Czarna krew r.13

- Dlaczego? – zapytał tylko na pozór spokojnie. Elaine z łatwością wychwyciła przyspieszony rytm jego serca. Tak… Bycie wampirem posiada wiele zalet… - Cóż uczyniłem jej takiego, że tak mocno mnie nienawidzi?
- Nie wiem, czy cię nienawidzi, ale na pewno uważa cię za swoistego rodzaju zagrożenie. Jesteś przecież wilkołakiem i twoja pierwsza przemiana będzie bardzo trudna. Pewnie najgorsza ze wszystkich… Nie opowiem ci, jak się to dokładnie odbywa, bom nigdy tego nie widziała, ale słyszałam wiele relacji na ten temat. Relacji, które nawet mną wstrząsnęły, Gabrielu. Poza tym wciąż jesteś jedną wielką niewiadomą i nie mam stuprocentowej pewności, że przez cały czas pozostaniesz mi wierny. Może przecież stać się i tak, że twój instynkt weźmie kiedyś nad tobą górę. A wtedy nie będzie zbyt przyjemnie…
- Rozumiem… - mężczyzna zasępił się na chwilę i zerknął w stronę strzelistego okna. – Wasza wysokość, czy mogę o coś zapytać?
- Pytaj, skoroś ciekaw.
- Jak to się stało, że jesteś tym, kim jesteś?
- Taka się już urodziłam… - odparła nieco zaskoczona pytaniem. – Dlaczego cię to interesuje?
- Bo zastanawiam się, jak tak piękna kobieta, jak ty, mogła stać się takim stworzeniem nocy, jakim jesteś…
- Bacz na swe słowa… - upomniała go. – Pochodzę ze starego rodu, w którego żyłach płynie wampirza krew, mości Gabrielu… Tak było od dawien dawna… Wiem jednak, że w odległych czasach moi przodkowie byli zwykłymi śmiertelnikami. Weszli jednak w jakiś kontakt z pierwszymi wampirami. Zostali zarażeni… Traf jednak chciał, że to my, a nie tamten pierwszy wampirzy ród, staliśmy się władcami całej naszej rasy… Teraz niestety pewnie czeka nas wojna.
- Dlaczego? – zdumiał się, przestając wreszcie kontemplować widok za oknem.
- Zabiłam bowiem Bakat. To członkini pierwszego rodu, tego, od którego wywodzi się mój…
- Pani moja, dlaczegóż to uczyniłaś? – zapytał wstrząśnięty, w mig pojmując, jak jego rozmówczyni zachwiała posadami świata, w którym się znalazł.
- Bakat stanęła mi na drodze, śmiąc twierdzić, że władza należy się jej… Pomimo iż jestem od niej młodsza, winna mi była posłuszeństwo. Nie uczyniła tego, za co sczezła na słońcu… Ciekawam jednak, kiedy wiadomość o jej egzekucji dotrze wreszcie do Egiptu… Winnam przygotować swych ludzi na tę bezsensowną rzeź, jaka wtedy nastąpi, lecz chyba po raz pierwszy w swym życiu nie wiem, jak dokładnie postąpić…

Amelia uchyliła się w ostatniej chwili przed zwisającą gałęzią i ponagliła ogiera do jeszcze szybszego biegu. Wierzchowiec zarżał desperacko i zmusił się do większego wysiłku. Ziemia umykająca spod jego kopyt zmieniła się w rozmazaną plamę kolorów. Las miał skończyć się za jakieś pięćset metrów. Młoda wampirzyca miała świadomość, że na otwartym terenie jej przewaga może gwałtownie zmaleć, jeśli pościg, który ewentualnie za nią wyruszył, nie szczędzi koni, lub też znacząco wzrosnąć, jeśli są jeszcze na tyle daleko, by nie zdążyć jej dogonić. Miała nadzieję jak najszybciej przekroczyć granicę, gdzie mogła znaleźć bezpieczne schronienie, dopóki złość Elaine nie zmaleje. Nie przewidziała jednak determinacji ścigających ją żołnierzy. Koło niej świsnęła wypuszczona z łuku strzała. Rozbuchany ogier wierzgnął i zarył się gwałtownie czterema kopytami w ziemię. Amelia wyleciała z siodła, zataczając w powietrzu piękny łuk i tąpnęła twardo w ziemię. Ze świstem wypuściła powietrze z płuc, lecz nie zważając na ból, porwała się niemal natychmiast na równe nogi, dobywając miecza.
- Czego? – warknęła, patrząc złowrogo na królewskich strażników, którzy właśnie ją dopadli i zamykali koło obławy.
- Z rozkazu królowej, księżniczko, masz zakaz opuszczania zamku, do którego mamy obowiązek sprowadzić cię z powrotem – powiedział dowódca, zsiadając z pokrytego pianą konia.
- Pod jakim zarzutem ów rozkaz został wydany? – zapytała, chcąc ugrać na czasie, lecz jej szybka kalkulacja szans pokazała jej, że nie ma jak wydostać się z obławy.
- Tej informacji mi nie udzielono. Będziesz musiała o to zapytać samą królową, wasza książęca mość… Proszę, pozwól się doprowadzić do zamku. Nie chcemy wlec cię za koniem ani tym bardziej skrzywdzić… Poddaj się, wasza wysokość.
Amelia rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu najlepszej drogi ucieczki, lecz takowej nie ujrzała. Dowódca zmyślnie rozstawił tak swoich ludzi, by nie pozostawić jej żadnego pola manewru. Z warknięciem wsunęła miecz do pochwy i stanęła swobodnie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że gdyby stanęła do walki z całym królewskim oddziałem i zabiłaby jego członków, Elaine wysłałaby za nią w pogoń już nie królewską straż, a łowców z rozkazem natychmiastowego zgładzenia jej. A w obecnej chwili nie miała jakoś ochoty zakańczać własnego życia.

- Jak miło, że wreszcie jesteś – powiedziała sucho Elaine, widząc jak oddział, który wysłała za siostrą, wprowadza Amelię do królewskiej komnaty.
- Czego ode mnie chcesz? – zapytała natychmiast młodsza wampirzyca. – Czemu wysłałaś za mną oddział i co to za śmieszny rozkaz, który za mną wydałaś?!
- Rozkaz był królewski i nie radziłabym ci nigdy zapomnieć, że pomimo iż jestem twoją rodziną, to jestem twoją królową i masz obowiązek się mnie słuchać. I jeśli chcesz dojrzeć kolejny świt, to spuść z tonu!
- Nie odważysz się!
- Chcesz się przekonać?... No właśnie… Powiedz mi zatem, moja droga siostro, kto wpadł na ten genialny pomysł, by do pałacu wpuścić zgraję wilkołaków, co? Kogo miały się pozbyć? Mości Gabriela, czy może mnie, byś potem mogła zlikwidować moich popleczników i zająć me miejsce?
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Elaine! Jak w ogóle śmiesz wysuwać takie krzywdzące sugestie w moim kierunku?! Nic nie wiem, kto za tym stoi, ale na pewno nie ja!
- No cóż, moja droga… Jak sobie życzysz… Możesz już iść, ale wiedz, że od tej pory każdy twój krok będę uważnie śledzić. Nic nie umknie mojej uwadze, Amelio. I nie zawaham się przed wydaniem odpowiedniego rozkazu, gdy uznam, że knujesz poza moimi plecami…siostro! A teraz zniknij mi z oczu!
- Jak sobie życzysz…wasza wysokość. – Amelia opuściła komnatę siostry z wysoko uniesioną głową. Krew buzowała jej w żyłach. Była wściekła i najchętniej poderżnęłaby komuś gardło!...

- Jeszcze raz zgodzę się na twój wspaniały plan, a będziesz patrzeć, jak odcinają mi głowę! – warknęła, wchodząc do swojej komnaty.
- Nie rozumiem twojej złości, kochanie. Przecież sama powiedziałaś, że jest doskonały – powiedział, wychodząc z jej łożnicy.
- Najwyraźniej miałam czasową niedyspozycję umysłową, zgadzając się na ten plan! – warknęła, odwracając się do niego plecami.
- A może po prostu potrzebujesz kogoś do pomocy, co? Jesteś przecież z tym sama… - zauważył. – A jakoś nie wierzę, byś tylko ty chciała usunąć Elaine z jej stanowiska.
Amelia spojrzała na niego nieco zaskoczona, uśmiechając się przebiegle.
- Czasami zadziwia mnie twoja przebiegłość – mruknęła. – Nie lekceważ jednakże mojej siostry. Nigdy nie objęłaby tronu, gdyby nie była przebiegła i pozbawiona uczuć wyższych. Moja siostra jest twardą zawodniczką i jeśli mówi mi, że będzie obserwować moje kroki, to na pewno to uczyni!
- Daj spokój, nie będzie aż tak źle…
- Aż tak źle?! – zezłościła się młoda wampirzyca. – Elaine zagroziła mi śmiercią! A wiesz, co to oznacza łącznie z jej ostrzeżeniem? Że przestała mi ufać!
- Zmieni swoje zdanie, zobaczysz. Musimy tylko zrobić tak, by to ten wilczek jej zagroził… Wtedy ty przybędziesz jej z pomocą…
- Nie wiem, czy uda nam się to zrobić. Elaine będzie się mieć na baczności. Nie zbliżę się już tak do niej – wyznała Amelia i nagle wybuchnęła złością. – Czemu ja cię posłuchałam?!
- Pragnę zaznaczyć, że ja tylko rozbudowałem twój pierwotny pomysł – warknął. – A ty go zaakceptowałaś!
- Mogłam poradzić się kogoś innego.
- Nie ma w pałacu nikogo, komu mogłabyś zaufać w tej sprawie. Jestem twoim sojusznikiem. Znam twoje marzenia i plany, Amelio – powiedział, zachodząc ją od tyłu i z przyjemnością wpijając się w jej bark. Warknęła zaskoczona, lecz nie odepchnęła go.
- Więc może w takim wypadku powinnam cię zabić? – mruknęła, w ułamku sekundy zaciskając palce na jego gardle. Popchnęła go ku ścianie. Wierzgnął, starając się wyswobodzić z jej niemal męskiego uścisku, lecz nie miał najmniejszych szans z wampirem królewskiej krwi będącym na dodatek znakomitym rycerzem. – Ciesz się, że żywię do ciebie głębsze uczucia – powiedziała, luzując chwyt. – Inaczej właśnie kończyłabym wysysać krew z twojego martwego ciała!
- Wybacz – wysapał, rozcierając niemal zgruchotaną krtań. – Jestem jeno twym wiernym sługą…
- Poniekąd masz rację – kiwnęła głową. – A w przyszłości, jeśli dobrze się spiszesz, zastaniesz mym ślubnym oraz ojcem naszych dzieci. A także, któż wie, może i królem?
- Kocham cię, Amelio.
- Wiem o tym. Dlategóż wracaj przeto ze mną do mej łożnicy i pokaż, iż lędźwi twych nie opuściła młodzieńcza siła!...

- Co tu robisz, mości Gabrielu? – zapytała Elaine, wychodząc na taras, w czasie gdy jej siostra oddawała się cielesnym uciechom.
- Chronię waszą wysokość – powiedział natychmiast.
- Widzę przecie, żeś znużony. Czemu nie udasz się na spoczynek?
- Winnym cię bronić o każdej porze.
- Jest środek nocy. Teraz czuwają moi strażnicy. A ty na nic mi się zdasz, jeśli zaśniesz w czasie warty – upomniała go łagodnie.
- Zostanę jeszcze chwilę… Pogodziłaś się już, pani ze swą siostrą? – zainteresował się.
- Uczynię to niezwłocznie, gdy Amelia przestanie czepiać się kwestii mego zamążpójścia.
- Bierzesz ślub, moja pani? – zdumiał się.
- W tym rzecz, że nie! I to według niej nie jest poprawne. Sądzi, iż winnam zadbać o przedłużenie naszego rodu.
- A tobie to nie odpowiada? – zainteresował się.
- Nie! – warknęła. -I nie lubię, gdy ktoś próbuje mną rządzić!
- To zrozumiale, w końcu to ty przecie sprawujesz tutaj władzę – powiedział, wpatrując się w nią intensywnie.
- Dlaczegóż tak mi się przyglądasz? – zapytała nieco speszona.
- Pragnę zapamiętać każdy, nawet najmniejszy szczegół twojej twarzy, moja pani. Jesteś bowiem najpiękniejszą kobietą na świecie – wyznał szeptem, a tembr jego głosu sprawił, że przeszły ją ciarki na całym ciele.
- Dziękuję za komplement, mości Gabrielu, lecz proszę, nie czyń tak więcej. Czuję się nieco niezręcznie…
- Błagam o wybaczenie – rzekł, kłaniając się jej.
- Wybaczam – odparła, cofając się o krok, a nogi miała niby z ołowiu. Gabriel wyprostował się i uśmiechnął do niej niepewnie, czyniąc w jej stronę dwa szybkie kroki. Oczywiście doskonale wiedział, że gdyby tylko zechciała, zabiłaby go w mgnieniu oka i ona nie zdoła się nawet obronić.
- Pani… - wyszeptał, kładąc delikatnie dłonie na jej ramionach. Wzięła głęboki wdech, zawieszając spojrzenie na jego ustach. – Pani… - powtórzył, nachylając się ku niej. Przymknął oczy, działając instynktownie, niż tak, jak podpowiadał mu rozum. W chwilę potem został jednak odepchnięty. A gdy zdołał złapać równowagę, spostrzegł, że cudnej wampirzycy nie ma już w pobliżu. Tylko gdzieś z wnętrza pałacu dobiegł go odgłos gwałtownie zamykanych drzwi.

515 czyt.
100%84
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2090 słów i 11888 znaków.

4 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 12 wrz 2018

    Nadrabiam zaległości.  Bardzo dobra część. Pozdrawiam

  • Fiolka

    Fiolka · 29 cze 2018 · 381258680

    Extra opowiadanie,bardzo mi się podoba czekam na więcej. Pozdrawiam.

  • dreamer1897

    dreamer1897 · 25 cze 2018

    O tak. Łapeczka leci w górę a ja czekam na powiadomienie o kolejnej części

  • AuRoRa

    AuRoRa · 25 cze 2018

    Kolejna część świetna. Czytało się jednym tchem, Elaine jest nieugięta