Czarna Krew r.18

Czarna Krew r.18Elaine weszła do zamku, ściągając po drodze rękawice. Była zaniepokojona, ale dość opanowana.
- Co się tam stało? – zagadnęła ją natychmiast Amelia. Ona również była niespokojna…
- Nic, co wymagałoby użycia siły mięśni - odparła królowa, zmierzając do swej komnaty. – Nie mniej jednak podwój straże.
Siostra kiwnęła jej niedbale głową i odeszła do swoich obowiązków. Elaine tymczasem spojrzała przenikliwym wzrokiem na towarzyszącego jej wciąż Gabriela i skinęła ręką, dając mu znać, by poszedł za nią, co też niezwłocznie uczynił.
- Słucham, wasza wysokość – powiedział, zamykając za sobą ciężkie, drewniane drzwi jej komnaty.
- Rzecz mi jedno, mości Gabrielu – odezwała się łagodnie, lecz zarazem stanowczo. – Dlaczegóż wyjawiłeś mi swe uczucia?
- Nie mogłem już dłużej tego urywać, moja pani. Każde spojrzenie na twą piękną twarz rozrywało mi duszę, a każde twe słowo skierowane do mnie, łagodziło ów ból.
- Rzekłeś tedy szczerze? – zapytała go jeszcze.
- Jakom żyw, najjaśniejsza pani! – nieomal wykrzyknął, padając do jej stóp. – Jesteś najcudowniejszą istotą, jaką miałem możność poznać w swym życiu i jestem pewny, iż równie pięknej nigdy już nie spotkam – powiedział z przekonaniem.
- Wydajesz mi się szczerym i prawym człekiem, dlatego pozwolę ci darzyć mnie ów uczuciem, lecz pod jednym warunkiem!
- Dla ciebie wszystko, wasza wysokość!
- Nigdy nikt nie może się o tym dowiedzieć, rozumiesz? Gdyby dotarło to do mojej siostry, znalazłbyś się w niebezpieczeństwie tak wielkim, że nawet moja pozycja nie uchroniłaby cię przed niechybną śmiercią. A Amelia zapewne nie spoczęłaby, dopókiś by nie był martwy, mój panie.
- Wydawało mi się, że księżniczka pragnie twego zamążpójścia, królowo – powiedział.
- Owszem. Z kimś wysoko postawionym, a nie z przedstawicielem wrogiej nam rasy, mości Gabrielu. Zapamiętaj to, proszę – dodała dużo łagodniej, nakazując mu wstać. Skłonił się więc natychmiast i szarmancko ucałował jej dłonie.

Dwa tygodnie później.
- Kolejny list od cesarza? – zapytała nieco zaskoczona Amelia, czytając papier, który przed chwilą podała jej siostra.
- Również jestem tym zaskoczona. Lecz spójrz na drugi pergamin!
- Zaproszenie na bal? – wykrzyknęła księżniczka. – Cóż to ma znaczyć?
- Najwyraźniej Franz Josef nie jest całkowicie przekonany co do mojej historyjki…
- Więc musisz ją dopracować! – warknęła z irytacją Amelia.
- Wiem o tym, siostro! – odparła chłodno królowa.
- Zjawisz się tam? – zapytała ją jeszcze siostra.
- Owszem, lecz trzeba być przygotowanym na najgorsze…
- To znaczy?
- Rusz ty głową, dobrze? – zirytowała się Elaine. – Ludzie muszą być gotowi do opuszczenia zamku, gdyby w Budapeszcie coś poszło nie tak, rozumiesz?
- I jak to sobie wyobrażasz? To są przecież setki wampirów, setki kilogramów naszego dobytku!
- Sądzę, że jakoś sobie poradzimy. Przygotujcie plan z Ixosem.
- Dobrze…

- Uważasz więc, że Elaine niepotrzebnie naraża nas a tak wielkie niebezpieczeństwo? – zapytał mocno poruszony informacjami kochanek Amelii.
- A ty tak nie sądzisz? – prychnęła ze złością. – Przecież to praktycznie wydanie na nas wyroku śmierci! A ona tego nie dostrzega!
- Być może winnaś z nią o tym porozmawiać raz jeszcze?
- A jak sądzisz, co czyniłam do tej pory?! Tyle że ona zdaje się w ogóle nie dostrzegać problemu! Nie słucha, co do niej mówię… Nie wiem, jak mam wywrzeć na nią odpowiedni wpływ, by wreszcie przejrzała na oczy…
- Może po prostu trzeba usunąć sprzed jej oczu tego wilkołaka? – zasugerował mężczyzna, bawiąc się jakby od niechcenia wiązaniem jej gorsetu.
- Wtedy już kompletnie nie będzie chciała mnie słuchać. Ten mężczyzna namieszał jej w głowie, co jest dla mnie doprawdy niepojęte, jak tak potężny wampir, jak Elaine, dał się tak zbałamucić! A nie mogę nawet na niego krzywo spojrzeć, by zaraz nie rozpętało się piekło – poskarżyła się nieco bezsilnie. – Czasami mam wrażenie, że to już nie jest moja siostra…
- Więc, co chcesz zrobić?
- Na razie nic – westchnęła. – Spotkanie w Budapeszcie dopiero z tydzień, więc obawiam się, iż trzeba czekać. A później obaczyć, jak sprawa się potoczy.
- A jeśli będzie niekorzystna?
- Porozmawiam wtedy z resztą – wyjaśniła krótko.

Dwa tygodnie później.
- Będzie dobrze, wasza wysokość – powiedział Gabriel, patrząc smutno na siedzącą na potężnym karym konisku Elaine. On sam stał obok niej na ziemi. Wszyscy byli podenerwowani i niespokojni. Nie było przecież wiadomo, czy cesarz jednak nie zechce zaatakować ich, gdy wyruszą w swą długą podróż… A przecież podróż z całym dobytkiem nie należała do łatwych i szybkich, a co za tym idzie, ewentualna walka praktycznie nie wchodziła w grę! Elaine obdarzyła go jednak łagodnym uśmiechem, który nie objął jej oczu. Te wciąż były pomimo wszystko pełne obaw.
- Wszyscy gotowi – powiadomiła siostrę Amelia, podjeżdżając do niej na swoim wierzchowcu. Spojrzała na Gabriela z pogardą w oczach.
- Już? – warknęła Elaine, widząc wzrok siostry. – Zabiłaś mojego człowieka? Możemy ruszać?
- Po co ten sarkam, siostrzyczko? – odparła pytaniem księżniczka, odziana w znakomitą zbroję. – Sądzisz, że nie mam nic ważniejszego do roboty, tylko zajmować się tym śmieciem?
- Zważaj na słowa, Amelio! – syknęła jeszcze Elaine, po czym zarządziła wyjazd. Na dziedzińcu zastukały podkute kopyta licznych wierzchowców oraz koni pociągowych zaprzężonych do wozów ciągnących dobytek oraz do karoc.
Gabriel niemal truchtał, starając się nadążyć za koniem królowej. Nie narzekał jednak, bowiem wiedział, że młodej księżniczce jego ból i niedola bardzo by się spodobały. A przecież nie chciał sprawiać jej tej uciechy!
Jego zmęczenie zauważyła jednak w końcu sama królowa i wstrzymała wierzchowca. Zaskoczona Amelia spojrzała na nią pytająco.
- Stało się coś?
- Owszem! – odparła poirytowana Elaine. – Dajcie mu konia! – zwróciła się do stajennych, jednocześnie wskazując Gabriela.
- To się nie godzi! – zaprotestowała natychmiast księżniczka, wyjeżdżając przed siostrę. – To tylko sługa…
- Mój strażnik! – warknęła Elaine. – Nie waż się tego kwestionować!
- Ale jest przecie wilkołakiem! Winien nadążać za koniem!
- Radziłabym ci wreszcie zamilknąć, moja droga, chyba że raz na zawsze masz zamiar pożegnać się ze swym językiem? – ostrzegła ją szeptem czarnowłosa.
- Nie uczynisz tego!
- Zamierzasz się o tym przekonać? – odparła natychmiast złowrogim pytaniem, po czym dała Gabrielowi znak, iż może bez przeszkód dosiąść konia. Wspiął się na siodło i wycofał się, by nie sprawiać większych kłopotów. Tymczasem Elaine spojrzała ponownie na naburmuszoną siostrę i powiedziała stanowczo. – Jedź na zwiad. Chcę mieć pewność, że nigdzie dalej nie czają się na nas wojska Habsburgów!
- Za pozwoleniem, wasza wysokość, wolałabym pozostać przy twym boku…
- Rób, co mówię! – huknęła na nią królowa, odsłaniając kły. Amelia prychnęła tylko i dając znać swoim ludziom, zawróciła konia i spięła go do galopu. Zniknęli wkrótce w obłoku kurzawy. Karawana ruszyła naprzód, przez dłuższy czas posuwając się w ciszy przerywanej jedynie chrzęstem zbroi, parskaniem koni i skrzypieniem wozów. W końcu jednak jadący o pół konia za Elaine Gabriel zdecydował się odezwać.
- Czy mogę coś powiedzieć, wasza wysokość? – zapytał cicho, niemal zrównując się z jej koniem, by nie musiała spoglądać nań do tyłu.
- Oczywiście – machnęła ręką, dając mu przyzwolenie.
- Chciałbym podziękować jej wysokości za udzielenie mi pomocy w postaci tego wspaniałego wierzchowca. Boję się jednak, że przez twój czyn, moja pani, księżniczka znienawidzi mnie jeszcze bardziej i w efekcie czego usunie mnie permanentnie ze swej drogi.
- Nie uczyni tego — powiedziała spokojnie Elaine. – Dobrze wie, że gdyby uczyniła coś takiego, mój gniew dosięgnąłby ją bardzo szybko i nawet jej pozycja, jako mej siostry, na niewiele by się zdała.
- Oczywiście, wasza wysokość, w końcu to ty tutaj jesteś królową, lecz czy aby jest to na pewno rozsądne posunięcie?
- O czym ty prawisz, mości Gabrielu?
- Księżniczka nie jest twoim wrogiem, moja pani, dlaczego więc starasz się ją w niego zmienić? Być może twoja siostra ma rację i nie powinienem cię ochraniać? Może jestem la ciebie, pani, zbyt niebezpieczny? Kto wie, co stanie się w czasie kolejnej pełni?
- Nic się nie stanie, mości Gabrielu. Jesteś mi posłuszny, jako wilkołak i niech tak już pozostanie. Poza tym moje utarczki z Amelią są jeno moją sprawą!
- Oczywiście, miłościwa pani – odparł, słysząc w jej głosie naganę i lekko wstrzymał konia. Zrównał się z dowódcą zamkowej straży. Wyniosły wampir, spojrzał na niego przeciągle, ale nie odezwał się słowem. Zacisnął jeno mocniej dłoń na drzewcu lancy, co nie uszło uwadze Gabriela.

Po trzech tygodniach podróży cały czas mając się na baczności, bowiem przechodzili przez tereny należące do Habsburgów, dotarli wreszcie do upragnionego celu – zamku Tarasp w kantonie Tarasp.
- Nareszcie na miejscu – powiedziała smętnie Amelia, zmęczona tak długim siedzeniem w niewygodnym siodle.
- Masz rację – odparła Elaine, kierując konia pod górę. – Tyle że czeka nas jeszcze wiele pracy – zauważyła. – Zamek jest opuszczony od kilku dekad.
- Podejrzewałam to, boś zakupiła go za niebywale niską cenę. Nie jestem jednak pewna, czy pomieścimy się tu wszyscy…
- Ależ o pewne, że nie – powiedziała natychmiast królowa. – Zamek jest dużo mniejszy od wcześniejszego. Nie martw się jednak. Niecałe dziesięć kilometrów na północ stąd jest stara posiadłość, gdzie pomieszczą się pozostali…
- Ją również zakupiłaś, czy tak? – domyśliła się księżniczka.
- Zgadza się.
- Dlaczego mam wrażenie, że się tutaj nam nie będzie wiodło? Nie mamy swego miejsca na ziemi, non-stop trzeba się przenosić. Nie tak winno być, siostro!
- Sądzisz, że tego nie wiem? – odparła zła Elaine, wstrzymując konia.
- A jednak!
- Jednak co? Śmiesz twierdzić, że nie potrafię zajmować się swymi ludźmi?
- Być może… Ty jesteś tu królową.
- Dokładnie, ja – warknęła Elaine. – Więc to są moje decyzje, nie twoje!
- Ale nie sądzisz, że…
Nie dokończyła. Elaine schwyciła ją żelaznym chwytem za gardło. Straż zareagowała natychmiast, otaczając kobiety ciasnym kordonem, by incydent nie został spostrzeżony przez postronnych.
- Tym razem przesadziłaś po raz ostatni! – syknęła, coraz mocniej zaciskając palce na gardle siostry. – Z chwilą obecną tracisz pozycję księżniczki! Od teraz twoim głównym i jedynym obowiązkiem jest patrolowanie otaczających nas lasów oraz stacjonowanie w zamku. Nie wiem, czy w pobliżu są jakieś wilkołaki i to właśnie będzie twoje zadanie, rozumiesz? I nie życzę sobie widzieć cię gdziekolwiek w pobliżu mych komnat. Chyba że cię wyraźnie wezwę!
Puściła Amelię i spojrzała na nią wściekła.
- Tak jest – odparła naburmuszona wampirzyca.
- Powtórz! Zdaje się, że nie dosłyszałam mojego tytułu!
- Tak jest…wasza wysokość!
- Tak lepiej… Patrolowanie okolicy rozpoczniesz natychmiast po uporządkowaniu swych rzeczy w komnacie w części przeznaczonej dla wojska!
- Jak sobie życzysz, moja pani! – powiedziała Amelia, wciąż będąc wyprostowaną w siodle. Ku niej przecisnął się postawny wampir, dowódca zamkowej straży i mierząc ją ostrym spojrzeniem, wycedził przez zęby:
- Od teraz jestem twoim dowódcą, kobieto, więc radziłbym ci okazać odpowiedni szacunek królowej, chyba że chcesz, bym już na początku twej służby zafundował ci chłostę na oczach wszystkich mieszkańców zamku?!

614 czyt.
100%62
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 2125 słów i 12189 znaków, zaktualizowała 25 wrz 2018.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 1 paź 2018

    Burzliwe są relacje z siostrą. Robi się coraz ciekawiej.

  • AnonimS

    AnonimS · 25 wrz 2018

    Też ciekawe. Ale Pająk mnie zaintrygował. Pozdrawiam