Czarna Krew r.20

Tymczasem Elaine zupełnie nieświadoma tego, co wydarzyło się w zamku kilka pięter niżej, oderwała się wreszcie od gorących ust Gabriela.
- Moja pani… - zająknął się, nie wiedząc do końca, co czynić.
- Zamilcz! – nakazała mu, a jej oczy błysnęły groźnie. Puścił ją i odsunął się o kilka kroków, patrząc na nią niepewnie, podczas gdy ona wpatrywała się w niego z jawną złością. W końcu przemówiła jednak, a jej głos był lodowaty. – Nie powinieneś był tego czynić, mości Gabrielu… Niemniej jednak stało się i winić za to mogę tylko siebie. Pozwoliłam ci na zbyt wiele.
- Racz wybaczyć mi moje zachowanie! – wykrzyknął, padając przed nią na kolana. Spojrzała na niego krótko, przechodząc obok.
- Powiedziałam, żebyś zamilkł! – warknęła, na co natychmiast się uciszył. W zamyśleniu podeszła do biurka i zamyśliła się. Nie mogła zaprzeczyć, że czułość, z jaką ją całował, sprawiła jej nieoczekiwaną przyjemność. Było to jednak coś nienaturalnego i niezgodnego z wampirzymi prawami! Przecież, gdyby coś takiego odkryła wśród swoich poddanych, niezwłocznie nakazałaby spalić oboje! A teraz? Cóż miała uczynić… - Mości Gabrielu – zaczęła w końcu powoli, nie patrząc na niego. Klęczący mężczyzna poderwał głowę, spodziewając się srogiej kary. Nie wykonał jednak innego ruchu. – Masz szczęście. Wyjątkowo nie ukażę cię za ten impertynencki czyn!
- Dziękuję, wasza wysokość! – powiedział natychmiast, drżąc na całym ciele.
- Nie przerywaj mi! – ofuknęła go, patrząc na niego przez ramię. – Nie ukażę cię tylko pod jednym warunkiem! Musisz mi przyrzec, że już nigdy czegoś takiego nie uczynisz!
- Oczywiście, miłościwa pani! Nigdy więcej…
- Dobrze więc – powiedziała już nieco łagodniej i wreszcie odwróciła się w jego stronę. – Wstańże i opuść mą komnatę, Gabrielu. Za parę godzin wstanie nowy dzień, dlatego mam dla ciebie zadanie. Obejmiesz straż w ogrodzie zamku. Co prawda kraj, w którym obecnie się znajdujemy, jest neutralny, ale nie zaszkodzi mieć się na baczności…
- Oczywiście, królowo. I dziękuję – wstał, skłonił się z szacunkiem i opuścił pomieszczenie. Gdy jego kroki ucichły na korytarzu, Elaine odetchnęła głęboko i usiadła gwałtownie na zdobnej sofie. Wplotła dłonie we włosy, starając się uspokoić, lecz serce biło jej jak oszalałe. Wbrew licznym legendom, mocno zakorzenionym w prostym ludzie, wampiry nie były bowiem czymś na kształt ożywionych trupów, które do przetrwania potrzebowały krwi… Nie… Wampiry były tak samo żywe, jak i pozostali mieszkańcy ziemi, potrafiły kochać, nienawidzić czy współczuć. Inaczej natomiast miała się z ich duszami. Ich po prostu nie dało się zbawić… Nie mniej jednak coś tak niebywale ludzkiego, jak pożądanie wciąż w nich istniało i w tej właśnie chwili Elaine najpewniej je w sobie odkrywała. Po raz pierwszy w swoim długim życiu! Było to dla niej coś nowego, niesamowitego, coś, co przyprawiało ją o rumieńce na policzkach. I choć jeszcze kilka miesięcy temu skazałaby na śmierć każdego, kto ośmieliłby się choćby pomyśleć o tym, że królowa zadurzy się w wilkołaku, to w chwili obecnej, po przeanalizowaniu swoich uczuć względem tego mężczyzny, nie wydawało jej się to tak strasznie niewłaściwe! Wiedziała jednak, że nikt tego nie zaakceptuje, już samego uczucia, a co dopiero mówić o jakimkolwiek związku z Gabrielem! I to, nawet gdyby wydała królewskie rozporządzenie i podpisała pakt pokojowy z alfą wilkołaków. Nie i koniec!
Podeszła do otwartego okna, delektując się świeżym powietrzem nocy, która za niedługi czas miała ustąpić dniu. Jej wzrok skierował się niemal natychmiast i dość bezwiednie ku ogrodowi, po którym przechadzał się Gabriel, pełniący już swą wartę. Zauważyła, że po chwili podszedł do niego dowódca zamkowej straży i dyskutują o czymś zawzięcie. Przy odrobinie wysiłku najpewniej zdołałaby usłyszeć ich rozmowę, ale nie miała na to ochoty w tej chwili. Poczuła się dziwnie zmęczona ostatnimi wydarzeniami. Noc jednak niosła ze sobą jakieś ukojenie, dlatego z balkonu zeszła, dopiero gdy świt zaróżowił niebo, a w zamku zamarło wszelkie życie. Udała się w końcu do swej alkowy i z kufra wyciągnęła długą koszulę nocną. Wkrótce zaczęła wyglądać jak śmierć obleczona w biały całun. Wpełzła pod kołdrę, delektując się miękkością łózka. Nigdy nie przepadała za spaniem w trumnie, czy zwisając z powały sufitu głową w dół. Ten styl preferował jej ojciec. Twierdził, że wtedy myślało mu się najlepiej, gdy krew spływała w dół. Zaczęła wspominać swych rodziców. Przypomniała sobie, jak wielką miłością się darzyli. Przecież to uczucie było wręcz namacalne! Niestety konflikt z wilkołakami i wyrzucenie z domu starszego brata Elaine załamały jej matkę. Bezgraniczna tęsknota za ukochanym mężczyzną i żal do syna sprawiły, że ta dumna kobieta, kochająca matka i wspaniała królowa poddała się śmierci i odeszła od Elaine i Amelii, gdy te właśnie wkroczyły w dorosłość i potrzebowały matki… Po chwili znów powróciła myślami do miłości matki do ojca i jęła się zastanawiać, czy i ona będzie w stanie pokochać tak bardzo? Czy będzie to Gabriel? A potem pomyślała o tym, co w takiej sytuacji uczyniłaby jej matka? W mig przypomniała sobie charakter Jasminy i jej rządy twardej ręki. I nie miała wątpliwości. Jasmina nigdy nie zgodziłaby się na coś takiego! Zapewne kazałaby nawet córce zgładzić kochanka własnoręcznie! Elaine westchnęła cichutko, przypominając sobie pocałunek Gabriela i uśmiechnęła się lekko, by już po chwili odpłynąć w świat snów.

Wstała o zachodzie słońca, z przyjemnością przyglądając się czerwonym odblaskom promieni słonecznych wpadających do komnaty przez okno. Zdecydowała, by rozmówić się z siostrą i sprawdzić, jak tej idzie zwykła służba i czy nadal jest wściekła… Posiliwszy się pucharem najlepszej krwi, którą dostarczyła jej służba i po przebraniu się w jakieś godne szaty, w zdecydowanie lepszym humorze udała się do komnaty Amelii.
- Musimy porozmawiać, siostro – powiedziała, bez pukania wchodząc do komnaty zajmowaną przez Amelię. Panująca tam cisza oraz niebywały porządek, a przede wszystkim wciąż nierozpakowane rzeczy wampirzycy, podpowiedziały Elaine, że najpewniej wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Wyszła więc na korytarz, zastanawiając się, gdzie powinna szukać krnąbrnej siostrzyczki, gdy niespodziewanie podszedł do niej Gabriel, już z daleka kłaniając jej się w pas.
- Witam, wasza wysokość – powiedział. – Chciałbym prosić o łaskawe pozwolenie na udanie się do swej komnaty celem zażycia odpoczynku.
- Oczywiście, idź się wyspać – przyzwoliła łagodnie, sen bowiem przywrócił jej dobry humor. – Jest jednak coś, o co chciałabym cię zapytać.
- Tak, wasza wysokość?
- Widziałeś może dziś moją siostrę?
- Od incydentu pod bramą, nie, wasza wysokość.
- Hmmm… No nic, dziękuję, możesz odejść…

367 czyt.
100%42
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1300 słów i 7283 znaków.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 21 lis 2018

    Zakazana miłość kwitnie, siostrze to się nie podoba. Ciekawe dokąd się udała.

  • AnonimS

    AnonimS · 18 lis 2018

    Ooooo siostrzyczka zaginęła.....   pozdrawiam