It wasn’t meant to be like this – "Roxy, co ty?"

It wasn’t meant to be like this – "Roxy, co ty?"Zamknęła się w biurze Antona i uderzyła w płacz. Rico od razu zareagował, przytuliła go więc, łkając coraz mocniej. Miała dość. Epizod z Cassie przypomniał jej o Alex, o tym, jak próbowała, jak walczyła, jak spędziła z nią miłe chwile, a na drugi dzień dziewczyny już nie było. Przecież to tylko jedna noc, pojechała do domu na jedną noc, wziąć prysznic, odpocząć... I te bezczelne słowa Antona: „Trudno… skoro nie dała rady?”. Pamięta swój sprzeciw, gdy faszerowano ją jak indyka, a potem pobito do nieprzytomności tylko dlatego, że miała odwagę, miała czelność poprosić o chwilę wytchnienia.  
Prosiła, groziła, nikt jej jednak nie słuchał, a kiedy ostrzegała, że tak to się skończy, Leo zaśmiał się jej w twarz.  
Piękna, młodziutka szatynka o seksownym, ciepłym uśmiechu, Roxy do tej pory nie rozumie, jak można było być tak zimnym i skatować tak słodką dziewczynę.
Trzęsącymi się rękoma odpaliła papierosa, obraz niesionego przez chłopaków czarnego worka do dziś dzień śni się blondynce po nocach.
Alex była u nich zaledwie miesiąc, ale to wystarczyło, aby Roxy bardzo zżyła się z nastolatką. Cassie bardzo ją przypominała – tak samo zagubiona, tak samo wystraszona i nieufna idealnie wykreowała obraz nieżyjącej  osiemnastolatki, za którą Rita tak bardzo tęskni.
Z resztą dziewczyn było inaczej. Kiedy zrozumiały, w jakim znajdują się położeniu, bardzo szybko dały się okiełznać, a kiedy zdecydowały się na posłuszeństwo, za czym szły duże pieniądze i luksusowe życie, z własnej woli zostały w interesie i są w nim do dziś. Wyjątkiem jest jedynie Camila, która marzy tylko o tym, żeby się stąd wyrwać. Do tej pory usilnie stara się to ukryć, aby nie narobić sobie kłopotów, lecz Roxy to widzi i dobrze o tym wie. Nie robi jednak nic, w końcu to nie Alex.
Zgasiła papierosa i odpaliła drugiego, obraz skatowanej Cassie i perspektywa, że może skończyć podobnie jak Alex, powoli przeradzał jej smutek w złość. Nalała wódki, wypiła jednym haustem i nalała kolejną. Alkohol powoli ją uspokajał i gdy po trzeciej kolejce płacz ustał, a ślady rozżalenia zniknęły z jej twarzy, zerwała się z miejsca i szybko opuściła biuro. Wspomnienia nakręciły ją do maksimum, teraz nie była już zła, teraz była wściekła.
– Ro… – zagadał jakiś siedzący przy barze facet.
– Za chwilę – odparła na szybkiego i po chwili była już w toalecie.  
Totalnie wkurwiona zamaszyście otwierała kabinę po kabinie, sprawdzając wszystko, z koszami włącznie. Sandra nie przyłożyła się do zadania, łazienka nie była umyta zbyt dokładnie, kosze stały pełne, a krany nie zostały chyba nawet ruszone. To przelało czarę.  
Szybko wyszła, zostawiając otwarte na oścież drzwi, chwyciła wiszący na wieszaku w korytarzu pasek, wsadziła w tylną kieszeń i wtargnęła do pokoju Sandry. Ta nawet nie zdążyła podnieść się z miejsca, bo Roxy w sekundę podskoczyła do dziewczyny i zaczęła lać ją rękami po twarzy.
– Co ci powiedziałam?! – wrzasnęła, bijąc podopieczną raz za razem, po chwili jednak wyjęła pasek i zaczęła okładać Sandrę po plecach. – CO CI, KURWA, POWIEDZIAŁAM?! – grzmiała, tłukąc dziewczynę z całej siły.
– Przestań! – wykrzyczała skulona w kłębek blondynka, lecz Roxy była jak w amoku.
– Zatłukę cię, dziwko! – huczała Rita, zadając kolejne, soczyste razy.
– Roxy, co ty?! – krzyknął nagle Igor, chwytając nadgarstek dziewczyny.
Oprzytomniała.  
– Roxy, co ty? – powtórzył wystraszony, zszokowany chłopak.
Roxy milczała, gapiła się tylko na Sandrę, oddychając głośno. Ta leżała skulona, płacząc rzewnie.
Zapadła cisza, po chwili jednak Rita wcisnęła pasek w dłoń chłopaka i bez słowa opuściła sypialnię. Gdy znalazła się już w ciemnym korytarzu, oparła się dłonią o ścianę i pochyliła lekko, chcąc opanować kłębiące się w niej emocje. Te jednak nie odpuszczały, nadal była wściekła,  wiedząc jednak, kto czeka przy barze, wzięła głęboki oddech i ruszyła do głównej sali.
– Tom? – uśmiechnęła się artystycznie, podając rękę wysokiemu, łysemu facetowi.
– Wszystko w porządku? – zapytał, widząc dziwny wyraz twarzy blondynki.
– Tak. Co cię sprowadza? – zapytała, chwytając literatkę, którą Pavel postawił przed jej nosem.  
– Potrzebuję dziewczyn na sobotę… wszystkich. Na dwudziestą.
– Bankiet?  
– Jak zawsze – Tom wygiął usta. – Słyszałem, że macie kogoś nowego.
– Tak, ale na nią będziesz musiał poczekać.
– Jasne – rzekł wymownie mężczyzna, trafnie interpretując słowa dziewczyny. – Chciałbym ją zobaczyć.     
– Na chwilę obecną raczej nie ma czego oglądać – odparła z niesmakiem Roxy.
– Nalegam.
Dziewczyna zamyśliła się chwilę, po czym wstała, a Tom za nią, chwytając swoje piwo.



Powoli przysypiała, gdy doszły ją odgłosy z korytarza. Kolejny raz zerwała się do pozycji siedzącej, mocno zaciskając zęby. Każdy ruch sprawiał jej ból.
– …chwilę – usłyszała Roxy, zanim drzwi się otworzyły. – Sam widzisz – rzekła Rita, stając przed Cassie w towarzystwie nieznajomego mężczyzny.
Ten podszedł do brunetki i delikatnie chwycił ją za brodę. Wzdrygnęła się, przestraszona.
– Spokojnie – rzekł facet, oglądając twarz Cassandry z każdej strony. – Nie jest tak źle, myślę, że za tydzień będzie mogła mnie odwiedzić – rzekł Tom, uwalniając dziewczynę.
Ta była już cała blada. Pierwszy raz widziała faceta na oczy, nie mogła wiedzieć, na co go stać, czy nie okaże się kolejnym sadystycznym psychopatą.
– Zobaczymy – rzekła Roxy, zerknęła jeszcze na nietkniętą zupę i nie spojrzawszy nawet na podopieczną, opuściła z nieznajomym sypialnię.
Cassie znowu się rozpłakała, kuląc się na łóżku. Nie miała już sił, chciała do domu, a jeśli nie, to żeby ją po prostu zabili. Przeraziło ją obecne zachowanie Rity, które zupełnie różniło się od tego, jakie już znała. Jej maniera była obojętna i zimna, ta ciepła, przyjazna dziewczyna gdzieś zniknęła. „To tylko zabawa, chwilowe widzimisię. A teraz znowu będzie to samo – pomyślała, uderzając jeszcze większym płaczem. Perspektywa kolejnych bolesnych gwałtów aż dławiła w środku, dusząc. Do tego doszła koncepcja, że teraz na pewno i Roxy zacznie się nad nią znęcać. „Zobaczymy” – te wypowiedziane z zupełną obojętnością słowa dawały co do tego pełne przekonanie. „A co myślałaś?” – zadrwiła zdruzgotana, wertując przyszłe wydarzenia, w których główną rolę nie grał już Leo, nie grała reszta prześladowców, teraz grała ją Rita.

784 czyt.
100%64
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1217 słów i 6816 znaków, zaktualizowała 20 sie o 9:41.

4 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 23 sie 7:37

    Huśtawka nastrojów Roxy… wrażliwość i ludzkie odruchy i furia. Zło i dobro. Marzenia i tęsknota za Alex. Ukojenie w alkoholu, by potem wyrzucić z siebie złość za nieposłuszeństwo podopiecznej Sandry. I znowu ktoś chce Cassie... Tom?
    Znowu dwa obrazy i rozdarcie pomiędzy zewnętrzem a wewnętrzem siebie.   Miłego dnia

  • AnonimS

    AnonimS · 20 sie 9:13

    Podoba mi się to co piszesz. Casandra nie wie jak się zachować i się miota. Przez to obrywa przy byle okazji. Pozdrawiam

  • Somebody

    Somebody · 19 sie 17:32

    Żeś się rozpisała... Aż czytać nie nadążam Wspaniale!

  • BlackCrowe

    BlackCrowe · 19 sie 15:17 · 211927144

    Byłaś w lidelu? kupiłaś kilo weny czy jakieś turbinum Ci zamontowali...?  
    Dyć piszesz jak najęta. No i dobrze. Się mi podoba i już. Cieszę się, że wróciłaś i to z takim przytupem!  
    Pozdrawiam