It wasn’t meant to be like this – Roxy

It wasn’t meant to be like this – RoxyJakbym coś poplątała, krzyczcie. To jest bardzo prawdopodobne

***

– Dziękuję – uśmiechnęła się, zatrzaskując drzwi taksówki i odpaliwszy papierosa, pospiesznie ruszyła w stronę lokalu.
– Cześć – przywitała stojącego za barem Igora. – Odebrano?
– Tak. Co ty? Miałaś jutro być – rzucił olbrzym, bez zastanowienia stawiając na ladzie pełną szklankę wódki z sokiem.
– Coś nie tak? – warknęła dziewczyna.
– Ja tylko pytam – mruknął Igor.
– Będę na górze – poinformowała Roxy, chwytając literatkę…



Otworzyła drzwi i zdębiała; leżąca na podłodze dziewczyna wyglądała jak ścierwo, nie dając żadnych oznak życia. Kurwa – syknęła pod nosem, krążąc wokół Cassie jak drapieżnik wkoło ofiary. Ukucnęła.
– Wstań – poprosiła, łapiąc dziewczynę za ramiona i teraz dopiero brunetka nerwowo się poruszyła.
Ritę natychmiast ogarnął żal, a po nim niepohamowana złość, i gdy już przy pomocy Igora udało się przemieścić Cassandrę na łóżko, po chwili nieudolnej rozmowy z porwaną, chwyciła telefon i wyszła. Szybko wybrała numer.
– Nie mam jak – wyjechał od razu mężczyzna, rozdrażniając dziewczynę jeszcze bardziej.
Na nic się jednak zdały jego wykręty, po stanowczych słowach Roxy facet w końcu ustąpił. Zjawił się po godzinie, niezbyt zadowolony. Szybko zbadał dziewczynę i jeszcze szybciej ulotnił się z pokoju.
– To po to mnie tu ściągnęłaś? – warknął, pretensjonalnie gapiąc się na Ritę.
– Czy to za mały powód? – syknęła, wskazując głową drzwi sypialni.
– Słyszałem o tym, co zaszło. Po co się wtrącasz? Ona ma pracować, nie urządzać sobie wakacje.
– Że co? Kurwa, będziesz mnie pouczał?! – wkurwiona dziewczyna podniosła głos.
– Anton doskonale wie o metodach Leo, które, jakbyś nie wiedziała, przynoszą pożądany skutek.
– Do chuja, skutek? To jest, kurwa, skutek?! I co? I co? Myślisz, że goście będą zadowoleni, gdy pokażę im taki towar? No… chyba, że gustują w gównie, jak Georgie – fuknęła zdegustowana Rita, zamaszyście machając rękoma.
– Dobrze, rób jak chcesz, nie moja sprawa. Do zobaczenia – rzekł sucho facet i ruszył po schodach.
– Kretyn – burknęła Roxy i wróciła do Cassie.



– Dokąd? – syknęła i Sandra natychmiast się zatrzymała. – Co tam robiłaś? – zapytała szorstko, przeszywając podopieczną suchym spojrzeniem.
– Nic.
– Nic? Nie masz nic do roboty?  
Sandra milczała.
– Dobrze, więc znajdę ci zajęcie. Chodź – nakazała blondynka, ruszając w stronę baru.
Weszła na główną salę, wzięła spod lady pęk kluczy i po chwili stała już na zapleczu, przy otwartych na oścież drzwiach schowka.
– Proszę bardzo, wybieraj, co ci potrzebne i za dwie godziny widzę czystą toaletę – oznajmiła z pełną powagi miną.
– Chyba sobie żartujesz – Sandra natychmiast wniosła sprzeciw.
– Słucham?
– Nie będę myć kibla, co ty sobie wyobrażasz? – burknęła dziewczyna.
Rita podeszła i mocno ścisnęła policzki koleżanki.
– Słucham?  
Dziewczyna się wyciszyła.
– Masz dwie godziny – powtórzył Rita, mocno odpychając twarz Sandry, po czym odwrócił się na pięcie i wyszła.  
Była wściekła.



– Witaj – uśmiechnęła się szeroko.
– Jak interes? Oczekuj mnie jutro… z dziewczyną. I bądź miła, ona osobiście podjęła decyzję o pracy u nas. Wyraziłem się jasno? – rzekł Anton.
A czy ja kiedyś byłam niemiła? – zaświergotała Roxy.
Boss jednoznacznie się zaśmiał.  
– Pojawi się też Max z żoną, więc przygotuj odpowiednie przywitanie, rozumiemy się? Wiesz, co lubi.
– Jasne.
– Jak sprawy?  
– Wszystko w porządku. Mamy nowy towar, tylko…
Nastała cisza.
– Roxy.
– Leo tym razem przesadził, musisz z nim porozmawiać. Tak dalej być nie może – rzuciła dziewczyna.
– To znaczy?
– Skopał ją jak psa, dziewczyna ledwo żyje. A jest naprawdę warta zachodu, bardzo dobry wybór – odparła.
– Dobrze, porozmawiam, ale teraz muszę już kończyć. Zadzwonię przed wylotem. I Rox… pilnuj jej. I pamiętaj o Maxie, wiesz, że to ważne – zaakcentował odpowiednio, po czym się rozłączył.
Odetchnęła, wiedziała, że szef zrobi porządek z bydlakami, a przynajmniej da im do zrozumienia, aby nie jechali tak ostro. Nie wiedziała tylko, jak Anton pokaże Maxowi Cassandrę w takim stanie. Pewnie nie pokaże – wnioskowała, zaraz się jednak zmobilizowała, pomknęła do biura i chwyciła słuchawkę telefonu.
Umówienie się z właścicielką restauracji trwało moment i po chwili grzebała już pod ladą przy barze.
– Gdzie są moje kluczyki? – zapytała Pavla, który pojawił się w pracy.
– A skąd mam wiedzieć?
– Czy Blackie brał moje auto? – warknęła.
Nie zwróciła uwagi, wysiadając z taksówki, czy samochód jest na miejscu.
– Kurwa, Roxy, nie wiem, nie jestem parkingowym, ja tu sprzedaję drinki – wkurzył się chłopak.
Dziewczyna wznowiła poszukiwania i po dłuższej chwili znalazła breloczek z logo Bmw, leżący w szufladzie pomiędzy masą niepotrzebnych śmieci.
– One tu nie leżały – sugestywnie wystawiła palec przed nos barmana i wyszła, pałając gniewem.



– Witaj – Paulina, właścicielka „Black Lotos” podała rękę dziewczynie, robiąc przymilne miny. Roxy nawet nie ruszyła się z miejsca.
– Potrzebuję tego, co zawsze. Na jutro. I oczywiście z pełną obsługą – poinformowała bezemocjonalnie. – Daj mi wódkę z sokiem porzeczkowym.
Kobieta migiem zniknęła za barem i równie szybko wróciła, stawiając na stole szklankę. Położyła plik kartek przed nosem blondynki.
– To są wszystkie wasze zamówienia jak dotychczas. Może chcesz wybrać coś konkretnego? – pisnęła niepewnie, definitywnie czuła się nieswojo w towarzystwie dziewczyny.
Roxy chwyciła kartki i wlepiła w nie wzrok.
– Nie będę ci przeszkadzać, powiadomisz barmana, jak będziesz mnie potrzebować – wymamlała Paulina i zniknęła dziewczynie z oczu.
Rita była coraz bardziej podminowana. Wizyta Krisa w biurze i jego podejrzane zachowanie nie dawało jej spokoju. Zdążyła już zauważyć, jak dziwne podejście chłopak zaczął mieć do Cassandry i to ją niepokoiło. Lubiła i szanowała kolegę, nie chciała, aby wpakował się w kłopoty. No i Cassie – była zbyt cenna, aby pozwolić na dziwne kombinacje.  
Kłótnia z Leo także rozstroiła dziewczynę nerwowo, gdyby mogła, najchętniej rozerwałaby go na strzępy. Uśmiechnęła się tylko na miłe wspomnienie figli w biurze szefa.



Wertowała kartki, zaznaczając niebieskimi kółeczkami poszczególne rzeczy, lecz sama nie wiedziała, czy dokonuje dobrego wyboru.
– Podać coś jeszcze? – wystraszyła ją kelnerka, zawisając znienacka nad głową dziewczyny.
– To samo – Roxy odsunęła szklankę, nie spojrzawszy nawet na dziewczynę. – I papierosy – puknęła palcem w pustą paczkę Marlboro. – Zawołaj Paulinę.
Ta zjawiła się w okamgnieniu, zdawałoby się, że chodzi przy blondynce jak w zegarku.  
– Jutro zadzwonię i powiem, na którą planowana będzie impreza – rzekła ozięble, jednym duszkiem wypiła drinka, chwyciła papierosy i oczywiście nie płacąc, wyszła z lokalu.

3 888 czyt.
100%165
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i erotyczne, użyła 1210 słów i 7317 znaków, zaktualizowała 14 lip o 16:56.

5 komentarzy

 
  • angie

    angie · 7 lipca

    Będę oszczędna w słowach: WIĘCEJ!

  • kaszmir

    kaszmir · 7 lipca

    Witam niedzielnie
    Ciekawy odcinek, przekładaniec poprzednich obrazów, to co się działo poza. Anton bardzo luźno podszedł do informacji Roxy...czy odmieni chociaż trochę los Cassie? No i Kriss poszedł pod lupę i jego zainteresowanie dziewczyną.  
    Roxy ma prestiż i dominację nad innymi, ale do pewnej granicy. Jest pracownikiem jak wszyscy.

    Miłej niedzieli

  • dangerWolf

    dangerWolf · 6 lipca · 275244633

    nie moge sie doczekać kolejnego ale tym razem zrób dłuższe

  • AnonimS

    AnonimS · 6 lipca

    Nie pokręciłaś. Zestaw na tak

  • Somebody

    Somebody · 6 lipca

    No. Już miałam strzelać focha, że publikukesz wszystko, oprócz tego, co ja chcę... Ale masz szczęście. Teraz jestem usatysfakcjonowana... Do przyszłego tygodnia