Czarna Krew r.19

Czarna Krew r.19- Marco, wezwij do mnie mości Gabriela – powiedziała stanowczo Elaine kilka godzin później do strażnika na korytarzu, gdy już rozgościła się w swojej nowej komnacie. Mężczyzna skinął jej tylko głową i bez słowa oddalił się w poszukiwaniu wilkołaka. Elaine usiadła tymczasem na szerokiej leżance i splotła dłonie na kolanach, oczekując przybycia swego strażnika. Zerknęła w okno, z którego rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na góry i odległe miasteczko.
Po kilku minutach oczekiwania do drzwi komnaty zastukano i na jej zaproszenie, do środka wszedł Gabriel. Skinął się jej i postąpił kilka kroków, zanim przystanął wyczekująco.
- Pani wzywała... – odezwał się cicho.
- W rzeczy samej. Chciałabym porozmawiać z tobą o sytuacji, której byłeś dziś świadkiem – powiedziała spokojnie, nakazując mu, by usiadł.
- Dlaczego akurat ze mną? – zdumiał się szczerze. – Są przecież królewscy doradcy, ministrowie...
- Nie ufam im w tej sprawie – powiedziała od serca. – Są przekupni i zapewne z radością wbiliby mi sztylet w serce, a spotkanie z cesarzem Austrii uświadomiło mi, że najpewniej posiadam w swoich szeregach zdrajcę, który działa przeciwko mnie...
- Czy to dlatego odsunęłaś od siebie swą siostrę? – zainteresował się.
- Po części... Powiedz mi jednak, mości Gabrielu, czy ty, który masz wśród nas najbardziej obiektywne spojrzenie, czy... co o tym sądzisz? Postąpiłam właściwie? Bo obawiam się, że cokolwiek bym nie zdecydowała, skutki tego i tak uderzają we mnie, jakby przede mną znajdował się niewidzialny mur...
- Być może sama zbudowałaś ten mur, moja pani...
- Nie rozumiem...
- Twoja siostra chce dla ciebie jak najlepiej, pragnie twego szczęścia... Te plany, byś poślubiła jakiegoś wampira... Być może chodzi jej tylko o twe dobro, wasza wysokość... Sądzę też jednak, że w obecnej chwili, gdyś tak bardzo poróżniona z siostrą, a ona ci nie sprzyja, było to jedyne rozsądne wyjście z sytuacji. Księżniczka postąpiła bardzo roztropnie. Winna porozmawiać z tobą o tym na osobności, możliwie jak najłagodniej, a nie od razu niemal skakać ci do gardła... Niewątpliwie stąpasz jednak po niebywale kruchym lodzie, wasza wysokość, zalecałbym podwójną ostrożność przy podejmowaniu każdej decyzji.
- Sądzisz więc, że... że ktoś chciałby odsunąć mnie od tronu? – zapytała po chwili milczenia.
- Sądzę, wasza wysokość, że sama już wzięłaś tę ewentualność pod uwagę w swych rozważaniach, czyż nie? Sama powiedziałaś, że nie ufasz swoim doradcom...
- Mądryś – rzuciła tylko, wstając i podchodząc do strzelistych drzwi balkonowych.
- Uczyłem się, moja pani – wyjaśnił, również wstając.
- Naprawdę? – zdumiała się nieco, spoglądając na niego z szacunkiem, którego wcześniej w jej oczach nie było.
- Owszem – przyznał. – Ojciec mój pragnął, bym został bankierem, tak samo, jak on, dlatego zapewnił mi odpowiednie wykształcenie...
- Musisz zatem pochodzić z zamożnej rodziny... – zauważyła.
- Owszem. Pieniędzy nam nie zbywało... Jak powiedziałem, ojciec był bankierem na południu kraju... Byłem jedynakiem, ukochanym dzieckiem... Matka zmarła w połogu, rodząc martwe dziecko – przełknął ślinę. – Ojca mocno to podłamało, bo naprawdę ją kochał. A potem...
- Co takiego? – zapytała łagodnie, patrząc na niego uważnie.
- Gdy byłem już dorosły, wyrzucił mnie z domu.
- Dlaczego?!
- Dopuściłem się hańby, wasza wysokość. Zakochałem się w nieodpowiedniej kobiecie. Oszukała mnie, twierdząc, że jest ze mną brzemienna... Poszedłem do ojca, prosić o pieniądze, choć wiedziałem, że będzie się wściekał. Nie mieliśmy ślubu... Ale był honorowym człowiekiem i dał mi te pieniądze. Następnego dnia dama mego serca zniknęła z całą kwotą. Szukałem jej przez ponad tydzień, sądząc, że być może została porwana. Dopiero kiedy zrozumiałem, jak perfidnie ze mną postąpiła. Wróciłem do domu odarty z godności i pieniędzy ojca. Wyklął mnie, tym samym chroniąc się przed gadaniem ludzi w mieście. Nie mam do niego o to żalu, postąpił właściwie. Rzekł, żem niegodzien nosić szlachetne nazwisko jego przodków i wyrzucił mnie z domu... Gdy i ja umrę, linia mego rodu zgaśnie bezpowrotnie.
- To przykre – wyszeptała. Podszedł do niej i stanął dość blisko, patrząc jej w ciemne oczy.
- Nie użalam się, wasza wysokość. Pochowałem ojca kilka lat temu i od tamtej pory jedynie włóczęga po kraju pozwalała mi zapomnieć o wstydzie... Dowiedziałem się jednak, że kobieta, którą tak nieopatrzenie ongiś obdarzyłem uczuciem, w ten sam sposób oszukała jeszcze kilku innych mężczyzn. Złapano ją w końcu i skazano na śmierć za czary – powiedział łagodnie, spoglądając w usiane milionem gwiazd ciemne niebo. – Za chwilę świt. Obejmę wartę...
- Dziękuję.
- Nie musisz dziękować, wasza wysokość. To mój obowiązek.
- Dziękuję, że mi o sobie opowiedziałeś... – mruknęła, dotykając jego ramienia.
Tymczasem wściekła i zmęczona Amelia wróciła z patrolu do zamku i przed udaniem się na zasłużony odpoczynek, wyszła jeszcze do ogrodu, by chwilę ponapawać się widokiem. Zauważyła, że w komnacie siostry palą się świece. Ją samą dostrzegła na balkonie rozmawiającą z Gabrielem. Zgrzytnęła zębami, widząc, jak Elaine kładzie mu dłoń na ramieniu.

Obrócił się szybko w jej stronę, niechcący trącając ją tak mocno ramieniem, że aż się zachwiała. By uchronić kobietę przed upadkiem, objął ją mocno w pasie i przyciągnął do siebie. Spojrzał w jej ciemne oczy.
- Wasza wysokość... – wychrypiał, po czym złączył ich usta w czułym pocałunku.

Zdezorientowana nieco, a jednocześnie kompletnie wściekła Amelia cofnęła się szybko do zamku. To, co przed chwilą przez czysty przypadek zobaczyła, przyprawiło ją o mdłości! Jej siostra całowała się z wilkołakiem!!! Coś takiego było niedopuszczalne! Czuła przemożną chęć wtargnięcia w tej właśnie chwili wraz z oddziałem strażników do komnaty Elaine, zgładzenia tego przebrzydłego psa i oskarżenia siostry o zdradę!
- "Czemu tu stoisz?” – usłyszała głos swego dowódcy za plecami. Wzdrygnęła się i odwróciła w jego stronę.
- Za pozwoleniem, skończyłam już patrol i chciałaby udać się na zasłużony odpoczynek – powiedziała. Mężczyzna popatrzył na nią krytycznie i uśmiechnął się wrednie.
- Obserwowałem cię na patrolu. Zachowujesz się niczym rozkapryszona dziwka i dyrygujesz wszystkimi, a samej nie robisz nic. Zastanawiam się, czy już teraz złożyć na ciebie raport do królowej, czy dać ci po prostu solidną nauczkę? – warknął.
- Jak śmiesz?! – doskoczyła do niego, łapiąc go za surdut jedwabnego munduru. – Ty w ogóle wiesz, do kogo mówisz?!
Jej bunt nie trwał jednak długo, bo już po chwili dowódca powalił ją na kamienną posadzkę i przyłożył jej długi sztylet do gardła.
- Sądzę, że tygodniowy pobyt w lochu o wodzie dobrze ci zrobi! – warknął cicho, odsłaniając kły. Powstał i bronią pokazał jej, że ma uczynić to samo. Wstała niechętnie, patrząc na niego spod byka. Urażona duma mocno bolała. – A teraz maszeruj do swojej nowej "komnaty”!

439 czyt.
100%52
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1306 słów i 7436 znaków, zaktualizowała 26 paź 2018.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 31 paź 2018

    Przeszłość Gabriela jest ciekawa, ale nieszczęśliwa. Szykuje się odwet, siostra może wykorzystać to co wie. Ciekawie to rozgrywasz Czekam na następny odcinek.

  • AnonimS

    AnonimS · 26 paź 2018

    Hm  skomplikowane te ich relacje...pozdrawiam