Czarna Krew r.15

- Wasza wysokość, wilkołak się obudził – powiedział strażnik, wchodząc do komnaty królowej cztery dni później. Elaine podniosła natychmiast głowę znad papierów, które przeglądała.
- W jakim jest stanie? – zapytała, jednocześnie podpisując się zamaszyście na jednym z pergaminów.
- Jest wyczerpany, ale znachor twierdzi, że przeżyje – wyjaśnił wysoki wampir.
- Rozumiem… Prowadź mnie do niego! – poleciła. Ruszyli do lochów, po drodze natykając się na Amelię, która najwyraźniej również zmierzała w tamtym kierunku.
- Co tu robisz? – zagadnęła ją szorstko królowa.
- Idę do lochów. Słyszałam, że wilkołak odzyskał świadomość – wyjaśniła, dołączając do siostry.
- Nie prosiłam cię, byś mi towarzyszyła – odparła sucho Elaine i położyła dłoń na ramieniu młodszej wampirzycy. – Prosiłam, by to mnie zawiadomić. O tobie nie wspominałam! Bądź więc łaskawa i udaj się do swej komnaty!
Amelia spojrzała na nią wrogo i syknąwszy coś niewyraźnie pod nosem, zawróciła do siebie.
Czarnowłosa kobieta westchnęła i ruszyła ponownie do lochów. Gdy zagłębiła się w chłód kamiennych murów, irytacja wywołana zachowaniem księżniczki już z niej opadła. Z ciekawością, a jednocześnie z pewną dozą niepewności podeszła do drzwi celi.
- Co mu jest? – zapytała, wskazując na skulonego na podłodze wilkołaka.
- Jest głodny – wyjaśnił stojący nieopodal znachor.
- Dlaczego? – zainteresowała się chłodno Elaine.
- Nie dostał żadnej strawy, moja pani – odparł mężczyzna. Niestety uczynił to tonem wysoce protekcjonalnym, jakby rozmawiał z osobą obdarzoną defektem mózgu.
- Chcesz mi powiedzieć, że człowiek, który przeszedł ciężką przemianę w wilkołaka cztery dni temu, nie otrzymał jeszcze żadnego jedzenia?! – warknęła złowieszczo, odwracając się w jego stronę, a jej oczy płonęły gniewem.
- Uznałem, że nie ma takiej potrzeby – powiedział wyniośle.
- Uznałeś? UZNAŁEŚ?! – ryknęła.
- Przepraszam, moja pani! – jęknął, opadając przed nią na kolana. – Nie sądziłem…ja... ja…
- Zamilcz! – rozkazała, unosząc dłoń, na co on skulił się jeszcze mocniej. – Jesteś najbardziej niekompetentnym znachorem, jakiego miałam możliwość gościć na swoim dworze!
Wampir cofnął się, spojrzał na nią, wciąż pozostając na klęczkach i niespodziewanie obnażył kły. To był błąd. Strażnicy królowej zareagowali błyskawicznie, odcinając mu głowę.
- Zabierzcie to ścierwo sprzed moich oczu! – zarządziła, nawet nie spojrzawszy na truchło. – Gabrielu! Gabrielu, słyszysz ty mnie?
Bestia naraz podniosła gwałtownie głowę i spojrzała na nią męczonymi, przekrwionymi oczyma. Z jej gardła dobył się chrapliwy, żałosny skowyt.
- Dajcie mu natychmiast krwistego jadła i wodę. Gdy odzyska ludzką postać, dajcie mu jakieś godne odzienie, zaprowadźcie do łaźni, aby mógł się odświeżyć i przyprowadźcie go do mnie.
Gdy znalazła się na górze, podbiegł do niej zaaferowany strażnik bramy. Przystanęła więc, czekając na to, co miał jej do przekazania.
- Pani moja, mamy ogromny kłopot! – powiedział, kłaniając się jej.
- Co się stało? – zainteresowała się.
- Ludzie stoją pod naszą bramą, pani.
- Ludzie? Jacy ludzie? Mówże jaśniej!
- Wieśniacy, wasza wysokość. Proszą o schronienie.
- Chyba nie bardzo rozumiem – zirytowała się lekko. – Prowadź mnie do nich!
Kilka chwil później stanęła w bramie głównej w otoczeniu swych najlepszych rycerzy. Spojrzała na zgromadzonych przed nią wieśniaków i zapytała władczo:
- O co chodzi?
- Pani, mieszkamy w pobliskiej wiosce – zaczął stojący na czele mężczyzna. Był dość nędznie ubrany i wychudzony. Najwyraźniej jego wiosce nie powodziło się zbyt dobrze. – Ale tam wybuchła zaraza, a nasz pan nie chce przyjąć nas w swe progi! – jęknął żałośnie.
- Jesteście zarażeni i śmiecie zjawiać się w mych progach, błagając o schronienie? – warknęła. – Pozarażacie jeszcze mych ludzi! Wracajcie, skąd przyszliście!
- Pani, zlituj się! Nie możemy tam wrócić. To tamci są zarażeni, nie my! W innych wstąpiło jakie zło! Zamknęliśmy ich w ziemiance, ale wyją po nocach jak jakie upiory! Pani łaskawa, zlituj się nad biedakami!
Zaskoczona zasłyszanymi informacjami Elaine wymieniła szybkie spojrzenie z dowódcą swej straży.
- Wynoście się stąd! – warknął strażnik, dobywając miecza. Pozostali natychmiast uczynili to samo, a ci na murach skierowali w stronę wieśniaków ciężkie kusze. Mieszkańcy cofnęli się zaskoczeni tak ostrą agresją.
- Pani, nie możesz! Błagamy o litość! Są z nami dzieci!
Elaine, która wchodziła już do pałacu, zatrzymała się gwałtownie i odwróciła.
- Zaiste, dzieci trzeba chronić – powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Rycerze spojrzeli na nią, oczekując rozkazu. – Podejdźcie do mnie, dzieci. – Kilkoro z nich, zachęconych przez swoje matki, odłączyło się od grupy i podeszło niepewnie do kobiety. Reszta pozostała przy swych rodzinach. Elaine uśmiechnęła się ponuro. – Dobrze więc… Panowie, zajmijcie się godnie naszymi gośćmi… A wy, drogie dzieci, chodźcie ze mną!
Odwróciła się i wraz z niewielką gromadką weszła do zamku.
- Gdzie idziemy? - zainteresowała się natychmiast jedna z dziewczynek.
- Do łaźni – odparła Elaine. – Najpierw musimy was umyć, nie możecie przecież cały czas chodzić takie brudne! A potem…
- Co? Co potem? – zainteresowały się chórem.
- A potem – królowa zniżyła głos do szeptu, jakby chcąc zdradzić im wielką tajemnicę i pochyliła się nieco – czeka was wspaniała przygoda. Rozpoczniecie nowe życie!...
Gdzieś w oddali rozległ się stłumiony krzyk…

644 czyt.
100%42
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użyła 1020 słów i 5875 znaków, zaktualizowała 20 sie 2018.

2 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 12 wrz 2018

    Czyzby przemiana? Dzieci w wampiry? Pozdrawiam

  • AuRoRa

    AuRoRa · 21 sie 2018

    Nadal króluje mroczny klimat, królowa jest niesamowita, aż przechodzą ciarki. Fajnie prowadzisz opowieść.