Czarna krew r.12

Elaine wyszła na obszerny balkon, obserwując spacerującego po ogrodzie Gabriela. Wiedziała doskonale, że był on w tej chwili dyskretnie obserwowany przez jej zaufanych strażników, którzy w każdej chili gotowi byli odciąć mu drogę ucieczki, lub tę prowadzącą do ich królowej. Westchnęła, zastanawiając się, jak sobie z nim poradzi, gdy przyjdzie już czas jego pierwszej przemiany. Miała niejasne przeczucie, że mężczyzna może sprawić jej niemałe kłopoty.
- Ach, tutaj jesteś! – powiedziała Amelia, zjawiając się w komnacie siostry i zastając ją na balkonie. – Znów obserwujesz naszego jeńca? Czyżby stanowił dla ciebie aż taką atrakcję? A może po prostu ci się podoba?
- po pierwsze wstrzymaj swój język, siostro, chyba że chcesz poznać mój gniew! – warknęła druga z wampirzyc. – Po drugie, mości Gabriel nie jest naszym jeńcem, lecz sojusznikiem i oczekuję, iż tak będziesz go traktować. Z należytym szacunkiem!
- Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, królowo – odparła młodsza z królewskiej linii, ironicznie akcentując ostatnie słowo. – Ty doskonale o tym przecież wiesz… Poza tym, cóż uczynił takiego, że równać go mam z nami? – zapytała. – Jest on przecie młodym, niezrównoważonym wilkołakiem! Nie upilnujesz go i gorzko tego pożałujesz!
- Zapewniam cię, droga Amelio, że nie stanowi on dla mnie żadnego realnego zagrożenia, z którym nie mogłabym sobie poradzić – odparła sucho Elaine, kierując swój wzrok ponownie na spacerującego mężczyznę. Siostra podążyła za jej przykładem i skrzywiła się lekko, widząc, jak nieznajomy kłania się im, widząc je na balkonie.
- Jeszcze kiedyś wspomnisz moje słowa, gdy wbije ci nóż w serce! – syknęła i zamiatając połami sukni, opuściła pospiesznie pomieszczenie. Elaine pokręciła zrezygnowana głową i usiadła na wiklinowym fotelu. Założyła nogę na nogę, łokcie opierając na kolanie. Wsparła głowę na dłoniach i zamyśliła się. Gdzieś w głębi siebie czuła, że powinna ostrzej zagrać z siostrą. Że słowne ostrzeżenia nic nie dadzą i ta dalej będzie kwestionować jej decyzje. Wtedy do głowy wpadła jej pewna nazwa i związany z nią pomysł: Czocha! Uśmiechnęła się pod nosem i ponownie spojrzała na młodego wilkołaka. Ten jakby wzięty jakimś nagłym przeczuciem, odwrócił się gwałtownie w stronę zamku dokładnie w chwili, gdy w jego wnętrzu dało się słyszeć przeraźliwe wycie wilkołaków i zaskoczony krzyk Amelii!
Królowa zerwała się na równe nogi i nie zważając na to, co dzieje się w ogrodzie, rzuciła się w stronę drzwi prowadzących na korytarz. Drogę zagrodziło jej jednak dwóch rosłych strażników, którzy kategorycznie zakazali jej opuszczania komnaty. Niemal zgrzytnęła zębami, przypominając sobie, że sama wydała im taki rozkaz!
Tymczasem Gabriel nie zwracając uwagi na zaskoczonych strażników, puścił się pędem w stronę zamku. Wiedział doskonale, że nie ma szans pokonać wroga gołymi rękami i prawdopodobnie nawet w czasie przemiany byłoby to niemożliwe, ale postanowił i tak spróbować. Chciał spłacić dług wdzięczności wobec Elaine, który ciążył mu, niczym kamień pokutny zawieszony u szyi. Teraz pędząc po kolejnych schodach, modlił się, by wampiry nie okazały się niedojdami i wspomogły go w owej walce. W końcu wyraźniej wyczuł spocone ciała swych pobratymców. Smród był dla niego tak silny, że nieomal zwymiotował. Zaczął oddychać płyciej i zwolnił bieg, by nie robić jeszcze większego hałasu, aczkolwiek było to w sumie zbędne, jako że ze wszystkich stron nadciągali już kolejni strażnicy. Gabriel zatrzymał się kilka metrów od napastników, bezceremonialnie przepychając się pomiędzy wampirami, które łypały na niego groźnie spod hełmów.
- Wypuśćcie ją! – zażądał ostro, zwracając się do najbliższego wilkołaka, który stojąc na zadnich nogach, przykładał przerażonej Amelii długi sztylet do szyi. Napastnik spojrzał na niego bystro i zawył wysoko. Gabriel skrzywił się, rozumiejąc ów przekaz. Została mu zarzucona zdrada, choć tak naprawdę nie dołączył nawet jeszcze do stada… Zawrzała w nim krew. Z metalowej pochwy najbliższego wampira wyszarpnął miecz, zdając sobie doskonale sprawę, iż tym gestem może podpisać na siebie wyrok śmierci i rzucił się do nierównej walki. Ciął płytko, tak, by wilkołak puścił księżniczkę. Zwierzę zawyło nieprzyjemnie, gdy ostrze zagłębiło się w jego skórze. Amelia została gwałtownie odepchnięta, co natychmiast wykorzystał Gabriel. Schwycił przerażoną kobietę w objęcia i broniąc się zaciekle mieczem, zaczął wycofywać się ku lekko oniemiałym strażnikom. Ci widząc, że ich księżniczka jest cała, dopiero teraz rozpoczęli atak. Po korytarzach zamku echem poniosło się przeraźliwe wycie umierających wilkołaków i szczęk zbroi oraz okrzyki wampirów. Tymczasem młody wilkołak odciągnął opierającą się nieco Amelię za winkiel korytarza i zaczął się jej intensywnie przyglądać.
- Zostaw mnie! – zażądała ostro, odpychając go i wycierając dłonie o brzeg sukni, jakby bała się, że zostały przez niego pobrudzone. – Jak śmiesz mnie dotykać?! – zdenerwowała się. – I jakim prawe mi się tak przyglądasz?
- Pani, ja…
- Zamilcz! – rozkazała i wyminęła go, by stanąć nagle zupełnie zaskoczona w połowie kroku. – Elaine! Nic ci nie jest, siostro?
- Nie – odparła tamta, stojąc w połowie korytarza z założonymi na piersi rękoma. – I jak widzę, dzięki Gabrielowi i tobie nic złego się nie stało!
- Tak, nic mi nie jest…
- A więc chyba nic nie stoi na przeszkodzie, byś podziękowała mości Gabrielowi. W końcu, z tego, co widzę, ryzykował on własnym życiem, by cię stamtąd wyciągnąć…
- Elaine… - zaczęła ostrzegawczo młodsza z wampirzyc, lecz królowa uciszyła ją uniesieniem dłoni.  
- Zamilcz, jeśli nie chcesz rozgniewać mnie jeszcze bardziej! – syknęła w jej stronę. Gabriel zauważył, że kły wampirzycy wydłużyły się znacznie. – Mości Gabrielu, byłabym bardzo rada, gdyby udał się pan wraz z moim zaufanym człowiekiem do mego gabinetu. Zjawię się tam za chwil kilka, by osobiście porozmawiać z panem o tym, co się tu właśnie wydarzyło, lecz teraz muszę wydać mym ludziom odpowiednie rozkazy. Ta napaść była tak niespodziewana, że mieszkańcy zamku na pewno będą chcieli usłyszeć ode mnie słowa otuchy…
- Oczywiście, wasza wysokość – odparł tamten natychmiast i wraz z jednym ze strażników królowej ruszył do wspomnianego pomieszczenia. Gdy oddalili się już na tyle, by nie mogli niczego usłyszeć, Elaine podeszła szybko do swej siostry i wycedziła przez zęby:
- Jeśli odkryję, że choć pośrednio stoisz za tym wszystkim, każę publicznie skrócić cię o głowę!
Następnie wyminęła wściekłą siostrę i ruszyła w stronę miejsce ataku i walki. To, co tam ujrzała, sprawiło, że nawet ona musiała na chwilę zamknąć oczy, by nie zwymiotować.
- Posprzątajcie to! – rozkazała ostrym tonem, z obrzydzeniem przyglądając się jusze zdobiącej teraz niegdyś piękną posadzkę i ściany korytarza. – Dziękuję wszystkim, którzy pozbyli się tych ścierw z naszego domu.
Następnie odwróciła się i dołączyła do swych ludzi, czekających na nią za winklem.
- Gdzie ma siostra? – zapytała, zauważając, że Amelia gdzieś zniknęła.
- Ruszyła w stronę stajni – wyjaśnił kapitan straży. – Sądziliśmy, że może już odejść…
- Nie mogła… Trudno, stało się, ale teraz macie ją złapać za wszelką cenę, nawet jeśli oznaczałoby to zakucie jej w kajdany i przywleczenie tu za koniem! Księżniczce nie wolno wyjechać z kraju, ani opuszczać zamku! Złapcie ją, a nie ominie was zasłużona nagroda.
- Wedle rozkazu, wasza wysokość!
Patrząc, jak kilkunastu mężczyzn biegnie w stronę stajni, podzwaniając zbrojami, zastanawiała się, czy powinna darować siostrze tę zdradę. Nie miała bowiem wątpliwości, iż ten atak, był właśnie jej sprawką. Nie miała jednak do końca pojęcia, dlaczego Amelia miałaby w ogóle jednoczyć się z wrogiem, z którym przecie walczyła od tylu setek lat! Teraz miała jednak nadzieję, że nie stało się tak dlatego, iż przystał do nich Gabriel…
Pokręciła zrezygnowana głową i ruszyła powoli w stronę gabinetu. Gdy weszła doń, strażnik natychmiast się jej skłonił, a Gabriel padł przed nią na kolana. Zdumiona jego zachowaniem, przystanęła w otwartych drzwiach.
- Cóż to ma znaczyć? – zapytała zdumiona. – Dlaczego klęczysz, mój panie?
- Uważam, że to jest moja pozycja, wasza wysokość. Ośmieliłem się dotknąć księżniczki, a to się nie godzi – odparł natychmiast. Jak wielkie było jego zdumienie, gdy kobieta roześmiała się serdecznie.
- Zostaw as samych – poprosiła łagodnie strażnika, który natychmiast opuścił gabinet. – A ty wstań z kolan, mości Gabrielu. Nie ma przecie potrzeby, byś klęczał… I nie ma potrzeby, byś obawiał się, że dotknąłeś moją siostrę. Nie pochodzi ona z egipskiego rodu, który z tego, co wiem, jeszcze nie tak dawno temu hołdował tej tradycji, lecz jest zwykłym ziemskim stworzeniem. Jak każdy z nas i można ją dotykać, oczywiście w ramach dobrego wychowania… Moja siostra zachowała się dzisiaj karygodnie, nie dziękując ci za uratowanie życia, aczkolwiek nie ujmując żadną miarą tego męstwa, śmiem twierdzić, iż nie groziło jej żadne realne niebezpieczeństwo…
- Wasza wysokość raczy wybaczyć, lecz obawiam się, że kompletnie nie mam pojęcia, o co chodzi w tym momencie królowej…
- Obawiam się niestety, mości Gabrielu, iż ten dzisiejszy atak mógł zostać ukartowany… I miał na celu tylko jedno…
- Księżniczka chciała mnie zabić, tak? – domyślił się natychmiast, patrząc na jej poważną twarz.
- W tej chwili wydaje mi się to najbardziej prawdopodobne, Gabrielu…

831 czyt.
100%112
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1795 słów i 10133 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 9 maj 2018

    Ale się porobiło Czy to ostatni odcinek? Mam nadzieję, że nie Łapka

  • AnonimS

    AnonimS · 18 lut 2018

    Długa przerwa między odcinkami. Ale warto było poczekać. Łapka i Tak