntuje naszą pozycję.
- Wiem to — odparła kobieta lekko bezczelnym tonem.
- Zaiste. - królowa jeno skinęła delikatnie głową. - W przyszłości pozwoli nam to na pozbycie się problemu, a być może nawet i na wyjrzenie na światło dzienne.
- W realnym świecie czy w przenośni? - zapytała młodsza z nich.
- Jak na razie tylko w przenośni, lecz ujawnimy swoją obecność wśród ludzi...
- Którzy wpadną w szał i wytną nas w pień, gdy pojmą zagrożenie z naszej strony! - przerwała jej kobieta — rycerz.
- Zapominasz się, Amelio! - upomniała ją ostro Elaine. - Stoisz w obliczu swej królowej!
- Przede wszystkim, to rozmawiam ze swą siostrą!

1 852 czyt.
100%373
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1049 słów i 5962 znaków, zaktualizowała 16 kwi 2017.

3 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 5 paź 2018

    Odkrylem wlasnie to opowiadanie, intersujace, nie powiem.  
    Znowu wampiry... No coz  

  • AuRoRa

    AuRoRa · 30 kwi 2018

    Intrygujący początek, mroczne czasy.  Łapka

  • Malolata1

    Malolata1 · 16 kwi 2017

    Bardzo dobre czekam na kolejną część