Czarna Krew cz 2.

Elaine wyprostowała się na krześle, na którym siedziała i przymrużonymi oczami spojrzała na siostrę.
- Nie zmienia to jednak faktu, ze wciąż jestem twoją królową – syknęła cicho, tym samym dając młodszej kobiecie wyraźne ostrzeżenie. – Przypominam ci, że masz być wobec mnie lojalna!
- A czyż nie jestem?! – zdenerwowała się natychmiast Amelia, podnosząc nieznacznie głos. Wyprostowała się dumnie i powiedziała powoli. – Zawsze bez jednego słowa sprzeciwu wykonywałam wszystkie twoje rozkazy. Nawet te najgłupsze. Zawsze wspierałam cię i broniłam twoich decyzji! Donosiłam ci o wszystkich przejawach niesubordynacji, czy złorzeczenia. Karałam swoich ludzi, często wystawiając ich na słońce! Czyż nie jest to wystarczający powód do tego, by nazwać mnie twoim najwierniejszym sługą?!... nie powiedziałam złego słowa, gdy pomimo zmiany mody militarnej, kazałaś nam wciąż nosić ciężkie zbroje, chociaż dzięki nim wyróżniamy się z tłumu!...
- Nie w środku nocy... – prychnęła lekceważąco Elaine.
- Nie przerywaj mi! – uniosła się Amelia, postępując krok ku władczyni. – Nie chodzi mi o to, że nocą nie jesteśmy widoczni, po prostu teraz nikt już nie walczy w takich strojach. Nie zauważyłaś tego?! Nie dostrzegłaś, że Buda i Peszt połączyły się w jedno miasto? Że utraciłaś część wpływów? Nie zauważyłaś, że nasi ludzie coraz częściej zaczynają krytykować twój brak małżonka?
- Dobrze wiesz, że nie jest mi on potrzebny! – powiedziała ostro królowa. – Ludności nie powinno to interesować!
- Ale interesuje – odparła młodsza kobieta. – Wiesz dobrze, że zawsze istnieje szansa, że ktoś cię zgładzi. A wtedy co? Nie będzie żadnego dziedzica, który objąłby tron...
- Ty mi zostajesz do tego zadania...
- Nie interesuje mnie ta kwestia... Wolę być twoim posłusznym rycerzem, niż użerać się z rozkapryszona gawiedzią. Wśród moich ludzi już zaczyna przeważać opinia, że powinnaś zmusić swoich alchemików do wynalezienia jakiegoś remedium na promienie słońca. Pozwoliłoby nam to o wiele skuteczniej śledzić zarówno nieprzemienione wilkołaki, jak i nasze potencjalne ofiary...
- A czyż nie dostarczam wam wystarczającej ilości świeżej krwi? – zdziwiła się uprzejmie, acz nieco przesadnie czarnowłosa kobieta. Jej siostra natychmiast wyczuła, że królową nie bardzo obchodzi ten aspekt społeczny i po prostu chce zakończyć jak najszybciej ten temat.
- Dostarczasz, ale doskonale wiesz, że nic tak nie smakuje, jak krew wypita prosto z żył ciepłej jeszcze ofiary. Wojna z wilkołakami nas wykańcza, stajemy się coraz słabsi. W tym stuleciu urodziło nam się tylko pięćdziesięcioro dzieci... Gdzie podziały się te cudne czasy, gdy co noc rodziło się jedno, czy dwoje? Tysiąc lat temu byliśmy potęgą na tych ziemiach, a teraz?... Jak tak dalej pójdzie, to w końcu znikniemy z powierzchni planety!
- Przypominam ci, że wampiry są nieśmiertelne! I osobiście wcale nie żyjemy aż tak długo, by pamiętać czasy sprzed tysiąca lat!
- Pozostały księgi, zapiski, które mówią same za siebie! – Amelia starała się za wszelką cenę obronić swoje racje. – Prowadzisz nas ku niechybnej zgubie, siostro!
- Zaczynasz bluźnić, a ja tego nie lubię... – ostrzegła ją Elaine, powoli wstając z krzesła. Jako starsza z kobiet i we wcześniejszym wieku przemieniona w wampira, a więc i silniejsza obecnie, stanowiła trudnego przeciwnika do pokonania, co niejednokrotnie mogła zaobserwować jej rodzona siostra, wobec czego teraz szybko, acz niechętnie ustąpiła pola.
- Nie chcę się z tobą kłócić, Elaine. Zawiadamiam cię tylko uprzejmie, jako moją najwyższą zwierzchniczkę, że Arpos zaczyna coś węszyć...
- W jakiej sprawie? – tym razem zainteresowanie czarnowłosej było autentyczne.
- Zauważył, że żadko, kiedy bierzesz udział w bitwach. Usuwasz się w cień, koordynując wszystko z bezpiecznej odległości. Takie zachowanie zaczyna nasuwać wątpliwości.
- Jakie mianowicie?
- Czy aby na pewno jesteś tak nieśmiertelna, za jaką starasz się uchodzić... Dementuję te wszystkie pogłoski, delikatnie likwiduję podżegaczy, lecz siły ludzkiej mowy nie ukrócisz. Ludzie zawsze będą gadać...
- Jestem przecież nieśmiertelna i dowiodłam to już wielokrotnie na przestrzeni wieków! – zdenerwowała się królowa.
- Ja to wiem!... Ale ludzie i tak gadają. Stań ponownie do walki tak, jak czyniłaś to czterysta, pięćset lat temu. Stań w pierwszym szeregu wojowników, poprowadź szarżę, pokaż swym ludziom, że jesteś z nimi nie tylko mentalnie, wydając rozkazy... Poplam swą zbroję krwią czarnych, a zyskasz przychylność wojska i ludu. Inaczej utracisz poparcie.
- Czy to groźba detronizacji?
- Bynajmniej. Życzliwa uwaga i przestroga, byś nie wpadła w nadmierną pychę... – powiedziała Amelia.
- Rozumiem i dziękuję, że zechciałaś przekazać mi te zaiste dla mnie istotne informacje... Powiedz mi... czy te plotki rozsiewane są przez Arposa?
- Nie mam pojęcia – odparła tamta szczerze. – Po raz pierwszy zadał mi to pytanie tuż po bitwie, gdy pilnowałam wraz z Ixosem pilnowałam moich ludzi w czasie palenia zwłok... usilnie starał się, bym jednoznacznie odpowiedziała mu na to pytanie. Podejrzewam, że chciał mieć jakiś punkt zaczepienia. Gdybym otwarcie przyznała, że niepokoi mnie, gdy znikasz pod koniec każdej bitwy i w żadnej nie bierzesz bezpośredniego udziału, mógłby przekonać radę, by wprowadziła wobec ciebie votum nieufności...
- Arpos jest członkiem Rady. Co dałaby mu taka postawa? Jest przecież już stary...
- Nie już, tylko wciąż – zauważyła nie bez racji Amelia. – Nie wiem, co dałoby mu takie posunięcie i jakoś szczególnie nie mam ochoty na spekulacje na ten temat, bowiem jestem zmęczona i w tejże właśnie chwili marzę jedynie o ciepłej kąpieli... Nie mniej jednak wiem, jak niebezpiecznym przeciwnikiem na arenie międzynarodowej jesteś. Twoja zdolność chodzenia po ulicach za dnia jest o tyle niezwykła, że przypuszczam, iż większość z nas chciałaby ją posiadać... Nie mniej jednak bez wyraźnego pretekstu, Arpos nie zaatakuje cię publicznie i czeka wobec tego na twoje wyraźne potknięcie. A czymś takim byłyby zapewne moje słowa. Bo czyż nie godzi we władcę niepochlebna opinia, wypowiedziana przez członka rodziny królewskiej?...
- Masz rację. Przemyślę twoje słowa i możesz być pewna, że tym razem wezmę je pod uwagę w czasie realizowania kolejnych planów – odparła Elaine, sięgając ponownie po pióro i pergamin. – Czy satysfakcjonuje cię taka odpowiedź?
- W pewnej części tak – powiedziała ostrożnie jej siostra, poruszając delikatnie ramionami, gdyż zbroja ciążyła jej coraz bardziej. – radziłabym ci jednak poważnie rozejrzeć się za kandydatem na męża. Nie musi być to przecież nikt z naszej arystokracji... Człowiek byłby nawet lepszy. Gdy zmienisz go w wampira, będzie ci posłuszny... Jak i ja...
- Nie omieszkam się również nad tym zastanowić – bąknęła królowa, pochylając się nad zwojem. – Czy coś jeszcze?...

1 234 czyt.
100%212
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1229 słów i 7254 znaków, zaktualizowała 18 kwi 2017.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Almach99 · 5 paź 2018

    Dobrze sie czyta.
    Troche razi literowka - powinno byc "rzadko"

  • AuRoRa

    AuRoRa · 1 maj 2018

    Bardzo fajnie rozwijająca się fabuła.  Dwie siostry, ale każda ma swój charakter,  wygląda na to, że nie we wszystkim się zgadzają.  Fajny pomysł, łapka