Czarna krew r.14

Tymczasem Elaine wpadła do swojej komnaty, zatrzymując się dopiero przy oknie. Drżącymi rękoma sięgnęła do zdobnego kołnierza jej koszuli i rozpięła go. Było jej niewyobrażalnie gorąco, a serce waliło jak młotem.
- Co się ze mną dzieje? – zapytała sama siebie najcichszym szeptem. Po chwili przypomniała sobie, jak czuła się, gdy po raz pierwszy skrzyżowała spojrzenie z ów mężczyzną. Jak silne wywarł na niej wrażenie. – Kim jesteś, mości Gabrielu? – zapytała niezbyt głośno, zauważając przez okno, jak mężczyzna schodzi do ogrodu, będąc wciąż uważnie śledzonym przez jej zaufanych ludzi. Nie miała zamiaru narażać nikogo z zamku na wybuch jego zwierzęcej agresji już na kilka dni przed pierwszą pełnią…

Ta przyszła w końcu prędzej, niż królowa by sobie życzyła. Gdy tylko dreszcze zaczęły niebezpiecznie wstrząsać Gabrielem, Elaine kazała straży niezwłocznie zamknąć go w przygotowanym na tę okoliczność lochu. Schodząc za taszczącymi wilkołaka strażnikami z Amelią u swego boku, zastanawiała się, czy zdoła zapanować nad przybyszem, gdy ten już osiągnie swoje prawdziwe oblicze.
- Trzymajcie broń w pogotowiu – rzekła, gdy żelazne drzwi lochu zamknięto ze zgrzytem metalu o kamień. Słowa te ledwie przeszły jej przez gardło, lecz miała świadomość, że innego wyjścia nie ma. Nowo przemieniony wilkołak ponoć dysponował siłą wielokrotnie przewyższającą jego późniejsze zdolności. Stanęła więc teraz nieopodal drzwi, z bólem na twarzy obserwując, jak mężczyzna miota się po całym pomieszczeniu w paroksyzmie bólu, jaki rozsadzał jego ciało. Pierwsze zrzucenie ludzkiej powłoki nie mogło być miłe, skoro mięśnie wilkołaka rozsadzały skórę od wewnątrz, domagając się uwolnienia. Brał nad nim również górę prymitywny instynkt, któremu chciał poddać się za wszelką cenę.
- Powinnaś go zgładzić, Elaine – rzekła Amelia, przerywając tę nienaturalną ciszę, jaka panowała wśród wampirów, odkąd znaleźli się w lochach.
- Dlaczego winnam to uczynić, siostro? – zapytała sucho, nie odrywając wzroku od miotającego się człowieka.
- Gdyż nie wydaje mi się, by strzymał proces przemiany…
- Damy mu szansę, siostro. Jest naszym wrogiem, ale tylko w tej chwili. Gwarantuję, że zapanuję nad nim – odparła, a jej głos był lodowaty.
- Żebyś tylko później nie żałowała swoich słów – wyszeptała Amelia, pochylając się lekko ku niej. W przeciwieństwie do siostry miała na sobie ciężką zbroję, a na pasie długi miecz. Zdawała sobie sprawę z tego, że ogarnięty szałem młody wilkołak może w każdej chwili wydostać się z lochu, powalić strażników i rzucić się na nie. W głębi serca miała nawet na to nadzieję, bowiem jego bezpośredni atak na Elaine pokazałby jej, jak niebezpiecznego sojusznika sobie wybrała. No i może w przyszłości korzystnie wpłynąłby na objęcie tronu przez Amelię, a co również liczyła. Teraz jednak skupiona była głównie na obserwacji Gabriela, który zaczął wrzeszczeć jeszcze głośniej, niż przedtem. Pękła mu bowiem skóra na plecach oraz wzdłuż rąk. Twarz co rusz zmieniała się z człowieczej na wilczą i odwrotnie. Ciało zaczęło się nienaturalnie wyginać, co wyglądało dość specyficznie – jakby ktoś niewidzialny manipulował jego kończynami. W końcu jednak z gardła Gabriela dał się słyszeć złowrogi pomruk, który stopniowo przerodził się w przerażające wycie. Skóra natychmiast spadła, a na jej miejscu pojawiła się nowa, pokryta futrem. Mięśnie prężyły się pod nią, uświadamiając zebranym, iż nie będzie to chuderlawy wilkołak, jakich mnogość wyrżnęli przez całe stulecia. Jego postura przywodziła na myśl przewodnika, Alfę.
- Jest potężny – zauważyła Amelia, wolno wysuwając miecz z pochwy. Zgrzyt metalu o metal zwrócił wreszcie uwagę wilkołaka, który wyprostował się na całą swą wysokość. Spiczastymi uszami dotknął powały lochu. Z jego pyska spadł duży połeć śliny. Pazury zgrzytnęły o kamień, gdy przejechał potężną łapą po ścianie pomieszczenia. Zbliżył się powoli do drzwi i zawiesił swój wzrok na Elaine. Królowa zbliżyła się o krok, nie odrywając od bestii spojrzenia. Strażnicy unieśli ciężkie kusze do ramienia, gotowi do strzału. Przez kilka pełnych napięcia minut nic się nie działo. Amelia złapała się na tym, że wstrzymuje oddech, co potężnie ją zirytowało. Spojrzała na siostrę. Widziała u niej determinację i walkę. Wiedziała, że Elaine robi wszystko, by uzyskać przewagę psychologiczną nad młodym wilkołakiem.
I kiedy już zdawało się, że żadna ze stron nie wygra tego nietypowego pojedynku, wilkołak prychnął dziwnie i wstrząsnął łbem. Ślina z jego pyska prysnęła dokoła, ochlapując również stojących poza lochem. A potem cofnął się gwałtownie od drzwi i umknął na koniec pomieszczenia, gdzie zaległ w kącie, niemal natychmiast zapadając w sen.
Elaine odetchnęła głęboko i zachwiała się lekko. Amelia natychmiast doskoczyła do niej i pomogła jej ustać na nogach.
- W porządku? – zapytała, przytrzymując siostrę w pionie.
- Owszem, choć był niesamowicie silny. Sądziłam, że się nie podda – mruknęła. – Już w porządku, nic mi nie jest.
- Jesteś pewna? Wyglądasz strasznie blado – zauważyła młodsza wampirzyca.
- Wszystko dobrze… Pilnujcie go. Usnął, z tego, co wiem, to normalne, ale gdy się obudzi za kilka godzin, wciąż będzie stanowić poważne zagrożenie. Przygotujcie pochodnie i rozpalcie ogień. Powstrzyma go, a przynajmniej usadzi, gdyby wydostał się z celi i was zaatakował. I przyślijcie po mnie, gdy odzyska przytomność…

491 czyt.
100%83
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1032 słów i 5824 znaków.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 12 wrz 2018

    Opis przemiany ciekawy. Zobaczymy co dalej wymysliłaś. Pozdrawiam

  • Palolcia

    Palolcia · 19 lip 2018 · 287366618

    Z ciekawoscia czekam na kolejne cześci. Szkosa że tak rzadko dodajesz.

  • AuRoRa

    AuRoRa · 13 lip 2018

    Kolejna część, trzymająca w napięciu, drobiazgowy opis przemiany w wilkołaka, Łapka