Czarna Krew r.17

Czarna Krew r.17Elaine rozprostowała palce i przejrzała się w wysokim lustrze. Wciąż znakomicie wyglądała w zbroi.
- Gotowa? – zapytała ją Amelia, wchodząc bez zapowiedzi do komnaty siostry. Przyjrzała się jej krytycznie i powiedziała. – Ciekawam miny Franza Josefa, gdy zobaczy cię tak odzianą. Żałuję, że nie mogę jechać z tobą…
- Rozmawiałyśmy już o tym – odparła spokojnie Elaine. – Jesteś moim najlepszym rycerzem, musisz zostać tutaj na wypadek, gdyby cesarz chciał nas niepostrzeżenie zaatakować – mruknęła. – Ale nie martw się, będę w dobrych rękach. Zabieram przecież ze sobą Ixosa, Martina i Gabriela…
- Czy ten ostatni jest tam naprawdę niezbędny?
- Nie zaczynaj, Amelio! Oczywiście, że jest niezbędny! Oprócz mnie tylko on może przebywać w pełnym słońcu bez uszkodzenia ciała – przypomniała jej. – No i jest moim osobistym strażnikiem.
- Jako i ja! – zauważyła ostro Amelia. – A pomimo to mnie tu zostawiasz!
- Bo ty znasz zamek i wiesz, jak pokierować jego obroną. Proszę cię, siostro, nie spieraj się ze mną, dobrze? Nie mam na to ani ochoty, ani tym bardziej czasu. Winnam już zmierzać do stajni!
- Pozwól przeto, że ci towarzystwa dotrzymam w drodze – zaproponowała Amelia. – I tak muszę iść na blanki, gdy wyjedziesz.
- Oczywiście. Będzie mi niezmiernie miło.
Idąc powoli w stronę potężnych zamkowych stajni, Elaine przez całą drogę starała się wyrzucić ze swej pamięci niedawne słowa Gabriela i zwekslować myśli na odpowiedni tor. Nie mogła jednak jakoś do tego doprowadzić, zwłaszcza gdy ujrzała czekającego już na nią przy jej koniu Gabriela. Obdarzyła go spokojnym skinieniem głowy. Odpowiedział jej głębokim ukłonem.
- Wszystko gotowe? – zapytała, starając się nie myśleć o wiadomych słowach.
- Oczywiście, wasza wysokość – odezwał się natychmiast Gabriel.
- Znakomicie – ucieszyła się powściągliwie, z jego szarmancką pomocą dosiadając karego rumaka. Obok niej na swe wierzchowce wspięły się pozostałe wampiry, chroniąc twarze pod zamkniętymi przyłbicami. Gabriel dosiadł konia jako ostatni. Elaine zorientowała się szybko, że w wyborze zwierzęcia musiała maczać swe palce Amelia, jako że koń mężczyzny nie był tak dostojny, jak pozostałe konie bojowe. Rzuciła siostrze pełne dezaprobaty spojrzenie i skinęła chorążemu głową. Młody wampir ujął pewniej chorągiew przymocowaną do długiego drzewca i uderzył delikatnie konia piętami. Reszta poszła za jego przykładem. Wyjechali na dziedziniec spokojnym stępem, grzmiąc podkutymi kopytami. Dopiero za bramą popędzili konie do niewymuszonego kłusu, skręcając w lewo i kierując się ku polanie, która została łaskawie zaakceptowana przez węgierskiego króla jako miejsce spotkania. Jadąc na karoszu, obserwowała czujnie otaczający ich teren, lecz nie dojrzała nigdzie zastawionej na nich pułapki. Musiała więc przyznać w duchu, że najwyraźniej będzie to zwykłe spotkanie dwóch władców, z czego jeden nie będzie mógł wyjawić prawdy o sobie. I w ogóle nie powinien istnieć według ludzkich przesądów…
Gdy osiągnęli szczyt wzgórza, z którego mieli doskonały widok na roztaczającą się u jego stóp umówioną polanę, dostrzegli, że Franz Josef już na nich czeka w otoczeniu swej nielicznej świty. On również dosiadał znakomitego rumaka. Odziany w wojskowy mundur, z szablą przy boku, prezentował sobą majestat i spokój, któremu można zawierzyć. I choć Elaine znała go tylko z opowiadań, natychmiast rozpoznała w nim twardego przeciwnika. W myślach powtórzyła szybko historyjkę, którą w końcu wymyśliła na potrzeby spotkania i spojrzała na swoich strażników.
- Ja będę mówić – zwróciła się do nich władczo. – Nie zdejmujcie hełmów. I nie reagujcie nijak, nawet jeśli powyciągają swą broń. To spotkanie musi zostać rozegrane dyplomatycznie!
Uderzyła konia piętami, zjeżdżając w dół zbocza. Chorąży natychmiast wyprzedził ją o połowę długości konia. Reszta rozciągnęła się łagodnych łukiem za nimi. Decydując się na tę małą, dość pokazową galopadkę, a przede wszystkim na to, iż przybędzie na miejsce w pełnej zbroi i na koniu, miała nadzieję pokazać tym cesarzowi, że w czasie rozmowy będą na tej samej pozycji.
Austriacki władca odwrócił spokojnie głowę, obserwując galopującą w jego stronę kobietę. Cesarska straż natychmiast dobyła swej broni, sądząc zapewne, iż jest to atak.
- Witam, mości panie! – zawołała donośnie Elaine, zwalniając bieg wierzchowca do delikatnego stępu. Uniosła dłoń w geście powitania. – Jam Elaine Stobart, a ty byłeś łaskawy zgodzić się tu ze mną dzisiaj właśnie spotkać. Jak widzisz, przybyłam na twą prośbę…
Habsburg popatrzył zdumiony na swego szambelana. Nie spodziewał się, że kobieta odezwie się pierwsza. No i nie sądził, że przywdzieje tak staroświecką zbroję!...
- Witaj, pani – odparł spokojnie, zastanawiając się w duchu usilnie, kimże nieznajoma naprawdę jest i dlaczego wybrała na miejsce zamieszkania właśnie ten opuszczony, owiany najczarniejszymi legendami zamek, którego przecie lękają się jego poddani! – Rad jestem, móc spotkać cię wreszcie.
- Ja również, wasza cesarska mość – odparła, obdarzając go łagodnym uśmiechem. Zauważyła, że Franz Josef raz po raz zerkał ciekawie na jej rodowy sztandar… - Oh, to bardzo stara linia – oznajmiła, machając lekceważąco ręką. – Mogłeś, panie o niej nie słyszeć, gdyż nie pochodzimy z tych ziem.

688 czyt.
100%63
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 973 słów i 5656 znaków, zaktualizowała 11 wrz 2018.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 12 wrz 2018

    Historyczne spotkanie z głową państwa. Elaine musi mieć nerwy na wodzy oby się nie wydali

  • AnonimS

    AnonimS · 12 wrz 2018

    No dobrze poczekam. Choc cierpliwość to nie jest moja najlepsza cecha

  • AnonimS

    AnonimS · 12 wrz 2018

    Mogłaś ciut wiecej napisać bo ciekawy jestem jak to spotkanie się skonczy. Pozdrawiam